czwartek, 1 września 2022

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2022

Sierpień przywitał mnie bardzo nieprzyjemnie – przeziębieniem, które trwało sobie dosłownie przez cały pierwszy tydzień miesiąca. Jak możecie się domyślić, nie pomagało mi to za bardzo w czytaniu – trudno się skupić na książce, gdy co chwilę rozglądasz się za chusteczką… Oznaczało to też nieco mniej spacerów i aktywności fizycznej, podczas których lubię sobie słuchać podcastów oraz audiobooków, więc tutaj również nie miałem tylu możliwości, co zazwyczaj. No i do tego sama kwestia gorączki latem – to jest jakieś nieporozumienie!

W każdym razie żyję, mam się dobrze, jako te 38 stopni Celsjusza przetrwałem (no bo wiecie, że dla faceta to stan zagrożenia życia czy coś) i mogłem się w dalszej części miesiąca cieszyć już lekturami! No i walczyć z upałami rzecz jasna, ale z tym to się wszyscy musieliśmy mierzyć. No, oprócz osób, które kochają ponad trzydzieści stopni na zewnątrz! W końcu lato i w ogóle. W każdym razie sierpień zakończyłem z takimi oto tytułami przeczytanymi oraz przesłuchanymi:

„Gorączka Ciboli” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 596

Człowiek czyta pierwszy tom, drugi, trzeci i się tak zastanawia, jak bardzo coś nowego mogą wprowadzić autorzy w kolejnym. Wtem pojawia się „Gorączka Ciboli” z wielkim transparentem „jestem czymś nowym!”. Rzecz jasna schemat pakowania się Holdena w największe kłopoty jest ten sam, aczkolwiek osadzenie samych wydarzeń na nowoodkrytej planecie dało mnóstwo okazji do zmierzenia się z zupełnie innymi problemami, co oczywiście autorzy wykorzystali bardzo skrupulatnie. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, zafascynowanego nauką, ale jednak bez takiego wykształcenia, które pozwoli zauważyć niuanse nieścisłości, była to uczta dla umysłu.

Zakończenie z kolei absolutnie nic nie mówi na temat tego, co może czekać czytelników w kolejnym tomie – w każdym razie mi się trudno domyślić. Patrząc jednak na to, jak zaskoczyli autorzy w czwartym tomie, jestem bardzo dobrej myśli. Zastanawiam się, jakie jeszcze elementy naukowe wezmą na ruszt i będą przypiekać ku uciesze fanów cyklu. Na pewno można się spodziewać niezwykle spójnego prowadzenia postaci, bo każdy z bohaterów cały czas utrzymuje swoje własne cechy, choć nie oznacza to wcale, że nie rozwijają się wraz z kolejnymi wydarzeniami. „Gorączka Ciboli” utwierdza mnie w przekonaniu, że „Ekspansja” to jeden z najlepszych cykli science fiction.

Ocena punktowa: 7/10

„Harda” – Elżbieta Cherezińska

Format: Audiobook
Stron/długość: 21h 52m
Czyta: Filip Kosior

Na pewno nie można autorce odmówić umiejętności posługiwania się językiem oraz wykorzystania tego do opisów współgrających ze światem, w którym osadziła akcję. Bogactwo językowe jest naprawdę przeogromne, chociaż jest to jednocześnie zaleta i wada. Niestety Elżbieta Cherezińska często mocno przesadza z długością opisów oraz przemyśleń bohaterów, co potrafi znużyć i wręcz skierować umysł na inne tory (zwłaszcza jeśli się „Hardą” słucha, zamiast czytać). Trudno to rzecz jasna rozpatrywać w kontekście wad, ponieważ jest to po prostu pewna cecha książki, którą jedni mogą lubić, a inni jej nie cierpieć.

Jeśli jednak miałbym się wypowiedzieć obiektywnie, to „Harda” jest faktycznie cudowną książką. Traktuję ją oczywiście totalnie jako fantastykę bazującą na wydarzeniach historycznych i nawet nie próbuję opierać na niej swojej wiedzy historycznej, aczkolwiek nawet te nawiązania do czasów z przełomu X oraz XI wieku zdradzają ogromną wiedzę autorki. Książka wydaje się dopięta na ostatni guzik, a na dodatek językowo również jest wspaniała. Kawał dobrej i dobrze przygotowanej literatury. Pytanie jednak, czy polubicie się z samym stylem autorki i sposobem przeprowadzenia czytelnika przez kolejne wydarzenia – u mnie nie do końca to zagrało, choć nie mogę odmówić „Hardej” kunsztu.

Ocena punktowa: 6/10

„Król darknetu” – Nick Bilton

Format: Papier
Stron/długość: 376
Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Któż nie słyszał choć raz w swoim życiu nazwy „Silk Road”? Jeśli kojarzy się Wam z internetem, narkotykami, bronią palną i nielegalnym handlem, to dobrze pamiętacie. Rzecz jasna tego typu miejsca mają swoich twórców, a „Król darknetu” to właśnie książka, której głównym bohaterem jest Ross Ulbricht – autor wspomnianego „Jedwabnego Szlaku”. O pobudkach, jakie nim kierowały podczas tworzenia wirtualnego targowiska, jego drodze od zera do milionera oraz śledztwach, które toczyły się wokół „Silk Road” aż do roku 2013, w którym to strona została oficjalnie zamknięta przez FBI.

To, co jest dość problematyczne w tej pozycji, to próba jej sfabularyzowania. Autor chciał, aby jego reportaż brzmiał jak historia snuta w karczmie, jednak nie we wszystkich momentach wyszło to dobrze. Co do zasady czyta się to całkiem przyjemnie, jednak niektóre fragmenty są bardzo sztuczne, a w innych informacje powtarzają się po nawet po kilka razy (dotyczące dokładnie tej samej sytuacji). O ile przeskoki perspektywy pomiędzy poszczególnymi osobami można jak najbardziej zrozumieć i docenić, tak zwyczajne powielanie danych nie stanowi już zbyt dobrego materiału.

Ocena punktowa: 7/10

„Vlad Dracula” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 11m
Czyta: Wojciech Masiak

Język używany w dialogach to jeden z elementów, na który warto zwrócić uwagę podczas opisywania wrażeń z lektury książki Dariusza Domagalskiego. Oczywiście nie mam bladego pojęcia, w jakim stopniu pokrywa się on ze strukturami używanymi w XV wieku, aczkolwiek charakterystyczna maniera pomaga lepiej wejść w świat przedstawiony przez autora. Podobnie jest zresztą z opisami przyrody, uzbrojenia poszczególnych osób czy formacji bitewnych. Nawet jeśli są tam jakieś błędy merytoryczne, to nie umiem ich wskazać (daleko mi nawet do amatora historii), ale brzmią na tyle sensownie i spójnie, że dobrze budują klimat.

Czasem niestety pojawiają się encyklopedyczne opisy zapomnianych już funkcji, przedmiotów lub miejsc. Dotykają one nawet wpływu na współczesność, jak choćby popkulturalne wstawki (sic!), a to niestety mocno wybija z klimatu. Na szczęście wyrazistość Vlada Palownika bardzo mocno nadrabia te niedociągnięcia – autor ukazuje go nie jako jakiegoś demona, ale zażartego wroga Imperium Osmańskiego, pełnego kreatywności i bogatej wyobraźni, jak również zdolności strategicznych. W połączeniu z bezwzględnością tworzy to mieszankę, przez którą ludzie mogli widzieć w nim przyjaciela samego diabła – co zresztą Dariusz Domagalski również próbuje wyjaśnić.

Ocena punktowa: 6/10

„Władca much” – William Golding

Format: Papier
Stron/długość: 296

Po nadużywaniu tytułu tej książki przy okazji przeróżnych obrazów gehenny i ludzkiego zezwierzęcenia spodziewałem się o wiele mocniejszych obrazów niż te, które spotkałem w książce. Chętnie w tym przypadku użyję sformułowania „na szczęście”, zamiast „szkoda” – można dzięki temu skupić się na tych wszystkich niuansach przekształcających się w kompletnie niewidoczną granicę pomiędzy rozsądkiem a podążaniem bezmyślnie za tłumem. Zwłaszcza w przypadku bardzo beznadziejnych sytuacji.

Samą historię można interpretować na tyle różnych sposobów, że nie sposób się takiemu amatorowi jak ja wypowiadać na ich temat. Ważne jest według mnie jednak to, że nie ma sensu bać się sięgnąć po „Władcę much”. Jest to powieść z 1954 roku, napisana przez noblistę, jednak jej przyswajalność jest niesamowicie wysoka. Prostym językiem, dostosowanym do bohaterów, którzy w niej występują – innymi słowy nikt raczej się nie odbije od warstwy czysto literackiej. A może wyciągnąć z tej historii naprawdę dużo wniosków. 

Ocena punktowa: 7/10

„Głębia. Bezkres” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 23h 27m
Czyta: Albert Osik

No, tutaj już się zrobiło naprawdę gęsto. Wszystkie wątki, które zostały otworzone w dowolnym z poprzednich tomów, zaczynają się ze sobą mieszać, nachodzić na siebie, skręcać się i przenikać niczym wypalenie. Trudno się oderwać od tej lektury i aż chce się odkrywać kolejne niespodzianki, które przygotował dla czytelników Marcin Podlewski. W sumie jest to ostatni tom, więc nic dziwnego, że akcja jest bardzo gęsta (aczkolwiek w bardzo akceptowalnym stężeniu), a niewiadome zaczynają się wyjaśniać. Zdecydowanie najlepszy tom całego czteroksięgu!

Marcin Podlewski mocno zaszalał z zakończeniem – popłynął z nim całkiem nieźle i aż coś może w środku człowieka zaboleć, że to już taki definitywny koniec. Sporo wątków pozostało zawieszonych, aczkolwiek nie sprawiły mi poczucia pustki czy nienasycenia. Autor tak pokierował akcją, że skupić się można na tym, co jest najważniejsze. Przy okazji kolejne niewiadome zostały wyjaśnione (zwłaszcza te z przeszłości głównych bohaterów – sporo ich zachowań stało się bardziej zrozumiałych), a i świat zyskał jeszcze więcej wyjaśnień. Innymi słowy, jest to świetne, dynamiczne zwieńczenie całej „Głębi”. Aż się trochę łezka w oku kręci.

Ocena punktowa: 8/10

„Korzenie niebios” – Tullio Avoledo

Format: Papier
Stron/długość: 596

Początek był naprawdę zachęcający. Zresztą, co ja mówię, cała pierwsza połowa taka była! Takie fajne połączenie motywu drogi z pewną misją oraz nieco głębszej intrygi, w którą uwikłane są zarówno główne postacie, jak i „władcy” ludzkiej społeczności. Wiecie, takie przyjemne do czytania wydarzenia, niekoniecznie ambitne, może niezbyt porywające, ale sprawiające dużo frajdy. Nawet bym wtedy wyżej to wycenił, niż całość. Pojawiło się sporo ciekawych stworów, inne spojrzenie na światło słoneczne po takiej apokalipsie (chociaż benzyna cały czas nadawała się do użytku po dwudziestu latach…), no ogólnie nawet taki powiew świeżości.

Zagęszczenie metafizyki oraz dość chaotycznego przelatania jawy ze snem dość szybko zrobiło się nieco przytłaczające. Tak naprawdę nie jestem do końca przekonany, dlaczego w ogóle się pojawiło – niby teoretycznie łapię motyw przewodni, ale odnoszę wrażenie, że sposób, w jaki został opisany, jest wystawieniem armaty do upolowania wróbla. Totalny przerost formy nad treścią. Trudno było ocenić, co jest „rzeczywistością” z punktu widzenia głównego bohatera (oraz jednocześnie narratora), a co jedynie wytworem jego wyobraźni (no i oddzielić należało jeszcze majaki i przywidzenia od snów i maligny). Innymi słowy przygotujcie się na lekkie podsmażenie mózgu tuż po całkiem przyjemnej, aczkolwiek prostej historii.

Ocena punktowa: 6/10

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Zbiorczo spod pióra w lipcu 2022

Połowa wakacji (tak, wiem, nie wszyscy je mają…) już za nami, ale jeszcze trochę słońca z pewnością będzie, zanim znowu pogrążymy się w jesiennej chandrze! Dla mnie ten miesiąc miniony był niesamowicie aktywny i pełen… wyzwań można rzec. Takich organizacyjnych i logistycznych. Nie miałem więc niestety tyle czasu na czytanie oraz słuchanie, ile bym tylko chciał mieć. Pomimo tego, udało mi się jednak zapoznać z kilkoma bardzo fajnymi tytułami, które pewnie będę wspominał dość długo!

Przy okazji nie tylko czas grał na moją „niekorzyść”, ale również i moje własne wybory tytułów – kolejna część „Ekspansji” należy do grubasków, a i trzeci tom „Głębi” to ponad dwadzieścia godzin cudownej zabawy audio! Jak więc widzicie, sam nie dobierałem sobie zbyt krótkich pozycji. Jednak kiedy czyta się (lub słucha) tak dobre książki, to aż nie chce się ich zbyt szybko kończyć, więc ja tam jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw!

„Kasztanowy ludzik” – Soren Sveistrup

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 04m
Czyta: Krzysztof Plewako-Szczerbiński

Bardzo standardowy kryminał, pełen charakterystycznych cech skandynawskiej literatury – detektyw po przejściach (ale swego czasu świetny śledczy), niewyjaśniona zbrodnia sprzed lat, która ma wpływ na teraźniejszość, smutny i duszny klimat, a do tego seryjniak będący kilka kroków przed policją. Napisany dokładnie według utartego schematu, więc jeśli mieliście okazję czytać Horsta lub Nesbø, to czytaliście też „Kasztanowego ludzika”. Dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z typ typem literatury będzie to fajny i przyjemny początek.

Wersja audio ma jednak jeden problem, z którym zmierzyłem się już przy okazji słuchania jednej z książek Remigiusza Mroza – lektor. Ma tak niesamowicie irytującą i wybijajacą z klimatu manierę, że głowa mała. Trudno odróżnić od siebie poszczególne dialogi, a do tego prowadzone są z dosłownie losowo przydzielaną manipulacją głosem. Do tego interpunkcja jest jedynie sugestią (dopiero podczas słuchania tych dwóch książek doceniłem umiejętność poprawnego akcentowania końców zdań). W ostatecznej ocenie jednak wycinam ten element, bo sama książka nie zasługuje na obniżenie punktów tylko ze względu na lektora.

Ocena punktowa: 6/10

„Wrota Abaddona” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 540

O „Ekspansji” można wiele powiedzieć, choć często są to powtarzające się sformułowania, począwszy od „niesamowicie dopracowana”, przez „wciągająca”, aż po „technicznie niezwykle poprawna”. Zwłaszcza to ostatnie jest bardzo mocno wyczuwalne w trzecim tomie, gdzie pojawiają się różne… zmiany inercyjne. Z jednej strony w głowie się nie mieści, jakie zmiany zachodzą w działającej fizyce, a z drugiej człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że na poziomie fundamentalnym może to mieć sens. Zwłaszcza że autorzy i tak odciągają uwagę czytelników poprzez cudownie zbudowaną i poprowadzoną intrygę.

