Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James S.A. Corey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James S.A. Corey. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2024

Zbiorczo spod pióra w grudniu 2023

No to by wychodziło na to, że właśnie zaczynamy całą zabawę od nowa – 2023 już za nami, teraz pora na próby zapamiętania, że należy wpisywać we wszystkich datach 2024! A jak stary rok pożegnaliśmy, to pożegnaliśmy równieżi grudzień, który minął mi (pewnie jak wielu z Was) na mieszance normalności oraz świątecznego szału. Choć ten „szał” to można intepretować na przeróżne sposoby. U niektórych ostatni miesiąc roku to dodatkowa możliwość na czytanie jeszcze większej liczby książek, jednak u mnie to też szansa na zrobienie wielu rzeczy, na których na co dzień nie mam czasu.

Mimo wszystko wydaje mi się, że całkiem nieźle mi się udał ten grudzień książkowo. Teoretycznie zamknąłem dwa cykle (chociaż jeden z nich ma jednak mieć kontynuację, a w drugim mi został zbiór opowiadań), nasłuchałem się ogromnej ilości podcastów (skąd ich twórcy mieli na to czas?!) no i ogólnie rzecz biorąc jakość zaliczonych pozycji jest raczej wysoka. Albo chociaż akceptowalna… Nie jest więc źle! Zobaczymy po prostu co przyniesie nowy rok.

Tymczasem zapraszam już do samych opinii. Okładki… Tak, okładki jak zawsze z Lubimy Czytać.

„Upadek Lewiatana” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 544
Tłumaczenie: Marek Pawalec

Miałem nadzieję, że jeśli odłożę na trochę całą „Ekspansję”, to kolejny tom przyjdzie mi pochłonąć z łatwością. Trochę z tych założeń nawet wyszło prawdy, ale jednak cały czas miałem wrażenie konsumowania odgrzanego obiadu sprzed dwóch dni. Schematyczność aż krzyczy prosto z kart powieści, co jest bardzo fascynujące zważywszy na fakt, iż wydarzenia nie są ułożone w podobnym formacie, jak do tej pory. Brakowało też przedstawienia przemian postaci, w końcu minęło wiele lat od czasów znanych z pierwszych powieści, tymczasem Jim czy Naomi mają dokładnie te same zachowania, systemy wartości, cechy osobowości i charakteru – w rzeczywistości nie do końca tak to działa.

Nie jestem wielkim zakończenia całego cyklu, aczkolwiek muszę przyznać, że było to chyba najbezpieczniejsze rozwiązanie, jakie tylko mogło się pojawić. Nieco… pompatyczne, z elementem mesjanistycznym, no ale jednak niekoniecznie kontrowersyjne i łatwe do przełknięcia. Jednakże znowu – schematyczne. Podobnie zresztą jak ostatnich kilkaset stron, gdzie pojawiła się schematyczna incepcja. Weźmy wszystkie książki, które pojawiły się do tej pory, złóżmy z nich jakąś strukturę i najpierw opakujmy ją wokół ostatniego tomu, a potem jeszcze opakujmy nią sam koniec. Taki schemat w schemacie. Niestety nie wywarło to na mnie zbyt dobrego wrażenia, dlatego ostatecznie niestety nie mam bardzo pozytywnej opinii o całej powieści.

Ocena punktowa: 5/10

„Widmowy Zagon” – Marcin Mortka

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 07m
Czyta: Filip Kosior

„Widmowy Zagon” to po prostu kolejny tom z dokładnie tą samą mieszanką chaosu i nieprzewidywalności Madsa, racjonalizmu byłej Smoczej Strażniczki oraz tony niebezpieczeństwa, które przynosi życie. Wydarzenia dzieją się szybko i gwałtownie, pomysły Madsa jak zwykle mieszają w probabilistyce, aczkolwiek tak właściwie to jest ponownie dokładnie to samo, co znamy z poprzednich tomów. Narracja jest dokładnie ta sama, kierunek, w którym wszystko podąża również, ale nawet wszystkie kamienie milowe po drodze wyglądają jak odtwarzany quest poboczny.

Nie zrozumcie mnie źle, to się naprawde świetnie czyta i słucha. Kawał przyjemnego fantasy, takiego do niezobowiązującej lektury. Będę miło wspominał czas, który spędziłem ze straceńcami Madsa Voortena i ogólnie nie żałuję, że rozpocząłem ten cykl. Po prostu nie ma w nim niczego, nad czym mógłbym się zachwycać w późniejszych tomach, bo wszystko to już było we wcześniejszych książkach. Pewnie i tak sięgnę po kolejną, jeśli się pojawi, ale traktuję to raczej jako ciekawostkę, zwłaszcza kiedy nie będę czuł się na siłach sięgać po coś bardziej wymagającego. Sporo bijatyki, dużo awantur, ogromna ilość chaosu (ale nie w samej narracji, tylko powodowanego z rosmysłem przez bohaterów), czyli coś idealnego na długi, deszczowy wieczór.

Ocena punktowa: 6/10

„Cyjan” – Jarosław Dobrowolski

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 33m
Czyta: Mikołaj Krawczyn

Więcej wampirów w wampirach, czyli drugi tom „Krwiopijcy” można uznać za udany. W pewnym momencie przyszedł mi nawet na myśl Michał Gołkowski i jego pełne akcji i dynamiki książki – „Cyjan” to nieco spowolniona wersja osadzona zdecydowanie w świecie Vampire: The Masquerade. Jak początkowo miałem wątpliwości, czy nie ma tam też elementów DnD, tak jednak teraz jednoznacznie mogę stwierdzić, że to jednak V: TM jest tym, w czym autor osadził swoje powieści (jednak z pewnymi wyjątkami). Mamy więc już dużo intryg między wampirami, pojawia się dużo więcej opisu samego świata wraz z cienkokrwistymi, rodami wampirzymi, szczególnymi umiejętnościami konkretnych wampirów etc.

Oczywiście nie jest to niesamowicie ambitna książka, która zabierze Was w świat skomplikowanych intryg snutych przez znudzonych władców ciemności. Możecie jednak liczyć na dużo rozrywki oraz świat, który nie jest tak często spotykany (w każdym razie nie w mojej bańce) w literaturze. Fantastyka jak każda inna, jednak ze sprawdzonymi regułami (w kilku miejscach złamanymi na potrzeby… fabuły? urozmaicenia?) lubianymi przez wielu fanów uniwersum, na którym częściowo oparty jest świat „Cyjana”. No i do tego trochę mordobicia (ale bez przesady), sporo czarnego humoru oraz duża doza interpretacji własnej autora jeśli chodzi o trzymanie się zasad świata bazowego. Zawsze to jakieś urozmaicenie, które może zaskoczyć!

Ocena punktowa: 7/10

„Arena dłużników #1” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 14m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Już od dawna mniej więcej wiedziałem, na czym opiera się „Arena dłużników”, bo o genezie powstania opowiedział Michał Gołkowski podczas Coperniconu. Spodziewałem się jednak takiego odgrzanego kotleta. Czułem, że może być podobny klimat, ale jakby… odtwarzany. Tymczasem autor zaskoczył mnie bardzo pozytywnie – teoretycznie mamy dokładnie to samo, ale z zupełnie innej strony. Prequel miesza się z sequelem, a do kompletu „mądrych” słów dorzucić możecie remake/remaster czy co tam wolicie. Jednak na świeżo! Niby tak samo, ale zupełnie inaczej.

Przy dwóch ostatnich tomach głównej trylogii narzekałem, że jest trochę drętwo, bez większego pomysłu, natomiast w pierwszym tomie kolejnego czteroksięgu absolutnie nie mogę tego powiedzieć. Dynamika to pierwsza klasa, ciągle coś się dzieje, ale chociaż nie widać żadnego konkretnego celu (oprócz tych, których możemy się domyślać znając poprzednie powieści), to poznajemy o wiele lepiej całą konstrukcję apokalipsy, którą opracował Michał Gołkowski. Dosłowność przekładu słów biblijnych uderza w „Arenie dłużników” jeszcze mocniej, zwłaszcza w połączeniu z korporacjonizmem całego Nieba. Innymi słowy to może być naprawdę interesująca lektura kolejnych trzech tomów!

