Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Repeczko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Repeczko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2019

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden, Aaron Rosenberg
Tytuł: World of Warcraft: Przez mroczny portal
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 360
Data wydania: 13 lutego 2019


Całą serię World of Warcraft pochłaniam jak Horda zbłąkanych żołnierzy Przemierza. Kiedy tylko widzę nową książkę z tej serii, to od razu zacieram ręce ciesząc się nawet samą perspektywą przeczytania kolejnej historii, najczęściej doskonale mi znanej. Wydarzenia pomiędzy Drugą a Trzecią Wojną, bo właśnie o nich traktuje „World of Warcraft: Przez mroczny portal”, to ta część Lore, która jest nieco mniej znana osobom, które nie grały we wszystkie możliwe części gier wydanych przez Blizzarda oraz tym, którzy z własnej woli nie czytali dokumentów stworzonych przez fanów. Sam niewiele pamiętam z tego krótkiego wycinka czasu (choć bardzo znaczącego dla późniejszych wydarzeń), więc być może dlatego książka nie porwała mnie aż tak bardzo, jak poprzednie.

Po dwóch latach od zamknięcia Mrocznego Portalu szaman Ner’zhul z pomocą Rycerzy Śmierci ponownie przejmuje kontrolę nad Hordą w ostatniej próbie zjednoczenia wodzów klanów. Tym razem Azeroth nie jest jego głównym celem – Przymierze udowodniło, że jest silne i potrafi oprzeć się potędze Hordy. Jednak nie bez powodu arcymag Khadgar nie był w stanie do końca zamknąć przejścia. Jego zaangażowanie w budowanie Nethergate jednak się opłaciło, chociaż jednocześnie stało się dla Hordy bardzo pomocne w realizacji ich własnych planów. I nie tylko ich, bo na horyzoncie pojawia się Śmiercioskrzydły wraz ze swoim potomstwem.

Fabuła książki opowiada dokładnie o tej części historii Uniwersum Warcrafta, która dzieje się w dodatku do gry Warcraft II: Beyond the Dark Portal. Ciężko nazwać to zapomnianym dodatkiem, bowiem wielcy fani całej serii czerpali mnóstwo przyjemności z gry, jednak osoby związane z samym World of Warcraft mogą mieć o wiele mniejsze pojęcie na temat wydarzeń, które rozegrały się w kampaniach ludzi i orków. Sam przyznam się bez bicia, że z Wyprawy Przymierza oraz zniszczenia Draenoru nie pamiętam zbyt wiele. Mimo to zdaję sobie sprawę, że powstanie Outlandu to jeden z dość istotnych momentów dla Uniwersum. Szkoda więc tym bardziej, że historia opowiedziana w „World of Warcraft: Przez mroczny portal” nie porywa tak bardzo, jak chciałbym, żeby mnie porwała.

Na pewno po części winę zwalić można na same wydarzenia, które nie obfitowały wcale w zwroty akcji i pozbawione były raczej możliwości budowy napięcia. Była to prosta wyprawa, o prostych celach zarówno dla Hordy, jak i Przymierza. No i tutaj wszystko jest w książce w jak najlepszym porządku – mamy odpowiednią chronologię wydarzeń (Blizzard sam się niestety w pewnym momencie zakręcił), mamy siły Przymierza spychające Hordę „w dół” oraz mamy Ner’zhula, który pragnie otworzyć kolejne portale do innych światów. Mamy również smoki, intrygi Hordy oraz szlachetne pobudki Przymierza (choć okraszone nieco innymi, niekoniecznie współgrającymi ze Światłością emocjami). Nie mamy jednak tego czegoś, co w poprzednich częściach nakazywało czytelnikowi pozostać przy książce i dowiedzieć się jaki będzie dalszy rozwój wypadków.

