sobota, 4 czerwca 2022

Co pod pióro w czerwcu 2022?

Czerwiec będzie u mnie kolejnym miesiącem pod znakiem #tryscifi – czyli jeszcze więcej fantastyki naukowej! Pewnie cały kwartał tej samej odmiany gatunkowej kompletnie by mi się przejadł, więc te dwa miesiące zostały oszacowane wręcz idealnie. Później będę mógł wrócić do literatury non-fiction, której trochę mi zaczyna brakować. Dobry reportaż czy coś popularnonaukowego to dobra rzecz. Jednak to dopiero w lipcu, kiedy lato zacznie przygrzewać aż zbyt mocno!

W tym miesiącu chciałbym kontynuować rozpoczęte przygody, ale jednocześnie spróbować też czegoś nowego. W końcu o to chodzi w całej akcji, żeby pokazać jak największą liczbę tytułów oraz ich twórców! W maju skupiłem się głównie na polskich autorach oraz autorkach, co chciałbym kontynuować (zarówno w kolejnych częściach rozpoczętych cykli, jak i w ewentualnie nowych książkach). Cóż więc takiego zaplanowałem na czerwiec? Jak zwykle tylko garść tytułów!

Chyba nie będzie dla Was zaskoczeniem, jeśli napiszę, że okładki jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać?

„Distortion” – Cezary Zbierzchowski

To już kolejne moje spotkanie z tym autorem. W sumie znowu motywy wojenne, ale z nieco innej strony, niż „Holocaust F” – tym razem ze środka działań i perspektywy żołnierzy. Aż się nie mogę doczekać!

„Starość aksolotla” – Jacek Dukaj

Dacie wiarę, że jeszcze tego nie czytałem? A tu serial produkują, zaraz sam Dukaj grę chce wydać, a do tego mam nawet koszulkę z motywem „Starości aksolotla”. Skorzystam więc z okazji i się wezmę za ten tytuł, chociaż wiem, że opinie o nim są bardzo mieszane!

„Lewiatan” – Scott Westerfeld

Alternatywna historia połączona z nutą steampunku oraz powieścią przygodową? Biorę w ciemno! Zwłaszcza że opinie o tej książce są całkiem dobre, a leży mi ona już od dłuższego czasu na półce (kupiona za 9,90 zł!).



Audiobooki

Skupię się głównie na przechodzeniu przez kolejne części rozpoczętych już cyklów! Dorzucę sobie na pewno kilka dodatkowych tytułów, jednak mogą one wyjść dopiero w praniu… W każdym razie takich audiobooków możecie się spodziewać na moim profilu instagramowym:

  1. „Głębia. Powrót” – Marcin Podlewski
  2. „Księżyce Monarchy” – Dariusz Domagalski
  3. „Paradyzja” – Janusz A. Zajdel
  4. „Cylinder van Troffa” – Janusz A. Zajdel


czwartek, 2 czerwca 2022

Podsumowanie maj 2022

Maj już za nami, a wakacje coraz bliżej! Słupek rtęci też zbliża się powoli ku górnej czapeczce termometru, co mnie osobiście nieco mniej cieszy. Jestem zimnnolubny i o wiele lepiej się czuję zimą, niż latem. Dlatego właśnie nie narzekam na pogodę od października aż do marca/kwietnia, chyba że napada ogromna ilość śniegu, którą muszę ściągać z auta… Jednak nie sposób nie docenić słońca i jego pozytywnego wpływu na samopoczucie, jak również możliwości czytania w plenerze, którą zapewnia!

Maj mnie przy okazji nie rozpieszczał ilością wolnego czasu (zwłaszcza w weekendy), ale głównie wpłynęło to mniejszą liczbę obejrzanych filmów oraz seriali. Audiobooków jak zawsze słuchałem gdzie tylko się da, a wieczory z książką to już od dawna moja rutyna. Przeczytana literatura ogranicza się do fantastyki naukowej, głównie ze względu na akcję #tryscifi, którą współorganizowałem! Dobry sobie miesiąc na takie rzeczy wybrałem, nie ma co!

Jakoś jednak ten miesiąc minął, więc poniżej wrzucam kilka plansz ze statystykami i krótkim komentarzem!



Całkiem nieźle wyszło, nie ma to tamto. W zdecydowanej większości jak widzicie jest to polska fantastyka naukowa, gdyż taki sobie cel postawiłem – pokazać, że istnieje taka scena polskiej literatury, no i że ma się dobrze!


Dorzuciłem sobie kolejny podcast – „Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka”! Wiele osób już mi polecało (czy to osobiście, czy po prostu gdzieś w swoich wypowiedziach). Niektórzy twórcy trochę zwolnili z wypuszczaniem kolejnych odcinków, więc mogłem sobie na to pozwolić, zwłaszcza że zawartość jest naprawdę wartościowa.


A tak się prezentuje zestawienie podcastów oraz audiobooków. Chyba nic więcej dodawać nie trzeba!


Z jednej strony miałem spory problem ze znalezieniem czasu na seriale oraz filmy, ale z drugiej udało mi się w majówkę nadrobić to i owo. Znaczy się takie tytuły:

  1. „The Batman”
  2. „Three Billboards Outside Ebbing, Missouri”
  3. „Harley Quinn”

Instagram cały czas jest głównym miejscem mojej aktywności, chociaż można by powiedzieć, że się rozpływam jeszcze bardziej w ogromie kont. Robię jednak swoje i cieszę się z każdego komentarza oraz nowych obserwacji! Takie oto zdjęcie zdobyło najwięcej polubień w maju:

A na samym koniec lista przeczytanych oraz przesłuchanych książek:

  1. „Skokowiec” – M. Podlewski
  2. „Holocaust F” – C. Zbierzchowski
  3. „Fuga. Powieść polifoniczna” – M. A. Sakowska
  4. „Tożsamość Rodneya Cullacka” – P. Angerman
  5. „Początek podróży” – D. Domagalski
  6. „SybirPunk vol. 3” – M. Gołkowski
  7. „Wojna Kalibana” – J. S. A. Corey
  8. „Chór zapomnianych głosów” – R. Mróz


środa, 1 czerwca 2022

Zbiorczo spod pióra w maju 2022

Maj oraz nadchodzący czerwiec upłynął mi pod znakiem fantastyki naukowej, głównie dzięki akcji #tryscifi, w której biorę udział! Osobiście za swój cel postawiłem wygrzebanie polskiej fantastyki naukowej, którą warto przeczytać, by pokazać, że nie tylko sama odmiana gatunkowa nie jest straszna, ale również że posiadamy jako naród swoich autorów, którzy doskonale sobie w niej radzą!