Ocena punktowa: 7/10

„Polski SOR” – Jan Świtała

Format: E-book
Stron/długość: 288

Jeśli spodziewacie się (tak jak ja) kolejnego klasycznego reportażu o sytuacji ochrony zdrowia w Polsce, to się bardzo pomylicie! Ma nadzieję, że będzie to zaskoczenie pozytywne, jakie było moim udziałem, gdy zobaczycie jak bezpośrednim językiem pisze autor. Ratownik medyczny mający na swoim koncie pracę zarówno w karetce pogotowia, jak i na SORze, prowadzący kursy oraz własnego Instagrama, na którym dzieli się wiedzą oraz anegdotami. No i właśnie taki luźny, anegdotyczy styl dominuje w „Polskim SORze”, który mocno kontrastuje z bardziej dziennikarskim stylem większości reportaży. Dla mnie jest to jedna z form przełamania czwartej ściany, która pozwala na lepsze zrozumienie co autor pragnie przekazać.

A ma bardzo dużo do przekazania, począwszy od tego, jak wygląda przeciętny dzień pracy ratownika w różnych miejscach, przez problemy i wyzwania, z którymi musi się mierzyć, a zakończywszy oczywiście na prawnym bałaganie. Książka ta nie ma jakichś konkretnych ram w postaci rozdziałów skupiających się na konkretnej kategorii – to bardziej strumień uporzadkowanych myśli, które przechodzą płynnie z jednego tematy do drugiego. Język jest często potoczny, zawierający wiele ekspresywnych wyrażeń powszechnie uznanych za wulgarne (znaczy się czasem rzuci jakąś „kurwą”), ogólnie taki dla przeciętnego człowieka. Naprawdę ciekawy kontrast, zwłaszcza dla kogoś, kto pochłonął w swoim życiu sporo reportaży. Dla mnie to zmiana mocno na plus i między innymi dlatego gorąco polecam tę książkę!

Ocena punktowa: 7/10

„Arena dłużników #2” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 15h 59m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Tak mi podeszła pierwsza część „Areny dłużników”, że aż się od razu zabrałem za kolejną! Tu mamy już w pełni do czynienia z tytułową areną, gdzie Ezekiel ściera się z… no cóż, z tym, z czym ścierali się kiedyś gladiatorzy. Jest oczywiście obrazoburczo (znaczy niekoniecznie koszernie!), nasz wspaniały nie-komornik miewa od groma przeróżnych, nie zawsze sensownych pomysłów, ale nie zapomniał o głównym celu swojego pobytu na Ziemi. Apokalipsa się jednak rządzi swoimi prawami, a jakiekolwiek podróże w czasie (lub manipulacja czasem jako takim) nie mogą się odbyć bez konsekwencji w postaci zaburzeń kontinuum czasoprzestrzennego, więc możecie się domyślić, że nie wszystko idzie gładko…

Spotkacie tu wiele postaci, które znacie z pierwszej trylogii komorniczej, ale w nieco innej odmianie. Wiecie, niby to samo, ale jednak nie, pokazane z zupełnie innej perspektywy. Dynamika wciąż jednak jest zachowana, trudno się nudzić podczas przeżywania wydarzeń, które są udziałem Ezekiela i jego ekipy, żart (często suchy!) ściele się gęściej niż trupy (choć i tych nie brakuje), a zabawa to po prostu zabawa. Wchłonąłem audiobooka bardzo szybko, nie sięgnąłem po kolejnego tylko ze względu na kończący się okres „próbny” w Legimi, ale dwa pierwsze tomy nastawiły mnie bardzo pozytynie do całej tetralogii. Polecam jako odskocznia od trudnej i ciężkiej literatury, kiedy chcecie fajny kawał fantastyki, który pełen jest absurdalnego humoru i równie niedorzecznych historii!

Ocena punktowa: 7/10


piątek, 2 czerwca 2023

Zbiorczo spod pióra w maju 2023

Maj był miesiącem pełnym zmian! Nowe miasto (choć już nieco znane tak czy siak), nowe rutyny, nowe miejsca, w pewnym sensie też nowi ludzie. Stary, dobry czytnik oraz Empik Go puszczające prosto do słuchawek audiobooki były przystanią normalności i czegoś, co znam. Niby była majówka, ale spędzona na wielkim pakowaniu, przewożeniu i rozpakowywaniu, więc tak naprawdę można ją nazwać typowymi, polskimi wakacjami. A tak właściwie to od soboty 29.03.2023 aż do niedzieli, 07.05.2023 miałem wolne! Pogoda dopisała, aczkolwiek na grilla nie było zbyt dużo miejsca jeśli mam być szczery…

Dlatego też cieszę się, że chociaż częściowo udało mi się zachować pewne rutyny, takie jak wieczorne czytanie czy słuchanie audiobooków i podcastów w trakcie spacerów lub zakupów. Dzięki temu mózg mógł odpocząć trochę od wydarzeń, a i przy okazji kolejne części rozpoczętych cykli są już za mną! Przy okazji mocno się ostatnio przerzuciłem na e-booki, a przeprowadzka pozwoliła mi na mocne odchudzanie biblioteczki. Chyba mi się to nawet podoba, choć nie jestem jeszcze do końca pewny…

Tymczasem wystarczy już tego wstępu i przejdźmy do głównego punktu programu! Jak zawsze okładki opiniowanych książek pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Jacked. Chuligańska historia Grand Theft Auto” – David Kushner

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 42m
Czyta: Maciej Jabłoński

Tak właściwie to ten tytuł nie do końca oddaje ducha książki. Powinien on brzmieć „Jacked. Historia próby zrzucenia na gry całego zła świata na przykładzie Grand Theft Auto”. Niby dowiadujemy się jak wyglądały krok po kroku narodziny fenomenu Grand Theft Auto, jednak od samego początku autor skupia się głównie na nagonce, jaka miała miejsce na przestrzeni lat na twórców GTA. Wiecie, te całe historie z „to przez grę popełniają przestępstwa” i tak dalej. Nie dowiedziałem się żadnych ciekawostek o Rockstar Games nie licząc ich oddzielenia się od macierzystej spółki, no i oczywiście ogromu anegdot związanych ze strzelaninami.

Nie jest to pozycja, na którą się nastawiłem znając inną książkę tego samego autora opisującą historię „Dooma”. To była faktycznie lektura, z której wyniosłem ogrom wiedzy, a nie tylko batalie sądowe i podgryzanie się w mediach. Tak właściwie to być może nawet zainteresowałoby mnie to bardziej, gdybym po prostu tego nie znał. No, ewentualnie gdybym wcześniej był świadom, że nie dowiem się z jakimi innymi problemami borykali się twórcy (oprócz nagonki, bo gry powodują strzelaniny), co wpłynęło na ich sukces (oprócz strzelanin), jak wyglądał proces wytwórczy i w jaki sposób się zmieniał na przestrzeni czasu (oprócz walki z nagonką). Za to wiem ile razy politycy wypowiadali się na temat wpływu gier na przestępczość oraz mam w zanadrzu kilka anegdot o nastolatkach biorących udział w strzelaninach. 

Ocena punktowa: 5/10

„Dom nieba i oddechu. Część 2” – Sarah J. Maas

Format: E-book
Stron/długość: 544
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska

To już erotyk, czy jeszcze nie? Trudno mi to określić jednoznacznie, aczkolwiek przygotujcie się na wielostronicowe sceny seksu z opisami rodem z WattPada (z całym szacunkiem dla WattPada rzecz jasna). Są one tak naprawdę głównym powodem, przez który zgrzytałem regularnie zębami podczas lektury drugiej części „Domu nieba i oddechu” – są niepotrzebne, nic nie wnoszą i wyglądają tak, jakby autorka dała się wreszcie ponieść prymitywnym instynktom (stwierdzam na podstawie poziomu opisów oraz powodów ich wystąpienia). Jeśli nie lubicie czytać o tym jak mocno kto kogo pcha, to przeskoczcie o kilka/kilkanaście stron – niczego z fabuły nie stracicie.

Pomijając ten kompletnie dla mnie niezrozumiały pociąg go opisów bardzo niskich lotów (serio, opisy to jedno, ale tak prymitywnych dawno nie widziałem, gorzej niż w pierwszej części) cała reszta jest dokładnie taka, jakiej się spodziewałem! Zwłaszcza na sam koniec Sarah J. Maas umie utrzymać napięcie na odpowiednim poziomie (ostatnie 15% czytałem wbrew swoim rutynom wieczornym!) i rzecz jasna miesza w wydarzeniach jak prawdziwy wirtuoz. Jestem w stanie jakoś przeżyć te nieszczęsne sceny erotyczne dla całej reszty. Widać, że ma pomysł na cały cykl opracowany od samych fundamentów, bo wszystko ładnie się ze sobą skleja. Choć nie wiem jak wybrnie z zakończenia – zaczyna pachnieć podejrzanie.

Ocena punktowa: 7/10

„Gniew Tiamat” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 530
Tłumaczenie: Marek Pawelec

No, trochę tchnęło wreszcie świeżością w konstrukcji, ale tylko trochę. Co prawda procedura jest dokładnie ta sama, co we wszystkich dotychczasowych książkach z cyklu „Ekspansji”, ale wreszcie mamy nowe elementy, które nie pasują do utartego schematu. Trochę dodatkowego zamieszania pojawiło się w fizyce (tak, da się jeszcze więcej), jak i w nierozerwalnej grupie kapitana Holdena – bez spoilerowania mogę powiedzieć, że dość późno załapałem, że jedna z postaci to właśnie ta postać. Widać też kierunek, w którym dąży cały cykl (wszak został jeszcze tylko jeden tom), choć nie powiem, żeby był on zaskakujący, a tymbardziej satysfakcjonujący.

Męcząca jest ta schematyczność, więc chyba zrobię sobie dłuższą przerwę przed ostatnim tomem. Możliwe, że nie dałem odpowiednio odpocząć materiałowi, aczkolwiek nie spotkałem się jak do tej pory z aż takim jechaniem według jednej i tej samej konstrukcji w fantastyce (choć w kryminałach to standard wręcz). Cóż, jak widać tak bardzo jest to męczące, że trudno wyciągnać mi coś innego na przód. Nie oznacza to jednak, że sama historia jest kiepska – po prostu musiałem częściej robić przerwy i nie pochłonęła mnie tak, jak na samym początku.

Ocena punktowa: 6/10

„Łowcy skór” – Tomasz Patora

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 23m
Czyta: Adam Turczyk

Sama historia „łowców skór” z łódzkiego pogotowia ratunkowego jest historią bardzo starą (i rzecz jasna tragiczną, pokazującą jak daleko posunie się człowiek w swojej chciwości), ale jednocześnie jest to jedna z tych, o których warto przypominać. By nie wydarzyła się po raz kolejny. Tomasz Patora to jeden z dziennikarzy, którzy prowadzili dziennikarskie śledztwo w tej sprawie, więc informacje zawarte w niniejszej książce pochodzą od osoby będącej w tamtych czasach na bieżąco z tymi wydarzeniami. Już sam początek przytłacza, choć bynajmniej nie ze względu na sam wydźwięk tej „afery”, ale liczby osób, które przedstawiane (a które w ten czy inny sposób były związane z wieloletnim procederem). Skala od samego początku wydaje się zbyt duża, do utrzymania tego w ryzach.

Co istotne, same przypadki nie tylko „sprzedawania” informacji o zwłokach, ale w późniejszym czasie również mordowanie pacjentów nie są opisywane w sposób ciągły i szczegółowy, wręcz przeciwnie. Autor stara się skupiać na tym, co działo się dookoła, aby nie przyciągać uwagi czytelników szukających „mocnych wrażeń” i realistycznych opisów. Dużo czasu poświęca procesowi, jak również okresowi pomiędzy pierwszym reportażem, a wydaniem przez sąd wyroków skazujących. To jest bardzo ciekawy moment, kórego się kompletnie nie spodziewałem (pierwszy wyrok zapadł, gdy byłem w liceum, po pięciu latach od reportażu), gdyż pokazuje jak zmieniało się nastawienie mediów do faktów ujawnionych przez dziennikarzy Gazety Wyborczej na przestrzeni pierwszych dni. Oby więcej tak wyważonych, a jednocześnie szczegółowych reportaży.

Ocena punktowa: 8/10

„Wrócimy po was. Historie alpejskie” – Elżbieta Sieradzińska

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 55m
Czyta: Mateusz Bosak

To nie jest kolejna książka o alpinistach, którzy walczą ze swoimi słabościami i udowadniają, że da się przekroczyć każdą granicę. Znaczy, może trochę jest w niektórych historiach, ale tylko trochę. „Wrócimy po was” to zbiór niekoniecznie nowych (niektóre sięgają lat 40. XX wieku), ale nie tak znanych w Polsce jak współczesne wydarzenia związane z himalaizmem. Muszę przyznać, że bardzo łatwo przyszło mi utonąć w narracji Elżbiety Sieradzińskiej, niezależnie od tego, czego dotyczyła opowiadana przez nią historia (a jest ich w książce łącznie sześć).

Bardzo fajnie autorka połączyła je chronologicznie ze sobą, a ze względu na mniej więcej to samo miejsce, w którym mają miejsca wydarzenia, ma to czasem istotne zdarzenie (zwłaszcza kiedy wcześniejsza historia daje tło dla kolejnej). Często opisywane są w nich ludzkie tragedie, ale mamy również i historie bardzo pokrzepiające oraz pokazujące jak powstawała historia i świat, który znamy dzisiaj. Przede wszystkim jednak Elżbieta Sieradzińska sięgnęła do czasów na tyle odległych, aby sprawiać wrażenie kompletnie innych niż to, z czym mamy do czynienia współcześnie, a jednocześnie tak bliskich, że nie odczuwamy obcości.

Ocena punktowa: 7/10


środa, 1 marca 2023

Zbiorczo spod pióra w lutym 2023

Najkrótszy miesiąc w roku już za nami – macie też wrażenie, jakby sylwester był jakoś tak niedawno, a nie aż dwa miesiące temu? Już od dawna powtarzam, że czas ucieka zdecydowanie zbyt szybko, ale cóż na to poradzić – nawidoczniej tak ma być! Dobrze, że w tym ciągłym zamęcie mozna znaleźć chwilę spokoju na lekturę (lub pogranie sobie w jakąś odmóżdżającą gierkę mobilną na ten przykład). W sumie to dwie moje lektury z lutego zostały rozpoczęte jeszcze pod koniec marca, więc początkowo spodziewałem się jakichś nadwzywczaj dziwnych wyników w tym miesiącu, ale jednak wyszło w sumie dość naturalnie!

Udało mi się jedną trylogię zakończyć, której ostatni tom okazał się zdecydowanie najlepszy. Może niekoniecznie powalający na kolana, no ale jednak wreszcie dostałem coś dobrego na koniec. Do tego nadrobiłem też Sandersona, którego kupiłem już jakiś czas temu (od razu po jego wydaniu w Polsce), więc jestem też na bieżąco z przygodami Waxa i Wayne’a! Znowu królowałą u mnie fantastyka głównie, choć staram się jednak urozmaicać sobie odmiany gatunkowe! Zobaczymy jak mi to pójdzie w nadchodzącym miesiącu, bo pewnie jak zwykle będę po prostu zmieniał zdanie co chwilę…

Tymczasem przejdźmy już do meritum, czyli opinii! Okładki jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Płonący bóg” – Rebecca F. Kuang

Format: Audiobook
Stron/długość: 23h 11m
Czyta: Paulina Holtz

No, nareszcie się ta trylogia rozkręciła – szkoda jednak, że tak późno (w ostatnim tomie). Muszę przyznać, że tym razem się potrafiłem mocno wkręcić i docenić wiele zabiegów fabularnych autorki. Kilka razy niestety trafiło się też traktowanie czytelników jak nie do końca kumających, za to bardzo łatwowiernych, ale do tego już przywykłem. Dynamika jak na tom zamykający była bardzo zróżnicowana – czasem wręcz zbyt szybko wydarzenia następowały (lub brakowało im mostów pomiędzy nimi), jednak w ogólnym rozrachunku dało się połapać we wszystkim i utrzymać odpowiedni poziom uwagi.

Nie do końca mi się podoba parę zabiegów, które wyglądały nieco na wymuszone przez założenia końcowe fabuły, ale staram się pamiętać, że jest to po prostu literatura, która ma dać czystą rozrywkę. Zwłaszcza że Rin daje nam, jako czytelnikom, nie tylko właśnie wspominaną rozrywkę, ale i możliwość śledzenia zmian, jakie zachodzą w jej głowie i jak zaczyna nabierać doświadczenia w podejmowaniu decyzji. Nie jest to najlepiej skrojona bohaterka, ale wraz z Venką i Kitayem, który jest przeciwwagą dla obu bohaterek, stanowią naprawdę interesujące trio, które ubarwia ten ostatni tom.

