piątek, 24 września 2021

„Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – Eddie Jaku

„Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – Eddie Jaku
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Eddie Jaku
Tytuł: Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Tłumaczenie: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak
Stron: 240
Data wydania: 15 września 2021

Dawno już nie czytałem żadnej literatury traktującej o przeżyciach osób, które przetrwały wojnę jako więźniowie obozów koncentracyjnych. Lubię jednak czasem po nią sięgnąć w myśl zasady konieczności przypominania historii, aby się nie powtórzyła. Nie są to tematy proste ani lekkie, jednak czuję pewnego rodzaju radość, jeśli mogę użyć tego słowa, ponieważ mogę dzięki temu polecać innym wyczerpujące tytuły, aby historia nie została zapomniana, ani zakłamana. A trzeba przyznać, że „Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” może faktycznie wywołać radość nie tylko z wyżej wymienionych powodów, ale również z powodu ciepła, które niesie swoim przesłaniem.

Dla niektórych slogan „nigdy nie jest za późno na realizację marzeń” jest jedynie sloganem. Dla innych, takich jak Eddie Jaku, jest to motor napędowy do przekucia swoich myśli w czyny. Autor „Najszczęśliwszego człowieka na Ziemi” napisał bowiem tę książkę – jego pierwszą swoją drogą – w wieku stu lat. Jego celem było przybliżenie swojego życia, poznaczonego wieloma bliznami obozów koncentracyjnych, ponieważ jako Żyd urodzony w 1920 roku w Niemczech, był z góry skazany na cierpienie. Przetrwał je jednak, a wśród najgorszych chwil znajdą się zawsze też te piękne, o których warto opowiedzieć, co Eddie Jaku robi z onieśmielającą pogodą ducha.

Prawdziwe (czy raczej… początkowe) imię i nazwisko autora to Abraham Salomon Jakubowicz. Urodził się w 1920 roku w Lipsku i od samego początku był wychowywany jako niemiecki patriota – przez całą swoją młodość był bardzo dumny z tego, kim jest i jakiego państwa jest obywatelem. Jednak dojście nazistów do władzy bardzo szybko zweryfikowało jego poglądy – Eddie Jaku jest Żydem, a naród ten znalazł się bardzo szybko na celowniku NSDAP, która jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej zaczęła traktować Żydów w nieludzki sposób. Eddie Jaku jednak nie próbuje skupiać się na krzywdach, które go spotkały, tylko na tym, co pomagało mu przetrwać oraz cieszyć się nawet najmniejszymi chwilami dobroci.

Książka przepełniona jest naprawdę radością. Z tego, że autor przeżył, że poznał wspaniałych ludzi, kochającą żonę, że otrzymał mnóstwo pomocy, a potem sam mógł jej udzielić. Radości z życia pomimo przeciwności życia oraz tego, co przeżył. Jeśli dzieli się jakimikolwiek szczegółami z czasów przebywania w którymś z obozów koncentracyjnych (w tym również w Auschwitz), to opisuje z bardzo osobistej perspektywy. Nie próbuje pokazać całokształtu tragedii, ale pokazuje swoje przeżycia oraz sposób, w jaki złagodził ich negatywny wpływ na jego życie. Przyznam szczerze, że chyba jeszcze nie spotkałem takiej książki traktującej o zbrodniach nazistów oraz przeżycia ich ofiar. Jest naprawdę… magiczna.

Jeśli chcielibyście sięgnąć po jakieś pozycje związane z II Wojną Światową oraz historią ofiar nazistów, jednak boicie się swojej reakcji, to możecie spróbować właśnie od „Najszczęśliwszego człowieka na Ziemi”. Optymizm Eddiego ochroni Was od złych emocji, ale zobaczycie też kawałem tej ciemnej strony takie literatury. Krótka, prosto napisana, a do tego naprawdę świetnie się czyta. No i zostawia człowieka z mieszaniną satysfakcji oraz zniesmaczenia spowodowanego zbrodniami. Nie pozwala zapomnieć, jednak daje nadzieję – taką samą, jaką znalazł Eddie Jaku.

