sobota, 10 kwietnia 2021

Bardzo chcę! #79 – „Niewyjaśnione okoliczności” Richard Shepherd

„Niewyjaśnione okoliczności” Richard Shepherd
Źródło: Lubimy Czytać

Książka Richarda Shepherda opowiada o… Richardzie Stepherdzie. No dobrze, to kimże jest ten Pan Richard, który sam o sobie pisze? Lekarzem medycyny sądowej, który ma na swoim koncie około dwudziestu pięciu tysięcy sekcji zwłok, głównie ofiar przestępstw. Robi wrażenie, prawda? Skoro na nas, zwykłych czytelników, tak bardzo ta liczba wpływa, to jakie skutki musiała wywrzeć na samym autorze oraz na jego rodzinie? Między innymi tego możemy dowiedzieć się z opisywanego tytułu – „Niewyjaśnione okoliczności” to autobiografia brytyjskiego medyka sądowego, ujawniająca część kulis jego pracy oraz życia rodzinnego w cieniu śmierci.

Tak, ponownie oznacza to pozycję okołomedyczną w moich chciejkach, chociaż w pewnym sensie przełamuje jednak standardowy schemat! W końcu to autobiografia! Jeśli mnie pamięć nie myli, to chyba autobiografii już od bardzo długiego czasu nie miałem okazji czytać ani słuchać. Biografie, a i owszem, zdarzały, choćby Tesli czy Edisona, ale autobiografii ani widu, ani słychu. Może to być więc całkiem niezła pozycja dla przypomnienia sobie, z czym to się je.

Jak zwykle zamieszczam również opis samego wydawnictwa, żebyście mieli lepszy wgląd w to, o czym ta książka traktuje:

„Czołowy brytyjski praktyk medycyny sądowej, dr Richard Shepherd, poświęcił swoją karierę zawodową odkrywaniu tajemnic śmierci.

Gdy ktoś umrze śmiercią gwałtowną lub z niewyjaśnionych przyczyn, zadaniem dr. Shepherda jest ustalić przyczynę zgonu. Każda sekcja zwłok to swego rodzaju zagadka kryminalna – a dr Shepherd przeprowadził ich w swoim życiu prawie 25 tysięcy. Dzięki swoim umiejętnościom, oddaniu i wnikliwości dr Shepherd jest w stanie odpowiedzieć na jedno z najtrudniejszych pytań: jak doszło do śmierci danej osoby?

Czy chodzi o seryjnego mordercę, czy o katastrofę naturalną; o zabójstwo doskonałe, czy o podejrzany wypadek – dr Shepherd nigdy nie zakłada niczego z góry, zawsze za to dąży do odkrycia prawdy. Wprawdzie był zaangażowany w najgłośniejsze sprawy, takie jak masakra w Hungerfordzie (1987), morderstwo Rachel Nickell (1992), a nawet śledztwo w sprawie wypadku księżnej Diany (1997) oraz ataku na World Trade Center (2001), lecz często to mniej głośne sprawy okazują się najbardziej zagadkowe, intrygujące, a nawet dziwaczne. Dowody przedstawione przez dr. Shepherda – zarówno w świetle jupiterów, jak i poza mediami – doprowadziły do skazania morderców, uniewinnienia osób fałszywie oskarżonych, a nawet do zaskakującego ponownego otwarcia dawno zamkniętych spraw.

Jednakże życie w cieniu śmierci, bycie naocznym świadkiem najgorszych okropieństw, do jakich zdolny jest człowiek, miało swój koszt. Dr Shepherd uczciwie opowiada, jaką cenę przyszło zapłacić jemu samemu i jego bliskim.

»Niewyjaśnione okoliczności« to fascynująca autobiografia, relacja nietuzinkowego człowieka, unikalny wgląd w niezwykły zawód, a przede wszystkim przejmujący i niosący otuchę testament tych, których życie zakończyło się przedwcześnie”.

Zachęceni? :D 

niedziela, 4 kwietnia 2021

Co pod pióro w kwietniu 2021?

Może wreszcie kwiecień przyniesie nam ocieplenie! Nie, żebym tęsknił za gorącem i trzydziestoma stopniami w lipcu czy sierpniu, ale te marcowe wahania jednak mnie odrobinę wykończyły. Raz słońce, raz deszcz, tu zaraz śnieg – człowiek po takiej huśtawce (zwłaszcza ciśnienia atmosferycznego) to miał na koniec dnia ochotę tylko położyć się spać. Właśnie dlatego po cichu liczę na to, że już będzie bardziej… stabilnie. A jak będzie do tego ciepło, to będę mógł wreszcie otworzyć sezon na leżakowanie na balkonie! Wręcz nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł go wtarabanić na balkon, odświeżyć i rozłożyć! 

