poniedziałek, 4 października 2021

Co pod pióro w październiku 2021?

No, teraz to już wszyscy wracają do pracy! Nawet jeśli są to studia, które właśnie się rozpoczynają (ach ten początek roku akademickiego). Wakacje niestety już dla prawie wszystkich się kończą, choć pewnie jeszcze części z Was uda się wyszarpnąć co nieco dla relaksu – jakieś grille wśród październikowego wiatru czy wyjazd do cieplejszego kraju po sezonie. Nieważne jednak, co i gdzie robicie – dobra książka zawsze się przyda, prawda? To bardzo ważne mieć co czytać lub słuchać!

W sumie nie jestem jeszcze do końca przekonany, jak ma wyglądać mój październik. Chyba nie zapowiada się jakoś mocno oblegany przez różne rzeczy, chociaż tak samo sądziłem o wrześniu. Z drugiej strony nie miałem wielkich planów czytelniczych na dziewiąty miesiąc roku, jednak udało mi się pochłonąć całkiem sporo tytułów (i to w większości dobrych), więc kto wie, co dokładnie przyniesie październik… Na pewno jednak mam kilka tytułów, które chciałbym przeczytać, nim miesiąc się skończy!

Jak zawsze okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Riese” – Robert J. Szmidt

Tym razem książka Roberta Szmidta osadzona jest w Uniwersum Metro 2035 i jest kontynuacją losów Nauczyciela. Nie bez powodu ma taki, a nie inny tytuł – kompleks w Sowich Górach przyciągnął niejednego pisarza. A osadzenie go w realiach postapo? To musi być dobre!

„Zgroza w Dunwich” – H. P. Lovecraft

Jedna z podstawowych książek dla wszystkich, którzy chcieliby sięgnąć po twórczość Lovecrafta. Jest zbiorem opowiadań, które pokazują, co można znaleźć w świecie stworzonym przez amerykańskiego pisarza weird fiction. To oczywiście dopiero początek, bo zamierzam przeczytać, co tylko się da!

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Nie wiem, czy jest to dobry pomysł, bo nie mam jeszcze trzeciego i czwartego tomu, no ale… „Pozytonowy detektyw” był czymś naprawdę (paradoksalnie) świeżym dla mnie i chętnie wrócę do tej starej, ale jakże doskonałej prozy fantastyki naukowej. 

AUDIOBOOKI

Oj nie, nie ma mowy, żeby zabrakło u mnie audiobooków. Już za bardzo się do nich przyzwyczaiłem, przynoszą mi zbyt wiele radości, żeby je porzucić! Zresztą tak samo, jak podcasty. Z tych ostatnich wynoszę naprawdę mnóstwo wiedzy na przeróżne tematy, zarówno branżowe, jak i te, na które nie mam czasu, a warto by było jednak to i owo wiedzieć.

Coraz więcej beletrystyki ląduje na mojej liście audiobooków do przesłuchania – zaczynam się do niej przekonywać. Jednak muszę przez to uważać, żeby jednak nie odejść całkowicie od reportaży oraz literatury popularnonaukowej, których to obu odmian słucham w dużych ilościach. Postarałem się o to zadbać przy dobieraniu pozycji na październik, a możecie spodziewać się między innymi takich oto tytułów:

  1. „Tajemnice pielęgniarek” – Marianna Fijewska
  2. „Mapa cieni” – Opracowanie zbiorowe
  3. „Szpital dla psychopatów” – Stephen Seager
  4. „Życie seksualne kanibali” – Maarten J. Troost



sobota, 2 października 2021

Podsumowanie września 2021

Mamy za sobą już pierwszy miesiąc jesieni, który w sumie w Toruniu bardzo przypominał kwiecień. No, może bez śniegu. Jednak zarówno palące (a przede wszystkim oślepiające) słońce dawało się w znaki, jak i deszcz sobie lał wesoło co jakiś czas. Dla mnie przy okazji dziewiąty miesiąc roku okazał się dość… pracowity, jeśli mogę tak to ująć. Sporo się działo, jak na wrzesień, trochę wyjazdów w różne miejsca miałem, a za tym szło oczywiście mniej czasu na czytanie (niektóre dni miałem tak wypełnione po brzegi, że nawet audiobooka nie ruszyłem), więc w sumie jak co miesiąc jestem niesamowicie zadowolony z tego, co udało mi się przeczytać!

Powoli też się cała popkultura budzi z powrotem do życia po wakacyjnym sezonie ogórkowym. Podcasterzy wracają na normalne tory, pojawiają się kolejne sezony seriali (drugi sezon „The Morning Show”, kolejny sezon „Sex Education”, a w październiku wlatuje całe „The Office”!), więc jest co robić i w czym przebierać. Tylko skąd na to wszystko czas brać? Jakoś trzeba sobie radzić, prawda? Jak ja się cieszę, że udaje mi się już od kilku lat z sukcesem trwać przy mojej małej rutynie czytania po, chociaż godzinie tuż przed snem… Tak naprawdę większość przeczytanych przeze mnie pozycji jest zaliczana właśnie tuż przed snem…

No dobra, ale jak zwykle za bardzo chyba odpłynąłem od sedna sprawy. Chyba pora wrócić na prawidłowe tory i skupić się na garści plansz ze statystykami!



Wyszło w sumie wyśmienicie! Zarówno ilościowo, jak i jakościowo – zwłaszcza to drugie jest bardzo ważne. Przeczytałem i przesłuchałem naprawdę prawie same świetne książki, do tego odmiany gatunkowe były bardzo mocno wymieszane. Życzyłbym sobie więcej takich miesięcy!


Podcasterzy wrócili do żywych! Zakończyli swoje wakacje i zaczęli z nową werwą tworzyć kolejne odcinki swoich serii! Bardzo mnie to cieszy, bo mogę znowu pełną parą zdobywać nową wiedzę i weryfikować obecną. No a do tego i trochę się opinii powyrabia na różne tematy.


Jak widzicie, całkiem nieźle mi poszło ze słuchaniem – udało mi się zagospodarować trochę czasu nawet pomimo wyjazdów, podczas których słuchawek nawet w ręku nie miałem. Sprzątanie czy spacerowanie bardzo służy podcastom oraz audiobookom, no ale wiadomo – wtedy się papieru nie da czytać!


Nowe sezony, trochę nowych sezonów i jeszcze więcej nowych sezonów… Kiedy to wszystko oglądać?! Wleciało nowe „Sex Education”, pojawił się drugi sezon „The Morning Show”, do tego rozpoczęliśmy we wrześniu całkiem nieźle zapowiadające się „Taboo”... A tu w październiku calutkie „The Office” na Netflixa wjeżdża! Trzeba będzie brać urlop albo coś!

Na razie we wrześniu udało się trochę z tego wszystkiego ponadrabiać:

  1. „Otwórz oczy”
  2. „Taboo”
  3. „Sex Education”
  4. „Rick i Morty”
  5. „The Morning Show”


Ruszyłem trochę z Instagramem! Moja wrześniowa akcja, w której przybliżam nieco Uniwersum Metro 2033 oraz Uniwersum Metro 2035 spotkała się z ciepłym przyjęciem, oraz kilkoma dodatkowymi obserwatorami, którzy zagościli na moim profilu instagramowym – z czego niesamowicie się cieszę! Mam nadzieję, że nie zawiodę nikogo i będę dostarczał interesujący content!

