Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Gołkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Gołkowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Zbiorczo spod pióra w grudniu 2023

No to by wychodziło na to, że właśnie zaczynamy całą zabawę od nowa – 2023 już za nami, teraz pora na próby zapamiętania, że należy wpisywać we wszystkich datach 2024! A jak stary rok pożegnaliśmy, to pożegnaliśmy równieżi grudzień, który minął mi (pewnie jak wielu z Was) na mieszance normalności oraz świątecznego szału. Choć ten „szał” to można intepretować na przeróżne sposoby. U niektórych ostatni miesiąc roku to dodatkowa możliwość na czytanie jeszcze większej liczby książek, jednak u mnie to też szansa na zrobienie wielu rzeczy, na których na co dzień nie mam czasu.

Mimo wszystko wydaje mi się, że całkiem nieźle mi się udał ten grudzień książkowo. Teoretycznie zamknąłem dwa cykle (chociaż jeden z nich ma jednak mieć kontynuację, a w drugim mi został zbiór opowiadań), nasłuchałem się ogromnej ilości podcastów (skąd ich twórcy mieli na to czas?!) no i ogólnie rzecz biorąc jakość zaliczonych pozycji jest raczej wysoka. Albo chociaż akceptowalna… Nie jest więc źle! Zobaczymy po prostu co przyniesie nowy rok.

Tymczasem zapraszam już do samych opinii. Okładki… Tak, okładki jak zawsze z Lubimy Czytać.

„Upadek Lewiatana” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 544
Tłumaczenie: Marek Pawalec

Miałem nadzieję, że jeśli odłożę na trochę całą „Ekspansję”, to kolejny tom przyjdzie mi pochłonąć z łatwością. Trochę z tych założeń nawet wyszło prawdy, ale jednak cały czas miałem wrażenie konsumowania odgrzanego obiadu sprzed dwóch dni. Schematyczność aż krzyczy prosto z kart powieści, co jest bardzo fascynujące zważywszy na fakt, iż wydarzenia nie są ułożone w podobnym formacie, jak do tej pory. Brakowało też przedstawienia przemian postaci, w końcu minęło wiele lat od czasów znanych z pierwszych powieści, tymczasem Jim czy Naomi mają dokładnie te same zachowania, systemy wartości, cechy osobowości i charakteru – w rzeczywistości nie do końca tak to działa.

Nie jestem wielkim zakończenia całego cyklu, aczkolwiek muszę przyznać, że było to chyba najbezpieczniejsze rozwiązanie, jakie tylko mogło się pojawić. Nieco… pompatyczne, z elementem mesjanistycznym, no ale jednak niekoniecznie kontrowersyjne i łatwe do przełknięcia. Jednakże znowu – schematyczne. Podobnie zresztą jak ostatnich kilkaset stron, gdzie pojawiła się schematyczna incepcja. Weźmy wszystkie książki, które pojawiły się do tej pory, złóżmy z nich jakąś strukturę i najpierw opakujmy ją wokół ostatniego tomu, a potem jeszcze opakujmy nią sam koniec. Taki schemat w schemacie. Niestety nie wywarło to na mnie zbyt dobrego wrażenia, dlatego ostatecznie niestety nie mam bardzo pozytywnej opinii o całej powieści.

Ocena punktowa: 5/10

„Widmowy Zagon” – Marcin Mortka

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 07m
Czyta: Filip Kosior

„Widmowy Zagon” to po prostu kolejny tom z dokładnie tą samą mieszanką chaosu i nieprzewidywalności Madsa, racjonalizmu byłej Smoczej Strażniczki oraz tony niebezpieczeństwa, które przynosi życie. Wydarzenia dzieją się szybko i gwałtownie, pomysły Madsa jak zwykle mieszają w probabilistyce, aczkolwiek tak właściwie to jest ponownie dokładnie to samo, co znamy z poprzednich tomów. Narracja jest dokładnie ta sama, kierunek, w którym wszystko podąża również, ale nawet wszystkie kamienie milowe po drodze wyglądają jak odtwarzany quest poboczny.

Nie zrozumcie mnie źle, to się naprawde świetnie czyta i słucha. Kawał przyjemnego fantasy, takiego do niezobowiązującej lektury. Będę miło wspominał czas, który spędziłem ze straceńcami Madsa Voortena i ogólnie nie żałuję, że rozpocząłem ten cykl. Po prostu nie ma w nim niczego, nad czym mógłbym się zachwycać w późniejszych tomach, bo wszystko to już było we wcześniejszych książkach. Pewnie i tak sięgnę po kolejną, jeśli się pojawi, ale traktuję to raczej jako ciekawostkę, zwłaszcza kiedy nie będę czuł się na siłach sięgać po coś bardziej wymagającego. Sporo bijatyki, dużo awantur, ogromna ilość chaosu (ale nie w samej narracji, tylko powodowanego z rosmysłem przez bohaterów), czyli coś idealnego na długi, deszczowy wieczór.

Ocena punktowa: 6/10

„Cyjan” – Jarosław Dobrowolski

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 33m
Czyta: Mikołaj Krawczyn

Więcej wampirów w wampirach, czyli drugi tom „Krwiopijcy” można uznać za udany. W pewnym momencie przyszedł mi nawet na myśl Michał Gołkowski i jego pełne akcji i dynamiki książki – „Cyjan” to nieco spowolniona wersja osadzona zdecydowanie w świecie Vampire: The Masquerade. Jak początkowo miałem wątpliwości, czy nie ma tam też elementów DnD, tak jednak teraz jednoznacznie mogę stwierdzić, że to jednak V: TM jest tym, w czym autor osadził swoje powieści (jednak z pewnymi wyjątkami). Mamy więc już dużo intryg między wampirami, pojawia się dużo więcej opisu samego świata wraz z cienkokrwistymi, rodami wampirzymi, szczególnymi umiejętnościami konkretnych wampirów etc.

Oczywiście nie jest to niesamowicie ambitna książka, która zabierze Was w świat skomplikowanych intryg snutych przez znudzonych władców ciemności. Możecie jednak liczyć na dużo rozrywki oraz świat, który nie jest tak często spotykany (w każdym razie nie w mojej bańce) w literaturze. Fantastyka jak każda inna, jednak ze sprawdzonymi regułami (w kilku miejscach złamanymi na potrzeby… fabuły? urozmaicenia?) lubianymi przez wielu fanów uniwersum, na którym częściowo oparty jest świat „Cyjana”. No i do tego trochę mordobicia (ale bez przesady), sporo czarnego humoru oraz duża doza interpretacji własnej autora jeśli chodzi o trzymanie się zasad świata bazowego. Zawsze to jakieś urozmaicenie, które może zaskoczyć!

Ocena punktowa: 7/10

„Arena dłużników #1” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 14m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Już od dawna mniej więcej wiedziałem, na czym opiera się „Arena dłużników”, bo o genezie powstania opowiedział Michał Gołkowski podczas Coperniconu. Spodziewałem się jednak takiego odgrzanego kotleta. Czułem, że może być podobny klimat, ale jakby… odtwarzany. Tymczasem autor zaskoczył mnie bardzo pozytywnie – teoretycznie mamy dokładnie to samo, ale z zupełnie innej strony. Prequel miesza się z sequelem, a do kompletu „mądrych” słów dorzucić możecie remake/remaster czy co tam wolicie. Jednak na świeżo! Niby tak samo, ale zupełnie inaczej.

Przy dwóch ostatnich tomach głównej trylogii narzekałem, że jest trochę drętwo, bez większego pomysłu, natomiast w pierwszym tomie kolejnego czteroksięgu absolutnie nie mogę tego powiedzieć. Dynamika to pierwsza klasa, ciągle coś się dzieje, ale chociaż nie widać żadnego konkretnego celu (oprócz tych, których możemy się domyślać znając poprzednie powieści), to poznajemy o wiele lepiej całą konstrukcję apokalipsy, którą opracował Michał Gołkowski. Dosłowność przekładu słów biblijnych uderza w „Arenie dłużników” jeszcze mocniej, zwłaszcza w połączeniu z korporacjonizmem całego Nieba. Innymi słowy to może być naprawdę interesująca lektura kolejnych trzech tomów!

Ocena punktowa: 7/10

„Polski SOR” – Jan Świtała

Format: E-book
Stron/długość: 288

Jeśli spodziewacie się (tak jak ja) kolejnego klasycznego reportażu o sytuacji ochrony zdrowia w Polsce, to się bardzo pomylicie! Ma nadzieję, że będzie to zaskoczenie pozytywne, jakie było moim udziałem, gdy zobaczycie jak bezpośrednim językiem pisze autor. Ratownik medyczny mający na swoim koncie pracę zarówno w karetce pogotowia, jak i na SORze, prowadzący kursy oraz własnego Instagrama, na którym dzieli się wiedzą oraz anegdotami. No i właśnie taki luźny, anegdotyczy styl dominuje w „Polskim SORze”, który mocno kontrastuje z bardziej dziennikarskim stylem większości reportaży. Dla mnie jest to jedna z form przełamania czwartej ściany, która pozwala na lepsze zrozumienie co autor pragnie przekazać.

A ma bardzo dużo do przekazania, począwszy od tego, jak wygląda przeciętny dzień pracy ratownika w różnych miejscach, przez problemy i wyzwania, z którymi musi się mierzyć, a zakończywszy oczywiście na prawnym bałaganie. Książka ta nie ma jakichś konkretnych ram w postaci rozdziałów skupiających się na konkretnej kategorii – to bardziej strumień uporzadkowanych myśli, które przechodzą płynnie z jednego tematy do drugiego. Język jest często potoczny, zawierający wiele ekspresywnych wyrażeń powszechnie uznanych za wulgarne (znaczy się czasem rzuci jakąś „kurwą”), ogólnie taki dla przeciętnego człowieka. Naprawdę ciekawy kontrast, zwłaszcza dla kogoś, kto pochłonął w swoim życiu sporo reportaży. Dla mnie to zmiana mocno na plus i między innymi dlatego gorąco polecam tę książkę!

Ocena punktowa: 7/10

„Arena dłużników #2” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 15h 59m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Tak mi podeszła pierwsza część „Areny dłużników”, że aż się od razu zabrałem za kolejną! Tu mamy już w pełni do czynienia z tytułową areną, gdzie Ezekiel ściera się z… no cóż, z tym, z czym ścierali się kiedyś gladiatorzy. Jest oczywiście obrazoburczo (znaczy niekoniecznie koszernie!), nasz wspaniały nie-komornik miewa od groma przeróżnych, nie zawsze sensownych pomysłów, ale nie zapomniał o głównym celu swojego pobytu na Ziemi. Apokalipsa się jednak rządzi swoimi prawami, a jakiekolwiek podróże w czasie (lub manipulacja czasem jako takim) nie mogą się odbyć bez konsekwencji w postaci zaburzeń kontinuum czasoprzestrzennego, więc możecie się domyślić, że nie wszystko idzie gładko…

Spotkacie tu wiele postaci, które znacie z pierwszej trylogii komorniczej, ale w nieco innej odmianie. Wiecie, niby to samo, ale jednak nie, pokazane z zupełnie innej perspektywy. Dynamika wciąż jednak jest zachowana, trudno się nudzić podczas przeżywania wydarzeń, które są udziałem Ezekiela i jego ekipy, żart (często suchy!) ściele się gęściej niż trupy (choć i tych nie brakuje), a zabawa to po prostu zabawa. Wchłonąłem audiobooka bardzo szybko, nie sięgnąłem po kolejnego tylko ze względu na kończący się okres „próbny” w Legimi, ale dwa pierwsze tomy nastawiły mnie bardzo pozytynie do całej tetralogii. Polecam jako odskocznia od trudnej i ciężkiej literatury, kiedy chcecie fajny kawał fantastyki, który pełen jest absurdalnego humoru i równie niedorzecznych historii!

Ocena punktowa: 7/10


sobota, 1 lipca 2023

Zbiorczo spod pióra w czerwcu 2023

Doszło już do Was, że właśnie minęło pół roku? W sensie 2023 roku. Do tego jesteśmy właśnie na początku wakacji (chociaż dla mnie to po prostu lato), więc teoretycznie jest to czas odpoczynku, relaksu, pływania, grillowania i czytania! Ciekaw jestem czy będzie luźniejszy dla mnie niż czerwiec, czy jednak da mi popalić. Niby był dłuższy weekend (o ile się wzięło wolne w piątek), ale wiecie jak to jest. Zwłaszcza kiedy człowiek jeszcze nie do końca się ogarnął w nowym mieszkaniu i ciągle coś zmienia, przestawia, dokupuje (oj będę tego żałował przy kolejnej przeprowadzce) i w ogóle…

Coś tam jednak się udało przeczytać (oraz przede wszystkim przesłuchać!), więc mam się czym z Wami podzielić! Ba, nawet szczerze powiedziawszy jestem pozytywnie zaskoczony liczbą książek, które udało mi się zaliczyć w ten czy inny sposób, a zwłaszcza pod koniec miesiąca weszło ich całkiem sporo na raz. No i co najważniejsze, zdecydowana większość to naprawdę wysokie jakościowo pozycje. Bez przedłużania więc zapraszam na parę słów o każdej lekturze!

Okładki pochodzą z… tak, z Lubimy Czytać. 

„Przygody dobrego wojaka Szwejka” – Jaroslav Hašek

Format: Audiobook
Stron/długość: 29h 16m
Czyta: Leszek Filipowicz

Nie jestem ani trochę zdziwiony wysokimi ocenami tej książki oraz recenzjami, które wychwalają ją od wielu lat! Może daleko jej do bycia majstersztykiem, miejscami bywa nierówna oraz nieco schematyczna, aczkolwiek stanowi ciekawe uzupełnienie czytanego przeze mnie niedawno „Paragrafu 22”. Antywojenność wycieka z niej wręcz hektolitrami bieżącej wody, a okraszona jest cudownie absurdalnym humorem i inteligentnie głupkowatą postacią samego Szwejka. Zdarzają się momenty, w których ta jego głupota jest aż boleśnie przewidywalna, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?

To naprawdę lekka lektura. Znaczy, tak na  pierwszy rzut oka – czyta się (lub słucha) ją bardzo przyjemnie, bez konieczności zastanawiania się nad drugim dnem. Jeśli jednak ktoś ma taką ochotę, to je znajdzie i to bez większych problemów. Wystarczy po prostu przez chwilę zastanowić się nad absurdami i spróbować je zestawić choćby i z cywilną rzeczywistością („czeski film”, rozumiecie), a objawią się Wam sytuacje niestworzone. Nie zmienia to jednak faktu, że radość z „Przygód dobrego wojaka Szwejka” mogą czerpać niemalże wszyscy, bo lekkość pióra Jaroslava Hašeka bardzo w tym pomaga!

Ocena punktowa: 7/10

„Droga donikąd” – Michał Gołkowski

Format: E-book
Stron/długość: 366

Tym razem mamy w pewnym sensie origin Miśka, choć jest to bardziej historia tego, jak trafił do Zony. No i oczywiście jakie były jego pierwsze kroki. Co prawda nie do końca poznajemy pełną przeszłość Miszy, choć parę elementów zostało zasugerowanych, które dają nieco do myślenia i pozostawiają miejsce dla wyobraźni. Ogólnie rzecz biorąc jest to bardziej moment podjęcia decyzji oraz przedostania się do Zony wraz z pierwszymi chwilami w niej spędzonymi (nie były one łatwe, oj nie, nie był to ten Misiek, którego znamy z poprzednich dwóch części).

Jak zazwyczaj u Gołkowskiego na akcje nie można narzekać, dynamika całkiem dobra, cały czas coś się dzieje. Na ogromny plus jest pokazanie Miszy jako osobę, która dopiero faktycznie poznaje Zonę (choć z pewnością pomocna w tym jest jego „przeszłość”), a nie zrobienie z niego od razu wymiatacza. Ogólnie rzecz biorąc „Droga donikąd” jest nawet lepsza w ogólnym rozrachunku niż wcześniejsze tomy – bardziej dojrzała, przemyślana, z konkretnym planem. Zaczynam nawet lubić Czarnobylską Strefę Wykluczenia i z nieco większym optymizmem patrzę w kierunku kolejnych książek z tej serii.

Ocena punktowa: 7/10

„Kołysanka dla czarownicy” – Magdalena Kubasiewicz

Format: E-book
Stron/długość: 310

Można się zachwycać tą książką, oj można! Miałem już do czynienia z prozą Magdaleny Kubasiewicz i zawsze sprawiała naprawdę dobre wrażenie i powodowała chęć polecania. Wszystkie jej książki miały swój klimat i jakiś element niepokoju pod spodem – no i dokładnie taka sama jest „Kołysanka dla czarownicy”, ale jakby nawet jeszcze lepsza. Niby prosta historia, z równie prostymi założeniami, a przyciąga jak magnes! Na pewno ma w tym udział doskonała dynamika i rzecz jasna (jak to w utworach Magdaleny Kubasiewicz) nutka tajemnicy na absolutnie każdym kroku.

Całkiem fajne są też założenia, na jakich funkcjonuje świat wykreowany przez autorkę. Mamy po prostu Warszawę, mamy też przenikającą się magię, ale bez wdawania się w detale dotyczące współżycia osób niemagicznych oraz tych parających się tą sztuką. Ponownie prosty świat z prostymi rozwiązaniami, które pozwalają na skupienie się na wyciskaniu z samej historii ile tylko można, oraz budowaniu odpowiedniej otoczki dla czytelników. Nie zabrakło również kilku dobrych postaci (choć miło by było nieco rozbudować też parę innych, zwłaszcza jeśli są kluczowe dla książki), więc na pewno bardzo szybko sięgnę po kolejną część! 