W związku z tym na koniec czerwca pewnie będę miał przesyt science-fiction, ale na razie chłonę tytuły jeden za drugim! Gdzieś cały czas przewija mi się też „The Expanse”, który pewnie zajmie mi prawie cały rok (przyjmując, że będę się trzymał postanowienia czytania jednego tomu na miesiąc), więc w sumie od klimatów kosmicznych zbyt szybko nie odejdę. Na szczęście Empik Go pełne jest ogólnie pojętej fantastyki naukowej, więc będę miał w czym wybierać!

W minionym miesiącu miałem okazję przeczytać oraz przesłuchać następujące tytuły:

„Skokowiec” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 20h 33m
Czyta: Albert Osik

Gdybym miał opisać tę książkę raptem kilkoma słowami, zawartymi w jednym zdaniu, to byłoby to coś w tym stylu: brudna space opera, pełna indywidualistów oraz pozbawiona wyidealizowanej wizji załogi statku kosmicznego. Niemal każda postać ma w swojej historii jakieś syfy, których wolałaby nie wyciągać na światło dzienne, budowa zaufania jest wyzwaniem, a rozkazy bywają podważane. A co najlepsze, dotyczy to niemalże każdego statku występującego w powieści, włącznie z tymi, które należą do utrzymującego porządek Zjednoczenia.

Na ogromny plus zasługują dwie rzeczy, które są rdzeniami świata – podróże kosmiczne poprzez głębię (wraz z bardzo prostymi zasadami dotyczącymi załogi) oraz przestrzeń podzielona na ludzi, Elohim oraz Stripsów, czyli trzy kompletnie różne z punktu widzenia ewolucji i ulepszeń posthumanistycznych „gatunki” koegzystujące w pustce kosmosu. Pierwszy tom skupia się głównie na przedstawieniu świata oraz praw nim rządzących, ale Marcin Podlewski zdążył już wpakować dużo dynamizmu, choć początkowy chaos informacji związany z przedstawieniem aktorów był nieco męczący. Zobaczymy jednak, co przyniesie kolejna książka!

Ocena punktowa: 7/10

„Holocaust F” – Cezary Zbierzchowski

Format: Papier
Stron/długość: 304

Jeśli nie lubisz science-fiction w odmianie hard, to nie jest to książka dla Ciebie. Cezary Zbierzchowski stworzył mocno scyfryzowany świat, pełen bezpośrednich połączeń z siecią, bojowych androidów, kompletnie nowych rodzajów broni, które nawet nam się nie śniły, a do tego wykorzystał to wszystko do opakowania jednej, wielkiej wojny. W samym środku wydarzeń jest rodzina będąca właścicielami jednej z największych korporacji na świecie. Mają środki, możliwości, ale przede wszystkim nie dali się zbyt wcześnie pochłonąć bezpośredniemu podłączeniu pod sieć. Dlaczego to jest takie istotne? Ponieważ „Holocaust F” to nie tylko próba wyciśnięcia z własnej wyobraźni siódmych potów, ale również budowanie narracji ostrzegającej.

Tak naprawdę ta całą nowoczesna technologia ze swoją skomplikowaną terminologią, jak również walki z Szarańczą, to jedynie sposób na dynamizację akcji, która nie pozwalaj na znudzenie się przekazem. Na pierwszym planie leżą bowiem rozterki nie tylko dotyczące posthumanizmu jako takiego (gdzie się kończy granica człowieka? Czy biologiczny mózg jest wystarczający? co, jeśli zmieni się go na żelową substancję?), ale również ludzkiej pogoni w kierunku podłączania świadomości do dowolnego rodzaju zbiorowości. Właśnie te konsekwencje, ubarwione możliwościami, o których długo nie usłyszymy, są kwintesencją „Holocaustu F”.

Ocena punktowa: 7/10

„Fuga. Powieść polifoniczna” – Magdalena Anna Sakowska

Format: Papier
Stron/długość: 9h 50m
Czyta: Zuza Saporznikow

Trochę trąca antyutopią, trochę powieścią przygodową, jednak w ogólnym rozrachunku odgrzewa kotleta w kilku wymiarach. Mamy z jednej strony przyszłość ogarniętą szałem social mediów, z drugiej sporo nowinek technologicznych innego kalibru, a na pierwszym planie nowoczesne igrzyska, w których wygrać może tylko jedna osoba. Po drodze oczywiście musi wyeliminować w ten czy inny sposób innych uczestników – wszystko monitorowane jest na bieżąco w social mediach. Brzmi znajomo, i to na kilka różnych sposobów?

Słuchało się tego całkiem nieźle, choć nie zawsze autorka umiała utrzymać moją uwagę. Najczęściej budziłem się z lekkiego letargu wtedy, gdy wydarzenia potoczyły się zdecydowanie zbyt szybko w stosunku do realnego czasu wykonania danej czynności. Wtedy w głowie pojawia się taki mikro wybuch, nie da się go zignorować. Przez większość książki jednak nie dzieje się nic na tyle spektakularnego, żeby przykuć moją uwagę, a cała akcja przypomina raczej wyścigi ślimaków, niż dynamiczne, nowoczesne igrzyska. No cóż, potencjał był, ale wyszło raczej przeciętnie.

Ocena punktowa: 6/10

„Tożsamość Rodneya Cullacka” – Przemek Angerman

Format: Papier
Stron/długość: 320

Chyba miał to być taki trochę pastisz, choć nie jestem do końca pewien. Tak samo, jak nie jestem do końca pewien, czy jest to science-fiction, bo trochę za dużo fantastyki się w tej nauce znajduje. A już na pewno zbyt duże jej zagęszczenie. Nie do końca też wiadomo, w jakim świecie tak naprawdę przyszło żyć naszym bohaterom – wiadomo jedynie, że jest jakaś Matka, która ma swoich agentów o różnych kategoriach i… i tyle. Dużo narkotyków o przecudownym działaniu i równie niezrozumiałych nazwach, sporo marzeń erotycznych głównej postaci i w sumie tyle.

Tyle dobrego, że chociaż mniej więcej wiadomo, co ma ta postać robić. Znaczy, jaka jest fabuła, którą niestety całkowicie zasłaniają różne ekscesy, próby filozofowania oraz gwałtowne przeskakiwanie z miejsca na miejsce. Ba, nawet obiecanych w blurbie pościgów nie ma! Do tego klimat jest nawet jak dla mnie zbyt prostacki (a to jest już wyczyn!), więc trochę się też męczyłem, przechodząc przez „Tożsamość Rodneya Cullacka”. Miała swoje dobre momenty, ale raczej nie jest to tytuł, który polecałbym czy to jako science-fiction, czy po prostu jako literaturę choćby czysto rozrywkową.

