piątek, 29 maja 2020

„Prawo do życia” – Denis Szabałow


„Prawo do życia” – Denis Szabałow
Źródło: Lubimy Czytać
Autor:
Denis Szabałow
Tytuł: Prawo do życia
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Stron: 480
Data wydania: 31 sierpnia 2016


Pierwszy tom „Konstytucji Apokalipsy” kompletnie mnie zaskoczył – w niczym praktycznie nie przypominał żadnej powieści z Uniwersum Metro 2033, którą do tej pory czytałem. Była o wiele bardziej żywa, dynamiczna, wielobarwna. Pokazywała coś więcej niż tylko powolną wegetację mieszkańców metra. Pokazała o wiele więcej świata i możliwości, niż można było sobie wyobrazić. A zapowiedź kolejnego tomu obiecywała jeszcze więcej eksploracji i jeszcze więcej przygód. Wszystko w otoczce wojskowego drylu i wśród huku karabinów, automatów, strzelb i broni wielkokalibrowej. Mnie więcej do szczęścia nie potrzeba i takie informacje w zupełności wystarczą, żeby mnie przekonać!

Schron jest wspaniale wyposażony – co jednak z tego, skoro zapasy kiedyś się skończą. Kiedy więc pojawia się możliwość odbudowy zawartości magazynów, pułkownik skwapliwie z niej korzysta. Nawet jeśli oznacza ona odebranie pożywienia, a być może nawet i życia innym ocalałym, którzy obecnie trzymają pieczę nad ogromnymi zapasami wszelakich dóbr. W końcu nadeszły zupełnie inne czasy – takie, w których wszystkie chwyty są dozwolone. Takie, w których każdy ma prawo do życia, a zatem i prawo do użycia siły.

„Prawo do życia” jest pod pewnymi względami bardzo podobne do „Prawa do użycia siły”. Cały czas jest to przepełniona militarnymi szczegółami powieść, w której mamy do czynienia tak naprawdę z paramilitarnymi oddziałami poruszającymi się po nieznanym terenie. A skoro nieznany teren, to na pewno dużo niespodzianek. Tych jednak aż tak wiele nie ma, chociaż parę nowych historii z całego świata oraz kilka nowych mutantów można poznać w trakcie lektury. Autor również pokazał, w jak wielu miejscach i na jak różne (niekoniecznie etyczne i moralne) sposoby udaje się ludziom przeżyć. To akurat nie jest żadną tajemnicą – już w samej głównej trylogii, od której się to wszystko zaczęło, pojawiają się przebąkiwania o ocalałych gdzieś poza moskiewskim metrem.

Oprócz tego „Prawdo do życia” pełne jest rozważań dotyczących samego Początku i tego, co go spowodowało. Broni atomowej i jej użycia. Nie sposób się nie zgodzić ze słowami wielu postaci, które snują swoje teorie oraz informują o swoich przemyśleniach po co, na co i z jakiego powodu atomowe mocarstwa posiadały broń atomową i dlaczego to było wiadome, że odpalenie jednej głowicy skończy się tak, a nie inaczej. Niemalże kompletną zagładą świata. Jest tu naprawdę wiele truizmów na ten temat, jednak można odnieść wrażenie, że mało kto o nich pamięta – a już zwłaszcza tam gdzieś w górze, na samym szczycie władz. Czemu więc nie przypomnieć o tym szaremu Kowalskiemu? Na pewno fragmenty te skłaniają do refleksji, a być może nawet (pół żartem, pół serio) uruchamiają w nas wszystkich uśpioną duszę preppersa.


„Oto ona, natura ludzka… Każdy przeżywa swój ostatni dzień po swojemu. Jeden się modli, drugi czyni przemoc i bezprawie”.

Żeby było jeszcze ciekawiej, w pewnym momencie autor zabiera czytelnika w dość nietypową podróż śladami nauki! Dokładniej rzecz biorąc fizyki oraz pewnych możliwości, jakie być może mogłyby się pojawić w świecie po katastrofie nuklearnej. Jeśli czytaliście jakąkolwiek książkę z Uniwersum Metro 2033, to pewnie kojarzycie różne anomalie oraz zagrożenia mentalne, rozsiane w przeróżnych miejscach. Denis Szabałow próbuje osadzić teorie oraz hipotezy dotyczące wielu zjawisk fizycznych, oraz prób wyjaśnienia niezbadanych jeszcze i niepotwierdzonych w żaden sposób zasad funkcjonowania świata. Zwłaszcza w kontekście ogólnopojętej czasoprzestrzeni. Bardzo fajny smaczek dla koneserów. Na całe szczęście nie powinien wpłynąć negatywnie na odbiór przez osoby niekoniecznie szukające takich wątków w beletrystyce. Jest po prostu naprawdę ciekawostką, choć wartą wspomnienia moim zdaniem.

Ostatnich parędziesiąt stron pozostawia niestety sporo do życzenia. Akcja zasuwa jak opętana i omija czasem dość istotne fragmenty. Wygląda to trochę tak, jakby autor spieszył się, byle tylko zakończyć temat drugiego tomu i przejść do trzeciego. Samo zakończenie może być zaskakujące samo w sobie (choć ja sam sobie je zaspoilerowałem rozpoczynając w wyniku pomyłki trzeci tom, zamiast drugiego…), ale wydarzenia bezpośrednio je poprzedzające są zbyt szybkie. W niektórych miejscach nawet można się skrzywić cierpko na samą myśl o sponiewieraniu logiki. Mam nadzieję, że to jedynie wypadek przy pracy lub nieświadomość autora, że doprowadza do czegoś takiego.

Gdybym miał porównać ten tom do pierwszego, „Prawa do użycia siły” to miałbym twardy orzech do zgryzienia. Jest niby bardzo podobny do swojego poprzednika, w końcu mamy cały czas mocno militarny klimat i ogromną dawkę wiedzy na temat broni oraz pojazdów pancernych, ale jednak cała fabuła toczy się wokół czegoś innego. Podróży, rozważań filozoficznych oraz pogoni za majątkiem i rzeczami materialnymi. Nie licząc niezbyt fortunnie napisanego rozwiązania, książka potrafi naprawdę przyciągnąć i dać dużo radości czytania. Samo zakończenie mocno zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Natomiast z postaciami można się zżyć i chcieć ich jeszcze więcej! Zobaczymy, jak na tle dwóch pierwszych części wypadnie zwieńczenie całej trylogii.

Łączna ocena: 7/10



Cykl „Konstytucja Apokalipsy”

0 komentarze:

Publikowanie komentarza