Ocena punktowa: 8/10

„GOPR. Na każde wezwanie” – Wojciech Fusek, Jerzy Porębski

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 16m
Czyta: Grzegorz Feluś

Świetna opowieść, szczegółowa historia oraz ogrom wiedzy – mniej więcej tak można podsumować „GOPR. Na każde wezwanie”. Mamy tu niemalże wszystko, co jest potrzebne, aby dowiedzieć się nie tylko, na czym polega praca ratownika GOPR, ale również, jakie wydarzenia były konieczne, aby taka organizacja w ogóle powstała. Autorzy nie skupiali się na żadnym konkretnym aspekcie, ale widać, że chcieli przekazać tyle wiedzy, ile się tylko da – zarówno tej historycznej, jak i bardziej praktycznej, która może przydać się każdemu z nas, jeśli znajdziemy się w niebezpiecznej sytuacji w górach.

Rzecz jasna nie mogło zabraknąć przykładów akcji, czy to najbardziej niebezpiecznych, czy po prostu najsłynniejszych, w których brali udział ratownicy z GOPR i TOPR (oraz wcześniejszych organizacji, które poprzedzały istnienie tych obecnych). Niektóre z nich nie mogą zmieścić się w głowie, a inne z kolei obnażają ludzką głupotę i beztroskę, która jednak tylko potwierdza konieczność istnienia takich organizacji. Wszystko to opisane jest w bardzo przystępny sposób, bez zbędnego chaosu (podział jest zarówno chronologiczny, jak i ze względu na kategorię opisywanych aspektów), więc można się w książce odnaleźć bez żadnych problemów. Odczuwam dużą satysfakcję po lekturze – zarówno moja czysta, ludzka ciekawość, jak i ta część świadomości bardziej odpowiedzialna za chęć edukowania się, zostały zaspokojone.

Ocena punktowa: 7/10

„Przysługa dla Czarnoksiężnika” – Magdalena Kubasiewicz

Format: E-book
Stron/długość: 368

Cieszę się, że sięgnąłem po „Przysługę dla Czarnoksiężnika” od razu po przeczytaniu pierwszej części – druga jest jeszcze lepsza! Być może dzięki temu, że lektura wleciała na świeżo i wciąż w pamięci miałem detale z wcześniejszego tomu, ale z pewnością jest to duża zasługa umiejętności Magdaleny Kubasiewicz, która ponownie wykreowała tajemniczą (choć tym razem z nutką kryminalną!) historię. Widać również na horyzoncie jakiś szerszy plan na postać Jagody (być może zostanie wplątana w coś o wiele większego, niż można sobie wyobrazić, na co po cichu liczę), choć trochę brakuje mi wyrazistości u innych osób.

Autorka stworzyła na tyle przyciągającą historię i okrasiła ją tak cudownie dobrą dynamiką, że pewna schematyczność wyziera dopiero po zakończeniu lektury i wcale w jej trakcie nie przeszkadza. Gdyby rozebrać książkę na czynniki pierwsze i stworzyć ramowy plan wydarzeń, to byłby dość podobny (wysokopoziomowo) do wcześniejszego tomu, ale  tym przypadku wygląda to jak przepis na sukces. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach nie przeje mi się to, ale na razie jestem naprawdę zachwycony lekkością lektury i chcę więcej! Byle na takim poziomie, do którego już zdążyłem przywyknąć!

Ocena punktowa: 8/10

„Martwe Jezioro” – Marcin Mortka

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 59m
Czyta: Filip Kosior

Nie jestem jeszcze do końca przekonany co myśleć nie tyle o samej książce, ile ogólnie o świecie wykreowanym przez Marcina Mortkę. Można powiedzieć, że „Martwe Jezioro” to klasyczny rozruszacz, w którym dopiero poznajemy bohaterów, zasady rządzące książkową rzeczywistością no i ogólnie wprowadzamy się we wszystko. Zdecydowanie zarówno zebrana paczka bohaterów (choć może niektórych lepiej nazwać antybohaterami), jak i świat kręcący się wokół „smoczej religii” mogą zrobić jeszcze niezłą robotę, na co zresztą liczę w kolejnych tomach.

„Martwe jezioro” po raz pierwszy wydane zostało w 2011 roku, co bardzo czuć (wtedy mniej więcej literacka płodność pisarza się wzmogła) zwłaszcza w kompozycji. W tle snuje się powoli większy plan i główny trzon fabuły, zdecydowana większość wydarzeń to jednak walki, potyczki, pojedynki. Dużym plusem jest bardzo krótkie wprowadzenie w historię tego świata (w każdym razie ta najświeższa, która ma duże znaczenie dla całej książki), aczkolwiek brakuje mi szerszego wprowadzenia w zasady, którymi się obecnie wszystko rządzi. Są podawane małymi dawkami, jak to w początkowych tomach, ale nie zaspokajają głodu – zobaczymy więc, jak będzie w kolejnych tomach. Z pewnością dam im szansę!

Ocena punktowa: 6/10


sobota, 1 kwietnia 2023

Zbiorczo spod pióra w marcu 2023

Wiosna w pełni, choć początek miesiąca wcale się na to nie zapowiadał! Wręcz przeciwnie, w Toruniu przez kilka pierwszych dni dominowały ujemne temperatury, deszcz oraz poczucie beznadziei. Chyba bardziej nie lubię takiej aury wiosną, niż na jesieni – wtedy przynajmniej jestem na nią przygotowany i wiem, czego się spodziewać. W marcu oczekiwałbym raczej słońca, rozwijających się pąków oraz ogólnie jakiejś odrobiny radości! Skoro jednak nie mogła mi jej zapewnić pogoda wraz z towarzyszącą jej atmosferą, to musiałem tę radość sam sobie zapewnić za pomocą książek!

W marcu postawiłem na trochę nowości (no, w pewnym sensie), ale również na kończenie rozpoczętych cykli. Udało mi się nawet przeczytać coś, czego w ogóle się nie spodziewałem, czyli prozę Kazimierza Przerwy-Tetmajera! Miałem sięgnąć po jego poezję w ramach jednego z wyzwań, które ma poszerzyć moje horyzonty, a przy okazji wyszło na to, że poszerzyłem je bardziej, niż się to było w planach! Rzecz jasna dla mnie bomba, nie mam na co narzekać, wręcz przeciwnie – każde takie niespodziewane lektury są na wagę złota.

Tyle z przydługiego wstępu, przejdźmy do właściwych opinii. Jak w każdym miesiącu, okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Korona śniegu i krwi” – Elżbieta Cherezińska

Format: Audiobook
Stron/długość: 26h 30m
Czyta: Filip Kosior

W „Koronie śniegu i krwi” jako pierwsze w oczy rzuciło mi się dokładnie to samo, co w „Hardej” – przywiązanie do detali oraz niesamowicie zgrabne posługiwanie się językiem przez autorkę. Historia nie jest moją mocną stroną, więc trudno mi orzec, w jakim stopniu przytoczone w tej książce opisy osób, pomieszczeń, przyborów czy zwyczajów są zgodne z rzeczywistością, ale na pewno robią wrażenie i mega pozytywnie wpływają na immersję. Można poczuć, że jest się w środku wydarzeń opisywanych przez Elżbietę Cherezińską, co niestety czasem działa też na niekorzyść. Rozumiecie, opisy, długie opisy i rozwleczona akcja. Aczkolwiek mimo wszystko rozpatruję to jako bardzo mocną stronę tej lektury.

Mimo wszystko jest to lektura niesamowicie wciągająca, chyba właśnie ze względu na tę dbałość o detale oraz szeroki zakres wydarzeń. Smaczków dodają też elementy fantastyczne, w tym przypadku głównie kojarzone z pogańskimi wierzeniami, aczkolwiek nie są one ani trzonem historii, ani nawet podtrzymującymi ją szynami. Ot, drobne detale nadające lekkiej pikanterii. Zdecydowanie lepiej mi podeszła „Korona śniegi i krwi” niż „Harda”, choć nie do końca umiem wskazać dokładny powód. Na pewno sięgnę po kolejne części „Odrodzonego królestwa”, zapowiada się całkiem niezły cykl, który się jeszcze może rozwinąć!

Ocena punktowa: 6/10

„Legenda Tatr” – Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Format: E-book
Stron/długość: 389

Nie jest to prosta książka – ani pod względem językowym, ani jeśli chodzi o odbiór. Stylizowana na język sprzed kilku wieków, do tego przeplatana gwarą góralską stanowi nie lada wyzwanie. Chwilę człowiekowi zajmuje przestawienie się ze współczesnego języka (a rozmowy górali często i tak są nie do końca zrozumiałe), ale kiedy już wejdzie się w rytm, to można docenić to piękno i pewnego rodzaju poetyckość. No i ostatecznie można się skupić na historii oraz poszczególnych postaciach, a naprawdę jest na czym! Jeśli jednak nie potraficie się skupić przy tak archaicznym lub po prostu odbiegającym od współczesnych standardów języku, to lepiej nie próbujcie sięgać po „Legendę Tatr”.

