poniedziałek, 4 października 2021

Co pod pióro w październiku 2021?

No, teraz to już wszyscy wracają do pracy! Nawet jeśli są to studia, które właśnie się rozpoczynają (ach ten początek roku akademickiego). Wakacje niestety już dla prawie wszystkich się kończą, choć pewnie jeszcze części z Was uda się wyszarpnąć co nieco dla relaksu – jakieś grille wśród październikowego wiatru czy wyjazd do cieplejszego kraju po sezonie. Nieważne jednak, co i gdzie robicie – dobra książka zawsze się przyda, prawda? To bardzo ważne mieć co czytać lub słuchać!

W sumie nie jestem jeszcze do końca przekonany, jak ma wyglądać mój październik. Chyba nie zapowiada się jakoś mocno oblegany przez różne rzeczy, chociaż tak samo sądziłem o wrześniu. Z drugiej strony nie miałem wielkich planów czytelniczych na dziewiąty miesiąc roku, jednak udało mi się pochłonąć całkiem sporo tytułów (i to w większości dobrych), więc kto wie, co dokładnie przyniesie październik… Na pewno jednak mam kilka tytułów, które chciałbym przeczytać, nim miesiąc się skończy!

Jak zawsze okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Riese” – Robert J. Szmidt

Tym razem książka Roberta Szmidta osadzona jest w Uniwersum Metro 2035 i jest kontynuacją losów Nauczyciela. Nie bez powodu ma taki, a nie inny tytuł – kompleks w Sowich Górach przyciągnął niejednego pisarza. A osadzenie go w realiach postapo? To musi być dobre!

„Zgroza w Dunwich” – H. P. Lovecraft

Jedna z podstawowych książek dla wszystkich, którzy chcieliby sięgnąć po twórczość Lovecrafta. Jest zbiorem opowiadań, które pokazują, co można znaleźć w świecie stworzonym przez amerykańskiego pisarza weird fiction. To oczywiście dopiero początek, bo zamierzam przeczytać, co tylko się da!

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Nie wiem, czy jest to dobry pomysł, bo nie mam jeszcze trzeciego i czwartego tomu, no ale… „Pozytonowy detektyw” był czymś naprawdę (paradoksalnie) świeżym dla mnie i chętnie wrócę do tej starej, ale jakże doskonałej prozy fantastyki naukowej. 

AUDIOBOOKI

Oj nie, nie ma mowy, żeby zabrakło u mnie audiobooków. Już za bardzo się do nich przyzwyczaiłem, przynoszą mi zbyt wiele radości, żeby je porzucić! Zresztą tak samo, jak podcasty. Z tych ostatnich wynoszę naprawdę mnóstwo wiedzy na przeróżne tematy, zarówno branżowe, jak i te, na które nie mam czasu, a warto by było jednak to i owo wiedzieć.

Coraz więcej beletrystyki ląduje na mojej liście audiobooków do przesłuchania – zaczynam się do niej przekonywać. Jednak muszę przez to uważać, żeby jednak nie odejść całkowicie od reportaży oraz literatury popularnonaukowej, których to obu odmian słucham w dużych ilościach. Postarałem się o to zadbać przy dobieraniu pozycji na październik, a możecie spodziewać się między innymi takich oto tytułów:

  1. „Tajemnice pielęgniarek” – Marianna Fijewska
  2. „Mapa cieni” – Opracowanie zbiorowe
  3. „Szpital dla psychopatów” – Stephen Seager
  4. „Życie seksualne kanibali” – Maarten J. Troost



sobota, 2 października 2021

Podsumowanie września 2021

Mamy za sobą już pierwszy miesiąc jesieni, który w sumie w Toruniu bardzo przypominał kwiecień. No, może bez śniegu. Jednak zarówno palące (a przede wszystkim oślepiające) słońce dawało się w znaki, jak i deszcz sobie lał wesoło co jakiś czas. Dla mnie przy okazji dziewiąty miesiąc roku okazał się dość… pracowity, jeśli mogę tak to ująć. Sporo się działo, jak na wrzesień, trochę wyjazdów w różne miejsca miałem, a za tym szło oczywiście mniej czasu na czytanie (niektóre dni miałem tak wypełnione po brzegi, że nawet audiobooka nie ruszyłem), więc w sumie jak co miesiąc jestem niesamowicie zadowolony z tego, co udało mi się przeczytać!