Ocena punktowa: 7/10

„Zaginiony metal” – Brandon Sanderson

Format: Papier
Stron/długość: 544
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch

Gdyby tak wyciąć połowę nic niewnoszących dialogów, a połowę z pozostałych pozbawić duplikatów, to otrzymalibyśmy mocno odchudzoną, ale o wiele lepszą wersję „Zaginionego metalu”. Jeszcze więcej kartek mogłoby zostać zaoszczędzonych, gdyby pominąć ciągłe powtarzanie dokładnie tych samych „opisów” rozległości i różnorodności cosmere. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal świetna książka i Sanderson zabiera nas na wycieczkę w coraz głębsze punkty świata magii metali (dzień dobry Hemalurgio), narracja potrafi utrzymać czytelnika przy książce i aż chce się zobaczyć, co dalej się wydarzy i jaki znowu zwrot akcji autor nam zaserwuje. Niestety nie do końca tym razem wyszła Sandersonowi cała otoczka historii.

Sanderson postawił też na rozwój innych postaci, niż Wax oraz Wayne, co ogólnie byłoby bardzo dobre, gdyby nie przyćmiły kompletnie dwójkę głównych bohaterów, którzy grali pierwsze skrzypce od samego początku Drugiej Ery. Nie jestem też przekonany czy kupuję pewne elementy związane z magią metali, które… zdają się przeczyć w pewnym sensie temu, co tak szczegółowo autor budował przez wiele lat. Jakby miały być wykorzystane specjalnie na potrzeby fabuły. Niby miałem pewną frajdę z całości, niby zamknięcie jest całkiem dobre (może niekoniecznie zaskakujące aż tak, ale po prostu dobre) z pozostawioną furtką, ale to nie jest ten Sanderson, którym się jarałem tyle czasu. Przede wszystkim jednak to nie jest to, na co czekałem tyle czasu.

Ocena punktowa: 5/10

„Ołowiany świt” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Czyta: Mariusz Zaniewski

Seria gier „S.T.A.L.K.E.R.” jest mi zdecydowanie obca, za to klimaty postapokaliptyczne są bliskie memu sercu! Sam „Ołowiany świt” chciałem poznać już wiele lat temu, ale ostatecznie pchnęła mnie w jego stronę lektura „Komornika” oraz „SybirPunka”. Spodziewałem się podobnego poziomu, ale obawiam się, że jednak przygody Misia wewnątrz zony nie są najlepszą książką Michała Gołkowskiego (aczkolwiek minęło 10 lat od jej powstania). Chyba najmocniejszą stroną jest bardzo charakterystyczny dla autora, lekki sposób narracji z perspektywy głównego bohatera, która przeplatana jest lekko cynicznymi komentarzami przedstawiającymi świat i opisującymi wydarzenia.

Bardzo zabrakło mi spójności – książka stanowi zbiór kilku „przygód” stalkera, które jednak nie są ani jednoznacznie oddzielone jako osobne opowiadania, ani zespojone ze sobą ciągiem fabularnym. Bardzo duży nacisk został też położony na przemyślenia bohatera w trakcie jego podróży przez zonę, za to kuleje odrobinę przedstawienie świata – jest odrobina o przeszłości i genezie zony, czasem się pojawi opis jakiegoś mutanta czy anomalii, jednak są one wrzucane dość losowo i raczej w skromnej ilości. Zapewne jest to pewnego rodzaju zachęcenie do sięgnięcia po inne książki z Fabrycznej Zony, choć czuję, że można było jednak zmienić proporcję. W każdym razie całokształt wyszedł naprawdę zachęcająco (choć nie idealnie), więc z pewnością sięgnę po inne książki z tej serii!

Ocena punktowa: 6/10

„Wzlot Persepolis” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 564
Tłumaczenie: Marek Pawelec

Trochę mnie „Ekspansja” zaczyna nużyć niestety. Niby każdy tom ma zupełnie inne wydarzenia oraz problemy, z którymi musi zmierzyć się załoga Rosynanta (i nie tylko oni), ale wszystko jest tak do bólu proceduralne, że czuję się, jakbym oglądał „House’a”. Mało tego, w tym konkretnym tomie odniosłem wrażenie stagnacji rozciągającej się na zdecydowaną większość historii. Nie zauważyłem nawet kiedy dotarłem gdzieś do ¾ książki, a tak naprawdę nie zaczęła się zawiązywać żadna konkretna akcja. Były po prostu… „wydarzenia”. Coś się działo, bohaterowie coś robili, w jakimś to kierunku niby płynęło (a dokładniej trzymało się rdzenia), ale nie czułem żadnego przywiązania do historii.

Tak naprawdę jedynym dużym plusem (który jednak wygenerował też parę zgrzytów) było przesunięcie czasowe w życiu załogi Rosynanta (jak również i wszystkich innych postaci). Niestety tutaj też nie zostało to zrobione zbyt dobrze – gdyby nie przypominanie co jakiś czas o tej delcie, nie pamiętałbym o tej różnicy. Czas się ruszył do przodu, ale cały Układ Słoneczny w wersji stworzonej przez James S.A. Corey ani trochę. Sporo było też nie do końca logicznych następstw takiego scenariusza, co mocno wybijało z immersji. Ogólnie rzecz biorąc, chyba jest to najsłabszy ze wszystkich tomów, napędzany jedynie odcinaniem biletów od sukcesu wcześniejszych części. No ale cóż, zaczął cykl, to go skończę…

Ocena punktowa: 5/10

„Król Bezmiarów” – Feliks W. Kres

Format: Papier
Stron/długość: 19h 26m
Czyta: Wojciech Żołądkiewicz

Zdecydowanie lepsza pozycja niż pierwszy tom – od samego początku czuć zupełnie inną jakość i to, że autor ma jakiś plan. Być może spory wpływ na to miało osadzenie wydarzeń na morzu oraz wokół niego, wraz z przybliżaniem szczegółów dotyczących żeglugi. Samo przerzucenie akcji w całkiem inne miejsce (a dokładniej ze skrajnej północy kontynentu na jego południe) bardzo mocno przypomina mi podział całej sagi, który między innymi można znaleźć w „Opowieściach z Meekhańskiego pogranicza” autorstwa Roberta M. Wegnera. Jeśli lubicie więc takie skakanie po mapie i zapoznawanie się z nowymi obyczajami i postaciami, to zdecydowanie może Wam przypaść do gustu!

Sposób prowadzenia narracji i opisywania wydarzeń jest wciąż dokładnie ten sam, który towarzyszy czytelnikowi w pierwszym tomie. Spokojny, dokładny, stonowany, bez prób zaskakiwania lub kombinowania. Zwyczajnie porządny i konkretny. Pozwala jednak lepiej się wczuć w świat niż w tomie pierwszym – wreszcie czułem, że trafiłem do fantastyki, a nie trochę takiego patchworka historyczno-fantastycznego. W niektórych momentach miałem wrażenie, że dialogi trochę kuleją (są strasznie sztywne i nienaturalne), aczkolwiek to można zrzucić na wiek książki. W ogólnym rozrachunku „Król Bezmiarów” wypada w mojej opinii o wiele lepiej niż pierwszy tom, co mnie cieszy i zachęca do sięgnięcia po kolejną część.

Ocena punktowa: 7/10


sobota, 1 października 2022

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2022

Jesień wjeżdża na salony! No dobra, może nie aż tak dosłownie, ale dla części spośród osób związanych z czytelniczymi social mediami, wrzesień to już pora na wprowadzanie nieco bardziej pastelowych barw do swego życia oraz wystroju. Świece wracają do łask, tak jak ciepłe herbaty o przeróżnych smakach, że nie wspomnę o nastrojowych kadzidełkach! Osobiście co prawda nie jestem wielkim fanem tego typu gadżetów (o ile można to tak nazwać…), ale fajnie jest tak poprzyglądać się metamorfozom, czy to na Instagramie, czy choćby w doborze czytanych tytułów!

