Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the illuminae files. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the illuminae files. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2019

„Obsidio. Illuminae Folder_03” – Jay Kristoff, Amie Kaufman

Autor: Jay Kristoff, Amie Kaufman
Tytuł: Obsidio
Wydawnictwo: Moondrive
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Stron: 596
Data wydania: 15 lipca 2019


Z trylogią „The Illuminae Files” mam do czynienia od samego początku i każdy jej tom zamawiałem w przedsprzedaży. Pierwszy z nich, „Illuminae”, był nawet wydawany po części jako akcja crowdfundingowa. Było to podyktowane głównie dużymi kosztami druku, które są zdecydowanie uzasadnione i nikt nie powinien mieć raczej co do nich wątpliwości, jak tylko spojrzy na książkę. A następnie zajrzy do środka. Sama historia nie należy może do najbardziej odkrywczych i intrygujących, ale wykonanie książki jest obłędne. Takie rzeczy uwielbiam i chętnie po nie sięgam! A na dodatek w egzemplarzach z przedsprzedaży Moondrive Shop dorzucał spoko gratisy. Cóż, skusiłem się więc i na ostatnią część. W sumie szkoda, że to już koniec.

Kerenza stara się przeżyć na tyle, na ile tylko da radę. Tworzy nawet ruch oporu, który próbuje oprzeć się najeźdźcom z BeiTechu, chociaż jest to niezwykle ciężkie zadanie. Wielka korporacja nie szczędziła bowiem pieniędzy na akcję, którą przeprowadzili. Wiele osób na tym lodowym okruchu, leżącym gdzieś na krańcu wszechświata, liczy na rychłą ucieczkę lub jakikolwiek inny ratunek. Tymczasem BeiTech stara się jak najszybciej naprawić bramkę skoku i ulotnić się z miejsca zbrodni. Jedyną szansą na udaremnienie ucieczki i zatarcia za sobą śladów jest grupa Illuminae. Chociaż mogą mieć w tym dodatkowego sojusznika (lub wroga) – AIDANa.

Tym razem do czynienia mamy z nieco innym wydaniem tego, do czego przywykliśmy w poprzednich dwóch tomach. Inne nie znaczy jednak gorsze. Po prostu autorzy skupili się na nieco odmiennym celu, czyli ukazaniu tego, jak wyglądało życie mieszkańców Kerenzy po ataku BeiTechu. W jaki sposób starali się przetrwać oraz do czego byli zdolni, aby zapewnić swoim rodzinom jakikolwiek byt. Cóż, w pewnych momentach nawet było… mocno… zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że „Obsidio” zdecydowanie skierowane jest do nieco młodszego czytelnika. Nie znajdziemy tutaj wszędobylskiego humoru, chociaż z drugiej strony nie jest to też jakieś smutne wspomnienie minionych czasów czy też mowa pogrzebowa nad zbiorową mogiłą. Jest sporo walki, zarówno fizycznej, jak i duchowej i to jest spoko.

Zważywszy na charakter „Obsidio”, główny prym wiodą tym razem analizy nagrać z kamer przemysłowych oraz podręcznych kamer żołnierzy BeiTechu. Brakuje przez to tej radości, jaką sprawiało oglądanie kolejnych transkrypcji audio, wycinków rozmów z komunikatorów czy wręcz przeglądania pseudo-logów systemowych. Mamy za to o wiele więcej tekstu, więc cóż – coś za coś. Więcej tekstu to więcej informacji do przyswojenia, a tychże jest co niemiara. Pojawiają się zarówno nowi bohaterowie główni, jak mnóstwo postaci pobocznych, które odgrywają mniejszą lub większą rolę w całej powieści. Autorzy jednak postarali się nie odchodzić za bardzo do początkowego konceptu i dalej karmią czytelnika bajecznymi ilustracjami, planami statków, korytarzy, budynków, ale po prostu widać, że najważniejsze stało się to, co było nagrane kamerami. W sumie jest to najsensowniejsze wyjście, skoro postanowili pokazać to, co działo się na Kerenzy.

W ostatnim tomie wyjaśnia się również wiele spraw, nad którymi głowiłem się od samego początku i co do których nawet miałem pewne wątpliwości, czy aby na pewno zostały dobrze rozegrane. Dowiadujemy się czemu dokładnie wszystkie zebrane materiały wyglądają tak a nie inaczej i z jakiego powodu autorzy postanowili rozegrać sprawy w taki sposób, w jaki rozegrali. Dość ciężko jakoś z ładem i składem opisać to, co mam na myśli, aby nie rzucać spoilerami na prawo i lewo – zapewne część czytelników domyśliła się wielu rzeczy już na samym początku historii ataku na planetę należącą do KWU, ale wciąż pozostaje wiele smaczków, którymi Jay Kristoff oraz Amie Kaufman potrafią zaskoczyć. Zwłaszcza, że starają się kolejne informacje dawkować i przemycać gdzieś między walką o życie na planecie, a przygotowaniami do być może ostatniej próby odzyskania wolności i życia przez uciekinierów na statku.

Zakończenie jest dość oczywiste i przewidywalne, chociaż tak naprawdę chyba wszyscy od samego początku domyślali się, do czego to wszystko zmierza. Autorzy postawili na proste, konkretne i oklepane, ale za to w miarę bezpieczne rozwiązanie wszystkich wątków. Cóż, fajerwerków tutaj nie ma, po drodze nawet parę zbyt brutalnych przyśpieszeń akcji się pojawiło, ale w ostatecznym rozrachunku było spoko. Mniej więcej tak, jak się spodziewałem przez te trzy tomy. Historia wygląda na definitywnie zakończoną i jest raczej satysfakcjonująca. Trudno w sumie było z tej opowieści wybrnąć inaczej, zwłaszcza jeśli autorzy nie planują kolejnych części. A wygląda na to, że powiedzieli już ostatnie słowo i nie będą ciągnąć w żaden sposób trylogii przekształcając ją w tetralogię, czy wręcz coś większego. No, nie licząc prequela „Memento”... :)

Całkiem zacne zakończenie trylogii, utrzymane jednak w bardziej poważnym tonie. Na pewno fani humoru z poprzednich części mogą się poczuć lekko rozczarowani, chociaż dla mnie to akurat ogromny plus. Autorzy pokazali dzięki temu, że potrafią odpowiednio wybrnąć z historii, którą stworzyli i która nieuchronnie zmierzała w konkretnym kierunku. Mimo dużego zagęszczenia analiz z przeróżnych kamer, nie zrezygnowali ze znanych doskonale z pierwszych dwóch tomów wstawek graficznych. Rozmowy z komunikatorów głosowych i tekstowych, ogłoszenia na pokładach statków czy zrzuty pseudo-logów z systemów dalej stanowią nieodłączną część „The Illuminae Files” i są niejako wizytówką całej trylogii. To właśnie ten sposób napisania książki zachęcił mnie do sięgnięcia po pierwszy tom, a trzeci pokazał, że można stworzyć nie tylko oprawę graficzną, ale i poruszającą historię.

Łączna ocena: 8/10




Cykl „The Illuminae Files”

niedziela, 19 sierpnia 2018

„Gemina. Illuminae Folder_02” – Jay Kristoff, Amie Kaufman

Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Jay Kristoff, Amie Kaufman
Tytuł: Gemina. Illuminae Folder_02
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Stron: 648
Data wydania: 25 lipca 2018


Minął dokładnie rok od wydania pierwszego tomu The Illuminae Files – „Illuminae”. Podobnie jak poprzedniczka, również ta część wydana została ze wsparciem czytelników – głównie ze względu na o wiele większe koszty druku takiej pozycji. Długo się nie zastanawiałem kiedy zobaczyłem akcję crowdfundingową – szybki przelew i czekamy na przesyłkę. Miałem nadzieję, że podobnie jak w przypadku poprzedniczki, książka od razu przyciągnie moją uwagę swoją niezwykła formą, pełną niespotykanych nigdzie indziej zabiegów projektowych. Trochę również liczyłem na to, że sama zawartość fabularna będzie nieco bardziej dojrzała niż poprzednim razem, choć akurat po „The Illuminae Files” nie sięga się ze względu na walory, jakie niesie ze sobą sama historia. Tym razem jednak wartość merytoryczna niesamowicie pozytywnie zaskakuje, a warstwa wizualna jest równie niezwykła.

Stacja skoku Heimdall nie jest stacją, na którą chciałoby się udać na gwiezdne wakacje. Nudna, bez żadnych atrakcji – po prostu spełnia swoją funkcję. Znana jest jednak przez wielu nawigatorów, w tym przez tych pracujących dla BeiTech Industries. Ci ostatni starają się zdobyć kontrolę nad wszelkimi możliwymi złożami w wielu galaktykach. Ich dość agresywna polityka często kończy się śmiercią wielu osób. Tym razem cień śmierci padł na mieszkańców stacji Heimdall, na której mieszka między innymi Hanna Donnell – córka kapitana stacji. Dla wszystkich mieszkańców jednak BeiTech i ich wysłannicy to nie najgorsze, co może ich spotkać. Mało tego – nie jest to najgorsze, co może spotkać cały wszechświat…

Pierwszej części „The Illuminae Files” nie da się łatwo zapomnieć. Lektura „Geminy” pomaga pamięci odkopać nawet najgłębiej skrywane wspomnienia, ponieważ bardzo przypomina swoją poprzedniczkę. Wciąż jest to jedna, wielka mieszanina stenogramów, zapisów historii rozmów (zarówno tekstowych, jak audio), analiz wideo z telewizji przemysłowej oraz logów systemów. Wrażenie wizualne jest niesamowite – warto tę książkę mieć choćby dla sposobu, w jaki jest zbudowana. Mnóstwo grafik, obrazów, części interfejsu komunikatorów wykorzystywanych na stacji Heimdall – jednym słowem uczta dla oczu. Nie tylko sam tekst, tworzący ścianę. Co prawda tym razem analizy nagrań z CCTV stanowią dość znaczny odsetek całej książki, jednak wycinki z rysunkowego dziennika jednej z głównych bohaterek nadrabiają mniejszą ilość innych form.

