Pokazywanie postów oznaczonych etykietą christie golden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą christie golden. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 października 2023

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2023

Kto z Was musiał zasuwać szkoły? No i kto cieszył się ostatnim miesiącem wolnego przed powrotem na studia? Ja świeżo wróciłem ze swoich wakacji, chociaż to nie jest dla mnie koniec urlopu (jeszcze tydzień byczenia się, ale już w domowym zaciszu!), ale cały mój wrzesień był niesamowicie zajęty i aktywny! Oczywiście miałem sporo czasu na słuchanie audiobooków (aczkolwiek podcasty wracają z przerwy wakacyjnej), jednak papier i e-booki szły mi topornie. Właściwie to czytam je głównie wieczorami, tuż przed snem, ale jakoś nie zawsze miałem na to ochotę… Nie żeby książki przeze mnie wybrane były słabe, nic z tych rzeczy – po prostu… jakoś tak wyszło.

Ogólnie nie mogę narzekać na ostatnie trzydzieści dni, zwłaszcza że książkowo odkryłem kolejną wspaniałość, jaką jest „Shogun” (no i oczywiście cały cykl!), 60 godzin świetnej zabawy w cudownym świecie! Muszę wygrzebać więcej tego typu tytułów i się z nimi zapoznać. Na pewno mam co nadrabiać do końca roku tak naprawdę, zważywszy na długość tych pozycji. A tu jeszcze miałem sobie „Kingsbridge” kupić! Nie wiem kiedy ja na to wszystko czas znajdę…

No, ale przejdźmy wreszcie do sedna tego postu, czyli opinii! Rzecz jasna okładki pozwoliłem sobie zapożyczyć z serwisu Lubimy Czytać.

„Zbrodnie wojenne” – Christie Golden

Format: E-book
Stron/długość: 430
Tłumaczenie: Przemysław Bieliński

Wydarzenia, których już niestety nie znam z gier – na długo przed nimi zakończyłem swoją przygodę z „World of Warcraft”. Mimo wszystko historię znam mniej więcej, a w „Zbrodniach wojennych” mogłem przyjrzeć się ze szczegółami życiu Garrosha Hellscreama, syna Groma, znanego fanom najstarszych części tej serii. Książka skupia się wokół procesu wspomnianego Wodza Hordy, który sądzony jest właśnie za tytułowe zbrodnie wojenne, których się dopuścił nie tylko przeciwko członkom Przymierza, ale i własnej Hordy. Jak na proces, jest to naprawdę bardzo dynamicznie opisana historia. Tego się jednak spodziewałem po Christie Golden, bo nie jest to jej pierwsza powieść osadzona w tym świecie, którą czytałem.

Niestety oczywiście nawet najlepsze pióro nie uniknie pewnego rodzaju powtarzalności i schematyczności przy tego typu opisach. Niestety zdarzały się momenty dłużące się, ciągnące niemal jak spaghetti – znaczy niby smaczne i chciane, ale jednak czasem irytujące, zwłaszcza kiedy tę nitkę kończymy. Trochę też na tym ucierpiała dość istotna kwestia, czyli przeżycia postaci oraz przedstawienie ich przemian i wewnętrznych lęków po czasie, w którym Garrosh Hellscream dokonał takich, a nie innych czynów. Chciałoby się aż dostać kolejną część, która skupia się nie na tym, a nie tylko na przedstawianiu faktów oraz detali. Mimo wszystko będę przyjemnie wspominał tę pozycję, głównie ze względu na uzupełnianie luk w mojej wiedzy.

Ocena punktowa: 6/10

„Shogun” – James Clavell

Format: Audiobook
Stron/długość: 51h 39m
Czyta: Andrzej Hausner

Zanim sięgnąłem po tę lekturę, wiedziałem o niej tylko tyle, że istnieje – James Clavell jest mimo wszystko dość znanym nazwiskiem. Nie wiedziałem jednak nic więcej, oprócz tego, że jej akcja rozgrywa się w Japonii. Teraz mega żałuję, że nie sięgnąłem po nią wcześniej, bo jest to naprawdę kawał cudownej literatury i to pod wieloma względami. Ogrom nawiązań do kultury japońskiej (i to starszej, sięgającej aż czasów podbojów mórz i nowych lądów przez Europejczyków), historyczne przedstawienie zderzenia kultur (choć jak zwykle nie umiem ocenić merytoryczności), a do tego podane w sposób tak przyjemny, że aż trudno się było oderwać od lektury.

Jednym z ciekawych aspektów jest sposób przedstawiania języka japońskiego, którego niejako uczymy się wraz z postępami w książce. W pewnym momencie nawet całe zdania przytaczane w tym języku nie stanowiły dla mnie problemu w zrozumieniu (chociaż za nic w świecie bym ich teraz nie powtórzył!). Świetnie była też przeprowadzona ekspozycja, zarówno na sam świat, jak i strukturę feudalnego społeczeństwa, począwszy od kupców, przez chłopów, samurajów, aż po tytułowego shoguna. Do tego główna linia fabularna została zaplanowana z rozmysłem i bardzo szeroko rozpiętą intrygą polityczną, więc tak naprawdę mamy tu wszystko, czego do szczęścia potrzeba fanom bardzo długich cykli! A wszak jest to dopiero pierwszy z sześciu tłustych tomów!

Ocena punktowa: 8/10

„Kosiarze” – Neal Shusterman

Format: E-book
Stron/długość: 512
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak się rozwijała ta książka. Początkowo jasno i wyraźnie pojawił się bardzo popularny wątek mistrza i ucznia, który stanowi podstawę wielu historii. Później jednak autor poszedł w bardzo ciekawą stronę, wpuszczając czytelnika poniekąd w maliny i usypiając jego czujność. Ogólnie sam pomysł na świat jest też intrygujący – z jednej strony chciałoby się powiedzieć, że jest to dystopia (a w każdym razie tego się spodziewałem po opisach), w drugim, że zdecydowanie utopia (zwłaszcza w kontekście tego, jak zbudowane jest społeczeństwo), ale bardzo szybko przestawiłem się na twierdzenie, że mamy tu do czynienia z antyutopią!

Tak naprawdę to pierwszy tom nie wytrzymał hajpu, który został wokół tego cyklu nakręcony. Czyta się to przyjemnie, czuć naprawdę potencjał, ale oprócz bycia zwykłym wstępem do czegoś lepszego, „Kosiarze” nie obiecują niczego. Ot, poprawnie napisana książka fantasy, która ma ciekawie zapowiadający się świat i nic poza tym. Nie żebym nie czerpał radochy z lektur, co to to nie, tylko jak na te ochy i achy, które widziałem wszędzie wokół, to spodziewałem się jednak czegoś lepszego. Zobaczymy jednak, jaki będzie kolejny tom – czuć potencjał i być może faktycznie rozkręci się wszystko dopiero w kolejnej książce. Oby.

Ocena punktowa: 8/10

„Tofa. Księżniczka Słowian” – Grzegorz Gajek

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 38m
Czyta: Filip Kosior

Mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Na pewno jest bardzo klimatyczna – można wręcz poczuć zapach opisywanego lasu, ujrzeć ludzi oraz zwierzęta pasące się przy drodze, czy też odczuć niepokój poszczególnych postaci. Niestety przy okazji łatwo się rozproszyć i pogubić. Postawiłem na audiobook w tym przypadku i nie wiem, czy to jest kwestia lektora (no ale jak, Filipa Kosiora uwielbiam), czy też sposobu narracji, ale co chwilę się dosłownie wyłączałem. Nie byłem w stanie się skupić przez dłuższy czas na lekturze i sporo rzeczy mi uciekało, przez co musiałem nieco cofać nagranie.

W związku z tym trudno mi też ocenić, co było dobre, a co wpływało negatywnie na całą książkę. Na pewno nie umiem określić na ile prawidłowe historycznie są wydarzenia, miejsca oraz postacie, ale z pewnością autor dorzucił tu pełną garść elementów fantastycznych i nadnaturalnych. Przyznać tu muszę, że właśnie one przyciągały mnie najbardziej i tych właśnie fragmentach moja uwaga została najlepiej przyciągnięta. Wydaje mi się więc, że muszę po prostu pozostawić taką nie do końca pełną i wartościową opinię, zdając się po prostu na Wasz osąd, czy dacie radę się skupić i wyciągnąć coś dobrego z lektury „Tofy”, czy będziecie mieli podobne do moich odczucia.

Ocena punktowa: 5/10

„Thunderhead” – Neal Shusterman

Format: E-book
Stron/długość: 592
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Oj, ten tom już lepiej „szarpie”. Przede wszystkim o wiele lepiej poznajemy całą strukturę Kosodomu oraz jego historię, aż do samych początków jego istnienia. Ja po prostu uwielbiam wiedzieć takie rzeczy i poznawać je, byle tylko były wplecione bardzo naturalnie w narrację lub dialogi. Oczywiście w przypadku tej książki i tego świata, pamiętać należy o tytułowym Thunderheadzie, który jest oddzielony grubą, czerwoną kreską od Kosodomu – a też by się chciało poznać nieco więcej historii jego powstania, jak również struktury społeczeństwa, którą zbudował. Na szczęście i to udało się bardzo naturalnie wpleść w strukturę książki, więc moja ciekawość jest w pełni zaspokojona.

Pierwszy tom był (jak to bywa z pierwszymi tomami) pewnego rodzaju wstępem do głównej historii, natomiast tutaj mamy już pełne rozwinięcie. Dużo intryg, mnóstwo trzymania czytelnika w napięciu, ogrom wydarzeń i wszystko to sklejone za pomocą odpowiednio gęstej dynamiki. Regularnie przez to wszystko przebija odtwórczość oraz wrażenie, że gdzieś się to już czytało (no cóż, motywy nie należą do bardzo oryginalnych), ale wykonanie skutecznie maskuje te wrażenia. Dobrze się przy tej lekturze bawiłem i aż żałowałem, że nie miałem trzeciego tomu pod ręką. Może nie zaliczę „Thunderheada” do ścisłej topki, ale na pewno będę polecał jako świetna rozrywka. No, w każdym razie na pewno do tomu drugiego.

Ocena punktowa: 8/10 


piątek, 8 marca 2019

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden, Aaron Rosenberg
Tytuł: World of Warcraft: Przez mroczny portal
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 360
Data wydania: 13 lutego 2019


Całą serię World of Warcraft pochłaniam jak Horda zbłąkanych żołnierzy Przemierza. Kiedy tylko widzę nową książkę z tej serii, to od razu zacieram ręce ciesząc się nawet samą perspektywą przeczytania kolejnej historii, najczęściej doskonale mi znanej. Wydarzenia pomiędzy Drugą a Trzecią Wojną, bo właśnie o nich traktuje „World of Warcraft: Przez mroczny portal”, to ta część Lore, która jest nieco mniej znana osobom, które nie grały we wszystkie możliwe części gier wydanych przez Blizzarda oraz tym, którzy z własnej woli nie czytali dokumentów stworzonych przez fanów. Sam niewiele pamiętam z tego krótkiego wycinka czasu (choć bardzo znaczącego dla późniejszych wydarzeń), więc być może dlatego książka nie porwała mnie aż tak bardzo, jak poprzednie.

Po dwóch latach od zamknięcia Mrocznego Portalu szaman Ner’zhul z pomocą Rycerzy Śmierci ponownie przejmuje kontrolę nad Hordą w ostatniej próbie zjednoczenia wodzów klanów. Tym razem Azeroth nie jest jego głównym celem – Przymierze udowodniło, że jest silne i potrafi oprzeć się potędze Hordy. Jednak nie bez powodu arcymag Khadgar nie był w stanie do końca zamknąć przejścia. Jego zaangażowanie w budowanie Nethergate jednak się opłaciło, chociaż jednocześnie stało się dla Hordy bardzo pomocne w realizacji ich własnych planów. I nie tylko ich, bo na horyzoncie pojawia się Śmiercioskrzydły wraz ze swoim potomstwem.

Fabuła książki opowiada dokładnie o tej części historii Uniwersum Warcrafta, która dzieje się w dodatku do gry Warcraft II: Beyond the Dark Portal. Ciężko nazwać to zapomnianym dodatkiem, bowiem wielcy fani całej serii czerpali mnóstwo przyjemności z gry, jednak osoby związane z samym World of Warcraft mogą mieć o wiele mniejsze pojęcie na temat wydarzeń, które rozegrały się w kampaniach ludzi i orków. Sam przyznam się bez bicia, że z Wyprawy Przymierza oraz zniszczenia Draenoru nie pamiętam zbyt wiele. Mimo to zdaję sobie sprawę, że powstanie Outlandu to jeden z dość istotnych momentów dla Uniwersum. Szkoda więc tym bardziej, że historia opowiedziana w „World of Warcraft: Przez mroczny portal” nie porywa tak bardzo, jak chciałbym, żeby mnie porwała.

Na pewno po części winę zwalić można na same wydarzenia, które nie obfitowały wcale w zwroty akcji i pozbawione były raczej możliwości budowy napięcia. Była to prosta wyprawa, o prostych celach zarówno dla Hordy, jak i Przymierza. No i tutaj wszystko jest w książce w jak najlepszym porządku – mamy odpowiednią chronologię wydarzeń (Blizzard sam się niestety w pewnym momencie zakręcił), mamy siły Przymierza spychające Hordę „w dół” oraz mamy Ner’zhula, który pragnie otworzyć kolejne portale do innych światów. Mamy również smoki, intrygi Hordy oraz szlachetne pobudki Przymierza (choć okraszone nieco innymi, niekoniecznie współgrającymi ze Światłością emocjami). Nie mamy jednak tego czegoś, co w poprzednich częściach nakazywało czytelnikowi pozostać przy książce i dowiedzieć się jaki będzie dalszy rozwój wypadków.

Pierwsza połowa książki wydaje się być wstępem do właściwych wydarzeń. Jest mnóstwo planowania, knowania, ale niestety mało akcji. Niewiele również dowiemy się na temat rozkładu sił politycznych oprócz tego, że jest sobie Przymierze, czyli ludzie, krasnoludy i elfy, oraz Horda, która ogranicza się do Orków z lekką domieszką Ogrów. Bez znajomości wcześniejszych historii ciężko się połapać o co w ogóle w tej całej wojnie chodzi i dlaczego Orkowie są ścigani przez siły Przymierza (oprócz tego, że są okrutni i zabijają ludzi). Brakowało mi też rozbudowanych opisów – moment przejścia przez Mroczny Portal aż się prosił o takie opisanie Stair of Destiny, że aż miałbym ochotę rzucić wszystko i pobiec wykupić abonament na World of Warcraft. Niestety tym razem ta magia nie zadziałała i po prostu dalej brnąłem przez równie bezpłciowy opis Path of Glory.

Czytając poprzednie książki Christie Golden oraz Aarona Rosenberga, odnoszę wrażenie, że to właśnie Christie Golden czuje ten klimat, a Rosenberg jest jedynie rzemieślnikiem, który poprawnie wykonuje swoje rzemiosło. Natomiast znowu kawał dobrej roboty zrobiła Dominika Repeczko, której tłumaczenia World of Warcraft czyta się wspaniale. Ja od zawsze marudziłem, marudzę i będę marudził na wybiórcze tłumaczenie nazw własnych, ale na to się nic nie poradzi – niewiele osób ma wpływ na samego Blizzarda, który narzuca takie, a nie inne standardy. Jednak to, w jaki sposób Dominika Repeczko czuje ten świat jest niezwykłe. Dopiero jak człowiek się zastanowi jak łatwo można zepsuć tłumaczenie książek z Uniwersum Warcrafta, to dopiero zaczyna się doceniać pracę tłumacza.

Niewątpliwie książka ta jest bardzo ważnym elementem całej serii. Tłumaczy jak ostatecznie upadł Draenor i do czego doprowadziła arogancja i pycha Ner’zhula, a do tego robi to mimo wszystko w sposób, do jakiego przywykłem – prosty, ale klimatyczny i przyjemny. Pozbawiona jest jedynie tych wodotrysków, do których przywykłem, a które były pewnego rodzaju znakiem rozpoznawczym najnowszych książek opowiadających o zmaganiach Hordy i Przymierza. Mimo wszystko jako element pomagający poznanie Lore polecam. Zastanawiam się też nad powrotem do niej podczas czytania po kolei, zgodnie z chronologią wydarzeń. Naprawdę mocno się zastanawiam jaki będzie wtedy mój odbiór tej pozycji.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


wtorek, 31 lipca 2018

„World of Warcraft: Cisza przed burzą” - Christie Golden

"World of Warcraft: Cisza przed burzą" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of Warcraft: Cisza przed burzą
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 408
Data wydania: 18 lipca 2018


Od niedawna odświeżam sobie lata młodości spędzone na graniu w World of Warcraft w nieco inny sposób - czytając książki bazujące na uniwersum stworzonym przez Blizzard. Prym wśród autorów na moich półkach wiedzie Christie Golden, która rzeczywiście stała się dla mnie kimś, kto pokazał, że jednak można napisać świetną powieść bazując na wydarzeniach z gry komputerowej. “Cisza przed burzą” jest tym razem nieco innym przypadkiem - do tej pory zawsze znałem fabułę książki i wiedziałem jak potoczą się wydarzenia. Najnowsza książka wydana przez Wydawnictwo Insignis opowiada jednak historię, która nawiązuje do najnowszego dodatku World of Warcraft: Bitwa o Azeroth. Mogłem więc zupełnie inaczej podejść do lektury i muszę przyznać, że mam nieco mieszane uczucia, chociaż przeważają jednak te pozytywne.

