środa, 3 października 2018

[PREMIERA] „Spektrum” – Martyna Raduchowska

„Spektrum” – Martyna Raduchowska
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: Spektrum
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 416
Data wydania: 3 października 2018


Pierwszą część cyklu „Czarne światła” skończyłem czytać stosunkowo niedawno – w czerwcu 2018 roku. Książka okazał się być bardzo odświeżającą pozycją w porównaniu do powieści, które czytam na co dzień. Nie była doskonała, jednak pokazywała naprawdę duży potencjał, zwłaszcza na rozbudowę świata. Niewiele się więc zastanawiałem kiedy otrzymałem propozycję przeczytania kolejnego tomu, czyli „Spektrum”. W związku z tym potencjałem, o którym wspomniałem, od samego początku liczyłem na naprawdę wiele. Na rozwój tego, co zostało przedstawione w pierwszym tomie, na jeszcze lepszą historię oraz wyjaśnienie niektórych wątków z „Łez Mai”. Wydaje mi się, że moje oczekiwania zostały wyjątkowo spełnione.

Atak na Beyond Industries był dniem, który zmienił całkowicie życie całego New Horizon. Był on również dniem, który przewrócił świat Jareda Quinna do góry nogami. To przez wydarzenia z tego pamiętnego dnia stał się niemal cyborgiem, z mnóstwem cybernetycznych wspomagaczy, sztucznymi organami oraz wszczepami. Wydaje się, że kazdy doskonale wie, co wydarzyło się w B-Day. Jednak to Maya zna całą prawdę o tym, co zrobiła, jak mijały kolejne dni i w co zmieniła się reinforsynowa ekstaza, która opanowała większość zbuntowanych replikantów. Tylko ona pamięta i jest w stanie przekazać tę wiedzę innym. W tym również samemu Quinnowi.

Absolutnie nie czytajcie tej pozycji bez znajomości pierwszego tomu, czyli „Łez Mai”. Po prostu zabierzecie sobie nie tylko przyjemność z czytania poprzedniej części, ale i tej. „Spektrum” jest bowiem opisem wydarzeń znanych z wcześniejszej powieści, jednak tym razem z perspektywy Mai – replikantki, która przydzielona została jako partner Jareda Quinna, policjanta z New Horizon. A muszę przyznać, że ta druga perspektywa jest przedstawiona w iście pyszny sposób. Nie tylko bowiem możemy poznać samą wersję wydarzeń przedstawioną przez replikantkę, która traktowana była jako antagonista w „Łzach Mai”, ale również przyjrzeć się tej tajemniczej i niedostępnej części miasta, którą jest ukryte za Murem Dark Horizon.

„Każda rewolucja prędzej czy później pożera własne dzieci, a ta ucztuje na mózgach duszonych w psychodelicznym sosie”.

Tutaj Martyna Raduchowska stworzyła niezbyt skomplikowaną, ale spójną logicznie przestrzeń. Dark Horizon daje się poznać jako wciąż bliżej nieokreślone na mapie miejsce, które jednak nieznacznie odkrywa swoje uroki. Poznajemy również nieco lepiej jego mieszkańców (o ile można ich tak nazwać), powody, dla których się tu znaleźli oraz samą infrastrukturę, którą odszczepieńcy zbudowali na ruinach tego, co pozostało po buncie oraz późniejszych nalotach. Autorka opisuje jak wygląda handel, zdobywanie pożywienia, komunikacja ze zwykłymi mieszkańcami New Horizon oraz przede wszystkim codzienność zarówno tych normalnych, jak i nieco oszalałych od reinforsyny wygnańców. Nie znajdziecie tutaj wielu fajerwerków, ale na pewno możecie liczyć na dopracowane i przemyślane motywy.

„Spektrum” nie pochłania od samego początku do końca i nie kradnie czasu. Nie zmusza do czytania i nie sprawia, że zapomina się o całym świecie. Jednak „Spektrum” gwarantuje nie tyle rozrywkę, co dobrze spędzony czas nad dobrze napisaną książką. Można powiedzieć, że jest to taki paradoks – nie jestem w stanie się zachwycać tą książką, jednak nie jestem również w stanie nazwać jej przeciętnym czytadłem. Jest jednocześnie zbyt dobra na to, oraz nie aż tak dobra, aby rozpatrywać ją w kontekście najlepszych ze swojego gatunku. Na pewno jest jeszcze lepsza niż „Łzy Mai”, które same w sobie były już bardzo przyjemną lekturą. Szersze ukazanie świata, skupienie się na odpowiednich wątkach, odpowiedzi na pytania czytelników oraz wyjaśnienie ledwo rozpoczętych wątków osadza „Spektrum” na o wiele wyższym poziomie.

Z najciekawszych rzeczy, które możemy spotkać w drugiej części „Czarnych świateł” jest skupienie się na tym, w jaki sposób replikanci funkcjonują, jak są zbudowani, na co są wrażliwi, a na co odporni. Kiedy używam słów „jak są zbudowani”, mam na myśli dosłownie wykorzystane materiały, gniazda w ich ciele, neurozłącza oraz całą resztę technologicznego żelastwa, które wchodzi w skład androida łudząco przypominającego człowieka, jednak będącego na o wiele wyższym poziomie. Również poruszone wątki dotyczące psychiki potencjalnych androidów oraz tego, w jaki sposób można zapanować nad ich wciąż rosnącą inteligencją stanowią są bardzo smacznymi kąskami. Opisy radzenia sobie w Dark Horizon w sposób naturalny rozszerzyły również wachlarz dostępnych czytelnikowi technologii oraz urządzeń, które wprowadzone zostały przez autorkę do stworzonego przez nią świata.

„Książki umierają z godnością i w ciszy, niepostrzeżenie obracają się w proch już od dnia, w którym jeszcze ciepłe i pachnące drukarską farbą trafiają na swoją pierwszą półkę”.

Co ciekawe, „Spektrum” może się pochwalić całkiem zacnym cliffhangerem. Przyznam szczerze, że już dość dawno nie miałem aż takiej ochoty od razu sięgnąć po kolejny tom. Zakończenie jawnie pokazujące czego możemy się spodziewać w kolejnej części, jednak pozostawiające niezły mętlik w głowie – dlaczego akurat tak, skąd się to wzięło, jak się to wszystko ma do informacji, które pojawiły się w książce. W połączeniu z domysłami snutymi przez postacie biorące udział w ostatnich scenach, otrzymujemy mieszankę wybuchową, co do której nie wiemy jedynie w jaki sposób eksploduje. A bardzo chcemy tę eksplozję zobaczyć na własne oczy. 

Świetna następczyni „Łez Mai”, która rzeczywiście jest zupełnie inna niż większość kontynuacji czy kolejnym tomów w cyklach. Mnóstwo technologii przedstawionej w prosty sposób, dla przeciętnego czytelnika, jednak ukazującej swój ogrom oraz pomysłowość autorki. Zupełnie inna perspektywa wydarzeń z pierwszego tomu pozwala na wyrobienie sobie opinii nie tylko na temat jednej ze stron „pojedynku” pomiędzy porucznikiem a jego partnerką, ale również na szersze spojrzenie na życie w stolicy po B-Day. Bardziej dojrzała, choć wciąż emocjonująca i nastawiona na dobrą rozrywkę książka. Zdecydowanie z niecierpliwością będę wyczekiwał kontynuacji.

Łączna ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl „Czarne światła”

0 komentarze:

Publikowanie komentarza