Pierwsza połowa książki wydaje się być wstępem do właściwych wydarzeń. Jest mnóstwo planowania, knowania, ale niestety mało akcji. Niewiele również dowiemy się na temat rozkładu sił politycznych oprócz tego, że jest sobie Przymierze, czyli ludzie, krasnoludy i elfy, oraz Horda, która ogranicza się do Orków z lekką domieszką Ogrów. Bez znajomości wcześniejszych historii ciężko się połapać o co w ogóle w tej całej wojnie chodzi i dlaczego Orkowie są ścigani przez siły Przymierza (oprócz tego, że są okrutni i zabijają ludzi). Brakowało mi też rozbudowanych opisów – moment przejścia przez Mroczny Portal aż się prosił o takie opisanie Stair of Destiny, że aż miałbym ochotę rzucić wszystko i pobiec wykupić abonament na World of Warcraft. Niestety tym razem ta magia nie zadziałała i po prostu dalej brnąłem przez równie bezpłciowy opis Path of Glory.

Czytając poprzednie książki Christie Golden oraz Aarona Rosenberga, odnoszę wrażenie, że to właśnie Christie Golden czuje ten klimat, a Rosenberg jest jedynie rzemieślnikiem, który poprawnie wykonuje swoje rzemiosło. Natomiast znowu kawał dobrej roboty zrobiła Dominika Repeczko, której tłumaczenia World of Warcraft czyta się wspaniale. Ja od zawsze marudziłem, marudzę i będę marudził na wybiórcze tłumaczenie nazw własnych, ale na to się nic nie poradzi – niewiele osób ma wpływ na samego Blizzarda, który narzuca takie, a nie inne standardy. Jednak to, w jaki sposób Dominika Repeczko czuje ten świat jest niezwykłe. Dopiero jak człowiek się zastanowi jak łatwo można zepsuć tłumaczenie książek z Uniwersum Warcrafta, to dopiero zaczyna się doceniać pracę tłumacza.

Niewątpliwie książka ta jest bardzo ważnym elementem całej serii. Tłumaczy jak ostatecznie upadł Draenor i do czego doprowadziła arogancja i pycha Ner’zhula, a do tego robi to mimo wszystko w sposób, do jakiego przywykłem – prosty, ale klimatyczny i przyjemny. Pozbawiona jest jedynie tych wodotrysków, do których przywykłem, a które były pewnego rodzaju znakiem rozpoznawczym najnowszych książek opowiadających o zmaganiach Hordy i Przymierza. Mimo wszystko jako element pomagający poznanie Lore polecam. Zastanawiam się też nad powrotem do niej podczas czytania po kolei, zgodnie z chronologią wydarzeń. Naprawdę mocno się zastanawiam jaki będzie wtedy mój odbiór tej pozycji.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


wtorek, 13 listopada 2018

„Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” – Nora K. Jemisin, Mac Walters

„Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” – Nora K. Jemisin, Mac Walters
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Nora K. Jemisin, Mac Walters
Tytuł: Mass Effect. Andromeda: Inicjacja
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 304
Data wydania: 13 października 2018


Książek na podstawie gier (lub w oparciu o świat stworzony na ich potrzeby) jest coraz więcej – podobnie zresztą jak filmów. Fani chętnie kupią wszystko, co jest związane z ich ulubionym tytułem, a pewnego rodzaju dywersyfikacja nośników może zwiększyć zyski ze sprzedaży nie tylko produktów wokół gry, ale również jej samej. Ja jestem najlepszym przykładem potencjalnego klienta – nie grałem nigdy w Mass Effect (jedynie widziałem gameplaye), jednak książką się zainteresowałem. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek się skuszę na zakup samej gry, jednak należę do jednej z grup docelowych, czyli książkoholików. Jeśli zainteresuje mnie jeden tom, wielce prawdopodobne, że zasilę budżet twórców poprzez samodzielne zakupy, lub namówienie tego osób, które przeczytają moją opinię. Co do tego drugiego nie jestem pewien, jednak to pierwsze jest prawdopodobne.

Od kiedy ludzie weszli do Rady, świat nie jest już takim samym miejscem. Samo słowo „świat” zmieniło zresztą swoje znaczenie – Ziemia nie jest już „centrum” dla wielu ludzi. Na przykład takich jak porucznik Cora Harper, która trafiła do Córek Talein, gdzie uczyła się jak zostać bezwzględną łowczynią. Ostatecznie jednak wraca na Ziemię, gdzie nie spotyka się ze zbyt miłym przyjęciem, zwłaszcza kiedy ludzie dowiadują się, że ma dołączyć do Inicjatywy Andromeda. Jej umiejętności mogą się wspomnianej Inicjatywie bardzo szybko przydać, okazuje się bowiem, że pewne ściśle tajne dane zostały wykradzione organizacji, a Cora Harper musi je odzyskać. Co nie jest takie łatwe nawet (albo zwłaszcza) dla biotyka.