Nad Azeroth zawisło kolejne niebezpieczeństwo, choć tym razem nie są to armie Płonącego Legionu. Sargeras nawet podczas swojego upadku potrafił zadać temu światu potworny ból. Z rany powstałej po uderzeniu jego mieczem wypływa azeryt - Horda i Przymierze próbują dojść do tego, w jaki sposób ta niezwykła substancja może im pomóc nie tylko w leczeniu własnych ran, ale w umocnieniu swojej pozycji. Odwieczny konflikt może jednak tym razem nabrać zbyt dużego rozpędu. Ten z kolei może spowodować totalną anihilację całego Azeroth. Chyba, że wcześniej Anduinowi uda się wprowadzić w życie swój karkołomny i na pierwszy rzut oka od razu skazany na niepowodzenie plan…

Książkę tę odbieram zdecydowanie inaczej niż wszystkie poprzednie, przeczytane przeze mnie tytuły bazujące na World of Warcraft. Tym razem nie znałem wcześniej wydarzeń, które opisuje autorka, a na dodatek wiele znanych mi postaci już nie żyje. Z drugiej strony o wiele lepiej można poznać jedną z wielokrotnie pominiętych postaci, jaką jest Sylvannas Windrunner (czy też w tłumaczeniu - Sylwana Bieżywiatr). Jest mniej więcej taka, jakiej się spodziewałem. Wyzuta z emocji, podstępna, przebiegła, niesamowicie inteligentna i z bardzo rozwiniętymi zdolnościami przywódczymi. Po drugiej strony barykady stoi Anduin Wrynn, kapłan, król Stormwind (w polskim tłumaczeniu Wichrogrodu), który jest aż do bólu praworządny, dobry, moralny i jedyne o czym marzy to pokój na wszystkich kontynentach. Różnice te u obojga bohaterów widać od samego początku, co tylko podkreśla problem, z jakim zmaga się obecnie Azeroth.

“- Jak to krasnoludy. - Wzruszyła ramionami. - Słowa latają nad głowami. Czasami kufle. Aczkolwiek myślę, że to drugie zdarza się rzadziej, gdy kufle są pełne”.

Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym nie narzekał na tłumaczenie. Bynajmniej nie zamierzam złego słowa powiedzieć o tłumaczeniu samym w sobie czy o pracy Dominiki Repeczko - bez jej pracy książki te nie byłyby napisane tak świetnym językiem, który potrafi wprowadzić w klimat opisywanych scen. Jak w większości książek do tej pory chodzi oczywiście o tłumaczenie nazw własnych, które przez Blizzarda są odgórnie narzucane, a które po prostu nie mają ładu ani składu. Część nazwisk jest spolszczona, część nie, niektóre z nich brzmią po prostu groteskowo, a nazw krain można się domyślić jedynie próbując w sposób naprawdę bezpośredni tłumaczyć we własnym zakresie (lub posiłkując się ich położeniem geograficznym, jeśli zna się mapy Azeroth). Mam nadzieję, że Blizzard kiedyś nabierze trochę racjonalności i albo w pełni wyprostuje tłumaczenia, albo zaprzestanie ich wymagania - obecny stan rzeczy fani gier są w stanie przełknąć. Nie wyobrażam sobie jednak być młodym adeptem, który pragnie posmakować nowego świata i dostać coś tak… absurdalnego.

Nie jestem do końca pewien jak odebrać niemalże chorobliwie praworządne zachowanie bohaterów Przymierza. Dla porównania Sylwana wraz ze swoimi poplecznikami jest po prostu konkretną, dobrze zbudowaną postacią, której charakter i osobowość oddają jej pozycję. Z kolei Anduina można jeszcze w pełni wytłumaczyć tym, że jest kapłanem, jednak jego świtę już niekoniecznie. Nie aż do takiego stopnia. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że taki dokładnie mógł być zamysł Christie Golden, aby jeszcze bardziej uwypuklić różnice między Przymierzem oraz Hordą na tle głównego planu króla Anduina. Mimo wszystko wiele razy się skrzywiłem podczas lektury z tego powodu, nie zamierzam jednak wieszać psów na takim zabiegu - w końcu nie jest aż tak łatwo manewrować pomiędzy dwiema tak skrajnymi postawami, więc niewątpliwie autorce należą się słowa gratulacji. 