Powoli też się cała popkultura budzi z powrotem do życia po wakacyjnym sezonie ogórkowym. Podcasterzy wracają na normalne tory, pojawiają się kolejne sezony seriali (drugi sezon „The Morning Show”, kolejny sezon „Sex Education”, a w październiku wlatuje całe „The Office”!), więc jest co robić i w czym przebierać. Tylko skąd na to wszystko czas brać? Jakoś trzeba sobie radzić, prawda? Jak ja się cieszę, że udaje mi się już od kilku lat z sukcesem trwać przy mojej małej rutynie czytania po, chociaż godzinie tuż przed snem… Tak naprawdę większość przeczytanych przeze mnie pozycji jest zaliczana właśnie tuż przed snem…

No dobra, ale jak zwykle za bardzo chyba odpłynąłem od sedna sprawy. Chyba pora wrócić na prawidłowe tory i skupić się na garści plansz ze statystykami!



Wyszło w sumie wyśmienicie! Zarówno ilościowo, jak i jakościowo – zwłaszcza to drugie jest bardzo ważne. Przeczytałem i przesłuchałem naprawdę prawie same świetne książki, do tego odmiany gatunkowe były bardzo mocno wymieszane. Życzyłbym sobie więcej takich miesięcy!


Podcasterzy wrócili do żywych! Zakończyli swoje wakacje i zaczęli z nową werwą tworzyć kolejne odcinki swoich serii! Bardzo mnie to cieszy, bo mogę znowu pełną parą zdobywać nową wiedzę i weryfikować obecną. No a do tego i trochę się opinii powyrabia na różne tematy.


Jak widzicie, całkiem nieźle mi poszło ze słuchaniem – udało mi się zagospodarować trochę czasu nawet pomimo wyjazdów, podczas których słuchawek nawet w ręku nie miałem. Sprzątanie czy spacerowanie bardzo służy podcastom oraz audiobookom, no ale wiadomo – wtedy się papieru nie da czytać!


Nowe sezony, trochę nowych sezonów i jeszcze więcej nowych sezonów… Kiedy to wszystko oglądać?! Wleciało nowe „Sex Education”, pojawił się drugi sezon „The Morning Show”, do tego rozpoczęliśmy we wrześniu całkiem nieźle zapowiadające się „Taboo”... A tu w październiku calutkie „The Office” na Netflixa wjeżdża! Trzeba będzie brać urlop albo coś!

Na razie we wrześniu udało się trochę z tego wszystkiego ponadrabiać:

  1. „Otwórz oczy”
  2. „Taboo”
  3. „Sex Education”
  4. „Rick i Morty”
  5. „The Morning Show”


Ruszyłem trochę z Instagramem! Moja wrześniowa akcja, w której przybliżam nieco Uniwersum Metro 2033 oraz Uniwersum Metro 2035 spotkała się z ciepłym przyjęciem, oraz kilkoma dodatkowymi obserwatorami, którzy zagościli na moim profilu instagramowym – z czego niesamowicie się cieszę! Mam nadzieję, że nie zawiodę nikogo i będę dostarczał interesujący content!

A skoro już o Instagramie mowa, to oto zdjęcie, które zebrało najwięcej polubień z organicznych zasięgów:

Na sam koniec, jak co miesiąc, zamieszczam listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie książek:

  1. „Brud” – B. Kurek
  2. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – A. Rule
  3. „Pozytonowy detektyw” – I. Asimov
  4. „Wilkołak” – W. Chmielarz
  5. „Wieża” – R. J. Szmidt
  6. „Miasteczko zbrodni” – M. Góra
  7. „Limes inferior” – J. A. Zajdel
  8. „Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – E. Jaku
  9. „Czyste zło” – L. Gardner
  10. „To, co zostaje” – G. Duncan
  11. „Ku Gwiazdom” – Praca zbiorowa
  12. „Czarnoksiężnik z Archipelagu – Ursula K. Le Guin

Miłego października – oby był w miarę ciepły i zaczytany!