To już chyba standard dla każdej kolejnej części „The Expanse”, że kapitan James Holden wraz ze swoją załogą trafiają w sam środek uknutej intrygi. Za każdym razem jest to jednak coś zupełnie nowego, niepowtarzalnego i wyłamującego się ze schematu (chociaż szkielet samego przeprowadzenia czytelnika przez całość jest rzecz jasna bardzo podobny). Jeśli dorzucimy do tego wciąż coraz lepiej przybliżany świat stworzony przez James S.A. Corey, to uzyskamy kawał świetnej literatury. Zadowoleni powinni być prawie wszyscy – od osób szukających bardziej naukowych nut, jak i tych, których ciekawią aspekty społeczne w kosmosie.

Ocena punktowa: 8/10

„Głębia. Napór” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 22h 01m
Czyta: Albert Osik

W tym tomie wchodzimy jeszcze, nomen omen, głębiej w stworzony przez autora świat – poznajemy te „wyższe” stopnie władzy w Imperium wraz z ich strukturami obronnymi. Swoją drogą mocno widać tutaj inspirację Warhammerem 40,000, którą mocno widać w użytym nazewnictwie. Słowem kluczem jest tu „inspiracja”, co warto podkreślić – nie mamy tu do czynienia z kopiowaniem, tylko z luźną interpretacją i dostosowaniem do własnego pomysłu.

Dalej też rozwijają się i przekształcają postacie, z którymi mieliśmy do czynienia w poprzednich tomach. Zostały postawione przed zupełnie nowymi warunkami, często skrajnie różnymi od tych, w których znalazły się na początku całej historii – widać tutaj dużą pracę autora nad ich wewnętrznymi zmianami i dostosowaniem się do zmieniającej się rzeczywistości. Pewnego rodzaju wewnętrzna walka z przyzwyczajeniami i cechami charakteru uwiarygadnia jeszcze bardziej wszystkie te zmiany. Jeśli więc ktoś oczekuje czegoś więcej, niż tylko kosmiczny piu piu, to w „Naporze” dostanie tego dużo.

Ocena punktowa: 7/10

„Outpost 2” – Dmitry Glukhovsky

Format: Papier
Stron/długość: 346

Pierwszych sto stron jest o niebo lepszych od pierwszej części – poznajemy w nich znanego już z poprzedniego tomu Saszę oraz przede wszystkim to, co działo się przed wyruszeniem ekspedycji z Moskwy. Nie tylko dzieje się wtedy o wiele więcej, niż przez cały Outpost, ale przy okazji poznajemy origin tych wydarzeń (w każdym razie genezę od strony rosyjskiej). Dalsze wydarzenia też są o wiele bardziej dynamiczne i przemyślane, aczkolwiek to wciąż nie jest to, do czego Glukhovsky przyzwyczaił mnie w swoich pozostałych książkach.

Ciekawe jednak jest mocne podkreślenie pewnego rodzaju arogancji, megalomanii i imperialnych dążeń Rosji jako narodu – zwłaszcza w kontekście wydarzeń, które dzieją się od marca 2022 roku, jest to dość znaczące i mocno wybrzmiewające przesłanie. Widać praktyczny upadek potężnego cesarstwa, widać również nawiązania do przywódcy z manią wielkości oraz do tego, jak decyzje wraz z propagandą wpływają na możliwość sterowania obywatelami. Nie sposób na to nie zwrócić uwagi, nawet patrząc jedynie na sytuację w chwili, w której książka ta ukazała się w druku.

Ocena punktowa: 6/10

„Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku” – Dariusz Kortko, Jerzy Porębski

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 07m
Czyta: Filip Kosior

Historię Macieja Berbeki znałem dość dobrze jeszcze zanim sięgnąłem po tę książkę, ale prawie zawsze wychodzę z założenia, że przecież nie wiem wszystkiego. Rzecz jasna z żadnej książki nie dowiem się tego „wszystkiego”, jednak wydarzenia, które spotykają himalaistów, są bardzo często ogromną skrzynią pełną materiału na co najmniej kilka tomów. Nie pomyliłem się w swoich oczekiwaniach i faktycznie jest to jak na razie najbardziej bogata w szczegóły książka opisująca tego zaginionego na zboczach Broad Peaku wspinacza.

„Życie w cieniu Broad Peaku” nie skupia się na tragedii, która dotknęła rodzinę Macieja Berbeki, ale na jego życiu oraz tych pozytywnych chwilach – począwszy od edukacji, poznania swojej żony, Ewy, aż po sposoby zarabiania na życie po uzyskaniu uprawnień do organizowania komercyjnych uprawnień. Bardzo dużo miejsca autorzy poświęcili na Zakopane oraz Teatr Witkacego, który był ważnym elementem życia Macieja Berbeki. Innymi słowy, to nie tylko opis walki z własnym ciałem i umysłem podczas zdobywania ośmiotysięczników, ale również (lub przede wszystkim) pokazanie jednego z lodowych wojowników jako po prostu człowieka.

Ocena punktowa: 7/10


wtorek, 12 lipca 2022

„Gorath. Uderz pierwszy” – Janusz Stankiewicz

„Gorath. Uderz pierwszy” – Janusz Stankiewicz
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Janusz Stankiewicz
Tytuł: Gorath. Uderz pierwszy
Wydawnictwo: Alegoria
Stron: 292
Data wydania: 6 maja 2022

Dobra fantastyka nie jest zła, a jeśli jest to fantastyka, która przypomina starsze dzieła, pełne prostych, ale wciągających historii, to jeszcze lepiej. Właśnie tak jawił mi się „Gorath. Uderz pierwszy”, kiedy przeczytałem opis książki – dość standardowy motyw oraz świat nasuwający na myśl choćby Forgotten Realms. Przy okazji jest to, zdaje się, debiut Janusza Stankiewicza, więc tym chętniej sięgnąłem po ten tytuł, kiedy otrzymałem propozycje napisania recenzji (uwielbiam debiuty). Już po lekturze muszę przyznać, że dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem, a na dodatek napisane naprawdę dobrze, jeśli o sam warsztat chodzi.

Gorath ukrywa się przed władzą, odkąd pamięta. Nie ma pojęcia, czym jest pełna wolność, bo wciąż jest na czyichś usługach – zmienia się jedynie ręka, która trzyma jego smycz. Zadanie, które stanęło przed nim, może być więc dla niego niesamowitą okazją na wyrwanie się z błędnego koła, co dla takich zabijaków jak on nigdy nie jest proste. Propozycje nie do odrzucenia mają jednak tę nieprzyjemną cechę, że niezależnie od oszacowania, co się bardziej opłaca, i tak trzeba je przyjąć. Półork trafia więc do organizacji Nocnych Cieni i próbuje ją zinfiltrować, zachowując przy tym swoje życie.

Już po pierwszych stronach „Uderz pierwszy” przywodzi na myśl stare, dobre książki heroic fantasy wydawane przez Wizards of the Coast (za polski przekłady odpowiedzialna była w dużej mierze ISA). Mnogość ras, takich jak elfy, orki, krasnoludy, dużo magii (choć akurat tej w powieści Janusza Stankiewicza nie ma zbyt dużo), średniowieczny rozkład mapy (główne miasta, mniejsze miasteczka, gospody przydrożne, wsie) oraz system władzy przywołują historie osadzone w Forgotten Realms. Można powiedzieć, że dla starszych czytelników lektura „Goratha” może być sentymentalnym tournée do czasów już minionych – nawet współczesne heroic fantasy pozbawione zostało zwłaszcza prostoty fabuły.

Oczywiście jak na porządną powieść tego podtypu książka Janusza Stankiewicza jest bardzo prosta w swojej budowie, posiada sporo uproszczeń i przeskoków między wydarzeniami oraz zbudowana jest w pełni liniowo. Główny bohater ma do wykonania serię „misji”, które mają go doprowadzić do ostatecznego celu – w jego przypadku uwolnienia się spod władzy Marr i zdobycie upragnionej wolności. Po drodze zbierze drużynę, nawiąże przyjaźnie (lub po prostu odpowiednie znajomości, wymagane do wypełnienia zadań), zostawi za sobą stos trupów i będzie miał sporo dylematów moralnych. Chociaż to ostatnie jest dość ciekawe zarówno w kontekście tego, czego się spodziewałem po książce, jak i podejścia do heroic fantasy.

Tytułowy Gorath jest półorkiem, który całe swoje życie przeszedł z pięściami młócącymi powietrze wokół niego i szczękiem broni jako kołysanką. Już nawet blurb pokazuje, z kim będziemy mieli do czynienia – brutalnym zabijaką, który na dodatek ma trafić do organizacji płatnych zabójców. Spodziewać się można w takim razie, że to on właśnie będzie tym „złym”, a tymczasem autor zrobił małą niespodziankę. Dylematy, które roztrząsa przy każdej misji zleconej przez Nocne Cienie, zasługują na szczególną uwagę i rozmazują ten prosty podział na dobro i zło w jego przypadku. Zwłaszcza że niektóre zlecenia są… nie do końca powiązane z głównymi założeniami organizacji. Nie ma się rzecz jasna co spodziewać głębokiego studium przypadku, jednak ta wewnętrzna droga samego Goratha jest warta podkreślenia.

Świat, w którym została osadzona akcja, jest prosty jak budowa cepa. Na tyle prosty, że aż nie ma, w jaki sposób go przybliżać w trakcie lektury – jedynie struktura władz jest warta wzmianki i autor opowiedział o niuansach związanych z Władcami. Jeśli wyobrazicie sobie najbardziej generyczny świat fantasy osadzony w realiach średniowiecza, to już wiecie, gdzie żyje Gorath. Jednak nawet pomimo tej prostoty, bardzo mi brakowało mapy świata w książce – lubię na nią zerkać, kiedy czytam o wędrówkach bohaterów i próbuję sobie wyobrazić szczegóły terenu (zazwyczaj oznaczone są na takich mapach góry, rzeki, jeziora etc.). No, ale można powiedzieć, że te mapy w książkach fantastycznych to moje małe zboczenie.

Bardzo dobrze poradził sobie Janusz Stankiewicz w narracji i ogólnie od strony językowej. Przede wszystkim dialogi są naprawdę w porządku, a one wszak odgrywają dużą rolę w heroic fantasy. Zresztą opisy przyrody, prowadzenie całej fabuły oraz walka też są na dobrym poziomie. Można dać się porwać narracji i po prostu czerpać radość z poznawania kolejnych wydarzeń. Na duży plus zasługuje też ucinanie wątków erotycznych na samej sugestii, że coś się wydarzyło – to nie jest ten typ literatury, żeby opisy seksu miały zajmować choćby pół strony. Ważne jest jednak to, że dla zachowania wiarygodności konkretnych postaci one się w ogóle pojawiają. Janusz Stankiewicz wykonał ten manewr najlepiej, jak tylko mógł w tym przypadku.

Jak więc widać, jest to bardzo udana książka, prosta, niewymagająca skupienia, pozwalająca sobie na pewne niedociągnięcia, ale mega przyjemna w odbiorze. Czyta się ją błyskawicznie, a jeśli człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że wszystkie uproszczenia i pominięcia są często cechą charakterystyczną heroic fantasy, to nawet na to nie zwróci uwagi. Sam bardzo chętnie sięgnę po kolejny tom, choć daleki jestem od wyrażania ogromnego entuzjazmu. Fajna, warta uwagi (zwłaszcza dla zapewnienia umysłowi odrobiny odpoczynku) i pozostawiająca po sobie wrażenie satysfakcji. Mam nadzieję, że zakończenie, które może być jednocześnie zamknięciem wątków, jak i otarciem na kolejną część, okaże się właśnie tą drugą opcją.

Łączna ocena: 6/10


sobota, 2 lipca 2022

Podsumowanie czerwiec 2022

Sześć miesięcy jak z bicza strzelił! Było, minęło, pozostawiło po sobie trochę wspomnień, no i z pewnością wiele dobrych lektur, prawda? Pogoda powoli zaczęła nas rozpieszczać i zachęcać do wychodzenia z książkami na zewnątrz (być może na balkony albo nawet do jakiegoś okolicznego parku?), choć chęć aktywnego spędzania czasu mogła również zepsuć nieco czytelnicze plany. Właśnie rozpoczyna się powoli pierwszy z głównych miesięcy wakacyjnych, podczas których turystyczne miejscowości będą zapewne oblegane, ale nie ma co się na razie tym martwić.

Czerwiec upłynął mi pod znakiem science-fiction, ponieważ był to już drugi miesiąc wyzwania #tryscifi, które miało na celu popularyzację tej odmiany gatunkowej – często błędnie kojarzonej z samymi twardymi, naukowymi rzeczami prosto z kosmosu (lub żywcem wyciągniętymi z połowy XX wieku)! Jestem więc dosłownie przejedzony książkami pasującymi do fantastyki naukowej, ale jednocześnie odkryłem wielu nowych autorów i rozpocząłem kilka naprawdę ciekawych cykli, które z wielką chęcią będę kontynuował!

A jak to ostatecznie wyglądało, jeśli chodzi o liczby? Tak, tabelki i wykresy to moja słabość, więc po tym przydługim wstępie zapraszam na garść statystyk!



Trochę się Wam może to rozjeżdżać z informacjami z Instagrama oraz portali typu Lubimy Czytać, ale spokojnie, nie popełniłem tu żadnego błędu! Po prostu, żeby mi się moje własne statystyki zgadzały, ująłem tutaj również recenzenckie tytuły, o których średnio mogę cokolwiek powiedzieć głośno – są więc u mnie oznaczone jako ukryte. Natomiast jako zanonimizowane dane wpadły w odpowiednie tabelki. One również wyjaśniają tak małą reprezentację papieru i e-booków w czerwcu…


No, trochę ich było. W drugim tygodniu czerwca to tyle odcinków się pojawiło, że prawie audiobooków nie miałem jak słuchać! Podcasty jednak to życie, tyle dzięki nim można się dowiedzieć (lub nadrobić braków, czy to popkulturalnych, czy choćby dotyczących wydarzeń ze świata), że głowa mała. Nie ma mowy, żebym z nich zrezygnował!


Cóż tu dużo pisać… No słuchało się no! Pewnie od lipca proporcja będzie wyglądać nieco inaczej, gdyż wiele podcastów przejdzie w tryb wakacyjny, ale czasu będę miał na słuchanie tyle samo. Pewnie więc po prostu wjedzie więcej audiobooków!


Znowu oglądałem zdecydowanie więcej seriali niż filmów… Trudno jednak, żeby było inaczej, gdy w tym samym miesiącu wychodzi zarówno nowy sezon „Stranger Things”, jak i „The Boys”! A oto i pełna lista obejrzanych, unikalnych tytułów:

  1. „Barry”
  2. „Stranger Things”
  3. „The Boys”

Na Instagramie zasięgi już od dawna coraz mniejsze, aczkolwiek dalej sprawia mi frajdę przede wszystkim kontakt wirtualny z Wami wszystkimi. A oto i zdjęcie, które zdobyło w czerwcu najwięcej polubień organicznych:

Na koniec pora na listę przeczytanych oraz przesłuchanych tytułów!