Jednak jeśli Was to wcale nie przeraża, to możecie czerpać dużo przyjemności ze sposobu przedstawienia nie tylko górali samych w sobie, ale również (albo przede wszystkim) zależności społecznych, jakie miały miejsce w XVII wieku oraz jak bardzo różniły się one pomiędzy chłopstwem wystawionym frontem do szlachty, a właśnie rodzinami góralskimi, często zamieszkującymi trudno dostępne miejsca na terenie całego Podtatrza. Wiele elementów autor opiera na wytworzonych przez siebie postaciach i wydarzeniach, chociaż cały czas w tle przewijają się osoby takie jak Bohdan Chmielnicki, czy król Jan Kazimierz. Ogólnie rzecz biorąc to nie tylko cudowne przedstawienie języka wykorzystywanego przez górali, ale również małe studium wydarzeń, które mogą przybliżyć kulturę góralską sprzed kilku wieków.

Ocena punktowa: 7/10

„Droga do Wyraju” – Kamila Szczubełek

Format: E-book
Stron/długość: 389

Jest to zaskakująco wciągająca książka i całkiem udany debiut! Historia, mimo że prosta i bardzo trącająca nieskomplikowaną grą RPG (wiecie, liniowa fabuła z chodzeniem z miejsca na miejsce) potrafi przyciągnąć. „Drogę do Wyraju” wchłonąłem w dosłownie moment. Językowo autorka na pewno daje radę, cały czas coś się w książce dzieje, a do tego odrobina delikatnego humoru działa na pewno zachęcająco. Czasem niektórego dialogi są bardzo sztywne lub sztuczne, aczkolwiek trzeba pamiętać, że jest to debiut. Czuć też pewną niezdarność w kreowaniu historii oraz kompletny brak opisu świata, aczkolwiek to, co sobą prezentuje „Droga do Wyraju” posiada spory potencjał.

Z pewnością brakuje mi poświęcenia nieco większego uwagi elementom słowiańskim, na które autorka się powołuje – ograniczanie się do prostego wymienienia nazwy krainy, w której znajdują się bohaterowie oraz nazwy lub imienia któregoś z demonów nie daje pełni wiedzy o wykreowanym świecie. Zwłaszcza że od samego początku widać, iż jest to uniwersum jedynie opierające się na pewnych elementach (patrz wąpierz Elgan) wierzeń i kultury słowiańskiej, więc nie wiadomo tak naprawdę, które części zostały zmienione. Mam nadzieję, że w drugim tomie się to zmieniło, bo ten brak porządnej ekspozycji to chyba najbardziej przeszkadzająca mi rzecza w całej „Drodze do Wyraju”.

Ocena punktowa: 6/10

„Drugi brzeg” – Michał Gołkowski

Format: E-book
Stron/długość: 392

Trochę mam mieszane uczucia w stosunku do „Drugiego brzegu”. Taka to trochę typowa fantastyczna literatura drogi, której nie brakuje zmian zachodzących w głównym bohaterze (ach, aż by się rozprawkę chciało napisać jak na lekcjach języka polskiego!). Z drugiej jednak strony oprócz dość monotonnych opisów otrzymałem o wiele więcej Zony z jej charakterystyką. Cóż, wszak podróż przez przeróżne zakątki pozwala snuć historie zarówno o początkach (od 1986, przez Pierwszą Emisję, aż do czasów samej powieści), jak i o napotkanych po drodze elementach. Z pewnością jednak jest o wiele lepiej niż w pierwszym tomie.

Sama Zona i koncepcja „zamkniętego” terenu, w którym dzieją się rzeczy niestworzone, podczas gdy wszędzie wokół jest niemalże normalny świat, z normalnie funkcjonującym społeczeństwem, ma w sobie coś z dziwnie satysfakcjonującej abominacji. Przełamania większości standardów, które łączą dwie sprzeczności, a jednocześnie stanowią spójną całość. Być może dzięki bardzo oszczędnym opisom tego „zwykłego” świata cudowność samej Zony nie jest w żaden sposób (nomen omen) skażona. Na pewno jednak „Drugi brzeg” zachęcił mnie do dalszej eksploracji świata, nawet pomimo tego, że jako powieść nie był najlepszą książką Michała Gołkowskiego. 

Ocena punktowa: 6/10

„Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej” – Katarzyna Czajka-Kominiarczuk

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 16m
Czyta: Katarzyna Borowiecka

Naprawdę bardzo fajna i prosta historia Oscarów, pełna ciekawostek oraz odrobiny analizy. Jak autorka wspomina na samym początku, pewnie nie ma w tej książce niczego odkrywczego, czego nie dałoby się znaleźć czy to w internecie, czy innych pozycjach, jednak siłą „Oscarów” Katarzyny Czajki-Kominiarczuk jest odpowiednie kategoryzowanie elementów i sensowne ułożenie w lekturze. Innymi słowy, nie da się zgubić, za to można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Nie znajdziecie tu też nudnego, encyklopedycznego języka, choć z drugiej strony trudno szukać w tej pozycji elementów humorystycznych.

Jeśli tak jak ja jesteście oscarowymi ignorantami, to możecie się wiele dowiedzieć o tej najgłośniejszej nagrodzie filmowej. Ba, nawet śmiem twierdzić, że pewne ciekawostki mogą zapaść Wam w pamięć i zabłyśniecie na jakimś spotkaniu towarzyskim. Trudno mi ocenić przydatność dla osób obeznanych z tematem, więc pozostawiam już decyzję o sięgnięciu (bądź nie) całkowicie Wam. Nie powiem, że się dobrze bawiłem w trakcie lektury, na pewno jednak szanuję pracę włożoną w książkę i cieszę się, że choć trochę mogłem sobie przybliżyć historię nie tylko samej gali rozdania Oscarów, ale również poznałem wpadki, które miały miejsce na przestrzeni lat, jak również pewną analizę jak to faktycznie jest z hasztagiem OscarsSoWhite na bazie danych, nie emocji.

Ocena punktowa: 7/10


środa, 1 marca 2023

Zbiorczo spod pióra w lutym 2023

Najkrótszy miesiąc w roku już za nami – macie też wrażenie, jakby sylwester był jakoś tak niedawno, a nie aż dwa miesiące temu? Już od dawna powtarzam, że czas ucieka zdecydowanie zbyt szybko, ale cóż na to poradzić – nawidoczniej tak ma być! Dobrze, że w tym ciągłym zamęcie mozna znaleźć chwilę spokoju na lekturę (lub pogranie sobie w jakąś odmóżdżającą gierkę mobilną na ten przykład). W sumie to dwie moje lektury z lutego zostały rozpoczęte jeszcze pod koniec marca, więc początkowo spodziewałem się jakichś nadwzywczaj dziwnych wyników w tym miesiącu, ale jednak wyszło w sumie dość naturalnie!

Udało mi się jedną trylogię zakończyć, której ostatni tom okazał się zdecydowanie najlepszy. Może niekoniecznie powalający na kolana, no ale jednak wreszcie dostałem coś dobrego na koniec. Do tego nadrobiłem też Sandersona, którego kupiłem już jakiś czas temu (od razu po jego wydaniu w Polsce), więc jestem też na bieżąco z przygodami Waxa i Wayne’a! Znowu królowałą u mnie fantastyka głównie, choć staram się jednak urozmaicać sobie odmiany gatunkowe! Zobaczymy jak mi to pójdzie w nadchodzącym miesiącu, bo pewnie jak zwykle będę po prostu zmieniał zdanie co chwilę…

Tymczasem przejdźmy już do meritum, czyli opinii! Okładki jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Płonący bóg” – Rebecca F. Kuang

Format: Audiobook
Stron/długość: 23h 11m
Czyta: Paulina Holtz

No, nareszcie się ta trylogia rozkręciła – szkoda jednak, że tak późno (w ostatnim tomie). Muszę przyznać, że tym razem się potrafiłem mocno wkręcić i docenić wiele zabiegów fabularnych autorki. Kilka razy niestety trafiło się też traktowanie czytelników jak nie do końca kumających, za to bardzo łatwowiernych, ale do tego już przywykłem. Dynamika jak na tom zamykający była bardzo zróżnicowana – czasem wręcz zbyt szybko wydarzenia następowały (lub brakowało im mostów pomiędzy nimi), jednak w ogólnym rozrachunku dało się połapać we wszystkim i utrzymać odpowiedni poziom uwagi.

Nie do końca mi się podoba parę zabiegów, które wyglądały nieco na wymuszone przez założenia końcowe fabuły, ale staram się pamiętać, że jest to po prostu literatura, która ma dać czystą rozrywkę. Zwłaszcza że Rin daje nam, jako czytelnikom, nie tylko właśnie wspominaną rozrywkę, ale i możliwość śledzenia zmian, jakie zachodzą w jej głowie i jak zaczyna nabierać doświadczenia w podejmowaniu decyzji. Nie jest to najlepiej skrojona bohaterka, ale wraz z Venką i Kitayem, który jest przeciwwagą dla obu bohaterek, stanowią naprawdę interesujące trio, które ubarwia ten ostatni tom.

Ocena punktowa: 7/10

„Zaginiony metal” – Brandon Sanderson

Format: Papier
Stron/długość: 544
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch

Gdyby tak wyciąć połowę nic niewnoszących dialogów, a połowę z pozostałych pozbawić duplikatów, to otrzymalibyśmy mocno odchudzoną, ale o wiele lepszą wersję „Zaginionego metalu”. Jeszcze więcej kartek mogłoby zostać zaoszczędzonych, gdyby pominąć ciągłe powtarzanie dokładnie tych samych „opisów” rozległości i różnorodności cosmere. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal świetna książka i Sanderson zabiera nas na wycieczkę w coraz głębsze punkty świata magii metali (dzień dobry Hemalurgio), narracja potrafi utrzymać czytelnika przy książce i aż chce się zobaczyć, co dalej się wydarzy i jaki znowu zwrot akcji autor nam zaserwuje. Niestety nie do końca tym razem wyszła Sandersonowi cała otoczka historii.

Sanderson postawił też na rozwój innych postaci, niż Wax oraz Wayne, co ogólnie byłoby bardzo dobre, gdyby nie przyćmiły kompletnie dwójkę głównych bohaterów, którzy grali pierwsze skrzypce od samego początku Drugiej Ery. Nie jestem też przekonany czy kupuję pewne elementy związane z magią metali, które… zdają się przeczyć w pewnym sensie temu, co tak szczegółowo autor budował przez wiele lat. Jakby miały być wykorzystane specjalnie na potrzeby fabuły. Niby miałem pewną frajdę z całości, niby zamknięcie jest całkiem dobre (może niekoniecznie zaskakujące aż tak, ale po prostu dobre) z pozostawioną furtką, ale to nie jest ten Sanderson, którym się jarałem tyle czasu. Przede wszystkim jednak to nie jest to, na co czekałem tyle czasu.

Ocena punktowa: 5/10

„Ołowiany świt” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Czyta: Mariusz Zaniewski

Seria gier „S.T.A.L.K.E.R.” jest mi zdecydowanie obca, za to klimaty postapokaliptyczne są bliskie memu sercu! Sam „Ołowiany świt” chciałem poznać już wiele lat temu, ale ostatecznie pchnęła mnie w jego stronę lektura „Komornika” oraz „SybirPunka”. Spodziewałem się podobnego poziomu, ale obawiam się, że jednak przygody Misia wewnątrz zony nie są najlepszą książką Michała Gołkowskiego (aczkolwiek minęło 10 lat od jej powstania). Chyba najmocniejszą stroną jest bardzo charakterystyczny dla autora, lekki sposób narracji z perspektywy głównego bohatera, która przeplatana jest lekko cynicznymi komentarzami przedstawiającymi świat i opisującymi wydarzenia.

Bardzo zabrakło mi spójności – książka stanowi zbiór kilku „przygód” stalkera, które jednak nie są ani jednoznacznie oddzielone jako osobne opowiadania, ani zespojone ze sobą ciągiem fabularnym. Bardzo duży nacisk został też położony na przemyślenia bohatera w trakcie jego podróży przez zonę, za to kuleje odrobinę przedstawienie świata – jest odrobina o przeszłości i genezie zony, czasem się pojawi opis jakiegoś mutanta czy anomalii, jednak są one wrzucane dość losowo i raczej w skromnej ilości. Zapewne jest to pewnego rodzaju zachęcenie do sięgnięcia po inne książki z Fabrycznej Zony, choć czuję, że można było jednak zmienić proporcję. W każdym razie całokształt wyszedł naprawdę zachęcająco (choć nie idealnie), więc z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii!

Ocena punktowa: 6/10

„Wzlot Persepolis” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 564
Tłumaczenie: Marek Pawelec

Trochę mnie „Ekspansja” zaczyna nużyć niestety. Niby każdy tom ma zupełnie inne wydarzenia oraz problemy, z którymi musi zmierzyć się załoga Rosynanta (i nie tylko oni), ale wszystko jest tak do bólu proceduralne, że czuję się, jakbym oglądał „House’a”. Mało tego, w tym konkretnym tomie odniosłem wrażenie stagnacji rozciągającej się na zdecydowaną większość historii. Nie zauważyłem nawet kiedy dotarłem gdzieś do ¾ książki, a tak naprawdę nie zaczęła się zawiązywać żadna konkretna akcja. Były po prostu… „wydarzenia”. Coś się działo, bohaterowie coś robili, w jakimś to kierunku niby płynęło (a dokładniej trzymało się rdzenia), ale nie czułem żadnego przywiązania do historii.

Tak naprawdę jedynym dużym plusem (który jednak wygenerował też parę zgrzytów) było przesunięcie czasowe w życiu załogi Rosynanta (jak również i wszystkich innych postaci). Niestety tutaj też nie zostało to zrobione zbyt dobrze – gdyby nie przypominanie co jakiś czas o tej delcie, nie pamiętałbym o tej różnicy. Czas się ruszył do przodu, ale cały Układ Słoneczny w wersji stworzonej przez James S.A. Corey ani trochę. Sporo było też nie do końca logicznych następstw takiego scenariusza, co mocno wybijało z immersji. Ogólnie rzecz biorąc, chyba jest to najsłabszy ze wszystkich tomów, napędzany jedynie odcinaniem biletów od sukcesu wcześniejszych części. No ale cóż, zaczął cykl, to go skończę…

Ocena punktowa: 5/10

„Król Bezmiarów” – Feliks W. Kres

Format: Papier
Stron/długość: 19h 26m
Czyta: Wojciech Żołądkiewicz

Zdecydowanie lepsza pozycja niż pierwszy tom – od samego początku czuć zupełnie inną jakość i to, że autor ma jakiś plan. Być może spory wpływ na to miało osadzenie wydarzeń na morzu oraz wokół niego, wraz z przybliżaniem szczegółów dotyczących żeglugi. Samo przerzucenie akcji w całkiem inne miejsce (a dokładniej ze skrajnej północy kontynentu na jego południe) bardzo mocno przypomina mi podział całej sagi, który między innymi można znaleźć w „Opowieściach z Meekhańskiego pogranicza” autorstwa Roberta M. Wegnera. Jeśli lubicie więc takie skakanie po mapie i zapoznawanie się z nowymi obyczajami i postaciami, to zdecydowanie może Wam przypaść do gustu!

Sposób prowadzenia narracji i opisywania wydarzeń jest wciąż dokładnie ten sam, który towarzyszy czytelnikowi w pierwszym tomie. Spokojny, dokładny, stonowany, bez prób zaskakiwania lub kombinowania. Zwyczajnie porządny i konkretny. Pozwala jednak lepiej się wczuć w świat niż w tomie pierwszym – wreszcie czułem, że trafiłem do fantastyki, a nie trochę takiego patchworka historyczno-fantastycznego. W niektórych momentach miałem wrażenie, że dialogi trochę kuleją (są strasznie sztywne i nienaturalne), aczkolwiek to można zrzucić na wiek książki. W ogólnym rozrachunku „Król Bezmiarów” wypada w mojej opinii o wiele lepiej niż pierwszy tom, co mnie cieszy i zachęca do sięgnięcia po kolejną część.

Ocena punktowa: 7/10


sobota, 1 października 2022

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2022

Jesień wjeżdża na salony! No dobra, może nie aż tak dosłownie, ale dla części spośród osób związanych z czytelniczymi social mediami, wrzesień to już pora na wprowadzanie nieco bardziej pastelowych barw do swego życia oraz wystroju. Świece wracają do łask, tak jak ciepłe herbaty o przeróżnych smakach, że nie wspomnę o nastrojowych kadzidełkach! Osobiście co prawda nie jestem wielkim fanem tego typu gadżetów (o ile można to tak nazwać…), ale fajnie jest tak poprzyglądać się metamorfozom, czy to na Instagramie, czy choćby w doborze czytanych tytułów!

No właśnie, jak wspomniałem, ja raczej nie ulegam jesiennemu nastrojowi, aczkolwiek w przeczytanych we wrześniu książkach możecie dostrzec kilka nut zmian. Przez niemalże całe lato królowała u mnie ogólnie pojęta fantastyka (z naciskiem nawet na fantastykę naukową), ale pora wrócić do nieco szerszego spojrzenia na literaturę. W związku z tym zaliczyłem między innymi tytuł popularnonaukowy, reportaż oraz kompletnie nowy dla mnie przewodnik turystyczny! Innymi słowy, był to już dość mocno różnorodny miesiąc – zobaczymy, czy październik przyniesie mi to samo!

„Już nie żyjesz” – Cody Cassidy, Paul Doherty

Format: Papier
Stron/długość: 288
Tłumaczenie: Monika Skowron

Spodziewałem się nieco bardziej… szczegółowego podejścia, ale w sumie narzekać też nie mogę. Autorzy zebrali w książce kilkadziesiąt dość intrygujących sposobów na śmierć, takich jak wpadnięcie do czarnej dziury, bycie połkniętym przez wieloryba, wystrzelenie człowieka z armaty czy bycie użądlonym przez rój pszczół. Jak widać, część z nich to rzeczywiście możliwe scenariusze, natomiast też kilka nieco mniej prawdopodobnych i w ogóle możliwych do wykonania. W takich przypadkach Cody Cassidy i Paul Doherty wykorzystali po prostu najlepszą wiedzę do wyjaśnienia, co czysto teoretycznie mogłoby się zadziać.