Ocena punktowa: 5/10

„Początek podróży” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 35m
Czyta: Wojciech Masiak

Klasyczna, kosmiczna historia oparta o standardowe charakterystyki space opery. Podróże międzygwiezdne, napęd nadprzestrzenny, krążowniki i niszczyciele stające do walki między sobą – znajdziecie tu dosłownie wszystko! Nie zabrakło również obcych cywilizacji, które współżyją (albo i nie) ze sobą w mniejszej lub większej zgodzie. Wszystko ma swoje miejsce i przedstawiane jest bardzo naturalnie. Mało tego, opisy są tak skonstruowane, że obrazy od razu pojawiają się w wyobraźni.

Pierwszy tom to głównie przedstawienie świata (a raczej wszechświata), postaci (których niby jest sporo, ale da się spokojnie je od razu umysłem ogarnąć) oraz coś w rodzaju genesis fabuły, która dopiero się powoli zawiązuje. Ogólnie widać od razu, że autor raczej stosuje dość bezpieczne i wykorzystywane już niejednokrotnie klocki, z których składa swoją wizję, ale zamierza to nadrobić detalami takimi jak cywilizacje i rasy, historia (w sensie dosłownym) oraz specyficzny podział jednostek wojskowych. Ogólnie szykuje się całkiem niezły cykl, pełen akcji i dobrej rozrywki. W każdym razie jestem osobiście pozytywnie nastawiony jak na razie.

Ocena punktowa: 6/10

„Sybirpunk vol. 3” – Michał Gołkowski

Format: Papier
Stron/długość: 15h 23m
Czyta: Michał Gołkowski

To jest po prostu fascynujące, jak fajnie można osadzić dokładnie tych samych bohaterów w trzech kolejnych, wynikających z siebie książkach, ale w totalnie innym świecie. Znaczy, wciąż to jest ta sama Federacja, ale bohaterowie mają do czynienia z totalnie różnym stylem życia oraz obracają się w innych kręgach i klasach społecznych. To jest jedna z tych mega fajnych rzeczy, które zachęcają do sięgnięcia po absolutnie wszystkie części, bez omijania którejkolwiek. No i najlepiej się je czyta jednak w kolejności chronologicznej wydania!

Same bebechy powieści to klasyczna literatura akcji, z mnóstwem dynamicznych pościgów, strzelanek, plot twistów (a jakże, również!) oraz wszystkiego, co potrzebne do zapewnienia świetnej rozrywki. Jeśli ktoś szuka dobre odskoczni od poważnej literatury, to dobrze trafił. Świat nie jest skomplikowany, raczej podrasowany, niż pełen technologicznych udziwnień, autor nie próbuje z tego zrobić zaawansowanego cyberpunka. Stawia na akcję, działanie oraz dynamikę. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej!

Ocena punktowa: 8/10

„Wojna Kalibana” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 596

Po raz kolejny dostałem kawał porządnej, fajnie zbudowanej fantastyki naukowej. Takiej, w której kosmos i zdobycze technologiczne ludzkości są jedynie tłem, a nie tym, czym autorzy chcieliby się pochwalić. Cały czas jestem też pod wrażeniem, jakie bogactwo i różnorodność świata można stworzyć, opierając się tylko (albo aż) na Układzie Słonecznym – nie trzeba kombinować z rozrzucaniem ludzi po całej galaktyce, żeby być w stanie już w kolejnym tomie zaskoczyć czytelników.

Z perspektywy fabuły mamy jednocześnie kontynuację tego, co niejako rozpoczął James Holden oraz zupełnie nowy wątek, wokół którego kręci się cała akcja. Jedno wynika z drugiego i kolejne wydarzenia związane z tym, co stało się w poprzednim tomie, przeplatają się z nowym wątkiem, stanowiącym rdzeń tego tomu. Nie można więc narzekać na zbyt dużą granulację między książkami, jednocześnie nie konsumując dokładnie tej samej papki. Liczę na to, że kolejne tomy umieją zaserwować równie dobre wrażenia.

Ocena punktowa: 7/10

„Chór zapomnianych głosów” – Remigiusz Mróz

Format: Papier
Stron/długość: 14h 47m
Czyta: Krzysztof Plewako-Szczerbiński

Na wstępie od razu podkreślę, że jeśli chcecie zapoznać się z tą książką, to sięgnijcie raczej po jej wersję papierową lub elektroniczną… Lektorowi umiejętności manipulacji swoim głosem oraz zmiany intonacji nie można odmówić, ale kompletnie nie współgra to z czytaniem historii, w której jednak dobrze mieć rozeznanie w dialogach (a interpunkcja jest niestety dla lektora tylko sugestią). Sporo straciłem więc z samej historii, próbując się połapać w tym, kto, kiedy się wypowiada i jakie w ogóle ma zamiary, a to jest dość istotne w „Chórze zapomnianych głosów”.

Sama historia nie należy do porywających, a jej dynamika jest tak stała (cóż za ciekawe stwierdzenie), że aż trochę zęby bolą. Remigiusz Mróz faktycznie ma dobry warsztat pisarski i wie, w jaki sposób konstruować sceny, jednak niewiele więcej o „Chórze zapomnianych głosów” mogę napisać niż to, że jest po prostu okej. Plusem na pewno jest dwójka głównych bohaterów, którzy mają swoje przyzwyczajenia i drobne tiki, które pozwalają ich jasno opisać, jak również sam pomysł na fabułę (chętnie bym coś podobnego przeczytał w nieco bardziej odważnej formie), jednak całość napisana jest bardzo zachowawczo. Niby nie jest to odgrzewanie kotleta, aczkolwiek smak nie porywa.

Ocena punktowa: 6/10


środa, 4 maja 2022

Co pod pióro w maju 2022?

Tym razem nie miałem aż takich dużych problemów z doborem książek! Znaczy, no dobra, miałem, bo musiałem, tak czy siak, przekopać się przez potencjalne tytuły, ale fakt, że biorę udział w akcji #tryscifi mocno ograniczyło możliwości wyboru! Dlatego tak, w tym miesiącu będzie u mnie królowała fantastyka naukowa. Głównie polskich twórców, ponieważ chciałbym z czystej ciekawości zapoznać się z ich twórczością i zobaczyć, czego są warci. Tak że będę tak naprawdę „próbował” zgodnie z hasztagiem wyzwania (choć może niekoniecznie językoznawcy będą zadowoleni z takiego tłumaczenia).