piątek, 1 października 2021

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2021

„Kiedy wrzesień, to już jesień, wtedy jabłek pełna kieszeń”. Tak mówi stare, polskie przysłowie ludowe (czy jakoś tak), no i faktycznie jabłek to w sklepach jak zwykle co niemiara! Jedzenie jabłek nad książką może mieć jednak niezbyt pozytywne skutki, zwłaszcza jeśli ktoś ma tendencję do mlaskania, ciamkania oraz glamania i memłania. Też lubicie tego typu słowa? Ależ odbiegam od tematu… To tego, ja nie ciamkam jabłkiem nad książką nie tylko ze względu na sam papier (lub elektronikę), ale również fakt, że najczęściej czytam w łóżku przed snem, więc szkoda też po zjedzeniu owocu zmieniać pościel…

Wrzesień, jako miesiąc jesienny, zadziwiająco często zachęcał do spacerów z audiobookiem (zwłaszcza na samym jego początku), więc korzystałem, ile mogłem. Był to jednak (ponownie…) miesiąc pełen wrażeń, wyjazdów oraz innych ciekawych rzeczy, więc czasem zwyczajnie nie było czasu nawet na pójście do toalety, co dopiero mówić o jakimkolwiek wchłanianiu książek. Koniec końców i tak jestem zadowolony, zwłaszcza z jakości poszczególnych pozycji (średnia nie wychodzi taka zła), a poniżej dzielę się z Wami krótkimi spostrzeżeniami o każdym z tytułów!

Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 35m
Lektor: Laura Breszka

Zaskakująco… świetne! Pod pojęciem „świetne” nie mam oczywiście samej treści, jako takiej (bo w końcu życiorys Teda Bundy’ego nie powinien służyć jako przykład), ale formę, w jakiej została podana. Trochę to nie powinno dziwić, w końcu autorka była naprawdę poczytną pisarką, której książki trafiały na listę bestsellerów „USA Today”. Pewnego rodzaju… „szczęściem” Ann Rule był fakt osobistej znajomości z seryjnym mordercą na długo przed tym, gdy zaczął mordować młode kobiety.

Największe wrażenie robią chyba właśnie osobiste wspomnienia z czasów wspólnej pracy w ośrodku pomocy kryzysowej w Seattle. Autorka opisuje nie tylko spędzone chwile i rozmowy, ale również zmianę swojego nastawienia do Teda wraz z upływem czasu i pojawianiem się kolejnych dowodów. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” łączy chłodny i obiektywny profesjonalizm, który każe przekazywać fakty, z osobistymi i subiektywnymi odczuciami w stosunku do starego znajomego. Wysłuchanie tej książki to było naprawdę bardzo intrygujące przeżycie.

„Brud” – Bartosz Kurek

Format: Audiobook
Stron/długość: 352

Trochę się zawiodłem, ale trochę nie. Historia całkiem sporej, biznesowo-polityczno-gangsterskiej intrygi, w której środku znajdują się dziennikarze. Sporo nowoczesności (social media, czarny PR, farmy trolli i tak dalej), świeże spojrzenie na tematy okołobiznesowe (znaczy się, nie trąca myszką) to niewątpliwie duże plusy „Brudu”. Bartosz Kurek jednak kilka rzeczy mógłby zrobić nieco inaczej, aby miejscami książka nie wydawała się… pisana na siłę lub bez researchu w niektórych tematach.

Coraz częściej trafiam na debiuty lub jedne z pierwszych powieści danego autora, które mają ten sam, wspólny problem – losowa dynamika. Niektóre fragmenty pisane są tak, że wszystko płynie, a czytelnik po prostu daje się ponieść prądowi opowieści. Inne z kolei są pisane byle szybciej, byle tylko zrobić przeskok do kolejnych wydarzeń i stają się strasznie nienaturalne. Często do tego dochodzi potraktowanie jakiegoś aspektu po macoszemu (np. działania służb, jakiejś branży, czy czegokolwiek innego), przez co można pomyśleć, że twórca nie odrobił pracy domowej. A szkoda, bo cała reszta jest naprawdę obiecująca.

