piątek, 28 grudnia 2018

„Stokrotka w kajdanach” – Sharon Bolton

„Stokrotka w kajdanach” – Sharon Bolton
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Sharon Bolton
Tytuł: Stokrotka w kajdanach
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Agata Kowalczyk
Stron: 368
Data wydania: 19 lipca 2016


Do niedawna nazwisko Sharon Bolton nie mówiło mi absolutnie nic. Jak się okazuje, autorka ma na swoim koncie już kilka książek, kryminałów oraz thrillerów, była również wielokrotnie nominowana do brytyjskich oraz międzynarodowych nagród literackich. Przyznam jednak szczerze, że nie wiem kiedy zwróciłbym uwagę na jej twórczość, gdyby nie to, że udało mi się kupić jej książkę za raptem 12 zł (nawet nie pamiętam gdzie dokładnie). Na świecie jest tyle książek i tylu ciekawych autorów, że zwyczajnie nie wiadomo, kiedy się trafi na kogoś niesamowitego, a wielu wspaniałych twórców wręcz nigdy nie zawita w naszych prywatnych biblioteczkach. Zawsze więc miło jest odkryć kogoś nowego. Tym razem ciężko mi jednoznacznie się wypowiedzieć na temat książki – jest jednocześnie niezwykła oraz po prostu przeciętna.

Maggie Rose wyciągnęła zza krat już kilku seryjnych morderców, których procesy sądowe pełne były nieścisłości i niedopowiedzeń. Hamish Wolfe w oczach opinii publicznej oraz okolicznej policji pretenduje do miana kolejnego, którego sprawę weźmie znana prawniczka i pisarka. Nie podoba się to śledczemu, który prowadził sprawę, ani jego przełożonemu. Maggie Rose może bowiem porządnie zamieszać w kotle, jeśli zdecyduje się bronić człowieka osadzonego przez nich za wielokrotne morderstwo. Autorka kilku bestsellerów traktujących o prowadzonych przez nią sprawach musi się jednak porządnie zastanowić, czy ma szansę na wybronienie Wolfe’a. 

„– Imiesłów. – Ton głosu Wolfe'a sprawia, że Phil nerwowo marszczy brwi. – Używa imiesłowu przysłówkowego współczesnego »biorąc«, chociaż tak naprawdę powinna zastosować uprzedni, »wziąwszy«. To powszechny błąd”.

Bardzo ciekawym i dodającym powiewu świeżości zabiegiem jest mieszanie przez autorkę zwykłej narracji z wymianą listów pomiędzy skazanym Hamishem a główną bohaterką oraz z fragmentami pisanej przez nią książki. Maggie Rose jest bowiem nie tylko prawniczką (piekielnie skuteczną), ale również autorką, która każdą swoją prowadzoną sprawę opakowuje w książkę, która najczęściej szybko staje się bestsellerem. Wstawki złożone z fragmentów rozdziałów dotyczących Hamisha Wolfe’a robią pewnego rodzaju wyrwę w klasycznej narracji, dzięki czemu nie jest to kolejna, zwykła, tradycyjna książka z wątkiem kryminalnym. Doceniam takie urozmaicenia, zwłaszcza jeśli autorka wplata je w sposób sensowny i nieprzeszkadzający w lekturze.

Szkoda jednak, że co najmniej połowa całej powieści należy raczej do tych nudnych. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie właśnie to urozmaicanie czytelnikowi lektury poprzez robienie książkocepcji oraz wstawianie korespondencji między prawniczką a skazanym, zanudziłbym się na śmierć. Akcja rozwija się naprawdę bardzo powoli. Praktycznie pierwsze dwieście stron można by było skondensować do pięćdziesięciu i książka nie straciłaby na wartości – zyskałaby za to na dynamice. Zastanawiałem się nawet, czy taki stan rzeczy utrzyma się do samego końca, chociaż na szczęście „Stokrotka w kajdanach” zaczęła się rozwijać i przyspieszać w drugiej połowie. Tylko dlaczego to musiało tyle trwać?

Kiedy Sharon Bolton postanowiła zacząć pisać konkrety, to muszę przyznać, że wyszło jej to całkiem nieźle. Intryga, którą przygotowała jest wystarczająco zawiła, żeby zaintrygować czytelnika, a jednocześnie nie jest bardzo chaotyczna. Możemy również liczyć na nieoczekiwany plot twist niemalże na samym końcu powieści, który może zaskoczyć – i zapewne to zrobi, jeśli ktoś (tak jak ja) nie stara się rozwiązywać zagadki w trakcie czytania. Nie bez powodu w poprzednim akapicie użyłem neologizmu w postaci słowa „książkocepcja” – po przeczytaniu całej książki do głowy rzeczywiście może przyjść skojarzenie z filmem Christophera Nolana. Czytelnik ma do czynienia z tyloma warstwami intrygi, że w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać kto z kim kiedy się umówił i w jaki sposób rzeczywiście to wszystko działa. 

„Uważanie na maniery przez cały dzień nie jest jeszcze takie najgorsze, ale to oczekiwanie wdzięczności niszczy duszę”.

Gdzieniegdzie można ujrzeć nawet szczątki humoru! Nie jest to humor wysokich lotów – całą powieść zresztą nie ma być humorystyczna. Mimo wszystko każdy, nawet malutki żart jest dla mnie dużym plusem dla książki. O wiele przyjemniej się czyta coś, przy czym można się od czasu do czasu uśmiechnąć (oczywiście jeśli obracamy się w beletrystyce, nie literaturze faktu, gdzie czasem śmiech bywa bardzo niemile widziany). Po drugiej stronie wagi znalazły się dość szybko rozegrane zakończenie – nieco wręcz zbyt szybko. Fajnie, że akcja zaczęła nabierać tempa, ale pod koniec wręcz ciężko było posklejać sobie to wszystko w jakąś sensowną, logiczną całość. Plot twisty plot twistami, ale całokształt powinien dawać jasno do zrozumienia, że to, co stworzyła autorka, ma ręce i nogi. Rzeczywiście historia ma sens, ale zbyt szybkie jej rozegranie powoduje, że w trakcie lektury nachodzą człowieka wątpliwości. 

Mimo pewnych potknięć, Sharon Bolton pokazała, że potrafi stworzyć dobrą historię. Dobrą pod względem samego zamysłu, szkieletu oraz planu. Nieco gorzej wypadło w tym przypadku jej poprowadzenie, ale jest to dopiero pierwsza powieść tej autorki, którą mam okazję czytać. Mogę z czystym sumieniem napisać, że na 100% będę chciał sięgnąć po inne jej książki, traktując „Stokrotkę w kajdanach” jako pewnego rodzaju potknięcie. Może nie spowodowało ono upadku, ale pewne zachwianie widać. Nie odradzam tej powieści, bo warto ją przeczytać choćby dla samego sedna opisanej w niej historii. Wystarczająco skomplikowanej, żeby zainteresować nawet najbardziej wymagających czytelników, a do tego prosto opisanej. Chociaż – jak już wspomniałem – nie wciąga od samego początku i niestety trzeba to wziąć pod uwagę.

Łączna ocena: 6/10


0 komentarze:

Publikowanie komentarza