piątek, 26 lipca 2019

„Wszyscy mówią na mnie Max” – Brenna Yovanoff

„Wszyscy mówią na mnie Max” – Brenna Yovanoff okładka
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Brenna Yovanoff
Tytuł: Wszyscy mówią na mnie Max
Wydawnictwo: Feeria Young
Tłumaczenie: Marek Cieślik
Stron: 280
Data wydania: 17 lipca 2019


„Stranger things” to serial, którego niedługo nie trzeba będzie nikomu przedstawiać. Powoli zaczyna pojawiać się na absolutnie każdym portalu, w wielu dyskusjach, a nawet przy piwie czy kawie. Niedawno, bo na początku lipca, premierę miał trzeci sezon, w który twórcy włożyli naprawdę ogromną ilość pieniędzy, co widać po rozmachu, z jakim został nakręcony. Nic więc dziwnego, że wokół uniwersum (bo chyba już możemy użyć tego słowa) zaczynają skupiać się różni twórcy, którzy chcą dorzucić coś od siebie. Czy to jako czyste fan fiction, czy też w porozumieniu z Netflixem jako rozszerzenie świata. „Wszyscy mówią na mnie Max” należy do tej drugiej kategorii i przybliża postać Max, która pojawiła się w drugim sezonie serialu. Jak można było się oprzeć takiej pokusie? Nie żałuję podjętej decyzji, chociaż mogłoby być odrobinę lepiej.

Do małego Hawkins Max trafia jednocześnie samotna i wcale nie taka sama. Jej rodziną jest ojczym, nieprzyjemny w obyciu ojczym, zastraszona matka oraz brat – Billy – którego zachowania nie da się przewidzieć. Do Gimnazjum trafia jako całkiem obca osoba, więc dość szybko akceptuje próby nawiązania kontaktu przez paczkę nerdów, choć nie bez prób pokazania jak bardzo nimi gardzi. Nie do końca jednak zdaje sobie sprawę z tego, w co się wpakuje stając się częścią grupy przyjaciół i wcale nie chodzi tylko o gniew jej brata. To, co dzieje się w Hawkins znane jest tylko nielicznym osobom i wcale im się to nie podoba. Maxine dopiero przekona się, z czym zmierzyć się muszą dzieci...

Cała książka opowiada o wydarzeniach z drugiego sezonu serialu „Stranger Things”, jednak ukazanych z perspektywy Max – nowej dziewczyny w mieście, która od samego początku dała się we znaki ekipie chłopaków bijąc ich w ich ulubioną grę. Co ciekawe, mimo tego, że o pierwszym sezonie niewiele zostało w książce wspomniane, to nie przeszkadza brak znajomości wydarzeń. A w każdym razie tak się może wydawać – „Wszyscy mówią na mnie Max” jest to bowiem głównie skupianie się na postaci nieco tajemniczej Max, której pojawianie się w serialu jest nie do końca jasne. Za to jak się okazuje, dość sprytnie wplecione. Tutaj możemy dowiedzieć się co przeżywała, jaka jest tak naprawdę jej historia i przede wszystkim jakie wydarzenia sprowadziły ją oraz jej rodzinę (z bratem Billym na czele) do Hawkins.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, w czasie przeszłym – można odnieść wrażenie, że czyta się pamiętnik stworzony przez Maxine. Fajny zabieg, urozmaicający mocno lekturę, zwłaszcza że przeznaczona jest dla młodzieży. Dorośli jednak z pewnością też docenią taki a ni inny wybór narracji przez autorkę. Brenna Yovanoff w tym przypadku świetnie odtworzyła (czy też lepiej napisać zasymulowała) wspomnienia spisywane przez nastolatkę, tworząc z tego prostą, ale ciekawą kompozycję. Niestety prowadzi to za sobą też nieco mniej ciekawy efekt, czyli przejście przez fabułę sezonu w sposób zbyt szybki i zbyt gwałtowny. Mnóstwo wydarzeń zostało pominiętych, a te które się pojawiły, zostały potraktowane po macoszemu. 

Niestety potrafi to irytować, zwłaszcza kiedy dostaje się przedsmak najlepszych scen z serialu, które są nagle urywane bez większych wyjaśnień. No, względnie po doskonałym przedsmaku otrzymuje się samo zakończenie, wynik końcowy, jakby tylko jego podanie się liczyło. Piszę to nie tylko z perspektywy osoby, która oglądała „Stranger Things”, ale również z perspektywy przeciętnego czytelnika – najzwyczajniej w świecie autorce kompletnie nie wyszło wymieszanie historii Max z tym, co wydarzyło się w Hawkins po przyjeździe nastolatki do miasteczka. Cała fabuła prowadzona jest w sposób sztuczny i nieumiejętny, więc tak naprawdę lepiej chyba, gdyby jej nie było. Gdyby to było jedynie przybliżenie postaci Max. Bowiem to akurat wyszło bardzo fajnie. Zwłaszcza wątki związane z relacjami pomiędzy nią a Billym, który stał się jej przyszywanym bratem. Wspólna przeszłość, nie zawsze usłana różami została przedstawiona bardzo żywo. 

W ogólnym rozrachunku jest to powieść bardzo lekka oraz niewymagająca wcześniejszego przygotowania (ani znajomości serialu). Pozwala spojrzeć z nieco innej strony na postać Max (można mieć wątpliwości co do samego obrazu Maxine, ale ciężko się kłócić z faktem, że rzeczywiście dokładnie tak mogłoby to wyglądać) i to jest najlepsza część „Wszyscy mówią na mnie Max”. Ta o wiele gorsza to główne wydarzenia w Hawkins, połączone z Willem oraz jego paczką. Jeśli nie będziecie nastawiać się na „Stranger Things” na papierze, to możecie sięgnąć po ten tytuł – jest prostym, ale ciekawym uzupełnieniem. Jeśli jednak jesteście ogromnymi fanami serialu i chcecie się skupić na „mięsie”, to lojalnie ostrzegam, że to nie jest to czego szukacie. Wszystko zależy od tego, na co się nastawiacie i czy macie ochotę na mega ambitną literaturę, czy prostą lekturę na leniwy, deszczowy wieczór.

Łączna ocena: 6/10



Za możliwość przeczytania dziękuję



0 komentarze:

Publikowanie komentarza