wtorek, 13 listopada 2018

„Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” – Nora K. Jemisin, Mac Walters

„Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” – Nora K. Jemisin, Mac Walters
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Nora K. Jemisin, Mac Walters
Tytuł: Mass Effect. Andromeda: Inicjacja
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 304
Data wydania: 13 października 2018


Książek na podstawie gier (lub w oparciu o świat stworzony na ich potrzeby) jest coraz więcej – podobnie zresztą jak filmów. Fani chętnie kupią wszystko, co jest związane z ich ulubionym tytułem, a pewnego rodzaju dywersyfikacja nośników może zwiększyć zyski ze sprzedaży nie tylko produktów wokół gry, ale również jej samej. Ja jestem najlepszym przykładem potencjalnego klienta – nie grałem nigdy w Mass Effect (jedynie widziałem gameplaye), jednak książką się zainteresowałem. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek się skuszę na zakup samej gry, jednak należę do jednej z grup docelowych, czyli książkoholików. Jeśli zainteresuje mnie jeden tom, wielce prawdopodobne, że zasilę budżet twórców poprzez samodzielne zakupy, lub namówienie tego osób, które przeczytają moją opinię. Co do tego drugiego nie jestem pewien, jednak to pierwsze jest prawdopodobne.

Od kiedy ludzie weszli do Rady, świat nie jest już takim samym miejscem. Samo słowo „świat” zmieniło zresztą swoje znaczenie – Ziemia nie jest już „centrum” dla wielu ludzi. Na przykład takich jak porucznik Cora Harper, która trafiła do Córek Talein, gdzie uczyła się jak zostać bezwzględną łowczynią. Ostatecznie jednak wraca na Ziemię, gdzie nie spotyka się ze zbyt miłym przyjęciem, zwłaszcza kiedy ludzie dowiadują się, że ma dołączyć do Inicjatywy Andromeda. Jej umiejętności mogą się wspomnianej Inicjatywie bardzo szybko przydać, okazuje się bowiem, że pewne ściśle tajne dane zostały wykradzione organizacji, a Cora Harper musi je odzyskać. Co nie jest takie łatwe nawet (albo zwłaszcza) dla biotyka.

Nie jest to książka pozbawiona wad (niestety), chociaż w ogólnym rozrachunku mi, człowiekowi w ogóle niezwiązanemu z grą, przemówiła do tych obszarów odpowiedzialnych za rozrywkę i radość z niej czerpaną. Dawno nie miałem okazji czytać akcji osadzonej w przestrzeni kosmicznej, z wszędobylską nowoczesną technologią oraz rasami pozaziemskimi. Na dodatek nie mam bladego pojęcia jak wydarzenia opisane w „Mass Effect. Andromeda: Inicjacja” mają się do świata samej gry (należy oczywiście pamiętać, że jest to prequel), jednak zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po coś więcej niż tylko gameplaye. Nie tylko inne książki z tej serii, ale być może również samą grę – kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości.

„Na każdej planecie, wśród wszystkich ras, zasrana biurokracja była zawsze taka sama”.

Wspomniałem już, że tytuł ten nie jest pozbawiony wad. Jedną z głównych jest zbyt szybkie prowadzenie czytelnika pomiędzy kolejnymi scenami. Cała akcja przypominała nieco błyskawiczne przeskakiwanie pomiędzy kolejnymi misjami w dowolnej grze RPG, gdzie zakończenie pewnego etapu oznacza nagły spokój, ucięty jak nożyczkami. W jednej chwili wszystko się zagęszcza, dochodzi do punktu kulminacyjnego, a już w następnym jesteśmy niemalże parę lub paręnaście dni czy tygodni później, gdzie wszystko wygląda jakby opisywanych jeszcze przed chwilą zdarzeń w ogóle nie było. Wprowadza to nieco dyskomfortu podczas czytania i niszczy dynamikę całej historii. Przed oczami dosłownie wyskakiwały mi co chwila plansze informujące o zakończeniu misji, jej przedłużeniu lub rozgałęzieniu z wielkim przyciskiem „Przyjmij”. Natomiast po ich zakończeniu przycisk z możliwością teleportacji do „bazy”.

Bardzo pozytywnie natomiast zaskoczyło mnie to, że nie czułem się wcale niedoinformowany czytając, jakby nie patrzył, drugi tom cyklu. Zapewne wielu rzeczy nie zrozumiałem, które wyjaśnione zostały (lub miały swój początek) w poprzedniej powieści, ale absolutnie tego nie czułem. Nie jestem niestety w stanie określić, czy przypadkiem niektóre wydarzenia nie okażą się spoilerami, jednak tego się nie dowiem dopóki sam nie przeczytam pierwszej części. Nic jednak na to nie wskazuje, więc jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Co prawda nie jest dobrą praktyką czytanie nie po kolei, ale wiele serii jest tak skonstruowanych, że zapoznanie się z którymś z kolei tomem bez znajomości wcześniejszych nie jest wielkim problemem. Być może się mylę i w tym przypadku nie jest to dobrym pomysłem, jednak po przeczytaniu tylko „Inicjacji” stwierdzam, że można ją spokojnie przeczytać bez znajomości poprzedniej.

Przyjemna lektura, nie jest co prawda pozbawiona wad, ale bardzo zachęca do sięgnięcia po inne książki z tej serii. Potrafi wciągnąć i przyszpilić czytelnika na dłuższy czas, chociaż niestety te klocki, z których się składa, potrafią równie skutecznie odrzucić na krótką chwilę. Nie jest to może powieść najwyższych lotów, jednak z wielką chęcią spróbuję w przyszłości zatonąć w odmętach kosmosu, jaki niektórzy z pewnością znają z wizji Mass Effect. Sam świat (albo raczej wszechświat) przedstawiony w książce wcale nie odbiega mocno od najbardziej popularnych wyobrażeń podróży kosmicznych i nie ma ogromnej ilości nawiązań do nowoczesnych technologii, co mogłoby niektóre osoby nieco przytłoczyć. Po prostu kawał fajnej, lekkiej, przyjemnej w odbiorze, chociaż posiadając swoje problemy powieści.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję



Cykl „Mass Efect: Andromeda”
Mass Effect: Andromeda: Nexus Początek | Mass Effect. Andromeda: Inicjacja

0 komentarze:

Publikowanie komentarza