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 232
Tłumaczenie: Julian Stawiński

To była tak wielopoziomowa lektura, że do tej pory nie umiem ogarnąć umysłem wszystkich wątków, które zostały poruszone. Przede wszystkim „Pozytonowy detektyw” zestarzał się o wiele lepiej, niż sądziłem. Powstał w 1954 roku, czyli niemalże 70 lat temu, a jego język, styl oraz ogólny przekaz nie odbiega od współczesnej literatury (chociaż tutaj pytanie, w jakim stopniu jest to też zasługa tłumacza). Utworzenie wątku kryminalnego jako rdzenia całej historii było strzałem w dziesiątkę – takie rzeczy chyba nigdy nie zestarzeją się źle!

Jednak najbardziej szałowymi elementami są aspekty społeczne, socjologiczne, filozoficzne oraz inne, które poruszają problematykę utrzymania na Ziemi kilku miliardów ludzi. A kilka miliardów ludzi (dokładnie osiem według książki – prawie tyle, ile mamy obecnie na planecie!) prowadzi do problemów związanych z bliskością między człowiekiem a człowiekiem. To jest po prostu fascynujące, jak wiele z nich jest bardzo podobnych do tych, które mamy obecnie – po prostu ich wygląd jest nieco inny, jednak sedno dokładnie to samo. Coś niesamowitego.

„Wilkołak” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 40m
Lektor: Zbiorowy

Mam podwójną radość z tej książki – po pierwsze po prostu jako powieść jest naprawdę fajna, a po drugie miałem przyjemność wysłuchać jej w formie serialu audio (lub jak wolę to nazywać, po prostu słuchowiska), które zostało wykonane na najwyższym poziomie! Takie dzieła warto przesłuchać nawet wtedy, gdy sama jakość powieści jest wątpliwa. Jeśli jednak jest dobra jak „Wilkołak”, to tym lepiej! Samą trzecią część „Cyklu gliwickiego” warto przeczytać choćby ze względu na naprawdę świetnie rozwinięty wątek szorstkiej, męskiej przyjaźni między detektywem Wolskim a prokuratorem Górnikiem.

Wojciech Chmielarz jak zwykle pozwolił sobie na parę nagięć rzeczywistości oraz nie do końca realistycznych momentów, ale o dziwo nawet je można traktować po prostu jako kolejny zabieg mający na celu podwyższenie jakości całej książki. Intryga nie jest banalna, można ją nazwać nieco nietuzinkową, a aura tajemnicy budowana jest od samego początku. Powolne uchylanie jej rąbka dodaje tylko pikanterii, a zakończenie… Cóż, zakończenie musicie już ocenić sami!

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 488

Dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika – w „Wieży” znajdziecie jej ogrom. Historia nie daje ani chwili wytchnienia, ale nie pędzi na złamanie karku. Można tę książkę przyrównać do dobrego filmu akcji. Pewnie nie będziecie się rozwodzić nad jej walorami kulturowymi, socjologicznymi czy innymi, które można znaleźć w bardzo ambitnej literaturze, ale na pewno da Wam tyle rozrywki, ile tylko potrzebujecie. Okraszonej doskonałym humorem. Serio, wiele razy miałem okazję parsknąć ze śmiechu.

W drugiej części historii postapokaliptycznego Wrocławia poznajemy nieco więcej bardzo ciekawych miejsc, których nie sposób szukać w innych książkach z tego Uniwersum. Robert J. Szmidt jednak ma głowę nie od parady i potrafi wycisnąć coś świeżego nawet z tak przerobionego tematu, jak życie w kanałach po apokalipsie. Umie też tworzyć nietuzinkowe postacie, chociaż zdecydowanie najlepiej wychodzą mu nieco nieokrzesane, ludzkie maszynki do zabijania, które nie przebierają w słowach. No ale cóż, to właśnie takich bohaterów potrzebuje dobre kino akcji!

„Miasteczko zbrodni” – Monika Góra

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 7m
Lektor: Albert Osik

Początek książki w ogóle nie zapowiada bomby, którą postanowiła zrzucić na czytelnika Monika Góra. Im głębiej wchodzicie w lekturę, tym bardziej się zastanawiacie jakim cudem to wszystko się wydarzyło. W jaki sposób o tego doszło oraz gdzie kończy się strefa wpływów pewnych ludzi. Bardzo szczegółowy reportaż przedstawiający historię śmierci Iwony Cygan ze Szczucina, która jest jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich dwudziestu lat w Polsce.

Autorka krok po kroku odtwarza wydarzenia, o których było wiadomo od samego początku śledztwa i dopiero po pewnym czasie zaczyna pokazywać dziury, niedociągnięcia, potencjalne kłamstwa oraz inne nieścisłości w śledztwie. Tak naprawdę dopiero niedawno prawda (miejmy nadzieję) wyszła na jaw. „Miasteczko zbrodni” jest naprawdę doskonale przygotowanym reportażem, który potrafi wstrząsnąć. Jednak nie tylko samą zbrodnią, ale również całą otoczką śledztwa i wpływów, które – wiele na to wskazuje – starały się powstrzymać przed poznaniem prawdy.

„Limes inferior” – Janusz Andrzej Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 7m

Ja naprawdę nie rozumiem, czemu ja po Zajdla nie sięgnąłem wcześniej! „Limes inferior” wciąga dosłownie od samego początku i to tak, że nie da się oderwać! Świat stworzony przez autora nie jest skomplikowany, ale podział na klasy intelektualne oraz system ekonomiczny oparty o punkty jest tak intrygujący, że chce się zagłębiać w niego jak najszybciej, Ekspozycja na całe szczęście jest świetnie przygotowana – zarówno w dialogach, jak i w opisach oraz – co najważniejsze – w wydarzeniach, które się dzieją. Istny majstersztyk.

Jest to naprawdę fantastyka socjologiczna wysokich lotów. Nie, żebym miał jakieś szerokie porównanie (jak na razie z najsłynniejszych pisarzy tego nurtu zaliczyłem jedynie Orwella oraz dwie książki Asimova), ale jestem przekonany, że przed długi czas „Limes inferior” będzie mi służył jako barometr jakości. System społeczny został tak dogłębnie zaprojektowany, że wręcz można go sobie wyobrazić w praktyce (chociaż zasadne jest pytanie, czy aby na pewno każdy by się na niego zgodził). Jednak chyba najpiękniejszym aspektem jest jednoczesne ukazywanie zalet, jak i wytykanie poważnych wad poprzez konkretne przykłady. 

„Czyste zło” – Lisa Gardner

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 51m
Lektor: Anna Szawiel

Nie jestem pewien czy to z tą książką jest mały problem, czy ze mną. Chociaż może problemem bym tego nie nazwał, ale pewną… niedogodnością. „Czyste zło” odbieram jako świetnie przygotowane (autorka zrobiła naprawdę dobry research) oraz dobrze napisane (technicznie, stylistycznie, językowo – ogólnie powieść „brzmi” bardzo poprawnie), jednak nie czuję żadnej szczególnej satysfakcji po lekturze. Nawet w trakcie słuchania nie byłem podekscytowany, a często się nawet na chwilę wyłączałem (co nie przeszkodziło mi w zrozumieniu kolejnych wydarzeń).

Historia może i faktycznie jest całkiem sprytnie napisana, jednak nie porwała mnie ani trochę – była mocno przewidywalna i pisana jakby według schematu. Jak w sumie wiele innych thrillerów. Nie wiem więc, czy mi się mocno przejadła ta odmiana gatunkowa, czy faktycznie to „Czyste zło” jest po prostu poprawnym, encyklopedycznym przykładem. Co ciekawe, pomimo tego, że jest to jedenasty tom cyklu, to nie czuję, jakbym ominął coś, co może mieć duży wpływ na zrozumienie wydarzeń. Co prawda nie mogłem czerpać pełnej radości z postaci Flory, która pojawiła się w ósmym tomie cyklu. Spoilery się oczywiście pojawiły, jednak chyba nie jestem tym faktem zdruzgotany – raczej nie będę próbował wracać do poprzednich tomów.