Co prawda pogody sobie zaplanować nie mogę, muszę akceptować to, co przyjdzie, jednak książki mogę zakolejkować! Trochę mi to ostatnimi czasy średnio wychodzi (znaczy mniej niż bardziej), ale lubię wiedzieć, że chociaż częściowo panuję nad sytuacją… Ewentualnie, że chociaż WYDAJE MI SIĘ, że panuję, hy-hy… Trochę mam problem z estymowaniem czasu potrzebnego na przeczytanie danej pozycji (patrz: „Wojna i pokój”...), ale nic to. Jakoś to będzie.

Poniżej znaleźć więc możecie listę potencjalnych tytułów, które ukażą się na blogu oraz w moich social mediach! Tym razem jednak trzy pozycje, ze względu na jeszcze ciągnącą się za mną „Wojnę i pokój”...

„Zabić drozda” – Harper Lee

Miałem przeczytać już w marcu, ale rozumiecie – „Wojna i pokój” mnie przytłoczyły… No i wygrały cały miesiąc! „Zabić drozda” to nie tylko klasyka klasyki, ale również jeden z moich planów na ten rok w ramach #5na2021, więc planuję go przeczytać w pierwszej kolejności!

„Dzielnica obiecana” – Paweł Majka

Kolejna ciągle odkładana na później książka… Z Uniwersum Metro 2033 już bardzo dawno nie miałem do czynienia, a jeszcze sporo tytułów mi zostało do przeczytania! W tym właśnie między innymi ta polska odsłona Pawła Majki czy Roberta Szmidta. Trzymajcie więc proszę kciuki, żeby tym razem się udało!

„Projekt Jednorożec” – Gene Kim

Nie zdziwię się, jeśli ten tytuł kompletnie nic Wam nie mówi. To jest bowiem niejako kontynuacja „Projektu Feniks”, czegoś w rodzaju biblii metodologii DevOps, która została napisana w sfabularyzowany sposób. Feniks jest już dawno za mną, więc teraz pora na jego nową odsłonę!

AUDIOBOOKI

Jak zwykle będę wsysał audiobooki kilogramami! W każdym razie mam taką nadzieję… Jak jednak wyjdzie, to zobaczymy w praniu. Możecie się jednak spodziewać między innymi takich oto tytułów:


  • „Niewolnicy słońca” – Antoni Ferdynand Ossendowski
  • „Kruchy dom duszy” – Jürgen Thorwald
  • „Policjantki” – Mariann Fijewska
  • „Lhotse. Lodowa siostra Everestu” – Monika Witkowska



piątek, 2 kwietnia 2021

Podsumowanie marca 2021

Był sobie marzec i się zmył! Tak prawie dosłownie, bo ta pogoda dziwna taka była. Chociaż prognozy bardziej straszyły, niż się ziściły – w Toruniu to miało niemalże cały czas padać, zwłaszcza w dzień, a tak naprawdę czasem trochę pokropiło w nocy, ewentualnie przez 10 minut w dzień. Mimo wszystko temperatury utrzymywały się raczej bliżej zera niż dalej (chociaż dla mnie to akurat spory plus), więc nie mogę powiedzieć, że sezon na leżak został otworzony. Cały czas czytanie tylko w domu! No i oczywiście słuchanie na spacerach lub innych wypadach do sklepu. Tym razem jednak wybrałem nieco dłuższe pozycje, przez co łączna liczba przesłuchanych tytułów nie jest aż tak duża! To jednak dla mnie ogromny plus.

Szkoda, że wśród reportaży, literatury popularnonaukowej czy biografii nie ma aż tyle pozycji, które w audiobookach trwają więcej niż piętnaście godzin. W większości słucham na przyspieszeniu, więc te standardowe, średnie siedem godzin mija mi bardzo szybko i muszę wyszperywać kolejną książkę. Natomiast słuchanie takiej „Ludowej historii Polski”, która trwała ponad dwadzieścia siedem godzin to było dopiero przeżycie! Aż mi się przypomniały słuchowiska trylogii husyckiej Sapkowskiego! Mogłem przez dłuższy czas przebywać w tym samym klimacie.

Cóż, będę więc musiał trochę lepiej się przyłożyć do poszukiwań kolejnych audiobooków, a tymczasem chyba mogę przejść do standardowej porcji statystyk, co nie?



Dwa tytuły spowodowały, że mogłem się na dłużej zatrzymać nad danymi pozycjami, w związku z czym nagle łączna liczba przeczytanych książek spadła. Były to wspomniana już wcześniej „Ludowa historia Polski” oraz „Wojna i pokój”, tomy III i IV. Oba warte każdej spędzonej nad nimi minuty, naprawdę. No, „Wojna i pokój” aż tak jest tego warta, że nawet chwilę z nią w kwietniu spędzę...

Tutaj chyba nie ma się nad czym rozwlekać. Miesiąc, jak co miesiąc – mnóstwo wartościowej wiedzy od moich ulubionych twórców, w tym między innymi informacja o tym, że polska firma planuje umieścić około tysiąca satelitów na niskiej orbicie Ziemi w celu robienia zdjęć w czasie rzeczywistym. A my się Muskiem podniecamy!


Całkiem nieźle. Od jakiegoś czasu mi chodzą po głowie jeszcze bardziej szczegółowe statystyki, typu słupki z każdego dnia i tak dalej, ale to już chyba by było przegięcie… Również, jeśli wziąć pod uwagę mój wolny czas!