Łączna ocena: 8/10



sobota, 4 września 2021

Co pod pióro we wrześniu 2021

Cóż nam przyniesie wszystkim ten miesiąc? Na pewno krótsze dni! Być może trochę więcej deszczu oraz ochłodzenia – w końcu jesień zbliża się już wielkimi krokami. A jak deszcz, a jak chłód, to koc, ciepła herbata oraz książki stają się najlepszymi przyjaciółmi! Ja tam na pewno z moich codziennych, porannych spacerów nie zrezygnuję (raptem około 5 000 kroków, ale ruch to ruch!), nieważne czy będzie deszcz, śnieg czy też słońce. Nie zamierzam również rezygnować z wieczornych seansów z książką, tuż przed snem. Tak, jestem trochę niewolnikiem rutyny…

Sierpień mi całkiem nieźle wypadł pod względem książek „czytanych” (znaczy się nie tych, które słucham), jednak nie będę szalał z założeniami we wrześniu. Różnie to w końcu może być, prawda? Na pewno więc wezmę sobie kolejny tytuł z mojej małej akcji #5na2021 (następna książka Asimova), będę kontynuował również przygodę z Uniwersum Metro 2033, a do tego wrzucę sobie jeszcze coś z nieco innych klimatów! Tak dla odmiany.

Poniżej więc przedstawiam moje plany! Zdjęcia okładek jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać. 

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Pierwszy tom cyklu „Roboty” Isaaca Asimova – jednego z pisarzy, którzy wywarli duży wpływ na postrzeganie robotów. Jest to literatura już dość wiekowa, można rzec, co tym bardziej zachęca mnie do zapoznania się wreszcie z klasyką science-fiction. 

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Często powtarzam, że jeśli się powiedziało „A”, to należy powiedzieć „B” – pierwsza część „Nowej Polski” przypadła mi do gustu dość mocno, więc nie chcę długo czekać. Zwłaszcza że już niewiele do tej pory wydanego Metra mi zostało.

„Przełom” – Michael C. Grumley

Odgrzebałem tę książkę podczas ostatniego przeglądu biblioteczki i totalnie zapomniałem o tym, że ją w ogóle mam! Wysoko oceniana, z dobrymi opiniami, kręci się wokół… morza i tego, co morscy biolodzy mogą wiedzieć. A podobno robi to dobrze!

AUDIOBOOKI

Jakże by miało u mnie zabraknąć audiobooków! Ostatnio się nawet przekonałem do beletrystyki (tylko muszę mieć dobrego lektora, jak na przykład Filip Kosior), więc chciałbym wrzucić jej więcej do swoich planów. Często są to dłuższe książki (w końcu lektorzy muszą trochę nakombinować głosem, żeby wszystko miało ręce i nogi), co dla mnie jest dodatkowym plusem, bo lubię spędzać więcej czasu z daną historią.

Cały czas żałuję, że w Empik Go nie można filtrować w prosty sposób po lektorach, ale cóż, jakoś muszę przeżyć i po prostu podłubać w szukajce. Trochę dłużej mi schodzi, ale przynajmniej wiem, że się nie zgubię w trakcie słuchania. Na wrzesień wybrałem więc (po długich negocjacjach z samym sobą) takie oto tytuły:

  • „Wilkołak” – Wojciech Chmielarz
  • „Gra Luizy” – Anna Reczek-Robak
  • „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule
  • „Limes inferior” – Janusz A. Zajdel
  • „Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan” – Monika Góra


czwartek, 2 września 2021

Podsumowanie sierpnia 2021

Jak tam Wasz sierpień? Mój był bardzo urlopowy! Trochę zaszalałem i od 13.08 aż do samego końca miesiąca leniłem się, chociaż dość aktywnie. Takim trochę już rytuałem są odwiedziny Krakowa, chociaż na jeden dzień, jako węzeł przesiadkowy dalej. Tym razem jednak nie polecieliśmy w Tatry, ale w Pieniny na kilka dni. Są to góry o wiele niższe niż Tatry (Wysoka, szczyt Pienin, mierzy raptem 1050 m n.p.m.), jednak niesamowicie urokliwe. A i tak można dostrzec panoramę Tatr Wysokich z niektórych miejsc, jeśli tylko pogoda na to pozwoli!

Początek miesiąca wyglądał podobnie do lipca, jeśli chodzi o moje tempo pochłaniania książek. Ponownie była to duża zasługa sezonu wakacyjnego u podcasterów, dzięki czemu błyskawicznie połykałem audiobook za audiobookiem! Chociaż tym razem trafiły się też takie… trochę dłuższe. Zdecydowanie wolę je od krótkich książek. Jednak co piętnaście godzin przygody, to piętnaście godzin przygody, a nie takie standardowe siedem. Zbyt szybko się je połyka. Wreszcie też zaliczyłem zaplanowaną w #5na2021 książkę Isaaka Asimova „Pozytonowy detektyw”. 

Tyle wstępu, a teraz zapraszam na comiesięczną dawkę grafik ze statystykami!



