niedziela, 9 września 2018

Z ekranu pod pióro #25 – „Zakonnica”

Tytuł: Zakonnica
Reżyseria: Corin Hardy
Premiera: 2018
Gatunek: horror


Sezon ogórkowy powoli dobiega końca, więc zaczyna się fala premier, które są całkiem ciekawe. Za jedną z nich uznałem obejrzaną właśnie „Zakonnicę”, która wyszła pod szyldem historii znanej z „Obecności”. Co prawda większość horrorów, które miałem okazję obejrzeć w swoim życiu, należała co najwyżej do przeciętnych, jednak obie części wspomnianej już „Obecności” należały do jednych z lepszych z tego gatunku (chociaż porównując je do innych gatunków, wciąż są raczej przeciętne). Szukam jednak cały czas tego jednego filmu, który sprawi, że z czystym sumieniem będę mógł powiedzieć „To jest BARDZO DOBRY horror”. Na razie pozostaje mi wciąż szukać.

Lata 50. XX wieku, rumuńska prowincja. Ojciec Burke zostaje wysłany przez Watykan do zbadania niezwykle tajemniczej śmierci zakonnicy. Absolutnie nikt nie spodziewałby się po kobiecie oddanej w całości Bogu samobójstwa. Ojciec Burke dociera więc do niemalże odciętego całkowicie od świata opactwa, aby poznać prawdę, która okazuje się jednak zbyt straszliwa. Duchowny musi walczyć nie tylko z własnymi słabościami i strachami, ale również siłami, z którymi nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby się spotkać z własnej i nieprzymuszonej woli. Kto jednak mógł przewidzieć obecność zakonnicy w opactwie?

Kiedy myślę o tym filmie, nawet prawie dwadzieścia cztery godziny po jego obejrzeniu, mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony reżyser nie silił się na stworzenie mrocznego i głębokiego dzieła, tylko uczciwie wplótł w nie odrobinę humoru, z drugiej jednak jest to klasyczny, współczesny horror. Pisząc to, mam na myśli oczywiście sposób, w jaki budowane jest napięcie oraz wywoływany jest strach. Długie sceny z mnóstwem zbliżeń na postać, podbijane mroczną muzyką, zakończone nagłym pojawieniem się na ekranie czegoś strasznego. Ewentualnie czegoś, co po prostu miało w założeniach być straszne. Czasem bywa to wręcz groteskowe. W trakcie jeden z ostatnich scen, wydarzenie, które zapewne miało zostać uznane za wyjątkowo przerażające, niemalże cała widownia odebrała jako coś wielce zabawnego.

Oczywiście nie mogło również zabraknąć kompletnie irracjonalnych zachowań głównych bohaterów, którzy w momentach najbardziej oczywistych, podejmowali spontaniczne decyzje o rozdzieleniu się, bądź samotnej eksploracji ciemnych zakamarków. W „Zakonnicy” irytuje to tym bardziej, że jedną z głównych postaci jest watykański specjalista od nietypowych wydarzeń, który wysyłany jest do miejsc podejrzanych, w których dzieją się dziwne rzeczy. Można rzec, że jest to katolicki agent specjalny, któremu doświadczenie nie przeszkadza wcale ładować się w najgorsze kłopoty, jakie tylko można sobie wyobrazić. Pod tym względem albo jego postać jest bezdennie głupia, albo twórcy uważają za takową całą swoją widownię, która będzie oglądała film.

Wspominałem już o humorze, o który wbrew pozorom nie jest tak trudno w tej produkcji. Za jego główne źródło można uznać Francuzika, w filmie zwanego po prostu Frenchie. To właśnie on powoduje najwięcej uśmiechu na ustach widzów, chociaż żarty i zabawne sytuacje w jego wykonaniu należą do tych z gatunku mocno oklepanych. Dzięki temu jednak oglądanie „Zakonnicy” nie kojarzy się jedynie z ciężkim klimatem, mnóstwem krzyży i próbami stworzenia przerażającego filmu, ale pozwala na spojrzenie na horrory z zupełnie innej perspektywy. Jako pełnoprawne filmy, które mogą się czymś wyróżniać i nie muszą być tworzone zgodnie z jednym, konkretnym schematem (chociaż cała reszta produkcji dokładnie na to wskazuje).

Ogromną zaletą jest jasne powiązanie z dwiema nakręconymi już częściami „Obecności” - w końcu „Zakonnica” jest niejako prequelem wspomnianych dzieł. Zarówno otwarcie, jak i zamknięcie filmu pochodzi ze znanych już widzowi scen – chociaż jeśli ktoś nie oglądał ani jednego, ani drugiego tytułu to wcale nie musi rezygnować z seansu. Jest to bowiem całkiem osobna historia, stanowiąca rozszerzenie fabuły poprzednich części. Co prawda w tym przypadku nie mamy już do czynienia z rozbudowaną historią, a jedynie z pojedynczym przypadkiem zamkniętym w kilku dniach, jednak w wielu miejscach widać mniej widoczne nawiązania do „Obecności”. Niektórzy mogą to odebrać jako wadę, przykład płynięcia na fali skądinąd całkiem dobrych horrorów, ale dla mnie to akurat zaleta. Dokładnie tego oczekiwałem – konkretnych nawiązań i ukazania połączenia pomiędzy poszczególnymi częściami.

Podsumowując, „Zakonnica” nie jest czymś, czego się spodziewałem, chociaż nie jest również totalną klapą. Jak na horror można powiedzieć, że zdecydowanie się wybija, chociaż używa tych samych schematów budowania grozy, co większość pozostałych, współczesnych horrorów. Mocno wiąże się z „Obecnościami”, chociaż jest od nich nieco słabsza. Humor wpleciony między poszczególne sceny nadaje nieco świeżości całemu obrazowi i udowadnia, że można coś takiego zrobić bez szkody dla filmu. Jeśli oglądaliście wspomniane już obrazy o parze badaczy zjawisk nienormalnych, to „Zakonnica” będzie niezgorszym uzupełnieniem wiedzy. Nie nastawiajcie się jednak na skomplikowaną zagadkę z porywającymi i mrożącymi krew w żyłach scenami.

Łączna ocena: 6/10

Wszystkie kadry pochodzą z serwisu Filmweb.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza