niedziela, 19 kwietnia 2020

„Prawo do użycia siły” – Denis Szabałow


Źródło: Lubimy Czytać
Autor:
Denis Szabałow
Tytuł: Prawo do użycia siły
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Stron: 444
Data wydania: 2 marca 2016


Za bardzo wkręciłem się w całe Uniwersum Metro 2033, żeby teraz odpuścić. Ledwo więc skończyłem „Cienie Post-Petersburga” i już lecę z kolejnym tomem – zgodnie z kolejnością proponowaną przez Matkę Przełożoną w jej poście dotyczącym właśnie chronologii czytania. Będę musiał dokonać jeszcze paru zakupów, żeby się utrzymać w ryzach, ale może to na razie poczekać. W każdym razie widziałem sporo głosów, że książki, które „wyszły na powierzchnię” są o wiele lepsze od tych, które nadały charakterystycznego klimatu betonowych tuneli. Po lekturze „Prawa do użycia siły” ciężko się nie zgodzić z tym stwierdzeniem – Denis Szabałow kupił mnie w całości i nawet nie oczekuję wydania reszty!

Po nuklearnej zagładzie każdy radzi sobie jak może. Niewiele ludzkich osad i innych kryjówek pozostało na całym ziemskim globie. Plotki głoszą, że w Moskwie i Petersburgu ludzie gnieżdżą się w metrze, ale kto by w to wierzył. Szczęściarze mogą się cieszyć z przeciwatomowych schronów, które jednak nie dają gwarancji ciągłości zapasów przez całą wieczność – w pewnym momencie trzeba wyjść na powierzchnię i stawić czoła nowemu porządkowi natury. Oraz innym ludziom, którzy mają podobne problemy zaopatrzeniowe. Czasy natomiast są ciężkie i czasem brat bratu pośle kulę w plecy, nie patrząc, ile towaru za ten nabój mógłby kupić.

„Prawo do użycia siły” oczarowało mnie od samego początku. Naczytałem się już trochę książek z Uniwersum Metro 2033 oraz Metro 2035, ale wszystkie one były mocno zbliżone do oryginalnej trylogii. Osadzone w ciemnych tunelach metra, skupiające się na wolno płynącej akcji, rzucającej czytelnika z jednej niepewnej sytuacji do drugiej. Widoczny był też duży nacisk na ludzką psychikę i jej przemianę podczas przymusowego zamknięcia w betonowej dżungli tuneli. Tymczasem pierwsza powieść w trylogii Denisa Szabałowa to kompletnie odmienne spojrzenie. To ciągła akcja, karuzela emocji spowodowana eksploracją powierzchni, a do tego dużo informacji z czasów początków Schronu – jak wyglądała ewolucja społeczeństwa po zakończeniu istnienia współczesnego świata.


„Praktyka bez teorii jest ślepa, a teoria bez praktyki martwa, jak lubił mawiać pułkownik”.

Tak naprawdę cała książka skupia się właśnie na dwóch, przeplatanych ze sobą wątkach. Pierwszym z nich jest to, co tu i teraz – czyli wyprawy Daniły i Sańki na powierzchnię, związane głównie z bieżącymi potrzebami Schronu oraz stalkerskimi rajdami. Drugi natomiast pokazuje nie tylko historię głównego bohatera, ale również początek trudnej drogi, jaką musiało przejść społeczeństwo uratowane przez nuklearną zagładę. Wspaniale pokazany jest kontrast między obecnymi, czasem wręcz monotonnymi wyprawami na powierzchnię, a tym, jak jeszcze parę lat wcześniej wszyscy siedzieli zamknięci w czterech ścianach Schronu i ani myśleli wyściubić nosa. Kolejną różnicą, która się od razu rzuca w oczy przy porównaniu tej powieści z dotychczas przeze mnie czytanymi książkami, jest obecność ogromnej ilości szczegółów dotyczących militariów. One się wręcz wylewają.

Denis Szabałow umieścił na czele ludności Schronu byłego pułkownika specnazu, dzięki czemu otworzył sobie drogę do dowolnego wręcz rozlewania swojej miłości do militariów na kartach książki. Kiedy spojrzycie na mapę na okładce książki oraz przeczytacie pierwsze strony książki, zobaczycie, że kolejnym motywem ułatwiającym mu rzucanie fachowej terminologii oraz typowo żołnierskich wstawek są wojskowi, którzy również stanowią frakcję żyjącą na powierzchni. Dzięki temu wszystkie pojęcia dotyczące broni palnej, pojazdów wojskowych, stosowanej taktyki, strategii, elementów wyposażenia wojskowego i tak dalej, mogły zostać w sposób naturalny wrzucone do książki. Oczywiście te najtrudniejsze mają stosowne przypisy (czasem niestety dość długie), Na całe szczęście militaria i szczegóły z nimi związane nie przysłaniają najważniejszego, czyli fabuły oraz akcji.

„Mój dowódca żartował: jeśli macie syndrom czeczeński, to okno w pokoju trzeba zasłonić szafą, żeby snajper was nie trafił, a spać w łazience, żeby nie pocięło was odłamkami”.

Kiedy człowiek sięga po książkę osadzoną w świecie postapokaliptycznym, spodziewa się mutantów, walki z nimi na śmierć i życie, skażenia powietrza oraz wielu innych, charakterystycznych dla takiego świata elementów. Często jest tak, że albo tych mutantów jest za dużo, albo nie ma ich wcale. Tymczasem Denis Szabałow świat postapokaliptyczny wykorzystał jako tło, korzystając z jego dobrodziejstw jako dodatkowych elementów, które nie tylko urozmaicają samą historię, ale również muszą być wzięte pod uwagę podczas planowania strategii oraz taktyki. Odpowiednio dobrana strategia pozwoli przeżyć ludziom w tych trudnych i niespodziewanych czasach, natomiast taktyka musi uwzględnić niespodzianki w postaci promieniowania czy dziwnych, niekoniecznie przyjaźnie nastawionych stworów. Natomiast sama gra toczy się o zupełnie inną stawkę niż po prostu wybicie paru monstrów. Gra toczy się o coś bardziej przyziemnego, o co mogłaby się toczyć również w czasach nam, czytelnikom, współczesnych.

Chyba najlepsza książka należąca do Uniwersum Metro 2033, jaką do tej pory przeczytałem. Pełna energii, akcji, dobrych postaci, sensownej fabuły i przede wszystkim traktująca świat po apokalipsie jako kolejne miejsce, w którym trzeba nauczyć się żyć. Tak, żyć, a nie wegetować. To ją bardzo odróżnia od głównej trylogii czy choćby Cieni Post-Petersburga. Tam chęć do życia majaczyła gdzieś na skraju świadomości, czasem nawet ktoś wykonał ku niemu jakieś kroki. Tutaj jednak wszyscy wciągają życie pełnymi płucami i nie chcą go oddać. Pokazują jak o nie walczyć i to wraz z tym, co ludziom wychodzi najlepiej. Niszczeniem siebie nawzajem i wszystkiego wokół. Jednak w jakim stylu!

Łączna ocena: 8/10



Cykl „Konstytucja Apokalipsy”

0 komentarze:

Publikowanie komentarza