To, czego brakuje „Już nie żyjesz” to nieco bardziej szczegółowe podejście do tematów. Często są one dość szybko urywane, zwłaszcza po naprawdę interesującym wstępnie z wyjaśnieniami danego zagadnienia. Autorzy przykładają dużą wagę do tego, aby wszystko, co piszą, miało sens (o czym świadczy choćby całkiem bogata bibliografia na końcu), ale niestety rozdziały kończą się zbyt szybko i nagle. Pomimo tego wydaje mi się, że jest to bardzo ciekawa pozycja, w której czysto naukowe tematy potraktowane są z przymrużeniem oka oraz odrobiną makabry.

Ocena punktowa: 6/10

„Bunt” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 25m
Czyta: Wojciech Masiak

Po raz kolejny podtrzymuję swoje zdanie, że cały cykl „Hajmdal” to mega przyjemna, aczkolwiek niezbyt wymagająca lektura. Przyswaja się ją jak typową, rozrywkową fantastykę naukową, w której mamy do czynienia z dużą ilością akcji, dynamicznej fabuły, częstych zwrotów oraz przeróżnych pomysłów na pociągnięcie historii. Tym razem – jak sam tytuł wskazuje – pojawił się… bunt. Nie będę jednak zdradzał szczegółów, wszak wszystko wokół tego się kręci, więc szkoda by było sprzedać Wam zbyt wielu niuansów i ciekawostek! Nacieszcie się „Buntem”!

To, co mogę na pewno napisać, to zapewnienie, że prawie na pewno nie będziecie się nudzić w trakcie lektury. Raczej nie będziecie musieli też próbować łączyć wątków i zastanawiać się nad połączenie między trzecim tomem a poprzednimi dwoma. Rzecz jasna ciągłość fabularna jest zachowana, ale to już kolejna część całości, która żyje jednak swoim życiem. Mam wrażenie, że autor chciał stworzyć serię opowieści zespolonych wspólnym rdzeniem i trzeba przyznać, że wychodzi mu to naprawdę fajnie. Chętnie sięgnę po kolejny tom, nawet jeśli cały cykl nie pozostanie w mojej pamięci na zbyt długi czas.

Ocena punktowa: 6/10

„Tatry i Podtatrze pełne wrażeń” – Krzysztof Bzowski, Jan Krzeptowski-Sabała

Format: Papier
Stron/długość: 320

To był pierwszy przewodnik górski (czy w ogóle turystyczny), jaki miałem okazję przeczytać. Wcześniej stroniłem od takiej lektury, spodziewając się raczej suchych faktów dla najbardziej zagorzałych fanów ciekawostek. O jak ja się myliłem! Być może starsze przewodniki (i po prostu część współczesnych) mają takie podejście, ale na pewno nie mieli go Krzysztof Bzowski i Jan Krzeptowski-Sabała. Oczywiście, dostałem garść faktów (głównie przy opisach tras), ale ciekawostki, które zaserwowali, nie ograniczały się jedynie do mega głębokich i niszowych informacji.

Oprócz wielu mega ciekawych tras proponowanych przez autorów (zarówno pieszych, jak i rowerowych, czy też w bardziej „egzotycznych” sposobach poruszania się zimą), dostajemy w tym przewodniku informacje o tym, kiedy najlepiej zajrzeć w dane partie, aby obejrzeć pięknie wyglądające kobierce z kwiatów, w których jaskiniach uważać oraz jakich zwierząt można się spodziewać na różnych szlakach. Rzecz jasna są też dane geologiczne dla spragnionych wiedzy, jak powstały Tatry i z jakich skał się składają. Wszystko to rzecz jasna przeplatane cudownymi zdjęciami, które aż zachęcają do rzucenia wszystkiego, spakowania plecaka i wyjechania na południe Polski.

Ocena punktowa: 8/10

„Wojna Światów” – Herbert George Wells

Format: E-book
Stron/długość: 216
Tłumaczenie: Lesław Haliński

Zdecydowanie jest to dzieło ponadczasowe i bardzo mocno wyprzedza swoje czasy. Marsjanie oraz ich inwazja na Ziemię to jedynie pretekst dla autora do pokazania wielu aspektów związanych z wojną totalną przeprowadzaną według nowoczesnych zasad. Można się pokusić nawet o stwierdzenie, że Wells przewidział wiele aspektów toczenia walk, wliczając w to zresztą całkiem udany blitzkrieg przeprowadzony od momentu desantu wojsk, przez budowę przyczółka, szerzenie chaosu i obniżania morale, aż po bezpośrednie parcie do przodu.

Warto podkreślić, że można trafić na różne tłumaczenia, od takich bardziej siermiężnych, które podkreślają, jak wiekowa jest to pozycja, aż po bardzo uwspółcześnione. Miałem okazję porównać sobie fragmenty dwóch różnych tłumaczeń i jest naprawdę spora różnica, nawet nie tylko w samym języku, ale również w znaczeniu (zupełnie inna kolejność wydarzeń lub sugestii). Jeśli zależy więc Wam na dokładnym poczuciu, że książka powstała na przełomie XIX i XX wieku, to warto zwrócić na to szczególną uwagę. Aczkolwiek sama treść pozostaje wszak ta sama – ponadczasowa.

Ocena punktowa: 7/10

„Morderca znad Green River” – Ann Rule

Format: Audiobook
Stron/długość: 19h 24m
Czyta: Laura Breszka

Ann Rule słynie z drobiazgowości w swoich reportażach – wydobywa tyle szczegółów, ile się tylko da. W przypadku opowieści o Garym Leonie Ridgway’u nie powinna nikogo zadziwić ilość informacji zgromadzonych przez autorkę, miała bowiem naprawdę dużo czasu na ich zbieranie. Całe śledztwo jest samo w sobie niesamowicie interesujące, bo ciągnęło się przez dwadzieścia lat, a do ostatecznego złapania seryjnego mordercy doszło dopiero w 2002 roku dzięki rozwojowi nauki. W międzyczasie doszło do wielu pomyłek w trakcie śledztwa, które również skrupulatnie przedstawiane są przez Ann Rule.

Najbardziej jednak przykuwające uwagę są portrety ofiar Mordercy znad Green River. Autorka dotarła do szczegółów dzieciństwa, dojrzewania oraz w wielu przypadkach powodów, dla których życie tych młodych dziewczyn potoczyło się tak, a nie inaczej. Czyste fakty, bez owijania w bawełnę, a do tego z zachowaniem szacunku dla zmarłych. Poziom szczegółowości po raz kolejny onieśmiela i pokazuje, jak bardzo Ann Rule przykłada się do swojej pracy. W pewnym momencie aż nie wiadomo, czy słucha się historii polowania na seryjnego zabójcę, czy też życiorysów mieszkańców Seattle i Tacomy.

Ocena punktowa: 8/10

„Cała prawda o planecie Ksi” – Janusz A. Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 53m
Czyta: Leszek Filipowicz

Wciąga się ją niemalże na raz (no, chyba że trzeba iść spać albo do pracy, no to wtedy klopsik, trzeba przerwać). Im więcej czytam powieści Zajdla, tym bardziej rozumiem te wszystkie peany wyśpiewywane na jego cześć, jako jednego z najlepszych pisarzy fantastyki socjologicznej. W „Całej prawdzie o planecie Ksi” na warsztat wrzucił nie tylko społeczeństwo oparte na kłamstwie i propagandzie, ale również naturalne tendencje ludzi do przeciwstawiania się oprawcy (nawet jeśli tak do końca nie wiadomo, że jest się pod czyimś jarzmem).

Co ciekawe, miała być to pierwsza powieść z trzech, które opowiadałyby o społeczeństwie złożonym z kolonialistów wysłanych z Ziemi. Niestety autor nie zdążył dokończyć nawet drugiego tomu i pozostawił po sobie trzy rozdziały plus konspekt. W wydaniu, które miałem okazję słuchać, zawarto wspomniany dorobek i bardzo żałuję, że nie będzie okazji przeczytać drugiego tomu, który w całości wyszedł spod pióra Janusza A. Zajdla. Aczkolwiek poczułem się na tyle zaintrygowany, że chyba sięgnę po kontynuację stworzoną przez Marcina Kowalczyka – laureata konkursu na dokończenie „Drugiego spojrzenia na planetę Ksi”.

Ocena punktowa: 8/10

„Gry Nemezis” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 536
Tłumaczenie: Marek Pawelec

Im więcej tomów Ekspansji czytam, tym bardziej mam wrażenie, że z pełną premedytacją całość została napisana jako typowy procedural osadzony w kosmosie. Nawet pomimo tego, że piąty tom niesie ze sobą nieco inną konstrukcję prowadzenia głównego wątku poprzez rozbicie go na wydarzenia oddzielone od siebie nawet o kilkanaście jednostek astronomicznych. Muszę przyznać, że był to chyba najnudniejszy jak do tej pory tom, który miałem okazję czytać. Nie tylko przez schematyczność, ale również ze względu na nie do końca wykorzystany potencjał rozbicia wydarzeń na kilka równoległych linii, niepowiązanych ze sobą na pierwszy rzut oka.

