piątek, 28 września 2018

„Stop prawa” – Brandon Sanderson

„Stop prawa” – Brandon Sanderson
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Stop prawa
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Stron: 304
Data wydania: 2016


Moje pierwsze spotkanie z twórczością Brandona Sandersona odbyło się przy Trylogii „Zrodzonego z Mgły”, która opisuje wydarzenia, który miały miejsce trzysta lat przed historią opisaną w niniejszej książce. Było to spotkanie, które wspominam bardzo dobrze, wręcz doskonale. Co prawda kolejne trzy tomy „Ostatniego Imperium” miałem już wówczas przy sobie, zakupione w komplecie razem z „Zrodzonym z Mgły”, to jednak nie sięgnąłem po nie od razu. Trochę była to chęć czekania na czwarty tom przygód Waxa i Wayne’a, a trochę po prostu zakopanie się w innych książkach. Jednak wreszcie udało mi się sięgnąć po „Stop prawa” i w sumie trochę szkoda, że tak późno.

Waxillium Ladrian piastuje funkcję głowy rody Ladrian – niegdyś jednego z najbardziej wpływowych rodów Elendel, obecnie jednego z najbardziej pogardzanych i stojących niemalże na skraju bankructwa. Wax oczywiście nie zawsze był bywalcem na salonach. Jako Podwójny, posiadający dar Allomancji oraz Feruchemii starał się być prawem dla ludzi w Dziczy. Śmierć wuja, dotychczasowej głowy rodu, spowodowała jednak, że musiał porzucić dotychczasowe przyzwyczajenia i stanąć na wysokości zadania, jakie stoi przed ostatnim, męskim potomkiem jego rodu. Elendel jednak może okazać się miejscem o wiele bardziej niebezpiecznym i potrzebującym żelaznej (lub stalowej) ręki niż cała Dzicz razem wzięta.

„Stop prawa” jest całkowicie inną książką niż tomy wchodzące w skład trylogii „Zrodzonego z mgły”. Co prawda są to wydarzenia, które mają miejsce trzysta lat po tym, co stało się nie tylko udziałem Kelsiera, ale również Elenda oraz Vin, jednak cały świat wygląda kompletnie inaczej. Mamy ciągle do czynienia z allomancją i ferruchemią, ale do tego doszło jeszcze parę nowinek technicznych, wśród których prym wiodą broń palna oraz elektryczność. Podstawowym orężem są pistolety, rewolwery oraz strzelby, natomiast większość rezydencji wielmożów oświetlana jest za pomocą żarówek. Spotykamy również innych bohaterów, w innym mieście oraz przede wszystkim innym świecie, który na pierwszy rzut oka dzieli się na Elendel oraz całą resztę – Dzicz.

„– Po prostu go ignoruj - poradził jej Waxillium. – Zaufaj mi. On jest jak wysypka. Im mocniej się go drapie, tym bardziej denerwujący się robi”.

Dwójka protagonistów – Wax oraz Wayne – wywołują u mnie nieco mieszane uczucia. Przypominają bardzo nowoczesnych detektywów, którzy starają się podchodzić do każdego śledztwa zgodnie z pewnym schematem, planując operacje na bazie doświadczeń. Istnienie uniwersytetu, który wykłada kryminologię (o czym dowiadujemy się już niemalże na samym początku powieści) potwierdza uwspółcześnienie całej historii. Niestety właśnie to, w połączeniu z kreacją Waxa i Wayne’a powoduje, że pojawia się pewien dysonans. Niby mamy do czynienia z kontynuacją, ale jednak Brandon Sanderson porwał się na stworzenie czegoś, co można nazwać kryminałem osadzonym w świecie fantasy, który ma przywołać na myśl opowieści osadzone w XIX wieku. Niby fajnie, ale coś jednak zgrzyta.

Sama fabuła jest jednak prosta i pieruńsko wciągająca. Nie ma tak zawiłych powiązań ani intryg jak w przypadku wcześniejszych trzech tomów. Mamy tym razem historię niemalże od samego początku wyjaśnioną pod względem koncepcyjnym, jednak Brandon Sanderson powoli odkrywa karty, którymi chce zagrać. W połączeniu z odpowiednią ilością dobrego humoru daje to ogólnie rzecz biorąc świetną mieszankę. Ciężko się oderwać od książki, nawet jeśli sam świat przedstawiony nie do końca czytelnikowi będzie pasował. Ogólnie jest to powieść generująca u mnie sporo ambiwalentnych uczuć, ponieważ jest jednocześnie powiewem świeżości (łączy allomancję, ferruchemię i nowoczesną technikę, a samo to wyszło wyśmienicie) oraz niezbyt dopasowanym kaloszem (z wcześniej wspomnianego połączenia średnio podoba mi się motyw czysto kryminalny).

„– Nawet nie próbuj – przerwał jej Waxillium, chowając rewolwer. – Logika nie działa na Wayne'a.
– Od wędrownego wróżbity kupiłem kiedyś amulet chroniący przed nią – wyjaśnił Wayne. – Dzięki temu mogę dodać dwa do dwóch i uzyskać korniszona”.

Również mimo tego, że teoretycznie trylogia „Zrodzonego z mgły” wskazuje na to, że większość tematu dotyczącego allomancji czy ferruchemii jest raczej wyczerpana i rozwinąć można już niewiele, autor pokazał jak bardzo w błędzie są wszyscy, którzy tak myśleli. Nie tylko samo wprowadzenie rewolwerów oraz elektryczności dodało mnóstwo możliwości. Również połączenie ferruchemii z samą allomancją daje dodatkowe opcje, które Brandon Sanderson wykorzystał przy kreowaniu nowego świata. Jeśli więc komuś znudził się już świat pełen osób wykorzystujących metale, to niech się nie martwi – tym razem dostanie jeszcze więcej nowych sposobów, które może nie tyle zadziwią, co zapewnią dużo rozrywki. A ci, którzy zakochali się w takim przedstawieniu magii, mogą po prostu liczyć na rozszerzenie dostępnego repertuaru.

Bardzo fajna lektura, która zapewnia mnóstwo dobrej rozrywki. Jeszcze bardziej rozbudowany świat, niż we wcześniejszych trzech tomach, chociaż być może technika nieco za mocno pogalopowała do przodu. „Stop prawa” warty jest przeczytania, nawet mimo tego, że nie wszyscy mogą uznać go za lepszego od swoich bezpośrednich poprzedników. W każdym razie osobiście czuję się usatysfakcjonowany kontynuacją, która jest tak naprawdę kolejnym rozdziałem w historii stworzonej przez Brandona Sandersona. Jeśli słowa autora o tym, że Wax i Wayne są tylko łącznikami między historią Vin a czymś zagnieżdżonym w futurystycznym świecie się spełnią, to może się to okazać niesamowicie interesującym cyklem.

Łączna ocena: 7/10


0 komentarze:

Publikowanie komentarza