Nie jestem żadnym rekinem wielkiego czy małego ekranu… Zdecydowanie nie wsysam całych sezonów w jeden wieczór… Jednak udało się to i owo obejrzeć:

A tak wygląda jakże okazała lista unikalnych seriali i filmów:

  1. „The Following”
  2. „Kajko i Kokosz”
  3. „O wszystko zadbam”


„Not great, not terrible”, kto to powiedział? Nie, nie ja! Ja tylko cytuję! Jednak w sumie pasuje do powyższych statystyk!

Dość stabilnie również wygląda liczba polubień pod moimi fotkami na Instagramie. Któreś jednak miało ich najwięcej, prawda? Ano prawda, a było to takie zdjęcie:

Ciekawe czy z „popularnością” tego zdjęcia ma coś wspólnego fakt, że jest na nim piwo...

Znowu nie zaszalałem na zakupach (w sumie to żadnych nie zrobiłem), więc zbyt wielu nowych tytułów nie zdobyłem. Co zresztą widać po poniższej liście:

  1. „Zodiaki. Genokracja” – Magdalena Kucenty
  2. „Wezwij sokoła” – Maggie Stiefvater

Obie pozycje to egzemplarze recenzenckie od Wydawnictwa Uroboros.

Natomiast tutaj możecie zobaczyć listę przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie książek w marcu:

  1. „Hazardziści. Gra o życie” – B. Biały
  2. „Przedsionek piekła” – T. Kaczmarek
  3. „Ludowa historia Polski” – A. Leszczyński
  4. „Wojna i pokój” t. III i IV – L. Tołstoj
  5. „Kaizen” – T. Miler
  6. „Krew i honor” – M. Zygmunt
  7. „Inteligencja finansowa” – K. Berman, J. Case, J. Knight

A jak Wam minął ostatni miesiąc?


czwartek, 1 kwietnia 2021

Zbiorczo spod pióra w marcu 2021

No to cyk! Marzec za nami! Odszedł w siną dal tak szybko, jak się pojawił. Też tak macie, że dopiero trzeci miesiąc w roku zaczyna się dłużyć? Styczeń to w sumie po części trochę taki „wolny” jest. Rozumiecie, pierwszy tydzień to w sumie Nowy Rok, potem trochę rozbiegówki po świętach, zaraz wjeżdża Sześciu Króli na pełnej… No, a potem to już jakoś z górki. Następny jest luty, który ma raptem dwadzieścia osiem dni. Dopiero marzec pokazuje swój pazur, dając nam pełne trzydzieści jeden dni cierpienia, mieszanej pogody, deszczów, śniegu, wiatrów, burz, depresji i… Nie, no gdzie! Po prostu trzydzieści jeden dni!

W każdym razie ja tam jak zwykle próbuję wykorzystać swój czas, jak najlepiej się da, a dla mnie to zawsze oznacza robienie czegoś. Czytanie rzecz jasna się w to wlicza. A kiedy robię coś, co pozwala mi na podzielenie mojej uwagi między działanie i słuchanie, to chętnie z tego korzystam! Uzbierało się więc jak zwykle sporawo audiobooków, chociaż tym razem jeden z nich był dość dużą krową. Dzięki temu nie musiałem przeskakiwać z kwiatka na kwiatek i kończyć przygody z danym tytułem już po dwóch dniach! Zdecydowanie wolę taki scenariusz, jednak nie zawsze można dorwać tak długie pozycje. Zwłaszcza wśród non-fiction.

Cóż, chyba wystarczy tego wstępu i pora przejść do opinii, prawda? Jak zwykle wszystkie okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Hazardziści. Gra o życie” – Beata Biały

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 11m
Lektor: Katarzyna Tatarak

Na co dzień jestem związany z branżą hazardową, więc byłem niesamowicie ciekawy, co dokładnie znajdzie się w reportażu „Hazardziści. Gra o życie”. Zostałem dość pozytywnie zaskoczony przez autorkę, chociaż zabrakło mi wśród tych wszystkich informacji jednej rzeczy – pokazania, w jaki sposób można ucywilizować nieco hazard i jakie mechanizmy wdrożyli zagraniczni regulatorzy tacy jak SGA lub UKGC, aby niejako chronić graczy. Przed czym? Przed tym wszystkim, co możemy znaleźć w książce Beaty Biały.

Autorka rozmawia nie tylko z byłymi hazardzistami oraz ich rodzinami, ale również pracownikami kasyn, dyrektorami, jak również zawodowymi graczami. Mamy tu niemal pełne spektrum tego, jak wygląda branża hazardowa, ale w Polsce! Tutaj trzeba to podkreślić. To, co mamy w naszym kraju nijak przystaje do Wielkiej Brytanii czy Skandynawii, w których kasyna online to chleb powszedni. W każdym razie jak na nasze podwórko, to autorka wykonała kawał świetnej roboty i powstała z tego rzetelna książka, którą mogę polecić. Jeśli chcesz zobaczyć, czym grozi rozpoczęcie tej zabawy – nie krępuj się!

