Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zysk i spółka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zysk i spółka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2019

„I sprawisz, że wrócę do prochu” – Ambrose Parry

„I sprawisz, że wrócę do prochu” – Ambrose Parry
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Ambrose Parry
Tytuł: I sprawisz, że wrócę do prochu
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Stron: 456
Data wydania: 23 lipca 2019


Medycyna, połowa XIX wieku, ówczesny Edynburg – czegóż chcieć więcej, żeby mnie zainteresować daną książką? Co prawda przywykłem bardzo do klimatu Ameryki przełomu XIX i XX wieku, ale wiktoriański Edynburg też wydawał się bardzo ciekawy. Zwłaszcza że jak się okazało, nazwisko Simpson dotyczy właśnie tego Simpsona – ówczesnego położnika, który jako pierwszy wprowadził chloroform do porodów przez niego prowadzonych. Jeśli dorzucimy do tego zagadkę kryminalną i ginące młode niewiasty, to mamy dość intrygującą lekturę, z którą warto się zapoznać. Morderstwa w tamtych czasach częściej uchodziły na sucho, niż teraz, więc autor (a dokładniej dwójka autorów) miała duże pole do popisu. Trzeba przyznać, że stworzyli coś intrygującego i bardzo pouczającego.

James Simpson jest bardzo cenionym lekarzem, znanym zarówno wśród biedoty, jak i bogatej części mieszkańców Edynburga. Już w 1847 roku stosuje eter do znieczulania podczas porodów, jednak wciąż szuka lepszych możliwości. Will Raven ma mnóstwo szczęścia, dołączając do tego szanowanego lekarza jako jego asystent. Chociaż jego nieszczęściem jest śmierć przyjaciółki, która rozpoczęła falę tajemniczych trupów młodych kobiet, rozsianych po całym Edynburgu. Dodatkowej makabry dodaje fakt, że wszystkie te ciała są groteskowo powykręcane, jakby spazmy przedśmiertne postanowiły sprawdzić, jak bardzo elastyczne są kończyny ludzkie.

Na wstępie warto zaznaczyć, że Ambrose Parry to tak naprawdę pseudonim, pod którym kryje się dwójka ludzi – Chris Brookmyre oraz dr Marisa Haetzman. Chris jest pisarzem, który na swoim koncie posiada już wiele wydanych powieści (jest więc tutaj technicznym mózgiem), natomiast dr Marisa Haetzman to anestezjolog z wieloletnim stażem. Ponadto, dr Marisa Haetzman ma tytuł magistra historii medycyny, co jest bardzo istotne w przypadku omawiania „I sprawisz, że wrócę do prochu”. Jako jeden z głównych wątków prowadzona jest bowiem historia doktora Jamesa Simsona, znanego z jego wprowadzenia chloroformu do codziennej praktyki położniczej. Oczywiście nie mam bladego pojęcia, ile z wydarzeń jest czystą fikcją, która została stworzona na potrzeby książki, a ile to rzeczywiste wydarzenia, ale niewątpliwie jego dążenie do odnalezienia czegoś lepszego od eteru jest w stu procentach prawdziwe.

„Taki jest Edynburg: stosowność na pokaz, a po cichu grzech - miasto o tysiącach niezbadanych twarzy”.

Jamesowi Simpsonowi towarzyszy młody asystent, Will Raven, który niestety nie należy ani do śmietanki towarzyskiej Edynburga, ani do osób, którym wiedzie się doskonale. Wcale mu nie pomaga jego agresywne i aroganckie usposobienie, które demonstruje wszystkim, których uważa za gorszych od siebie. Taki opis nawet pasuje do młodego adepta sztuki medycznej, który aspiruje do wyższych sfer, gdyby nie jego zażyłość z Evie, której śmierć usilnie próbuje wyjaśnić. Tak naprawdę to Raven gra pierwsze skrzypce w powieści i muszę przyznać, że robi co całkiem nieźle. Autorzy poprowadzili tę postać dość konsekwentnie, a do tego świetnie ją zestawili z postacią Sary – pokojówki pracującej w domu Simsonów, która intelektem wcale nie odbiega od młodego asystenta, a która również ma swoje powody ku temu, aby drążyć sprawę zgonów młodych dziewcząt w Edynburgu.