Ponownie trochę irytuje styl, w jakim przygotowane są raporty i analizy nagrań wideo. Język w nich użyty jest często infantylny i strasznie nieprofesjonalny, nierzadko pełen ocenzurowanych przekleństw. Biorąc pod uwagę fakt, że dokumenty te wykorzystywane są w oficjalnym postępowaniu przeciwko BeiTechowi (o czym dowiadujemy się na samym początku „Geminy”), stawia to autorów w niezbyt pozytywnym świetle. Co prawda cały cykl utrzymany jest w dość luźnym klimacie, przeznaczonym głównie dla rozrywki, nie głębokich analiz czy przemyśleń, jednak można było zachować choć odrobinę profesjonalizmu. Czym innym bowiem są zapisy rozmów, a czym innym przygotowany przez profesjonalnego analityka raport, który ma zostać włączony do materiału dowodowego dla dowolnej formy sądownictwa.

Najlepsza zabawa zaczyna się jednak w drugiej połowie książki, a dokładnie w ostatniej ćwiartce. Wtedy to bowiem dowiadujemy się dlaczego nosi ona tytuł „Gemina” i zagłębimy się w odmęty astrofizyki oraz fizyki kwantowej – oczywiście na dość spłaszczonym i niekoniecznie naukowym poziomie, ale dostosowanym również do młodszego czytelnika. Nie zrozumcie mnie źle – nie znajdziecie tutaj rozpraw naukowych ani rozpisu teorii, jakie są powszechnie badane, ale dostaniecie żargon, który pasuje dokładnie do świata opisywanego oraz bazujący w dużej mierze na informacjach, które obecnie trafiają nawet do szerszego grona odbiorców. Mogę Was jednak zapewnić, że zostało to zrobione naprawdę z jajem, a do tego cała historia jak najbardziej trzyma się w sensownej całości. A do tego jest świetna – ostatnią ćwiartkę wręcz wchłonąłem na raz.

Pod względem samej fabuły „Gemina” wydaje mi się być o wiele lepiej dopracowana niż pierwsza część. Można odnieść wrażenie, że tym razem autorzy naprawdę przysiedli, odrobili lekcje i stworzyli historię, która nie tylko wygląda, ale również ma sens, konkretną fabułę, akcję oraz wszelkie inne elementy, które powinna mieć dobra książka. Rzecz jasna wszystko jest ściśle związane z wydarzeniami znanymi z „Illuminae”, jednak kładzie o wiele większy nacisk na to, aby wszystkie, nietypowe środki, które zostały wykorzystane do stworzenia tej książki, nie były tylko przerośniętą formą. Jeśli cała seria (bo zakończenie ewidentnie wskazuje na kontynuację) będzie szła tą drogą, to naprawdę będzie ewenement warty pieniędzy wydanych nawet w ciemno.

Świetna kontynuacja, którą warto mieć choćby dla samego sposobu, w jaki została stworzona. Analizy nagrań z kamer, raporty, stenogramy, zapisy historii rozmów – uczta dla oczu. A do tego jeszcze ciekawa historia stojąca za tym wszystkim, z wątkiem naukowym w tle (chociaż w sumie można odnieść wrażenie, że jednak na pierwszym planie). Miejscami język analiz jest zdecydowanie zbyt mało profesjonalny, czy nawet infantylny, ale jest to cecha charakterystyczna obu książek. Nie jest to niesamowicie poważna i wielopoziomowa powieść, tylko świetnie skrojona książka, która ma służyć rozrywce. Polecam z czystym sumieniem, ponieważ można z niej czerpać naprawdę mnóstwo radości i dać się pochłonąć jak czarnej dziurze.

Łączna ocena: 9/10





Cykl „The Illuminae Files”

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Illuminae. Illuminae Folder_01" - Jay Kristoff, Amie Kaufman

"Illuminae. Illuminae Folder_01" - Jay Kristoff, Amie Kaufman
Źródło: Lubimyczytac
Autor: Jay Kristoff, Amie Kaufman
Tytuł: Illuminae. Illuminae Folder_01
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Stron: 598
Data wydania: lipiec 2017


Kiedy Wydawnictwo Otwarte proponowało "wspólne wydanie" tej książki, już wiedziałem z opisu, że forma mi przypadnie do gustu. Każde odstępstwo od normy ma potencjał, tylko trzeba go odpowiednio wykorzystać. Zbudowanie historii wykorzystując do tego celu raporty, plany, mapy, stenogramy, notatki, listy i fragmenty chatów musi robić wrażenie. Zwłaszcza, kiedy autorzy ograniczą się TYLKO do takich form. Jeśli do tego dobierze się świetną historię, to dostaniemy coś wyróżniajcego się na tle całego rynku literatury. Jay Kristoff i Amie Kaufman może trochę dali ciała w samej warstwie fabularnej, ale forma mnie naprawdę porwała. Oby więcej tego typu książek! Świat byłby nie tylko piękniejszym miejsce, ale również o wiele bardziej kreatywnym.