Nie jestem wielkim (ani nawet małym) znawcą science-fiction, nie ma co ukrywać. Wiele klasyków przede mną, więc z pewnością nie ma co oczekiwać ode mnie opinii nastawionych na obiektywne zderzenie się z tematem. Jednak z pewnością będę – jak zwykle zresztą – starał się przekazać moje własne odczucia w jak najprostszej formie! Zobaczymy, ile mi się uda tytułów poznać – w końcu jakby nie patrzył, fantastyka naukowa słynie z raczej… tłustawych tomów.

No dobra, to jakie tak właściwie tytuły się pojawią zarówno na papierze, jak i w wersji elektronicznej lub audio?

„Tożsamość Rodneya Cullacka” – Przemysław Angerman

Trochę się boję, kiedy jako zachęta do przeczytania książki pojawiają się nawiązania do kultowych autorów lub dzieł popkultury (jak np. „Matrix”). Książka jednak leży u mnie już na półce od dłuższego czasu, więc dam jej szansę. Inaczej doleżałaby pewnie tych dodatkowych dwustu lat, za tyle czasu bowiem rozpoczęłaby się akcja powieści.

„Holocaust F” – Cezary Zbierzchowski

Nazwisko zdecydowanie znane na polskiej scenie science-fiction. Chociaż na pewno nie będzie łatwe – „Holocaust F” to hard sci-fi, ale i takie warto ruszyć, prawda? Zwłaszcza jeśli się jest jednak takim technologicznym freakiem. Przy okazji podobno „akcje militarne same w sobie są dziełami sztuki” w tej książce, więc zobaczymy, jak dalece prawdziwe jest to stwierdzenie.

„Wojna Kalibana” – James S.A. Corey

Wiem, nie jest to polska książka, ale mimo wszystko to drugi tom „Ekspansji”, którą zacząłem czytać w ubiegłym miesiącu. No i jakby nie patrzył, pasuje do tematu #tryscifi, w końcu to jeden z najsłynniejszych współcześnie cykli fantastyki naukowej! Będę się więc dalej w niego zagłębiał…


AUDIOBOOKI

Oczywiście to tylko początek! Niemal zawsze udaje mi się jednak przesłuchać więcej, niż tylko trzy audiobooki w miesiącu, więc pewnie dość szybko będę musiał dodawać kolejne tytuły do tej listy!

  1. „Skokowiec. Głębia” – Marcin Podlewski
  2. „Początek podróży. Hajmdal” – Dariusz Domagalski
  3. „Fuga. Powieść Polifoniczna” – Magdalena Anna Sakowska


poniedziałek, 2 maja 2022

Podsumowanie kwiecień 2022

Wiosna w pełni, zaraz lato, święta za nami, a teraz majówka! Trochę tego wolnego się zbierało, co nie? W sumie za miesiąc, w czerwcu, też będzie sobie można zrobić taki czterodniowy weekend, jeśli weźmie się urlop (lub po prostu zrobi sobie wolne, heh) 17.06.2022 roku. Znaczy się w piątek. Ciekaw jestem, czy w samym kwietniu mogliście skorzystać z tego dodatkowego wolnego w święta, czy raczej – tak jak ja – spędziliście ten czas na jeżdżeniu we wszystkich możliwych kierunkach, odwiedzaniu kolejnych osób i objadaniu się obiadami!

Zdecydowanie święta nie należą do tych dni, w których mogę cieszyć się wolnością, którą przeznaczam na czytanie. Oj nie. No, ale w sumie marudzę o tym praktycznie co pół roku, zarówno w Wielkanoc, jak i Boże Narodzenie! Tak już jakoś wyszło, że większość czasu spędzam albo za kierownicą, albo przed stołem. Ma to oczywiście swoje plusy, bo człowiek się z rodziną zobaczy chociaż raz na jakiś czas, no i oderwie się codziennej rutyny (chociaż to ostatnie to akurat dla mnie ogromny minus…). Audiobooki jednak trochę pozwoliły nadrobić, a w sumie i tak jestem zadowolony z tego, ile mi się udało przeczytać! A wjechało mi sporo fantastyki, w każdym wydaniu.



W sumie, gdybym miał tu jeszcze jakiś wykres przedstawiający podział odmian gatunkowych, to miałby chyba tylko jeden słupek. Fantastyka (ogólnie pojęta) królowała u mnie w kwietniu. I to zarówno w wydaniu polskim, jak i zagranicznym – science fiction, młodzieżowa, urban fantasy, no do wyboru do koloru! Na papierze i w słuchawkach. Nie powiem, żeby mi się to nie podobało!


Tym razem znowu dorzuciłem nowy podcast, który został mi polecony – Inleocast. Branżowy, IT, zapowiada się nieźle, więc mam nadzieję, że twórcy nie stracą zapału (to niestety dość częste…) i będę mógł korzystać z ich wiedzy przez długi czas! Oprócz tego sytuacja mocno stabilna.


A tu już mamy klasycznie zestawienie podcastów oraz audiobooków zebranych do kupy! W końcu bardzo dużo słucham, kiedy tylko się da, więc lubię sobie też spojrzeć z góry właśnie na takie zbiorcze podsumowanie. No bo czemu nie?


Cóż, tutaj się dużo nie działo. Ogólnie ostatnio mam z weekendami problem, a głównie (właściwie to TYLKO) oglądam właśnie w weekendy. Skoro jednak mam je często zapchane (szczególnie wieczory), no to i z oglądaniem słabiej… Mimo wszystko załączam unikalne nazwy filmów i seriali, które obejrzałem w kwietniu:

  1. „Succession”
  2. „The Office”

A co z Instagramem? Jakoś powoli sobie plumka, w sumie najwięcej właśnie na nim wrzucam różnych rzeczy. Najpopularniejszym zdjęciem było takie oto:

No i na sam koniec przedstawiam listę przeczytanych książek:

1. „Wojna Makowa” – R. F. Kuang
2. „Dom Nieba i Oddechu” cz. 1 – S. J. Maas
3. „Przesilenie”– K. B. Miszczuk
4. „SybirPunk vol. 2”– M. Gołkowski
5. „Przebudzenie Lewiatana”– J. S. A. Corey
6. „Projekt Mefisto”– M. Mortka


niedziela, 1 maja 2022

Zbiorczo spod pióra w kwietniu 2022

Znowu mogę napisać „święta, święta i po świętach”! Rzecz jasna zbyt dużo to tego wolnego dzięki nim nie było (chyba że ktoś sobie wziął jakiś dłuższy urlop), ale wiecie – lepszy rydz, niż nic. Majówka, chociaż pozwoli na odrobinę więcej odpoczynku. Albo i nie, może ktoś nie da rady w poniedziałek załatwić sobie wolnego… No, w każdym razie mamy już czwarty miesiąc roku za sobą, powoli zbliżają się wakacje, a życie jakoś leci do przodu, prawda?