Ta niby nowość wprowadzona do fabuły tak naprawdę oparta została na tych samych bebechach, co niestety mnie dość mocno znużyło. Rzecz jasna radochę i tak czerpałem z lektury, choćby dlatego, że w tym tomie można poznać origin kilku postaci, dzięki czemu można nieco lepiej się z nimi zżyć. Przy okazji każde z nich umocniło swoje cechy i się w nich zabetonowało, nawet jeśli autorzy chcieli pokazać jakieś zmiany. Jedynie sam Holden zmienił nieco swoje podejście do życia. No cóż, zobaczymy, co przyniesie szósty tom!

Ocena punktowa: 6/10

„Komornik” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 20m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że do przeczytania jakiejś książki namówi mnie akurat recenzja na portalu Fronda, to w życiu bym nie uwierzył! No bo czemu akurat z tego konkretnego portalu, skoro ja głównie używam portali książkowych oraz blogów i instagramów do czytania opinii? A tu jednak okazało się, że „Komornik” wpadł w moje ręce (w formie audiobooka rzecz jasna) właśnie dzięki fragmentom opinii przedstawionym przez Michała Gołkowskiego na Coperniconie! Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tą książką, jest cudownie obrazoburcza.

Kiedy ją czytałem, przed oczami dosłownie widziałem zniszczony, apokaliptyczny świat z niedobitkami ludzkości, rodem dosłownie z Mad Maxa połączonego z wytworami wyobraźni Dantego Alighieri. Nie od dzisiaj wiem, że twórca „SybirPunka” umie przykuć uwagę czytelnika i stworzyć niesamowity świat, który jest dopracowany na wielu płaszczyznach (aczkolwiek pozostawia też wiele miejsc na domysły i kombinacje). Można powiedzieć, że w „Komorniku” dominuje motyw drogi, który w połączeniu z upartością Ezekiela, głównego bohatera, daje iście wybuchową mieszankę. Cudowny jest też obraz Wysłanników, bluźnierczo pragmatyczny. Całość wpasowuje się idealnie w mój gust. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu!

Ocena punktowa: 8/10


niedziela, 1 maja 2022

Zbiorczo spod pióra w kwietniu 2022

Znowu mogę napisać „święta, święta i po świętach”! Rzecz jasna zbyt dużo to tego wolnego dzięki nim nie było (chyba że ktoś sobie wziął jakiś dłuższy urlop), ale wiecie – lepszy rydz, niż nic. Majówka, chociaż pozwoli na odrobinę więcej odpoczynku. Albo i nie, może ktoś nie da rady w poniedziałek załatwić sobie wolnego… No, w każdym razie mamy już czwarty miesiąc roku za sobą, powoli zbliżają się wakacje, a życie jakoś leci do przodu, prawda?

Kwiecień obfitował u mnie w dużo fantastyki, w tym między innymi w egzemplarze recenzenckie. Do tego miałem okazję wreszcie rozpocząć „The Expanse”, który pewnie będzie mi towarzyszył przez kilka następnych miesięcy (plan: czytać jedną część każdego miesiąca!). Innymi słowy – miesiąc minął całkiem nieźle! 

Tym przydługim wstępem zapraszam do przeczytania kilku krótkich, dwuakapitowych opinii o książkach, które miałem okazję przeczytać w kwietniu!

Jak zwykle, wszystkie okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Wojna Makowa” – Rebecca F. Kuang

Format: Audiobook
Stron/długość: 19h 24m
Czyta: Paulina Holtz

Często bywa tak, że mnóstwo osób niemalże dosłownie jara się konkretną pozycją książkową, aż do tego stopnia, że boję się otworzyć lodówkę. Wiecie, bo mi ten tytuł wyskoczy z niej. Tak właśnie było z „Wojną makową”, przez co chyba miałem zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do książki. Z początku nawet sam się podekscytowałem, jednak im dalej w las, tym gorzej. Znaczy, nie że jest to zła książka – po prostu autorka zaczęła wprowadzać zbyt dużo zamieszania, a wszystkie wątki były kolejnymi odgrzewanymi kotletami, podawanymi nawet nie z koperkiem, ale sosem z mikrofalówki.

To właśnie był ten problem, który w sumie miałem od początku czytania „Wojny makowej”. Wszystko już gdzieś było! Wiem, że w fantastyce ciężko jest o jakiś nowatorski pomysł, jednak Rebecca F. Kuang wzięła chyba wszystkie możliwe motywy z literatury fantastycznej i wykorzystała w swoim dziele. Wyszło dość smacznie, to trzeba przyznać, nie mogę napisać, że jest to słaba książka, jednak mocno odtwórcza. Taka całkiem fajna pozycja czytana dla czystej rozrywki, jeśli nie ma się absolutnie żadnych wymagań. Postacie są po prostu okej, wykreowany świat nie powala na łopatki swoją oryginalnością, choć jest poprawny (tylko po co te jawne sugestie związków z prawdziwymi państwami…) i w sumie tyle.

Ocena punktowa: 6/10

„SybirPunk vol. 2” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 35m
Czyta: Michał Gołkowski

To już jest nieco inny (choć podobny, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) „SybirPunk”! Saszka dalej opiera się śmierci na tysiąc różnych sposobów, wciąż możemy eksplorować jednocześnie nowoczesną oraz sklejoną na trytytki i ślinę Federację, aczkolwiek już Aleksander Khudovec mierzy się z nieco innej klasy problemami! Bardziej… biurokratycznymi i jednocześnie zabójczymi. Znaczy się, akcji jest i to dużo, na to zdecydowanie nie można narzekać.

Lubię takie powieści, jak „SybirPunk” określać mianem książkowego odpowiednika dobrego kina akcji. Nie ma w nim absolutnie niczego ambitnego, wielokrotnie spotykamy się z multiplikowanymi motywami, jednak sprawiają pewnego rodzaju satysfakcję. Taką naprawdę dużą satysfakcję, wystarczającą, aby sięgnąć po kolejne tomy. Nawet jeśli tak właściwie to w nich nie dzieje się nic skomplikowanego lub wymagającego zastanowienia. Nie, po prostu dużo dynamiki w wykonaniu wyrazistych postaci i człowiek jest szczęśliwy. Dokładnie tak szczęśliwy, jaki jestem po zakończeniu drugiego tomu.

Ocena punktowa: 7/10

„Przebudzenie Lewiatana” – James S. A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 578
Tłumaczenie: Marek Pawelec

No, i to się nazywa porządny kawał fantastyki naukowej! Trochę brudny, ale pod względem fizyki trzymający się mocno gruntu. Widać to zresztą przy wielu rozmowach postaci, które próbują wyjaśnić sobie niezrozumiałe dla nich zjawiska. Zresztą, bądźmy szczerzy, autorzy nie rozpostarli macek ludzkości na całą galaktykę, tylko na Układ Słoneczny. Życie toczy się głównie na Ziemi, Marsie oraz na stacjach osadzonych w pasie asteroid, zwanym również po prostu Pasem.

Pierwszy tom to zdecydowanie dopiero wstępniak, w którym poznajemy perspektywy i życie kilku różnych osób/grup, w późniejszej fazie książki splatających swoje losy w ten czy inny sposób. Nie dziwię się kompletnie, że powstał pomysł ekranizacji – wiele scen jest iście filmowych i mogą wręcz zostać przeniesione na mały lub wielki ekran wprost z kartek książki. Do tego mamy różnorodne postacie, każda kierująca się swoim własnym kompasem moralnym – aż nie mogę się doczekać, co będzie w dalszych częściach. Widać bowiem już konkretny zarys fabuły, której zdecydowanie wystarczy na wiele tomów.

Ocena punktowa: 7/10

„Projekt Mefisto” – Marcin Mortka

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 16m
Czyta: Andrzej Hausner

Do tej pory miałem okazję czytać tylko jedną książkę Marcina Mortki – „Żółte ślepia” – i było to naprawdę świetne spotkanie. Tym razem niestety już nie było tak przyjemnie. No dobra, może nie tyle, że nie było przyjemnie, ile po prostu… nijak. „Projekt Mefisto” opowiada o (a jakże!) projekcie prowadzonym przez Piekło, mającym na celu pogrążenie Ziemi w grzechach. No, tylko w nieco bardziej… nowoczesnym wydaniu to pogrążanie ma następować. Wyszło jednak trochę sztywno, trochę infantylnie i trochę stereotypowo.

Początkowa sztywność zostaje w końcu zastąpiona konkretną historią, napisaną dość luźno (albo nawet i luzacko), jednak nie porywa tak, jak potrafiły porwać „Żółte ślepia”. Autor nie do końca wykorzystał możliwości diabelskich intryg, a już na pewno nie wycisnął wszystkiego z małomiasteczkowego klimatu, który idealnie się przecież nadaje na wybudowanie na nim bajek zgodnych z definicjami wtłaczanymi nam do głów na lekcjach języka polskiego. Jest lekko, przyjemnie, to fakt (Marcin Mortka ma wyjątkowo lekkie pióro), jednak nie była to powieść, którą będę wspominał przez długi czas.