A skoro już o Instagramie mowa, to oto zdjęcie, które zebrało najwięcej polubień z organicznych zasięgów:

Na sam koniec, jak co miesiąc, zamieszczam listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie książek:

  1. „Brud” – B. Kurek
  2. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – A. Rule
  3. „Pozytonowy detektyw” – I. Asimov
  4. „Wilkołak” – W. Chmielarz
  5. „Wieża” – R. J. Szmidt
  6. „Miasteczko zbrodni” – M. Góra
  7. „Limes inferior” – J. A. Zajdel
  8. „Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – E. Jaku
  9. „Czyste zło” – L. Gardner
  10. „To, co zostaje” – G. Duncan
  11. „Ku Gwiazdom” – Praca zbiorowa
  12. „Czarnoksiężnik z Archipelagu – Ursula K. Le Guin

Miłego października – oby był w miarę ciepły i zaczytany!


piątek, 1 października 2021

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2021

„Kiedy wrzesień, to już jesień, wtedy jabłek pełna kieszeń”. Tak mówi stare, polskie przysłowie ludowe (czy jakoś tak), no i faktycznie jabłek to w sklepach jak zwykle co niemiara! Jedzenie jabłek nad książką może mieć jednak niezbyt pozytywne skutki, zwłaszcza jeśli ktoś ma tendencję do mlaskania, ciamkania oraz glamania i memłania. Też lubicie tego typu słowa? Ależ odbiegam od tematu… To tego, ja nie ciamkam jabłkiem nad książką nie tylko ze względu na sam papier (lub elektronikę), ale również fakt, że najczęściej czytam w łóżku przed snem, więc szkoda też po zjedzeniu owocu zmieniać pościel…

Wrzesień, jako miesiąc jesienny, zadziwiająco często zachęcał do spacerów z audiobookiem (zwłaszcza na samym jego początku), więc korzystałem, ile mogłem. Był to jednak (ponownie…) miesiąc pełen wrażeń, wyjazdów oraz innych ciekawych rzeczy, więc czasem zwyczajnie nie było czasu nawet na pójście do toalety, co dopiero mówić o jakimkolwiek wchłanianiu książek. Koniec końców i tak jestem zadowolony, zwłaszcza z jakości poszczególnych pozycji (średnia nie wychodzi taka zła), a poniżej dzielę się z Wami krótkimi spostrzeżeniami o każdym z tytułów!

Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 35m
Lektor: Laura Breszka

Zaskakująco… świetne! Pod pojęciem „świetne” nie mam oczywiście samej treści, jako takiej (bo w końcu życiorys Teda Bundy’ego nie powinien służyć jako przykład), ale formę, w jakiej została podana. Trochę to nie powinno dziwić, w końcu autorka była naprawdę poczytną pisarką, której książki trafiały na listę bestsellerów „USA Today”. Pewnego rodzaju… „szczęściem” Ann Rule był fakt osobistej znajomości z seryjnym mordercą na długo przed tym, gdy zaczął mordować młode kobiety.

Największe wrażenie robią chyba właśnie osobiste wspomnienia z czasów wspólnej pracy w ośrodku pomocy kryzysowej w Seattle. Autorka opisuje nie tylko spędzone chwile i rozmowy, ale również zmianę swojego nastawienia do Teda wraz z upływem czasu i pojawianiem się kolejnych dowodów. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” łączy chłodny i obiektywny profesjonalizm, który każe przekazywać fakty, z osobistymi i subiektywnymi odczuciami w stosunku do starego znajomego. Wysłuchanie tej książki to było naprawdę bardzo intrygujące przeżycie.

„Brud” – Bartosz Kurek

Format: Audiobook
Stron/długość: 352

Trochę się zawiodłem, ale trochę nie. Historia całkiem sporej, biznesowo-polityczno-gangsterskiej intrygi, w której środku znajdują się dziennikarze. Sporo nowoczesności (social media, czarny PR, farmy trolli i tak dalej), świeże spojrzenie na tematy okołobiznesowe (znaczy się, nie trąca myszką) to niewątpliwie duże plusy „Brudu”. Bartosz Kurek jednak kilka rzeczy mógłby zrobić nieco inaczej, aby miejscami książka nie wydawała się… pisana na siłę lub bez researchu w niektórych tematach.

Coraz częściej trafiam na debiuty lub jedne z pierwszych powieści danego autora, które mają ten sam, wspólny problem – losowa dynamika. Niektóre fragmenty pisane są tak, że wszystko płynie, a czytelnik po prostu daje się ponieść prądowi opowieści. Inne z kolei są pisane byle szybciej, byle tylko zrobić przeskok do kolejnych wydarzeń i stają się strasznie nienaturalne. Często do tego dochodzi potraktowanie jakiegoś aspektu po macoszemu (np. działania służb, jakiejś branży, czy czegokolwiek innego), przez co można pomyśleć, że twórca nie odrobił pracy domowej. A szkoda, bo cała reszta jest naprawdę obiecująca.

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 232
Tłumaczenie: Julian Stawiński

To była tak wielopoziomowa lektura, że do tej pory nie umiem ogarnąć umysłem wszystkich wątków, które zostały poruszone. Przede wszystkim „Pozytonowy detektyw” zestarzał się o wiele lepiej, niż sądziłem. Powstał w 1954 roku, czyli niemalże 70 lat temu, a jego język, styl oraz ogólny przekaz nie odbiega od współczesnej literatury (chociaż tutaj pytanie, w jakim stopniu jest to też zasługa tłumacza). Utworzenie wątku kryminalnego jako rdzenia całej historii było strzałem w dziesiątkę – takie rzeczy chyba nigdy nie zestarzeją się źle!

Jednak najbardziej szałowymi elementami są aspekty społeczne, socjologiczne, filozoficzne oraz inne, które poruszają problematykę utrzymania na Ziemi kilku miliardów ludzi. A kilka miliardów ludzi (dokładnie osiem według książki – prawie tyle, ile mamy obecnie na planecie!) prowadzi do problemów związanych z bliskością między człowiekiem a człowiekiem. To jest po prostu fascynujące, jak wiele z nich jest bardzo podobnych do tych, które mamy obecnie – po prostu ich wygląd jest nieco inny, jednak sedno dokładnie to samo. Coś niesamowitego.

„Wilkołak” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 40m
Lektor: Zbiorowy

Mam podwójną radość z tej książki – po pierwsze po prostu jako powieść jest naprawdę fajna, a po drugie miałem przyjemność wysłuchać jej w formie serialu audio (lub jak wolę to nazywać, po prostu słuchowiska), które zostało wykonane na najwyższym poziomie! Takie dzieła warto przesłuchać nawet wtedy, gdy sama jakość powieści jest wątpliwa. Jeśli jednak jest dobra jak „Wilkołak”, to tym lepiej! Samą trzecią część „Cyklu gliwickiego” warto przeczytać choćby ze względu na naprawdę świetnie rozwinięty wątek szorstkiej, męskiej przyjaźni między detektywem Wolskim a prokuratorem Górnikiem.

Wojciech Chmielarz jak zwykle pozwolił sobie na parę nagięć rzeczywistości oraz nie do końca realistycznych momentów, ale o dziwo nawet je można traktować po prostu jako kolejny zabieg mający na celu podwyższenie jakości całej książki. Intryga nie jest banalna, można ją nazwać nieco nietuzinkową, a aura tajemnicy budowana jest od samego początku. Powolne uchylanie jej rąbka dodaje tylko pikanterii, a zakończenie… Cóż, zakończenie musicie już ocenić sami!

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 488

Dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika – w „Wieży” znajdziecie jej ogrom. Historia nie daje ani chwili wytchnienia, ale nie pędzi na złamanie karku. Można tę książkę przyrównać do dobrego filmu akcji. Pewnie nie będziecie się rozwodzić nad jej walorami kulturowymi, socjologicznymi czy innymi, które można znaleźć w bardzo ambitnej literaturze, ale na pewno da Wam tyle rozrywki, ile tylko potrzebujecie. Okraszonej doskonałym humorem. Serio, wiele razy miałem okazję parsknąć ze śmiechu.

W drugiej części historii postapokaliptycznego Wrocławia poznajemy nieco więcej bardzo ciekawych miejsc, których nie sposób szukać w innych książkach z tego Uniwersum. Robert J. Szmidt jednak ma głowę nie od parady i potrafi wycisnąć coś świeżego nawet z tak przerobionego tematu, jak życie w kanałach po apokalipsie. Umie też tworzyć nietuzinkowe postacie, chociaż zdecydowanie najlepiej wychodzą mu nieco nieokrzesane, ludzkie maszynki do zabijania, które nie przebierają w słowach. No ale cóż, to właśnie takich bohaterów potrzebuje dobre kino akcji!

„Miasteczko zbrodni” – Monika Góra

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 7m
Lektor: Albert Osik

Początek książki w ogóle nie zapowiada bomby, którą postanowiła zrzucić na czytelnika Monika Góra. Im głębiej wchodzicie w lekturę, tym bardziej się zastanawiacie jakim cudem to wszystko się wydarzyło. W jaki sposób o tego doszło oraz gdzie kończy się strefa wpływów pewnych ludzi. Bardzo szczegółowy reportaż przedstawiający historię śmierci Iwony Cygan ze Szczucina, która jest jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich dwudziestu lat w Polsce.

Autorka krok po kroku odtwarza wydarzenia, o których było wiadomo od samego początku śledztwa i dopiero po pewnym czasie zaczyna pokazywać dziury, niedociągnięcia, potencjalne kłamstwa oraz inne nieścisłości w śledztwie. Tak naprawdę dopiero niedawno prawda (miejmy nadzieję) wyszła na jaw. „Miasteczko zbrodni” jest naprawdę doskonale przygotowanym reportażem, który potrafi wstrząsnąć. Jednak nie tylko samą zbrodnią, ale również całą otoczką śledztwa i wpływów, które – wiele na to wskazuje – starały się powstrzymać przed poznaniem prawdy.

„Limes inferior” – Janusz Andrzej Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 7m

Ja naprawdę nie rozumiem, czemu ja po Zajdla nie sięgnąłem wcześniej! „Limes inferior” wciąga dosłownie od samego początku i to tak, że nie da się oderwać! Świat stworzony przez autora nie jest skomplikowany, ale podział na klasy intelektualne oraz system ekonomiczny oparty o punkty jest tak intrygujący, że chce się zagłębiać w niego jak najszybciej, Ekspozycja na całe szczęście jest świetnie przygotowana – zarówno w dialogach, jak i w opisach oraz – co najważniejsze – w wydarzeniach, które się dzieją. Istny majstersztyk.

Jest to naprawdę fantastyka socjologiczna wysokich lotów. Nie, żebym miał jakieś szerokie porównanie (jak na razie z najsłynniejszych pisarzy tego nurtu zaliczyłem jedynie Orwella oraz dwie książki Asimova), ale jestem przekonany, że przed długi czas „Limes inferior” będzie mi służył jako barometr jakości. System społeczny został tak dogłębnie zaprojektowany, że wręcz można go sobie wyobrazić w praktyce (chociaż zasadne jest pytanie, czy aby na pewno każdy by się na niego zgodził). Jednak chyba najpiękniejszym aspektem jest jednoczesne ukazywanie zalet, jak i wytykanie poważnych wad poprzez konkretne przykłady. 

„Czyste zło” – Lisa Gardner

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 51m
Lektor: Anna Szawiel

Nie jestem pewien czy to z tą książką jest mały problem, czy ze mną. Chociaż może problemem bym tego nie nazwał, ale pewną… niedogodnością. „Czyste zło” odbieram jako świetnie przygotowane (autorka zrobiła naprawdę dobry research) oraz dobrze napisane (technicznie, stylistycznie, językowo – ogólnie powieść „brzmi” bardzo poprawnie), jednak nie czuję żadnej szczególnej satysfakcji po lekturze. Nawet w trakcie słuchania nie byłem podekscytowany, a często się nawet na chwilę wyłączałem (co nie przeszkodziło mi w zrozumieniu kolejnych wydarzeń).

Historia może i faktycznie jest całkiem sprytnie napisana, jednak nie porwała mnie ani trochę – była mocno przewidywalna i pisana jakby według schematu. Jak w sumie wiele innych thrillerów. Nie wiem więc, czy mi się mocno przejadła ta odmiana gatunkowa, czy faktycznie to „Czyste zło” jest po prostu poprawnym, encyklopedycznym przykładem. Co ciekawe, pomimo tego, że jest to jedenasty tom cyklu, to nie czuję, jakbym ominął coś, co może mieć duży wpływ na zrozumienie wydarzeń. Co prawda nie mogłem czerpać pełnej radości z postaci Flory, która pojawiła się w ósmym tomie cyklu. Spoilery się oczywiście pojawiły, jednak chyba nie jestem tym faktem zdruzgotany – raczej nie będę próbował wracać do poprzednich tomów.

„To, co zostaje” – Glen Duncan

Format: Papier
Stron/długość: 315
Tłumaczenie: Joanna Studzińska

Po początkowym umiarkowanym zachwycie przyszło niestety rozczarowanie. Książka ta jest klasyfikowana jako literatura piękna – no i w sumie coś w tym jest. Nawet tak prozaiczne rzeczy, jak opisy scen seksualnych są napisane tak, że aż chce się czytać (co u mnie nie jest wcale takie oczywiste). Niestety im głębiej w książkę, tym więcej przerostu formy nad treścią oraz gonitwy za najbardziej kontrowersyjną sceną, jaką można wcisnąć, najlepiej w oderwaniu od całej reszty powieści.

