czwartek, 18 stycznia 2018

Powiedz mi szczerze Book TAG

Po długiej - bo prawie rocznej - przerwie, pojawiły się nagle dwa Book TAGi, do których zostałem nominowany! W ostatnim, który opublikowałem jeszcze w listopadzie, wspominałem, że ogólnie całkiem je lubię. Zawsze to jakiś sposób na nieco lepsze poznanie osoby, której opinie się czyta. Z wielką chęcią więc podszedłem do kolejnej nominacji, którą otrzymałem tym razem od Oxfordki z bloga Literacka Fantazja! Dzięki serdeczne! Tym razem będzie nieco dłuższy post, bo i pytań o wiele więcej niż zazwyczaj. Osiemnaście sztuk, z czego przy niektórych trzeba się rozpisać. No, będzie co czytać!

Mam nadzieję, że Was za bardzo nie zanudzę. :) Klasycznie oczywiście "kradnę" Oxfordce fotkę będącą obrazkiem TAGa, więc i tu będziecie mieli okazję podziwiać tę samą grafikę! Mam nadzieję, że mnie jej autorka nie zabije! ;) Nie przedłużając więc, poniżej przedstawiam pytania oraz odpowiedzi:

1. Książka, która mieszka na Twojej półce najdłużej?

Hmm... Strzelałbym pomiędzy Słownikiem Wyrazów Obcych a starym wydaniem Encyklopedii Powszechnej PWN. :P

2. Co czytasz obecnie? Jaką książkę przeczytałeś ostatnio? Jaka czeka na Ciebie w kolejce?

Teraz czytam "Serce z lodu" - Elsa ponad wszystko! :D Ostatnio zaliczyłem "Muzykę duszy", której opinia się pojawi na dniach, a czeka na mnie sporo książek, między innymi świeży Sanderson. :D

3. Jaką książkę wszyscy kochają, a Ty jej nienawidzisz?

Nie wskażę żadnej, bo w sumie żadna nie przychodzi mi do głowy. Mogę nie lubić jakichś, ale żeby nienawidzić taką, którą wszyscy kochają? Nope, raczej nie ma takiej. :)

4. Jaką książkę wciąż powtarzasz sobie, że przeczytasz, ale sam dobrze wiesz, że tego nie zrobisz?

Nie ma takiej! Jak mówię sobie, że przeczytam, to przeczytam. No, chyba że nie przeczytam. Ale nie wiem, że tego nie zrobię, bo naprawdę mam w planach czytanie, jeśli sobie mówię, że przeczytam!

5. Jaką książkę planujesz przeczytać na emeryturze?

Wszystkie te, których nie zdążę przeczytać do emerytury! :)

6. Odwieczny problem z ostatnią stroną – czytasz od razu czy spokojnie czekasz na to, jak skończysz całą książkę?

Czekam, oczywiście że czekam. Nawet jak sprawdzam ile książka ma łącznie stron (do statystyk oraz ewentualnego poprawienia na Lubimy Czytać, to jest straszne ile książek ma z kosmosu wzięte dane), to wzrokiem uciekam od tekstu. Koniec książki powinien by przeze mnie poznany... na końcu książki. :P

7. Przedmowy, posłowia, wprowadzenia – są potrzebne czy to tylko marnowanie czasu i papieru?

Zachowam się jak prawnik i powiem - to zależy. Co do zasady mi nie przeszkadzają, a czasem wręcz zawierają przydatne dla mnie informacje. Jednak powinny się pojawiać tylko wtedy, kiedy naprawdę mają sens. Jakieś zwykłe podziękowania czy wyjaśnienia jak to wspaniale było tę książkę napisać należą w mojej opinii do kategorii "zbędne". Jednak jeśli np. jest to kolejne wydanie, albo kolejna część i coś istotnego stało się w przeszłości, co wpłynęło na to jak dana pozycja aktualnie wygląda, to jest to rzecz ciekawa.

8. Z jakim bohaterem książkowym chciałabyś zamienić się na życia?

Pewnie z jakimś długo żyjącym, ale przy okazji ciekawie. Wspominałem już na blogu o Illidanie Stormrage, ale jego uwięzienia raczej bym przeżyć nie chciał. :) Obstawiałbym więc pewnie jakiegoś elfa albo krasnoluda. No, może np. Sama Vimesa - długo to może i nie żył jak jakieś elfy, ale miał z pewnością ciekawe życie!

