Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kotowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Kotowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2022

Zbiorczo spod pióra w lutym 2022

Tym razem trudno zrzucać szybko płynący czas tylko na bliżej nieokreślone zajęcia, które pochłaniają dzień za dniem! W końcu luty jest najkrótszym miesiącem w roku, więc faktycznie tych dni było trochę mniej do przeżycia. Niektórzy jednak się cieszą, ponieważ na koniec wypłaty zostało mniej miesiąca! Taki tam czerstwy żarcik, można iść popić (lub wręcz zapić – hehe, no kolejny). Nie przeszkodziło mi to wszystko jednak w czerpaniu przyjemności z książek jak zwykle oczywiście w głównej mierze audiobooków. Chyba nigdy ta szala nie przechyli się na drugą stronę, ale w sumie to mi wcale nie przeszkadza.

Udało mi się kilka naprawdę fajnych i ciekawych pozycji zaliczyć. Na pewno można za taką uznać zbiór polskich opowiadań osadzonych w klimatach słowiańskiego horroru. Naprawdę jest to coś, czego warto spróbować! Do tego jeszcze chętnie wyróżnię książkę napisaną przez jednego z bookstagramerów (swoją drogą mieszkającego na co dzień niedaleko mnie, bo w Bydgoszczy!), która, choć odrobinę mogła mi pokazać, z czym się zmagają każdego dnia rodzice diabetyków. Można zacząć nieco inaczej patrzeć na pewne sprawy. 

„Żertwa” – Wielu polskich autorów

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 11m
Czyta: Wojciech Żołądkiewicz

Cały zbiór jest zaiście intrygujący. Być może po części to zasługa (lub wina, ewentualnie jedno i drugie jednocześnie) ogólnie pojętej mitologii słowiańskiej, wokół której kręcą się wszystkie historie. Część z wierzeń oraz rytuałów jest mi znana, więc pod tym względem mogę mniej więcej ocenić, czy autorki i autorzy trzymają się tych najbardziej znanych przesłań i bardzo mnie ucieszyło, że każde z nich podeszło do tematu bardzo uczciwie. Mianowicie albo wjechali bardzo głęboko w któryś z motywów lub po prostu poruszali się po powierzchni, żeby trzymać się bezpiecznych tematów, które znają. 

Coś dla siebie znajdą tutaj zarówno osoby preferujące weird fiction, jak i gore czy horror psychologiczny. Opowiadania opierają się o przeróżne podgatunki, więc różnorodność jest naprawdę ogromna. Na bardzo wysokim poziomie w niemal wszystkich historiach stoi język – w niektórych przypadkach nawet styl pisania jest ucztą samą w sobie. Jako antologia plasuje się powyżej przeciętnej; opowiadania są raczej równe (różnice w odbiorze wynikają bardziej ze stosunku do konkretnego podgatunku, niż umiejętności pisarskich), co nie tylko zaskakuje, ale i cieszy. Z pewnością jest to zbiór, po który warto sięgnąć dla samego sprawdzenia, jak wyszło połączenie słowiańskości z horrorem.

Punktowa ocena: 7/10

„Witaj cukrzyco” – Jacek Kujawa

Format: E-book
Stron/długość: 56

Jacek Kujawa podaje jako jeden z głównych powodów napisania tej książki brak podobnych pozycji, kiedy szukał pomocy po usłyszeniu diagnozy swojego słodziaka (jak lubi nieco przewrotnie nazywać syna). Takiej… niekoniecznie medycznej, ale napisanej dla prostego człowieka. No i „Witaj cukrzyco” taka właśnie jest – w niektórych miejscach napisana wręcz językiem potocznym, nie odstrasza, ale po ludzku pokazuje problemy, z jakimi się zmagał. Rzecz jasna wraz z rozwiązaniami! Dzięki temu jednak nawet osoby, które nie muszą na co dzień walczyć z cukrzycą typu 1, ale choć trochę mogą poznać codzienne rutyny, urządzenia i medykamenty, których muszą używać osoby chore (lub ich rodzice, jak to jest w przypadku autora).

Książka zawiera mnóstwo informacji, choć nie przytłacza na szczęście. Przy okazji czuć bardzo, że została napisana prosto z serca, a nie bezosobowo. Jacek Kujawa przyznaje się do błędów, które popełnił i przede wszystkim pokazuje, że może to spotkać każdego. Nie kryje również swoich emocji, które towarzyszyły mu od samego początku. Wiecie, to jest pozycja od człowieka dla człowieka, nie od pisarza czy lekarza dla czytelnika. To jest bardzo ważne. Na pierwszym planie są przeżycia, porady, historia. Nawet jeśli nie podejdziecie do „Witaj cukrzyco” z takim nastawieniem, to, tak czy siak, bardzo szybko zostaniecie skierowani na odpowiednie tory.

Punktowa ocena: 7/10

„Kurtyka. Sztuka wolności” – Bernadette McDonald

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 47m
Czyta: Wojciech Żołądkiewicz

Zazwyczaj biografie himalaistów, a już zwłaszcza takiej klasy jak Wojciech Kurtyka, pełne są historii o zdobywaniu tych najwyższych szczytów na Ziemi – Korony Himalajów i Karakorum. W pewnym momencie wszystko staje się więc przewidywalne i różni się jedynie szczegółami związanymi z daną osobistością. Tymczasem Wojciech Kurtyka nie celował nigdy w zdobywanie najwyższych szczytów (o czym możemy się dowiedzieć właśnie z tej książki), dzięki czemu historia jego życia to również inne wierzchołki, między innymi te wchodzące w skład łańcucha Hindukuszu.