Chciałbym napisać o „To, co zostaje” dużo dobrego, bo wydaje mi się, że zdecydowanie zasługuje na dobre słowo (niełatwo jest opisać tak skomplikowane relacje wraz z całą ich historią), jednak to dążenie do zbędnej brutalności, byle tylko ją wrzucić do książki, bardzo mocno dało mi się we znaki w trakcie czytania. Tak samo, jak przeplatanie kompletnie niepowiązanych wątków tylko po to, by potem w ogóle odjechać gdzieś w dwie różne strony. Jest też opcja taka, że po prostu nie zrozumiałem głębokiego przesłania, jednak jam prosty czytelnik jest – czuję kichę, to opisuję jako kichę.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” – Praca zbiorowa

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 49m
Lektor: Maciej Kowalik

Cóż to jest za zbiór! Naprawdę zacny, wielce mnie usatysfakcjonował. Składa się tak naprawdę z trzech części – debiutanckiej/nagrodowej, tuzowej oraz felietonowej. W debiutanckiej/nagrodowej swoje opowiadania napisali debiutancki oraz laureaci konkursów, a o dziwo praktycznie wszystkie z nich są na równym i dobrym poziomie. Tuzowa to ta, w której tuzy polskiej fantastyki naukowej dorzuciły swoje trzy grosze. Natomiast najkrótsza, ale wcale nie najgorsza to felietonowa, w której możemy poczytać lub posłuchać nie tylko o konstruktach literatury z tej odmiany gatunkowej, ale również o odrobinie historii nauk związanych z kosmosem.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” zapewniła mi naprawdę nieziemskie przeżycia. Wiadomo, nie wszystkie opowiadania były bardzo „wow”, ale i tak jak na antologię były naprawdę równe. Mam kilka swoich ulubionych, w tym również u młodych pisarzy, więc to chyba jest też pewnego rodzaju rekomendacja. Jeśli lubicie kawał dobrej, konkretnej i faktycznie starającej się opierać na nauce fantastyki, to koniecznie sięgnijcie po ten zbiór. Sprawdźcie sami, czy przesadzam, czy jednak faktycznie jest to tak dobre, jak opisuje!

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” – Ursula K. Le Guin

Format: Papier
Stron/długość: 240
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

Początkowo wydawało mi się, że czytam dość infantylną powieść. Nie do końca zgadzało mi się to z peanami, które czytelnicy piszą na cześć Ursuli K. Le Guin. Na całe szczęście dość szybko zauważyłem, że to wcale nie jest infantylność stylu, wręcz przeciwnie – pisarka umie w prosty sposób przekazać nie tylko samą treść, ale i przemyć w niej ogromną ilość morałów, które można interpretować wprost w dowolny sposób. Sama historia Geda wydaje się banalna i jednocześnie ciekawa, ale im bardziej zagłębiałem się w książkę, tym mocniej czułem tę – nomen omen – magię bijącą z tej krótkiej powieści.

Ged przeżywa dość klasyczny tryb nauki wśród magów – od początkowej, młodzieńczej buty i pragnienia jak najszybszych postępów, aż do zrozumienia czym jest cierpliwość. To jest dosłownie wypisz wymaluj stereotypowy obraz młodego maga. Jednak to, w jaki sposób Ursula K. Le Guin przedstawiła tę historię (warto nadmienić, że powstała ona w 1968 roku) bardzo szybko przełożyłem właśnie na swoje nastawienie do „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Był jak pewien wstęp, który ma nauczyć pokory do literatury i pokazać, jak można się skupić i wydobyć z niej jak najwięcej. Na samym końcu książki bowiem byłem już w pełni oczarowany i usidlony prozą nieżyjącej już, amerykańskiej pisarki.


piątek, 24 września 2021

„Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – Eddie Jaku

„Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – Eddie Jaku
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Eddie Jaku
Tytuł: Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi
Wydawnictwo: MUZA S.A.
Tłumaczenie: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak
Stron: 240
Data wydania: 15 września 2021

Dawno już nie czytałem żadnej literatury traktującej o przeżyciach osób, które przetrwały wojnę jako więźniowie obozów koncentracyjnych. Lubię jednak czasem po nią sięgnąć w myśl zasady konieczności przypominania historii, aby się nie powtórzyła. Nie są to tematy proste ani lekkie, jednak czuję pewnego rodzaju radość, jeśli mogę użyć tego słowa, ponieważ mogę dzięki temu polecać innym wyczerpujące tytuły, aby historia nie została zapomniana, ani zakłamana. A trzeba przyznać, że „Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” może faktycznie wywołać radość nie tylko z wyżej wymienionych powodów, ale również z powodu ciepła, które niesie swoim przesłaniem.

Dla niektórych slogan „nigdy nie jest za późno na realizację marzeń” jest jedynie sloganem. Dla innych, takich jak Eddie Jaku, jest to motor napędowy do przekucia swoich myśli w czyny. Autor „Najszczęśliwszego człowieka na Ziemi” napisał bowiem tę książkę – jego pierwszą swoją drogą – w wieku stu lat. Jego celem było przybliżenie swojego życia, poznaczonego wieloma bliznami obozów koncentracyjnych, ponieważ jako Żyd urodzony w 1920 roku w Niemczech, był z góry skazany na cierpienie. Przetrwał je jednak, a wśród najgorszych chwil znajdą się zawsze też te piękne, o których warto opowiedzieć, co Eddie Jaku robi z onieśmielającą pogodą ducha.

Prawdziwe (czy raczej… początkowe) imię i nazwisko autora to Abraham Salomon Jakubowicz. Urodził się w 1920 roku w Lipsku i od samego początku był wychowywany jako niemiecki patriota – przez całą swoją młodość był bardzo dumny z tego, kim jest i jakiego państwa jest obywatelem. Jednak dojście nazistów do władzy bardzo szybko zweryfikowało jego poglądy – Eddie Jaku jest Żydem, a naród ten znalazł się bardzo szybko na celowniku NSDAP, która jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej zaczęła traktować Żydów w nieludzki sposób. Eddie Jaku jednak nie próbuje skupiać się na krzywdach, które go spotkały, tylko na tym, co pomagało mu przetrwać oraz cieszyć się nawet najmniejszymi chwilami dobroci.

Książka przepełniona jest naprawdę radością. Z tego, że autor przeżył, że poznał wspaniałych ludzi, kochającą żonę, że otrzymał mnóstwo pomocy, a potem sam mógł jej udzielić. Radości z życia pomimo przeciwności życia oraz tego, co przeżył. Jeśli dzieli się jakimikolwiek szczegółami z czasów przebywania w którymś z obozów koncentracyjnych (w tym również w Auschwitz), to opisuje z bardzo osobistej perspektywy. Nie próbuje pokazać całokształtu tragedii, ale pokazuje swoje przeżycia oraz sposób, w jaki złagodził ich negatywny wpływ na jego życie. Przyznam szczerze, że chyba jeszcze nie spotkałem takiej książki traktującej o zbrodniach nazistów oraz przeżycia ich ofiar. Jest naprawdę… magiczna.

Jeśli chcielibyście sięgnąć po jakieś pozycje związane z II Wojną Światową oraz historią ofiar nazistów, jednak boicie się swojej reakcji, to możecie spróbować właśnie od „Najszczęśliwszego człowieka na Ziemi”. Optymizm Eddiego ochroni Was od złych emocji, ale zobaczycie też kawałem tej ciemnej strony takie literatury. Krótka, prosto napisana, a do tego naprawdę świetnie się czyta. No i zostawia człowieka z mieszaniną satysfakcji oraz zniesmaczenia spowodowanego zbrodniami. Nie pozwala zapomnieć, jednak daje nadzieję – taką samą, jaką znalazł Eddie Jaku.