Cóż, sierpień, czas urlopów u mnie, więc mogło być tutaj bardzo różnie. Nie zamierzałem jednak od samego początku narzekać na żaden wynik! Rozumiecie, jak jestem w górach, to bardziej mnie pasjonuje łażenie po kolejnym szlaku i wdrapywanie się następny szczyt, a czytanie niekoniecznie jest wysoko na liście najważniejszych rzeczy… Jak wystarczy czasu wieczorem, to spoko. Jak będę zbyt zmęczony, to trudno! Zawsze jest to więc taka trochę loteria. A tak w sumie to na słuchanie nie za bardzo ten czas znalazłem...


Wszystkie przesłuchałem, ha! Znaczy wszystkie, które się pojawiły, bo rozumiecie, sezon wakacyjny. Powoli jednak twórcy wracają, więc już zaraz znowu będzie walka o czas między audiobookami a podcastami. 


No cóż, a tak sobie wyglądają audiobooki i podcasty zebrane razem do kupy. Dość ciekawie wyszło – spodziewałem się nieco innego wyniku. Nie byłem jednak do samego końca pewien, jak wpłynie mój urlop na słuchanie. Niby wolne i w ogóle, ale wiecie, jak to bywa…


Chciałem być cwany! Wziąć ze sobą na wyjazd kabel HDMI i się podpiąć pod hotelowy telewizor i sobie wieczorami coś obejrzeć. Cóż, plan wyszedł w połowie… Kabel wziąłem. Tylko niestety nie 2x HDMI, ale HDMI -> DisplayPort, co skończyło się odpaleniem w tle Sopot Festiwalu, bo o Netflixie z laptopa mogłem zapomnieć… :D

W efekcie więc obejrzałem sobie tylko to, co mogłem w domu, a wyszło tego o tyle:

  • „Wiedźmin: Zmora Wilka”
  • American Crime Story
  • Dirty John: Betty Broderick


Powoli do przodu! Tak w sumie można podsumować. Na blogu się prawie nic nie dzieje, głównie wrzucam już zbiorcze posty, podsumowania i takie tam, więc nic dziwnego, że jest mniej wyświetleń i odwiedzin. Natomiast przez ponad tydzień byłem prawie nieobecny na Instagramie i Facebooku (tyle, co czasem jakąś relację wrzuciłem i to niekoniecznie książkową), więc cóż… Powoli do przodu!

Mniej się też pojawiło w związku z tym zdjęć na Instagramie, no ale parę jednak jest. Tym, które zdobyło najwięcej serduszek, jest to:

A na samym końcu lista przeczytanych przeze mnie książek:

  1. „Otchłań” – R. J. Szmidt
  2. „Ginekolodzy” – J. Thorwald
  3. „Zombie” – W. Chmielarz
  4. „Ja, robot” – I. Asimov
  5. „Spod zamarzniętych powiek” – A. Bielecki, D. Szczepański
  6. „W kręgu zła” – D. Kowalska
  7. „Illidan” – W. King
  8. „Grom i szkwał” – J. Łukawski
  9. „Paradoks kłamcy” – M. Kuzborski

Miłego września!


środa, 1 września 2021

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2021

Wakacje i po wakacjach, czas znowu szybko minął, prawda? Dni stają się coraz krótsze i (teoretycznie) chłodniejsze, zaraz pokaże się nam złota polska jesień! Na razie jednak możemy się jeszcze nacieszyć ciepłem (albo na nie ponarzekać, jak ja), całkiem niezłym słońcem i powiedzmy, że błogim lenistwem. No, w każdym razie ci, co mogą, to niech się cieszą! Będziecie z rozrzewnieniem wspominać sierpień? Czy raczej dał się Wam we znaki, zmęczył Was lub w jakikolwiek inny sposób okazał się niezbyt dobrym miesiącem?

Osobiście raczej narzekać nie mam na co. No, może prócz wspomnianego ciepła… Jestem zimnolubny, więc mrozy są mi bliższe niż upały (kiedy ktoś się cieszy ze wspaniałych dwudziestu pięciu stopni Celsjusza, ja przeklinam tę temperaturę), jednak wiecie, nic na nie nie poradzę, więc pozostało mi je zaakceptować. W sierpniu miałem mały wypad wakacyjny w bardzo urokliwe Pieniny (choć moje serce pozostaje przy skalistych i wysokich Tatrach), więc mniej więcej naładowałem baterie na kolejny rok (he-he)!

Cóż mi się udało przeczytać? A proszę bardzo, między innymi te tytuły! Jak zwykle więc zapraszam na krótką wycieczkę po dwuakapitowych opiniach o przeczytanych pozycjach.

„Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 44m
Lektor: Albert Osik

Jeśli ktoś czytał już jakieś książki Thorwalda, to mniej więcej wie, czego się spodziewać w „Ginekologach”. Jest rzeczowo, konstruktywnie, z dużym naciskiem na merytorykę oraz przedstawienie w jak najlepiej ułożonym porządku chronologicznym historię prowadzenia ciąży i leczenia problemów kobiecych. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych dzieł autora, to nieco bardziej bezpośrednie podejście do komunikacji z czytelnikiem. Czasem Jürgen Thorwald pozwala sobie nawet na sarkazm lub ironię!

Nic jednak dziwnego, ponieważ sama chirurgia cierpiała na brak wiedzy, rozwoju technologii i technik operacyjnych, a także zwykłe, klasyczne ludzie przywary. Z ginekologią było nieco inaczej, jak się okazuje, która to cierpiała głównie na… religię. A raczej z jej powodu, co właściwie nie powinno dziwić. Są to więc kompletnie inne zmagania z innymi problemami, niż te, z którymi zderzali się chirurdzy. Autor rzecz jasna nie próbował stawać po żadnej ze stron, ale przybliżyć po prostu w miarę obiektywnie całą historię, czasem jedynie pozwalając sobie na odrobinę uszczypliwości przy najbardziej absurdalnych i abstrakcyjnych nawet jak na tamte czasy decyzjach.

„Zombie” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 22m
Lektor: Grzegorz Przybył

Detektyw Dawid Wolski po rozwikłaniu jednej sprawy dostaje po jakimś czasie drugą – tym razem nieco bardziej… delikatną. Tym razem jednak to nie Rosolski jest zleceniodawcą, ale prokurator Górski. Czy tym razem jest łatwiej? Ano nie, bo detektyw niewiele wie o sprawie. Trochę się tak rzuca na prawo i lewo po omacku, ale czasem z jajem, a czasem nieco poważniej. Na pewno w podobnym klimacie, co poprzednia książka, czyli „Wampir”. Taka nie do końca poważna, niekoniecznie spójna logicznie, choć robiąca wrażenie, że te takie dziury czy naciągnięcia to są specjalnie zrobione, być może dla śmiechu.

Zbyt wielu nagłych zwrotów akcji tutaj nie uświadczycie, ale i tak „Zombie” się słuchało bardzo przyjemnie. Przede wszystkim cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem pytanie „kimże on jest, czy tak serio, czy ktoś podstawiony?”. Chociaż ja akurat się nie staram rozwikłać zagadek w kryminałach, więc mogę tutaj nie być zbyt dobrym przykładem na potwierdzenie lub obalenie tezy, że Wojciech Chmielarz umie w trzymanie informacji w tajemnicy… Historia płynęła, przeplatana żartami oraz często gorzko śmiesznymi sytuacjami i nawet nie zauważyłem, kiedy ją skończyłem. Nie jest ambitna, ale na pewno zapewnia rozrywkę, a o to też przecież chodzi, prawda?

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 416

Co Robert J. Szmidt to Robert J. Szmidt, prawda? Ano prawda, co potwierdza „Otchłań”, pierwszy tom „Nowej Polski”, osadzonej w Uniwersum Metro 2033 oraz Metro 2035. Jest o niebo lepsze od „O Jednomyślnych” Pawła Majki, które to książki miałem okazję przeczytać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Co tu jest dobrego? Przede wszystkim postacie, które są bardzo jaskrawe (zwłaszcza Iskra), spójne oraz prowadzone bardzo konsekwentnie. Dosłownie jak podczas porządnej sesji RPG. Dobre jest również tempo akcji oraz całej historii. Przypomina oczywiście klasyczny quest w stylu „przejdź do punktu B, a po drodze przeżyj przygodę”, jednak to właśnie te przygody robią tu robotę.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – jak na razie trochę brakuje temu tytułowi do czołówki całej serii, jednak jest na pewno wysoko. „Konstytucja Apokalipsy” to to nie jest, jednak na pewno wyróżnia się na tle większości książek osadzonych w postapokaliptycznym uniwersum. Muszę jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest to pierwszy tom, więc może się to jeszcze zmienić – równie dobrze Robert J. Szmidt mógł stworzyć jedynie dość dynamiczny wstępniak do jeszcze lepszej historii złożonej z… no właśnie, z czego? Zobaczę już niebawem!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 240

Szczerze? Zbyt wielu książek typowo science-fiction to ja w życiu nie przeczytałem i możliwe, że właśnie dlatego „Ja, robot” zrobił na mnie aż tak pozytywne wrażenie. Z jednej strony czuć, że jest to naprawdę bardzo stara literatura, ale z drugiej widać również niesamowicie wyważone podejście autora do kwestii słowa „science” w nazwie odmiany gatunkowej. Czuję w środku, że nawet w latach, w których powstał ten zbiór opowiadań, nikt nie czuł się przytłoczony jego zawartością.