No właśnie, jak wspomniałem, ja raczej nie ulegam jesiennemu nastrojowi, aczkolwiek w przeczytanych we wrześniu książkach możecie dostrzec kilka nut zmian. Przez niemalże całe lato królowała u mnie ogólnie pojęta fantastyka (z naciskiem nawet na fantastykę naukową), ale pora wrócić do nieco szerszego spojrzenia na literaturę. W związku z tym zaliczyłem między innymi tytuł popularnonaukowy, reportaż oraz kompletnie nowy dla mnie przewodnik turystyczny! Innymi słowy, był to już dość mocno różnorodny miesiąc – zobaczymy, czy październik przyniesie mi to samo!

„Już nie żyjesz” – Cody Cassidy, Paul Doherty

Format: Papier
Stron/długość: 288
Tłumaczenie: Monika Skowron

Spodziewałem się nieco bardziej… szczegółowego podejścia, ale w sumie narzekać też nie mogę. Autorzy zebrali w książce kilkadziesiąt dość intrygujących sposobów na śmierć, takich jak wpadnięcie do czarnej dziury, bycie połkniętym przez wieloryba, wystrzelenie człowieka z armaty czy bycie użądlonym przez rój pszczół. Jak widać, część z nich to rzeczywiście możliwe scenariusze, natomiast też kilka nieco mniej prawdopodobnych i w ogóle możliwych do wykonania. W takich przypadkach Cody Cassidy i Paul Doherty wykorzystali po prostu najlepszą wiedzę do wyjaśnienia, co czysto teoretycznie mogłoby się zadziać.

To, czego brakuje „Już nie żyjesz” to nieco bardziej szczegółowe podejście do tematów. Często są one dość szybko urywane, zwłaszcza po naprawdę interesującym wstępnie z wyjaśnieniami danego zagadnienia. Autorzy przykładają dużą wagę do tego, aby wszystko, co piszą, miało sens (o czym świadczy choćby całkiem bogata bibliografia na końcu), ale niestety rozdziały kończą się zbyt szybko i nagle. Pomimo tego wydaje mi się, że jest to bardzo ciekawa pozycja, w której czysto naukowe tematy potraktowane są z przymrużeniem oka oraz odrobiną makabry.

Ocena punktowa: 6/10

„Bunt” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 25m
Czyta: Wojciech Masiak

Po raz kolejny podtrzymuję swoje zdanie, że cały cykl „Hajmdal” to mega przyjemna, aczkolwiek niezbyt wymagająca lektura. Przyswaja się ją jak typową, rozrywkową fantastykę naukową, w której mamy do czynienia z dużą ilością akcji, dynamicznej fabuły, częstych zwrotów oraz przeróżnych pomysłów na pociągnięcie historii. Tym razem – jak sam tytuł wskazuje – pojawił się… bunt. Nie będę jednak zdradzał szczegółów, wszak wszystko wokół tego się kręci, więc szkoda by było sprzedać Wam zbyt wielu niuansów i ciekawostek! Nacieszcie się „Buntem”!

To, co mogę na pewno napisać, to zapewnienie, że prawie na pewno nie będziecie się nudzić w trakcie lektury. Raczej nie będziecie musieli też próbować łączyć wątków i zastanawiać się nad połączenie między trzecim tomem a poprzednimi dwoma. Rzecz jasna ciągłość fabularna jest zachowana, ale to już kolejna część całości, która żyje jednak swoim życiem. Mam wrażenie, że autor chciał stworzyć serię opowieści zespolonych wspólnym rdzeniem i trzeba przyznać, że wychodzi mu to naprawdę fajnie. Chętnie sięgnę po kolejny tom, nawet jeśli cały cykl nie pozostanie w mojej pamięci na zbyt długi czas.

Ocena punktowa: 6/10

„Tatry i Podtatrze pełne wrażeń” – Krzysztof Bzowski, Jan Krzeptowski-Sabała

Format: Papier
Stron/długość: 320

To był pierwszy przewodnik górski (czy w ogóle turystyczny), jaki miałem okazję przeczytać. Wcześniej stroniłem od takiej lektury, spodziewając się raczej suchych faktów dla najbardziej zagorzałych fanów ciekawostek. O jak ja się myliłem! Być może starsze przewodniki (i po prostu część współczesnych) mają takie podejście, ale na pewno nie mieli go Krzysztof Bzowski i Jan Krzeptowski-Sabała. Oczywiście, dostałem garść faktów (głównie przy opisach tras), ale ciekawostki, które zaserwowali, nie ograniczały się jedynie do mega głębokich i niszowych informacji.

Oprócz wielu mega ciekawych tras proponowanych przez autorów (zarówno pieszych, jak i rowerowych, czy też w bardziej „egzotycznych” sposobach poruszania się zimą), dostajemy w tym przewodniku informacje o tym, kiedy najlepiej zajrzeć w dane partie, aby obejrzeć pięknie wyglądające kobierce z kwiatów, w których jaskiniach uważać oraz jakich zwierząt można się spodziewać na różnych szlakach. Rzecz jasna są też dane geologiczne dla spragnionych wiedzy, jak powstały Tatry i z jakich skał się składają. Wszystko to rzecz jasna przeplatane cudownymi zdjęciami, które aż zachęcają do rzucenia wszystkiego, spakowania plecaka i wyjechania na południe Polski.

Ocena punktowa: 8/10

„Wojna Światów” – Herbert George Wells

Format: E-book
Stron/długość: 216
Tłumaczenie: Lesław Haliński

Zdecydowanie jest to dzieło ponadczasowe i bardzo mocno wyprzedza swoje czasy. Marsjanie oraz ich inwazja na Ziemię to jedynie pretekst dla autora do pokazania wielu aspektów związanych z wojną totalną przeprowadzaną według nowoczesnych zasad. Można się pokusić nawet o stwierdzenie, że Wells przewidział wiele aspektów toczenia walk, wliczając w to zresztą całkiem udany blitzkrieg przeprowadzony od momentu desantu wojsk, przez budowę przyczółka, szerzenie chaosu i obniżania morale, aż po bezpośrednie parcie do przodu.

Warto podkreślić, że można trafić na różne tłumaczenia, od takich bardziej siermiężnych, które podkreślają, jak wiekowa jest to pozycja, aż po bardzo uwspółcześnione. Miałem okazję porównać sobie fragmenty dwóch różnych tłumaczeń i jest naprawdę spora różnica, nawet nie tylko w samym języku, ale również w znaczeniu (zupełnie inna kolejność wydarzeń lub sugestii). Jeśli zależy więc Wam na dokładnym poczuciu, że książka powstała na przełomie XIX i XX wieku, to warto zwrócić na to szczególną uwagę. Aczkolwiek sama treść pozostaje wszak ta sama – ponadczasowa.

Ocena punktowa: 7/10

„Morderca znad Green River” – Ann Rule

Format: Audiobook
Stron/długość: 19h 24m
Czyta: Laura Breszka

Ann Rule słynie z drobiazgowości w swoich reportażach – wydobywa tyle szczegółów, ile się tylko da. W przypadku opowieści o Garym Leonie Ridgway’u nie powinna nikogo zadziwić ilość informacji zgromadzonych przez autorkę, miała bowiem naprawdę dużo czasu na ich zbieranie. Całe śledztwo jest samo w sobie niesamowicie interesujące, bo ciągnęło się przez dwadzieścia lat, a do ostatecznego złapania seryjnego mordercy doszło dopiero w 2002 roku dzięki rozwojowi nauki. W międzyczasie doszło do wielu pomyłek w trakcie śledztwa, które również skrupulatnie przedstawiane są przez Ann Rule.

Najbardziej jednak przykuwające uwagę są portrety ofiar Mordercy znad Green River. Autorka dotarła do szczegółów dzieciństwa, dojrzewania oraz w wielu przypadkach powodów, dla których życie tych młodych dziewczyn potoczyło się tak, a nie inaczej. Czyste fakty, bez owijania w bawełnę, a do tego z zachowaniem szacunku dla zmarłych. Poziom szczegółowości po raz kolejny onieśmiela i pokazuje, jak bardzo Ann Rule przykłada się do swojej pracy. W pewnym momencie aż nie wiadomo, czy słucha się historii polowania na seryjnego zabójcę, czy też życiorysów mieszkańców Seattle i Tacomy.

