sobota, 4 września 2021

Co pod pióro we wrześniu 2021

Cóż nam przyniesie wszystkim ten miesiąc? Na pewno krótsze dni! Być może trochę więcej deszczu oraz ochłodzenia – w końcu jesień zbliża się już wielkimi krokami. A jak deszcz, a jak chłód, to koc, ciepła herbata oraz książki stają się najlepszymi przyjaciółmi! Ja tam na pewno z moich codziennych, porannych spacerów nie zrezygnuję (raptem około 5 000 kroków, ale ruch to ruch!), nieważne czy będzie deszcz, śnieg czy też słońce. Nie zamierzam również rezygnować z wieczornych seansów z książką, tuż przed snem. Tak, jestem trochę niewolnikiem rutyny…

Sierpień mi całkiem nieźle wypadł pod względem książek „czytanych” (znaczy się nie tych, które słucham), jednak nie będę szalał z założeniami we wrześniu. Różnie to w końcu może być, prawda? Na pewno więc wezmę sobie kolejny tytuł z mojej małej akcji #5na2021 (następna książka Asimova), będę kontynuował również przygodę z Uniwersum Metro 2033, a do tego wrzucę sobie jeszcze coś z nieco innych klimatów! Tak dla odmiany.

Poniżej więc przedstawiam moje plany! Zdjęcia okładek jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać. 

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Pierwszy tom cyklu „Roboty” Isaaca Asimova – jednego z pisarzy, którzy wywarli duży wpływ na postrzeganie robotów. Jest to literatura już dość wiekowa, można rzec, co tym bardziej zachęca mnie do zapoznania się wreszcie z klasyką science-fiction. 

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Często powtarzam, że jeśli się powiedziało „A”, to należy powiedzieć „B” – pierwsza część „Nowej Polski” przypadła mi do gustu dość mocno, więc nie chcę długo czekać. Zwłaszcza że już niewiele do tej pory wydanego Metra mi zostało.

„Przełom” – Michael C. Grumley

Odgrzebałem tę książkę podczas ostatniego przeglądu biblioteczki i totalnie zapomniałem o tym, że ją w ogóle mam! Wysoko oceniana, z dobrymi opiniami, kręci się wokół… morza i tego, co morscy biolodzy mogą wiedzieć. A podobno robi to dobrze!

AUDIOBOOKI

Jakże by miało u mnie zabraknąć audiobooków! Ostatnio się nawet przekonałem do beletrystyki (tylko muszę mieć dobrego lektora, jak na przykład Filip Kosior), więc chciałbym wrzucić jej więcej do swoich planów. Często są to dłuższe książki (w końcu lektorzy muszą trochę nakombinować głosem, żeby wszystko miało ręce i nogi), co dla mnie jest dodatkowym plusem, bo lubię spędzać więcej czasu z daną historią.

Cały czas żałuję, że w Empik Go nie można filtrować w prosty sposób po lektorach, ale cóż, jakoś muszę przeżyć i po prostu podłubać w szukajce. Trochę dłużej mi schodzi, ale przynajmniej wiem, że się nie zgubię w trakcie słuchania. Na wrzesień wybrałem więc (po długich negocjacjach z samym sobą) takie oto tytuły:

  • „Wilkołak” – Wojciech Chmielarz
  • „Gra Luizy” – Anna Reczek-Robak
  • „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule
  • „Limes inferior” – Janusz A. Zajdel
  • „Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan” – Monika Góra


czwartek, 2 września 2021

Podsumowanie sierpnia 2021

Jak tam Wasz sierpień? Mój był bardzo urlopowy! Trochę zaszalałem i od 13.08 aż do samego końca miesiąca leniłem się, chociaż dość aktywnie. Takim trochę już rytuałem są odwiedziny Krakowa, chociaż na jeden dzień, jako węzeł przesiadkowy dalej. Tym razem jednak nie polecieliśmy w Tatry, ale w Pieniny na kilka dni. Są to góry o wiele niższe niż Tatry (Wysoka, szczyt Pienin, mierzy raptem 1050 m n.p.m.), jednak niesamowicie urokliwe. A i tak można dostrzec panoramę Tatr Wysokich z niektórych miejsc, jeśli tylko pogoda na to pozwoli!

Początek miesiąca wyglądał podobnie do lipca, jeśli chodzi o moje tempo pochłaniania książek. Ponownie była to duża zasługa sezonu wakacyjnego u podcasterów, dzięki czemu błyskawicznie połykałem audiobook za audiobookiem! Chociaż tym razem trafiły się też takie… trochę dłuższe. Zdecydowanie wolę je od krótkich książek. Jednak co piętnaście godzin przygody, to piętnaście godzin przygody, a nie takie standardowe siedem. Zbyt szybko się je połyka. Wreszcie też zaliczyłem zaplanowaną w #5na2021 książkę Isaaka Asimova „Pozytonowy detektyw”. 

Tyle wstępu, a teraz zapraszam na comiesięczną dawkę grafik ze statystykami!



Cóż, sierpień, czas urlopów u mnie, więc mogło być tutaj bardzo różnie. Nie zamierzałem jednak od samego początku narzekać na żaden wynik! Rozumiecie, jak jestem w górach, to bardziej mnie pasjonuje łażenie po kolejnym szlaku i wdrapywanie się następny szczyt, a czytanie niekoniecznie jest wysoko na liście najważniejszych rzeczy… Jak wystarczy czasu wieczorem, to spoko. Jak będę zbyt zmęczony, to trudno! Zawsze jest to więc taka trochę loteria. A tak w sumie to na słuchanie nie za bardzo ten czas znalazłem...


Wszystkie przesłuchałem, ha! Znaczy wszystkie, które się pojawiły, bo rozumiecie, sezon wakacyjny. Powoli jednak twórcy wracają, więc już zaraz znowu będzie walka o czas między audiobookami a podcastami. 


No cóż, a tak sobie wyglądają audiobooki i podcasty zebrane razem do kupy. Dość ciekawie wyszło – spodziewałem się nieco innego wyniku. Nie byłem jednak do samego końca pewien, jak wpłynie mój urlop na słuchanie. Niby wolne i w ogóle, ale wiecie, jak to bywa…


Chciałem być cwany! Wziąć ze sobą na wyjazd kabel HDMI i się podpiąć pod hotelowy telewizor i sobie wieczorami coś obejrzeć. Cóż, plan wyszedł w połowie… Kabel wziąłem. Tylko niestety nie 2x HDMI, ale HDMI -> DisplayPort, co skończyło się odpaleniem w tle Sopot Festiwalu, bo o Netflixie z laptopa mogłem zapomnieć… :D

W efekcie więc obejrzałem sobie tylko to, co mogłem w domu, a wyszło tego o tyle:

  • „Wiedźmin: Zmora Wilka”
  • American Crime Story
  • Dirty John: Betty Broderick


Powoli do przodu! Tak w sumie można podsumować. Na blogu się prawie nic nie dzieje, głównie wrzucam już zbiorcze posty, podsumowania i takie tam, więc nic dziwnego, że jest mniej wyświetleń i odwiedzin. Natomiast przez ponad tydzień byłem prawie nieobecny na Instagramie i Facebooku (tyle, co czasem jakąś relację wrzuciłem i to niekoniecznie książkową), więc cóż… Powoli do przodu!

Mniej się też pojawiło w związku z tym zdjęć na Instagramie, no ale parę jednak jest. Tym, które zdobyło najwięcej serduszek, jest to:

A na samym końcu lista przeczytanych przeze mnie książek:

  1. „Otchłań” – R. J. Szmidt
  2. „Ginekolodzy” – J. Thorwald
  3. „Zombie” – W. Chmielarz
  4. „Ja, robot” – I. Asimov
  5. „Spod zamarzniętych powiek” – A. Bielecki, D. Szczepański
  6. „W kręgu zła” – D. Kowalska
  7. „Illidan” – W. King
  8. „Grom i szkwał” – J. Łukawski
  9. „Paradoks kłamcy” – M. Kuzborski

Miłego września!


środa, 1 września 2021

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2021

Wakacje i po wakacjach, czas znowu szybko minął, prawda? Dni stają się coraz krótsze i (teoretycznie) chłodniejsze, zaraz pokaże się nam złota polska jesień! Na razie jednak możemy się jeszcze nacieszyć ciepłem (albo na nie ponarzekać, jak ja), całkiem niezłym słońcem i powiedzmy, że błogim lenistwem. No, w każdym razie ci, co mogą, to niech się cieszą! Będziecie z rozrzewnieniem wspominać sierpień? Czy raczej dał się Wam we znaki, zmęczył Was lub w jakikolwiek inny sposób okazał się niezbyt dobrym miesiącem?

Osobiście raczej narzekać nie mam na co. No, może prócz wspomnianego ciepła… Jestem zimnolubny, więc mrozy są mi bliższe niż upały (kiedy ktoś się cieszy ze wspaniałych dwudziestu pięciu stopni Celsjusza, ja przeklinam tę temperaturę), jednak wiecie, nic na nie nie poradzę, więc pozostało mi je zaakceptować. W sierpniu miałem mały wypad wakacyjny w bardzo urokliwe Pieniny (choć moje serce pozostaje przy skalistych i wysokich Tatrach), więc mniej więcej naładowałem baterie na kolejny rok (he-he)!

Cóż mi się udało przeczytać? A proszę bardzo, między innymi te tytuły! Jak zwykle więc zapraszam na krótką wycieczkę po dwuakapitowych opiniach o przeczytanych pozycjach.

„Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 44m
Lektor: Albert Osik

Jeśli ktoś czytał już jakieś książki Thorwalda, to mniej więcej wie, czego się spodziewać w „Ginekologach”. Jest rzeczowo, konstruktywnie, z dużym naciskiem na merytorykę oraz przedstawienie w jak najlepiej ułożonym porządku chronologicznym historię prowadzenia ciąży i leczenia problemów kobiecych. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych dzieł autora, to nieco bardziej bezpośrednie podejście do komunikacji z czytelnikiem. Czasem Jürgen Thorwald pozwala sobie nawet na sarkazm lub ironię!

Nic jednak dziwnego, ponieważ sama chirurgia cierpiała na brak wiedzy, rozwoju technologii i technik operacyjnych, a także zwykłe, klasyczne ludzie przywary. Z ginekologią było nieco inaczej, jak się okazuje, która to cierpiała głównie na… religię. A raczej z jej powodu, co właściwie nie powinno dziwić. Są to więc kompletnie inne zmagania z innymi problemami, niż te, z którymi zderzali się chirurdzy. Autor rzecz jasna nie próbował stawać po żadnej ze stron, ale przybliżyć po prostu w miarę obiektywnie całą historię, czasem jedynie pozwalając sobie na odrobinę uszczypliwości przy najbardziej absurdalnych i abstrakcyjnych nawet jak na tamte czasy decyzjach.

„Zombie” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 22m
Lektor: Grzegorz Przybył

Detektyw Dawid Wolski po rozwikłaniu jednej sprawy dostaje po jakimś czasie drugą – tym razem nieco bardziej… delikatną. Tym razem jednak to nie Rosolski jest zleceniodawcą, ale prokurator Górski. Czy tym razem jest łatwiej? Ano nie, bo detektyw niewiele wie o sprawie. Trochę się tak rzuca na prawo i lewo po omacku, ale czasem z jajem, a czasem nieco poważniej. Na pewno w podobnym klimacie, co poprzednia książka, czyli „Wampir”. Taka nie do końca poważna, niekoniecznie spójna logicznie, choć robiąca wrażenie, że te takie dziury czy naciągnięcia to są specjalnie zrobione, być może dla śmiechu.

Zbyt wielu nagłych zwrotów akcji tutaj nie uświadczycie, ale i tak „Zombie” się słuchało bardzo przyjemnie. Przede wszystkim cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem pytanie „kimże on jest, czy tak serio, czy ktoś podstawiony?”. Chociaż ja akurat się nie staram rozwikłać zagadek w kryminałach, więc mogę tutaj nie być zbyt dobrym przykładem na potwierdzenie lub obalenie tezy, że Wojciech Chmielarz umie w trzymanie informacji w tajemnicy… Historia płynęła, przeplatana żartami oraz często gorzko śmiesznymi sytuacjami i nawet nie zauważyłem, kiedy ją skończyłem. Nie jest ambitna, ale na pewno zapewnia rozrywkę, a o to też przecież chodzi, prawda?

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 416

Co Robert J. Szmidt to Robert J. Szmidt, prawda? Ano prawda, co potwierdza „Otchłań”, pierwszy tom „Nowej Polski”, osadzonej w Uniwersum Metro 2033 oraz Metro 2035. Jest o niebo lepsze od „O Jednomyślnych” Pawła Majki, które to książki miałem okazję przeczytać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Co tu jest dobrego? Przede wszystkim postacie, które są bardzo jaskrawe (zwłaszcza Iskra), spójne oraz prowadzone bardzo konsekwentnie. Dosłownie jak podczas porządnej sesji RPG. Dobre jest również tempo akcji oraz całej historii. Przypomina oczywiście klasyczny quest w stylu „przejdź do punktu B, a po drodze przeżyj przygodę”, jednak to właśnie te przygody robią tu robotę.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – jak na razie trochę brakuje temu tytułowi do czołówki całej serii, jednak jest na pewno wysoko. „Konstytucja Apokalipsy” to to nie jest, jednak na pewno wyróżnia się na tle większości książek osadzonych w postapokaliptycznym uniwersum. Muszę jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest to pierwszy tom, więc może się to jeszcze zmienić – równie dobrze Robert J. Szmidt mógł stworzyć jedynie dość dynamiczny wstępniak do jeszcze lepszej historii złożonej z… no właśnie, z czego? Zobaczę już niebawem!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 240

Szczerze? Zbyt wielu książek typowo science-fiction to ja w życiu nie przeczytałem i możliwe, że właśnie dlatego „Ja, robot” zrobił na mnie aż tak pozytywne wrażenie. Z jednej strony czuć, że jest to naprawdę bardzo stara literatura, ale z drugiej widać również niesamowicie wyważone podejście autora do kwestii słowa „science” w nazwie odmiany gatunkowej. Czuję w środku, że nawet w latach, w których powstał ten zbiór opowiadań, nikt nie czuł się przytłoczony jego zawartością.

Wszystkie krótkie formy skupiają się wokół wprowadzenia w cały świat stworzony przez Isaaca Asimova. Przedstawiają niejako historię rozwoju robotyki na przestrzeni lat w opowieściach byłej pracownicy konsorcjum robotycznego, która miała bardzo dużo do powiedzenia w firmie. Przy okazji zachowana chronologia bardzo upłynnia opowieść i pokazuje, na czym opierają się główne założenia uniwersum. A zwłaszcza stworzone przez autora trzy Prawa Robotów Asimova.

„Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 52m
Lektor: Filip Kosior

Historie opowiadające życie himalaistów najczęściej pojawiają się po ich śmierci. Adam Bielecki cały czas żyje (i niech żyje jak najdłużej!) i ma z pewnością jeszcze wiele do powiedzenia w kwestii wspinaczki wysokogórskiej! Jak do tej pory osiągnął jednak tak wiele, że warto nie tylko przybliżyć fragment jego życia, ale również się z nim zapoznać – a „Spod zamarzniętych powiem” robi to doskonale. Jest i młodość, i droga do szczytów, i źródło zamiłowania do wspinania, jak również nieco buntowniczego charakteru.

„Spod zamarzniętych powiek” skupia się głównie na drodze przebytej przez Adama Bieleckiego, począwszy od wspinania się w skałkach, przez Tatry, Alpy, a na Himalajach zakończywszy. Wiele z historii to nie tylko prosty przekaz, ale również pewnego rodzaju zobrazowanie problemów oraz przemian, które zachodziły w polskim alpiniście – w jaki sposób góry go zmieniały, ciosały i naginały do własnego kształtu, tworząc osobą, którą jest obecnie. Nie brakuje opisów zdobycia poszczególnych szczytów, ale jest również sporo historii niekoniecznie czysto górskiej. 

„World of Warcraft: Illidan” – William King

Format: Papier
Stron/długość: 416
Tłumacz: Dominika Repeczko

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Brak tłumaczenia niektórych nazwisk lub miejsc! Blizzard niestety wymagał zawsze tłumaczenia wszystkiego, co się da, więc w książkach pojawiały się rzeczy typu Sylvanna Bieżywiatr (przetłumaczone z Sylvanna Windrunner), co dla fanów całego uniwersum, wychowanych na angielskich oryginałach, stanowiło od zawsze spory problem. Rzecz jasna nie była to wina tłumaczki, której to pracy jestem wielkim fanem, bo również „Illidan” został przetłumaczony w ten sam sposób, co pozwala na utrzymanie klimatu.

Sama historia stworzona przez Williama Kinga bazuje na wydarzeniach z gry, jednak mam wrażenie, że czasem jest zbyt… infantylna oraz rwana. Nie chodzi o samą fabułę, ale sposób poprowadzenia akcji, niektórych dialogów (tych niekoniecznie wziętych z gry) oraz o taki brak płynności wydarzeń. Mimo wszystko przyjemnie się czytało nieco bardziej rozszerzoną wersję rajdu na Black Temple, wraz z poszczególnymi etapami walki. Nie będzie to jednak moja ulubiona książka z tego uniwersum, nawet pomimo mojej sympatii do postaci Illidana Stormrage. Ot, taki przeciętniak, chociaż przyjemny do przeczytania.

„Grom i szkwał” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 400

Druga część jest o wiele lepsza niż poprzednia. Tym razem mamy już bardziej dynamiczną akcję, bez zbędnych przerw czy nagłych przeskoków pomiędzy wydarzeniami. Do tego fabuła skleja się nieco lepiej i w ogóle widać, w jaką to wszystko stronę zmierza. Co prawda clue tego wszystkiego nie było bardzo długo widoczne (a wszak jest to trylogia, więc połowa drugiego tomu to chyba odpowiedni moment na powolne odkrywanie kart, a nie ich rozkładanie), jednak miałem o wiele więcej satysfakcji z czytania. No dobra, w ogóle jakąkolwiek miałem.

Dopiero tutaj więc widać, skąd wzięły się te wszystkie wysokie noty dla książek. Być może pierwszy tom dostał je niejako „bonusowo”, za całokształt, ale to tylko moje gdybanie. Przy okazji autor rozszerzył również świat, co widać od samego początku na mapie dołączonej do książki – już nie obracamy się tylko w Wondettel sąsiadującym z Martwicą, ale zaglądamy za Kas Brethil oraz widzimy, co się dzieje w zamorskich krainach. Jak więc widzicie – dzieje się! Zobaczymy, czy tendencja wzrostowa została utrzymana również w trzecim tomie, za który wezmę się już niebawem!

„W kręgu zła” – Dorota Kowalska

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 51m
Lektor: Aneta Todorczuk

Bardzo… średni zbiór reportaży. Większość z nich zostawia po sobie pewien niedosyt, jakby autorka nie wyczerpała w pełni tematu. Dobrane są według klucza, którego nie mogłem odkryć – po prostu jakby chaotycznie zebrane do kupy krótkie formy z różnych gazet (na końcu każdego reportażu pojawiła się informacja, w jakim czasopiśmie lub gazecie się pojawił oraz kiedy), byle tylko wydać z tego książkę. Wszystko niby kręci się wokół ogólnie pojętych spraw kryminalnych, ale jest to bardzo luźne podejście.

Długo walczyłem z tym audiobookiem, nie zachęcał w ogóle do słuchania. Jest mnóstwo o wiele lepszych pozycji, bardziej spójnych, poruszających, przedstawiających dany problem w szczegółach. Tego, czego odmówić autorce nie można, to obiektywność – wydźwięk wszystkich jej prac jest bezstronny i czuć, że stara się przekazać tyle faktów, ile się tylko da. Niestety to nie wystarczy, żeby stworzyć porywający reportaż, który otworzy oczy szerszej publiczności.

„Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Lektor: Filip Kosior

To jest chyba moje odkrycie tego roku! Kompletnie nieznany mi autor z książką, o której pierwsze słyszę, a tu nagle wyskakuje świetna intryga, dynamiczna akcja ze sporą ilością jej zwrotów, no i ogólnie naprawdę sztos historia! Do tego jeszcze przegenialnie przeczytana przez Filipa Kosiora (serio, to jeden z moich ulubionych lektorów, jak beletrystyka, to tylko z jego głosem). Od końcówki nie chciałem się oderwać i każda chwila, w której musiałem przerywać słuchanie, bolała dość mocno. Nie widzę w tej powieści zbyt wielu słabych punktów.

Nawet bohaterowie dają się lubić i to mocno. Konsekwentnie prowadzeni, wyraziści oraz trzymający się swoich kodeksów. Główna postać to „zawodowy kłamca”, jak można by go określić – potrafi ratować tyłek firmom oraz osobom publicznym, niekoniecznie wykorzystując do tego prawdę. Jak dorzucimy do tego próbę wrogiego przejęcia dużej firmy przemysłowej, okrasimy odrobiną świata przestępczego, to wychodzi nam całkiem niezła mieszanka, z której Michał Kuzborski upiekł doskonałe ciasto. Dużo szorstkiego, ale nie wulgarnego humoru, odrobina napięcia seksualnego wplecionego w historię to tylko nieliczne z dodatków, które pisarz umiejętnie wplótł w całą historię. Naprawdę polecam!


wtorek, 10 sierpnia 2021

Bardzo chcę! #82 – „Anatomia ludzkiej destrukcyjności” Erich Fromm

Kiedy spróbujecie przeczytać opis zaserwowany przez Wydawnictwo Rebis, możecie się złapać za głowę. Ja się złapałem i wróciłem do jego początku, aby jeszcze raz go przeczytać. I jeszcze raz. I kolejny. No nie jest on prosto napisany, jednak zapowiada coś naprawdę… porządnego. Nie mam bladego pojęcia, czy jestem przygotowany na przyjęcie treści, które serwuje (mam na myśli merytoryczne przygotowanie – wszak do psychologa to mi bardzo daleko), ale i tak mam ogromną ochotę ją przeczytać. Choćby po to, żeby samodzielnie się przekonać, czy uda mi się jej stawić czoła, czy też nie.

No dobra, nastraszyłem, ale o czym właściwie mówię? W dużym skrócie dzieło to uznawane jest za studium „zła”, i to jedno z najlepszych napisanych w tej tematyce w XX wieku. Agresja, przemoc, zastraszanie – wszystko to się skądś bierze. Erich Fromm był psychologiem, psychoanalitykiem oraz filozofem, niesamowicie płodnym literacko. „Anatomia ludzkiej destrukctyjności” powstała w 1973 roku i miała na celu próbę odpowiedzi skąd się bierze ludzka gwałtowność, na jakie części się dzieli oraz co mogło spowodować, że Adolf Hitler był taki, jaki był. 

Najlepiej jednak to opisze wspomniane już przeze mnie podsumowanie Wydawnictwa Rebis – sami zobaczcie, z czym to się je:

„Jedna z najważniejszych książek XX wieku.

Nowe wydanie.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest obszernym studium zjawiska, które określa się krótkim terminem »zło«. Zamierzona została jako wypowiedź polemiczna wobec behawioryzmu i instynktywizmu, a jednocześnie jako rewizjonistyczne rozwinięcie poglądów Freuda z okresu, gdy wprowadził pojęcie popędu śmierci. Fromm zmierza do kulturowego ujęcia tematu od strony typologii charakterologicznej oraz wytłumaczenia sensu złośliwej i niezłośliwej agresji. Niejako »po drodze« dostarcza psychoanalitycznych portretów wielkich zbrodniarzy XX wieku: Stalina, Himmlera i Hitlera.

Anatomia ludzkiej destrukcyjności jest nie tylko jedną z najważniejszych prac Ericha Fromma, ale i jedną z najważniejszych książek XX wieku i o XX wieku. Spostrzeżenia, podsumowania, siła oddziaływania argumentów, a także głęboki humanizm autora nadają jej nieprzemijającą wartość, która przemawia do czytelnika z równą mocą w wieku XXI”.

Zachęceni? :D 


środa, 4 sierpnia 2021

Co pod pióro w sierpniu 2021

Sierpień jest u mnie miesiącem urlopowym! Nie jest aż tak ciepły, jak lipiec, teoretycznie trochę mniej też ludzi się kręci tu i ówdzie (lubią czerwiec i lipiec), a nie możemy sobie z ładniejszą połówką sobie pozwolić na wakacje we wrześniu, więc ósmy miesiąc toku wydaje się najlepszą opcją. W związku z tym nigdy nie wiem, ile czasu będę miał na czytanie (cóż za paradoks, prawda?)... Podróże pociągami sprzyjają lekturze, ale nie zawsze jakieś wieczory będą mogły być poświęcone na oddanie się leniuchowaniu z papierem lub czynnikiem w ręku!

Tak czy siak, jednak zamierzam sobie zrobić małe plany czytelnicze, bo nie byłbym sobą, gdybym nie dokonał, choć próby ogarnięcia sobie miesiąca! Jeszcze pozostanę przy trzech papierowych pozycjach (oraz dorzuceniu iluś tam tytułów audiobooków), bo zwyczajnie nie mam pojęcia, jak mi czas pozwoli. W teorii od 13 sierpnia aż do jego końca będę się urlopował, ale wiecie, jak to bywa z takim wolnym… Mnóstwo innych rzeczy do roboty, a po powrocie do pracy wreszcie można odpocząć!

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Tak, znowu Uniwersum Metro 2033! W sumie, kiedy dojadę do trzeciej części „Nowej Polski” (bo tak się nazywa ten cykl), to wjadę nawet w Uniwersum Metro 2035. W każdym razie ponownie Polska w postapokaliptycznym świecie, tym razem jednak Wrocław. Książki Roberta J. Szmidta są zazwyczaj porządnie napisane, więc liczę na dobrą zabawę!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

O taaak, możliwe, że niektórzy z Was kojarzą albo nazwisko, albo tytuł, a z kolei inni sobie zaczną wyrywać włosy z głowy, pytając samych siebie „czemu on dopiero teraz to czyta?!” – czas jednak najwyższy, aby sięgnąć po klasykę science-fiction. Takie wprowadzenie do „Pozytonowego detektywa”, którego mam zaplanowanego w moim #5na2021.

World of Warcraft: Illidan” – William King

Pora też zacząć nadrabiać zapomniany przeze mnie nieco „World of Warcraft”. Niedawno uzupełniłem biblioteczkę, więc na pierwszy ogień chcę rzucić „Illidana”, czyli książkę przybliżającą nieco postać Illidana Stormrage, jedną z najpotężniejszych istot stąpających kiedykolwiek po ziemiach Azeroth!

AUDIOBOOKI

Ciekaw jestem, jak mi te audiobooki wyjdą – będę miał niemalże cały tydzień prawdopodobnie wycięty ze słuchania, chociaż nie jest to pewne. Wiecie, wakacje, lato, spotkania, łamanie rutyny i te sprawy. Jednak książki mi nie uciekną z półek Empik Go, więc nie ma co się na zapas martwić.

Tak czy siak, co jakiś czas robię sobie przegląd nowych pozycji, czasem próbuję wyszukać jakieś książki, które w sumie już dawno chciałem przeczytać. Teraz z odrobinę większym zaufaniem podchodzę też do beletrystyki, tylko staram się wybrzydzać w lektorach – nie każdy jest w stanie tak czytać, abym się nie zgubił. Chciałbym jednak chociaż jedną beletrystykę miesięcznie przesłuchać i dzięki temu zrobić sobie jakąś bazę lektorów, którzy mi pasuję – jak w końcu inaczej to zrobić, niż przez praktykę?

  1. „Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald
  2. „Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański
  3. „Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski
  4. „Zombie” – Wojciech Chmielarz


poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Podsumowanie lipiec 2021

Ależ nam ten lipiec dał w kość! Cały czas drakońskie warunki – jak nie skwar nie z tej ziemi, to burze i ulewy! Siódmy miesiąc toku to jednak najczęściej najcieplejszy ze wszystkich miesięcy, więc jest nadzieja na nieco bardziej… ludzkie warunki w nadchodzących tygodniach. Mam nadzieję, że takiej huśtawki nie będzie podczas mojego urlopu, który planuję właśnie na sierpień… No, ale to nie jest wpis o tym, tylko o podsumowaniu lipca! Już wracam na właściwe tory, bo trochę mi się zjechało na jakąś bocznicę… 

Jestem ogólnie pod wrażeniem liczby książek, które udało mi się przeczytać. No dobra, bardziej przesłuchać… Podcasterzy klasycznie zrobili sobie wakacyjną przerwę (w końcu każdemu należy się odpoczynek!), to i bardziej się mogłem skupić właśnie na audiobookach. Zanurkowałem też ponownie w beletrystyce, tak żeby zobaczyć, czy jednak mi nie siądzie w wersji audio, no i okazało się, że jak dobry lektor, to bez problemu mogę słuchać! Szkoda, że w Empik Go nie ma jeszcze możliwości wyszukania właśnie po osobie czytającej, bo na pewno bym szukał Grzegorza Pawlaka…

Sami jednak zobaczcie co i jak!




Niewątpliwie audiobooki tutaj przejęły moje życie, a w każdym razie tak to może wyglądać! Zdecydowana przewaga nad papierem, a do tego ani jednego e-booka. Wcale na to nie narzekam i nawet nie zamierzam! Fakt, fajnie by było móc wygospodarować trochę więcej czasu na papier, ale świadomie organizuję sobie czas tak, a nie inaczej, więc jedynie do siebie samego mogę mieć pretensje – jednak nie zamierzam ich mieć!


Tutaj wynik chyba nie powinien nikogo (kto słucha na co dzień podcastów) zdziwić – w końcu lipiec oraz sierpień to czas przerwy również dla twórców! Każdy ma prawo do odpoczynku i większość z nich z tego prawa korzysta. Pojawiło się jednak parę odcinków, które z wielką ochotą przesłuchałem!


Tym razem ta dysproporcja pomiędzy audiobookami oraz podcastami jest o wiele większa niż zazwyczaj! Jednak patrzcie akapit wyżej – ot, zwykła przerwa. W każdym razie fajnie spojrzeć na nieco inaczej wyglądające słupki. Tak po prostu, z czystej, słupkowej ciekawości!


Tym razem królowały filmy! Odstawiliśmy seriale na bok, no oprócz „Ricka i Morty’ego”, regularnie, tydzień po tygodniu oglądaliśmy kolejne odcinki piątego sezonu!

Pełna lista obejrzanych filmów oraz seriali prezentuje się w taki oto sposób:

  1. „Między nami misiami”
  2. „Utalentoway pan Ripley”
  3. „Stowarzyszenie umarłych poetów”
  4. „XIII poprawka”
  5. „Jak wytresować smoka 2”


Tutaj chyba nigdy się nic nie rusza… Jakoś nie chce mi się mocno działań „marketingowych” prowadzić, głównie działam obecnie na Instagramie, ale również w obrębie własnego profilu (w sensie nie wychodzę na poszukiwania wielu innych i nie zostawiam wszędzie po sobie śladów), więc wygląda to, jak wygląda… Sam blog też już służy mi do wrzucania podsumowań, planów i innych takich. Po prostu lubię czasem skrobnąć coś dłuższego!

Najczęściej serduszkowanym zdjęciem minionego miesiąca na Instagramie było to oto zdjęcie:

Na końcu zamieszczam oczywiście listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie pozycji:

  1. „Ognisty deszcz” – P. Watts
  2. „Betonoza” – J. Mencwel
  3. „Cena nieważkości” – D. Kortko, M. Pietraszewski
  4. „Karpie bijem” – A. Pilipiuk
  5. „Kukuczka”. D. Kortko, M. Pietraszewski
  6. „Wizjer” – M. Witkiewicz
  7. „Tako rzecze Zaratustra” – F. Nietzsche
  8. „Człowiek obiecany” – P. Majka
  9. „Wojna lekarzy Hitlera” – B. T. Wieliński
  10. „Krew i stal” – J. Łukawski
  11. „Wampir” – W. Chmielarz
  12. „Raróg” – A. Sokalska
  13. „Walt Disney” – P. Napierała

A jak minął Wasz miesiąc?


niedziela, 1 sierpnia 2021

Zbiorczo spod pióra w lipcu 2021

Kolejny miesiąc za nami! Na dodatek był to pierwszy miesiąc wakacji, jeden z trzech (niekoniecznie wakacyjnych) miesięcy wybieranych przez Polaków na jakiś wyjazd na urlop. Przy okazji najcieplejszy miesiąc roku w naszym kraju, którego średnia obszarowa temperatura w 2020 roku wynosiła 18,2°C. Wydaje się to na pierwszy rzut oka niska wartość, ale należy pamiętać, że to nie tylko te najwyższe temperatury w środku dnia wchodzą do obliczeń, a do tego liczy się calutka Polska! Cóż, takie temperatury w rzeczy samej nie zachęcają do aktywności.

Moje książki czytałem jednak głównie w Toruniu, czyli tam, gdzie mieszkam. Lipiec nie jest moim miesiącem wyjazdów i rozjazdów – co najwyżej jakieś pojedyncze, weekendowe, niezbyt daleko. Mimo wszystko był on dość intensywnym czasem (choć nie aż tak, jak końcówka czerwca…), który potrafił sprawić wiele radochy, ale i mnóstwo wyczerpania! Nie jestem zbyt socjalną bestią, więc dużo spotkań pompuje ze mnie energię jak nie wiadomo co. Doceniałem więc bardzo mocno te chwile spędzone jedynie z książką, nawet jeśli nie było ich aż tak wiele, jakbym chciał!

Coś tam mi się jednak udało przeczytać, więc poniżej prezentuję krótkie, dwuakapitowe opinie o każdej z lektur! Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta” – Jan Mencwel

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 43m
Lektor: Maciej Motylski

Tak naprawdę nie trzeba czytać tej książki, żeby widzieć, w jakim kierunku zmierzają władze niemalże większości dużych miast w Polsce. Piękne skwery, parki czy po prostu szpalery drzew zostają zamienione w „zrewitalizowane” (jak w ogóle można używać tego słowa do tych czynów?!) płyty betonowe, czasem pokryte szkłem. Jednak „Betonoza” Jana Mencwela pokazuje nie tylko rzeczywisty rozmiar tego problemu, ale również wskazuje na ile różnych sposobów władze potrafią usprawiedliwiać ciągłe wycinanie drzew. Wiecie na ile? Autor wykorzystał prawie każdą literę alfabetu łacińskiego do podania powodu.

Jakie są efekty tej ciągle postępującej betonozy? Oprócz tych odczuwalnych przez nas samych jest jeszcze wiele negatywnych konsekwencji, które autor opisuje w swojej książce. Z wielu z nich nie zdają sobie sprawy nawet rządzący, a doprowadzają tymi działaniami do wielu zniszczeń w samych miastach, co również jest wyjaśnione. Dla kontrastu Jan Mencwel przedstawia sytuację obecną, jak i sprzed wielu lat, w zachodnich państwach, gdzie niektóre z nich zmieniły swoje podejście pod wpływem nauki oraz dowodów na to, że ich działania są sprzeczne z interesem społecznym, chociaż cały czas wiele państw (w tym Polska), woli jednak gospodarować rynki i skwery za pomocą betonowych płyt oraz kostki brukowej.

„Cena nieważkości” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 49m
Lektor: Wojciech Żołądkowicz

Historia o Mirosławie Hermaszewskim, pierwszym polskim człowieku w kosmosie, to nie tylko historia o nim samym. Wiele wątków zostało dość mocno rozszerzonych, dotykając nie tylko aspektów przygotowania oraz lotu, ale również jego późniejszego życia, a zwłaszcza dalszej kariery wojskowej. W tym oczywiście jego członkostwa w Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego powołanej do życia w momencie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku. Wbrew pozorom są to równie interesujące fragmenty, co sama część dotyczące podboju kosmosu przez Związek Radziecki.

W „Cenie nieważkości” wszystko się trochę rozmywa. Jest odpowiednia chronologia wydarzeń, mnóstwo ciekawostek dotyczących tego, jak się zachowywał organizm człowieka w stanie nieważkości oraz jak wyglądały ćwiczenia, ale brakuje tu jakiegoś takiego pazura. Nawet te ostatnie fragmenty książki, dotyczące kontrowersyjnych tematów z życia Mirosława Hermaszewskiego, nie potrafią wzbudzić emocji. Chociaż nie mogę powiedzieć, że słuchało się tego ze znużeniem – ot, dość poprawny, choć niezbyt porywający reportaż o pierwszym Polaku w kosmosie. Chciałoby się czegoś więcej, zwłaszcza pod kątem emocjonalnym. Jedynie ostatnie zdania, gorzkie i cyniczne, pięknie trącają odpowiednie struny.

„Karpie bijem” – Andrzej Pilipiuk

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 23m
Lektor: Grzegorz Pawlak

Albo mi już proza Pilipiuka niezbyt odpowiada, albo po prostu Wędrowycz stracił na jakości. Nie powiem, że „Karpie bijem” było złe, co to to nie. Było po prostu przeciętne. Przyjemnie się wysłuchało, ale przygody Jakuba i Semena były powtarzalne, oparte o te same schematy, a do tego żarty jakieś takie… odgrzewane. Jak kotlet z wczoraj. No smaczny, owszem, pożywny, jak najbardziej, jednak nie jest to już to samo. Można było się pośmiać, czasem nawet dość porządnie, jednak brakowało tego tchnienia świeżości. Chociaż czego ja oczekuję od kolejnego już zbioru opowiadań o tych samych ludziach!

Na pewno nie żałuję tego, że w ogóle sięgnąłem po „Karpie bijem”, zwłaszcza że wziąłem się za audiobook. Grzegorz Pawlak naprawdę zrobił kawał wspaniałej roboty! Z takimi lektorami można słuchać nawet najbardziej szaloną i chaotyczną beletrystykę. Każda postać miała swój własny, charakterystyczny „głos”, dzięki czemu nie dało się pogubić w dialogach (mam z tym spory problem). Będę musiał szukać pozycji, które są czytane przez Grzegorza Pawlaka – nacieszę się wtedy jeszcze większą liczbą lektur w formacie audio!

„Kukuczka” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 0m
Lektor: Filip Kosior

Niezwykła opowieść, przede wszystkim przedstawiająca nie tylko górskie wyprawy Jerzego Kukuczki, ale również jego życie i podejście do rodziny czy zwykłych, codziennych rzeczy. Autorzy nie próbują jednak ani wybielać, ani oczerniać nieżyjącego już himalaistę. Po prostu starają się przekazać zarówno te piękne i szlachetne momenty jego życia, jak i te kontrowersyjne, które często spotykały się ze sprzeciwem jego bliskich lub środowiska alpinistycznego.

Jerzy Kukuczka zginął 24 października 1989 roku na południowej ścianie Lhotse, siostrze Mount Everestu, podczas próby jej zdobycia. Można się spodziewać, że w książce dużo uwagi zostanie poświęconej właśnie tym wydarzeniom, jednak jest zupełnie inaczej – co jest ogromnym plusem. Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski skupiają się na człowieku, nie na jego śmierci. Nie próbują podkręcić sobie statystyk czytelniczych wydarzeniem, tylko bazują na historii i opowieści. A wyszło mi to naprawdę dobrze.

„Wizjer” – Magdalena Witkiewicz

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 18m
Lektor: Maria Dębska

Mam mocno mieszane uczucia. Ze względu na pracę, którą wykonuję, jestem bardzo podekscytowany poruszeniem problemu prywatności w sieci. Autorka stworzyła z tego rdzeń swojej historii i próbuje zwrócić uwagę na to, ile informacji o sobie codziennie sprzedajemy różnym portalom oraz przede wszystkim jak łatwo można poszczególne dane połączyć ze sobą. Niestety pod tym względem panuje zbiorowy, cyfrowy analfabetyzm, a kiedy się komuś pokaże tak proste przykłady, jak te występujące w „Wizjerze”, to uznaje to za niemożliwe – ewentualnie za jakąś formę science fiction.

Z drugiej jednak strony jestem zniechęcony tą bardziej… spajającą to wszystko częścią. Znaczy się bohaterami. Oni w sumie jedyne co robią to albo uprawiają seks, albo zajmują się badaną sprawą, nie szczędząc dwuznaczności oraz komentarzy o seksie. Co prawda nie przepadam ani za romansami, ani za erotykami, jednak odrobina seksu w literaturze nie zaszkodzi – tylko czemu książka jest oznaczana jako thriller czy sensacja, a składa się tylko z seksu oraz jednego poruszanego problemu? Rys charakterologiczny głównej bohaterki? Pójdzie do łóżka z absolutnie każdym facetem, bo lubi seks bez zobowiązań. Jak bohaterka wygląda? Kurcze, nie wiem, bo ona tylko uprawiała seks, a nie oglądała się w lustrze czy opisywała swoje emocje…

„Tako rzecze Zaratustra” – Fryderyk Nietzsche

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 23m
Lektor: Wojciech Żołądkiewicz

Po lekturze przestałem dziwić się, że niektórzy próbują straszyć tym tytułem inne osoby i że narósł wokół niego pewnego rodzaju mit nieprzedzieralności. Używam tutaj słowa „mit” z pełną świadomością, ponieważ przez książkę jak najbardziej da się przebrnąć. Ba! Nawet można z niej wynieść wiele przemyśleń! Problemem jest jednak faktycznie bardzo ciężki język (być może kwestia tłumaczenia) oraz wielowymiarowość tego, co autor przekazuje w historiach Zaratustry. Do tego wersja audio nie pomaga w odnalezieniu się w tym wszystkim (chociaż lektor naprawdę ułatwiał, jak tylko mógł!).

Skomplikowane, wielowymiarowe, na pewno nie do zrozumienia (w każdym razie dla mnie) za pierwszym razem. Często też sprzeczne ze sobą na pierwszy rzut oka. Na pewno jednak nie przygnębiające – a w końcu Nietzsche bardzo często kojarzy się z depresją i nihilizmem. Skłamałbym, jednak gdybym napisał, że nie da się absolutnie popaść w lekką frustrację lub nawet załamanie spowodowane problemami ze zrozumieniem wielu fragmentów „Tako rzeczy Zaratustra”. Cóż, być może jest to książka, którą trzeba przeczytać kilka razy. A być może jest przerostem formy nad treścią – trudno orzec takiemu amatorowi jak ja.

„Człowiek obiecany” – Paweł Majka

Format: Papier
Stron/długość: 400

Niezbyt udana kontynuacja, jeśli mam być szczery. Tak właściwie, to dość podobna do „Dzielnicy obiecanej” – szału nie ma, niczego nie urywa, chociaż bywały miejsca wciągające. Przede wszystkim historia z Twierdzy Tyniec była czymś, co bardzo chętnie zobaczyłbym w całkiem osobnej książce! Kamila wraz z Umarłymi to był powiew świeżości nie tylko dla historii Pawła Majki, ale również zupełnie inne spojrzenie na uniwersum. Połączenie bardziej klasycznego podejścia do uzbrojenia oraz ufortyfikowania z bardziej nowoczesnym życiem na zewnątrz.

Jak się zapewne domyślacie, nie była to jednak całkiem osobna opowieść, tylko łączyła się z główną osią fabularną książek naszego polskiego autora. Nie do końca jednak do mnie przemawia ani sposób połączenia, ani tym bardziej zakończenie „Człowieka obiecanego”. Dotknął go problem zakończeń – zbyt szybko, zbyt gwałtownie, zbyt wiele rzeczy pominiętych. Za to, chociaż niektóre z postaci okazały się naprawdę fajnie opisane – moim ulubieńcem został Szurnięty Stach, który faktycznie mógł się spokojnie identyfikować z tym przydomkiem! Pod tym względem autor zrobił kawał fajnej roboty.

„Wojna lekarzy Hitlera” – Bartosz T. Wieliński

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 32m
Lektor: Marcin Popczyński

Słowa „lekarz” oraz „Hitler” dość często nasuwają od razu na myśl obozy koncentracyjne oraz eksperymenty medyczne, których dokonywali nazistowscy zbrodniarze na więźniach. Chyba (cóż, twardych danych nie mam, to tylko moje domniemania) nieco rzadziej myśli się o lekarzach, którzy znajdowali się w najbliższym otoczeniu Führera oraz tych, którzy zarządzali ochroną zdrowia w III Rzeszy. Chociaż czasem trudno przechodzi przez usta słowo „ochrona” nawet w przypadku systemu zdrowia stosowanego wobec własnych obywateli…

Bartosz T. Wieliński skupia się właśnie na najbliższych współpracownikach Adolfa Hitlera oraz na ich decyzjach, drodze przez kolejne szczeble kariery oraz wpływowi na samego Kanclerza Rzeszy. A trzeba Wam wiedzieć, że „systemy” wprowadzane na długo przed wybuchem II Wojny Światowej były równie niemoralne oraz nieetyczne, jak te stosowane na więźniach. Różnica polega na tym, że lekarze ci nie tylko wdrażali je we własnym państwie, to na dodatek wykorzystywali do walki o wpływy między sobą – co pasuje idealnie do tytułu książki, na który zdecydował się autor. Warto sobie dzięki niej rozszerzyć wiedzę również na wydarzenia sprzed wojny, mogą one naprawdę zaskoczyć.

„Ognisty deszcz” – Peter Watts

Format: Papier
Stron/długość: 800
Tłumacz: Wojciech M. Próchniewicz

Już rozumiem w pełni, co mają na myśli wszyscy ci czytelnicy Petera Wattsa, którzy jednocześnie go kochają i nienawidzą. Nienawidzą za ten element hard, a kochają za część sci-fi. „Ognisty deszcz” to istna karuzela, która serwuje ekstatyczne wręcz chwile spędzone z historią oraz wywołujące chęć wyrwania sobie wszystkich włosów momenty, w którym wjeżdża na pełnej nowa technologia wraz z metafizycznymi rozważaniami. Czy jest tu jednak przesada? O co to, to nie! Daleko tej książce do takiego choćby „Fraktalnego księcia”, który był mocno przeładowany skomplikowanym słownictwem i kipiał nowinkami.

Wiecie, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie? Posłowie składające się z szesnastu stron (w przypadku „Ślepowidzenia”, pierwszej części) oraz stu czterdziestu czterech przypisów z książkami, pracami naukowymi, referatami oraz całą resztą dokumentacji naukowej potrzebnej do opracowania zjawisk, technologii, metod oraz wszystkiego innego, na czym bazowała książka. To tak, żeby czytelnik nie miał wątpliwości, że to faktycznie science-fiction, a nie zwykła fantastyka osadzona w kosmosie. Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko samego pióra, ale i researchu, jaki wykonał Peter Watts zarówno przed rozpoczęciem prac nad „Ognistym deszczem”, jak i w trakcie. 

„Krew i stal” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 376

No nie była to najlepsza książka, jaką czytałem. Autor miał naprawdę sporo fajnych pomysłów, takich jak specyficzny styl dialogów, opieranie się na walce z czasów wczesnego średniowiecza (znaczy małe oddziały, dziesiętnicy, setnicy, proste uzbrojenie i opancerzenie) czy choćby wplecenie elementów mitologii słowiańskiej, jednak wykonanie pozostawia już wiele do życzenia. Jest nudno, chaotycznie, dziurawo, sprzecznie i w ogóle tak trochę nijak jakby.

Mamy trochę wędrówek, mamy nie do końca określony świat, mamy sprzeczne informacje przekazywane przez autora na przestrzeni kilku raptem następujących po sobie stron. Do tego wszystkiego dorzućmy rzecz, która jest jednocześnie plusem i minusem – styl dialogów. Archaiczny, mocno heroiczny, jeśli tak to można nazwać. Jednocześnie czapki z głów za utrzymanie go przez całą książkę, jednak tak się to strasznie ciężko czyta, że głowa mała… Wyszło ostatecznie średnio na jeża, nawet jak na debiut.

„Wampir” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 5m
Tłumacz: Mateusz Znaniecki

Trochę już słyszałem o prozie Wojciecha Chmielarza, ale tak naprawdę dopiero serial audio na Empik Go (mowa o „Wilkołaku” rzecz jasna) skłonił mnie do sięgnięcia po pierwszą książkę, rozpoczynającą „Cykl gliwicki”. „Wampir” okazał się naprawdę spoko pozycją. Trochę przywodzi na myśl kryminały norweskie, z niezbyt szlachetnym głównym bohaterem, który jednak nie jest takim do końca nieudacznikiem czy chlejusem – jest… specyficzny. Nie do końca biały, nie do końca czarny, trochę po przejściach, ale na swój sposób są to przejścia dość oryginalne.

Sama sprawa nie była też zbyt oczywista (chociaż ja należę i tak do osób, które w ogóle nie próbują się nad tym zastanawiać, więc mogę nie być dobrym materiałem do oceniania akurat tego aspektu), a jej rozwiązanie potrafi usatysfakcjonować. Kilka momentów być może było nieco zbyt… przegiętych lub zrobionych za bardzo „pod fabułę”, ale da się je wybaczyć. Nie były aż tak bardzo uciskające w umysł. Na pewno książka przekonała mnie do prozy Wojciecha Chmielarza i po kolejny tom sięgnę z dużo mniejszą niepewnością. W końcu jest duża szansa, że również będę ukontentowany.