Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Pietraszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Pietraszewski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 sierpnia 2021

Zbiorczo spod pióra w lipcu 2021

Kolejny miesiąc za nami! Na dodatek był to pierwszy miesiąc wakacji, jeden z trzech (niekoniecznie wakacyjnych) miesięcy wybieranych przez Polaków na jakiś wyjazd na urlop. Przy okazji najcieplejszy miesiąc roku w naszym kraju, którego średnia obszarowa temperatura w 2020 roku wynosiła 18,2°C. Wydaje się to na pierwszy rzut oka niska wartość, ale należy pamiętać, że to nie tylko te najwyższe temperatury w środku dnia wchodzą do obliczeń, a do tego liczy się calutka Polska! Cóż, takie temperatury w rzeczy samej nie zachęcają do aktywności.

Moje książki czytałem jednak głównie w Toruniu, czyli tam, gdzie mieszkam. Lipiec nie jest moim miesiącem wyjazdów i rozjazdów – co najwyżej jakieś pojedyncze, weekendowe, niezbyt daleko. Mimo wszystko był on dość intensywnym czasem (choć nie aż tak, jak końcówka czerwca…), który potrafił sprawić wiele radochy, ale i mnóstwo wyczerpania! Nie jestem zbyt socjalną bestią, więc dużo spotkań pompuje ze mnie energię jak nie wiadomo co. Doceniałem więc bardzo mocno te chwile spędzone jedynie z książką, nawet jeśli nie było ich aż tak wiele, jakbym chciał!

Coś tam mi się jednak udało przeczytać, więc poniżej prezentuję krótkie, dwuakapitowe opinie o każdej z lektur! Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta” – Jan Mencwel

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 43m
Lektor: Maciej Motylski

Tak naprawdę nie trzeba czytać tej książki, żeby widzieć, w jakim kierunku zmierzają władze niemalże większości dużych miast w Polsce. Piękne skwery, parki czy po prostu szpalery drzew zostają zamienione w „zrewitalizowane” (jak w ogóle można używać tego słowa do tych czynów?!) płyty betonowe, czasem pokryte szkłem. Jednak „Betonoza” Jana Mencwela pokazuje nie tylko rzeczywisty rozmiar tego problemu, ale również wskazuje na ile różnych sposobów władze potrafią usprawiedliwiać ciągłe wycinanie drzew. Wiecie na ile? Autor wykorzystał prawie każdą literę alfabetu łacińskiego do podania powodu.

Jakie są efekty tej ciągle postępującej betonozy? Oprócz tych odczuwalnych przez nas samych jest jeszcze wiele negatywnych konsekwencji, które autor opisuje w swojej książce. Z wielu z nich nie zdają sobie sprawy nawet rządzący, a doprowadzają tymi działaniami do wielu zniszczeń w samych miastach, co również jest wyjaśnione. Dla kontrastu Jan Mencwel przedstawia sytuację obecną, jak i sprzed wielu lat, w zachodnich państwach, gdzie niektóre z nich zmieniły swoje podejście pod wpływem nauki oraz dowodów na to, że ich działania są sprzeczne z interesem społecznym, chociaż cały czas wiele państw (w tym Polska), woli jednak gospodarować rynki i skwery za pomocą betonowych płyt oraz kostki brukowej.

„Cena nieważkości” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 49m
Lektor: Wojciech Żołądkowicz

Historia o Mirosławie Hermaszewskim, pierwszym polskim człowieku w kosmosie, to nie tylko historia o nim samym. Wiele wątków zostało dość mocno rozszerzonych, dotykając nie tylko aspektów przygotowania oraz lotu, ale również jego późniejszego życia, a zwłaszcza dalszej kariery wojskowej. W tym oczywiście jego członkostwa w Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego powołanej do życia w momencie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 roku. Wbrew pozorom są to równie interesujące fragmenty, co sama część dotyczące podboju kosmosu przez Związek Radziecki.

W „Cenie nieważkości” wszystko się trochę rozmywa. Jest odpowiednia chronologia wydarzeń, mnóstwo ciekawostek dotyczących tego, jak się zachowywał organizm człowieka w stanie nieważkości oraz jak wyglądały ćwiczenia, ale brakuje tu jakiegoś takiego pazura. Nawet te ostatnie fragmenty książki, dotyczące kontrowersyjnych tematów z życia Mirosława Hermaszewskiego, nie potrafią wzbudzić emocji. Chociaż nie mogę powiedzieć, że słuchało się tego ze znużeniem – ot, dość poprawny, choć niezbyt porywający reportaż o pierwszym Polaku w kosmosie. Chciałoby się czegoś więcej, zwłaszcza pod kątem emocjonalnym. Jedynie ostatnie zdania, gorzkie i cyniczne, pięknie trącają odpowiednie struny.

„Karpie bijem” – Andrzej Pilipiuk

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 23m
Lektor: Grzegorz Pawlak

Albo mi już proza Pilipiuka niezbyt odpowiada, albo po prostu Wędrowycz stracił na jakości. Nie powiem, że „Karpie bijem” było złe, co to to nie. Było po prostu przeciętne. Przyjemnie się wysłuchało, ale przygody Jakuba i Semena były powtarzalne, oparte o te same schematy, a do tego żarty jakieś takie… odgrzewane. Jak kotlet z wczoraj. No smaczny, owszem, pożywny, jak najbardziej, jednak nie jest to już to samo. Można było się pośmiać, czasem nawet dość porządnie, jednak brakowało tego tchnienia świeżości. Chociaż czego ja oczekuję od kolejnego już zbioru opowiadań o tych samych ludziach!

Na pewno nie żałuję tego, że w ogóle sięgnąłem po „Karpie bijem”, zwłaszcza że wziąłem się za audiobook. Grzegorz Pawlak naprawdę zrobił kawał wspaniałej roboty! Z takimi lektorami można słuchać nawet najbardziej szaloną i chaotyczną beletrystykę. Każda postać miała swój własny, charakterystyczny „głos”, dzięki czemu nie dało się pogubić w dialogach (mam z tym spory problem). Będę musiał szukać pozycji, które są czytane przez Grzegorza Pawlaka – nacieszę się wtedy jeszcze większą liczbą lektur w formacie audio!

„Kukuczka” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 0m
Lektor: Filip Kosior

Niezwykła opowieść, przede wszystkim przedstawiająca nie tylko górskie wyprawy Jerzego Kukuczki, ale również jego życie i podejście do rodziny czy zwykłych, codziennych rzeczy. Autorzy nie próbują jednak ani wybielać, ani oczerniać nieżyjącego już himalaistę. Po prostu starają się przekazać zarówno te piękne i szlachetne momenty jego życia, jak i te kontrowersyjne, które często spotykały się ze sprzeciwem jego bliskich lub środowiska alpinistycznego.

Jerzy Kukuczka zginął 24 października 1989 roku na południowej ścianie Lhotse, siostrze Mount Everestu, podczas próby jej zdobycia. Można się spodziewać, że w książce dużo uwagi zostanie poświęconej właśnie tym wydarzeniom, jednak jest zupełnie inaczej – co jest ogromnym plusem. Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski skupiają się na człowieku, nie na jego śmierci. Nie próbują podkręcić sobie statystyk czytelniczych wydarzeniem, tylko bazują na historii i opowieści. A wyszło mi to naprawdę dobrze.

„Wizjer” – Magdalena Witkiewicz

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 18m
Lektor: Maria Dębska

Mam mocno mieszane uczucia. Ze względu na pracę, którą wykonuję, jestem bardzo podekscytowany poruszeniem problemu prywatności w sieci. Autorka stworzyła z tego rdzeń swojej historii i próbuje zwrócić uwagę na to, ile informacji o sobie codziennie sprzedajemy różnym portalom oraz przede wszystkim jak łatwo można poszczególne dane połączyć ze sobą. Niestety pod tym względem panuje zbiorowy, cyfrowy analfabetyzm, a kiedy się komuś pokaże tak proste przykłady, jak te występujące w „Wizjerze”, to uznaje to za niemożliwe – ewentualnie za jakąś formę science fiction.

