środa, 12 grudnia 2018

„Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy” – Thomas Arnold

„Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy” – Thomas Arnold
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Thomas Arnold
Tytuł: Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy
Wydawnictwo: Agencja Reklamowo - Wydawnicza VECTRA
Stron: 722
Data wydania: 30 listopada 2018


Jestem ogromnym fanem autora – przeczytałem wszystkie książki, które do tej pory napisał. Łącznie oczywiście z odświeżoną wersja „Anestezji”, która jednoznacznie pokazuje podejście Thomas Arnolda do fanów. A jest ono mega pozytywne, co widać było po rzeczywistym poprawieniu niemal trzech czwartych książki, która była jego pisarskim debiutem. „Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy” są jego pierwszym (choć nie ostatnim) podejściem do literatury fantastycznej. Osobiście byłem dobrej myśli od samego początku, ponieważ znam warsztat oraz wyobraźnię autora i ta pierwsza myśl była dobra. Nie dostałem doskonałej powieści fantasy, ale dostałem naprawdę dobrą lekturę, która ma przogromny potencjał.

Archeoni – niemal zapomniany lud, który mieszkał niegdyś na Terenach Centralnych, powrócił do Archeonu. Po wielu latach zapomnienia, walki i przelewu krwi wszystkiego, co tylko żyło na tych ziemiach. Sami Stwórcy widzieli w nich nic więcej aniżeli piaskownicę, na której mogli bawić się w swoje własne gry, sterując kolejnymi falami monstrów opanowujących lądy i wody. Wszystko jednak ma zarówno swój początek, jak i koniec. Każde wydarzenie, każda historia, każda era. A to, co powstaje na końcu, staje się jednocześnie początkiem czegoś nowego – czegoś, co może tchnąć zupełnie nowe życie w umęczony i zbrukany krwią świat.

Jednocześnie jest to książka, która pokazała mi coś nowego oraz okazała się być pewnym powrotem do sprawdzonych, znanych schematów. Coś nowego pojawiło się w twórczości Thomasa Arnolda, którego do tej pory miałem przyjemność czytać jedynie w formie thrillerów, a powrotem było stworzenie świata opartego o podobne prawa, jak w wielu powieściach fantasy. Powiewem świeżości było wykorzystanie dość oficjalnego, być może nieco archaicznego stylu prowadzenia dialogów, a twardą, znaną podstawą było wykorzystanie klasycznych motywów przewodnich fabuły powieści. Nowością jest również dla mnie dość surowe prowadzenie historii, wyzucie jej z ozdobników, przy jednoczesnym zachowaniu klasycznego budowania napięcia i dawkowania faktów.

„Od kiedy to puste chaty cię przerażają? Nie wierzymy w ich duchy, a nasze jeszcze nie zdążyły się tu osiedlić”.

Pewnym mankamentem są niezbyt wyraźne postacie. Mają swoje cechy charakteru i osobowości, prowadzone są raczej konsekwentnie (nie zmieniają swoich zachowań w sposób losowy, tylko kierują się raz obranymi cechami), jednak czegoś im brakuje, Jeśli pomyślę o Aodhonie i jego towarzyszu, to po chwili namysłu jestem w stanie ich opisać. Tylko tutaj problemem jest ta chwila namysłu – jej nie powinno być. Bardzo fajnie jest opisana budowa relacji pomiedzy księciem a jego kompanem, jednak brakuje pazura nie tylko im, ale również innym postaciom, które spotkamy na kartach powieści. Przekonałem się już jednak, że Thomas Arnold potrafi tego typu niedociągnięcia bardzo szybko nadrobić. W tym więc pokładam nadzieję, ponieważ ta pewnego rodzaju miałkość potrafi dać się we znaki.