9. Czy masz jakąś książkę, którą wiążesz ze szczególnym okresem w swoim życiu?

W sumie to nawet cały cykl - "Legenda Drizzta". Nieodłącznie kojarzy mi się z liceum i tymi trzema laty spędzonymi pomiędzy gimnazjum, a przejściem na zaczątek dorosłego życia.

10. Opowiedz o książce, którą zdobyłeś w jakiś nietypowy sposób.

Ha, to będzie chyba "Babie lato", które zdobyłem w ramach zabawy "T(r)op 10 książek"! Żeby nie przynudzać zapraszam do przeczytania archiwalnego wpisu - wystarczy kliknąć w linka. :)

11. Jakiej książce pokazałeś najwięcej miejsc?

W sumie to nie wiem. Raczej nie przewożę książek z miejsca na miejsce, a jak już to robię, to masowo - bo na przykład przerzucam między mieszkaniami. Czasem wiadomo, weźmie się książkę w podróż, ale przez to wszystkie książki "widzą" raczej podobną liczbę miejsc.

12. Lektura szkolna, która gdy miałeś ją przeczytać, zdawała się być koszmarem, ale później ja doceniłeś?

"Potop" Sienkiewicza - podchodziłem do niego jak pies do jeża, serio! A jak już przeczytałem parę stron to się wręcz zakochałem i potem przeczytałem całą resztę. Zostało mi to do dzisiaj, w walce Mickiewicz vs. Sienkiewicz siedzę w obozie autora "W pustyni i w puszczy". :)

13. Książki nowe czy używane?

Nie ma to dla mnie absolutnie żadnego znaczenia. Co prawda większość mam nowych, ale zrobiłem też sporo zakupów używanych. Co się mają zmarnować - w końcu do przeczytania się nadają. :P

14. Czytałaś coś Dana Browna?

Tak, "Inferno". :)

15. Ekranizacja, która podobała Ci się bardziej niż książka?

Zdecydowanie "The Vampire Diaries". Co prawda to serial, ale o wiele lepszy w mojej opinii niż książka. Może dlatego, że pierwszy sezon, który był kiepski, był właśnie na podstawie książki, a potem to już prawie tylko wesoła twórczość scenarzystów i reżysera... Ale ojtam ojtam!

16. Czy czytałeś kiedyś książkę, która sprawiła, że poczułeś się głodny?

Chyba można tak powiedzieć. Na pewno ślinka ciekła kiedy czytałem "Diablelski owoc" Toma Hillenbranda. Drugi tom zresztą też był "pyszny"! Ach te opisy potraw...

17. Czy jest osoba, z której polecenia książki zawsze czytasz?

Jest nawet kilka takich osób, głównie oczywiście bloggerów i bloggerek. Może nie tyle "zawsze czytam", co wiem, że jeśli im się coś spodobało, to sam mogę sięgnąć i nie pożałuję. Głównie dotyczy to literatury fantasy, ale również literatury faktu i kryminałów. :)

18. Książka, która nie jest jedną z tych, po które często sięgasz, ale bardzo Ci się podobała?

To chyba połowa wszystkich książek, które przeczytałem. Praktycznie po żadną nie sięgam więcej niż jeden raz, a wiele z nich mi się bardzo podobało. :)

To by było chyba na tyle! Sporo pytań, ale udało mi się przez wszystkie przebrnąć! Mam nadzieję, że odpowiedzi będą satysfakcjonujące. :) Klasycznie, jak w każdym TAGu nie nominuję nikogo, ale jeśli komuś pytania się bardzo spodobały i chciałby na nie odpowiedzieć, niech czuje się zaproszony! :)


poniedziałek, 15 stycznia 2018

"Sekret, którego nie zdradzę" - Tess Gerritsen

"Sekret, którego nie zdradzę" - Tess Gerritsen
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Sekret, którego nie zdradzę
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Stron: 384
Data wydania: 25 października 2017


Książki Tess Gerritsen pokochałem od pierwszego tomu przygód Jane Rizzoli i Maury Isles. Tak naprawdę w sumie od dwóch pierwszych, bowiem w sposób ścisły się ze sobą łączą. Każdą kolejną jej książkę pochłaniałem w tempie ekspresowym, nawet zarywając przez to nocki. W tym swietle to cud, że udało mi się "wytrzymać" aż tyle czasu po premierze bez zapoznania się z "Sekretem, którego nie zdradzę". Po lekturze jednak widzę, że mocno spieszyć się nie musiałem. Jest dobrze, ale nie aż tak jak do tej pory.