Z drugiej jednak strony jestem zniechęcony tą bardziej… spajającą to wszystko częścią. Znaczy się bohaterami. Oni w sumie jedyne co robią to albo uprawiają seks, albo zajmują się badaną sprawą, nie szczędząc dwuznaczności oraz komentarzy o seksie. Co prawda nie przepadam ani za romansami, ani za erotykami, jednak odrobina seksu w literaturze nie zaszkodzi – tylko czemu książka jest oznaczana jako thriller czy sensacja, a składa się tylko z seksu oraz jednego poruszanego problemu? Rys charakterologiczny głównej bohaterki? Pójdzie do łóżka z absolutnie każdym facetem, bo lubi seks bez zobowiązań. Jak bohaterka wygląda? Kurcze, nie wiem, bo ona tylko uprawiała seks, a nie oglądała się w lustrze czy opisywała swoje emocje…

„Tako rzecze Zaratustra” – Fryderyk Nietzsche

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 23m
Lektor: Wojciech Żołądkiewicz

Po lekturze przestałem dziwić się, że niektórzy próbują straszyć tym tytułem inne osoby i że narósł wokół niego pewnego rodzaju mit nieprzedzieralności. Używam tutaj słowa „mit” z pełną świadomością, ponieważ przez książkę jak najbardziej da się przebrnąć. Ba! Nawet można z niej wynieść wiele przemyśleń! Problemem jest jednak faktycznie bardzo ciężki język (być może kwestia tłumaczenia) oraz wielowymiarowość tego, co autor przekazuje w historiach Zaratustry. Do tego wersja audio nie pomaga w odnalezieniu się w tym wszystkim (chociaż lektor naprawdę ułatwiał, jak tylko mógł!).

Skomplikowane, wielowymiarowe, na pewno nie do zrozumienia (w każdym razie dla mnie) za pierwszym razem. Często też sprzeczne ze sobą na pierwszy rzut oka. Na pewno jednak nie przygnębiające – a w końcu Nietzsche bardzo często kojarzy się z depresją i nihilizmem. Skłamałbym, jednak gdybym napisał, że nie da się absolutnie popaść w lekką frustrację lub nawet załamanie spowodowane problemami ze zrozumieniem wielu fragmentów „Tako rzeczy Zaratustra”. Cóż, być może jest to książka, którą trzeba przeczytać kilka razy. A być może jest przerostem formy nad treścią – trudno orzec takiemu amatorowi jak ja.

„Człowiek obiecany” – Paweł Majka

Format: Papier
Stron/długość: 400

Niezbyt udana kontynuacja, jeśli mam być szczery. Tak właściwie, to dość podobna do „Dzielnicy obiecanej” – szału nie ma, niczego nie urywa, chociaż bywały miejsca wciągające. Przede wszystkim historia z Twierdzy Tyniec była czymś, co bardzo chętnie zobaczyłbym w całkiem osobnej książce! Kamila wraz z Umarłymi to był powiew świeżości nie tylko dla historii Pawła Majki, ale również zupełnie inne spojrzenie na uniwersum. Połączenie bardziej klasycznego podejścia do uzbrojenia oraz ufortyfikowania z bardziej nowoczesnym życiem na zewnątrz.

Jak się zapewne domyślacie, nie była to jednak całkiem osobna opowieść, tylko łączyła się z główną osią fabularną książek naszego polskiego autora. Nie do końca jednak do mnie przemawia ani sposób połączenia, ani tym bardziej zakończenie „Człowieka obiecanego”. Dotknął go problem zakończeń – zbyt szybko, zbyt gwałtownie, zbyt wiele rzeczy pominiętych. Za to, chociaż niektóre z postaci okazały się naprawdę fajnie opisane – moim ulubieńcem został Szurnięty Stach, który faktycznie mógł się spokojnie identyfikować z tym przydomkiem! Pod tym względem autor zrobił kawał fajnej roboty.