Doskonale wyważony jest za to stosunek opisów świata do samej akcji i rozwoju fabuły. Autor płynnie przeplata te elementy, dzięki czemu czytelnik bardzo szybko i w przystępny sposób poznaje zawiłości świata stworzonego przez Thomasa Arnolda (dość rozległego świata, trzeba to podkreślić), jednocześnie nie nudząc się i otrzymując kolejne porcje wydarzeń rozgrywających się nie tylko na Terenach Centralnych, ale również w innych krainach. Całe „Legendy Archeonu. Strach stary i nowy” są bowiem podzielone na poszczególne rozdziały opisujące na przemian wydarzenia w różnych państwach/regionach oraz wędrówkę następny tronu Archeonu. Pod tym względem w pewnym sensie jest to konstrukcja zbliżona do historii, którą możemy oglądać w „Grze o tron”. Z pełną premedytacją użyłem słowa „oglądać”, ponieważ mam za sobą jedynie pierwsze dwa tomy, natomiast z serialem jestem na bieżąco. Jeśli pasuje Wam przeplatanie grupowych scen z historią konkretnych osób, to jest to książka dla Was.

„Przeszłość zawsze odnajdzie drogę, aby przypomnieć sobie o teraźniejszości”.

Na duże uznanie zasługuje również nie tylko sama szczegółowość świata stworzonego przez autora, ale również jego spójność i głębia – kontynent, na którym rozgrywa się cała akcja jest nie tylko przeogromny, ale również niezwykle różnorodny społecznie, narodowo, kulturalnie i geograficznie. Ma też swoją niezwykła historię, wraz z zaczątkiem całej mitologii, widocznej w niemalże każdej krainie. Takie konstrukcje zawsze szanuję i podziwiam, bo domyślam się, ile siły i skrupulatności potrzeba, aby wszystko miało ręce i nogi a nie było tylko popisem grafomańskiej wyobraźni. Jest jeszcze naprawdę dużo informacji, które Thomas Arnold może zdradzić na temat wszystkich ziem otaczających Tereny Centralne, co mam nadzieję, że zrobi w następnych tomach. Najlepiej w sposób, do którego przyzwyczaił czytelników w pierwszej części – spokojny, dawkujący wiedzę i wplatający ją między główną historię.

Przeogromny potencjał, różnorodny świat, wiele możliwości. Tymi słowami można nazwać debiut fantasy w wykonaniu Thomasa Arnolda. Jak na pierwszą książkę z tego gatunku jest po prostu świetnie. „Legendy Archeonu. Strach stary i nowy” mają swoje niedociągnięcia, jak niewystarczający wyraźni bohaterowie, ale są ogromnym polem do popisu dla autora. Sprawdzone rozwiązania wykorzystane przy tworzeniu powieści, w połączeniu z bardzo płodnym umysłem stały się zaczątkiem do czegoś, co mam nadzieję, że rozkręci się jeszcze bardziej i pokaże, że polscy autorzy stoją w fantastyce bardzo twardo i potrafią pokazać klasę na miarę światowej literatury. Tego życzę Thomasowi Arnoldowi i po lekturze pierwszego tomu nowego cyklu wierzę, że jest w stanie podołać temu wyzwaniu.

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi, Thomasowi Arnoldowi!



poniedziałek, 10 grudnia 2018

Bardzo chcę! #52 – „O procesorach i procesach myślowych. Elementy kognitywistyki” Max Urchs

„O procesorach i procesach myślowych. Elementy kognitywistyki” Max Urchs
Źródło: Lubimy Czytać
Ha, ale Was dzisiaj zaskoczę! Pewnie nawet nie możecie objąć wzrokiem tego długaśnego tytułu! A na dodatek pojawia się w nim kognitywistyka, procesy myślowe i w ogóle. Brzmi groźnie, co nie? No cóż, ale stali bywalcy tego bloga z pewnością wiedzą, że czasem lubię zagłębić się w dość nietypowe książki. Na szczęście nie wrzucam na bloga pozycji czysto branżowych, które traktują o konkretnych technologiach lub ogólnie rzeczach związanych z IT, jednak tego typu trochę akademicką, a trochę popularnonaukową książkę myślę, że warto wrzucić. Zwłaszcza, że według opisu oraz nielicznych opinii dostępnych w „prostym” internecie wynika, że naprawdę pozycja ta może być traktowana jako popularnonaukowa, a więc przeznaczona dla niemal wszystkich czytelników. Jak jest naprawdę? Dowiem się pewnie dopiero po przeczytaniu!

Nie bez powodu kognitywistyka znalazła się wśród moich zainteresowań – chociaż są to dopiero początki, na razie mierzymy się wzrokiem. Jest to dziedzina interdyscyplinarna, która ma zastosowanie między innymi w badaniu sztucznej inteligencji. W dużym skrócie, kognitywistyka zajmuje się badaniem umysłu, zmysłów, modelowaniem działania naszego mózgu i procesów w nim zchodzących. Jednym z celów tej dziedziny jest nie tylko wyjaśnienie, w jaki sposób działa ludzki mózg oraz jego procesy myślowe, ale również tworzenie symulacji komputerowych, które mogą je naśladować, a co za tym idzie, rozwój sztucznej inteligencji. Proponowana przeze mnie książka to już dinozaur w pewnym sensie, wydana została bowiem w 2009 roku, jednak opisane w niej treści cały czas mają zastosowanie.

„O procesorach i procesach myślowych. Elementy kognitywistyki” to podstawy kognitywistyki, zawierająca w sobie między innymi bazę w postaci neurobiologii, definicji i podziału sztucznej inteligencji czy filozofii umysłu. Kieruje swoje tory również w kierunku transhumanizmy oraz posthumanizmu, co z pewnością stanowi nieco kontrowersyjny, ale i bardzo łakomy kąsek. Sam opis wydawnictwa nie jest zbyt bogaty, jednak choć trochę pokazuj czym ta pozycja może być: 
„Sugestywnymi przykładami i wciągającymi opowieściami z historii nauki Autor sprawia, że trudne do przyswojenia wyniki cognitive science stają się zrozumiałe i frapujące. Z tego względu książka znajdzie czytelników również poza gronem fachowców i studentów. Ma bowiem wielkie walory popularyzatorskie. Zarazem jednak może służyć jako podręcznik akademicki dla coraz liczniejszych studentów kognitywistyki w Polsce oraz i i psychologii. 
Z recenzji Roberta Piłata 
Rozprawa stanowi doskonałe kompendium wiedzy z zakresu kognitywistyki, może zatem znakomicie służyć jako podręcznik akademicki, nie tylko nauki tej dyscypliny, ale również specjalistycznych zajęć na kierunkach filozoficznych. Książka jest napisana językiem przystępnym, stylem przejrzystym i czytelnym. Terminy techniczne są zawsze wprowadzane wraz z precyzyjnym wyjaśnieniem sensu, jaki im się przypisuje. Praca tłumaczki zasługuje na najwyższą ocenę. 
Z recenzji Mirosława Żelaznego”

A Wy jak się zapatrujecie na ten tytuł? Zainteresował Was? A może nie chcecie mieć z „nudną kognitywistyką” nic wspólnego? :)

wtorek, 4 grudnia 2018

Co pod pióro w grudniu 2018?

Grudzień kojarzy się w Polsce ze Świętami Bożego Narodzenia, nawet dla osób innej narodowości i wyznania – po prostu to czuć. A Święta kojarzą się z wolnym czasem, odpoczynkiem, a dla książkoholika z lekturą w ręku (być może pod ciepłym kocem). Nie jestem do końca przekonany czy aż tak ja skorzystam z możliwości, jakie daje urlop wzięty pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia, a Sylwestrem i Nowym Rokiem, dlatego nie zamierzam robić mega zaawansowanych planów. Klasycznie podchodzę sobie z czterema książkami, chociaż mam nadzieję, że uda się przeczytać więcej (zwłaszcza między 24.12 a 28.12). A przy okazji i tak „Legendy Archeonu” rozpocząłem jeszcze w listopadzie!

Ten ostatni miesiąc 2018 roku mam nadzieję, że będzie miksem gatunkowym. Trochę fantastyki, trochę kryminału, może też trochę czegoś innego! Na pewno będę chciał jak najszybciej przeczytać książki Thomasa Arnolda, więc już tutaj będzie pewna różnorodność, mam również rozpoczętą powieść Sharon Bolton. Liczę jednak, że uda się sięgnąć też po coś innego, niekoniecznie z tych dwóch gatunków. Może jakaś literatura faktu… Trochę tam mi się uzbierało książek na półce, które czekają na swoją kolej. :)

Jak zazwyczaj, wszystkie okładki pochodzą z portalu Lubimy Czytać. :)

„Legendy Archeonu. Strach Stary i Nowy” – Thomas Arnold

Pierwsza powieść fantasy w dorobku autora, znanego z niezwykle oryginalnych thrillerów. Fantastykę zawsze łykam jak młody pelikan, a jeśli wychodzi spod pióra autora, którego książki od samego początku mnie urzekły, to tym bardziej nie mogę przejść obojętnie. Zobaczymy więc, co mnie spotka w Archeonie!
„Mauzoleum” – Thomas Arnold

Tak, dobrze widzicie, ponownie Thomas Arnold, ale spokojnie – nie zamienia się w Remigiusza Mroza. :) Chyba… :D Chociaż rzeczywiście w tym samym czasie jest premiera jego kolejnej książki, utrzymanej w starym stylu – „Mauzoleum”. Thrillery Thomasa Arnolda oznaczają dla mnie wysoką jakość, więc tę książkę również chcę jak najszybciej przeczytać o podzielić się opinią o niej.


„Życie w średniowiecznej wsi” – Frances Gies, Joseph Gies 

Czy ktoś z Was kiedykolwiek się zastanawiał jak mogło rzeczywiście wyglądać życie przeciętnego mieszkańca średniowiecznej wsi? Ja tak! A ta książka jest potencjalnym zbiorem odpowiedzi na moje pytania, ponieważ z niewiadomego powodu, okres średniowiecz uznaję za najbardziej interesujący ze społecznego punktu widzenia. Poszerzenie wiedzy w tym temacie jest więc dla mnie zawsze łakomym kąskiem. :)
„Odłamki” – Ismet Prcić

Nie pamiętam już gdzie dokładnie kupiłem tę książkę, ale zainteresował mnie jej opis. Obiecuje on niezwykłą opowieść imigracyjną, w której główne skrzypce gra wojna oraz ucieczka od niej, jednak która okraszona jest dużą dawką humoru. Ponadto książka otrzymała wiele nagród, a na dodatek w Polsce wydana jest przez Sine Qua Non – wydawnictwo, którego książki jeszcze nigdy mnie nie zawiodły.





Widzicie w tym zestawieniu coś dla siebie? :) 

niedziela, 2 grudnia 2018

Podsumowanie listopad 2018

Niedawno wspominałem w podsumowaniach, że lato już mija, studenci jeszcze się cieszą z ostatniego miesiąca wolnego, oj, już nie… A teraz muszę napisać, że już zaraz kolejny, 2019 rok! Serio, ten czas tak ucieka przez palce, że autentycznie mam wrażenie, że maksymalnie miesiąc temu pisałem podsumowanie roku 2017. A tak naprawdę mija już kolejny rok prowadzenia bloga. Między innymi tego bloga (chociaż drugi, techniczny, nieco zaniedbałem – jednak stare wpisy są dość często odkopywane i wciąż ma o niebo lepsze statystyki od niniejszego). Nie ma co jednak uprzedzać faktów, cieszmy się ostatnim miesiącem 2018 roku – w końcu nie wszystkim jeszcze się udało ukończyć pozytywnie wyzwanie Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! ;)

Listopad przybliżył mnie do tego upragnionego wyniku stu siedemdziesięciu ośmiu centymetrów, które mierzę. Jednak jest to pierwszy raz, kiedy jestem tak blisko, że bliżej się nie da! Co prawda nieco tempo mi jakby nieznacznie spadło w ostatnim miesiącu, ale co poradzić. Nie zawsze mamy tyle czasu, ile byśmy chcieli mieć i często nie jesteśmy w stanie przeznaczyć go w odpowiedniej ilości. :) Mimo wszystko cieszę się, że przeczytałem cztery książki i zaliczyłem całkiem sporą część piątej. No dobra, może nie aż taką sporą, ale jednak rozpocząłem!

Poniżej możecie obejrzeć podsumowanie w wykresach – liczba książek, stron, milimetrów grzbietów i tak dalej:



Not bad, chociaż mogłoby być lepiej. Nie ma co jednak narzekać, bo czasu było trochę mniej, więc i tak udało mi się go sporo wygospodarować. :)



Muszę przyznać, że jestem nieco zaskoczony statystykami odwiedzin. Nie tylko było prawie dwa razy tyle odsłon co w poprzednim miesiącu, ale również zwiększył się współczynnik stron na sesję. Niewiele, bo niewiele, ale jednak! Zapewne wszystko to jest wynikiem ogłoszonego konkursu na „Legendy Archeonu” Thomasa Arnolda. :) Ładnie też podskoczyła liczba osób, które lubią mój fanpejdż! Dzięki!



No, tutaj to jestem przeszczęśliwy! Teoretycznie nie powinienem się jeszcze cieszyć na zapas, ale jednak nie wiem co by się musiało stać, żebym nie dał rady w tym roku zaliczyć wyzwania! Niby listopad skończyłem z wynikiem 99 milimetrów w grzbietach, ale to tak po prostu wyszło, gorszy okres! No i „Legendy Archeonu” zacząłem czytać, a te swoją grubość mają… :D 



Tutaj też w sumie przyszalałem jak na mnie. Łącznie trzynaście sztuk, z czego dwie recenzenckie i aż osiem zakupionych w Sklepie Insignis. Ciężko było przejść obojętnie obok książek z Metra po 19,99 zł za sztukę. :D 

Zapraszam jeszcze do zerknięcia na moją krótką listę książek, które przeczytałem w listopadzie. Każda z pozycji listy prowadzi do opinii. :)


Najwięcej wejść z innego bloga Google Analytics odnotował od Łukasza z bloga Świat Fantasy – dzięki! :) Najbardziej popularnym wpisem był natomiast post konkursowy, w którym do wygrania były „Legendy Archeonu” Thomasa Arnolda! No cóż, w sumie nic dziwnego. :) 

Jesteście zadowoleni ze swoich miesięcy? Niekoniecznie książkowo, ale nawet w całokształcie. :)

piątek, 30 listopada 2018

„Czerwony wariant” – Siergiej Niedorub

„Czerwony wariant” – Siergiej Niedorub
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Siergiej Niedorub
Tytuł: Czerwony wariant
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Stron: 352
Data wydania: 17 października 2018


Minęło naprawdę dużo czasu, odkąd pierwszy raz zainteresowałem się uniwersum stworzonym przez autora „Metro 2033”. Dmitry Glukhovsky stworzył niesamowity świat, który bardzo szybko został wykorzystany przez innych pisarzy do stworzenia niezwykle rozbudowanej wersji współczesnej Ziemi po katastrofie nuklearnej. Mam przed sobą jeszcze mnóstwo książek z samego Uniwersum Metro 2033, a tymczasem powoli zaczynam już brać się za Uniwersum Metro 2035 (które jednak jako seria niekoniecznie muszą być oderwane od zasad, których należy się trzymać przy pisaniu książek należących do poprzedniej serii). Oczywiście poszczególne pozycje różnią się od siebie jakością, jednak dopóki nie sprawdzi się danego autora, to nie pozna się jego stylu. Tym razem skosztowałem próbki twórczości Siergieja Niedoruba i mam mieszane uczucia.

Powiedzieć, że kijowskie metro tętni życiem, to powiedzieć za dużo. Kijowskie metro wegetuje, jak większość ludzi po katastrofie, chociaż próbuje utrzymać pozory organizacji. Krzyż, którego stolicą jest Datapolis, stara się zapanować nad chaosem na tyle, na ile się da – zwłaszcza nad legendą czerwonej nitki, którą jest w pełni zasypana, trzecia linia kijowskiego metra. Każdy o niej słyszał, jednak nikt nie wie jak się tam dostać. Kiedy oddział Patków, stalkerów współpracujących z Datapolis, znajduje na powierzchni nieznanego mężczyznę, legenda odżywa na nowo. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że jedna z niepełnosprawnych umysłowo dziewczyn zamieszkujących stolicę rozpoznaje nieznajomego.

Już od pierwszych stron rzuca się w oczy fakt, że „Czerwony wariant” znacznie różni się od innych książek z ogólnie pojętego świata stworzonego przez rosyjskiego autora. Nie chodzi nawet o umiejscowienie akcji (Kijów), ale przede wszystkim o podejście do postaci stalkerów. Fani serii przyzwyczajeni są na pewno do tego, że stalkerzy są osobami jeśli nie poważanymi, to co najmniej otoczonymi pewną aurą tajemniczości, w stosunku do których odczuwa się czasem strach, a czasem podziw i szacunek. Stalkerzy w metrze kijowskim są przeciwieństwem swoich moskiewskich kolegów po fachu. Wciąż ludność metra odczuwa niepewność i strach, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Stalkerzy nie są poważani, wręcz przeciwnie – w pewnym sensie są pogardzani. To zdecydowanie inne podejście, które pozwala spojrzeć na tę profesję w kompletnie inny sposób.

To, co można książce zarzucić, to zbyt szybkie przechodzenie przez niektóre wydarzenia. Zabrakło przez to odpowiedniego budowania napięcia. Cała historia to głównie opis przejścia dwójki głównych bohaterów przez poszczególne stacje, co wielokrotnie pojawiało się w książkach z tego uniwersum – wiele razy była to również dobrze wykorzystana okazja do przedstawienia nie tylko różnorodności stacji, ale również potencjalnych niebezpieczeństw. Tymczasem wyszło na to, że czasem po prostu się… przechodzi i tyle. I to przez miejsca teoretycznie najbardziej niebezpieczne. Autor zastosował podejście niemalże teleportowania postaci. Zwłaszcza jeśli dołożymy do tego fakt, że przebrnięcie przez połowę nitki metra w obie strony (wliczając w to różne tarapaty) zajęło mniej więcej może z szesnaście godzin (choć ma to oczywiście sens, ponieważ metro kijowskie jest o wiele mniejsze niż moskiewskie). 

Na samym końcu okazuje się, że autor uknuł całkiem zgrabną intrygę. Przez całą książkę można się bardzo poważnie zastanawiać, do czego to wszystko dąży, jednak muszę przyznać szczerze, że nie wpadłem na trop, który okazał się tym właściwym. Ostatnie kilkadziesiąt stron czyta się niemal z zapartym tchem, co dość mocno kontrastuje ze wspomnianymi przeze mnie uchybieniami. Szkoda więc, że „Czerwony wariant” nie jest książką pozbawioną poważnych wad, ponieważ jej główny szkielet, historia, którą opowiada jest naprawdę świetna. Chciałoby się móc ocenić ją nieco wyżej, ale byłoby to możliwe, gdyby zawierała o wiele więcej treści – tej, która wypełniłaby luki pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami.

Przeciętnie napisana z nieprzeciętnym pomysłem – mniej więcej takimi słowami można dość sprawiedliwie opisać „Czerwony wariant”. Zaskakuje pozytywnie pomysłowością, natomiast negatywnie wykonaniem. Chociaż napisana jest lekkim językiem, przez który naprawdę przyjemnie jest się przedzierać jak przez tunele metra i ma naprawdę porządny szkielet historii, to pozostawia po sobie w wielu miejscach niedosyt. Mimo wszystko warto przeczytać dzieło Sierieja Niedoruba choćby ze względu na nowe podejście do stalkerów oraz rządzenie w całym metrze. Inna perspektywa pozwoli nieco inaczej spojrzeć na wszystkie dotychczas przeczytane książki z Uniwersum Metro 2033. Świat ewoluuje nawet po katastrofie i Kijów jest tego najlepszym przykładem.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


niedziela, 25 listopada 2018

Wyniki konkursu z „Legendami Archeonu”

Już dawno po premierze najnowszych książek Thomasa Arnolda, wśród których jedną są właśnie „Legendy Archeonu” – powieść fantastyczna, która jest pierwszym tomem całego cyklu zaplanowanego przez autora. Nie wszyscy jednak mają już swój własny tom, który mogą przeczytać i postawić na półce, na której będzie się pięknie prezentował. Dzisiaj, w niniejszym poście, jedna osoba stanie się szczęśliwą posiadaczką „Legend Archeonu” i to całkiem za darmo! No, dobra, nie za darmo. Osoba ta bowiem poświęciła swój czas na wykonanie zadania konkursowego i przesłania go do mnie! 



Nie przedłużając więc zbytnio od razu napiszę, że „Legendy Archeonu” powędrują do osoby, która wymyśliła takie oto imię postaci:

Imię: Kieran
Płeć: mężczyzna
Wiek: ok. 30 lat
Zawód: strażnik 
Opis: jako dziecko znaleziony niedaleko Kiry, nie mówi o swoim pochodzeniu, napędzany pragnieniem zemsty, potrafi przewidywać ruchy przeciwnika, ale kryje się z tym przed innymi.

Serdecznie gratuluję! Autor jest bardzo pozytywnie zaskoczony pomysłowością nie tylko Twoją, droga osobo, która zwyciężyła (ha! nie wiecie czy to kobieta czy mężczyzna!), jak również wszystkimi nadesłanymi pomysłami! Być może nie tylko Kieran znajdzie się w następnych tomach, kto wie… :) Tym bardziej więc wyczekujcie następnych tomów i sprawdzajcie, czy przypadkiem Thomas Arnold nie zainspirował się Waszymi odpowiedziami!



piątek, 23 listopada 2018

„Lwowski ptak” – Piotr Tymiński

Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Piotr Tymiński
Tytuł: Lwowski ptak
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 378
Data wydania: 2018


Wszystkie moje dotychczasowe spotkania z prozą Piotra Tymińskiego były naprawdę bardzo udane. Historyk z zawodu i wykształcenia, specjalizujący się w mniejszościach narodowych w Polsce, to niemal gwarancja sukcesu – pod warunkiem, że wraz z wykształceniem kierunkowym i przygotowaniem merytorycznym będzie szło lekkie pióro. Na szczęście autor je ma i z wielką chęcią będę wszystkie jego poprzednie książki polecał osobom, które boją się, że historia to jedynie nuda. Nie, Piotr Tymiński udowadnia, że można napisać opartą na faktach historię, która przedstawia konkretne wydarzenia z historii naszego kraju, i to w sposób bardzo przystępny. A „Lwowski ptak” dołącza do grona książek, które można tymi słowami opisać.

Listopad roku 1918 to pamiętna data dla Polaków. Odzyskanie niepodległości przez Polskę było niesamowitym przeżyciem, które jednak w Lwowie przytłumione zostało przez walki z Zachodnioukraińską Republiką Ludową. Mieszkańcy Lwowa stawili czoła najeźdźcom roszczącym sobie prawo do ziem – wśród walczących mnóstwo dzieci i młodzieży sięgnęło po broń. Tońka jest nastolatką, która chce walczyć za Ojczyznę, jednak zmuszona jest ukrywać się pod przebraniem chłopca. Staje ramię w ramię z resztą oddziałów, bohatersko starając się odeprzeć wroga. Tak jak reszta Orląt Lwowskich.

Kolejny raz Piotr Tymiński udowodnił, że można napisać powieść historyczną, która oparta jest na rzeczywistych wydarzeniach, a która nie jest nudna jak flaki z olejem. Pokazał, że można opowiadać historię poprzez mieszaninę fikcji i prawdy, przeplatając wymyślonych bohaterów bohaterami rzeczywistymi – takimi, którzy istnieli i odegrali znaczną rolę w opisywanych wydarzeniach. Jeśli ktoś interesuje się historią I Wojny Światowej, czasów obrony Lwowa czy wojny polsko-bolszewickiej, to na pewno zauważy wiele znanych mu nazwisk. Moją uwagę przykuł głównie Alfred Rapacki, chociaż przyznać się bez bicia muszę, że jedynie ze względu na Plac Rapackiego, który znajduje się niedaleko toruńskiego Starego Miasta.

Tym razem autor poszedł nawet o krok dalej w pokazaniu brutalności nie tylko samej wojny, ale również faktu, że w walkach brały udział dzieci. Nie szczędzi opisów brutalnych zbrodni, które były codziennością dla obrońców Lwowa. Pokazuje jak bardzo wycieńczeni nie tylko fizycznie, ale i psychicznie byli zarówno ochotnicy, jak również oficerowie dowodzący akcjami. Zwłaszcza w obliczu bestialstwa ze strony wrogów oraz szokujących zachowań, wśród których gwałty były jedną z najmniej urągających moralności zbrodni. Jeśli ktoś się jednak obawia tego, że nie wytrzyma samych opisów to spieszę z informacją, że Piotr Tymiński oszczędził szczegółów. Książka po prostu porusza te tematy i pokazuje, że rzeczywiście takie problemy istniały, ale nie próbuje być pamiętnikiem, który pokazuje najdrobniejsze szczegóły. 

Oczywiście dla równowagi pojawiają się również fragmenty, w których schwytani przez obrońców Lwowa jeńcy trwożliwie wykonują niemalże wszystkie rozkazy, jakby obawiali się najgorszego. Wspomniane już przeze mnie wycieńczenie psychiczne oraz zderzenie z wieloma zbrodniami nie wpływa również dobrze na nerwy samych obrońców, w związku z czym zdarzają się sytuacje, które w normalnych warunkach skończyłyby się w sądzie polowym. Widać więc, że autor stara się zachować obiektywność, chociaż bez wątpienia głównym tematem książki jest właśnie obrona Lwowa przez mieszkańców – wśród których duża część walczących to dzieci i młodzież. Nic więc dziwnego, że to właśnie droga młodej Antoniny przez wiele dni walk jest główną narracją, jaka towarzyszy czytelnikowi przez niemalże całą książkę.

Na samym końcu książki znajduje się jeszcze krótkie podsumowanie, które autor umieścił zamiast przypisów. Wyjaśnia pokrótce dlaczego niektóre aspekty zostało przez niego opisane w ten a nie inny sposób. Wiele z nich jest nieco zmienionych (jak na przykład wykorzystany w dialogach język), aby uprościć przekaz i ułatwić odbiór przez współczesnego czytelnika. Piotr Tymiński zdradził również parę szczegółów, dotyczących nazwisk oraz samych wydarzeń, które niekoniecznie są wprost opisane w treści książki. Teoretycznie nie musiał tego robić, ponieważ cała książka jest wystarczająco zrozumiała, ale na pewno można to potraktować jako dodatkowy plus.

„Lwowski ptak” to piękna, acz surowa historia o historii. Napisana lekkim stylem, przyjemnym dla oka i wyobraźni. Zawierająca w sobie mnóstwo faktów i tyleż samo fikcji dla ułatwienia odbioru. Nieco mocniejsza pod względem poruszanych tematów niż poprzednie książki Piotra Tymińskiego, ale wciąż utrzymana w tym samym tonie lekkiej powieści i spokojnej narracji. Dla osób, które chciałyby poznać historię obrony Lwowa z roku 1918, może to być naprawdę dobra pozycja. Nie jest bardzo wymagająca, ale w rzetelny sposób przekazuje wiedzę poprzez prostą w odbiorze powieść widzianą z punktu widzenia nastolatki. 

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorowi, Panu Piotrowi Tymińskiemu!