Ocena punktowa: 8/10

„Cała prawda o planecie Ksi” – Janusz A. Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 53m
Czyta: Leszek Filipowicz

Wciąga się ją niemalże na raz (no, chyba że trzeba iść spać albo do pracy, no to wtedy klopsik, trzeba przerwać). Im więcej czytam powieści Zajdla, tym bardziej rozumiem te wszystkie peany wyśpiewywane na jego cześć, jako jednego z najlepszych pisarzy fantastyki socjologicznej. W „Całej prawdzie o planecie Ksi” na warsztat wrzucił nie tylko społeczeństwo oparte na kłamstwie i propagandzie, ale również naturalne tendencje ludzi do przeciwstawiania się oprawcy (nawet jeśli tak do końca nie wiadomo, że jest się pod czyimś jarzmem).

Co ciekawe, miała być to pierwsza powieść z trzech, które opowiadałyby o społeczeństwie złożonym z kolonialistów wysłanych z Ziemi. Niestety autor nie zdążył dokończyć nawet drugiego tomu i pozostawił po sobie trzy rozdziały plus konspekt. W wydaniu, które miałem okazję słuchać, zawarto wspomniany dorobek i bardzo żałuję, że nie będzie okazji przeczytać drugiego tomu, który w całości wyszedł spod pióra Janusza A. Zajdla. Aczkolwiek poczułem się na tyle zaintrygowany, że chyba sięgnę po kontynuację stworzoną przez Marcina Kowalczyka – laureata konkursu na dokończenie „Drugiego spojrzenia na planetę Ksi”.

Ocena punktowa: 8/10

„Gry Nemezis” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 536
Tłumaczenie: Marek Pawelec

Im więcej tomów Ekspansji czytam, tym bardziej mam wrażenie, że z pełną premedytacją całość została napisana jako typowy procedural osadzony w kosmosie. Nawet pomimo tego, że piąty tom niesie ze sobą nieco inną konstrukcję prowadzenia głównego wątku poprzez rozbicie go na wydarzenia oddzielone od siebie nawet o kilkanaście jednostek astronomicznych. Muszę przyznać, że był to chyba najnudniejszy jak do tej pory tom, który miałem okazję czytać. Nie tylko przez schematyczność, ale również ze względu na nie do końca wykorzystany potencjał rozbicia wydarzeń na kilka równoległych linii, niepowiązanych ze sobą na pierwszy rzut oka.

Ta niby nowość wprowadzona do fabuły tak naprawdę oparta została na tych samych bebechach, co niestety mnie dość mocno znużyło. Rzecz jasna radochę i tak czerpałem z lektury, choćby dlatego, że w tym tomie można poznać origin kilku postaci, dzięki czemu można nieco lepiej się z nimi zżyć. Przy okazji każde z nich umocniło swoje cechy i się w nich zabetonowało, nawet jeśli autorzy chcieli pokazać jakieś zmiany. Jedynie sam Holden zmienił nieco swoje podejście do życia. No cóż, zobaczymy, co przyniesie szósty tom!

Ocena punktowa: 6/10

„Komornik” – Michał Gołkowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 20m
Czyta: Grzegorz Pawlak

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że do przeczytania jakiejś książki namówi mnie akurat recenzja na portalu Fronda, to w życiu bym nie uwierzył! No bo czemu akurat z tego konkretnego portalu, skoro ja głównie używam portali książkowych oraz blogów i instagramów do czytania opinii? A tu jednak okazało się, że „Komornik” wpadł w moje ręce (w formie audiobooka rzecz jasna) właśnie dzięki fragmentom opinii przedstawionym przez Michała Gołkowskiego na Coperniconie! Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tą książką, jest cudownie obrazoburcza.

Kiedy ją czytałem, przed oczami dosłownie widziałem zniszczony, apokaliptyczny świat z niedobitkami ludzkości, rodem dosłownie z Mad Maxa połączonego z wytworami wyobraźni Dantego Alighieri. Nie od dzisiaj wiem, że twórca „SybirPunka” umie przykuć uwagę czytelnika i stworzyć niesamowity świat, który jest dopracowany na wielu płaszczyznach (aczkolwiek pozostawia też wiele miejsc na domysły i kombinacje). Można powiedzieć, że w „Komorniku” dominuje motyw drogi, który w połączeniu z upartością Ezekiela, głównego bohatera, daje iście wybuchową mieszankę. Cudowny jest też obraz Wysłanników, bluźnierczo pragmatyczny. Całość wpasowuje się idealnie w mój gust. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu!

Ocena punktowa: 8/10


czwartek, 1 września 2022

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2022

Sierpień przywitał mnie bardzo nieprzyjemnie – przeziębieniem, które trwało sobie dosłownie przez cały pierwszy tydzień miesiąca. Jak możecie się domyślić, nie pomagało mi to za bardzo w czytaniu – trudno się skupić na książce, gdy co chwilę rozglądasz się za chusteczką… Oznaczało to też nieco mniej spacerów i aktywności fizycznej, podczas których lubię sobie słuchać podcastów oraz audiobooków, więc tutaj również nie miałem tylu możliwości, co zazwyczaj. No i do tego sama kwestia gorączki latem – to jest jakieś nieporozumienie!

W każdym razie żyję, mam się dobrze, jako te 38 stopni Celsjusza przetrwałem (no bo wiecie, że dla faceta to stan zagrożenia życia czy coś) i mogłem się w dalszej części miesiąca cieszyć już lekturami! No i walczyć z upałami rzecz jasna, ale z tym to się wszyscy musieliśmy mierzyć. No, oprócz osób, które kochają ponad trzydzieści stopni na zewnątrz! W końcu lato i w ogóle. W każdym razie sierpień zakończyłem z takimi oto tytułami przeczytanymi oraz przesłuchanymi:

„Gorączka Ciboli” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 596

Człowiek czyta pierwszy tom, drugi, trzeci i się tak zastanawia, jak bardzo coś nowego mogą wprowadzić autorzy w kolejnym. Wtem pojawia się „Gorączka Ciboli” z wielkim transparentem „jestem czymś nowym!”. Rzecz jasna schemat pakowania się Holdena w największe kłopoty jest ten sam, aczkolwiek osadzenie samych wydarzeń na nowoodkrytej planecie dało mnóstwo okazji do zmierzenia się z zupełnie innymi problemami, co oczywiście autorzy wykorzystali bardzo skrupulatnie. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, zafascynowanego nauką, ale jednak bez takiego wykształcenia, które pozwoli zauważyć niuanse nieścisłości, była to uczta dla umysłu.

Zakończenie z kolei absolutnie nic nie mówi na temat tego, co może czekać czytelników w kolejnym tomie – w każdym razie mi się trudno domyślić. Patrząc jednak na to, jak zaskoczyli autorzy w czwartym tomie, jestem bardzo dobrej myśli. Zastanawiam się, jakie jeszcze elementy naukowe wezmą na ruszt i będą przypiekać ku uciesze fanów cyklu. Na pewno można się spodziewać niezwykle spójnego prowadzenia postaci, bo każdy z bohaterów cały czas utrzymuje swoje własne cechy, choć nie oznacza to wcale, że nie rozwijają się wraz z kolejnymi wydarzeniami. „Gorączka Ciboli” utwierdza mnie w przekonaniu, że „Ekspansja” to jeden z najlepszych cykli science fiction.

Ocena punktowa: 7/10

„Harda” – Elżbieta Cherezińska

Format: Audiobook
Stron/długość: 21h 52m
Czyta: Filip Kosior

Na pewno nie można autorce odmówić umiejętności posługiwania się językiem oraz wykorzystania tego do opisów współgrających ze światem, w którym osadziła akcję. Bogactwo językowe jest naprawdę przeogromne, chociaż jest to jednocześnie zaleta i wada. Niestety Elżbieta Cherezińska często mocno przesadza z długością opisów oraz przemyśleń bohaterów, co potrafi znużyć i wręcz skierować umysł na inne tory (zwłaszcza jeśli się „Hardą” słucha, zamiast czytać). Trudno to rzecz jasna rozpatrywać w kontekście wad, ponieważ jest to po prostu pewna cecha książki, którą jedni mogą lubić, a inni jej nie cierpieć.