„Wojna lekarzy Hitlera” – Bartosz T. Wieliński

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 32m
Lektor: Marcin Popczyński

Słowa „lekarz” oraz „Hitler” dość często nasuwają od razu na myśl obozy koncentracyjne oraz eksperymenty medyczne, których dokonywali nazistowscy zbrodniarze na więźniach. Chyba (cóż, twardych danych nie mam, to tylko moje domniemania) nieco rzadziej myśli się o lekarzach, którzy znajdowali się w najbliższym otoczeniu Führera oraz tych, którzy zarządzali ochroną zdrowia w III Rzeszy. Chociaż czasem trudno przechodzi przez usta słowo „ochrona” nawet w przypadku systemu zdrowia stosowanego wobec własnych obywateli…

Bartosz T. Wieliński skupia się właśnie na najbliższych współpracownikach Adolfa Hitlera oraz na ich decyzjach, drodze przez kolejne szczeble kariery oraz wpływowi na samego Kanclerza Rzeszy. A trzeba Wam wiedzieć, że „systemy” wprowadzane na długo przed wybuchem II Wojny Światowej były równie niemoralne oraz nieetyczne, jak te stosowane na więźniach. Różnica polega na tym, że lekarze ci nie tylko wdrażali je we własnym państwie, to na dodatek wykorzystywali do walki o wpływy między sobą – co pasuje idealnie do tytułu książki, na który zdecydował się autor. Warto sobie dzięki niej rozszerzyć wiedzę również na wydarzenia sprzed wojny, mogą one naprawdę zaskoczyć.

„Ognisty deszcz” – Peter Watts

Format: Papier
Stron/długość: 800
Tłumacz: Wojciech M. Próchniewicz

Już rozumiem w pełni, co mają na myśli wszyscy ci czytelnicy Petera Wattsa, którzy jednocześnie go kochają i nienawidzą. Nienawidzą za ten element hard, a kochają za część sci-fi. „Ognisty deszcz” to istna karuzela, która serwuje ekstatyczne wręcz chwile spędzone z historią oraz wywołujące chęć wyrwania sobie wszystkich włosów momenty, w którym wjeżdża na pełnej nowa technologia wraz z metafizycznymi rozważaniami. Czy jest tu jednak przesada? O co to, to nie! Daleko tej książce do takiego choćby „Fraktalnego księcia”, który był mocno przeładowany skomplikowanym słownictwem i kipiał nowinkami.

Wiecie, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie? Posłowie składające się z szesnastu stron (w przypadku „Ślepowidzenia”, pierwszej części) oraz stu czterdziestu czterech przypisów z książkami, pracami naukowymi, referatami oraz całą resztą dokumentacji naukowej potrzebnej do opracowania zjawisk, technologii, metod oraz wszystkiego innego, na czym bazowała książka. To tak, żeby czytelnik nie miał wątpliwości, że to faktycznie science-fiction, a nie zwykła fantastyka osadzona w kosmosie. Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko samego pióra, ale i researchu, jaki wykonał Peter Watts zarówno przed rozpoczęciem prac nad „Ognistym deszczem”, jak i w trakcie. 

„Krew i stal” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 376

No nie była to najlepsza książka, jaką czytałem. Autor miał naprawdę sporo fajnych pomysłów, takich jak specyficzny styl dialogów, opieranie się na walce z czasów wczesnego średniowiecza (znaczy małe oddziały, dziesiętnicy, setnicy, proste uzbrojenie i opancerzenie) czy choćby wplecenie elementów mitologii słowiańskiej, jednak wykonanie pozostawia już wiele do życzenia. Jest nudno, chaotycznie, dziurawo, sprzecznie i w ogóle tak trochę nijak jakby.

Mamy trochę wędrówek, mamy nie do końca określony świat, mamy sprzeczne informacje przekazywane przez autora na przestrzeni kilku raptem następujących po sobie stron. Do tego wszystkiego dorzućmy rzecz, która jest jednocześnie plusem i minusem – styl dialogów. Archaiczny, mocno heroiczny, jeśli tak to można nazwać. Jednocześnie czapki z głów za utrzymanie go przez całą książkę, jednak tak się to strasznie ciężko czyta, że głowa mała… Wyszło ostatecznie średnio na jeża, nawet jak na debiut.

„Wampir” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 5m
Tłumacz: Mateusz Znaniecki

Trochę już słyszałem o prozie Wojciecha Chmielarza, ale tak naprawdę dopiero serial audio na Empik Go (mowa o „Wilkołaku” rzecz jasna) skłonił mnie do sięgnięcia po pierwszą książkę, rozpoczynającą „Cykl gliwicki”. „Wampir” okazał się naprawdę spoko pozycją. Trochę przywodzi na myśl kryminały norweskie, z niezbyt szlachetnym głównym bohaterem, który jednak nie jest takim do końca nieudacznikiem czy chlejusem – jest… specyficzny. Nie do końca biały, nie do końca czarny, trochę po przejściach, ale na swój sposób są to przejścia dość oryginalne.

Sama sprawa nie była też zbyt oczywista (chociaż ja należę i tak do osób, które w ogóle nie próbują się nad tym zastanawiać, więc mogę nie być dobrym materiałem do oceniania akurat tego aspektu), a jej rozwiązanie potrafi usatysfakcjonować. Kilka momentów być może było nieco zbyt… przegiętych lub zrobionych za bardzo „pod fabułę”, ale da się je wybaczyć. Nie były aż tak bardzo uciskające w umysł. Na pewno książka przekonała mnie do prozy Wojciecha Chmielarza i po kolejny tom sięgnę z dużo mniejszą niepewnością. W końcu jest duża szansa, że również będę ukontentowany.


niedziela, 1 listopada 2020

Zbiorczo spod pióra – październik 2020

Dociera już do Was, że zostały jedynie dwa miesiące do Nowego Roku? Serio, serio! Właśnie minął październik, dziesiąty miesiąc w roku, no i przy okazji rok 2020 zaczyna się chylić ku końcowi. To były niesamowite miesiące, a wielu śmieszków zastanawia się, co nam te dwa ostatnie miesiące mogą przynieść! To jednak nie jest miejsce, w którym będę Was bombardował kolejnymi apokaliptycznymi wizjami (chyba że akurat będę opisywał wrażenia spotkania z kolejną książką z Uniwersum Metro 2033!) – w końcu ma to być miejsce, w którym można oderwać się od rzeczywistości i zatopić w świecie książek! Sam zresztą robię to regularnie, więc wolę się skupić na wrażeniach, jakie daje poruszanie po światach wykreowanych przez autorów.

Niektórzy odczuwają jakąś taką chandrę, kiedy tylko zaczyna się jesień. Wrzesień bardzo nas rozpieścił, było w nim dużo słońca, za to październik rozpoczął się niezbyt zachęcającą do spacerów pogodą – chyba że ktoś lubi deszcze, to był wniebowzięty! W każdym razie dążę do tego, że u mnie raczej nastrój za oknem nie wpływa za bardzo na wybory czytelnicze. Zawsze sięgam po to, na co mam aktualnie ochotę lub fazę. Od września złapałem lekką fazę na literaturę górską, więc trochę jej się pojawiło wśród moich audiobooków… Starałem się jednak też przeplatać to innymi książkami. Jak mi to wyszło? Ano tak, jak widać poniżej!

Jeszcze przed przejściem do meritum tego wpisu, pragnę nadmienić, że wszystkie okładki pochodzą jak zwykle z serwisu Lubimy Czytać. :) 

„Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało” – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 44m
Lektor: Filip Kosior

Skromny, wytrwały, nieco choleryczny, ale skuteczny – te słowa dość dobrze pasują do opisu postaci Krzysztofa Wielickiego, narysowanej przez książkę autorstwa Dariusza Kortko oraz Marcina Pietraszewskiego. Nie istnieje oczywiście żadna biografia osoby, która jeszcze żyje, napisana w pełni obiektywnie, jednak co ciekawe wiele kontrowersji wokół decyzji legendarnego himalaisty zostało w tym tytule poruszonych. Wszak w tym sporcie kontrowersje to chleb powszedni – przebywając w strefie śmierci, powyżej ośmiu tysięcy metrów nad poziomem morza, decyzje muszą być podejmowanie w mgnieniu oka i często ich konsekwencją jest życie lub śmierć.

Cała książka to zbiór opisów wypraw Krzysztofa Wielickiego, ze szczególnym naciskiem na te najważniejsze dla niego. Przeplatane są wstawkami z jego życia prywatnego – zarówno historii jego fascynacji wspinaczką wysokogórską, jak i jego życia rodzinnego i pewnego rodzaju ewolucji. Faktycznie to, co niektórzy zarzucają tej książce, czyli chaotyczność, może trochę wyprowadzić z równowagi, ale nie zaburza absolutnie chronologii. Przy okazji można ominąć te fragmenty, które niekoniecznie kogoś interesują, chociaż gorąco polecam zapoznać się z całością. Postać Wielickiego jest naprawdę… intrygująca.

„Prawda. Krótka historia wciskania kitu” – Tom Philips

Format: Audiobook
Stron/długość: 6h 22m
Lektor: Maciej Kowalik

Wcześniej słuchałem już innej książki tego samego autora, „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”. Jest ona pełna humoru i niesamowitych ciekawostek, które zostały przez autora zebrane wręcz od zarania dziejów ludzkości, aż po czasy współczesne. Spodziewałem się czegoś podobnego po „Krótkiej historii kitu” i prawie to dostałem. Niestety historie nie są już tak wszechstronne, chociaż wciąż charakterystyczny dla Toma Philipsa humor jest wszędobylski. Wciąż miło się słucha (mam nadzieję, że czyta również), jednak nie jest już to aż tak wciągająca pozycja, jak jej poprzedniczka.

Autor głównie skupia się na przedstawieniu największych kłamstw w okresie, w którym prasa zaczęła święcić triumfy, a słowo pisane zaczęło trafiać do szerokiego grona odbiorców. W pewnym sensie ma to być dowód na to, że tak zwana epoka postprawdy wcale nie zaczęła się dopiero w „naszych czasach”, ale już dawno temu. Niestety brakuje takiego pełnego przekroju przez różne czasy, na co wskazywać by mógł tytuł tej pozycji. Całość operuje wokół paru raptem wieków, i to tych bliższych nam, niż dalszych. Z czasów określanych jako przed naszą erą znajdziemy tylko jedną wzmiankę, na dodatek dość krótką. Spodziewałem się po tej książce o wiele więcej, chociaż i tak nie było źle.

„Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat” – Elisabeth Revol

Format: Audiobook
Stron/długość: 4h 46m
Lektor: Paulina Holtz

Pamiętacie ten szum medialny z 2018 roku dotyczący akcji ratunkowej na Nanga Parbat? Wiele przeróżnych głosów, głównie osób, które wypowiadały różne zdania, siedząc na ciepłych kanapach? Elisabeth Revol w pewnym sensie odpowiedziała na te głosy i opisała swoje przeżycia ze stycznia 2018 roku. Jednak nie ograniczyła się do suchego przekazania chronologii wydarzeń, ta książka to coś o wiele większego. Jest niesamowicie emocjonalna i pokazuje nie tylko to, z czym himalaistka musiała się zmierzyć w ciągu kilku dni, ale również, w jaki sposób w ogóle narodziło się partnerstwo między nią a Tomkiem Mackiewiczem.