  1. „Distortion” – C. Zbierzchowski
  2. „Cylinder van Troffa” – J. A. Zajdel
  3. „Powrót” – M. Podlewski
  4. „Toy Land” – R. J. Szmidt
  5. „Megalopolis 2077” – S. Król
  6. „Starość aksolotla” – J. Dukaj
  7. „Księżyce Monarchy” – D. Domagalski


piątek, 1 lipca 2022

Zbiorczo spod pióra w czerwcu 2022

No to, komu tam się wakacje rozpoczęły? Pewnie niektórzy się nie mogą doczekać słońca, wolnego oraz wycieczek i wyjazdów urlopowych, co nie? No, ale na razie to czerwiec za nami, a wraz z nim pozostały wspomnienia o wszelkich dziełach literackich i filmowych, które udało się nam wszystkim „zaliczyć” w szóstym miesiącu roku. To był w moim przypadku również drugi miesiąc wyzwania #tryscifi, w którym starałem się skupiać w głównej mierze na polskiej fantastyce naukowej – chociaż nie gardziłem też zagranicznymi autorami!

Oczywiście jak to u mnie zwykle bywa, audiobooki stanowiły największy odsetek książek, z których treścią udało mi się zapoznać. Pewną niespodzianką jest e-book, które zazwyczaj u mnie się nie pojawiają. Mam po prostu tyle nieprzeczytanych papierowych książek, że po prostu nie widzę możliwości/sensu ich ciągle kupować, czy jeszcze dorzucać do wirtualnych półek (choćby w Empik Go)... Czasem jednak nie ma innego wyjścia i jeśli chcę koniecznie coś przeczytać, to muszę się dobrać do tej skądinąd dużo wygodniejszej formy czytania!

„Distortion” – Cezary Zbierzchowski

Format: Papier
Stron/długość: 512

Przeczytałem już w swoim życiu kilka książek napisanych przez byłych wojskowych (w tym również żołnierzy jednostek specjalnych), więc czuję, że opisy potyczek zawarte w „Distortion” to nie jest to, co może przedstawić osoba będą w środku huraganu ognia. Jednak nawet pomimo tego, przedstawione przez autora życie w bazie łudząco przypominającej amerykańską bazę w Afganistanie (stacjonującą po „wyzwoleniu” kraju z rąk terrorystów, cóż za zbieg okoliczności) naprawdę potrafi wciągnąć. A do tego przełożyć myśli, które zapewne wielu osobom się pojawiały, kiedy słuchały o wydarzeniach we wspomnianym już Afganistanie.

Na początku trudno zauważyć, żeby była to powieść science-fiction, jednak pokazuje swoje „pazurki” (i to bardzo ostre) w połowie długości. Rozwija się mega intrygująco, a kończy bardzo tragicznie – można powiedzieć, że nie wszyscy będą gotowi na to, co przygotował czytelnikom autor. Jest kontrowersyjnie, w pewnym sensie obrazoburczo nawet, a dylematy moralne ustawiły wysoką poprzeczkę innym powieściom. Przy okazji widać wiele powiązań z innymi dziełami autora, co jest bardzo fajnym smaczkiem dla fanów jego twórczości (całość osadzona jest w tym samym świecie, co na przykład „Holocaust F”, tylko kilkaset lat wcześniej).

Ocena punktowa: 7/10

„Cylinder van Troffa” – Janusz A. Zajdel

Format: Papier
Stron/długość: 7h 3m
Czyta: Łukasz Nowicki, Leszek Filipowicz, Roch Siemianowski

Bardzo mi brakuje takich audiobooków jak ten! Nie tylko lektorzy (tak, jest ich kilku) robią świetną robotę (dwóch z nich już znam i bardzo cenię), ale również sama oprawa audio… w ogóle jest. A do tego świetnie wpasowuje się w klimat całej historii – nie jest nachalna, tylko delikatna, podbija pewne fragmenty, zwiastując jednocześnie koniec rozdziału. Szkoda, że nie jest to standard, bo brakuje mi bardzo czegoś pomiędzy zwykłym czytaniem książki a słuchowiskiem z pełnym wachlarzem efektów.

Sama historia to piękne studium społeczeństwa, które „cierpi” na dobrobyt i próbuje znaleźć sposób na rozwiązanie wielu swoich problemów. Można powiedzieć, że w pewnym sensie autor zawarł tutaj również krytykę merytokracji (i na kilku płaszczyznach), ukazując zgubne skutki decyzji, które na pierwszy rzut oka mogą jawić się jako idealne i pozbawione wad. Na warsztat wzięta też została eugenika, a wszystko to upchnięte w zimnowojennym klimacie wyścigu o podbój kosmosu. To cudowne uczucie czytać o tak dopracowanych, wyidealizowanych systemach.

Ocena punktowa: 8/10

„Głębia. Powrót” – Marcin Podlewski

Format: Papier
Stron/długość: 22h 55m
Czyta: Albert Osik

Mamy tu całkiem niezłe rozwinięcie wielu wątków, chociaż główną osią jest rzecz jasna zamieszanie wokół Jareda. Dzieje się jednak ono w dwóch osobnych wątkach, obok których warto również wymienić kolejny, związany z Tsarą Janis (wybuchowy!). Swoją drogą Marcin Podlewski stworzył naprawdę mega fajne postacie kobiece, które są nie tylko wyraziste, ale również pokazują, że tak naprawdę to one rządzą, i to niezależnie od tego, po której stronie stoją. Trudno jednak mówić o podziale na „dobro” i „zło”, ponieważ każda z drużyn (oraz jednostek) ma swoje za uszami i nie da się niemalże nikogo jednoznacznie określić jako villainów (nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się to możliwe).

Świat wykreowany przez autora zaczyna być coraz bardziej wciągający, zwłaszcza w miarę jego coraz lepszego poznawania. Wokół wydarzeń, które zaczynają przypominać bardzo głęboką intrygę, pisarz wyplata tło składające się z historii frakcji oraz poszczególnych postaci. Takie dorzucenie originu osoby uchodzącej od początku za niezwykle tajemniczą niemal zawsze dobrze działa na jeszcze większe przywiązanie się do niej. A jeśli do tego dorzucimy uchylanie rąbka tajemnicy dotyczącej Elohim czy Loży, to dostaniemy mieszankę gwarantującą bardzo udany, drugi tom, który zachęca do sięgnięcia po kolejny!

Ocena punktowa: 7/10

„Toy Land” – Robert J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 01m
Czyta: Roch Siemianowski

Zawsze byłem zdania, że Robert J. Szmidt umie we wplatanie wulgaryzmów, prostych zachowań, często chamskich i bezrefleksyjnych, ale są one dość… naturalne. Przede wszystkim jednak stanowią tylko smaczki świetnie współgrające ze światem i wykreowanymi postaciami. „Toy Land” jest jednak pełen zwyczajnych prostaków i karczemne zachowania stanowią niemalże pierwszy plan, co już zdecydowanie nie należy do przyjemnych (zwłaszcza jeśli ktoś już przywykł do naprawdę świetnych książek z cyklu „Pola dawno zapomnianych bitew”). Swoje lata ta powieść jednak ma (pojawiła się pierwotnie w 2008 roku), więc chyba trzeba to zrzucić na karb… czasu.

Sama historia osadzona dwieście lat przed wydarzeniami znanymi z „Łatwo być bogiem” jest dość prosta, aczkolwiek dynamiczna i pełna akcji. Opiera się na bardzo prostym założeniu, czyli walce korporacji o pieniądze i wykorzystaniu absolutnie każdej możliwości do zdobycia jeszcze większej ilości pieniędzy – nawet za cenę zabawy w boga (tak, dobrze kojarzycie ten motyw). Miły dodatek do całego cyklu z punktu widzenia chronologii opisu początków osadnictwa międzyplanetarnego, aczkolwiek nie wnosi wiele do samej opowieści. Można przeczytać, jednak nie nazwałbym tego absolutnym must read – zwłaszcza że niektórzy mogą się poczuć zniechęceni wspomnianym już prostactwem i chamstwem niemalże wszystkich postaci.