„Ludowa historia Polski” – Adam Leszczyński

Format: Audiobook
Stron/długość: 27h 10m
Lektor: Tomasz Chorąży

Absolutnie nie można odmówić autorowi szczegółów oraz bardzo gruntownego przygotowania się. „Ludowa historia Polski” to ogrom wiedzy na temat przemian, jakie przechodziła Polska i jej lud pracujący, od chłopów w średniowieczu, przez klasę robotniczą w trakcie rewolucji przemysłowych, aż po czasy bardziej współczesne. Poziom szczegółowości potrafi przytłoczyć, ale w końcu dokładnie na to człowiek się nastawia, kiedy sięga po tak obszerną pozycję, prawda? Oczekiwania więc zostały w tym przypadku spełnione w 100%.

Część informacji pewnie znacie z lekcji historii, jednak jest to jedynie mały ułamek tego, czego możecie dowiedzieć się z „Ludowej historii Polski”. Trochę czasami za mocno czuć poglądy autora, który w dość jasny sposób przekazuje, co myśli na temat niektórych wydarzeń, ale trudno odmówić mu rzetelności i szczegółowości w samym przekazywaniu danych. Pięknie zwłaszcza przedstawione są przemiany, jakie zaszły od pierwszego rozbioru Polski, aż do czasów dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to nie tylko sama Polska miała bardzo duży problem z wykorzystywaniem taniej siły roboczej do ostatniej kropelki. Jedna z tych książek, które warto przeczytać, żeby poszerzyć sobie horyzonty.

„Krew i honor” – Michał Zygmunt

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 48m
Lektor: Henryk Simon

Mam pewien problem z tą pozycją. Językowo jest to majstersztyk – przepiękny styl, bogate słownictwo, zdecydowanie jedna z najpiękniejszych książek, jakie miałem okazję czytać. Można tutaj naprawdę porównywać z klasykami literatury. Jednak trochę gorzej ma się sprawa z samą fabułą. Osadzona w mniej więcej w czasie II Wojny Światowej (jak również nieco przed i po niej), dotykająca wielu różnych intrygujących wydarzeń, ale jakaś taka… Totalnie chaotyczna, pozbawiona ładu i składu oraz nawet sensu. Przeskoki między różnymi scenami powodowały u mnie mętlik w głowie.

Autor chyba porwał się na zbyt wiele różnych tematów w obrębie jednej, niezbyt długiej książki. Chyba miała to być komedia poruszająca między innymi kwestię wyzwolonej miłości, odchodzącej od klasycznych, heteroseksualnych kanonów, próbująca pokazać inne oblicze utopijnej ideologii. Być może jestem na to zbyt głupi, ale ja w tym widzę jedynie bełkot ubrany w piękne słowa, który nie jest ze sobą w żaden sposób spójny, a groteska jest w nim raczej wymuszonym określeniem, niż prawdą opisującą utwór. A szkoda, bo niektóre z poruszanych tematów naprawdę zasługują na więcej miejsca w literaturze.

„Wojna i pokój” t. III i IV – Lew Tołstoj

Format: Ebook
Stron/długość: 815
Tłumacz: Andrzej Stawar

Co tu dużo mówić… Naprawdę klasyka literatury. Tym razem, w III i IV tomie, Tołstoj skupił się na opisach walk prowadzonych między Rosją a Francją, ale wciąż przeplatanych życiem poznanych już wcześniej bohaterów. Rzecz jasna każda historia to osobna walka o dowolny cel, więc wojna w tym przypadku nie odnosi się jedynie do konfliktu zbrojnego, ale również potyczek wewnętrznych poszczególnych postaci, jak również niesnasek na linii szlachta – chłopi.

Język do prostych nie należy, wciąż mamy do czynienia ze wstawkami po francusku oraz niemiecku (często całymi stronami), ale kunszt, z jakim napisana została całość, zdecydowanie wynagradza te niedogodności. Jednocześnie widać mistrzostwo, z jakim pisarz posługuje się językiem, nawet zniekształconym przez tłumaczenie. Obcowanie z klasykami literatury rosyjskiej to zawsze niesamowite przeżycie. Trudno je opisać w słowach, zwłaszcza jeśli nie jest się profesjonalnym krytykiem – po prostu tutaj czuć, że wszystko jest na swoim miejscu i roztacza aurę doskonałości.

„Kaizen” – Tomasz Miler

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 43m
Lektor: Bartosz Głogowski

To kolejna pozycja, z którą mam mały problem. Autor już na samym początku zaznacza, że tak naprawdę próba napisania tej książki to jeden z eksperymentów, które mają pokazać, że filozofia Kaizen faktycznie działa. Małymi krokami da się osiągnąć duże cele. No i faktycznie, wyszło mu to, ale spodziewałem się czegoś innego po tej pozycji. Jedynie na początku jest przedstawiona historia powstania Kaizen oraz praktyczne zastosowanie na przestrzeni lat w wielu firmach. Niestety na tym się ta obiektywna część kończy.