Przedstawia również swoje przeżycia w ciągu kolejnych miesięcy po wydostaniu się z lodowego piekła, łącznie z przemyśleniami dotyczącymi tego, co mogli oboje zrobić lepiej. Nie jest to jakaś wybielająca historia, która ma pokazać tę dwójkę himalaistów z perspektywy dobrych ludzi, którzy nie popełnili żadnego błędu. Wręcz przeciwnie – Elisabeth Revol wskazuje wszystkie problemy, których można było w ten czy inny sposób uniknąć. Samego Tomka, z którym wspinała się już wielokrotnie, również pokazuje w niekoniecznie białym świetle – stara się po prostu przekazać tyle, ile jest tylko w stanie w jak najbardziej obiektywny sposób. Przynajmniej na tyle, w jakim stopniu można mówić o obiektywizmie w przypadku tak głębokich przeżyć emocjonalnych.

„Czerwony głód” – Anne Applebaum

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 41m
Lektor: Albert Osik

Bardzo przerażający i brutalny reportaż. Zupełnie jak Hołodomor, który miał miejsce w latach 1932–1933, podczas którego życie straciło około 3,3 mln mieszkańców Ukrainy. Anne Applebaum opowiada nie tylko o tym, co się działo w trakcie samego Wielkiego Głodu, ale również, w jaki sposób do niego w ogóle doszło. Historia sięga wielu lat wstecz, aż do rewolucji bolszewickiej, po drodze zahaczając o fale głodu z lat 1921–1923. Kawał historii innymi słowy, przedstawiający szokujące informacje – zarówno z perspektywy ówczesnego, przeciętnego ukraińskiego rolnika, jak i z perspektywy wysoko postawionego działacza partii.

Mnogość szczegółów, do których dokopała się autorka, potrafi niemalże przytłoczyć. Nie tyle samą ich ilością, ile drobiazgowością oraz okrucieństwem, które z nich bije. Nie od dzisiaj wiadomo, że Stalin, który stał za Hołodomorem, był jednym z największych zbrodniarzy, jakie nosiła nasza matka Ziemia, ale często do przeciętnego człowieka nie dochodzi w ogóle ogrom tragedii, które spowodował. Tak samo, jak nie potrafi się przebić przez świadomość to, z jak zimnym wyrachowaniem do tego wszystkiego doprowadzał. Anne Applebaum przedstawia to wszystko w bardzo rzeczowy, choć bezkompromisowy sposób. Jeśli drastyczne szczegóły Wam nie przeszkadzają, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Na lekcjach historii tyle nie usłyszycie.

„Kwantechizm, czyli klatka na ludzi” – Andrzej Dragan

Format: E-book
Stron/długość: 280

Jeśli kiedykolwiek nazwisko Andrzeja Dragana Wam się obiło o uszy, to bardzo możliwe, że nie do końca wiecie, co on tu robi obok tytułu jasno nawiązującego do fizyki. Autor jest w niektórych kręgach znany jako fotograf, chociaż naukowo jest związany właśnie z fizyką. Książkę, którą miałem okazję przeczytać, sam nazywa „zupą-śmietnikiem”, która zawiera wszystko, co mu przyszło do głowy, łącznie z historiami z jego życia – w tym takimi, które opowiadają, w jaki sposób w ogóle związał się z fizyką. W dużej mierze są to jednak przybliżenia najważniejszych i najbardziej fundamentalnych zasad fizyki, o których niestety nie usłyszymy w szkole (a jak usłyszymy, to i tak nie zrozumiemy).

O dziwo, Andrzej Dragan ma smykałkę do tłumaczenia. Wyznaje zasadę, że jeśli nie potrafi czegoś wytłumaczyć swojej babci, to znaczy, że sam tego nie rozumie – no i faktycznie wychodzi na to, że rozumie wszystko, co porusza w książce. Ogranicza się do tego, czego można się dowiedzieć z różnych książek popularnonaukowych, jednak muszę przyznać, że o wiele lepiej mi się czytało jego tłumaczenia niż Stephena Hawkinga. Trzeba się tylko liczyć z tym, że w „Kwantechizmie” pojawia się wiele negatywnych nawiązań zarówno do dowolnej religii oraz wiary, jak i filozofii – autor nie ma dobrego zdania o nich i nie kryje się z niechęcią. Jeśli nie kłóci się to z Twoim światopoglądem, to nie powinno to stanowić większego problemu.