Ocena punktowa: 6/10


piątek, 1 kwietnia 2022

Zbiorczo spod pióra w marcu 2022

Marzec nie był dla mnie miesiącem, w którym mogłem robić, co mi się tylko żywnie podoba. Wręcz przeciwnie – obfitował w wyjazdy, rozjazdy, przyjazdy, spotkania, załatwianie spraw i multum innych rzeczy, które skutecznie odciągały mnie od relaksu. Czy tam od leniuchowania, zależy, jak kto woli to nazwać! Nawet weekendy miałem pozapychane i nie udało mi się zachować mojej cosobotniej rutyny, a to już jest duże odstępstwo od reguły! Mam nadzieję, że następny miesiąc będzie nieco bardziej łaskawy, chociaż nie próbuję też tego brać za pewnik.

Tak czy siak, nie próżnowałem czytelniczo i każdą wolną chwilę starałem się wykorzystać na taki relaks, który lubię najbardziej. Z książką znaczy się. Te chwile, w których nie mogłem złapać za papier lub czytnik, wypełniłem oczywiście w miarę możliwości audiobookami oraz podcastami. Zwłaszcza tych drugich też pojawiło się sporo, głównie za sprawą „Nerdów w Kulturze”, którzy nawrzucali zaległe audycje do aplikacji podcastowych. Do tego miałem też okazję napisać wewnętrzną recenzję pewnej książki, o której niestety słowa powiedzieć nie mogę, jednak warto w ogóle o tym wspomnieć – w końcu to też kolejny tytuł jakby nie patrzył. W efekcie miesiąc kończę z takimi oto przeczytanymi pozycjami jak w niniejszym poście!

Rzecz jasna wszystkie okładki pochodzą jak zawsze z portalu Lubimy Czytać.

„Ucieczka z Auschwitz” – Andriej Pogożew
„Ucieczka z Auschwitz” – Andriej Pogożew

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 06m
Czyta: Maciej Więckowski

Zazwyczaj literatura obozowa, która zawiera w sobie wspomnienia z Auschwitz, pełna jest cierpienia, obrazu bestialstwa, jakiego dopuszczali się nie tylko sami hitlerowcy, ale również część więźniów, jak również informacji o przedziwnych sposobach zadawania cierpienia. Andriej Pogożew w swoich wspomnieniach jednak nie skupia się na tym (albo raczej: nie tylko na tym), ale opowiada również o sposobach samych więźniów na stworzenie namiastki normalności. Takiej, która pozwoli przeżyć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

Nie bez powodu ta książka nosi taki, a nie inny tytuł. Andriej Pogożew był żołnierzem armii radzieckiej, który trafił właśnie do Auschwitz. Podjął (udaną) próbę ucieczki wraz z grupą radzieckich więźniów w listopadzie 1942 roku. Część stron zapisanych na kartach wydanej po raz pierwszy w Polsce w 2011 roku książki opisuje właśnie cały plan, jak i jego późniejsze wykonanie. Jak również to, co działo się później z Andriejem, również ze strony sojuszników. Były więzień skupia swoją uwagę także na kulisach procesu kilku z oprawców z Auschwitz. Innymi słowy, jest to kompletnie inna książka o tematyce obozów koncentracyjnych, niż te, które do tej pory czytałem.

Ocena punktowa: 7/10

„SybirPunk vol. 1” – Michał Gołkowski
„SybirPunk vol. 1” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 01m
Czyta: Michał Gołkowski

Kojarzycie może takie klasyczne filmy akcji, przy których sobie siadacie wieczorem, bierzecie popcorn i oglądacie z wielkim zaangażowaniem, ale szybko zapominacie o danym tytule? Jednak czujecie satysfakcję i radość z dobrej rozrywki, którą sobie właśnie zapewniliście? Wiecie, że tam się połowa rzeczy ze sobą nie skleja, ale w sumie Wam to nie przeszkadza, bo zdajecie sobie sprawę z tego, że nie ma się sklejać? Właściwie to o to chodzi, że takie ma być? No to macie właśnie przed sobą książkową wersję takiego filmu – satysfakcja praktycznie pewna, chociaż nie liczcie na ambitną literaturę.

Świat jest zjadliwy (choć dziwnie się w tych czasach słuchało o Federacji zgniecionej przez sankcje z powodu II Wojny Krymskiej…), bohaterowie są konkretni i wyraziści, a akcja po prostu zasuwa. Sporo strzelania, dużo kombinowania, ciemnych sprawek i takich tam. Jednak również odrobina życiowych rozkmin! Dodatkowym smaczkiem jest lektor audiobooka, gdyż jest nim… sam autor! No i muszę przyznać, że wyszło mu to naprawdę świetnie. Dialogi były jasno od siebie odseparowane, a do czego niektóre z postaci miały swój charakterystyczny głos, chociaż bez zbytniego kombinowania.

Ocena punktowa: 7/10

„Per aspera ad astra” – Robert J. Szmidt
„Per aspera ad astra” – Robert J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 53m
Czyta: Wojciech Masiak

Jak zwykle czytam cykle od złych stron… „Per aspera ad astra” jest to bowiem prequel „Pól dawno zapomnianych bitew”, które okazały się naprawdę wciągającą space operą napisaną przez polskiego autora. Historia przedstawia podróż pierwszych pielgrzymów do układu oddalonego o 25,5 roku świetlnego od Układu Słonecznego. Cała podróż ma trwać 170 lat i być podzielona na dziesięcioletnie okresy stazy wszystkich pielgrzymów oraz tygodniowe tury wybudzenia z ćwiczeniami.

Powiecie, że brzmi jak nudny temat na całą książkę? Robert J. Szmidt chętnie udowodni, że takie myślenie jest błędne. Tak naprawdę cała historia opowiadana jest z perspektywy jedynie członków załogi (w głównej mierze), którzy nie liczą nawet dziesiątki osób! A do tego wydarzenia dzieją się na jednym statku kosmicznym, w powtarzalnych blokach czasowych. Autor jednak nawet z tak prostych warunków stworzył dynamiczną powieść pełną akcji. Przy okazji pokazał zupełnie inną perspektywę zdobywania kosmosu, jakże inną od rozwiniętej już technologicznie ludzkości znanej z późniejszych tomów. A co najważniejsze mamy Roberta Bukowskiego, którego również poznacie później z zupełnie innej strony!

Ocena punktowa: 7/10

„Mury. Historia cywilizacji” – David Frye
„Mury. Historia cywilizacji” – David Frye

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 13m
Czyta: Wojciech Chorąży

Dość… ciekawa pozycja. Chociaż niekoniecznie porywająca. Mogłoby się wydawać, że to będzie po prostu historia tworzenia murów przez ludzi, ale tak wcale nie jest. No, w każdym razie nie do końca. Te cały wały obronne od samego początku czemuś służyły i ich stawianie miało swoje konsekwencje – no i właśnie między innymi one są celem, który obrał sobie autor podczas pisania tej pozycji. A jak się okazuje, to te konsekwencje ponosimy sobie cały czas jako ludzkość, chociaż niekoniecznie już poprzez budowanie takich fizycznych murów.

Muszę jednak przyznać, że nie była to zbyt porywająca lektura. David Frye niby dość luźno i swobodnie podszedł do tematu, starając się przytoczyć konkretne przykłady lekkim językiem, ale być może właśnie to spowodowało, że nie mogłem się odpowiednio „zajarać”. Napisał to zbyt… zachowawczo. Traktuję tę pozycję raczej w kategoriach ciekawostek, do których trzeba mieć cierpliwość, niż absolutny must read. Nie nastawiajcie się więc raczej na wystrzałowe informacje, chociaż możecie śmiało wpleść gdzieś w Wasze plany, jako lekturę nieco mniej zobowiązującą.

Ocena punktowa: 6/10

„Skuteczny inwestor” – Łukasz Tomys, Justyna Jaciuk, Mateusz Sawicki

Format: Audiobook
Stron/długość: 6h 13m
Czyta: Leszek Gorski

Autorzy podjęli próbę przełożenia kilku podstaw znanych z „Inteligentnego inwestora” autorstwa Benjamina Grahama na realia polskie. Tak naprawdę jeśli ktoś nie miał do tej pory ani trochę do czynienia z rynkami kapitałowymi, to może to być całkiem niezły start. Nie ma tu dużej ilości niezrozumiałego i fachowego języka, ale sporo podstawowej wiedzy, na której warto zacząć budować swoją wiedzę. Mogę to rzecz jasna napisać z perspektywy osoby, która coś już wie i coś z tą wiedzą robi.

Nie spodziewajcie się jednak wodotrysków i złotych porad co zrobić z własnym kapitałem. To nie jest biblia inwestora, która miałaby zmienić Wasz mindset i wskazać jasno, jaką drogą należy podążać. Niewątpliwą zaletą jest prosty język i zrozumiałe przekazywanie treści. Nawet w miejscach nieco bardziej zaawansowanych autorzy skupili się na maksymalnym uproszczeniu, nawet jeśli oznaczało to potraktowanie tematu bardzo po macoszemu. Wszak jeśli ma się mniej więcej zarysowany temat, to można to dalej podrążyć w nieco bardziej skomplikowanej literaturze. Zwłaszcza, że przykłady często opierały się o polski rynek.

Ocena punktowa: 6/10