“Kiedyś pracowałem w Zimozdroju. Jestem śniegolubnym amatorem przytulanek przed kominkiem, kochającym święta piecuchem”.

Na ogromny plus zasługuje wątek pewnego goblina, który to (wątek) niestety nie jest tak długi i szczegółowy, jaki bym chciał, aby był, jednak zapewnił dużo dobrej zabawy. W całej książce występuje wiele nowych postaci oraz cały świat przewraca się do góry nogami, zwłaszcza pod kątem współpracy pomiędzy rasami, których nigdy by się nie posądzało o możliwość choćby przebywania we własnym towarzystwie. Horda otrzymuje nową przywódczynię, która prowadzi rządy nieco inne niż te, do których przywykła Stara Horda, natomiast Przymierze zastanawia się nad schowaniem starych strachów. Na pewno jest to książka, która spowoduje niezłe zamieszanie w głowach starych wyjadaczy, którzy pamiętają doskonale czasy pierwszych Warcraftów.

Całkiem dobra pozycja, choć ustępuje swoim poprzedniczkom. Wciąż jest to ten sam, niezwykle przyjemny styl Christie Golden (w postaci tłumaczenia Dominiki Repeczko), chociaż nie pokazuje takiego pazura, jakiego można było się spodziewać. Końcówka niesamowicie wciąga i jest na pewno dźwignią, która podnosi całą powieść o wiele wyżej, niż sugerować by mogła cała pierwsza połowa “Ciszy przed burzą”. Nie nazwałbym tej książki czołówką World of Warcraft, chociaż całokształt wypada całkiem dobrze. Jeśli jesteście przygotowani na wywrócenie do góry nogami wszystkiego, co wiedzieliście do tej pory o Azeroth oraz frakcjach zamieszkujących poszczególne kontynenty, to pewnie nie będziecie żałować. Jeśli jednak jesteście przyzwyczajeni do takiego a nie innego podziału sił i sposobów rządzenia - możecie przeżyć szok. Czy pozytywny, czy negatywny, to już musicie przekonać się o tym sami…

Łączna ocena: 7/10


niedziela, 26 listopada 2017

"World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza" - Christie Golden

"World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 368
Data wydania: 2 sierpnia 2017


Uniwersum Warcrafta to zdecydowanie jeden z moich ulubionych światów. Wiąże się z nim mnóstwo wspaniałych wspomnień, głównie związanych z grami ze stajni Blizzarda. Mam jednak również za sobą kilka książek opisujących historię Azeroth, Draenoru oraz innych krain, w tym między innymi jedną z pozycji napisanych przez Christie Golden"World of Warcraft: Narodziny Hordy". Niemalże wszystkie kojarzą mi się bardzo dobrze, a niniejsza pozycja zdecydowania dołącza do tego grona. Czuję, że znalazłem swoją nową, ulubioną autorkę.

środa, 18 października 2017

"World of Warcraft: Narodziny Hordy" - Christie Golden

"World of Warcraft: Narodziny Hordy" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of Warcraft: Narodziny Hordy
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 328
Data wydania: 15 lutego 2017


Na grze w World of Warcraft straciłem niemalże całe liceum. Wcześniej zagrywałem się namiętnie w Warcraft III razem z dodatkiem i do tej pory uważam to za jeden z najlepszych fabularnie tytułów wszech czasów. W ogóle ze stajni Blizzarda wychodziły niemalże same perełki, jednak świat Warcrafta jest mi najbliższy. Na swoim koncie mam kilka powieści, które zostały osadzone w jego uniwersum, ale chyba jeszcze żadna z nich nie była tak dobra, jak "Narodziny Hordy". Zdecydowanie mam ochotę na więcej i cieszę się, że czekają już na mnie "Przebudzenie Króla Lisza".

Draenor od wielu lat karmił płodami swoich ziem orków oraz draenei. Obie rasy żyły w pokoju, choć zdecydowanie od siebie oddalone. Jedni nie wchodzili drugim w drogę, choć handel kwitł. Zdarzały się również nieśmiałe kontakty, jednak nawet te zostały w pewnym momencie całkowicie urwane. Draenei stanąć musieli do walki z Hordą, napędzaną gniewem oraz intrygą Kil'jaedena, jednego z władcy demonów prowadzącego Płonący Legion. To zdecydowanie były mroczne czasy dla orczych klanów, czasy przerwane dopiero przez Thralla.