Miejsca zbrodni zawsze potrafią przyprawić o mdłości. Jane Rizzoli odporna jest na wiele najgorszych widoków, jednak obraz, który przedstawiały zwłoki producentki horrorów tak czy siak nią wstrząsnął. Musi jednak odłożyć na bok słabość i skupić się na pracy, bowiem niedługo po odkryciu pierwszych zwłok, pojawiają się drugie. W tle majaczy stara sprawa, która powinna być teoretycznie zamknięta. Wszystko jednak wskazuje na to, że trzeba będzie szukać powiązań. Zwłaszcza, że doskonała doktor Maura Isles początkowo nie jest w stanie określić przyczyny śmierci...

Mam trochę mieszane uczucia w stosunku do tej części. Z jednej strony jest to po prostu stara, dobra Tess Gerritsen ze swoim niesamowitym duetem pani detektyw i pani doktor. Z drugiej brakowało mi pazura, tak bardzo charakterystycznego dla książek Tess. Czytało się bardzo przyjemnie, ze względu na styl autorki, jednak nie czułem też ciągłego napięcia. W większości poprzednich tomów wydarzenia były tak opisane, że nie szło się oderwać od książki. Tym razem historia wydaje się płynąć swoim tempem, nie próbując nawet przygwoździć czytelnika.

"Przekonanie o słuszności własnej tezy zgubiło wielu naukowców i bez wątpienia tylu samo gliniarzy. Odnajdywali tylko to, czego szukali, nie zwracali uwagi na nic innego."

Nie znaczy to oczywiście, że Tess wymyśliła złą historię. Być może trochę sztampową, ponieważ wykorzystane przez nią motywy są dość popularne, ale wykorzystała je w sposób intrygujący. Da się lubić, a przede wszystkim wciąż ciężko dojść do tego, jak się zakończy. To nieodłączny element książek Tess Gerritsen, który został zachowany również w "Sekrecie, którego nie zdradzę". Autorka tak przerzuca poszczególne tropy i poszlaki, że można dosłownie przerobić swój mózg na wodę przy próbach dojścia do tego, kto tak naprawdę popełnia zbrodnie. Można więc mieć niezłą zabawę, nawet jeśli zazwyczaj udaje się komuś wytypować zakończenie. Łatwo nie będzie!

Na ogromny plus zasługuje budowa jednej z nowych postaci, które pojawiają się w książce. Oczywiście nic nie wskazuje na to, żeby była ona wykorzystana w kolejnych tomach, jednak nie jest to też wykluczone. Od samego początku widać, że będzie towarzyszyła przez calą historię opisaną w "Sekrecie, którego nie zdradzę", jednak nic nie wskazuje na to, w jaki sposób czytelnik może ją postrzegać. A uwierzcie, potrafi jednocześnie fascynować i irytować - ale właśnie przez to, że jest tak świetnie skonstruowana. Przede wszystkim prowadzona jest konsekwentnie, a jej cechy są stałe, wykorzystywane w niemalże każdej scenie, w której występuje. Nie ma wahań bądź odstępstw od normy, co czasem się niesety zdarza przy postaciach, które są trudniejsze do utrzymania i poprowadzenia. A ta z pewnością do takich należy.

"Dla mnie to oczywisty przypadek samobójstwa z rąk policjanta."

Niestety jest też wiele złych wieści dotyczących najnowszego tomu przygód Jane Rizzoli i Maury Isles. Sporo z nich dotyczy samej Maury, która stała się jakby... bardziej ciapowata? Klucha taka rozlazła. Kompletnie nie pasuje to obrazu, który mam w głowie, a który został stworzony przez wiele godzin lektury opisów jej postaci i poczynań. Całkowicie bez sensu autorka powróciła do pewnych wątków, ponieważ nie wniosły one kompletnie nic do książki. Po prostu się wydarzyły i tyle. Jakieś tam rozgrzebanie starych tematów, które początkowo dawały nadzieje na to, że zostały sprytnie wplecione w historię, ale tak naprawdę szybko okazało się, że to ślepe uliczki. Poruszone, przypomniane i urwane w połowie. Tak, jakby się nagle pomysły skończyły, a szkoda było przepisywać część gotowej już książki. Be, bardzo be.

Myślę, że nie przesadzę, jeśli uznam ten tom za jeden z najsłabszych w historii całego cyklu o Isles i Rizzoli. Wciąż daje radość z czytania, jednak ma sporo mankamentów, których nie sposób nie zauważyć. Zwłaszcza, gdy ktoś przywykł do wysokiego poziomu, jaki prezentuje Tess Gerritsen. Przy takiej liczbie książek mogą się jednak trafić tomy nieco słabsze, to normalna kolei rzeczy. Nie żałuję czasu spędzonego nad książką, jednak w sumie nawet nie musiałbym jej czytać a byłbym wciąż na bieżąco z wątkami prywatnymi bohaterów. No, prawie. Ale ten jeden szczegół, który został poruszony, łatwo i szybko można wytłumaczyć w kolejnym tomie. Z chęcią sięgnę po następny, ale tego nie będę gorąco polecał.

Łączna ocena: 6/10


sobota, 13 stycznia 2018

"Nowe szaty blogera" - oby nie jak z baśni

W 1837 roku pierwszy raz opublikowano baśń Hansa Christiana Andersena o tytule "Nowe szaty króla". Tytuł niniejszej notki to parafraza tego tytułu, ponieważ w pewnym sensie mam nadzieję, że nowy wygląd bloga, który macie okazję właśnie obserwować, nie okaże się dla mnie tym, czym dla króla ze wspomnianej baśni jego nowe szaty. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać "Nowych szat króla" - które serdecznie polecam, choć pamiętam jedynie z czasów mojej młodości - to w dużym skrócie streszczę zawartość baśni.

Pewien król miał istnego fioła na punkcie ubioru, uwielbiał się stroić i posiadał mnóstwo najmodniejszych ubrań. W jego królestwie pojawiło się dwóch tkaczy, którzy chwalili się, że potrafi tkać ubrania z tkaniny niewidocznej dla ludzi głupich. Król postanowił więc skorzystać z ich usług i zdobyć nowe szaty, które widoczne będą jedynie dla ludzi mądrych i godnych sprawowania władzy. Czyli głównie dla niego.

Co się działo potem, możecie sami sprawdzić - nie chcę psuć całej zabawy. :) W każdym razie ja co prawda nie lubię zmieniać co chwilę wyglądu bloga (co zresztą widać - przez cztery lata prawie nic w nim nie zmieniłem, nie licząc drobnych zabaw z przestawianiem widgetów), ale postanowiłem go jednak ruszyć. I to ruszyć prawie do samych korzeni. Blogger sam w sobie nie pozwala na niesamowicie głębokie zmiany, jednak jak zauważyłem, sporo się zmieniło w mechanizmach wykorzystywanych przy tworzeniu template'ów. Miałem spore problemy z dopasowaniem i dostosowaniem odpowiedniego szablonu. Styl moich postów nie jest kompatybilny z większością dostępnych, darmowych szablonów, a z drugiej strony jak już płacić, to przy ewentualnym przejściu na wordpressa - tam mogę dosłownie wszystko dostosować do swoich potrzeb.

Wygląd strony to jedna z pierwszych rzeczy, na które zwraca uwagę osoba wchodząca na daną witrynę. Jest też jednym z ważniejszych czynników przy decyzji o zostaniu z daną stroną na dłużej - chyba że jest to specjalistyczny portal o niszowej tematyce, których jest w sieci jak na lekarstwo. Jednak bądźmy szczerzy, blogów książkowych jest na pęczki. :) O ile komuś może po prostu przypaść do gustu mój styl prowadzenia bloga lub po prostu samych opinii, to jednak coś najpierw musi go przekonać do tego, aby zapoznać się z paroma wpisami. Jeśli layout będzie odstraszał, to od razu ucieknie.

Już od dłuższego czasu w sieci królują raczej proste szablony, które są czytelne i jednocześnie nieprzeładowane treścią. Mniejsza o typy układów - jedni lubią jedną kolumnę, inni klasyczne dwie, a jeszcze inni kafle rodem z galerii. Ważny jest jednak dobór odpowiednich kolorów i samych kształtów. No i oczywiście kolorystyka nie tylko tła czy wypełnień, ale również fontów. Mój czarny, kanciasty i ociężały (a więc długo się ładujący podczas wczytywania) szablon niestety czasy swojej świetności już ma za sobą. Nosiłem się już od jakiegoś czasu ze zmianami, aby go dostosować do obecnych trendów i zwiększyć czytelność samych treści, które publikuję.