Kwiecień obfitował u mnie w dużo fantastyki, w tym między innymi w egzemplarze recenzenckie. Do tego miałem okazję wreszcie rozpocząć „The Expanse”, który pewnie będzie mi towarzyszył przez kilka następnych miesięcy (plan: czytać jedną część każdego miesiąca!). Innymi słowy – miesiąc minął całkiem nieźle! 

Tym przydługim wstępem zapraszam do przeczytania kilku krótkich, dwuakapitowych opinii o książkach, które miałem okazję przeczytać w kwietniu!

Jak zwykle, wszystkie okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Wojna Makowa” – Rebecca F. Kuang

Format: Audiobook
Stron/długość: 19h 24m
Czyta: Paulina Holtz

Często bywa tak, że mnóstwo osób niemalże dosłownie jara się konkretną pozycją książkową, aż do tego stopnia, że boję się otworzyć lodówkę. Wiecie, bo mi ten tytuł wyskoczy z niej. Tak właśnie było z „Wojną makową”, przez co chyba miałem zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do książki. Z początku nawet sam się podekscytowałem, jednak im dalej w las, tym gorzej. Znaczy, nie że jest to zła książka – po prostu autorka zaczęła wprowadzać zbyt dużo zamieszania, a wszystkie wątki były kolejnymi odgrzewanymi kotletami, podawanymi nawet nie z koperkiem, ale sosem z mikrofalówki.

To właśnie był ten problem, który w sumie miałem od początku czytania „Wojny makowej”. Wszystko już gdzieś było! Wiem, że w fantastyce ciężko jest o jakiś nowatorski pomysł, jednak Rebecca F. Kuang wzięła chyba wszystkie możliwe motywy z literatury fantastycznej i wykorzystała w swoim dziele. Wyszło dość smacznie, to trzeba przyznać, nie mogę napisać, że jest to słaba książka, jednak mocno odtwórcza. Taka całkiem fajna pozycja czytana dla czystej rozrywki, jeśli nie ma się absolutnie żadnych wymagań. Postacie są po prostu okej, wykreowany świat nie powala na łopatki swoją oryginalnością, choć jest poprawny (tylko po co te jawne sugestie związków z prawdziwymi państwami…) i w sumie tyle.

Ocena punktowa: 6/10

„SybirPunk vol. 2” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 35m
Czyta: Michał Gołkowski

To już jest nieco inny (choć podobny, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) „SybirPunk”! Saszka dalej opiera się śmierci na tysiąc różnych sposobów, wciąż możemy eksplorować jednocześnie nowoczesną oraz sklejoną na trytytki i ślinę Federację, aczkolwiek już Aleksander Khudovec mierzy się z nieco innej klasy problemami! Bardziej… biurokratycznymi i jednocześnie zabójczymi. Znaczy się, akcji jest i to dużo, na to zdecydowanie nie można narzekać.

Lubię takie powieści, jak „SybirPunk” określać mianem książkowego odpowiednika dobrego kina akcji. Nie ma w nim absolutnie niczego ambitnego, wielokrotnie spotykamy się z multiplikowanymi motywami, jednak sprawiają pewnego rodzaju satysfakcję. Taką naprawdę dużą satysfakcję, wystarczającą, aby sięgnąć po kolejne tomy. Nawet jeśli tak właściwie to w nich nie dzieje się nic skomplikowanego lub wymagającego zastanowienia. Nie, po prostu dużo dynamiki w wykonaniu wyrazistych postaci i człowiek jest szczęśliwy. Dokładnie tak szczęśliwy, jaki jestem po zakończeniu drugiego tomu.

Ocena punktowa: 7/10

„Przebudzenie Lewiatana” – James S. A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 578
Tłumaczenie: Marek Pawelec

No, i to się nazywa porządny kawał fantastyki naukowej! Trochę brudny, ale pod względem fizyki trzymający się mocno gruntu. Widać to zresztą przy wielu rozmowach postaci, które próbują wyjaśnić sobie niezrozumiałe dla nich zjawiska. Zresztą, bądźmy szczerzy, autorzy nie rozpostarli macek ludzkości na całą galaktykę, tylko na Układ Słoneczny. Życie toczy się głównie na Ziemi, Marsie oraz na stacjach osadzonych w pasie asteroid, zwanym również po prostu Pasem.

Pierwszy tom to zdecydowanie dopiero wstępniak, w którym poznajemy perspektywy i życie kilku różnych osób/grup, w późniejszej fazie książki splatających swoje losy w ten czy inny sposób. Nie dziwię się kompletnie, że powstał pomysł ekranizacji – wiele scen jest iście filmowych i mogą wręcz zostać przeniesione na mały lub wielki ekran wprost z kartek książki. Do tego mamy różnorodne postacie, każda kierująca się swoim własnym kompasem moralnym – aż nie mogę się doczekać, co będzie w dalszych częściach. Widać bowiem już konkretny zarys fabuły, której zdecydowanie wystarczy na wiele tomów.

Ocena punktowa: 7/10

„Projekt Mefisto” – Marcin Mortka

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 16m
Czyta: Andrzej Hausner

Do tej pory miałem okazję czytać tylko jedną książkę Marcina Mortki – „Żółte ślepia” – i było to naprawdę świetne spotkanie. Tym razem niestety już nie było tak przyjemnie. No dobra, może nie tyle, że nie było przyjemnie, ile po prostu… nijak. „Projekt Mefisto” opowiada o (a jakże!) projekcie prowadzonym przez Piekło, mającym na celu pogrążenie Ziemi w grzechach. No, tylko w nieco bardziej… nowoczesnym wydaniu to pogrążanie ma następować. Wyszło jednak trochę sztywno, trochę infantylnie i trochę stereotypowo.

Początkowa sztywność zostaje w końcu zastąpiona konkretną historią, napisaną dość luźno (albo nawet i luzacko), jednak nie porywa tak, jak potrafiły porwać „Żółte ślepia”. Autor nie do końca wykorzystał możliwości diabelskich intryg, a już na pewno nie wycisnął wszystkiego z małomiasteczkowego klimatu, który idealnie się przecież nadaje na wybudowanie na nim bajek zgodnych z definicjami wtłaczanymi nam do głów na lekcjach języka polskiego. Jest lekko, przyjemnie, to fakt (Marcin Mortka ma wyjątkowo lekkie pióro), jednak nie była to powieść, którą będę wspominał przez długi czas.

Ocena punktowa: 6/10


niedziela, 24 kwietnia 2022

„Przesilenie” – Katarzyna Berenika Miszczuk

„Przesilenie” – Katarzyna Berenika Miszczuk
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: Przesilenie
Wydawnictwo: W.A.B.
Stron: 464
Data wydania: 16 kwietnia 2018

To już ostatni tom „Kwiatu paproci”! Znaczy, no tak, jest jeszcze na przykład „Jaga”, która jest prequelem, jednak ten niejako główny czteroksiąg właśnie się skończył. Przez wszystkie cztery tomy towarzyszył mi niesamowicie fantastyczny, słowiański klimat, pełen dawno zapomnianych wierzeń, bóstw oraz boginek i upiorów. Towarzyszyła mi również Gosława, której absolutnie nigdy nie zapomnę. Oj nie, tak irytującej osoby nie da się zapomnieć. Przez cały cykl zastanawiałem się, czy zmieni wreszcie swoje zachowanie i postępowanie. No i wiecie co? Nie doczekałem się tego!

Złożonych obietnic należy bezwzględnie dotrzymywać. Zwłaszcza jeśli to swarny bóg był tym, który obietnicę przyjął. Gosława doskonale zdaje sobie z tego sprawę, jednak cały czas próbuje żyć normalnie, pragnąc gdzieś w środku mieć to jak najszybciej z głowy. Chociaż życie z Mieszkiem należy raczej do tych nieco… bardziej szalonych. Nieco bardziej niż ponad tysiącletni władca, który może być jej pomocą, ale i równie dobrze przeszkodą w wywiązywaniu się z danego słowa.

Trudno napisać mi coś więcej, niż to, co już miałem okazję przekazać Wam przy okazji recenzji poprzednich tomów. „Przesilenie” nie odbiega zbyt mocno od wcześniejszych historii. Jest w niej cały czas dużo słowiańskich klimatów (rzecz jasna kolejne elementy bestiariusza wskakują na karty książki), Bieliny wciąż są tym samym, uroczym zakątkiem. Tak naprawdę jedyne, co się zmienia, to Gosia, ale tylko trochę. W niektórych przypadkach jest już nieco bardziej… racjonalna, jednak w większości przypadków to wciąż ta sama niewychowana nastolatka, która nie została przystosowana do życia, jest irytująca, bywa arogancka, najpierw robi, a potem myśli. No i ogólnie jest… Gosią.

Historia została osadzona w podobnym schemacie jak dwie poprzednie książki. „Szeptucha” miała swój konkretny cel, do którego dążyła fabuła, podczas gdy pozostałe trzy (włącznie z „Przesileniem”) to już są wydarzenia, które się po prostu dzieją. Nie, żeby to było coś złego, albowiem dobrze opisane życie na wsi potrafi być naprawdę świetną lekturą, po prostu istotne jest to, że nie czuję żadnego konkretnego miejsca, do którego dąży. Co w ogóle staje się niesamowicie fascynujące gdzieś po koniec opowieści. Wtedy bowiem okazuje się, że jednak autorka miała plan i chciała wszystkich bohaterów porozstawiać odpowiednio na szachownicy, a do tego jeszcze dostawić parę dodatkowych postaci.

Trochę się właśnie na samym końcu zaczyna dziać, czego (przyznam się bez bicia) się nie spodziewałem. A już na pewno nie tych wydarzeń i z takimi postaciami, które zostały zaprezentowane przez Katarzynę Berenikę Miszczuk. Znaczy się, czwarty tom potrafił jeszcze zaszaleć i zaskoczyć! W pewnym momencie można było się zacząć domyślać pewnych spraw, ale jednak przez trzy tomy nie pojawiło się w mojej głowie ani jedno ziarenko podejrzeń. Pod tym względem to naprawdę świetne zakończenie czterech ksiąg i satysfakcjonujące rozwinięcie połączeń między postaciami. Jestem wielce ukontentowany.

Jak widzicie więc ostatni tom to dość godny następca wszystkich poprzednich, niezgorsze zakończenie cyklu, choć przyznać muszę, że bez szału. Najmocniejszymi zaletami całości jest wspominany kilkukrotnie przeze mnie klimat – bogowie z własnymi planami, demony i boginki kroczące wśród ludzi, puszcza ze świętym dębem czy Wyraj ze swoim drzewem kosmicznym. Dla tych elementów warto przeczytać cały „Kwiat paproci”, tylko trzeba uważać niestety na postać Gosi. Ta do samego końca pozostała tą samą, irytującą i nieprzystosowaną (oraz kompletnie niewiarygodną) postacią, jaką była w pierwszym tomie. Odrobinę się zmieniła, ale rdzeń jednak pozostał ten sam. Tak samo, jak rdzeń świata przedstawionego przez autorkę.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl „Kwiat paproci’


wtorek, 12 kwietnia 2022

[PREMIERA] „Dom Nieba i Oddechu” cz. 1 – Sarah J. Maas

„Dom Nieba i Oddechu” cz. 1 – Sarah J. Maas
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Sarah J. Maas
Tytuł: Dom nieba i oddechu cz. 1
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 526
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
Data wydania: 27 kwietnia 2022

Moje początki z prozą Sarah J. Maas nie były wcale usłane różami. Jako pierwszy tytuł trafił mi się „Szklany tron” i gdyby nie moje optymistyczne nastawienie do nawet największych bzdur, to pewnie rzuciłbym ten cykl w cholerę. Dałem mu jednak szansę i niczego nie żałuję – rozkręcił się błyskawicznie, a w okolicach trzeciego tomu byłem już kompletnie kupiony przez autorkę. „Księżycowe Miasto” za to już od „Domu ziemi i krwi” ustawiło sobie poprzeczkę bardzo wysoko, jakby amerykańska pisarka postanowiła wdrożyć w swoją twórczość myśl przewodnią dobrego kina – zacząć od trzęsienia ziemi, a potem dalej budować napięcie. Jednak jak się pewnie domyślacie, jest to niesamowicie trudne zadanie.

Nie jest łatwo wrócić do normalności, kiedy jest się najbardziej rozpoznawalnymi obywatelami Księżycowego Miasta. A staje się to już niemal niemożliwe w przypadku księżniczki Fae oraz malakim dysponującemu niecodzienną mocą. Wszyscy wtedy interesują się Tobą i próbują wciągnąć w swoje własne gierki. A tych wśród wszystkich ludów rządzonych przez Asteri nie brakuje. Jest więc jedynie kwestią chwili, aż Bryce Quinlan z Huntem Athalarem zostaną zwerbowani do kolejnego spisku i staną oko w oko z następnymi problemami. W tym przypadku jednak słowo „zwerbowani” może oznaczać dla nich rozstanie się z życiem.

Wspomniałem w pierwszym akapicie o rozpoczęciu historii od trzęsienia ziemi. Później powinno nastąpić ciągłe narastanie napięcia, budowanie go wyżej i wyżej. Tego teoretycznie można oczekiwać od drugiej części „Księżycowego Miasta” – wszak faktycznie „Dom ziemi i krwi” miał niezłe tąpnięcie! Tym razem jednak nie ma w sumie ani mocnego uderzenia, ani też próby utrzymania czytelnika w niepewności. No, w każdym razie w pierwszej części „Domu nieba i oddechu”. Ba, nawet zabrakło przełamania tomów w jakimś newralgicznym momencie, przez co nawet nie można mówić o jakimś cliffhangerze. Ot, poprawny tom prowadzony w stałym tempie, wciągający, aczkolwiek niekoniecznie porywający.

To, co niektórym się pewnie mocno spodoba, a mnie przyprawiało o migrenę, to dużo odważniejsze podejście autorki do scen erotycznych. W sumie tak naprawdę w co najmniej dwóch przypadkach nawet nie można mówić o „erotycznych”, ale dosłownie „pornograficznych”. Przyznam się bez bicia, że nie czytam na co dzień literatury pełnej obrazów seksu, więc nie mam pojęcia, jak wyglądają tam porządne opisy, jednak Sarah J. Maas w obu przypadkach zrobiła (w mojej opinii) niskiej jakości pornola. No dobra, autorka lub tłumaczka, z oryginałem nie miałem styczności, więc nie chcę też zrzucać wszystkiego na jedną z osób. Gdyby nie to, że dostałem egzemplarz recenzencki, to już po pierwszych paru słowach sprawdziłbym po prostu, po ilu stronach (sic!) kończy się scena i zwyczajnie bym ją ominął.

Na szczęście fabuła rekompensuje te seksualne niedogodności, więc chwila tortur przeistaczała się w kolejne dawki intrygi, w którą znowu wplątują się nasi bohaterowie. Chociaż w drugiej części cyklu już mocniej wyeksponowany jest fakt, że cała historia nie do końca się klei i że została stworzona tak z pełną premedytacją, właśnie dla grupy odbiorczej, która nie zwraca uwagi na szczegóły. To kawał fajnej fantastyki młodzieżowej, która kładzie nacisk na akcję, emanację mocą, starożytne legendy oraz intrygi dotykające najwyższych poziomów władzy. W tej kategorii nie ma sobie równych – sam zresztą nastawiałem się właśnie na taką historię i ją otrzymałem. Dzięki czemu jestem mocno usatysfakcjonowany.

Jest duży potencjał, jestem ciekaw, jak będzie wyglądał rozwój wydarzeń w drugim tomie. Autorka rozpoczęła kilka różnych wątków, które mogą pójść w naprawdę różnych kierunkach, jednak na pewno są gwarancją doskonałej rozrywki. Mam tylko nadzieję, że trochę spasuje z opisami scen seksu, chociaż mniej więcej rozumiem, czemu się one znalazły (cóż, nie jestem stereotypowym odbiorcą w tym przypadku). Czekam jednak z niecierpliwością na kolejny tom, gdzie nieco lepiej będę mógł ocenić zarówno samo rozwiązanie wspomnianych wątków, jak i tempo oraz dalszy rozwój postaci.

Łączna ocena: 7/10




Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl „Księżycowe Miasto”

wtorek, 5 kwietnia 2022

„Moonshot. Wyścig z czasem” – dr Albert Bourla

Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
dr Albert Bourla
Tytuł: Moonshot. Wyścig z czasem
Wydawnictwo: Insignis
Stron: 320
Data wydania: 9 marca 2021

Dzień premiery „Moonshot” przypada na drugą rocznicę poniedziałku, w którym giełdy zaczęły lecieć na łeb na szyję w dół. W Polsce indeks WIG20 osiągnął swoje minimum trzy dni później, 12 marca 2020 roku, zbliżając się do poziomu ze stycznia 2009 roku. To właśnie dwa lata temu rozpoczęło się to, co znamy pod ogólnym pojęciem „pandemii koronawirusa”, która przeleciała przez praktycznie cały świat. Obecnie nastroje są zupełnie inne, niż na samym początku, kiedy nikt do końca nie wiedział, z czym się w ogóle tego wirusa je. To właśnie wtedy też pojawiło się największe parcie na wynalezienie szczepionki, która mogłaby powstrzymać wirusa, niezależnie jak bardzo zjadliwy by nie był. A ta książka to właśnie historia tego wyścigu z czasem z perspektywy prezesa i dyrektora generalnego firmy Pfizer.

„Idea »moonshotu« przeżywa dziś renesans. Określenie to zostało użyte po raz pierwszy w 1949 roku, gdy Amerykanie rozważali podbój kosmosu. Tak się złożyło, że były to też czasy ogromnych postępów w dziedzinie wakcynologii i opracowania szczepionki DTP przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi. Już kilka lat później, w 1955 roku, w użyciu była szczepionka przeciw chorobie Heinego-Medina. Moonshot wkroczył na dobre do słowników języka angielskiego w latach sześćdziesiątych XX wieku, gdy prezydent Kennedy ogłosił, że człowiek poleci na Księżyc i bezpiecznie wróci na Ziemię. Kennedy powiedział, iż jego wybór padł na Księżyc nie dlatego, że to cel łatwy, lecz przeciwnie – dlatego, że jest trudny. »Pozwoli skupić i oszacować nasze najlepsze siły i zdolności. Jesteśmy gotowi podjąć to wyzwanie, nie chcemy go odkładać na potem. Zamierzamy mu sprostać […]«”.

Zazwyczaj drugi akapit w swoich opiniach opisuję własnymi słowami, skupiając się jednak na tym, o czym traktuj konkretna książka. Tym razem jednak zrobiłem wyjątek. Powyższy cytat możecie znaleźć w blurbie, który najlepiej oddaje to, czego możecie się spodziewać. Znaczy się połączenia pasji, pomysłowości, determinacji, które jednak obleczone zostały w przystępną formę. Tak, osobiście nie przepadam za rzucaniem takimi frazesami, jednak tutaj trudno inaczej odzwierciedlić przekaz, który płynie z „Moonshot”. Z drugiej strony trudno odmówić sensowności tym określeniom, zwłaszcza jeśli cofniemy się do czasów, w których informacja o pojawieniu się szczepionki ujrzała światło dzienne.

