sobota, 1 sierpnia 2020

Zbiorczo spod pióra – lipiec 2020

Połowa wakacji już za nami – oczywiście o ile ktoś w ogóle ma wakacje! Niezależnie jednak od tego, czy jesteście studentami, uczniami czy też każdego dnia napędzacie kierat firm, w których pracujecie, to pewnie w lipcu albo sierpniu cieszycie się, chociaż chwilą względnej wolności. A jak taka wolność, to książki, prawda? Do braku tej wolności książki się również świetnie nadadzą, aby trochę… osłodzić ten codzienny znój! Papierowe, elektroniczne, audio – do wyboru, do koloru. U mnie lipiec to był zwykły miesiąc, jak każdy inny, bez urlopów i innych nadmiarowych wolnych, chociaż jeden z weekendów miałem wyjazdowy. No ale to tylko weekend, a do tego bardzo napakowany różnymi wydarzeniami – na książki raczej czasu nie było!

Tym razem miałem sporo do powiedzenia (a dokładniej napisania) na temat kilku tytułów, więc postów na blogu pojawiło się więcej, niż w czerwcu. Ba, nawet skrobnąłem recenzję jednego z audiobooków, chociaż to u mnie rzadkość! Był jednak na tyle dobry, że chciałem się z Wami podzielić wrażeniami oraz tymi plusami, które najbardziej zapadły mi w pamięci. W związku z tym poniżej nie będzie aż tylu pozycji, co w ubiegłym miesiącu, jednak mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie. Jak zwykle jeszcze dodam, że zdjęcia okładek pochodzą z serwisu Lubimy Czytać – choć to pewnie dla stałych bywalców nie jest nowością, a dla nowych osób niech będzie pierwszą informacją!

„Saga Puszczy Białowieskiej” – Simona Kossak

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 56m
Lektor: Anna Apostolakis, Leszek Filipowicz

To naprawdę bardzo piękna książka! Pięknie napisana i pięknie przeczytana. Zarówno Anna Apostolakis, która czytała fragmenty, które ja nazywam „naukowymi”, jak i Leszek Filipowicz, ten od części „baśniowej”. Nie bez powodu tak je określam, bo cała książka podzielona jest na nieco baśniowy wstęp opowiadający o konkretnym aspekcie (na przykład gatunku zwierzęcia i jego historii), bardzo sfabularyzowany, często sięgający po legendy i historie ocierające się o mitologię oraz drugi, bardziej naukowy. W tym autorka przytacza już konkretną, potwierdzoną badaniami historię, często ze stanem obecnym.

Z „Sagi Puszczy Białowieskiej” można wynieść naprawdę dużo wartościowej wiedzy! Nie dość, że pięknie podanej, to na dodatek naprawdę przybliżającej ten wspaniały kawałek natury. Jak się okazuje, był on od bardzo wielu wieków dość mocno eksploatowany i stanowił jeden z bardzo ważnych ośrodków (co nie wyszło Puszczy na dobre) dla władców naszego kraju. Wiedz jest przekazywana bardzo często w formie ciekawostek, w sposób bardzo przystępny – czuć wręcz, że autorka jest pasjonatką. Nie pisała tego z musu, tylko dla pieniędzy czy rozgłosu, ale naprawdę kocha ten temat i wie na temat tego kompleksu leśnego bardzo dużo.

„Kapelusz pełen nieba” – Terry Pratchett

Format: Papier
Stron/długość: 306
Tłumacz: Piotr W. Cholewa

Proza Terry’ego Pratchetta jest ze mną, odkąd pamiętam – trafiłem na niego już w jakiejś bibliotece, zapewne szkolnej, kiedy szukałem kolejnych książek do czytania. Swego czasu przeczytałem praktycznie połowę tego, co do danego czasu zostało wydane w Polsce, a teraz mogę po kolei iść przez wszystkie książki ze „Świata Dysku”. Tak po prawdzie to ja wręcz kończę kolejny przebieg… „Kapelusz pełen nieba”, przybliżający postać Tiffany Obolałej, jest jedną z ostatnich książek z całego cyklu napisanego przez brytyjskiego pisarza. Jest to dość… ciekawy przypadek krzywego zwierciadła, bo tym razem ta pratchettowska ironia jest tak trochę przez łzy…

Tiffany musi zmierzyć się z czymś, co można nazwać uosobieniem ludzkiej pychy, strachu i żądzy władzy jednocześnie. A w końcu jest tylko nastolatką, którą dopiero co zaczyna rozumieć nastoletnie sprawy. Do tego staje się czarownicą, więc musi przyjąć jeszcze więcej wiedzy, niż przeciętne dziecko w jej wieku. Można powiedzieć, że „Kapelusz pełen nieba” jest bardzo pozytywną i napawającą nadzieją książką – kompletnie inną niż większość książek Pratchetta. Pokazuje, że nawet dziecko ma siłę do walki z niezwyciężonym – z własnymi słabościami. Oraz że wszyscy ludzie powinni brać przykład z Tiffany i każdego dnia walczyć z samym sobą, aby być o wiele lepszym dla całego świata.

„Ciemne tunele” – Siergiej Antonow

Format: Papier
Stron/długość: 328
Tłumacz: Paweł Podmiotko

„Ciemne tunele” wypadają zarówno na tle innych powieści z Uniwersum Metro 2033, jak i na tle po prostu innych książek dość słabo. Jeśli jeszcze ktoś niedawno – tak jak ja – przeczytał wspaniałą „Konstytucję Apokalipsy”, to lektura dzieła Siergieja Antonowa wyda mu się wybitnie słabą. Niby jakiś pomysł był, i to nawet całkiem fajny (choć poruszający te same tematy, co inne powieści), ale wykonanie jest raczej mierne. Da się przeczytać, jednak nie ma tego czegoś – takiej nutki zaintrygowania, choć odrobiny dusznego klimatu, nie czuć tych betonowych tuneli ani wszechogarniającego smutku i przygnębienia. Po prostu się czyta i tyle.

To, co można zaliczyć na plus, to niewątpliwie bitwa ideologii, którą możemy obserwować na przestrzeni całej powieści. Główny bohater jest przedstawicielem anarchistów, ma swoje poglądy na świat i to, jak powinien on wyglądać. Po drodze w trakcie jego wędrówki zmierzy się z wieloma różnymi poglądami na życie i to, jak powinna wyglądać władza – nie spodziewajcie się jednak żadnej przemiany wewnętrznej. Matury na podstawie „Ciemnych tuneli” nie napiszecie. Widzicie, ten wątek z przeogromnym potencjałem też został potraktowany po macoszemu, jak cała reszta książki. Szkoda, ale możemy się, chociaż nacieszyć tym, co jest.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza