niedziela, 23 sierpnia 2020

[PREMIERA] „Małe Licho i lato z diabłem” – Marta Kisiel

„Małe Licho i lato z diabłem” – Marta Kisiel
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Małe Licho i lato z diabłem
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 254
Data wydania: 2 września 2019

Jedna z gałęzi twórczości (o ile można tak to nazwać) Marty Kisiel to historie przeznaczone dla najmłodszych. Niech Was jednak nie zwiedzie wiek głównej grupy czytelniczej, w którą celuje autorka (lub, jak wielu fanów woli nazywać pisarkę – aUtorkę), bo są to opowieści, z których wielu dorosłych wyciągnie nie tylko mnóstwo rozrywki, ale i wiele mądrych przemyśleń! Przekonałem się o tym już dwukrotnie, kiedy miałem przyjemność czytać dwie poprzednie części przygód Małego Licha. Zresztą dla dzieci to również nie były jedynie książki, które miały zająć im czas i rozpalić wyobraźnię, ale przekazać pewne wartości, które będą towarzyszyć im przez całe życie. Podobnie jest z „Małym Lichem i latem z diabłem” – nie odstępuje ani na chwilę swoim poprzedniczkom.

Najważniejsze po zakończeniu trzeciej klasy jest to, że rozpoczynają się wakacje! Bożydar cieszy się na myśl o nich jeszcze zanim na dobre zakończy ostatni dzień nauki w tym roku szkolnym. Niemniej rozochocone jest też Małe Licho, które liczy na wspaniałą przygodę! A gdzie są najlepsze przygody? Oczywiście, że w lesie! Tylko może niekoniecznie w trakcie wielkiej burzy i niekoniecznie w towarzystwie, którego za wszelką cenę chce się uniknąć. Cóż, Bożek będzie musiał sobie jakoś poradzić, ale dzięki temu odkryje, że nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się prawdziwa przyjaźń.

„Fidżisz? Fidżisz? Mocz gluta szylna jeszt f tobje, młody patafjanie”. 

W ciągu ostatnich lat, kiedy pojawiało się coraz więcej postaci w uniwersum stworzonym przez Martę Kisiel (a zwanym przez fanów Kiślowersum), powstała pewnego rodzaju dobrotliwa rywalizacja. Taka, wiecie, pozytywna, miła, wręcz wesoła i pełna radości. Po jednej stronie stoją wszyscy ci, którzy kochają Małe Licho nad życie, a po drugiej zagorzali kibice kozich wygłupów czorta Bazyla. Co więc powiecie na „konfrontację” obu tych postaci i to praktycznie od pierwszych stron? No dobra, może jednak trochę dalej niż pierwszych stron, ale połączenie Małego Licha z Bazylem to na pewno coś, na co czekało wielu fanów historii pisanych przez autorkę „Cyklu wrocławskiego”. Doszło wreszcie do tego i – cóż można rzec więcej – to trzeba przeżyć na własnej skórze! No, w każdym razie co najmniej na własnej wyobraźni.

Jak zwykle Marta Kisiel w swoim pomyśle na całą historię miała nie tylko doskonałą zabawę wypełnioną charakterystycznym dla niej, specyficznym poczuciem humoru, ale i pewien przekaz. Zarówno dla najmłodszych, jak i tych nieco starszych – z wszystkimi dorosłymi włącznie. Tym razem jest to motyw przyjaźni, a dokładniej pokazanie, że nigdy nie wiadomo, z której strony ta przyjaźń może do nas przyjść. Oczywiście przekaz ten został jednocześnie skrupulatnie schowany pomiędzy główne wydarzenia, ale jego włókna wplecione zostały na tyle gęsto, że trudno jest go przegapić. Innymi słowy, nie krzyczy prosto w twarz i nie próbuje być pierwszym planem całej historii, ale w odpowiednich momentach pojawia się i akcentuje swoją obecność. Marta Kisiel to jedna z niewielu autorek oraz autorów, u których widzę aż takie mistrzostwo w przekazywaniu wartości w tak dyskretny, lecz dobitny i konkretny sposób.

„– Nie żebym ci wypominała, ale dwadzieścia trzy pierogi, Bazylu. Dwadzieścia trzy. A znając ciebie, zjadłbyś więcej, gdyby nie skończyła się nam śmietana... i gdybyś się tak nie bał jogurtu.
– Ż żaszady ne ufam jedżenju, które fykombinofało szobje fłasnom kulture. Nygdy ne fjadomo, czo mu jeszcze pszyjdże do głofy. Refoluczja? Szysztem edukaczji? Dżiki kapitaliżm?”

Uwielbiam prozę Marty Kisiel, zarówno tę przeznaczoną dla nieco młodszego czytelnika (czyli właśnie przygody Małego Licha), jak i dla nieco starszego (Cykl Wrocławski) – całe uniwersum jest spójne, pełne niesamowitych postaci i niecodziennych wydarzeń. To wręcz fascynujące, jak jedna osoba potrafi wpleść mnóstwo pouczających fragmentów w dzieła przeznaczone dla dwóch, skrajnie różnych grup docelowych. Oraz jak wspaniale łączy oba światy, co po raz kolejny autorka udowodniła w „Małym Lichu i lecie z diabłem”. Być może nawet w tej powieści dołączyły kolejne osoby do całego, fantastycznego i trochę szalonego zbioru przyjaciół Bożka – pół chłopca, pół widma, pół gluta. Właśnie, à propos widma (w końcu tata Bożka to poeta!) – wspominałem już o kolejnych porcjach dzieł znanych, polskich poetów i pisarzy wplecionych w tekst powieści? Nie? No to właśnie wspominam! Jeśli nie uda się Wam odnaleźć samodzielnie (ja bez bicia się przyznaję, że 100% nie uzyskałem), to na końcu książki Marta Kisiel informuje, których pisarzy dzieła zainspirowały autorkę!

Jak widzicie więc jestem jak zwykle zachwycony. Nie ma tu żadnej przesady, bo Marta Kisiel i jej historie naprawdę zasługują na pochwały oraz zachęcanie innych osób do sięgnięcia po jej książki. „Małe Licho i lato z diabłem” to nie tylko prosta książeczka dla dzieci, zawierająca ciekawą historię. To również nie jest tylko historia z morałem dla najmłodszych. Ten tytuł trudno nazwać jedynie książką dla najmłodszych – nie zdziwiłbym się, gdyby dorośli o wiele bardziej go potrzebowali, niż nasi mali podopieczni. Odnoszę wrażenie, że rodzice w trakcie czytania kolejnej historii będą bardziej poruszeni, pod warunkiem oczywiście, że będą czytali z otwartym umysłem.

Łączna ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję



0 komentarze:

Publikowanie komentarza