„To, co zostaje” – Glen Duncan

Format: Papier
Stron/długość: 315
Tłumaczenie: Joanna Studzińska

Po początkowym umiarkowanym zachwycie przyszło niestety rozczarowanie. Książka ta jest klasyfikowana jako literatura piękna – no i w sumie coś w tym jest. Nawet tak prozaiczne rzeczy, jak opisy scen seksualnych są napisane tak, że aż chce się czytać (co u mnie nie jest wcale takie oczywiste). Niestety im głębiej w książkę, tym więcej przerostu formy nad treścią oraz gonitwy za najbardziej kontrowersyjną sceną, jaką można wcisnąć, najlepiej w oderwaniu od całej reszty powieści.

Chciałbym napisać o „To, co zostaje” dużo dobrego, bo wydaje mi się, że zdecydowanie zasługuje na dobre słowo (niełatwo jest opisać tak skomplikowane relacje wraz z całą ich historią), jednak to dążenie do zbędnej brutalności, byle tylko ją wrzucić do książki, bardzo mocno dało mi się we znaki w trakcie czytania. Tak samo, jak przeplatanie kompletnie niepowiązanych wątków tylko po to, by potem w ogóle odjechać gdzieś w dwie różne strony. Jest też opcja taka, że po prostu nie zrozumiałem głębokiego przesłania, jednak jam prosty czytelnik jest – czuję kichę, to opisuję jako kichę.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” – Praca zbiorowa

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 49m
Lektor: Maciej Kowalik

Cóż to jest za zbiór! Naprawdę zacny, wielce mnie usatysfakcjonował. Składa się tak naprawdę z trzech części – debiutanckiej/nagrodowej, tuzowej oraz felietonowej. W debiutanckiej/nagrodowej swoje opowiadania napisali debiutancki oraz laureaci konkursów, a o dziwo praktycznie wszystkie z nich są na równym i dobrym poziomie. Tuzowa to ta, w której tuzy polskiej fantastyki naukowej dorzuciły swoje trzy grosze. Natomiast najkrótsza, ale wcale nie najgorsza to felietonowa, w której możemy poczytać lub posłuchać nie tylko o konstruktach literatury z tej odmiany gatunkowej, ale również o odrobinie historii nauk związanych z kosmosem.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” zapewniła mi naprawdę nieziemskie przeżycia. Wiadomo, nie wszystkie opowiadania były bardzo „wow”, ale i tak jak na antologię były naprawdę równe. Mam kilka swoich ulubionych, w tym również u młodych pisarzy, więc to chyba jest też pewnego rodzaju rekomendacja. Jeśli lubicie kawał dobrej, konkretnej i faktycznie starającej się opierać na nauce fantastyki, to koniecznie sięgnijcie po ten zbiór. Sprawdźcie sami, czy przesadzam, czy jednak faktycznie jest to tak dobre, jak opisuje!

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” – Ursula K. Le Guin

Format: Papier
Stron/długość: 240
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

Początkowo wydawało mi się, że czytam dość infantylną powieść. Nie do końca zgadzało mi się to z peanami, które czytelnicy piszą na cześć Ursuli K. Le Guin. Na całe szczęście dość szybko zauważyłem, że to wcale nie jest infantylność stylu, wręcz przeciwnie – pisarka umie w prosty sposób przekazać nie tylko samą treść, ale i przemyć w niej ogromną ilość morałów, które można interpretować wprost w dowolny sposób. Sama historia Geda wydaje się banalna i jednocześnie ciekawa, ale im bardziej zagłębiałem się w książkę, tym mocniej czułem tę – nomen omen – magię bijącą z tej krótkiej powieści.

Ged przeżywa dość klasyczny tryb nauki wśród magów – od początkowej, młodzieńczej buty i pragnienia jak najszybszych postępów, aż do zrozumienia czym jest cierpliwość. To jest dosłownie wypisz wymaluj stereotypowy obraz młodego maga. Jednak to, w jaki sposób Ursula K. Le Guin przedstawiła tę historię (warto nadmienić, że powstała ona w 1968 roku) bardzo szybko przełożyłem właśnie na swoje nastawienie do „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Był jak pewien wstęp, który ma nauczyć pokory do literatury i pokazać, jak można się skupić i wydobyć z niej jak najwięcej. Na samym końcu książki bowiem byłem już w pełni oczarowany i usidlony prozą nieżyjącej już, amerykańskiej pisarki.