Ocena punktowa: 6/10

„Megalopolis 2077” – Stefan Król

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h
Czyta: Marcin Thum

Stefan Król przygotował bardzo ciekawy konstrukt łączący w sobie świat cyberpunka z elementami fantastyki socjologicznej. Samo pojęcie ogromnych megalopolis nie jest wcale czymś nowym i innowacyjnym, ale z pewnością daje duże pole do popisu dla twórcy, który zamierza zbudować swoją własną wizję supermiasta. Pomysł autora „Megalopolis 2077” jest bardzo zapobiegawczy, ale dzięki temu więcej miejsca mógł poświęcić na dwie rzeczy, którymi stoi ta książka: dynamiczne pościgi oraz kontrolę obywateli i tworzenie „odpowiedniego” społeczeństwa.

Brakuje mi trochę tego typu powieści, które potrafią połączyć w sobie kawał dobrej literatury akcji (jak ja nazywam literacki odpowiednik kina akcji) z aspektami wymagającymi głębszego przemyślenia. Wydaje mi się wręcz, że „Megalopolis 2077” może mieć dosłownie trzy grupy docelowe i każdej z nich się spodoba. Zwłaszcza że dodatkową mocą tej książki jest postać Ady – blurb kompletnie nie oddaje złożoności i wyrazistości, z jaką czytelnik się spotka. Naprawdę kawał dobrej literatury dla fanów zarówno mordobicia, jak i społeczeństw przyszłości.

Ocena punktowa: 7/10

„Starość aksolotla” – Jacek Dukaj

Format: Papier
Stron/długość: 256

Na początku trzeba się przyzwyczaić do stylu językowego autora. Jest bardzo… specyficzny, choć fani twórczości Jacka Dukaja z pewnością zdają sobie sprawę, że jest to autor o przeogromnym umiejętnościach językowych (wystarczy przytoczyć „Lód”). Po przywyknięciu można dostrzec kunszt i obserwować pewne charakterystyczne cechy języka używanego właśnie w „Starości aksolotla” (jak choćby częste używanie czasu zaprzeszłego).

Pomimo jednak wielowątkowego podejścia do tematu i stworzenia dość intrygującej wizji świata, sama powieść prowadzona jest chaotycznie. Domyślam się, że zapewne to było też zamierzone, ale trudno mi się było skupić i połapać, o co tak naprawdę chodzi autorowi (zwłaszcza pod koniec). Przy okazji sporo smaczków opartych jest o terminy nieznane szerszej publice, więc żeby zrozumieć „żart”, najpierw… trzeba w ogóle wiedzieć, że istnieją (jak na przykład uncanny valley). Sam miałem problem z wieloma takimi rzeczami i bez wcześniejszego przygotowania można się lekko odbić od lektury.

Ocena punktowa: 6/10

„Księżyce Monarchy” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 02m
Czyta: Wojciech Masiak

Tym razem tom jest taki trochę słodko-gorzki. Stanowi nie lada gratkę dla fanów rozwoju cywilizacji oraz tematów zabawy w bogów (poprzez dość popularny temat genetycznych manipulacji i „wychowywania” nowego gatunku przez bardziej rozwinięte cywilizacje). To, co jest też warte pochwały to próba osadzenia człowieka w różnych momentach rozwoju planety (rzecz jasna na bazie ziemskich epok geochronologicznych, jak choćby perm z jego ogromnymi stawonogami). Przecudownie to wygląda, chociaż rzecz jasna wszystko zostało uproszczone.

Nieco gorzej wypadają elementy, w których mamy nieco więcej akcji. O ile sceny walk kosmicznych są utrzymujące w napięciu, tak niektóre potyczki piechoty już kuleją w swoim dynamizmie. Mało też pojawia się szczegółów dotyczących wszechświata, który został wykreowany przez autora. Wątki miłosne są miałkie i słabo opisane, aczkolwiek na duży plus zasługuje brak prób… konsumpcji tychże związków, które prawdopodobnie dodałyby jeszcze więcej chaosu. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach pewne rzeczy zostaną nieco wyprostowane, bo sam kierunek, w którym idzie Dariusz Domagalski, mega mi się podoba!

Ocena punktowa: 7/10


sobota, 4 czerwca 2022

Co pod pióro w czerwcu 2022?

Czerwiec będzie u mnie kolejnym miesiącem pod znakiem #tryscifi – czyli jeszcze więcej fantastyki naukowej! Pewnie cały kwartał tej samej odmiany gatunkowej kompletnie by mi się przejadł, więc te dwa miesiące zostały oszacowane wręcz idealnie. Później będę mógł wrócić do literatury non-fiction, której trochę mi zaczyna brakować. Dobry reportaż czy coś popularnonaukowego to dobra rzecz. Jednak to dopiero w lipcu, kiedy lato zacznie przygrzewać aż zbyt mocno!

W tym miesiącu chciałbym kontynuować rozpoczęte przygody, ale jednocześnie spróbować też czegoś nowego. W końcu o to chodzi w całej akcji, żeby pokazać jak największą liczbę tytułów oraz ich twórców! W maju skupiłem się głównie na polskich autorach oraz autorkach, co chciałbym kontynuować (zarówno w kolejnych częściach rozpoczętych cykli, jak i w ewentualnie nowych książkach). Cóż więc takiego zaplanowałem na czerwiec? Jak zwykle tylko garść tytułów!

Chyba nie będzie dla Was zaskoczeniem, jeśli napiszę, że okładki jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać?

„Distortion” – Cezary Zbierzchowski

To już kolejne moje spotkanie z tym autorem. W sumie znowu motywy wojenne, ale z nieco innej strony, niż „Holocaust F” – tym razem ze środka działań i perspektywy żołnierzy. Aż się nie mogę doczekać!

„Starość aksolotla” – Jacek Dukaj

Dacie wiarę, że jeszcze tego nie czytałem? A tu serial produkują, zaraz sam Dukaj grę chce wydać, a do tego mam nawet koszulkę z motywem „Starości aksolotla”. Skorzystam więc z okazji i się wezmę za ten tytuł, chociaż wiem, że opinie o nim są bardzo mieszane!

„Lewiatan” – Scott Westerfeld

Alternatywna historia połączona z nutą steampunku oraz powieścią przygodową? Biorę w ciemno! Zwłaszcza że opinie o tej książce są całkiem dobre, a leży mi ona już od dłuższego czasu na półce (kupiona za 9,90 zł!).



Audiobooki

Skupię się głównie na przechodzeniu przez kolejne części rozpoczętych już cyklów! Dorzucę sobie na pewno kilka dodatkowych tytułów, jednak mogą one wyjść dopiero w praniu… W każdym razie takich audiobooków możecie się spodziewać na moim profilu instagramowym:

  1. „Głębia. Powrót” – Marcin Podlewski
  2. „Księżyce Monarchy” – Dariusz Domagalski
  3. „Paradyzja” – Janusz A. Zajdel
  4. „Cylinder van Troffa” – Janusz A. Zajdel


czwartek, 2 czerwca 2022

Podsumowanie maj 2022

Maj już za nami, a wakacje coraz bliżej! Słupek rtęci też zbliża się powoli ku górnej czapeczce termometru, co mnie osobiście nieco mniej cieszy. Jestem zimnnolubny i o wiele lepiej się czuję zimą, niż latem. Dlatego właśnie nie narzekam na pogodę od października aż do marca/kwietnia, chyba że napada ogromna ilość śniegu, którą muszę ściągać z auta… Jednak nie sposób nie docenić słońca i jego pozytywnego wpływu na samopoczucie, jak również możliwości czytania w plenerze, którą zapewnia!