Obecny wygląd bloga to tak naprawdę kilka tygodni testów, sprawdzania i implementacji różnych szablonów na klonie mojego bloga. Chciałem, aby było jak najmniej zmian koniecznych do wykonania po stronie samej treści, więc musiałem wprowadzić sporo zmian w samym kodzie - napisać niektóre klasy CSS, przetłumaczyć na sztywno niektóre słowa i składniki szablonu i tak dalej. A do tego musiałem zaakceptować fakt, że zajawki widoczne na stronie głównej nie będą tak ładnie sformatowane jak wcześniej, tylko będą stanowiły tekst pisany ciurkiem. :) Do tego zachowanie linków, cytatów, treści preformatowanej czy podpisów pod zdjęciami również musiało mi odpowiadać - a to nie jest takie proste! W każdym razie udało mi się taki szablon znaleźć i odpowiednio go pod siebie dostosować.

Nie mogę również zapomnieć o całkiem nowym logo, które zostało stworzone przez tę samą, dobrą duszyczkę (chociaż pisząc takie słowo bardzo się jej narażam!). Ponownie jak w przypadku poprzedniego, tak i tym razem mam całkowity zakaz dzielenia się informacją o tym, kto jest autorem. :) Jako, że cenię swoje życie, jak również pracę włożoną w stworzenie z własnej i nieprzymuszonej woli jako niespodziankę tego oto nowego loga, szanuję w pełni tę decyzję! Tak czy siak niech ta osoba widzi, że publicznie gorąco jej dziękuję i naprawdę doceniam ten niesamowicie miły gest! Jak widzicie widnieje ono już w nagłówku bloga, nie wiem jednak czy nie używać w razie czego zamiennie obu logotypów, jeśli przyjdzie taka potrzeba. Jeden pasuje idealnie do jasnych backgroundów, natomiast drugi świetnie się sprawdza w przypadku tych ciemnych. Na pewno jednak zamierzam jak najczęściej wykorzystywać obecne, nowe! Na dniach również nastąpi aktualizacja na fanpejdżu fejsbukowym, więc wyczekujcie również tam zmian! :)

Tak się prezentuje "stare" logo
A tak nowe, utworzone przez tę samą osobę!

Teraz chyba można przejść do wyjaśnienia o co dokładnie chodzi z tym porównaniem z "Nowymi szatami króla". Otóż mam nadzieję, że z tym szablonem nie będzie jak z tym nieszczęsnym królem i jego magiczną tkaniną. Że wybór był dobry i nowy wygląd przypadnie Wam do gustu (nawet jeśli już przywykliście do czarnego koloru - mógłbym wybrać ciemny szablon, ale chciałem jednak zmienić coś diametralnie). No i że przypadnie do gustu również wszystkim tym, którzy w nowym 2018 roku trafią na mojego bloga. :)

piątek, 12 stycznia 2018

"Apokalipsa Z: Mroczne dni" - Manel Loureiro

"Apokalipsa Z: Mroczne dni" - Manel Loureiro
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Manel Loureiro
Tytuł: Apokalipsa Z: Mroczne dni
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczenie: Grzegorz Ostrowski, Joanna Ostrowska
Stron: 352
Data wydania: 6 listopada 2013


Rzadko sięgam po tematy apokalipsy zombie - dość szybko mi się przejadają. Chyba ostatnią pozycją, jaką czytałem był ostatni tom trylogii "Przeglądu Końca Świata" Miry Grant, który wspominam bardzo dobrze. A minęły od tego czasu dwa lata! Tym razem wybór padł na "Apokalipsę Z" - również trylogię - hiszpańskiego pisarza, Manel Loureiro. Pierwszy tom, "Początek końca", tak bardzo mi podszedł, że dość szybko sięgnąłem po obecnie opisywaną drugą powieść cyklu. Czy było to tego warte? Zdecydowanie i nieodwołalnie tak.

