wtorek, 18 września 2018

„Druga szansa” – Katarzyna Berenika Miszczuk

Źró∂ło: Lubimy Czytać
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: Druga szansa
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 330
Data wydania: 22 sierpnia 2018


Z prozą Katarzyny Bereniki Miszczuk do czynienia jeszcze nie miałem – chociaż słowem klucz jest tutaj „jeszcze”. Tak naprawdę można całe to zdanie przekreślić, albowiem dzięki „Drugiej szansie” jest to już przeszłość. Co prawda pierwsze wydanie pojawiło się na rynku w 2013 roku, jednak sięgnąłem dopiero po drugie, którego premiera miałą miejsce około miesiąca temu (patrząc z perspektywy daty publikacji niniejszej opinii). Zawsze jestem ciekaw tego pierwszego spotkania z danym autorem lub autorką – a w końcu mówi się, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko jeden raz. Nigdy nie wiadomo, czy styl oraz pomysł na całą historię mi podejdzie. Tym razem muszę napisać, że muszę dać autorce drugą szansę, ponieważ pierwsza nie została zbyt dobrze wykorzystana.

Po przebudzeniu się Julia nia pamięta nawet tego jak się nazywa – nie rozpoznaje również miejsca. Jest zagubiona i zdezorientowana. W głowie kłębi jej się mnóstwo pytań, jednak odpowiedzi na nie nie przyjdą zbyt szybko. No, może oprócz tej, gdzie się znalazła - w ośrodku o dźwięcznej nazwie „Druga szansa”. Okazuje się, że biedna Julia cierpi na częściową amnezję, i właśnie takimi przypadkami zajmują się lekarze w „Drugiej szansie”. W rekonwalescencji oraz terapii nie pomagają wcale głosy, które słyszy młoda dziewczyna, ani Magdalena, która wróży jej niechybną śmierć. Julia szybko uczy się, że musi pozbyć się zaufania do kogokolwiek – włącznie z zaufaniem do siebie samej...

Muszę przyznać, że książka absolutnie mnie nie porwała – z jednej strony nie spodziewałem się wspaniałej historii, która by mnie urzekła całą sobą, ale z drugiej jednak miałem jednak większe oczekiwania. „Druga szansa” okazała się być dobrą technicznie i przyjemną w lekturze, jednak niezbyt odkrywczą ani przyciągającą powieścią. Śledzenie perypetii Julii, która straciła częściowo pamięć i próbuje zrozumieć co się dzieje z nią oraz ośrodkiem, w którym przebywa, pozbawione było konkretnego pazura. Wszystko wygląda jak bardzo ostrożne stąpanie autorki po niepewnym gruncie, którego się trochę boi, ale mimo wszystko chce wycisnąć z niego jak najwięcej. Przeciętnych było wiele rzeczy, począwszy od bohaterów a skończywszy na sposobie prowadzenia historii.

„– Zaraz będzie obiad. Powinniśmy się zbierać. – Wstałam.– No proszę, masz zegarek w oku. – Ruszył moim śladem, gdy skierowałam się w dół ścieżki. – Ale kompas ci ukradli...– Znowu źle idę? – jęknęłam”.

Pomysł sam w sobie nie jest zły, wręcz przeciwnie. Próba odnalezienia się w ośrodku, do którego nie wiadomo jak się trafiło, a w którym na dodatek dzieje się coś zdecydowanie dziwnego jest intrygująca – zwłaszcza w kontekście tajemnic, na które trafia główna bohaterka. Gdyby tylko historia była napisana z pazurem, bohaterowie byli bardziej… jaskrawi i wyraziści to naprawdę mogłoby to być coś. W zbyt wielu miejscach niestety akcja nie była zbyt zachęcająca, a wręcz się dłużyła. Na całe szczęście samo pióro Katarzyny Bereniki Miszczuk jest na tyle zachęcające, że nadrabia sporo niedogodności, które można napotkać po drodze przez całą powieść.

Ostatnie parędziesiąt stron są dość kluczowe dla powieści - nadrabiają bardzo dużo. Coś się zaczyna dziać, omamy mieszają się rzeczywiście z prawdą i książka zaczyna przyciągać czytelnika do siebie. Do tego stopnia, że naprawdę trudno się oderwać. Szkoda jednak, że tak późno. Samo zakończenie z jednej strony jest dość przewidywalne, jednak trzeba oddać autorce, że nie wyłożyła go na tacy. Potrafi jednak wodzić człowieka za nos. Mimo tego, że parę razy pomyślałem o tym rozwiązaniu, to jednak po chwili je odrzucałem z myślą, że to przecież nie ma sensu. Okazało się jednak inaczej i w sumie to nawet dobrze. Pomysł na rozwiązanie tego (a raczej pomysł na budowę całej powieści) jest może i niekoniecznie innowacyjny, ale na pewno daje dużo możliwości do zbudowania na nim bardzo fajnej fabuły.

Niezbyt porywająca książka, która pomimo swoich wad da się lubić i przeczytać. Przeciętna, jednak z całkiem dobrą końcówką. Po przeczytaniu tylko „Drugiej szansy” raczej nie sięgnąłbym po więcej książek Katarzyny Bereniki Miszczuk, jednak widziałem wiele opinii, że opisywana powieść jest rzeczywiście „słabszym” tytułem, który wyszedł spod pióra tej autorki. Książka napisana została bardzo lekkim piórem, co z pewnością daje nadzieję na lepsze historie w innych dziełach. Warto dawać drugą szansę, dlatego i w tym przypadku ją dam.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


0 komentarze:

Publikowanie komentarza