Nie jest to książka pozbawiona wad (niestety), chociaż w ogólnym rozrachunku mi, człowiekowi w ogóle niezwiązanemu z grą, przemówiła do tych obszarów odpowiedzialnych za rozrywkę i radość z niej czerpaną. Dawno nie miałem okazji czytać akcji osadzonej w przestrzeni kosmicznej, z wszędobylską nowoczesną technologią oraz rasami pozaziemskimi. Na dodatek nie mam bladego pojęcia jak wydarzenia opisane w „Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” mają się do świata samej gry (należy oczywiście pamiętać, że jest to prequel), jednak zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po coś więcej niż tylko gameplaye. Nie tylko inne książki z tej serii, ale być może również samą grę – kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości.

„Na każdej planecie, wśród wszystkich ras, zasrana biurokracja była zawsze taka sama”.

Wspomniałem już, że tytuł ten nie jest pozbawiony wad. Jedną z głównych jest zbyt szybkie prowadzenie czytelnika pomiędzy kolejnymi scenami. Cała akcja przypominała nieco błyskawiczne przeskakiwanie pomiędzy kolejnymi misjami w dowolnej grze RPG, gdzie zakończenie pewnego etapu oznacza nagły spokój, ucięty jak nożyczkami. W jednej chwili wszystko się zagęszcza, dochodzi do punktu kulminacyjnego, a już w następnym jesteśmy niemalże parę lub paręnaście dni czy tygodni później, gdzie wszystko wygląda jakby opisywanych jeszcze przed chwilą zdarzeń w ogóle nie było. Wprowadza to nieco dyskomfortu podczas czytania i niszczy dynamikę całej historii. Przed oczami dosłownie wyskakiwały mi co chwila plansze informujące o zakończeniu misji, jej przedłużeniu lub rozgałęzieniu z wielkim przyciskiem „Przyjmij”. Natomiast po ich zakończeniu przycisk z możliwością teleportacji do „bazy”.

Bardzo pozytywnie natomiast zaskoczyło mnie to, że nie czułem się wcale niedoinformowany czytając, jakby nie patrzył, drugi tom cyklu. Zapewne wielu rzeczy nie zrozumiałem, które wyjaśnione zostały (lub miały swój początek) w poprzedniej powieści, ale absolutnie tego nie czułem. Nie jestem niestety w stanie określić, czy przypadkiem niektóre wydarzenia nie okażą się spoilerami, jednak tego się nie dowiem dopóki sam nie przeczytam pierwszej części. Nic jednak na to nie wskazuje, więc jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Co prawda nie jest dobrą praktyką czytanie nie po kolei, ale wiele serii jest tak skonstruowanych, że zapoznanie się z którymś z kolei tomem bez znajomości wcześniejszych nie jest wielkim problemem. Być może się mylę i w tym przypadku nie jest to dobrym pomysłem, jednak po przeczytaniu tylko „Inicjacji” stwierdzam, że można ją spokojnie przeczytać bez znajomości poprzedniej.

Przyjemna lektura, nie jest co prawda pozbawiona wad, ale bardzo zachęca do sięgnięcia po inne książki z tej serii. Potrafi wciągnąć i przyszpilić czytelnika na dłuższy czas, chociaż niestety te klocki, z których się składa, potrafią równie skutecznie odrzucić na krótką chwilę. Nie jest to może powieść najwyższych lotów, jednak z wielką chęcią spróbuję w przyszłości zatonąć w odmętach kosmosu, jaki niektórzy z pewnością znają z wizji Mass Effect. Sam świat (albo raczej wszechświat) przedstawiony w książce wcale nie odbiega mocno od najbardziej popularnych wyobrażeń podróży kosmicznych i nie ma ogromnej ilości nawiązań do nowoczesnych technologii, co mogłoby niektóre osoby nieco przytłoczyć. Po prostu kawał fajnej, lekkiej, przyjemnej w odbiorze, chociaż posiadając swoje problemy powieści.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję



Cykl „Mass Efect: Andromeda”
Mass Effect: Andromeda: Nexus Początek | Mass Effect. Andromeda: Inicjacja

wtorek, 31 lipca 2018

„World of Warcraft: Cisza przed burzą” - Christie Golden

"World of Warcraft: Cisza przed burzą" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of Warcraft: Cisza przed burzą
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 408
Data wydania: 18 lipca 2018


Od niedawna odświeżam sobie lata młodości spędzone na graniu w World of Warcraft w nieco inny sposób - czytając książki bazujące na uniwersum stworzonym przez Blizzard. Prym wśród autorów na moich półkach wiedzie Christie Golden, która rzeczywiście stała się dla mnie kimś, kto pokazał, że jednak można napisać świetną powieść bazując na wydarzeniach z gry komputerowej. “Cisza przed burzą” jest tym razem nieco innym przypadkiem - do tej pory zawsze znałem fabułę książki i wiedziałem jak potoczą się wydarzenia. Najnowsza książka wydana przez Wydawnictwo Insignis opowiada jednak historię, która nawiązuje do najnowszego dodatku World of Warcraft: Bitwa o Azeroth. Mogłem więc zupełnie inaczej podejść do lektury i muszę przyznać, że mam nieco mieszane uczucia, chociaż przeważają jednak te pozytywne.

Nad Azeroth zawisło kolejne niebezpieczeństwo, choć tym razem nie są to armie Płonącego Legionu. Sargeras nawet podczas swojego upadku potrafił zadać temu światu potworny ból. Z rany powstałej po uderzeniu jego mieczem wypływa azeryt - Horda i Przymierze próbują dojść do tego, w jaki sposób ta niezwykła substancja może im pomóc nie tylko w leczeniu własnych ran, ale w umocnieniu swojej pozycji. Odwieczny konflikt może jednak tym razem nabrać zbyt dużego rozpędu. Ten z kolei może spowodować totalną anihilację całego Azeroth. Chyba, że wcześniej Anduinowi uda się wprowadzić w życie swój karkołomny i na pierwszy rzut oka od razu skazany na niepowodzenie plan…

Książkę tę odbieram zdecydowanie inaczej niż wszystkie poprzednie, przeczytane przeze mnie tytuły bazujące na World of Warcraft. Tym razem nie znałem wcześniej wydarzeń, które opisuje autorka, a na dodatek wiele znanych mi postaci już nie żyje. Z drugiej strony o wiele lepiej można poznać jedną z wielokrotnie pominiętych postaci, jaką jest Sylvannas Windrunner (czy też w tłumaczeniu - Sylwana Bieżywiatr). Jest mniej więcej taka, jakiej się spodziewałem. Wyzuta z emocji, podstępna, przebiegła, niesamowicie inteligentna i z bardzo rozwiniętymi zdolnościami przywódczymi. Po drugiej strony barykady stoi Anduin Wrynn, kapłan, król Stormwind (w polskim tłumaczeniu Wichrogrodu), który jest aż do bólu praworządny, dobry, moralny i jedyne o czym marzy to pokój na wszystkich kontynentach. Różnice te u obojga bohaterów widać od samego początku, co tylko podkreśla problem, z jakim zmaga się obecnie Azeroth.

“- Jak to krasnoludy. - Wzruszyła ramionami. - Słowa latają nad głowami. Czasami kufle. Aczkolwiek myślę, że to drugie zdarza się rzadziej, gdy kufle są pełne”.

Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym nie narzekał na tłumaczenie. Bynajmniej nie zamierzam złego słowa powiedzieć o tłumaczeniu samym w sobie czy o pracy Dominiki Repeczko - bez jej pracy książki te nie byłyby napisane tak świetnym językiem, który potrafi wprowadzić w klimat opisywanych scen. Jak w większości książek do tej pory chodzi oczywiście o tłumaczenie nazw własnych, które przez Blizzarda są odgórnie narzucane, a które po prostu nie mają ładu ani składu. Część nazwisk jest spolszczona, część nie, niektóre z nich brzmią po prostu groteskowo, a nazw krain można się domyślić jedynie próbując w sposób naprawdę bezpośredni tłumaczyć we własnym zakresie (lub posiłkując się ich położeniem geograficznym, jeśli zna się mapy Azeroth). Mam nadzieję, że Blizzard kiedyś nabierze trochę racjonalności i albo w pełni wyprostuje tłumaczenia, albo zaprzestanie ich wymagania - obecny stan rzeczy fani gier są w stanie przełknąć. Nie wyobrażam sobie jednak być młodym adeptem, który pragnie posmakować nowego świata i dostać coś tak… absurdalnego.

Nie jestem do końca pewien jak odebrać niemalże chorobliwie praworządne zachowanie bohaterów Przymierza. Dla porównania Sylwana wraz ze swoimi poplecznikami jest po prostu konkretną, dobrze zbudowaną postacią, której charakter i osobowość oddają jej pozycję. Z kolei Anduina można jeszcze w pełni wytłumaczyć tym, że jest kapłanem, jednak jego świtę już niekoniecznie. Nie aż do takiego stopnia. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że taki dokładnie mógł być zamysł Christie Golden, aby jeszcze bardziej uwypuklić różnice między Przymierzem oraz Hordą na tle głównego planu króla Anduina. Mimo wszystko wiele razy się skrzywiłem podczas lektury z tego powodu, nie zamierzam jednak wieszać psów na takim zabiegu - w końcu nie jest aż tak łatwo manewrować pomiędzy dwiema tak skrajnymi postawami, więc niewątpliwie autorce należą się słowa gratulacji. 

“Kiedyś pracowałem w Zimozdroju. Jestem śniegolubnym amatorem przytulanek przed kominkiem, kochającym święta piecuchem”.

Na ogromny plus zasługuje wątek pewnego goblina, który to (wątek) niestety nie jest tak długi i szczegółowy, jaki bym chciał, aby był, jednak zapewnił dużo dobrej zabawy. W całej książce występuje wiele nowych postaci oraz cały świat przewraca się do góry nogami, zwłaszcza pod kątem współpracy pomiędzy rasami, których nigdy by się nie posądzało o możliwość choćby przebywania we własnym towarzystwie. Horda otrzymuje nową przywódczynię, która prowadzi rządy nieco inne niż te, do których przywykła Stara Horda, natomiast Przymierze zastanawia się nad schowaniem starych strachów. Na pewno jest to książka, która spowoduje niezłe zamieszanie w głowach starych wyjadaczy, którzy pamiętają doskonale czasy pierwszych Warcraftów.

Całkiem dobra pozycja, choć ustępuje swoim poprzedniczkom. Wciąż jest to ten sam, niezwykle przyjemny styl Christie Golden (w postaci tłumaczenia Dominiki Repeczko), chociaż nie pokazuje takiego pazura, jakiego można było się spodziewać. Końcówka niesamowicie wciąga i jest na pewno dźwignią, która podnosi całą powieść o wiele wyżej, niż sugerować by mogła cała pierwsza połowa “Ciszy przed burzą”. Nie nazwałbym tej książki czołówką World of Warcraft, chociaż całokształt wypada całkiem dobrze. Jeśli jesteście przygotowani na wywrócenie do góry nogami wszystkiego, co wiedzieliście do tej pory o Azeroth oraz frakcjach zamieszkujących poszczególne kontynenty, to pewnie nie będziecie żałować. Jeśli jednak jesteście przyzwyczajeni do takiego a nie innego podziału sił i sposobów rządzenia - możecie przeżyć szok. Czy pozytywny, czy negatywny, to już musicie przekonać się o tym sami…

Łączna ocena: 7/10


piątek, 9 lutego 2018

"World of Warcraft: Fale ciemności" - Aaron Rosenberg

"World of Warcraft: Fale ciemności" - Aaron Rosenberg
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Aaron Rosenberg
Tytuł: World of Warcraft: Fale ciemności
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 328
Data wydania: 17 stycznia 2018


Chyba przy każdej możliwej okazji - a opinia o książce przedstawiającej historię świata stworzonego przez Blizzard Entertainment jest niewątpliwie taką okazją - wspominam o swojej ogromnej miłości do World of Warcraft. Kiedyś znałem wydarzenia, które miały miejsce w uniwersum lepiej, niż historię wykładaną przez nauczycieli na lekcjach. Obecnie jednak bardzo dużo pozapominałem, dlatego cieszę się, że mogę sobie je przypomnieć w niezwykle przyjemny sposób. Za pomocą książek, które opowiadają historie. Wcześniej Christie Golden, teraz Aaron Rosenberg. Mogę również porównać tę dwójkę autorów. Wyjątkowo jednak nie podsumuję książki w zdaniu na końcu pierwszego akapitu.