„Rodziny himalaistów” – Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, Joanna Sokolińska

Format: Audiobook
Stron/długość: 5h 33m
Lektor: Albert Osik

Trochę zawiodła mnie ta książka. Być może miałem nieco inne wyobrażenie tego, czym jest. Liczyłem na opowieści o tym, co czuły rodziny zmarłych himalaistów, kiedy oni ruszali na swoje wyprawy. Co czują obecnie rodziny, których ojcowie, matki, dzieci, zdobywają wysokie góry. W jaki sposób sobie z tym radzą, czy ich wspierają, czy jest to dla nich problemem. Innymi słowy, miałem nadzieję na dość szeroki przekrój rozmów i równie szeroki punkt widzenia. Niestety efekt jest bardzo, ale to bardzo wąski. Dotyczy co prawda kilku różnych osób, kręci się wokół ich wypraw za życia, jak i tych ostatnich, w których zostawili swoje rodziny po raz ostatni.

Właśnie. Po raz ostatni. „Rodziny himalaistów” w sumie powinny zmienić tytuł na „Rodzinny zmarłych himalaistów”, bo to wokół nich skupiają się wszystkie historie. Nie od dziś wiadomo, że śmierć członka rodziny to dla zdecydowanej większości przeogromny ładunek emocjonalny, który bardzo skutecznie potrafi zmienić postrzeganie niektórych aspektów. Zabrakło więc bardzo ważnej części, czyli historii nieobarczonych tym ładunkiem. Przy okazji w wielu miejscach odnosiłem wrażenie, że autorki chcą przekonać wszystkich, że wspinaczka wysokogórska to bardzo, ale to bardzo zła pasja – spójrzcie sami, co przeżywają rodziny! Z jednej strony więc faktycznie pojawiły się wspomnienia przeżyć oraz tego, z czym się musiały rodziny mierzyć, a z drugiej nawet obiektywność pozostawia wiele do życzenia.

„Pies” – Jakub Gończyk

Format: Audiobook
Stron/długość: 5h 24m
Lektor: Jakub Kamieński

Książka mnie zaskoczyła mega pozytywnie. W sumie, gdybym nie trafił na nią w Empik Go podczas leniwego przeglądania ich zasobów, to bym pewnie długo o niej nie usłyszał. A byłaby to wielka szkoda. „Pies” Jakuba Gończyka przypomina mi bowiem „Agonię” Pawła Kapusty, lekko zmieszaną z „Gadem”. Podobny, sarkastyczny, cięty i lekko cyniczny styl narracji jak w „Gadzie” oraz tak szeroka gama osób i instytucji odpowiedzialnych za kiepska kondycję policji jako całej formacji jak w „Agonii”. Dosłownie, tak szeroka, jak się tylko da – w sumie wiele osób pewnie się domyśla, jak to może wyglądać od środka i jak wiele różnych przypadków oraz wyjątków można napotkać, ale jednak przeczytać na własne oczy to też coś innego.

Jeśli nie jesteście pewni, czy faktycznie jest to książka dla Was, to możecie spróbować się z nią obwąchać (he-he) na facebookowym profilu „Psia Perspektywa – Jakub Gończyk”, który w pewnym sensie był pierwowzorem papierowego reportażu. W końcu faktycznie w samej książce jest to również zbiór historii z codziennej pracy polskiej policji, począwszy od tych miłych, a skończywszy na najbardziej porypanych i przerażających interwencjach. Rzecz jasna z perspektywy przeciętnego pracownika prewencji. Innymi słowy, mamy pełny przekrój. Czy polecam? Oj tak.