piątek, 8 marca 2019

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg

„World of Warcraft: Przez mroczny portal” – Christie Golden, Aaron Rosenberg
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden, Aaron Rosenberg
Tytuł: World of Warcraft: Przez mroczny portal
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 360
Data wydania: 13 lutego 2019


Całą serię World of Warcraft pochłaniam jak Horda zbłąkanych żołnierzy Przemierza. Kiedy tylko widzę nową książkę z tej serii, to od razu zacieram ręce ciesząc się nawet samą perspektywą przeczytania kolejnej historii, najczęściej doskonale mi znanej. Wydarzenia pomiędzy Drugą a Trzecią Wojną, bo właśnie o nich traktuje „World of Warcraft: Przez mroczny portal”, to ta część Lore, która jest nieco mniej znana osobom, które nie grały we wszystkie możliwe części gier wydanych przez Blizzarda oraz tym, którzy z własnej woli nie czytali dokumentów stworzonych przez fanów. Sam niewiele pamiętam z tego krótkiego wycinka czasu (choć bardzo znaczącego dla późniejszych wydarzeń), więc być może dlatego książka nie porwała mnie aż tak bardzo, jak poprzednie.

Po dwóch latach od zamknięcia Mrocznego Portalu szaman Ner’zhul z pomocą Rycerzy Śmierci ponownie przejmuje kontrolę nad Hordą w ostatniej próbie zjednoczenia wodzów klanów. Tym razem Azeroth nie jest jego głównym celem – Przymierze udowodniło, że jest silne i potrafi oprzeć się potędze Hordy. Jednak nie bez powodu arcymag Khadgar nie był w stanie do końca zamknąć przejścia. Jego zaangażowanie w budowanie Nethergate jednak się opłaciło, chociaż jednocześnie stało się dla Hordy bardzo pomocne w realizacji ich własnych planów. I nie tylko ich, bo na horyzoncie pojawia się Śmiercioskrzydły wraz ze swoim potomstwem.

Fabuła książki opowiada dokładnie o tej części historii Uniwersum Warcrafta, która dzieje się w dodatku do gry Warcraft II: Beyond the Dark Portal. Ciężko nazwać to zapomnianym dodatkiem, bowiem wielcy fani całej serii czerpali mnóstwo przyjemności z gry, jednak osoby związane z samym World of Warcraft mogą mieć o wiele mniejsze pojęcie na temat wydarzeń, które rozegrały się w kampaniach ludzi i orków. Sam przyznam się bez bicia, że z Wyprawy Przymierza oraz zniszczenia Draenoru nie pamiętam zbyt wiele. Mimo to zdaję sobie sprawę, że powstanie Outlandu to jeden z dość istotnych momentów dla Uniwersum. Szkoda więc tym bardziej, że historia opowiedziana w „World of Warcraft: Przez mroczny portal” nie porywa tak bardzo, jak chciałbym, żeby mnie porwała.

Na pewno po części winę zwalić można na same wydarzenia, które nie obfitowały wcale w zwroty akcji i pozbawione były raczej możliwości budowy napięcia. Była to prosta wyprawa, o prostych celach zarówno dla Hordy, jak i Przymierza. No i tutaj wszystko jest w książce w jak najlepszym porządku – mamy odpowiednią chronologię wydarzeń (Blizzard sam się niestety w pewnym momencie zakręcił), mamy siły Przymierza spychające Hordę „w dół” oraz mamy Ner’zhula, który pragnie otworzyć kolejne portale do innych światów. Mamy również smoki, intrygi Hordy oraz szlachetne pobudki Przymierza (choć okraszone nieco innymi, niekoniecznie współgrającymi ze Światłością emocjami). Nie mamy jednak tego czegoś, co w poprzednich częściach nakazywało czytelnikowi pozostać przy książce i dowiedzieć się jaki będzie dalszy rozwój wypadków.

Pierwsza połowa książki wydaje się być wstępem do właściwych wydarzeń. Jest mnóstwo planowania, knowania, ale niestety mało akcji. Niewiele również dowiemy się na temat rozkładu sił politycznych oprócz tego, że jest sobie Przymierze, czyli ludzie, krasnoludy i elfy, oraz Horda, która ogranicza się do Orków z lekką domieszką Ogrów. Bez znajomości wcześniejszych historii ciężko się połapać o co w ogóle w tej całej wojnie chodzi i dlaczego Orkowie są ścigani przez siły Przymierza (oprócz tego, że są okrutni i zabijają ludzi). Brakowało mi też rozbudowanych opisów – moment przejścia przez Mroczny Portal aż się prosił o takie opisanie Stair of Destiny, że aż miałbym ochotę rzucić wszystko i pobiec wykupić abonament na World of Warcraft. Niestety tym razem ta magia nie zadziałała i po prostu dalej brnąłem przez równie bezpłciowy opis Path of Glory.

Czytając poprzednie książki Christie Golden oraz Aarona Rosenberga, odnoszę wrażenie, że to właśnie Christie Golden czuje ten klimat, a Rosenberg jest jedynie rzemieślnikiem, który poprawnie wykonuje swoje rzemiosło. Natomiast znowu kawał dobrej roboty zrobiła Dominika Repeczko, której tłumaczenia World of Warcraft czyta się wspaniale. Ja od zawsze marudziłem, marudzę i będę marudził na wybiórcze tłumaczenie nazw własnych, ale na to się nic nie poradzi – niewiele osób ma wpływ na samego Blizzarda, który narzuca takie, a nie inne standardy. Jednak to, w jaki sposób Dominika Repeczko czuje ten świat jest niezwykłe. Dopiero jak człowiek się zastanowi jak łatwo można zepsuć tłumaczenie książek z Uniwersum Warcrafta, to dopiero zaczyna się doceniać pracę tłumacza.

Niewątpliwie książka ta jest bardzo ważnym elementem całej serii. Tłumaczy jak ostatecznie upadł Draenor i do czego doprowadziła arogancja i pycha Ner’zhula, a do tego robi to mimo wszystko w sposób, do jakiego przywykłem – prosty, ale klimatyczny i przyjemny. Pozbawiona jest jedynie tych wodotrysków, do których przywykłem, a które były pewnego rodzaju znakiem rozpoznawczym najnowszych książek opowiadających o zmaganiach Hordy i Przymierza. Mimo wszystko jako element pomagający poznanie Lore polecam. Zastanawiam się też nad powrotem do niej podczas czytania po kolei, zgodnie z chronologią wydarzeń. Naprawdę mocno się zastanawiam jaki będzie wtedy mój odbiór tej pozycji.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


0 komentarze:

Publikowanie komentarza