Przez całą książkę sporo dowiadujemy się na temat tego, jak wyglądała medycyna w połowie XIX wieku – zarówno same porody, z którymi mamy najwięcej do czynienia na kartkach „I sprawisz, że wrócę do prochu”, jak również i zabiegi chirurgiczne. Jeśli ktoś, tak jak ja, czytał „Stulecie chirurgów” lub podobne pozycje, to pewnie nie będzie zaskoczony. Jednak cała reszta może być w szoku, jak nieludzko kiedyś uprawiano medycynę – chociaż robiono to zgodnie z najlepszą ówczesną wiedzą. Jednak ten walor edukacyjny niewątpliwie zasługuje na wspomnienie o nim. Nic jednak dziwnego, że opisy są tak szczegółowe, skoro jedna z autorek ma tytuł zawodowy z dziedziny historii medycyny! Doskonale wykorzystany do krzewienia historii w bardzo przystępny sposób. Za to czapki z głów.

„Nigdy nie ufaj człowiekowi bez wad. Te, które ukrywa, muszą być odrażające”.

Trochę niestety przez to szczelne wypełnienie powieści dodatkowymi wątkami oraz informacjami cierpi główny motyw kryminalny, czyli prywatne śledztwo dotyczące śmierci młodych kobiet. Odnoszę wrażenie, że zostało potraktowane po macoszemu, jako po prostu konieczny do wrzucenia element, aby nikt nie próbował sklasyfikować powieści inaczej, niż jako kryminał lub thriller. Widać, że autorzy mieli pomysł na samo pociągnięcie akcji, ale nie do końca wiedzieli jak to sensownie rozegrać. W związku z tym „I sprawisz, że wrócę do prochu” ciągnięte jest głównie przez historię medycyny, ukazanie ówczesnych zabiegów medycznych oraz klimat arystokratycznego Edynburga przeplatanego z życiem warstw niższych – zarówno zależnej od swoich pracodawców służby, jak i nieco bardziej szemranego towarzystwa.

Jeśli lubicie historie w stylu „Alienisty” czy „Dzieci Gniewu” to powinniście być zadowoleni z lektury tej książki. Oczywiście o ile przedkładacie klimat dawnych lat nad sprawę kryminalną. Ta bowiem nie należy do zbyt dobrze poprowadzonych. Jednak nie sposób oprzeć się pogoni Jamesa Simpsona za zupełnie nowymi sposobami uśmierzania bólu, przedstawieniu pracy ówczesnych medyków czy bardziej przyziemnej obserwacji stosunków między ludźmi bogatymi, a ich służbie. Połowa XIX wieku wydaje się odwzorowana bardzo barwnie, a zależności społeczne są bardzo wiarygodnie przedstawione. Szczerze powiedziawszy, nieco brakuje mi książek napisanych w takim wspaniałym klimacie, gdzie mogę się skupić bardziej na wszystkim wokół, a nie na głównym wątku. Nawet jeśli tenże nie jest dopracowany w najmniejszych szczegółach, to i tak czerpię ogromną przyjemność z lektury takiej książki.

Łączna ocena: 7/10


poniedziałek, 30 listopada 2015

"Babie lato" - Danuta Pytlak

"Babie lato" - Danuta Pytlak
Źródło: Lubimyczytac
Autor: Danuta Pytlak
Tytuł: Babie Lato
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 560
Data wydania: 2 lutego 2015


Rzadko czytam literaturę obyczajową, która nie leży w kręgu moich zainteresowań. Mimo wszystko czasem mam ochotę na lekką odskocznię i przeczytanie czegoś niewymagającego - czegoś, co po prostu trwa. Książki, w których człowiek nie musi się skupiać na fabule, nie musi zastanawiać się nad wydarzeniami czy analizować poszczególne ruchy postaci są dla mnie dobrym przerywnikiem od typowych dla mnie tomów kryminału, thrillera lub fantastyki. Tak się złożyło, że akurat mam w swoich zbiorach "Babie lato", które udało mi się znaleźć w trakcie akcji "T(r)op 10 książek", zorganizowanej przez portal eKulturalni. Dzięki temu mogłem przeczytać wydaną w tym roku książkę Danuty Pytlak, a jakie są moje wrażenia - za chwilę się przekonacie. 

Michalina Szawłowska miała do tej pory dość lekkie życie. Odnosiła sukcesy zarówno na polu zawodowym, jak również rodzinnym. Wszystko jednak ma się zmienić, a pierwszym z całej lawiny niepomyślnych zdarzeń jest rozstanie z mężem, który okazał się hazardzistą. Niedługo potem dopada ją też ciężka choroba oraz zmiany w firmie, którą traktuje dosłownie jak swoje dziecko - nawet mimo tego, że jest "jedynie" pracownicą. To jednak nie jest koniec niespodzianek dla Michaliny - czy wszystkie okażą się tylko złe, czy też pojawi się cień szansy na lepsze jutro?

niedziela, 22 listopada 2015

"Ona" - Henry Rider Haggard

"Ona" - Henry Rider Haggard
Źródło: Lubimyczytac
Autor: Henry Rider Haggard
Tytuł: Ona
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczenie: Władysław Jerzyński
Stron: 364
Data wydania: 19 maja 2014


Bardzo rzadko udaje mi się sięgnąć po powieści pisane przez autorów tworzących przed dwudziestoleciem międzywojennym. Tym bardziej rad byłem, gdy nabyć mogłem za bezcen książkę pisarza epoki wiktoriańskiej - jednego z bardziej rozpoznawanych autorów tamtych czasów. Powieści, które stworzył Henry Rider Haggard, popularne były w wielu krajach już za jego życia, a od niedawna przechodzą swój renesans. Jak będziecie mogli się przekonać w dalszej części tej opinii, jak również czytając inne opinie w internecie - renesans ten nie jest tylko ślepą modą na "stare" rzeczy.

Profesor Holly oraz jego przybrany syn, Leo Vincey wybierają się w niezwykła przygodę w dziewicze puszcze, wśród których odnaleźć muszą pewną kobietę. Wszystko to za sprawą kufra pozostawionego przez prawdziwego ojca Leo. Kufer miał zostać otworzony w dniu dwudziestych piątych urodzin młodego Vinceya. Jego zawartość jednocześnie zaskoczyła oraz zaintrygowała obu panów - ciężko bowiem przejść obojętnie obok długiej i dziwnej historii przodków Leo oraz wspomnieniu o mistycznym miejscu, które daje i przedłuża życie każdego stworzenia.

sobota, 29 marca 2014

"Starcie Królów" - George Raymond Richard Martin

Źródło: Zysk i S-ka
Autor: George Raymond Richard Martin
Tytuł: Starcie Królów
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 1022
Data wydania: 27 marca 2012




Druga część wielotomowej "Pieśni Lodu i Ognia" jest definitywnie dobrą kontynuacją pierwszego tomu. Szczerze powiedziawszy ciężko mi napisać cokolwiek nowego o tej książce, co nie zostało do tej pory powiedziane. Mimo wszystko dobre pozycje zawsze warto chwalić, aby ludzie widzieli, że naprawdę warto po nie sięgać.

Ponownie fani serialu zauważą pokrycie się ilości fabuły z drugim sezonem - zaczyna się i kończy na podobnych momentach. "Starcie Królów" jednak bardzo poważnie różni się miejscami z drugim sezonem serialu. Nie są to może przeinaczone fakty, które wpływają bardzo na przebieg całości, jednak widać na pierwszy rzut oka, że niektóre sytuacje w serialu i w książce przebiegały zupełnie inaczej. Tak naprawdę na szczęście nie wpływa to ani na odbiór słowa pisanego, ani tego przerzuconego na ekran.

środa, 5 lutego 2014

"Gra o Tron" - George R. R. Martin

Autor: George R. R. Martin
Tytuł: Gra o Tron
Wydawnictwo: Zysk i Spółka
Stron: 844
Data wydania: 12 kwietnia 2011



Z pewnością każdy słyszał o serialu "Gra o Tron" produkowanym przez HBO, a wiele osób ogląda go z zapartym tchem. Ja również należę do grupy fanów i już od dawna zbierałem się do przeczytania tej wielotomowej powieści. Wreszcie nadarzyła się okazja i właśnie skończyłem pierwszy tom.

Cała akcja dzieje się w stworzonym do tego celu przez Martina świecie, głównym miejscem jest Siedem Królestw - ziem należących do siedmiu wielkich rodów zjednoczonych za panowania Smoczego Króla. Bohaterów poznajemy podczas pewnego rodzaju załamania władzy. Autor wciąga nas w sieć intryg oraz krwawych bitew w grze o Żelazny Tron - rozpoczyna się walka pomiędzy rodami o sukcesję oraz o honor.

Powieść prowadzona jest wielowątkowo, każdy rozdział opisuje losy innej postaci. Martin świetnie złączył ich losy wplatając w poszczególne części wątki z pozostałych, nie dublując ich jednak. Czytając kolejne rozdziały ma się nieodparte wrażenie wielkiej spójności, która tym bardziej umila czas i działa na wyobraźnię. Język, którym się posługuje jest prosty i w pełni zrozumiały, nie stara się pokazywać czytelnikowi swojej wielkiej wiedzy używając niezrozumiałych słów ani nie wplata jak to często bywa w powieściach fantasy słów w innym języku. Przez cały czas akcja jest wartka i nie pozwala na nudzenie się. "Gra o Tron" oszczędza nam nudnych dla wielu osób opisów bitew w tym tomie a skupia się na ich konsekwencjach.