Wszystkie krótkie formy skupiają się wokół wprowadzenia w cały świat stworzony przez Isaaca Asimova. Przedstawiają niejako historię rozwoju robotyki na przestrzeni lat w opowieściach byłej pracownicy konsorcjum robotycznego, która miała bardzo dużo do powiedzenia w firmie. Przy okazji zachowana chronologia bardzo upłynnia opowieść i pokazuje, na czym opierają się główne założenia uniwersum. A zwłaszcza stworzone przez autora trzy Prawa Robotów Asimova.

„Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 52m
Lektor: Filip Kosior

Historie opowiadające życie himalaistów najczęściej pojawiają się po ich śmierci. Adam Bielecki cały czas żyje (i niech żyje jak najdłużej!) i ma z pewnością jeszcze wiele do powiedzenia w kwestii wspinaczki wysokogórskiej! Jak do tej pory osiągnął jednak tak wiele, że warto nie tylko przybliżyć fragment jego życia, ale również się z nim zapoznać – a „Spod zamarzniętych powiem” robi to doskonale. Jest i młodość, i droga do szczytów, i źródło zamiłowania do wspinania, jak również nieco buntowniczego charakteru.

„Spod zamarzniętych powiek” skupia się głównie na drodze przebytej przez Adama Bieleckiego, począwszy od wspinania się w skałkach, przez Tatry, Alpy, a na Himalajach zakończywszy. Wiele z historii to nie tylko prosty przekaz, ale również pewnego rodzaju zobrazowanie problemów oraz przemian, które zachodziły w polskim alpiniście – w jaki sposób góry go zmieniały, ciosały i naginały do własnego kształtu, tworząc osobą, którą jest obecnie. Nie brakuje opisów zdobycia poszczególnych szczytów, ale jest również sporo historii niekoniecznie czysto górskiej. 

„World of Warcraft: Illidan” – William King

Format: Papier
Stron/długość: 416
Tłumacz: Dominika Repeczko

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Brak tłumaczenia niektórych nazwisk lub miejsc! Blizzard niestety wymagał zawsze tłumaczenia wszystkiego, co się da, więc w książkach pojawiały się rzeczy typu Sylvanna Bieżywiatr (przetłumaczone z Sylvanna Windrunner), co dla fanów całego uniwersum, wychowanych na angielskich oryginałach, stanowiło od zawsze spory problem. Rzecz jasna nie była to wina tłumaczki, której to pracy jestem wielkim fanem, bo również „Illidan” został przetłumaczony w ten sam sposób, co pozwala na utrzymanie klimatu.

Sama historia stworzona przez Williama Kinga bazuje na wydarzeniach z gry, jednak mam wrażenie, że czasem jest zbyt… infantylna oraz rwana. Nie chodzi o samą fabułę, ale sposób poprowadzenia akcji, niektórych dialogów (tych niekoniecznie wziętych z gry) oraz o taki brak płynności wydarzeń. Mimo wszystko przyjemnie się czytało nieco bardziej rozszerzoną wersję rajdu na Black Temple, wraz z poszczególnymi etapami walki. Nie będzie to jednak moja ulubiona książka z tego uniwersum, nawet pomimo mojej sympatii do postaci Illidana Stormrage. Ot, taki przeciętniak, chociaż przyjemny do przeczytania.

„Grom i szkwał” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 400

Druga część jest o wiele lepsza niż poprzednia. Tym razem mamy już bardziej dynamiczną akcję, bez zbędnych przerw czy nagłych przeskoków pomiędzy wydarzeniami. Do tego fabuła skleja się nieco lepiej i w ogóle widać, w jaką to wszystko stronę zmierza. Co prawda clue tego wszystkiego nie było bardzo długo widoczne (a wszak jest to trylogia, więc połowa drugiego tomu to chyba odpowiedni moment na powolne odkrywanie kart, a nie ich rozkładanie), jednak miałem o wiele więcej satysfakcji z czytania. No dobra, w ogóle jakąkolwiek miałem.

Dopiero tutaj więc widać, skąd wzięły się te wszystkie wysokie noty dla książek. Być może pierwszy tom dostał je niejako „bonusowo”, za całokształt, ale to tylko moje gdybanie. Przy okazji autor rozszerzył również świat, co widać od samego początku na mapie dołączonej do książki – już nie obracamy się tylko w Wondettel sąsiadującym z Martwicą, ale zaglądamy za Kas Brethil oraz widzimy, co się dzieje w zamorskich krainach. Jak więc widzicie – dzieje się! Zobaczymy, czy tendencja wzrostowa została utrzymana również w trzecim tomie, za który wezmę się już niebawem!