Tylko nielicznym udaje się ocalić podczas apokalipsy - pozostają jedynie najtwardsi. A jednymi z najtwardszych są żołnierze, którzy obecnie panują nad chaosem dalekiej bazy, która skupia ocalałych. Nie zawsze jednak porządek oznacza bezpieczeństwo, a kryjówka może się okazać gorsza od dziczy.

środa, 10 stycznia 2018

Bardzo chcę! #41 - Bill Bass, Jon Jefferson "Trupia Farma"

Bill Bass, Jon Jefferson "Trupia Farma"
Źródło: Lubimy Czytać
Na wstępie pragnę nadmienić, że nieco skróciłem tytuł książki w tytule tego postu. Pełna nazwa to, uwaga uwaga, "Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie". Długaśna, co? :) Chyba już rozumiecie czemu zrobiłem tak niegodną rzecz, jak ucięcie 90% słów? Głupio by to wyglądało w nagłówku - ale na szczęście na okładce samo "Trupia Farma" jest wyeksponowane, podtytuł natomiast schowany na dole. Można powiedzieć, że metaforycznie tak książka ma nie tylko podtytuł "na dole". Jej tematyka bowiem może się okazać dla niektórych osób nieco... kontrowersyjna. Być może groteskowa. Prawdopodobnie też okropna i nieludzka. A tak naprawdę to wszystko tylko natura, która w brutalny sposób pokazuje jak działa i w jaki sposób może być wykorzystana przez ludzi.

Literatura faktu od czasu do czasu gości na moim blogu, jak i w mojej biblioteczce. Im bardziej nietypowa, tym lepiej. Nie boję się trudnych tematów - a im bardziej kontrowersyjny, tym mocniej mnie przyciąga. Chyba więc nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli napiszę, że odkąd tylko przeczytałem opis oraz kilka opinii o "Trupiej Farmie", to od razu wrzuciłem ją na odpowiednią półkę w serwisie Lubimy Czytać

poniedziałek, 8 stycznia 2018

[PREMIERA] "Czerwony parasol" - Wiktor Mrok

"Czerwony parasol" - Wiktor Mrok
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Wiktor Mrok
Tytuł: Czerwony parasol
Wydawnictwo: Initium
Stron: 592
Data wydania: 19 stycznia 2018


Dobry thriller nie jest zły - a jeśli wyjątkowo nie kręci się w prosty sposób wokół motywu śmierci, tylko ma o wiele więcej płaszczyzn, to jeszcze lepiej. Thriller, który jest jednocześnie debiutem literackim autora to dla mnie dobry kąsek - mam słabość do debiutów, a jeśli debiutantami są polscy autorzy, to cieszę się jeszcze bardziej. Oczywiście za radością z wymienionych powodów iść powinna satysfakcja z samej lektury. "Czerwony parasol" zdecydowanie mi ją zapewnił.

Tatiana jest jeszcze nastolatką, wychowywaną w bogatej rodzinie. Prowadzi dostatnie życie, chociaż jej ojciec stara się, aby była dobrze wychowana i twarda. Przyda jej się to, gdy pewnego dnia po powrocie z treningu gimnastycznego zastanie wszystkich członków swojej rodziny zamordowanych we własnym domu. Jeszcze nie wie, chociaż przeczuwa, że nie jest to prosta sprawa i pomimo mocnego charakteru bije się z własnymi myślami i strachem.

sobota, 6 stycznia 2018

Podsumowanie roku 2017

Taak, to już rok minął odkąd opublikowałem ostatnie podsumowanie roczne. No jasne, to ma oczywiście sens i nie wiem czego innego miałbym się spodziewać. :) Ale wiecie - to jak z bicza strzelił. Dwanaście miesięcy, 365 dni, 8 760 godzin. Mogłoby się wydawać, że to mnóstwo czasu, ale jednak przy dobrze zorganizowanym czasie życia nawet nie zwracamy uwagi, kiedy to wszystko mija. A w rok może się w końcu tak dużo różnych rzeczy zdarzyć! U mnie z większych wydarzeń (patrząc obiektywnie) były to na pewno przeprowadzka oraz zmiana pracy, które odbyły się miesiąc po miesiącu. I to w sumie pod koniec roku. W wakacje odwiedziłem sobie jedną z byłych stolic Polski - niezwykle urokliwy Kraków. Jeszcze wcześniej zegar wybił pięć lat mego związku z moją lepszą połówką. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...