Maj mnie przy okazji nie rozpieszczał ilością wolnego czasu (zwłaszcza w weekendy), ale głównie wpłynęło to mniejszą liczbę obejrzanych filmów oraz seriali. Audiobooków jak zawsze słuchałem gdzie tylko się da, a wieczory z książką to już od dawna moja rutyna. Przeczytana literatura ogranicza się do fantastyki naukowej, głównie ze względu na akcję #tryscifi, którą współorganizowałem! Dobry sobie miesiąc na takie rzeczy wybrałem, nie ma co!

Jakoś jednak ten miesiąc minął, więc poniżej wrzucam kilka plansz ze statystykami i krótkim komentarzem!



Całkiem nieźle wyszło, nie ma to tamto. W zdecydowanej większości jak widzicie jest to polska fantastyka naukowa, gdyż taki sobie cel postawiłem – pokazać, że istnieje taka scena polskiej literatury, no i że ma się dobrze!


Dorzuciłem sobie kolejny podcast – „Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka”! Wiele osób już mi polecało (czy to osobiście, czy po prostu gdzieś w swoich wypowiedziach). Niektórzy twórcy trochę zwolnili z wypuszczaniem kolejnych odcinków, więc mogłem sobie na to pozwolić, zwłaszcza że zawartość jest naprawdę wartościowa.


A tak się prezentuje zestawienie podcastów oraz audiobooków. Chyba nic więcej dodawać nie trzeba!


Z jednej strony miałem spory problem ze znalezieniem czasu na seriale oraz filmy, ale z drugiej udało mi się w majówkę nadrobić to i owo. Znaczy się takie tytuły:

  1. „The Batman”
  2. „Three Billboards Outside Ebbing, Missouri”
  3. „Harley Quinn”

Instagram cały czas jest głównym miejscem mojej aktywności, chociaż można by powiedzieć, że się rozpływam jeszcze bardziej w ogromie kont. Robię jednak swoje i cieszę się z każdego komentarza oraz nowych obserwacji! Takie oto zdjęcie zdobyło najwięcej polubień w maju:

A na samym koniec lista przeczytanych oraz przesłuchanych książek:

  1. „Skokowiec” – M. Podlewski
  2. „Holocaust F” – C. Zbierzchowski
  3. „Fuga. Powieść polifoniczna” – M. A. Sakowska
  4. „Tożsamość Rodneya Cullacka” – P. Angerman
  5. „Początek podróży” – D. Domagalski
  6. „SybirPunk vol. 3” – M. Gołkowski
  7. „Wojna Kalibana” – J. S. A. Corey
  8. „Chór zapomnianych głosów” – R. Mróz


środa, 1 czerwca 2022

Zbiorczo spod pióra w maju 2022

Maj oraz nadchodzący czerwiec upłynął mi pod znakiem fantastyki naukowej, głównie dzięki akcji #tryscifi, w której biorę udział! Osobiście za swój cel postawiłem wygrzebanie polskiej fantastyki naukowej, którą warto przeczytać, by pokazać, że nie tylko sama odmiana gatunkowa nie jest straszna, ale również że posiadamy jako naród swoich autorów, którzy doskonale sobie w niej radzą!

W związku z tym na koniec czerwca pewnie będę miał przesyt science-fiction, ale na razie chłonę tytuły jeden za drugim! Gdzieś cały czas przewija mi się też „The Expanse”, który pewnie zajmie mi prawie cały rok (przyjmując, że będę się trzymał postanowienia czytania jednego tomu na miesiąc), więc w sumie od klimatów kosmicznych zbyt szybko nie odejdę. Na szczęście Empik Go pełne jest ogólnie pojętej fantastyki naukowej, więc będę miał w czym wybierać!

W minionym miesiącu miałem okazję przeczytać oraz przesłuchać następujące tytuły:

„Skokowiec” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 20h 33m
Czyta: Albert Osik

Gdybym miał opisać tę książkę raptem kilkoma słowami, zawartymi w jednym zdaniu, to byłoby to coś w tym stylu: brudna space opera, pełna indywidualistów oraz pozbawiona wyidealizowanej wizji załogi statku kosmicznego. Niemal każda postać ma w swojej historii jakieś syfy, których wolałaby nie wyciągać na światło dzienne, budowa zaufania jest wyzwaniem, a rozkazy bywają podważane. A co najlepsze, dotyczy to niemalże każdego statku występującego w powieści, włącznie z tymi, które należą do utrzymującego porządek Zjednoczenia.

Na ogromny plus zasługują dwie rzeczy, które są rdzeniami świata – podróże kosmiczne poprzez głębię (wraz z bardzo prostymi zasadami dotyczącymi załogi) oraz przestrzeń podzielona na ludzi, Elohim oraz Stripsów, czyli trzy kompletnie różne z punktu widzenia ewolucji i ulepszeń posthumanistycznych „gatunki” koegzystujące w pustce kosmosu. Pierwszy tom skupia się głównie na przedstawieniu świata oraz praw nim rządzących, ale Marcin Podlewski zdążył już wpakować dużo dynamizmu, choć początkowy chaos informacji związany z przedstawieniem aktorów był nieco męczący. Zobaczymy jednak, co przyniesie kolejna książka!

Ocena punktowa: 7/10

„Holocaust F” – Cezary Zbierzchowski

Format: Papier
Stron/długość: 304

Jeśli nie lubisz science-fiction w odmianie hard, to nie jest to książka dla Ciebie. Cezary Zbierzchowski stworzył mocno scyfryzowany świat, pełen bezpośrednich połączeń z siecią, bojowych androidów, kompletnie nowych rodzajów broni, które nawet nam się nie śniły, a do tego wykorzystał to wszystko do opakowania jednej, wielkiej wojny. W samym środku wydarzeń jest rodzina będąca właścicielami jednej z największych korporacji na świecie. Mają środki, możliwości, ale przede wszystkim nie dali się zbyt wcześnie pochłonąć bezpośredniemu podłączeniu pod sieć. Dlaczego to jest takie istotne? Ponieważ „Holocaust F” to nie tylko próba wyciśnięcia z własnej wyobraźni siódmych potów, ale również budowanie narracji ostrzegającej.

Tak naprawdę ta całą nowoczesna technologia ze swoją skomplikowaną terminologią, jak również walki z Szarańczą, to jedynie sposób na dynamizację akcji, która nie pozwalaj na znudzenie się przekazem. Na pierwszym planie leżą bowiem rozterki nie tylko dotyczące posthumanizmu jako takiego (gdzie się kończy granica człowieka? Czy biologiczny mózg jest wystarczający? co, jeśli zmieni się go na żelową substancję?), ale również ludzkiej pogoni w kierunku podłączania świadomości do dowolnego rodzaju zbiorowości. Właśnie te konsekwencje, ubarwione możliwościami, o których długo nie usłyszymy, są kwintesencją „Holocaustu F”.

Ocena punktowa: 7/10

„Fuga. Powieść polifoniczna” – Magdalena Anna Sakowska

Format: Papier
Stron/długość: 9h 50m
Czyta: Zuza Saporznikow

Trochę trąca antyutopią, trochę powieścią przygodową, jednak w ogólnym rozrachunku odgrzewa kotleta w kilku wymiarach. Mamy z jednej strony przyszłość ogarniętą szałem social mediów, z drugiej sporo nowinek technologicznych innego kalibru, a na pierwszym planie nowoczesne igrzyska, w których wygrać może tylko jedna osoba. Po drodze oczywiście musi wyeliminować w ten czy inny sposób innych uczestników – wszystko monitorowane jest na bieżąco w social mediach. Brzmi znajomo, i to na kilka różnych sposobów?

Słuchało się tego całkiem nieźle, choć nie zawsze autorka umiała utrzymać moją uwagę. Najczęściej budziłem się z lekkiego letargu wtedy, gdy wydarzenia potoczyły się zdecydowanie zbyt szybko w stosunku do realnego czasu wykonania danej czynności. Wtedy w głowie pojawia się taki mikro wybuch, nie da się go zignorować. Przez większość książki jednak nie dzieje się nic na tyle spektakularnego, żeby przykuć moją uwagę, a cała akcja przypomina raczej wyścigi ślimaków, niż dynamiczne, nowoczesne igrzyska. No cóż, potencjał był, ale wyszło raczej przeciętnie.

Ocena punktowa: 6/10

„Tożsamość Rodneya Cullacka” – Przemek Angerman

Format: Papier
Stron/długość: 320

Chyba miał to być taki trochę pastisz, choć nie jestem do końca pewien. Tak samo, jak nie jestem do końca pewien, czy jest to science-fiction, bo trochę za dużo fantastyki się w tej nauce znajduje. A już na pewno zbyt duże jej zagęszczenie. Nie do końca też wiadomo, w jakim świecie tak naprawdę przyszło żyć naszym bohaterom – wiadomo jedynie, że jest jakaś Matka, która ma swoich agentów o różnych kategoriach i… i tyle. Dużo narkotyków o przecudownym działaniu i równie niezrozumiałych nazwach, sporo marzeń erotycznych głównej postaci i w sumie tyle.

Tyle dobrego, że chociaż mniej więcej wiadomo, co ma ta postać robić. Znaczy, jaka jest fabuła, którą niestety całkowicie zasłaniają różne ekscesy, próby filozofowania oraz gwałtowne przeskakiwanie z miejsca na miejsce. Ba, nawet obiecanych w blurbie pościgów nie ma! Do tego klimat jest nawet jak dla mnie zbyt prostacki (a to jest już wyczyn!), więc trochę się też męczyłem, przechodząc przez „Tożsamość Rodneya Cullacka”. Miała swoje dobre momenty, ale raczej nie jest to tytuł, który polecałbym czy to jako science-fiction, czy po prostu jako literaturę choćby czysto rozrywkową.

Ocena punktowa: 5/10

„Początek podróży” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 35m
Czyta: Wojciech Masiak

Klasyczna, kosmiczna historia oparta o standardowe charakterystyki space opery. Podróże międzygwiezdne, napęd nadprzestrzenny, krążowniki i niszczyciele stające do walki między sobą – znajdziecie tu dosłownie wszystko! Nie zabrakło również obcych cywilizacji, które współżyją (albo i nie) ze sobą w mniejszej lub większej zgodzie. Wszystko ma swoje miejsce i przedstawiane jest bardzo naturalnie. Mało tego, opisy są tak skonstruowane, że obrazy od razu pojawiają się w wyobraźni.

Pierwszy tom to głównie przedstawienie świata (a raczej wszechświata), postaci (których niby jest sporo, ale da się spokojnie je od razu umysłem ogarnąć) oraz coś w rodzaju genesis fabuły, która dopiero się powoli zawiązuje. Ogólnie widać od razu, że autor raczej stosuje dość bezpieczne i wykorzystywane już niejednokrotnie klocki, z których składa swoją wizję, ale zamierza to nadrobić detalami takimi jak cywilizacje i rasy, historia (w sensie dosłownym) oraz specyficzny podział jednostek wojskowych. Ogólnie szykuje się całkiem niezły cykl, pełen akcji i dobrej rozrywki. W każdym razie jestem osobiście pozytywnie nastawiony jak na razie.

Ocena punktowa: 6/10

„Sybirpunk vol. 3” – Michał Gołkowski

Format: Papier
Stron/długość: 15h 23m
Czyta: Michał Gołkowski

To jest po prostu fascynujące, jak fajnie można osadzić dokładnie tych samych bohaterów w trzech kolejnych, wynikających z siebie książkach, ale w totalnie innym świecie. Znaczy, wciąż to jest ta sama Federacja, ale bohaterowie mają do czynienia z totalnie różnym stylem życia oraz obracają się w innych kręgach i klasach społecznych. To jest jedna z tych mega fajnych rzeczy, które zachęcają do sięgnięcia po absolutnie wszystkie części, bez omijania którejkolwiek. No i najlepiej się je czyta jednak w kolejności chronologicznej wydania!

Same bebechy powieści to klasyczna literatura akcji, z mnóstwem dynamicznych pościgów, strzelanek, plot twistów (a jakże, również!) oraz wszystkiego, co potrzebne do zapewnienia świetnej rozrywki. Jeśli ktoś szuka dobre odskoczni od poważnej literatury, to dobrze trafił. Świat nie jest skomplikowany, raczej podrasowany, niż pełen technologicznych udziwnień, autor nie próbuje z tego zrobić zaawansowanego cyberpunka. Stawia na akcję, działanie oraz dynamikę. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej!

Ocena punktowa: 8/10

„Wojna Kalibana” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 596

Po raz kolejny dostałem kawał porządnej, fajnie zbudowanej fantastyki naukowej. Takiej, w której kosmos i zdobycze technologiczne ludzkości są jedynie tłem, a nie tym, czym autorzy chcieliby się pochwalić. Cały czas jestem też pod wrażeniem, jakie bogactwo i różnorodność świata można stworzyć, opierając się tylko (albo aż) na Układzie Słonecznym – nie trzeba kombinować z rozrzucaniem ludzi po całej galaktyce, żeby być w stanie już w kolejnym tomie zaskoczyć czytelników.

Z perspektywy fabuły mamy jednocześnie kontynuację tego, co niejako rozpoczął James Holden oraz zupełnie nowy wątek, wokół którego kręci się cała akcja. Jedno wynika z drugiego i kolejne wydarzenia związane z tym, co stało się w poprzednim tomie, przeplatają się z nowym wątkiem, stanowiącym rdzeń tego tomu. Nie można więc narzekać na zbyt dużą granulację między książkami, jednocześnie nie konsumując dokładnie tej samej papki. Liczę na to, że kolejne tomy umieją zaserwować równie dobre wrażenia.

Ocena punktowa: 7/10

„Chór zapomnianych głosów” – Remigiusz Mróz

Format: Papier
Stron/długość: 14h 47m
Czyta: Krzysztof Plewako-Szczerbiński

Na wstępie od razu podkreślę, że jeśli chcecie zapoznać się z tą książką, to sięgnijcie raczej po jej wersję papierową lub elektroniczną… Lektorowi umiejętności manipulacji swoim głosem oraz zmiany intonacji nie można odmówić, ale kompletnie nie współgra to z czytaniem historii, w której jednak dobrze mieć rozeznanie w dialogach (a interpunkcja jest niestety dla lektora tylko sugestią). Sporo straciłem więc z samej historii, próbując się połapać w tym, kto, kiedy się wypowiada i jakie w ogóle ma zamiary, a to jest dość istotne w „Chórze zapomnianych głosów”.

Sama historia nie należy do porywających, a jej dynamika jest tak stała (cóż za ciekawe stwierdzenie), że aż trochę zęby bolą. Remigiusz Mróz faktycznie ma dobry warsztat pisarski i wie, w jaki sposób konstruować sceny, jednak niewiele więcej o „Chórze zapomnianych głosów” mogę napisać niż to, że jest po prostu okej. Plusem na pewno jest dwójka głównych bohaterów, którzy mają swoje przyzwyczajenia i drobne tiki, które pozwalają ich jasno opisać, jak również sam pomysł na fabułę (chętnie bym coś podobnego przeczytał w nieco bardziej odważnej formie), jednak całość napisana jest bardzo zachowawczo. Niby nie jest to odgrzewanie kotleta, aczkolwiek smak nie porywa.

Ocena punktowa: 6/10