Później Tomasz Miler próbuje przełożyć codzienne problemy takie jak odchudzanie lub oszczędzanie pieniędzy na te małe kroki. Niestety tutaj próbuje odgrywać rolę eksperta lub powołuje się na ekspertów, bez przytaczania jednak konkretnych badań naukowych, które by faktycznie potwierdzały, że sam cel może nam pomóc. Działa to na zasadzie: chcesz schudnąć? Zrób to, bo to działa (ale nie przytoczę dowodów, czemu działa, po prostu to jest cel). Podziel to na takie i takie kroki i będzie łatwiej. No i wszystko byłoby spoko, gdyby były tylko przykłady podziału, a nie przedstawianie gotowych, magicznych rozwiązań...

„Inteligencja finansowa. Co kryją liczby” – Karen Berman, John Case, Joe Knight

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 11m
Lektor: Maciej Motylski

Szczerze? Wziąłem się za tę książkę tylko dlatego, że tytuł mnie zaintrygował. Spodziewałem się czegoś na miarę „Finansowego Ninja” czy „Finansowej Fortecy”. Nie przeczytałem jednak ani opinii, ani opisu i dałem się zaskoczyć. Ta książka jest o czymś totalnie innym – o próbie myślenia w kategoriach prowadzenia dużej firmy oraz jej finansów. Nie powiem więc, że to było niemiłe zaskoczenie – wręcz przeciwnie! Co prawda wiele aspektów poruszonych tutaj było dla mnie czarną magią (zwłaszcza metodologie prowadzenia księgowości w spółkach amerykańskich), ale druga połowa to kopalnia wiedzy finansowej.

Nie polecę tej książki każdemu, bo chociaż podstawowa wiedza dotycząca choćby tego, jak są zbudowane sprawozdania finansowe lub jak się prowadzi od strony księgowej firmę (księga przychodów i rozchodów, amortyzacja sprzętu, leasing operacyjny a leasing finansowy) jest wymagana, ale jeśli macie to już za sobą, to „Inteligencja finansowa” będzie dla Was kopalnią wiedzy. Można to oczywiście przełożyć choćby na lepsze zrozumienie sprawozdań finansowych spółek notowanych na giełdzie oraz w ogóle tego, w jaki sposób unikać pułapek zbyt oczywistej matematyki w księgach finansowych. Tym właśnie jest bowiem ta tytułowa inteligencja finansowa – umiejętnością dostrzegania tego, co nieoczywiste w zestawie liczb.


wtorek, 16 marca 2021

[PREMIERA] „Przedsionek piekła” – Tomasz Kaczmarek

„Przedsionek piekła” – Tomasz Kaczmarek
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Tomasz Kaczmarek
Tytuł: Przedsionek Piekła
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 368
Data wydania: 24 marca 2021

Na tę premierę czekałem już praktycznie od roku. W sumie niekoniecznie dlatego, że znam autora i bardzo chciałem przeczytać jego książkę, ale pierwszy raz została zapowiedziana jeszcze w 2020 roku. Niestety z takich, a nie innych powodów „trochę” się przesunęła i „Przedsionkiem Piekła” możemy się nacieszyć dopiero od 24 marca 2021 roku. Nie bez powodu użyłem tutaj słowa „nacieszyć się”, bo faktycznie była to bardzo przyjemna przygoda. Być może nie aż tak, żeby z wypiekami na twarzy czekać kilkanaście miesięcy, jednak na tyle dobra, żeby nie czuć rozczarowania. Można nawet powiedzieć, że czuję się usatysfakcjonowany lekturą.

Szpital psychiatryczny w Exmore posiada specjalny oddział przeznaczony dla największych zbrodniarzy i szaleńców, jakich nosiła Ziemia. Wśród nich znajduje się niepozorny staruszek, grzecznie spędzający pozostałe mu dni na bardzo podstawowych zajęciach. Jego przeszłość jednak szybko daje o sobie znać, gdy do szpitala trafia niesamowicie poparzony pacjent. Wtedy na jaw wychodzi nie tylko historia ich obu, ale również wielu innych osób zamieszanych w bardzo niecodzienne wydarzenia. Niecodzienne nawet jak na świat, w którym trzech bogów-naukowców unowocześniło XIX wiek tak, jak nikt sobie nie mógł tego wyobrazić.

Świat stworzony przez autora to alternatywna Ziemia XIX wieku, na której pojawiło się trzech Bonaków – bogów-naukowców, dzięki którym postęp technologiczny poszedł do przodu w sposób trudny do wyrażenia sobie. Rzecz jasna nie jest to żadne science-fiction, nie ma w nim miejsca na elementy, które być może kiedyś pojawią się w wyniku wzmożonego wysiłku naukowców. Jest to świat rozwinięty jak na realia XIX wieku. Elektryczność pełną gębą, badania nad plazmą, wielkie baterie dostarczają potrzebnej energii, automaty pomagające ludziom w codziennych czynnościach – innymi słowy rewolucja przemysłowa na miarę tamtych czasów! Wszystko to oczywiście dzięki wspomnianej trójce tajemniczych gości, którzy pojawili się nagle na świecie…

Cała ta otoczka związana ze światem przedstawionym jest zdecydowanie najmocniejszą stroną „Przedsionka piekła”. To nie tylko wspomniane pomysły na przyspieszeniu nauki, ale również klimat. Duszny, ciężki, mocno przemysłowy. Bardzo nasuwał mi na myśl cyberpunk przesunięty w czasie – też tak naprawdę korporacje (choć nie nazwane w ten sposób) rządzą całym światem, choć tak naprawdę w każdym rejonie największą władzę ma jeden z Bonaków. Wszystko jest mocno unowocześnione i uprzemysłowione. Są dzielnice z fabrykami, zakładami przetwórstwa, są ludzie zepchnięci na margines społeczeństwa, mieszkający w wielkich kompleksach. To jest coś, co faktycznie mogłoby uchodzić za odpowiednik cyberpunku sto lat temu.

Można poczuć, że Tomasz Kaczmarek rozkleił sobie mapy oraz historię tego świata na ścianach swojej pracowni, tak jak serialowi agenci FBI rozklejają sobie dane dotyczące ściganych seryjnych morderców. Z jakiego powodu tak sądzę? Co chwilę pojawiają się różne smaczki dotyczące świata, opisujące czy to jakąś mniej istotną, ale ciekawą historię danej dzielnicy, czy też legendę powstania miasta. Jest mnóstwo smaczków historycznych (fikcyjnych oczywiście, ale bez stworzenia historii całego uniwersum, autor nie byłby w stanie ich przytoczyć), geograficznych i politycznych. Tak delikatnie wrzucanych, zupełnie jak przeciętny człowiek, który opowiada o swojej rodzinnej miejscowości. Ot, lekka dygresja o tamtej restauracji, jak kiedyś były tam organizowane bale maturalne, ale zmienili się właściciele i teraz jest to już knajpa typu fine dining. 

Mega ciekawie pisarz podszedł też do chronologii wydarzeń. Z początku wydawać by się mogło, że mówimy o wydarzeniach mających miejsce równolegle do siebie, jednak szybko okazuje się, że Tomasz Kaczmarek skleja całą historię z wielu fragmentów, które miały miejsce w ciągu wielu lat. Dość często na tego typu zabiegi narzekam, ponieważ nie jest łatwe zrobić to tak, aby miało to ręce i nogi. Tym razem jednak sposób ułożenia chronologii uznałem za niezwykle intrygujący – mega fajnie się to z sobą przeplata, nie wprowadza chaosu, a kiedy już się połapiemy, że to są wydarzenia z różnych dat, to wcale nie mamy problemu z usytuowaniem ich na osi czasu. Po prostu wow, zwłaszcza że jest to debiut powieściowy autora. W połączeniu ze światem, który wydaje się dopracowany przez pisarza, tworzy to mega pozytywną mieszankę dla debiutu.

Tak naprawdę wspomniane powyżej elementy to siła napędowa całego „Przedsionka piekła” – siła, która jest naprawdę potężna i przykuwa czytelnika do książki. Trochę mniej robi to historia sama w sobie oraz postacie, które nie są do końca tak wyraziste, jakby się chciało, żeby były. W niektórych momentach bohaterowie nie są konsekwentni w swych poglądach oraz wyborach wielu z nich jest… płaskich i wyglądają jak marionetki potrzebne jedynie do popchnięcia wszystkiego do przodu (jak Kathleen czy Michael). Fajną robotę wykonał plot twist, którego musimy się niejako domyślić pod sam koniec, jednak nawet on nie do końca wyjaśnia, czemu kilka osób zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Cóż, nie można jednak wymagać wszystkiego, prawda?

Jest to bardzo udany debiut, który chętnie polecę wszystkim fanom nieco innej fantastyki niż ta, którą współcześnie można dorwać. Innej niż wszelkie high fantasy czy nawet coraz bardziej popularne urban, zupełnie innej również niż typowy cyberpunk, który wraca na salony pod wpływem niedawnej premiery „Cyberpunk 2077”. Liczę po cichu na to, że autor zaplanował kolejną część, co mogłoby sugerować zakończenie książki, bo może to być cykl, który trochę namiesza na polskiej scenie fantastyki. Jeśli Tomasz Kaczmarek stworzy bardziej porywające historie i wyraziste postacie, to świat przez niego stworzony tchnie nowe życie w stagnację i rutynę, którą można zauważyć niemalże wszędzie. Trzymam więc za to kciuki i zachęcam do samodzielnego zapoznania się z tą powieścią.

Łączna ocena: 7/10




Za możliwość przeczytania dziękuję



środa, 10 marca 2021

Bardzo chcę! #78 – „Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej” Sławomir Koper

Źródło: Lubimy Czytać

Gdy chodziłem do szkoły, całym sercem nienawidziłem lekcji historii. Były nudne, nużące, pełne informacji przekazywanych z zapałem leniwca udającego się na popołudniową drzemkę. Kartkówki oraz klasówki ograniczały się głównie do próby odgadnięcia, czy 14 lipca 976 roku o godzinie 13:56 to akurat sługa pomocnicy niewolnika damy dworu jakiegoś pobocznego księcia francuskiego zasztyletował psa księcia, czy też chodziło raczej o to, że w tym czasie poseł z wrogiego kraju zwymiotował na buty dowódcy gwardii królewskiej i wywołam tym samym wojnę między dwoma plemionami. Rozumiecie, co mam na myśli? Ogrom nikomu niepotrzebnych informacji, przez które na historię bliższą współczesności nie ma miejsca.

Dopiero w dorosłym życiu okazało się, że historia potrafi być naprawdę ciekawa! A nie dość, że nauczyciele historii obrzydzili ten przedmiot wielu uczniom, to na dodatek zmuszanie do czytania Reymonta czy Żeromskiego potrafił wywołać niechęć do tych pisarzy. Taką trwałą. A tak być nie powinno! W końcu w pewnym momencie życia zaczyna się doceniać twórczość znienawidzonych za młodu twórców. Zwłaszcza że twórczość twórczością, ale pozostaje jeszcze bardzo bogate życie prywatne wspomnianych osób! Te z kolei należy już do dziedziny historii. Właśnie między innymi z tych powodów ląduje tutaj książka o wdzięcznym tytule „Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, która opowiada o eksplozji talentów, która miała miejsce w Polsce, w dwudziestoleciu międzywojennym.

Oceńcie zresztą sami, czy jest to według Was warty uwagi tytuł!

„Żadna inna epoka w historii naszego kraju nie zanotowała podobnej eksplozji talentów jak dwudziestolecie międzywojenne.

Pisali wówczas najwybitniejsi literaci z Reymontem, Żeromskim, Nałkowską i Dąbrowską na czele, tworzył Tuwim, Wierzyński,Pawlikowska-Jasnorzewska, malowała Stryjeńska, Witkacy, komponował Szymanowski.

Na scenie grali Jaracz, Junosza-Stępowski, Węgrzyn, na deskach kabaretu śpiewała Ordonka, tańczyły Zula Pogorzelska i Loda Halama. Popularnością cieszyli się aktorzy filmowi ze Smosarską i Żabczyńskim na czele.

Warszawa i Polska lat dwudziestych i trzydziestych stanowi wyjątkowo wdzięczny temat. To miejsce, gdzie kwitło radosne życie towarzyskie, gdzie rodziły się i upadały kariery, gdzie artyści cieszyli się wyjątkowym uznaniem. I z reguły odnosili komercyjny sukces, a nawet jeżeli nie zaznali go za życia, to przyszłe pokolenia potwierdziły ich wielkość”.

Zaintrygowani?

poniedziałek, 8 marca 2021

„Wezwij sokoła” – Maggie Stiefvater

„Wezwij sokoła” – Maggie Stiefvater
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Maggie Stiefvater
Tytuł: Wezwij sokoła
Wydawnictwo: Uroboros
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Stron: 520
Data wydania: 24 lutego 2021

Luty obfitował u mnie w książki Grupy Wydawniczej Foksal – najpierw jedna sztuka od Wydawnictwa YA!, a teraz kolejne od Uroborosa. Cóż jednak poradzę na to, że akurat tyle tytułów wydawało się bardzo interesującymi pozycjami? Zwłaszcza że nie tylko wydawały się, ale również okazały – jeszcze cały czas żyję biopunkową wizją świata stworzoną przez Magdalenę Kucenty. Tymczasem jednak przeskoczyłem z jednej odmiany fantastyki w drugą, bardziej… klasyczną, rozpoczynając jednocześnie kolejny cykl (ech, tak wiele cykli naraz…). Rzecz jasna skusił mnie głównie opis, który obiecywał wiele i sugerował spory potencjał na powieść. Chyba jednak nie do końca są to moje klimaty, zwłaszcza że mam do zarzucenia też sporo od strony bardziej… technicznej. Tylko nie wiem komu, czy autorce, czy też tłumaczowi i redakcji.

W świecie, w którym sny mogą stać się rzeczywistością, trzeba bardzo uważać na swoje marzenia. Zwłaszcza kiedy jest się śniącym, który powołuje do życia wszystko, co tylko pojawi się w jego uśpionym umyśle. Może stać się tak twórcą, jak i zabójcą – stworzycielem i niszczycielem. Może zostać również wykorzystany, a wszelkie życie przez niego powołane, zostanie unicestwione jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W takim świecie nigdy nie wiadomo, co jest prawdą, a co fikcją. Albo raczej co jest naprawdę rzeczywiste, a co jedynie czasowo.

Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. Miałem ogromny problem, żeby się dogadać zwłaszcza z początkiem książki. Być może po części wynika to z faktu, że „Wezwij sokoła” osadzone jest w świecie, który został opisany w kilku tomach (o ile dobrze się zorientowałem), jednak mimo wszystko jest to kompletnie nowy cykl, w związku z czym przydałoby się jakiekolwiek wprowadzenie czytelnika. Tymczasem brakło czy to jakiegokolwiek opisu, czy choćby najprostszej ekspozycji w dialogach. Za to otrzymałem przełączanie pomiędzy jednym a drugim miejscem oraz między różnymi postaciami, które zdawały się wiedzieć, co robią, w przeciwieństwie do mnie. Ja w sumie ani nie wiedziałem, co one robią, ani co ja robię.

To jest jednak zapewne „problem” tego, że nie czytałem poprzedniego cyklu. Wygląda na to, że osoby, które są już zapoznane ze światem, nie mają takich wrażeń, jak ja. Bardzo prawdopodobne jest, że po zapoznaniu się z „Kruczym Królem” odniósłbym zupełnie inne wrażenia. Nie byłbym tak zagubiony i zdezorientowany. W „Wezwij sokoła” brakuje bowiem jakiejkolwiek ekspozycji na świat i być może nie jest to żaden błąd, jednak dość jasno trzeba sobie w tym momencie powiedzieć – osobiście odradzam czytanie tego cyklu bez znajomości wcześniejszej twórczości autorki. Inaczej możecie się odbić od muru, tak jak to poniekąd zrobiłem.

Kolejnym problemem, jaki napotkałem już na samym początku, było mnóstwo powtórzeń. Rozumiem, że czytałem wersję przed ostateczną korektą i mogły się trafić różne niedoróbki (a literówek czy złych końcówek było sporo, tego się jednak nigdy nie czepiam w takich egzemplarzach), jednak jawne użycie dziewięć razy tego samego imienia do określenia podmiotu na jednej stronie zawierającej trzydzieści dwa wersy to gruba przesada. Jakby nie można opisać osoby w inny sposób niż tylko jej imieniem. Wszak wiadome jest, że „Ronan” nie może zostać zastąpione za pomocą „mężczyzna”, „brat”, „człowiek”, „śniący”, „on” (wraz z wszystkimi zaimkami osobowymi), czy w jakikolwiek inny, pasujący do okoliczności sposób. Nie da się tego czytać.

Dość duży szok przeżyłem również we fragmencie, za który nie mam pojęcia, kto jest odpowiedzialny – czy sama autorka, czy tłumacz. Ogólnie przeszło to przez tyle rąk, że to nie miało prawa dotrzeć nawet do prebooka. W rozmyślaniach dotyczących tego, czy jedna z postaci ma skoczyć z dachu, czy nie, pojawiły się… wielkości fizyczne. Dokładniej jedna – prędkość. Wyrażona w książce jako metry na sekundę do kwadratu. Jakby tego było mało, pojawiła się sugestia tego, że spadek swobodny ma stałą prędkość (o wartości 9,1 – a jakże! – metrów na sekundę do kwadratu, przypomina Wam to coś? 9,81 m/s2 na przykład, czyli przyspieszenie ziemskie?), co jest już dość kuriozalne. Tego typu elementarne błędy nie powinny się pojawiać nigdy w książkach. Nieważne jakich.

Wielka szkoda, że te wszystkie wypunktowane wyżej problemy się pojawiły (chociaż być może w finalnej wersji będzie nieco lepsza redakcja tych wszystkich powtórzeń). Sam świat wygląda bowiem na całkiem dobrze rokujący – nie spotkałem się jeszcze z systemem śnienia i przenoszenia rzeczy ze snów. Rzeczy lub osób, bo i tak się może zdarzyć. Do tego bohaterowie są naprawdę konkretni – każdy ma swój zestaw cech, którym jest wierny i których się trzyma, dość łatwo jest ich opisać i przede wszystkim nie ma problemu z opisaniem ich podejścia do świata. Zwłaszcza trójka braci Lynch wydaje się naprawdę fajnie skonstruowana i przedstawiona. Zagęszczenie postaci również jest wręcz idealne – autorka prowadzi kilka różnych wątków z wieloma bohaterami, jednak nie sposób się w tym wszystkim pogubić od strony czysto logistycznej.

Trudno mi coś więcej napisać, bo nawet nie mam za bardzo skonkretyzowanej ostatecznej oceny. Męczyłem tę książkę, jednak być może nieco łatwiej by było, gdybym znał poprzedni cykl napisany przez Maggie Stiefvater. Nie jestem jednak przekonany, czy pomogłoby to w usunięciu wrażenia bezcelowości, do której zmierzała większość akcji opisanych na kartkach tej lektury. Tak naprawdę jedynie sam początek z lekkim zarysowanej tła oraz postaci, a także zakończenie, pokazały, gdzie zmierza fabuła. No i czego można się spodziewać po kolejnym tomie. Przyznam jednak szczerze, że jakoś nie mam ochoty dawać kolejnej szansy autorce. Wierzę, że dla fanów „Kruczego króla” będzie to wartościowa pozycja, jednak dla mnie nie była ona tak do końca warta spędzonego z nią czasu.

Łączna ocena: 5/10




Za możliwość przeczytania dziękuję