Orkowie napierają coraz mocniej na Azeroth. Orgrim Doomhammer stoi na czele swojego ludu, pragnąc dla niego spokoju i życia w dobrobycie na bezkresnych ziemiach świata, do którego trafili. Ludzie jednak nie chcą się poddać bez walki, zawiązują więc Przymierze, a do Lordaeronu przybywa Anduin Lothar. Do walk dołączają trolle, ogry oraz elfy - tak rozpoczyna się Druga Wojna, której wynik nie jest znany nikomu.

Gdy czytałem kolejne opisy bitew oraz ruchów wojsk Hordy i Przymierza, przed oczami stawała mi mapa całego Azeroth. No, może niekoniecznie całego, tylko głównie Eastern Kingdoms, jednak wspomnienia związane z eksploracją mapy podczas gry w World of Warcraft były bardzo żywe. Być może osoby, które nie miały okazji grać w tę grę nie będą wiedziały z czym się wiążą dane krainy, jednak po spojrzeniu na mapę będą w stanie od razu zlokalizować wspomniane nazwy. Kierunki bowiem opisywane są doskonale, łącznie z oddaniem klimatu danej krainy. Krainy oraz poszczególnych ras biorących udział w Drugiej Wojnie.

Pomimo dość mglistej pamięci o wydarzeniach z okresu Drugiej Wojny, zauważyłem garść nieścisłości dotyczących nie tyle kolejności, co wagi oraz szczegółów konkretnych zajść. Co prawda są na tyle nieznaczne, że wręcz nieistotne, ale jeśli ktoś jest wielkim znawcą historii Azeroth, to może to wyłapać w prosty sposób i nieco się skrzywić. Podobnie może być w przypadku imienia Czerwonego Aspektu, które to w formie zawartej w książce jest co prawda dopuszczalne, ale... No właśnie, ale. Widziałem taką wersję imienia smoczycy raptem kilka razy w życiu. Zawsze, ale to zawsze, nieważne w jakim języku, było jednak pisane w formie najbardziej popularnej. Tutaj tymczasem pojawiła się prawie nikomu nieznana wersja, od której bardzo bolą oczy.

"Wino było przednie, a odrobina ludzkiej krwi, która się do niego dostała, tylko dodała mu smaku."

Nie licząc jednak tych drobnych wpadek całe "World of Warcraft: Fale ciemności" są niezwykle interesującą lekturą. Nie wiem czy jest to zasługa autora, czy też tłumaczki, Dominiki Repeczko, ale stylem bardzo przypomina inne dwie książki z serii "World of Warcraft" wydane przez Insignis, a napisane przez Christie Golden. Widać oczywiście zdecydowanie inne pióro choćby w samych opisach, jednak styl jest równie lekki i przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się więc bardzo przyjemnie, chociaż nie buduje tak napięcia jak poprzedniczki, które miałem okazję czytać.

W miejscach, które przecinają się razem ze wspomnianymi już dwiema książkami autorstwa Christie Golden, nie występuję zbyt duże rozbieżności, co się chwali. Autor musiał więc zapoznać się z tymi pozycjami i sprawdzić w jaki sposób powinien poprowadzić historię, aby nie pojawiły się konflikty. Nie wszędzie się to niestety udało - a szkoda - jednak nie są to różnice bardzo znaczące. Jeśli jednak komuś bardzo zależy na konsekwencji i konsystencji wydarzeń to może poczuć się nieco zawiedziony. Jest bowiem kilka szczegółów odbiegających od "Narodzin Hordy" oraz pierwszych stron "Przebudzenia Króla Lisza".

Wspomniany już lekki styl napędza wręcz całą fabułę - mimo tego, że nie rwie do przodu, czego można by się było spodziewać po opisach bitew, to jednak czyta się dobrze. W końcu ważne jest też to, aby w opisie bitwy nie pojawił się chaos. Aaron Rosenberg na szczęście potrafi opisywać walkę, co stanowi niewątpliwy plus w książce, w której tych walk jest co nie miara. Daleko mu co prawda do poetyckich opisów rodem z "Władcy Pierścieni", jednak przede wszystkim jest jasne kto z kim walczy i jak wyglądają poszczególne manewry wojsk. Zbyt wiele książek istnieje, które mają na swoich polach bitew ogromny chaos, żeby nie docenić "Fal ciemności".