Łączna ocena: 8/10



sobota, 4 września 2021

Co pod pióro we wrześniu 2021

Cóż nam przyniesie wszystkim ten miesiąc? Na pewno krótsze dni! Być może trochę więcej deszczu oraz ochłodzenia – w końcu jesień zbliża się już wielkimi krokami. A jak deszcz, a jak chłód, to koc, ciepła herbata oraz książki stają się najlepszymi przyjaciółmi! Ja tam na pewno z moich codziennych, porannych spacerów nie zrezygnuję (raptem około 5 000 kroków, ale ruch to ruch!), nieważne czy będzie deszcz, śnieg czy też słońce. Nie zamierzam również rezygnować z wieczornych seansów z książką, tuż przed snem. Tak, jestem trochę niewolnikiem rutyny…

Sierpień mi całkiem nieźle wypadł pod względem książek „czytanych” (znaczy się nie tych, które słucham), jednak nie będę szalał z założeniami we wrześniu. Różnie to w końcu może być, prawda? Na pewno więc wezmę sobie kolejny tytuł z mojej małej akcji #5na2021 (następna książka Asimova), będę kontynuował również przygodę z Uniwersum Metro 2033, a do tego wrzucę sobie jeszcze coś z nieco innych klimatów! Tak dla odmiany.

Poniżej więc przedstawiam moje plany! Zdjęcia okładek jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać. 

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Pierwszy tom cyklu „Roboty” Isaaca Asimova – jednego z pisarzy, którzy wywarli duży wpływ na postrzeganie robotów. Jest to literatura już dość wiekowa, można rzec, co tym bardziej zachęca mnie do zapoznania się wreszcie z klasyką science-fiction. 

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Często powtarzam, że jeśli się powiedziało „A”, to należy powiedzieć „B” – pierwsza część „Nowej Polski” przypadła mi do gustu dość mocno, więc nie chcę długo czekać. Zwłaszcza że już niewiele do tej pory wydanego Metra mi zostało.

„Przełom” – Michael C. Grumley

Odgrzebałem tę książkę podczas ostatniego przeglądu biblioteczki i totalnie zapomniałem o tym, że ją w ogóle mam! Wysoko oceniana, z dobrymi opiniami, kręci się wokół… morza i tego, co morscy biolodzy mogą wiedzieć. A podobno robi to dobrze!

AUDIOBOOKI

Jakże by miało u mnie zabraknąć audiobooków! Ostatnio się nawet przekonałem do beletrystyki (tylko muszę mieć dobrego lektora, jak na przykład Filip Kosior), więc chciałbym wrzucić jej więcej do swoich planów. Często są to dłuższe książki (w końcu lektorzy muszą trochę nakombinować głosem, żeby wszystko miało ręce i nogi), co dla mnie jest dodatkowym plusem, bo lubię spędzać więcej czasu z daną historią.

Cały czas żałuję, że w Empik Go nie można filtrować w prosty sposób po lektorach, ale cóż, jakoś muszę przeżyć i po prostu podłubać w szukajce. Trochę dłużej mi schodzi, ale przynajmniej wiem, że się nie zgubię w trakcie słuchania. Na wrzesień wybrałem więc (po długich negocjacjach z samym sobą) takie oto tytuły:

  • „Wilkołak” – Wojciech Chmielarz
  • „Gra Luizy” – Anna Reczek-Robak
  • „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule
  • „Limes inferior” – Janusz A. Zajdel
  • „Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan” – Monika Góra


czwartek, 2 września 2021

Podsumowanie sierpnia 2021

Jak tam Wasz sierpień? Mój był bardzo urlopowy! Trochę zaszalałem i od 13.08 aż do samego końca miesiąca leniłem się, chociaż dość aktywnie. Takim trochę już rytuałem są odwiedziny Krakowa, chociaż na jeden dzień, jako węzeł przesiadkowy dalej. Tym razem jednak nie polecieliśmy w Tatry, ale w Pieniny na kilka dni. Są to góry o wiele niższe niż Tatry (Wysoka, szczyt Pienin, mierzy raptem 1050 m n.p.m.), jednak niesamowicie urokliwe. A i tak można dostrzec panoramę Tatr Wysokich z niektórych miejsc, jeśli tylko pogoda na to pozwoli!

Początek miesiąca wyglądał podobnie do lipca, jeśli chodzi o moje tempo pochłaniania książek. Ponownie była to duża zasługa sezonu wakacyjnego u podcasterów, dzięki czemu błyskawicznie połykałem audiobook za audiobookiem! Chociaż tym razem trafiły się też takie… trochę dłuższe. Zdecydowanie wolę je od krótkich książek. Jednak co piętnaście godzin przygody, to piętnaście godzin przygody, a nie takie standardowe siedem. Zbyt szybko się je połyka. Wreszcie też zaliczyłem zaplanowaną w #5na2021 książkę Isaaka Asimova „Pozytonowy detektyw”. 

Tyle wstępu, a teraz zapraszam na comiesięczną dawkę grafik ze statystykami!



Cóż, sierpień, czas urlopów u mnie, więc mogło być tutaj bardzo różnie. Nie zamierzałem jednak od samego początku narzekać na żaden wynik! Rozumiecie, jak jestem w górach, to bardziej mnie pasjonuje łażenie po kolejnym szlaku i wdrapywanie się następny szczyt, a czytanie niekoniecznie jest wysoko na liście najważniejszych rzeczy… Jak wystarczy czasu wieczorem, to spoko. Jak będę zbyt zmęczony, to trudno! Zawsze jest to więc taka trochę loteria. A tak w sumie to na słuchanie nie za bardzo ten czas znalazłem...


Wszystkie przesłuchałem, ha! Znaczy wszystkie, które się pojawiły, bo rozumiecie, sezon wakacyjny. Powoli jednak twórcy wracają, więc już zaraz znowu będzie walka o czas między audiobookami a podcastami. 


No cóż, a tak sobie wyglądają audiobooki i podcasty zebrane razem do kupy. Dość ciekawie wyszło – spodziewałem się nieco innego wyniku. Nie byłem jednak do samego końca pewien, jak wpłynie mój urlop na słuchanie. Niby wolne i w ogóle, ale wiecie, jak to bywa…


Chciałem być cwany! Wziąć ze sobą na wyjazd kabel HDMI i się podpiąć pod hotelowy telewizor i sobie wieczorami coś obejrzeć. Cóż, plan wyszedł w połowie… Kabel wziąłem. Tylko niestety nie 2x HDMI, ale HDMI -> DisplayPort, co skończyło się odpaleniem w tle Sopot Festiwalu, bo o Netflixie z laptopa mogłem zapomnieć… :D

W efekcie więc obejrzałem sobie tylko to, co mogłem w domu, a wyszło tego o tyle:

  • „Wiedźmin: Zmora Wilka”
  • American Crime Story
  • Dirty John: Betty Broderick


Powoli do przodu! Tak w sumie można podsumować. Na blogu się prawie nic nie dzieje, głównie wrzucam już zbiorcze posty, podsumowania i takie tam, więc nic dziwnego, że jest mniej wyświetleń i odwiedzin. Natomiast przez ponad tydzień byłem prawie nieobecny na Instagramie i Facebooku (tyle, co czasem jakąś relację wrzuciłem i to niekoniecznie książkową), więc cóż… Powoli do przodu!

Mniej się też pojawiło w związku z tym zdjęć na Instagramie, no ale parę jednak jest. Tym, które zdobyło najwięcej serduszek, jest to:

A na samym końcu lista przeczytanych przeze mnie książek:

  1. „Otchłań” – R. J. Szmidt
  2. „Ginekolodzy” – J. Thorwald
  3. „Zombie” – W. Chmielarz
  4. „Ja, robot” – I. Asimov
  5. „Spod zamarzniętych powiek” – A. Bielecki, D. Szczepański
  6. „W kręgu zła” – D. Kowalska
  7. „Illidan” – W. King
  8. „Grom i szkwał” – J. Łukawski
  9. „Paradoks kłamcy” – M. Kuzborski

Miłego września!


środa, 1 września 2021

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2021

Wakacje i po wakacjach, czas znowu szybko minął, prawda? Dni stają się coraz krótsze i (teoretycznie) chłodniejsze, zaraz pokaże się nam złota polska jesień! Na razie jednak możemy się jeszcze nacieszyć ciepłem (albo na nie ponarzekać, jak ja), całkiem niezłym słońcem i powiedzmy, że błogim lenistwem. No, w każdym razie ci, co mogą, to niech się cieszą! Będziecie z rozrzewnieniem wspominać sierpień? Czy raczej dał się Wam we znaki, zmęczył Was lub w jakikolwiek inny sposób okazał się niezbyt dobrym miesiącem?

Osobiście raczej narzekać nie mam na co. No, może prócz wspomnianego ciepła… Jestem zimnolubny, więc mrozy są mi bliższe niż upały (kiedy ktoś się cieszy ze wspaniałych dwudziestu pięciu stopni Celsjusza, ja przeklinam tę temperaturę), jednak wiecie, nic na nie nie poradzę, więc pozostało mi je zaakceptować. W sierpniu miałem mały wypad wakacyjny w bardzo urokliwe Pieniny (choć moje serce pozostaje przy skalistych i wysokich Tatrach), więc mniej więcej naładowałem baterie na kolejny rok (he-he)!

Cóż mi się udało przeczytać? A proszę bardzo, między innymi te tytuły! Jak zwykle więc zapraszam na krótką wycieczkę po dwuakapitowych opiniach o przeczytanych pozycjach.

„Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 44m
Lektor: Albert Osik

Jeśli ktoś czytał już jakieś książki Thorwalda, to mniej więcej wie, czego się spodziewać w „Ginekologach”. Jest rzeczowo, konstruktywnie, z dużym naciskiem na merytorykę oraz przedstawienie w jak najlepiej ułożonym porządku chronologicznym historię prowadzenia ciąży i leczenia problemów kobiecych. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych dzieł autora, to nieco bardziej bezpośrednie podejście do komunikacji z czytelnikiem. Czasem Jürgen Thorwald pozwala sobie nawet na sarkazm lub ironię!

Nic jednak dziwnego, ponieważ sama chirurgia cierpiała na brak wiedzy, rozwoju technologii i technik operacyjnych, a także zwykłe, klasyczne ludzie przywary. Z ginekologią było nieco inaczej, jak się okazuje, która to cierpiała głównie na… religię. A raczej z jej powodu, co właściwie nie powinno dziwić. Są to więc kompletnie inne zmagania z innymi problemami, niż te, z którymi zderzali się chirurdzy. Autor rzecz jasna nie próbował stawać po żadnej ze stron, ale przybliżyć po prostu w miarę obiektywnie całą historię, czasem jedynie pozwalając sobie na odrobinę uszczypliwości przy najbardziej absurdalnych i abstrakcyjnych nawet jak na tamte czasy decyzjach.

„Zombie” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 22m
Lektor: Grzegorz Przybył

Detektyw Dawid Wolski po rozwikłaniu jednej sprawy dostaje po jakimś czasie drugą – tym razem nieco bardziej… delikatną. Tym razem jednak to nie Rosolski jest zleceniodawcą, ale prokurator Górski. Czy tym razem jest łatwiej? Ano nie, bo detektyw niewiele wie o sprawie. Trochę się tak rzuca na prawo i lewo po omacku, ale czasem z jajem, a czasem nieco poważniej. Na pewno w podobnym klimacie, co poprzednia książka, czyli „Wampir”. Taka nie do końca poważna, niekoniecznie spójna logicznie, choć robiąca wrażenie, że te takie dziury czy naciągnięcia to są specjalnie zrobione, być może dla śmiechu.

Zbyt wielu nagłych zwrotów akcji tutaj nie uświadczycie, ale i tak „Zombie” się słuchało bardzo przyjemnie. Przede wszystkim cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem pytanie „kimże on jest, czy tak serio, czy ktoś podstawiony?”. Chociaż ja akurat się nie staram rozwikłać zagadek w kryminałach, więc mogę tutaj nie być zbyt dobrym przykładem na potwierdzenie lub obalenie tezy, że Wojciech Chmielarz umie w trzymanie informacji w tajemnicy… Historia płynęła, przeplatana żartami oraz często gorzko śmiesznymi sytuacjami i nawet nie zauważyłem, kiedy ją skończyłem. Nie jest ambitna, ale na pewno zapewnia rozrywkę, a o to też przecież chodzi, prawda?

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 416

Co Robert J. Szmidt to Robert J. Szmidt, prawda? Ano prawda, co potwierdza „Otchłań”, pierwszy tom „Nowej Polski”, osadzonej w Uniwersum Metro 2033 oraz Metro 2035. Jest o niebo lepsze od „O Jednomyślnych” Pawła Majki, które to książki miałem okazję przeczytać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Co tu jest dobrego? Przede wszystkim postacie, które są bardzo jaskrawe (zwłaszcza Iskra), spójne oraz prowadzone bardzo konsekwentnie. Dosłownie jak podczas porządnej sesji RPG. Dobre jest również tempo akcji oraz całej historii. Przypomina oczywiście klasyczny quest w stylu „przejdź do punktu B, a po drodze przeżyj przygodę”, jednak to właśnie te przygody robią tu robotę.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – jak na razie trochę brakuje temu tytułowi do czołówki całej serii, jednak jest na pewno wysoko. „Konstytucja Apokalipsy” to to nie jest, jednak na pewno wyróżnia się na tle większości książek osadzonych w postapokaliptycznym uniwersum. Muszę jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest to pierwszy tom, więc może się to jeszcze zmienić – równie dobrze Robert J. Szmidt mógł stworzyć jedynie dość dynamiczny wstępniak do jeszcze lepszej historii złożonej z… no właśnie, z czego? Zobaczę już niebawem!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 240

Szczerze? Zbyt wielu książek typowo science-fiction to ja w życiu nie przeczytałem i możliwe, że właśnie dlatego „Ja, robot” zrobił na mnie aż tak pozytywne wrażenie. Z jednej strony czuć, że jest to naprawdę bardzo stara literatura, ale z drugiej widać również niesamowicie wyważone podejście autora do kwestii słowa „science” w nazwie odmiany gatunkowej. Czuję w środku, że nawet w latach, w których powstał ten zbiór opowiadań, nikt nie czuł się przytłoczony jego zawartością.