Jeśli jednak miałbym się wypowiedzieć obiektywnie, to „Harda” jest faktycznie cudowną książką. Traktuję ją oczywiście totalnie jako fantastykę bazującą na wydarzeniach historycznych i nawet nie próbuję opierać na niej swojej wiedzy historycznej, aczkolwiek nawet te nawiązania do czasów z przełomu X oraz XI wieku zdradzają ogromną wiedzę autorki. Książka wydaje się dopięta na ostatni guzik, a na dodatek językowo również jest wspaniała. Kawał dobrej i dobrze przygotowanej literatury. Pytanie jednak, czy polubicie się z samym stylem autorki i sposobem przeprowadzenia czytelnika przez kolejne wydarzenia – u mnie nie do końca to zagrało, choć nie mogę odmówić „Hardej” kunsztu.

Ocena punktowa: 6/10

„Król darknetu” – Nick Bilton

Format: Papier
Stron/długość: 376
Tłumaczenie: Rafał Lisowski

Któż nie słyszał choć raz w swoim życiu nazwy „Silk Road”? Jeśli kojarzy się Wam z internetem, narkotykami, bronią palną i nielegalnym handlem, to dobrze pamiętacie. Rzecz jasna tego typu miejsca mają swoich twórców, a „Król darknetu” to właśnie książka, której głównym bohaterem jest Ross Ulbricht – autor wspomnianego „Jedwabnego Szlaku”. O pobudkach, jakie nim kierowały podczas tworzenia wirtualnego targowiska, jego drodze od zera do milionera oraz śledztwach, które toczyły się wokół „Silk Road” aż do roku 2013, w którym to strona została oficjalnie zamknięta przez FBI.

To, co jest dość problematyczne w tej pozycji, to próba jej sfabularyzowania. Autor chciał, aby jego reportaż brzmiał jak historia snuta w karczmie, jednak nie we wszystkich momentach wyszło to dobrze. Co do zasady czyta się to całkiem przyjemnie, jednak niektóre fragmenty są bardzo sztuczne, a w innych informacje powtarzają się po nawet po kilka razy (dotyczące dokładnie tej samej sytuacji). O ile przeskoki perspektywy pomiędzy poszczególnymi osobami można jak najbardziej zrozumieć i docenić, tak zwyczajne powielanie danych nie stanowi już zbyt dobrego materiału.

Ocena punktowa: 7/10

„Vlad Dracula” – Dariusz Domagalski

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 11m
Czyta: Wojciech Masiak

Język używany w dialogach to jeden z elementów, na który warto zwrócić uwagę podczas opisywania wrażeń z lektury książki Dariusza Domagalskiego. Oczywiście nie mam bladego pojęcia, w jakim stopniu pokrywa się on ze strukturami używanymi w XV wieku, aczkolwiek charakterystyczna maniera pomaga lepiej wejść w świat przedstawiony przez autora. Podobnie jest zresztą z opisami przyrody, uzbrojenia poszczególnych osób czy formacji bitewnych. Nawet jeśli są tam jakieś błędy merytoryczne, to nie umiem ich wskazać (daleko mi nawet do amatora historii), ale brzmią na tyle sensownie i spójnie, że dobrze budują klimat.

Czasem niestety pojawiają się encyklopedyczne opisy zapomnianych już funkcji, przedmiotów lub miejsc. Dotykają one nawet wpływu na współczesność, jak choćby popkulturalne wstawki (sic!), a to niestety mocno wybija z klimatu. Na szczęście wyrazistość Vlada Palownika bardzo mocno nadrabia te niedociągnięcia – autor ukazuje go nie jako jakiegoś demona, ale zażartego wroga Imperium Osmańskiego, pełnego kreatywności i bogatej wyobraźni, jak również zdolności strategicznych. W połączeniu z bezwzględnością tworzy to mieszankę, przez którą ludzie mogli widzieć w nim przyjaciela samego diabła – co zresztą Dariusz Domagalski również próbuje wyjaśnić.

Ocena punktowa: 6/10

„Władca much” – William Golding

Format: Papier
Stron/długość: 296

Po nadużywaniu tytułu tej książki przy okazji przeróżnych obrazów gehenny i ludzkiego zezwierzęcenia spodziewałem się o wiele mocniejszych obrazów niż te, które spotkałem w książce. Chętnie w tym przypadku użyję sformułowania „na szczęście”, zamiast „szkoda” – można dzięki temu skupić się na tych wszystkich niuansach przekształcających się w kompletnie niewidoczną granicę pomiędzy rozsądkiem a podążaniem bezmyślnie za tłumem. Zwłaszcza w przypadku bardzo beznadziejnych sytuacji.

Samą historię można interpretować na tyle różnych sposobów, że nie sposób się takiemu amatorowi jak ja wypowiadać na ich temat. Ważne jest według mnie jednak to, że nie ma sensu bać się sięgnąć po „Władcę much”. Jest to powieść z 1954 roku, napisana przez noblistę, jednak jej przyswajalność jest niesamowicie wysoka. Prostym językiem, dostosowanym do bohaterów, którzy w niej występują – innymi słowy nikt raczej się nie odbije od warstwy czysto literackiej. A może wyciągnąć z tej historii naprawdę dużo wniosków. 

Ocena punktowa: 7/10

„Głębia. Bezkres” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 23h 27m
Czyta: Albert Osik

No, tutaj już się zrobiło naprawdę gęsto. Wszystkie wątki, które zostały otworzone w dowolnym z poprzednich tomów, zaczynają się ze sobą mieszać, nachodzić na siebie, skręcać się i przenikać niczym wypalenie. Trudno się oderwać od tej lektury i aż chce się odkrywać kolejne niespodzianki, które przygotował dla czytelników Marcin Podlewski. W sumie jest to ostatni tom, więc nic dziwnego, że akcja jest bardzo gęsta (aczkolwiek w bardzo akceptowalnym stężeniu), a niewiadome zaczynają się wyjaśniać. Zdecydowanie najlepszy tom całego czteroksięgu!

Marcin Podlewski mocno zaszalał z zakończeniem – popłynął z nim całkiem nieźle i aż coś może w środku człowieka zaboleć, że to już taki definitywny koniec. Sporo wątków pozostało zawieszonych, aczkolwiek nie sprawiły mi poczucia pustki czy nienasycenia. Autor tak pokierował akcją, że skupić się można na tym, co jest najważniejsze. Przy okazji kolejne niewiadome zostały wyjaśnione (zwłaszcza te z przeszłości głównych bohaterów – sporo ich zachowań stało się bardziej zrozumiałych), a i świat zyskał jeszcze więcej wyjaśnień. Innymi słowy, jest to świetne, dynamiczne zwieńczenie całej „Głębi”. Aż się trochę łezka w oku kręci.

Ocena punktowa: 8/10

„Korzenie niebios” – Tullio Avoledo

Format: Papier
Stron/długość: 596

Początek był naprawdę zachęcający. Zresztą, co ja mówię, cała pierwsza połowa taka była! Takie fajne połączenie motywu drogi z pewną misją oraz nieco głębszej intrygi, w którą uwikłane są zarówno główne postacie, jak i „władcy” ludzkiej społeczności. Wiecie, takie przyjemne do czytania wydarzenia, niekoniecznie ambitne, może niezbyt porywające, ale sprawiające dużo frajdy. Nawet bym wtedy wyżej to wycenił, niż całość. Pojawiło się sporo ciekawych stworów, inne spojrzenie na światło słoneczne po takiej apokalipsie (chociaż benzyna cały czas nadawała się do użytku po dwudziestu latach…), no ogólnie nawet taki powiew świeżości.

Zagęszczenie metafizyki oraz dość chaotycznego przelatania jawy ze snem dość szybko zrobiło się nieco przytłaczające. Tak naprawdę nie jestem do końca przekonany, dlaczego w ogóle się pojawiło – niby teoretycznie łapię motyw przewodni, ale odnoszę wrażenie, że sposób, w jaki został opisany, jest wystawieniem armaty do upolowania wróbla. Totalny przerost formy nad treścią. Trudno było ocenić, co jest „rzeczywistością” z punktu widzenia głównego bohatera (oraz jednocześnie narratora), a co jedynie wytworem jego wyobraźni (no i oddzielić należało jeszcze majaki i przywidzenia od snów i maligny). Innymi słowy przygotujcie się na lekkie podsmażenie mózgu tuż po całkiem przyjemnej, aczkolwiek prostej historii.