"Żem pokazał, jak to się robi, teraz jazda na dół, i upewnić się, że każdy z tych olbrzymów padnie na pysk!"

Samo zakończenie i zwieńczenie wydarzeń Drugiej Wojny zostały niestety potraktowane nieco po macoszemu. Autor błyskawicznie przebrnął przez kilka ostatnich scen, wydarzenia potoczyły się z niesamowitą prędkością, chociaż pozbawione dynamiki. Po prostu się pojawiły. Tak jak spore dziury pomiędzy kolejnymi ruchami Przymierza oraz Hordy. Aż się prosi o to, aby kulminacyjny moment został przedstawiony z większymi szczegółami. Żeby nie zajął raptem połowy strony. To jednak dość częsta bolączka wielu pisarzy - pod koniec zaganiają, jakby chcieli jak najszybciej cały rozdział swojego życia związany z książką zamknąć. Tak jak Przymierze chciało zamknąć rozdział Hordy, a Horda rozdział swojego poniżenia.

Dla fanów uniwersum stworzonego przez firmę Blizzard jest to niemalże obowiązkowa pozycja. Zwłaszcza jako uzupełnienie dwóch książek Christie Golden. Ewentualnie właśnie początek, który pozwoli poznać historię Azeroth oraz Draenoru. Ta przyjemna lektura może być jednak również nie lada kąskiem dla osób niezaznajomionych z tym światem, a które cenią sobie po prostu dobrą powieść z wyrazistymi postaciami i dopracowaną fabułą. Powinna się spodobać niemalże każdemu fanowi literatury fantastycznej.

Łączna ocena: 7/10


niedziela, 26 listopada 2017

"World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza" - Christie Golden

"World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of WarCraft: Arthas. Przebudzenie Króla Lisza
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 368
Data wydania: 2 sierpnia 2017


Uniwersum Warcrafta to zdecydowanie jeden z moich ulubionych światów. Wiąże się z nim mnóstwo wspaniałych wspomnień, głównie związanych z grami ze stajni Blizzarda. Mam jednak również za sobą kilka książek opisujących historię Azeroth, Draenoru oraz innych krain, w tym między innymi jedną z pozycji napisanych przez Christie Golden"World of Warcraft: Narodziny Hordy". Niemalże wszystkie kojarzą mi się bardzo dobrze, a niniejsza pozycja zdecydowania dołącza do tego grona. Czuję, że znalazłem swoją nową, ulubioną autorkę.

środa, 18 października 2017

"World of Warcraft: Narodziny Hordy" - Christie Golden

"World of Warcraft: Narodziny Hordy" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of Warcraft: Narodziny Hordy
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 328
Data wydania: 15 lutego 2017


Na grze w World of Warcraft straciłem niemalże całe liceum. Wcześniej zagrywałem się namiętnie w Warcraft III razem z dodatkiem i do tej pory uważam to za jeden z najlepszych fabularnie tytułów wszech czasów. W ogóle ze stajni Blizzarda wychodziły niemalże same perełki, jednak świat Warcrafta jest mi najbliższy. Na swoim koncie mam kilka powieści, które zostały osadzone w jego uniwersum, ale chyba jeszcze żadna z nich nie była tak dobra, jak "Narodziny Hordy". Zdecydowanie mam ochotę na więcej i cieszę się, że czekają już na mnie "Przebudzenie Króla Lisza".

Draenor od wielu lat karmił płodami swoich ziem orków oraz draenei. Obie rasy żyły w pokoju, choć zdecydowanie od siebie oddalone. Jedni nie wchodzili drugim w drogę, choć handel kwitł. Zdarzały się również nieśmiałe kontakty, jednak nawet te zostały w pewnym momencie całkowicie urwane. Draenei stanąć musieli do walki z Hordą, napędzaną gniewem oraz intrygą Kil'jaedena, jednego z władcy demonów prowadzącego Płonący Legion. To zdecydowanie były mroczne czasy dla orczych klanów, czasy przerwane dopiero przez Thralla.