poniedziałek, 15 października 2018

Z ekranu pod pióro #27 – „Hotel Transylvania 3”

Źródło: Filmweb
Tytuł: Hotel Transylvania 3
Reżyseria: Genndy Tartakovsky
Premiera: 2018
Gatunek: animacja, familijny, komedia


Sezon ogórkowy już zdecydowanie za nami, więc do kin filmy trafiają wręcz w ilościach hurtowych – i to filmy, które z wielką chęcią bym obejrzał. Zapewne o niektórych z nich usłyszymy w styczniu 2019 roku, kiedy nominacje do Oscarów zostaną podane do wiadomości publicznej. Akurat „Hotelu Transylvania 3” to nie dotyczy (raczej), więc niektórych może dziwić taki a nie inny wybór tytułu do obejrzenia. Zwłaszcza jeśli wszędzie wokół tyle fajnych premier. :) Na wszystkie filmy jednak nie dam rady pójść głównie ze względu na brak czasu (w końcu Cinema City Unlimited rozwiązuje problem finansowy). Zawsze jednak byłem fanem animacji, a do tego poprzednie dwie części „Hotelu Transylvania” urzekły mnie dość mocno, więc długo nie zwlekałem z wybraniem się do kina.

Prowadzenie hotelu dla potworów nie należy do najprostszych zajęć. Ciągły stres, przepracowanie, a do tego opieka nad rodziną potrafi wykończyć nawet samego Draculę. Mavis – jak na dobrą córeczkę przystało – zorganizowała wszystkim wakacyjny wypad w postaci potwornego rejsu! Dla Draca jest to zupełnie nowa sytuacja, która przeobraża się w jeszcze bardziej skomplikowaną, kiedy poznaje on Erickę – kapitan statku. Mavis jako jedyna zachowuje zimną krew i w porę spostrzega zbliżające się niebezpieczeństwo. 

Mówi się, że kiedy wychodzą kolejne części filmu, który może pochwalić się dużym sukcesem, to jest to już tylko odcinanie kuponów. Potwierdzenie tych słów można znaleźć zwłaszcza w przypadku animacji. Wiele już kultowych filmów miało mniej więcej taką historię – pierwsza część uwielbiana przez wiele osób, druga już nieco mniej, a każda kolejna oceniana była jeszcze niżej. Podobnie jest w przypadku „Hotelu Transylvania”, którego druga część była co prawda jeszcze w miarę porównywalna do pierwszej, jednak trzecia jest słabsza w sposób widoczny. Nie oznacza to, że jest zła, wciąż bowiem można się nieźle uśmiać w wielu momentach, ale nie czuć tej radości obecnej przez cały seans!

Pierwszy raz w historii „Hotelu Transylvania” mamy do czynienia z nieco weselszym otoczeniem niż ponure, ale przytulne zamczysko pełniące rolę hotelu. Po raz pierwszy na dłuższą metę oczywiście, kiedy tak naprawdę wycieczkowy statek stanowi niemalże całe tło historii. Ba, na samym początku filmu dostajemy nawet pewnego rodzaju retrospekcję przedstawiającą nieco wcześniejsze losy Draca i jego przyjaciół. Poznajemy również antagonistę, który towarzyszył będzie widowni przez większą część filmu. Wszystkie te informacje zostały skondensowane w kilkunastu minutach, które ani się nie dłużą, ani nie są zbyt małą ilością czasu na tego typu zabiegi. Niby mała rzecz, niezbyt istotna w animacji (przynajmniej na pierwszy rzut oka), a cieszy. 

Dalej mamy mnóstwo humoru z równie dużą ilością miejsca na krótkie chwile refleksji nad pracą, rodziną i miłością. Główne tło humorystyczne odgrywają niesamowite ryby w postaci obsługi statku wycieczkowego – robią robotę, zdecydowanie! Wyobraźcie sobie śledzia postawionego na płetwie ogonowej, wciśniętego w kelnerski strój, który z lekko przymkniętymi oczami recytuje wielce eleganckie formułki. A teraz wyobraźcie sobie cały statek takich śledzi! Naprawdę mega! Ryby towarzyszą nam przez cały film, w każdej niemal scenie i są dosłownie wszędobylskie. Są jednym ze znaków rozpoznawalnych trzeciej częsci „Hotelu Transylvania”.

Niestety trochę gorzej wypadają kwestie paczki Draca, wraz z ogólnie pojętą fabułą. Nie ma już tego iskrzenia pomiędzy filmem a widownią, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich dwóch części. Żarty są nieco bardziej sztywne i miejscami wymuszone, choć wiele razy widownia chichotała lub wręcz śmiała się na cały głos. Sporo kontrowersji wywołuje również kwestia „zing”, poruszona również w tej części – chociaż na ten temat szczegółów zdradzać nie zamierzam! Osobiście mam na jej temat pewną teorię, która sprawia, że kontrowersje nieco cichną, ale to tylko moja własna, całkowicie subiektywna teoria. Film jednak ratuje też muzyka, którą skomponował między innymi Tiësto. Oczywiście soundtrack można już znaleźć zarówno na Spotify, jak na Youtube, więc można sprawdzić, czy taka muzyka przypadnie Wam do gustu.

Podsumowując, całkiem przyjemna animacja, chociaż odstająca nieco od swoich poprzedniczek. Mimo to wesoła, pełna charakterystycznego, nieco czarnego humoru i oczywiście mająca w sobie to co najlepsze, czyli postacie – Draca i spółkę. Jeśli przypadły Wam do gustu dwie pierwsze części „Hotelu Transylvania”, to trzecia również powinna się Wam spodobać. Nie jest absolutnie koniecznym filmem do obejrzenia, jednak nie powinniście żałować spędzonego z nim czasu. Nie spodziewajcie się jednak wielkich fajerwerków, chociaż wiele scen może Wam zapaść w pamięci na długi, długi czas. A kto wie, być może przez wiele dni po seansie będzie nucić tę czy inną piosenkę, wykorzystaną w filmie. :)

Łączna ocena: 7/10





Wszystkie kadry pochodzą z serwisu Filmweb.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza