środa, 5 września 2018

[PREMIERA] „Zgadnij kto” – Chris McGeorge

„Zgadnij kto” – Chris McGeorge
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Chris McGeorge
Tytuł: Zgadnij kto
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Michał Jóźwiak
Stron: 416
Data wydania: 5 września 2018


Czym są Escape Roomy chyba nie trzeba tłumaczyć – a na pewno nie bardzo szczegółowo. Na rynku pojawia się coraz więcej firm świadczących tego typu usługi, z których korzysta coraz więcej osób. To świetny sposób na spędzenie czasu z przyjaciółmi i wytężenie swojego umysłu próbując wydostać się z zamkniętego pomieszczenia. Aż dziwne, że „Zgadnij kto” jest pierwszą książką wykorzystującą Escape Room jako główny motyw, o której słyszałem. Zapewne pojawiły się już takie pomysły, jednak to właśnie książka Chrisa McGeorge’a jest tą, którą miałem okazję przeczytać jako pierwszą. Pomysł jest niebanalny, z ogromnym potencjałem (416 stron poświęconych dla kilku osób w jednym pomieszczeniu), więc miałem spore oczekiwania. Co prawda nie zostały one spełnione, jednak mimo wszystko nie czuję się zawiedziony.

Morgan Sheppard ma wspaniałe życie – a w każdym razie tak to wygląda dla wszystkich jego fanów. Prowadzi jeden z najpopularniejszych programów telewizji porannej wsadzając swój nos w prywatne życie innych ludzi. Jego fani uważają go za wspaniałego detektywa, który jest w stanie rozwikłać każdą zagadkę. Kiedy jednak zostaje zamknięty w pomieszczeniu razem z kilkoma innymi osobami i dostaje zadanie odkrycia która z nich jest mordercą, sprawy się nieco komplikują. Nikt na nim nie wywiera presji, ma w końcu jedynie trzy godziny na rozwikłanie zagadki, zanim stanie się coś strasznego. Być może jednak to demony z jego przeszłości okażą się o wiele bardziej przerażające…

Kiedy widzę lub słyszę o książce, której akcja dzieje się w obrębie jednego pomieszczenia, od razu na myśl przychodzi mi „Misery„ Stephena Kinga. Mistrz Grozy udowodnił tą powieścią, że da się napisać książkę, której cała akcja opiera się tylko na dwóch osobach i jednym pokoju. Mając cały czas obraz „Misery” przed oczami, siłą rzeczy patrzyłem na „Zgadnij kto” przez pryzmat powieści Kinga. Przez to opisywana powieść nie wypadła doskonale, a jedynie dobrze. Niestety nie potrafiłem się aż tak mocno wczuć w klimat historii i wydarzeń, które tak naprawdę ograniczone były do niewielkiego wachlarza możliwości. Chris McGeorge nie wycisnął wszystkiego, co się tylko da z motywu Escape Roomu przeniesionego na kartki książki w postaci prawdziwej, kryminalnej zagadki.

Z drugiej strony sam pomysł jest dość interesujący. Uwięzienie w pokoju hotelowym kilku na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą osób to dość trudny zabieg logistyczny, z którym autor sobie poradził. Miejsca takie jak hotele są trudne do odizolowania, a zwłaszcza tylko częściowego. Jest wiele dróg, którymi można próbować się kontaktować z ludźmi na zewnątrz, jednak Chris McGeorge zadbał o większość tych bardziej i mniej oczywistych. Co prawda wciąż wymagane są odpowiednie dojścia oraz cała góra pieniędzy do zrealizowania takiego planu, jednak wszystko, łącznie z jego detalami, wydaje się być gruntownie przemyślane i przeanalizowane pod wieloma kątami. Tutaj na pewno należą się gratulacje dla pisarza – przygotowanie na wysokim poziomie.

Zamknięcie kilku osób w jednym pomieszczeniu i wykorzystywanie tylko ich w pewnego rodzaju grze psychologicznej to wspaniała okazja do stworzenia wyrazistych i konkretnych postaci. Tutaj niestety nie wszystko wyszło tak jak powinno, chociaż w przypadku czterech osób mamy do czynienia z osobowościami i charakterami trudnymi do pomylenia. Dwie postaci są raczej nijakie – nie byłem w stanie przypisać im żadnych cech ani nie widziałem przed oczami wyobraźni tego, jakie emocje nimi targają wraz z rozwojem wydarzeń. Tak jak Alan już po pierwszych kilkunastu stronach objawiał się jako konkretny wzorzec cech i zachowań, tak Amanda wydaje się być postacią wstawioną tam przypadkiem, której nie da się w żaden sposób klasyfikować. Jest jak postać spotykana w grach komputerowych, która ma po prostu do odegrania niewielki epizod. To samo tyczy się zresztą Ryana, którego ciężko połączyć z jakimikolwiek cechami.

W wydarzenia, które mają miejsce w ciągu trzech godzin, wplecione zostały retrospekcje z życia głównego bohatera - Morgana Shepparda. Mają one za zadanie wyjaśnić czytelnikom dlaczego Morgan znalazł się w takiej a nie innej sytuacji i jak wyglądało kilka punktów zwrotnych w jego życiu, które wykreowały go na takiego człowieka, jakim go poznajemy. Same w sobie nie wnoszą wiele do fabuły, jednak odgrywają dużą rolę w budowaniu emocji u czytelnika. Dzięki nim (albo przez nie – w zależności jakie emocje w stosunku do głównego bohatera wzbudzą u danego czytelnika) możemy lepiej rozrysować swoją mapę uczuć, którymi obdarzamy Morgana Shepparda. Zresztą nie tylko jego, ponieważ – co prawda nie w sposób bezpośredni, ale jednak – w pewnym sensie nie wszystko jest takie losowe, jak chce autor, abyśmy od początku wierzyli.

Podsumowując jest to całkiem przyjemna, choć niezbyt porywająca książka. Pomysł jest naprawdę świetny i mam nadzieję, że ktoś (być może nawet Chris McGeorge) go powtórzy, jednak w jeszcze lepszej formie. Dwójka dobrze skrojonych bohaterów nadaje dynamiki całej powieści, ale w opozycji stoi kolejna dwójka nieco nijakich. Nie można powiedzieć, że źle się czytało, bo stylistycznie zarówno autor, jak tłumacz dali radę. Brakowało jednak klimatu, który jednak wcale nie tak łatwo zbudować mając do dyspozycji tak niewiele miejsca. Innymi słowy książka nie należy do tych z gatunku „trzeba przeczytać”, chociaż mimo wszystko mogę ją śmiało polecić - wśród wszystkich przeciętnych powieści, które przeczytałem, ta jednak ma pewne momenty, dla których zdecydowanie warto po nią sięgnąć. A być może inni nieco bardziej docenią trud włożony przez autora w zbudowanie historii opierającej się na kilku osobach i jednym pomieszczeniu…

Łączna ocena: 6/10



0 komentarze:

Publikowanie komentarza