Książka podzielona została na kilka rozdziałów, a każdy z nich skupia się na nieco innym aspekcie całego tego „wyścigu”. Na początku więc dowiadujemy się, jak wyglądała droga od ogłoszenia pierwszych wystąpień zarażenia wirusem SARS-CoV-2, aż do momentu, w którym cały świat otrzymał szczepionki (nie tylko zresztą Pfizera). Późniejsze rozdziały przedstawiają wiele niuansów, wykorzystując tło polityczne, społeczne (jak zaufanie ludzi i niska ocena działalności firm farmaceutycznych) czy wręcz osobiste dla członków wysokiego kierownictwa Pfizer. Innymi słowy, czasem można odnieść wrażenie, że dr Albert Bourla opisuje dokładnie te same wydarzenia po raz wtóry, jednak tak naprawdę to właśnie tło jest w takich przypadkach najważniejsze. A to z kolei wpływa na wyjaśnienie pewnych ruchów, które mogły się wcześniej wydawać dziwne.

Niestety wyolbrzymianie i nadmierny przesadyzm to nieodłączne elementy „Moonshotu”. Rzecz jasna nie mam tutaj na myśli tych części, w których opisywane są czynności podejmowane przez pracowników wszystkich szczebli Pfizera i BioNTechu, jednak skoro w pewnych aspektach autor potrafił polecieć po bandzie, to i czemu miałby tego nie zrobić w innych? Odnoszę się do sytuacji w USA i na świecie, która opisywana była co najmniej jak wielkie ogniska eboli, które doprowadzają do „skraju zapaści gospodarczej” największe państwa świata, do reakcji ludzi, porównań, których używał dr Albert Bourla w niektórych przypadkach (również przy gloryfikowaniu prac – nie samej ich wartości merytorycznej, ale poświęcenia zrównywanego niemalże ze świętością). Mocno mnie to bodło przez całą lekturę.

Osładzającymi fragmentami są te, w których autor przybliża cały proces, przez jaki przejść musi szczepionka od pomysłu, aż po zatwierdzenie. W sumie nie wyobrażam sobie, żeby w historii szczepionki przeciw koronawirusowi mogło zabraknąć tych fragmentów wraz z wyjaśnieniem, w jaki sposób udało się Pfizerowi skrócić czas badań klinicznych, które w „normalnych” warunkach trwają nawet kilka lat. Chyba wszyscy pamiętamy, jakie kontrowersje wybuchły wokół tego skrócenia czasu, dlatego dobrze się stało, że cała procedura została opisana w szczegółach, wraz z zabiegami podjętymi przez Pfizera celem jej skrócenia, aby udało się jak najszybciej (przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa) przejść przez cały proces.

„Moonshot” to może nie porywający, ale uzupełniający kilka luk w społecznej świadomości konstrukt, który rzuca nieco więcej światła na to, co działo się za kulisami powstawania jednej ze szczepionek przeciwko wirusowi powodującemu COVID-19. Nie zabrakło w niej patetycznego tonu, tak bardzo kojarzonego ze wszystkim, co jest amerykańskie (hiperbola na hiperboli hiperbolę pogania), chociaż w ogólnym rozrachunku czyta się to naprawdę dobrze. Jeśli dorzucimy do tego sporą dozę szczegółów technicznych (zarówno z zakresu wakcynologii, jak i procesów związanych ze szczepionkami), to otrzymamy wystarczająco merytoryczne dzieło, żeby móc nim wyjaśnić pewne aspekty. 

Łączna ocena: 6/10


poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Co pod pióro w kwietniu 2022?

Kolejny miesiąc, kolejne wyzwania, ale i możliwości! Tutaj skupmy się jednak na możliwościach czytelniczych, wszak książek ten blog dotyczy, prawda? W tym roku postanowiłem wziąć udział w kilku wyzwaniach czytelniczych, które wybrałem pod siebie – mają mi po prostu pomóc w zmobilizowaniu się do kilku rzeczy: eksploracji nowości, wyjściu poza strefę swojego komfortu oraz sięgnięciu po tytuły, które leżą od dawna na mojej liście „do przeczytania”. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, dlatego nie chcę tutaj dać się rozproszyć – marzec więc też będzie miał w sobie coś, co pozwoli mi podążać dalej raz obraną drogą.

Luty był dość elektroniczny, więc teraz na pewno wrócę trochę do papieru. Zwłaszcza że zdecydowanie mam co czytać… Chociaż pora też pomyśleć nad małymi zakupami, żeby chociaż „The Expanse” sobie uzupełnić (tylko sześć tomów mam). Nie zapomnę jednak o audiobookach, oj nie! Taka część elektroniki cały czas będzie mi towarzyszyć w codziennych sprawach. Zwłaszcza rano, kiedy sobie niemalże mechanicznie wypełniać swoją codzienną rutynę. Wtedy podcasty oraz książki audio wchodzą po prostu jak złoto i nie mam absolutnie żadnych problemów ze skupieniem się.

No, chyba taki wstęp w zupełności wystarczy. Pora przejść do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli krótkiej listy! Tym razem może ona być zmieniona w trakcie miesiąca, ponieważ czekam na egzemplarze recenzenckie – jeśli tylko dotrą w kwietniu, to niektóre tytuły zostaną przesunięte na później.

„Przesilenie” – Katarzyna Berenika Miszczuk

Pora (prawie) zakończyć przygodę z Gosławą i jej obowiązkowymi praktykami u szeptuchy! Prawie, ponieważ to wcale nie jest koniec całego uniwersum, ani nawet samego cyklu. Na razie jednak przede mną rozwiązanie tetralogii, a potem zobaczymy, co dalej!

„Dom nieba i oddechu. Część 1” – Sarah J. Maas

Tak, przyjechała już do mnie pierwsza część „Domu nieba i oddechu”, czyli kolejnej odsłony „Księżycowego Miasta”! Trochę już pozapominałem, co dokładnie działo się w poprzedniej części, jednak najważniejsze elementy są cały czas żywe – wszak świat od razu mnie porwał!

„Przebudzenie Lewiatana” – James S.A. Corey

Szczerze? Średnio to widzę, ale mimo wszystko próbuję sobie zaplanować! „The Expanse” chodzi za mną już od dawna, teraz mam wreszcie pierwszych sześć tomów, to chcę się zabrać za ten cykl. Zobaczymy jednak, jak mi pójdzie z wykonaniem tej chęci w kwietniu.