Ocena punktowa: 6/10

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Zbiorczo spod pióra w lipcu 2022

Połowa wakacji (tak, wiem, nie wszyscy je mają…) już za nami, ale jeszcze trochę słońca z pewnością będzie, zanim znowu pogrążymy się w jesiennej chandrze! Dla mnie ten miesiąc miniony był niesamowicie aktywny i pełen… wyzwań można rzec. Takich organizacyjnych i logistycznych. Nie miałem więc niestety tyle czasu na czytanie oraz słuchanie, ile bym tylko chciał mieć. Pomimo tego, udało mi się jednak zapoznać z kilkoma bardzo fajnymi tytułami, które pewnie będę wspominał dość długo!

Przy okazji nie tylko czas grał na moją „niekorzyść”, ale również i moje własne wybory tytułów – kolejna część „Ekspansji” należy do grubasków, a i trzeci tom „Głębi” to ponad dwadzieścia godzin cudownej zabawy audio! Jak więc widzicie, sam nie dobierałem sobie zbyt krótkich pozycji. Jednak kiedy czyta się (lub słucha) tak dobre książki, to aż nie chce się ich zbyt szybko kończyć, więc ja tam jestem bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw!

„Kasztanowy ludzik” – Soren Sveistrup

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 04m
Czyta: Krzysztof Plewako-Szczerbiński

Bardzo standardowy kryminał, pełen charakterystycznych cech skandynawskiej literatury – detektyw po przejściach (ale swego czasu świetny śledczy), niewyjaśniona zbrodnia sprzed lat, która ma wpływ na teraźniejszość, smutny i duszny klimat, a do tego seryjniak będący kilka kroków przed policją. Napisany dokładnie według utartego schematu, więc jeśli mieliście okazję czytać Horsta lub Nesbø, to czytaliście też „Kasztanowego ludzika”. Dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z typ typem literatury będzie to fajny i przyjemny początek.

Wersja audio ma jednak jeden problem, z którym zmierzyłem się już przy okazji słuchania jednej z książek Remigiusza Mroza – lektor. Ma tak niesamowicie irytującą i wybijajacą z klimatu manierę, że głowa mała. Trudno odróżnić od siebie poszczególne dialogi, a do tego prowadzone są z dosłownie losowo przydzielaną manipulacją głosem. Do tego interpunkcja jest jedynie sugestią (dopiero podczas słuchania tych dwóch książek doceniłem umiejętność poprawnego akcentowania końców zdań). W ostatecznej ocenie jednak wycinam ten element, bo sama książka nie zasługuje na obniżenie punktów tylko ze względu na lektora.

Ocena punktowa: 6/10

„Wrota Abaddona” – James S.A. Corey

Format: Papier
Stron/długość: 540

O „Ekspansji” można wiele powiedzieć, choć często są to powtarzające się sformułowania, począwszy od „niesamowicie dopracowana”, przez „wciągająca”, aż po „technicznie niezwykle poprawna”. Zwłaszcza to ostatnie jest bardzo mocno wyczuwalne w trzecim tomie, gdzie pojawiają się różne… zmiany inercyjne. Z jednej strony w głowie się nie mieści, jakie zmiany zachodzą w działającej fizyce, a z drugiej człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że na poziomie fundamentalnym może to mieć sens. Zwłaszcza że autorzy i tak odciągają uwagę czytelników poprzez cudownie zbudowaną i poprowadzoną intrygę.

To już chyba standard dla każdej kolejnej części „The Expanse”, że kapitan James Holden wraz ze swoją załogą trafiają w sam środek uknutej intrygi. Za każdym razem jest to jednak coś zupełnie nowego, niepowtarzalnego i wyłamującego się ze schematu (chociaż szkielet samego przeprowadzenia czytelnika przez całość jest rzecz jasna bardzo podobny). Jeśli dorzucimy do tego wciąż coraz lepiej przybliżany świat stworzony przez James S.A. Corey, to uzyskamy kawał świetnej literatury. Zadowoleni powinni być prawie wszyscy – od osób szukających bardziej naukowych nut, jak i tych, których ciekawią aspekty społeczne w kosmosie.

Ocena punktowa: 8/10

„Głębia. Napór” – Marcin Podlewski

Format: Audiobook
Stron/długość: 22h 01m
Czyta: Albert Osik

W tym tomie wchodzimy jeszcze, nomen omen, głębiej w stworzony przez autora świat – poznajemy te „wyższe” stopnie władzy w Imperium wraz z ich strukturami obronnymi. Swoją drogą mocno widać tutaj inspirację Warhammerem 40,000, którą mocno widać w użytym nazewnictwie. Słowem kluczem jest tu „inspiracja”, co warto podkreślić – nie mamy tu do czynienia z kopiowaniem, tylko z luźną interpretacją i dostosowaniem do własnego pomysłu.

Dalej też rozwijają się i przekształcają postacie, z którymi mieliśmy do czynienia w poprzednich tomach. Zostały postawione przed zupełnie nowymi warunkami, często skrajnie różnymi od tych, w których znalazły się na początku całej historii – widać tutaj dużą pracę autora nad ich wewnętrznymi zmianami i dostosowaniem się do zmieniającej się rzeczywistości. Pewnego rodzaju wewnętrzna walka z przyzwyczajeniami i cechami charakteru uwiarygadnia jeszcze bardziej wszystkie te zmiany. Jeśli więc ktoś oczekuje czegoś więcej, niż tylko kosmiczny piu piu, to w „Naporze” dostanie tego dużo.

Ocena punktowa: 7/10

„Outpost 2” – Dmitry Glukhovsky

Format: Papier
Stron/długość: 346

Pierwszych sto stron jest o niebo lepszych od pierwszej części – poznajemy w nich znanego już z poprzedniego tomu Saszę oraz przede wszystkim to, co działo się przed wyruszeniem ekspedycji z Moskwy. Nie tylko dzieje się wtedy o wiele więcej, niż przez cały Outpost, ale przy okazji poznajemy origin tych wydarzeń (w każdym razie genezę od strony rosyjskiej). Dalsze wydarzenia też są o wiele bardziej dynamiczne i przemyślane, aczkolwiek to wciąż nie jest to, do czego Glukhovsky przyzwyczaił mnie w swoich pozostałych książkach.

Ciekawe jednak jest mocne podkreślenie pewnego rodzaju arogancji, megalomanii i imperialnych dążeń Rosji jako narodu – zwłaszcza w kontekście wydarzeń, które dzieją się od marca 2022 roku, jest to dość znaczące i mocno wybrzmiewające przesłanie. Widać praktyczny upadek potężnego cesarstwa, widać również nawiązania do przywódcy z manią wielkości oraz do tego, jak decyzje wraz z propagandą wpływają na możliwość sterowania obywatelami. Nie sposób na to nie zwrócić uwagi, nawet patrząc jedynie na sytuację w chwili, w której książka ta ukazała się w druku.

Ocena punktowa: 6/10

„Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku” – Dariusz Kortko, Jerzy Porębski

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 07m
Czyta: Filip Kosior

Historię Macieja Berbeki znałem dość dobrze jeszcze zanim sięgnąłem po tę książkę, ale prawie zawsze wychodzę z założenia, że przecież nie wiem wszystkiego. Rzecz jasna z żadnej książki nie dowiem się tego „wszystkiego”, jednak wydarzenia, które spotykają himalaistów, są bardzo często ogromną skrzynią pełną materiału na co najmniej kilka tomów. Nie pomyliłem się w swoich oczekiwaniach i faktycznie jest to jak na razie najbardziej bogata w szczegóły książka opisująca tego zaginionego na zboczach Broad Peaku wspinacza.

„Życie w cieniu Broad Peaku” nie skupia się na tragedii, która dotknęła rodzinę Macieja Berbeki, ale na jego życiu oraz tych pozytywnych chwilach – począwszy od edukacji, poznania swojej żony, Ewy, aż po sposoby zarabiania na życie po uzyskaniu uprawnień do organizowania komercyjnych uprawnień. Bardzo dużo miejsca autorzy poświęcili na Zakopane oraz Teatr Witkacego, który był ważnym elementem życia Macieja Berbeki. Innymi słowy, to nie tylko opis walki z własnym ciałem i umysłem podczas zdobywania ośmiotysięczników, ale również (lub przede wszystkim) pokazanie jednego z lodowych wojowników jako po prostu człowieka.

Ocena punktowa: 7/10