„W kręgu zła” – Dorota Kowalska

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 51m
Lektor: Aneta Todorczuk

Bardzo… średni zbiór reportaży. Większość z nich zostawia po sobie pewien niedosyt, jakby autorka nie wyczerpała w pełni tematu. Dobrane są według klucza, którego nie mogłem odkryć – po prostu jakby chaotycznie zebrane do kupy krótkie formy z różnych gazet (na końcu każdego reportażu pojawiła się informacja, w jakim czasopiśmie lub gazecie się pojawił oraz kiedy), byle tylko wydać z tego książkę. Wszystko niby kręci się wokół ogólnie pojętych spraw kryminalnych, ale jest to bardzo luźne podejście.

Długo walczyłem z tym audiobookiem, nie zachęcał w ogóle do słuchania. Jest mnóstwo o wiele lepszych pozycji, bardziej spójnych, poruszających, przedstawiających dany problem w szczegółach. Tego, czego odmówić autorce nie można, to obiektywność – wydźwięk wszystkich jej prac jest bezstronny i czuć, że stara się przekazać tyle faktów, ile się tylko da. Niestety to nie wystarczy, żeby stworzyć porywający reportaż, który otworzy oczy szerszej publiczności.

„Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Lektor: Filip Kosior

To jest chyba moje odkrycie tego roku! Kompletnie nieznany mi autor z książką, o której pierwsze słyszę, a tu nagle wyskakuje świetna intryga, dynamiczna akcja ze sporą ilością jej zwrotów, no i ogólnie naprawdę sztos historia! Do tego jeszcze przegenialnie przeczytana przez Filipa Kosiora (serio, to jeden z moich ulubionych lektorów, jak beletrystyka, to tylko z jego głosem). Od końcówki nie chciałem się oderwać i każda chwila, w której musiałem przerywać słuchanie, bolała dość mocno. Nie widzę w tej powieści zbyt wielu słabych punktów.

Nawet bohaterowie dają się lubić i to mocno. Konsekwentnie prowadzeni, wyraziści oraz trzymający się swoich kodeksów. Główna postać to „zawodowy kłamca”, jak można by go określić – potrafi ratować tyłek firmom oraz osobom publicznym, niekoniecznie wykorzystując do tego prawdę. Jak dorzucimy do tego próbę wrogiego przejęcia dużej firmy przemysłowej, okrasimy odrobiną świata przestępczego, to wychodzi nam całkiem niezła mieszanka, z której Michał Kuzborski upiekł doskonałe ciasto. Dużo szorstkiego, ale nie wulgarnego humoru, odrobina napięcia seksualnego wplecionego w historię to tylko nieliczne z dodatków, które pisarz umiejętnie wplótł w całą historię. Naprawdę polecam!


wtorek, 10 sierpnia 2021

Bardzo chcę! #82 – „Anatomia ludzkiej destrukcyjności” Erich Fromm

Kiedy spróbujecie przeczytać opis zaserwowany przez Wydawnictwo Rebis, możecie się złapać za głowę. Ja się złapałem i wróciłem do jego początku, aby jeszcze raz go przeczytać. I jeszcze raz. I kolejny. No nie jest on prosto napisany, jednak zapowiada coś naprawdę… porządnego. Nie mam bladego pojęcia, czy jestem przygotowany na przyjęcie treści, które serwuje (mam na myśli merytoryczne przygotowanie – wszak do psychologa to mi bardzo daleko), ale i tak mam ogromną ochotę ją przeczytać. Choćby po to, żeby samodzielnie się przekonać, czy uda mi się jej stawić czoła, czy też nie.

No dobra, nastraszyłem, ale o czym właściwie mówię? W dużym skrócie dzieło to uznawane jest za studium „zła”, i to jedno z najlepszych napisanych w tej tematyce w XX wieku. Agresja, przemoc, zastraszanie – wszystko to się skądś bierze. Erich Fromm był psychologiem, psychoanalitykiem oraz filozofem, niesamowicie płodnym literacko. „Anatomia ludzkiej destrukctyjności” powstała w 1973 roku i miała na celu próbę odpowiedzi skąd się bierze ludzka gwałtowność, na jakie części się dzieli oraz co mogło spowodować, że Adolf Hitler był taki, jaki był. 

Najlepiej jednak to opisze wspomniane już przeze mnie podsumowanie Wydawnictwa Rebis – sami zobaczcie, z czym to się je:

„Jedna z najważniejszych książek XX wieku.

Nowe wydanie.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest obszernym studium zjawiska, które określa się krótkim terminem »zło«. Zamierzona została jako wypowiedź polemiczna wobec behawioryzmu i instynktywizmu, a jednocześnie jako rewizjonistyczne rozwinięcie poglądów Freuda z okresu, gdy wprowadził pojęcie popędu śmierci. Fromm zmierza do kulturowego ujęcia tematu od strony typologii charakterologicznej oraz wytłumaczenia sensu złośliwej i niezłośliwej agresji. Niejako »po drodze« dostarcza psychoanalitycznych portretów wielkich zbrodniarzy XX wieku: Stalina, Himmlera i Hitlera.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest nie tylko jedną z najważniejszych prac Ericha Fromma, ale i jedną z najważniejszych książek XX wieku i o XX wieku. Spostrzeżenia, podsumowania, siła oddziaływania argumentów, a także głęboki humanizm autora nadają jej nieprzemijającą wartość, która przemawia do czytelnika z równą mocą w wieku XXI”.

Zachęceni? :D 


środa, 4 sierpnia 2021

Co pod pióro w sierpniu 2021

Sierpień jest u mnie miesiącem urlopowym! Nie jest aż tak ciepły, jak lipiec, teoretycznie trochę mniej też ludzi się kręci tu i ówdzie (lubią czerwiec i lipiec), a nie możemy sobie z ładniejszą połówką sobie pozwolić na wakacje we wrześniu, więc ósmy miesiąc toku wydaje się najlepszą opcją. W związku z tym nigdy nie wiem, ile czasu będę miał na czytanie (cóż za paradoks, prawda?)... Podróże pociągami sprzyjają lekturze, ale nie zawsze jakieś wieczory będą mogły być poświęcone na oddanie się leniuchowaniu z papierem lub czynnikiem w ręku!

Tak czy siak, jednak zamierzam sobie zrobić małe plany czytelnicze, bo nie byłbym sobą, gdybym nie dokonał, choć próby ogarnięcia sobie miesiąca! Jeszcze pozostanę przy trzech papierowych pozycjach (oraz dorzuceniu iluś tam tytułów audiobooków), bo zwyczajnie nie mam pojęcia, jak mi czas pozwoli. W teorii od 13 sierpnia aż do jego końca będę się urlopował, ale wiecie, jak to bywa z takim wolnym… Mnóstwo innych rzeczy do roboty, a po powrocie do pracy wreszcie można odpocząć!

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Tak, znowu Uniwersum Metro 2033! W sumie, kiedy dojadę do trzeciej części „Nowej Polski” (bo tak się nazywa ten cykl), to wjadę nawet w Uniwersum Metro 2035. W każdym razie ponownie Polska w postapokaliptycznym świecie, tym razem jednak Wrocław. Książki Roberta J. Szmidta są zazwyczaj porządnie napisane, więc liczę na dobrą zabawę!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

O taaak, możliwe, że niektórzy z Was kojarzą albo nazwisko, albo tytuł, a z kolei inni sobie zaczną wyrywać włosy z głowy, pytając samych siebie „czemu on dopiero teraz to czyta?!” – czas jednak najwyższy, aby sięgnąć po klasykę science-fiction. Takie wprowadzenie do „Pozytonowego detektywa”, którego mam zaplanowanego w moim #5na2021.

World of Warcraft: Illidan” – William King

Pora też zacząć nadrabiać zapomniany przeze mnie nieco „World of Warcraft”. Niedawno uzupełniłem biblioteczkę, więc na pierwszy ogień chcę rzucić „Illidana”, czyli książkę przybliżającą nieco postać Illidana Stormrage, jedną z najpotężniejszych istot stąpających kiedykolwiek po ziemiach Azeroth!

AUDIOBOOKI

Ciekaw jestem, jak mi te audiobooki wyjdą – będę miał niemalże cały tydzień prawdopodobnie wycięty ze słuchania, chociaż nie jest to pewne. Wiecie, wakacje, lato, spotkania, łamanie rutyny i te sprawy. Jednak książki mi nie uciekną z półek Empik Go, więc nie ma co się na zapas martwić.

Tak czy siak, co jakiś czas robię sobie przegląd nowych pozycji, czasem próbuję wyszukać jakieś książki, które w sumie już dawno chciałem przeczytać. Teraz z odrobinę większym zaufaniem podchodzę też do beletrystyki, tylko staram się wybrzydzać w lektorach – nie każdy jest w stanie tak czytać, abym się nie zgubił. Chciałbym jednak chociaż jedną beletrystykę miesięcznie przesłuchać i dzięki temu zrobić sobie jakąś bazę lektorów, którzy mi pasuję – jak w końcu inaczej to zrobić, niż przez praktykę?

  1. „Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald
  2. „Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański
  3. „Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski
  4. „Zombie” – Wojciech Chmielarz


poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Podsumowanie lipiec 2021

Ależ nam ten lipiec dał w kość! Cały czas drakońskie warunki – jak nie skwar nie z tej ziemi, to burze i ulewy! Siódmy miesiąc toku to jednak najczęściej najcieplejszy ze wszystkich miesięcy, więc jest nadzieja na nieco bardziej… ludzkie warunki w nadchodzących tygodniach. Mam nadzieję, że takiej huśtawki nie będzie podczas mojego urlopu, który planuję właśnie na sierpień… No, ale to nie jest wpis o tym, tylko o podsumowaniu lipca! Już wracam na właściwe tory, bo trochę mi się zjechało na jakąś bocznicę… 

Jestem ogólnie pod wrażeniem liczby książek, które udało mi się przeczytać. No dobra, bardziej przesłuchać… Podcasterzy klasycznie zrobili sobie wakacyjną przerwę (w końcu każdemu należy się odpoczynek!), to i bardziej się mogłem skupić właśnie na audiobookach. Zanurkowałem też ponownie w beletrystyce, tak żeby zobaczyć, czy jednak mi nie siądzie w wersji audio, no i okazało się, że jak dobry lektor, to bez problemu mogę słuchać! Szkoda, że w Empik Go nie ma jeszcze możliwości wyszukania właśnie po osobie czytającej, bo na pewno bym szukał Grzegorza Pawlaka…

Sami jednak zobaczcie co i jak!




Niewątpliwie audiobooki tutaj przejęły moje życie, a w każdym razie tak to może wyglądać! Zdecydowana przewaga nad papierem, a do tego ani jednego e-booka. Wcale na to nie narzekam i nawet nie zamierzam! Fakt, fajnie by było móc wygospodarować trochę więcej czasu na papier, ale świadomie organizuję sobie czas tak, a nie inaczej, więc jedynie do siebie samego mogę mieć pretensje – jednak nie zamierzam ich mieć!


Tutaj wynik chyba nie powinien nikogo (kto słucha na co dzień podcastów) zdziwić – w końcu lipiec oraz sierpień to czas przerwy również dla twórców! Każdy ma prawo do odpoczynku i większość z nich z tego prawa korzysta. Pojawiło się jednak parę odcinków, które z wielką ochotą przesłuchałem!


Tym razem ta dysproporcja pomiędzy audiobookami oraz podcastami jest o wiele większa niż zazwyczaj! Jednak patrzcie akapit wyżej – ot, zwykła przerwa. W każdym razie fajnie spojrzeć na nieco inaczej wyglądające słupki. Tak po prostu, z czystej, słupkowej ciekawości!


Tym razem królowały filmy! Odstawiliśmy seriale na bok, no oprócz „Ricka i Morty’ego”, regularnie, tydzień po tygodniu oglądaliśmy kolejne odcinki piątego sezonu!

Pełna lista obejrzanych filmów oraz seriali prezentuje się w taki oto sposób:

  1. „Między nami misiami”
  2. „Utalentoway pan Ripley”
  3. „Stowarzyszenie umarłych poetów”
  4. „XIII poprawka”
  5. „Jak wytresować smoka 2”


Tutaj chyba nigdy się nic nie rusza… Jakoś nie chce mi się mocno działań „marketingowych” prowadzić, głównie działam obecnie na Instagramie, ale również w obrębie własnego profilu (w sensie nie wychodzę na poszukiwania wielu innych i nie zostawiam wszędzie po sobie śladów), więc wygląda to, jak wygląda… Sam blog też już służy mi do wrzucania podsumowań, planów i innych takich. Po prostu lubię czasem skrobnąć coś dłuższego!

Najczęściej serduszkowanym zdjęciem minionego miesiąca na Instagramie było to oto zdjęcie:

Na końcu zamieszczam oczywiście listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie pozycji:

  1. „Ognisty deszcz” – P. Watts
  2. „Betonoza” – J. Mencwel
  3. „Cena nieważkości” – D. Kortko, M. Pietraszewski
  4. „Karpie bijem” – A. Pilipiuk
  5. „Kukuczka”. D. Kortko, M. Pietraszewski
  6. „Wizjer” – M. Witkiewicz
  7. „Tako rzecze Zaratustra” – F. Nietzsche
  8. „Człowiek obiecany” – P. Majka
  9. „Wojna lekarzy Hitlera” – B. T. Wieliński
  10. „Krew i stal” – J. Łukawski
  11. „Wampir” – W. Chmielarz
  12. „Raróg” – A. Sokalska
  13. „Walt Disney” – P. Napierała

A jak minął Wasz miesiąc?