Wszystkie krótkie formy skupiają się wokół wprowadzenia w cały świat stworzony przez Isaaca Asimova. Przedstawiają niejako historię rozwoju robotyki na przestrzeni lat w opowieściach byłej pracownicy konsorcjum robotycznego, która miała bardzo dużo do powiedzenia w firmie. Przy okazji zachowana chronologia bardzo upłynnia opowieść i pokazuje, na czym opierają się główne założenia uniwersum. A zwłaszcza stworzone przez autora trzy Prawa Robotów Asimova.

„Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 52m
Lektor: Filip Kosior

Historie opowiadające życie himalaistów najczęściej pojawiają się po ich śmierci. Adam Bielecki cały czas żyje (i niech żyje jak najdłużej!) i ma z pewnością jeszcze wiele do powiedzenia w kwestii wspinaczki wysokogórskiej! Jak do tej pory osiągnął jednak tak wiele, że warto nie tylko przybliżyć fragment jego życia, ale również się z nim zapoznać – a „Spod zamarzniętych powiem” robi to doskonale. Jest i młodość, i droga do szczytów, i źródło zamiłowania do wspinania, jak również nieco buntowniczego charakteru.

„Spod zamarzniętych powiek” skupia się głównie na drodze przebytej przez Adama Bieleckiego, począwszy od wspinania się w skałkach, przez Tatry, Alpy, a na Himalajach zakończywszy. Wiele z historii to nie tylko prosty przekaz, ale również pewnego rodzaju zobrazowanie problemów oraz przemian, które zachodziły w polskim alpiniście – w jaki sposób góry go zmieniały, ciosały i naginały do własnego kształtu, tworząc osobą, którą jest obecnie. Nie brakuje opisów zdobycia poszczególnych szczytów, ale jest również sporo historii niekoniecznie czysto górskiej. 

„World of Warcraft: Illidan” – William King

Format: Papier
Stron/długość: 416
Tłumacz: Dominika Repeczko

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Brak tłumaczenia niektórych nazwisk lub miejsc! Blizzard niestety wymagał zawsze tłumaczenia wszystkiego, co się da, więc w książkach pojawiały się rzeczy typu Sylvanna Bieżywiatr (przetłumaczone z Sylvanna Windrunner), co dla fanów całego uniwersum, wychowanych na angielskich oryginałach, stanowiło od zawsze spory problem. Rzecz jasna nie była to wina tłumaczki, której to pracy jestem wielkim fanem, bo również „Illidan” został przetłumaczony w ten sam sposób, co pozwala na utrzymanie klimatu.

Sama historia stworzona przez Williama Kinga bazuje na wydarzeniach z gry, jednak mam wrażenie, że czasem jest zbyt… infantylna oraz rwana. Nie chodzi o samą fabułę, ale sposób poprowadzenia akcji, niektórych dialogów (tych niekoniecznie wziętych z gry) oraz o taki brak płynności wydarzeń. Mimo wszystko przyjemnie się czytało nieco bardziej rozszerzoną wersję rajdu na Black Temple, wraz z poszczególnymi etapami walki. Nie będzie to jednak moja ulubiona książka z tego uniwersum, nawet pomimo mojej sympatii do postaci Illidana Stormrage. Ot, taki przeciętniak, chociaż przyjemny do przeczytania.

„Grom i szkwał” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 400

Druga część jest o wiele lepsza niż poprzednia. Tym razem mamy już bardziej dynamiczną akcję, bez zbędnych przerw czy nagłych przeskoków pomiędzy wydarzeniami. Do tego fabuła skleja się nieco lepiej i w ogóle widać, w jaką to wszystko stronę zmierza. Co prawda clue tego wszystkiego nie było bardzo długo widoczne (a wszak jest to trylogia, więc połowa drugiego tomu to chyba odpowiedni moment na powolne odkrywanie kart, a nie ich rozkładanie), jednak miałem o wiele więcej satysfakcji z czytania. No dobra, w ogóle jakąkolwiek miałem.

Dopiero tutaj więc widać, skąd wzięły się te wszystkie wysokie noty dla książek. Być może pierwszy tom dostał je niejako „bonusowo”, za całokształt, ale to tylko moje gdybanie. Przy okazji autor rozszerzył również świat, co widać od samego początku na mapie dołączonej do książki – już nie obracamy się tylko w Wondettel sąsiadującym z Martwicą, ale zaglądamy za Kas Brethil oraz widzimy, co się dzieje w zamorskich krainach. Jak więc widzicie – dzieje się! Zobaczymy, czy tendencja wzrostowa została utrzymana również w trzecim tomie, za który wezmę się już niebawem!

„W kręgu zła” – Dorota Kowalska

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 51m
Lektor: Aneta Todorczuk

Bardzo… średni zbiór reportaży. Większość z nich zostawia po sobie pewien niedosyt, jakby autorka nie wyczerpała w pełni tematu. Dobrane są według klucza, którego nie mogłem odkryć – po prostu jakby chaotycznie zebrane do kupy krótkie formy z różnych gazet (na końcu każdego reportażu pojawiła się informacja, w jakim czasopiśmie lub gazecie się pojawił oraz kiedy), byle tylko wydać z tego książkę. Wszystko niby kręci się wokół ogólnie pojętych spraw kryminalnych, ale jest to bardzo luźne podejście.

Długo walczyłem z tym audiobookiem, nie zachęcał w ogóle do słuchania. Jest mnóstwo o wiele lepszych pozycji, bardziej spójnych, poruszających, przedstawiających dany problem w szczegółach. Tego, czego odmówić autorce nie można, to obiektywność – wydźwięk wszystkich jej prac jest bezstronny i czuć, że stara się przekazać tyle faktów, ile się tylko da. Niestety to nie wystarczy, żeby stworzyć porywający reportaż, który otworzy oczy szerszej publiczności.

„Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Lektor: Filip Kosior

To jest chyba moje odkrycie tego roku! Kompletnie nieznany mi autor z książką, o której pierwsze słyszę, a tu nagle wyskakuje świetna intryga, dynamiczna akcja ze sporą ilością jej zwrotów, no i ogólnie naprawdę sztos historia! Do tego jeszcze przegenialnie przeczytana przez Filipa Kosiora (serio, to jeden z moich ulubionych lektorów, jak beletrystyka, to tylko z jego głosem). Od końcówki nie chciałem się oderwać i każda chwila, w której musiałem przerywać słuchanie, bolała dość mocno. Nie widzę w tej powieści zbyt wielu słabych punktów.

Nawet bohaterowie dają się lubić i to mocno. Konsekwentnie prowadzeni, wyraziści oraz trzymający się swoich kodeksów. Główna postać to „zawodowy kłamca”, jak można by go określić – potrafi ratować tyłek firmom oraz osobom publicznym, niekoniecznie wykorzystując do tego prawdę. Jak dorzucimy do tego próbę wrogiego przejęcia dużej firmy przemysłowej, okrasimy odrobiną świata przestępczego, to wychodzi nam całkiem niezła mieszanka, z której Michał Kuzborski upiekł doskonałe ciasto. Dużo szorstkiego, ale nie wulgarnego humoru, odrobina napięcia seksualnego wplecionego w historię to tylko nieliczne z dodatków, które pisarz umiejętnie wplótł w całą historię. Naprawdę polecam!


wtorek, 10 sierpnia 2021

Bardzo chcę! #82 – „Anatomia ludzkiej destrukcyjności” Erich Fromm

Kiedy spróbujecie przeczytać opis zaserwowany przez Wydawnictwo Rebis, możecie się złapać za głowę. Ja się złapałem i wróciłem do jego początku, aby jeszcze raz go przeczytać. I jeszcze raz. I kolejny. No nie jest on prosto napisany, jednak zapowiada coś naprawdę… porządnego. Nie mam bladego pojęcia, czy jestem przygotowany na przyjęcie treści, które serwuje (mam na myśli merytoryczne przygotowanie – wszak do psychologa to mi bardzo daleko), ale i tak mam ogromną ochotę ją przeczytać. Choćby po to, żeby samodzielnie się przekonać, czy uda mi się jej stawić czoła, czy też nie.

No dobra, nastraszyłem, ale o czym właściwie mówię? W dużym skrócie dzieło to uznawane jest za studium „zła”, i to jedno z najlepszych napisanych w tej tematyce w XX wieku. Agresja, przemoc, zastraszanie – wszystko to się skądś bierze. Erich Fromm był psychologiem, psychoanalitykiem oraz filozofem, niesamowicie płodnym literacko. „Anatomia ludzkiej destrukctyjności” powstała w 1973 roku i miała na celu próbę odpowiedzi skąd się bierze ludzka gwałtowność, na jakie części się dzieli oraz co mogło spowodować, że Adolf Hitler był taki, jaki był. 

Najlepiej jednak to opisze wspomniane już przeze mnie podsumowanie Wydawnictwa Rebis – sami zobaczcie, z czym to się je:

„Jedna z najważniejszych książek XX wieku.

Nowe wydanie.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest obszernym studium zjawiska, które określa się krótkim terminem »zło«. Zamierzona została jako wypowiedź polemiczna wobec behawioryzmu i instynktywizmu, a jednocześnie jako rewizjonistyczne rozwinięcie poglądów Freuda z okresu, gdy wprowadził pojęcie popędu śmierci. Fromm zmierza do kulturowego ujęcia tematu od strony typologii charakterologicznej oraz wytłumaczenia sensu złośliwej i niezłośliwej agresji. Niejako »po drodze« dostarcza psychoanalitycznych portretów wielkich zbrodniarzy XX wieku: Stalina, Himmlera i Hitlera.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest nie tylko jedną z najważniejszych prac Ericha Fromma, ale i jedną z najważniejszych książek XX wieku i o XX wieku. Spostrzeżenia, podsumowania, siła oddziaływania argumentów, a także głęboki humanizm autora nadają jej nieprzemijającą wartość, która przemawia do czytelnika z równą mocą w wieku XXI”.

Zachęceni? :D 


środa, 4 sierpnia 2021

Co pod pióro w sierpniu 2021

Sierpień jest u mnie miesiącem urlopowym! Nie jest aż tak ciepły, jak lipiec, teoretycznie trochę mniej też ludzi się kręci tu i ówdzie (lubią czerwiec i lipiec), a nie możemy sobie z ładniejszą połówką sobie pozwolić na wakacje we wrześniu, więc ósmy miesiąc toku wydaje się najlepszą opcją. W związku z tym nigdy nie wiem, ile czasu będę miał na czytanie (cóż za paradoks, prawda?)... Podróże pociągami sprzyjają lekturze, ale nie zawsze jakieś wieczory będą mogły być poświęcone na oddanie się leniuchowaniu z papierem lub czynnikiem w ręku!

Tak czy siak, jednak zamierzam sobie zrobić małe plany czytelnicze, bo nie byłbym sobą, gdybym nie dokonał, choć próby ogarnięcia sobie miesiąca! Jeszcze pozostanę przy trzech papierowych pozycjach (oraz dorzuceniu iluś tam tytułów audiobooków), bo zwyczajnie nie mam pojęcia, jak mi czas pozwoli. W teorii od 13 sierpnia aż do jego końca będę się urlopował, ale wiecie, jak to bywa z takim wolnym… Mnóstwo innych rzeczy do roboty, a po powrocie do pracy wreszcie można odpocząć!

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Tak, znowu Uniwersum Metro 2033! W sumie, kiedy dojadę do trzeciej części „Nowej Polski” (bo tak się nazywa ten cykl), to wjadę nawet w Uniwersum Metro 2035. W każdym razie ponownie Polska w postapokaliptycznym świecie, tym razem jednak Wrocław. Książki Roberta J. Szmidta są zazwyczaj porządnie napisane, więc liczę na dobrą zabawę!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

O taaak, możliwe, że niektórzy z Was kojarzą albo nazwisko, albo tytuł, a z kolei inni sobie zaczną wyrywać włosy z głowy, pytając samych siebie „czemu on dopiero teraz to czyta?!” – czas jednak najwyższy, aby sięgnąć po klasykę science-fiction. Takie wprowadzenie do „Pozytonowego detektywa”, którego mam zaplanowanego w moim #5na2021.

World of Warcraft: Illidan” – William King

Pora też zacząć nadrabiać zapomniany przeze mnie nieco „World of Warcraft”. Niedawno uzupełniłem biblioteczkę, więc na pierwszy ogień chcę rzucić „Illidana”, czyli książkę przybliżającą nieco postać Illidana Stormrage, jedną z najpotężniejszych istot stąpających kiedykolwiek po ziemiach Azeroth!

AUDIOBOOKI

Ciekaw jestem, jak mi te audiobooki wyjdą – będę miał niemalże cały tydzień prawdopodobnie wycięty ze słuchania, chociaż nie jest to pewne. Wiecie, wakacje, lato, spotkania, łamanie rutyny i te sprawy. Jednak książki mi nie uciekną z półek Empik Go, więc nie ma co się na zapas martwić.

Tak czy siak, co jakiś czas robię sobie przegląd nowych pozycji, czasem próbuję wyszukać jakieś książki, które w sumie już dawno chciałem przeczytać. Teraz z odrobinę większym zaufaniem podchodzę też do beletrystyki, tylko staram się wybrzydzać w lektorach – nie każdy jest w stanie tak czytać, abym się nie zgubił. Chciałbym jednak chociaż jedną beletrystykę miesięcznie przesłuchać i dzięki temu zrobić sobie jakąś bazę lektorów, którzy mi pasuję – jak w końcu inaczej to zrobić, niż przez praktykę?

  1. „Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald
  2. „Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański
  3. „Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski
  4. „Zombie” – Wojciech Chmielarz