Cała biografia jest podobnie napisana jak „8000 zimą”, którą miałem okazję przeczytać jakiś czas temu. Autorka jest metodyczna, nie próbuje wzbudzać emocji na siłę, jednocześnie jednak nie pozbawia człowieczeństwa opisywanych ludzi. Oprócz czysto górskich przygód pokazuje Wojciecha Kurtykę również jako po prostu osobę jak każda inna. Zwłaszcza motyw jego… niepokorności w stosunku do różnych reguł (od PZA aż po pozwolenia na wspinanie na najwyższe szczyty) jest bardzo pouczający i ciekawy. Innymi słowy, jest to kolejna świetna biografia przedstawiająca jednego z rozpoznawalnych himalaistów.

Punktowa ocena: 7/10

„Outpost” – Dmitry Glukhovsky

Format: Papier
Stron/długość: 352
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko

Przygotujcie się na niezwykle męczący (lub wciągający, w zależności od tego, co lubicie) wątek Jegora wzdychającego do Michelle. Przez niemalże całą książkę. Dlaczego uważam, że był męczący? Nie widzę absolutnie żadnego bezpośredniego związku między historią opisywaną w książce a tymi niby-zalotami oraz użalaniem się nad sobą. Trochę to trącało kiepsko wykonanym motywem dramatycznym rodem z rosyjskiej literatury romantycznej. „Outpost” będzie mi się niestety kojarzył głównie właśnie z tym wymęczającym wątkiem.

O wiele lepiej na szczęście ma się sama końcówka. Co prawda najlepsza akcja zaczyna się dopiero na ostatnich kilkudziesięciu stronach (w sumie wtedy dopiero zaczyna się książka, meh), ale nawet jest poniekąd warta tego przydługawego oczekiwania. Typowa dla Glukhovsky’ego „zabawa” niepozbawiona pewnego rodzaju psychologicznego pazura. Również dopiero na końcu widzimy bardziej filozoficzne aspekty powieści, takie, nad którymi rzeczywiście można się pochylić. Nawiązują do wszystkiego, co wydarzyło się w książce, jednak dopiero ostatnie wydarzenia ukazują całość jako rzeczywiście sklejone ze sobą sensownie wątki. Szkoda tylko, że tyle się trzeba namęczyć wcześniej…

Punktowa ocena: 6/10

„Ostatnia misja Asgarda” – Rober J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 23m
Czyta: Wojciech Masiak

To już niestety ostatnia książka z całego cyklu „Pól dawno zapomnianych bitew”, w którym przechodzimy od zwykłego zakończenia roku w wojskowej akademii, aż do wydarzeń na skalę całego Wszechświata. W sumie dopiero w piątym tomie zdałem sobie w pełni sprawę, jak misterną robotę wykonał Robert J. Szmidt, w tak gładki sposób przeprowadzając czytelnika przez całą historię mającą wiele rozwidleń, kilka równoległych torów oraz przede wszystkim mnóstwo postaci. A jej zakończenie jest godne tych kilku tysięcy stron (oraz kilku tysięcy przesłuchanych minut).

W „Ostatniej misji Asgarda” bardzo dużo się dzieje w skali mikro, pomiędzy dowódcami poszczególnych okrętów. Jednak pomimo tego, dynamika pozostała na tym samym poziomie, co w poprzednich tomach. Podkreślić muszę oczywiście po raz kolejny, że nie jest to twarde science-fiction, które ma mocne podłoże naukowe – jest to świetna rozrywka, która dostarczy niezapomnianych wrażeń oraz emocji, jednak wciąż: to rozrywka. Nastawcie się na dobrą space operę, a nie na powtórkę z „Hyperiona” lub czegoś w tym stylu. Wtedy prawie na pewno będziecie w pełni usatysfakcjonowani!

Punktowa ocena: 7/10

„Stulecie Winnych. Początek” – Ałbena Grabowska

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 2m
Czyta: Weronika Humaj

Kompletne zaskoczenie. Nie spodziewałem się aż tak dobrej historii, zwłaszcza że gdyby spojrzeć na nią bardzo płytko, to jest to prosta opowieść o perypetiach pewnej rodziny. Śledzenie losów Bronki i Antoniego Winnych wraz z ich dorastającymi oraz zakładającymi własne rodziny dziećmi daje jednak satysfakcję wynikającą nie tylko z doskonale skrojonej fabuły. Również obserwowanie problemów, z którymi faktycznie spotykają się ludzie (a już zwłaszcza tymi konkretnymi, z czasów drugiej połowy XIX wieku pod zaborem rosyjskim) dostarcza po prostu… wrażeń.

Co ciekawe, wśród opinii widać wiele takich, które uznają „Stulecie Winnych. Początek” za jedną z najsłabszych wśród całego cyklu. To mnie tym bardziej zachęca do sięgnięcia po tę bestsellerową sagę. Ałbena Grabowska ma tak lekkie pióro, że jest to aż podejrzane. Do tego perfekcyjnie steruje równowagą pomiędzy dynamiką akcji, a emocjonalnymi fragmentami. Z obyczajowego przedstawienia polskiej rodziny pod zaborem rosyjskim stworzyła książkę, którą dosłownie się wchłania – aż nie do końca umiem wyrazić w słowach, co dokładnie sprawia, że nie mogłem się od niej oderwać. Chyba w sumie wszystko.

Punktowa ocena: 7/10

„Drakula” – Bram Stoker

Format: E-book
Stron/długość: 528
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy

Największą zaletą „Drakuli” jest niewątpliwie jej początek, który stanowi niejako pierwszą część wszystkich wydarzeń. Czuć duszny klimat, a jak na dzieło XIX-wieczne, które przedstawia się jako horror, jest naprawdę dojrzałe. Później sposób prowadzenia narracji nieco pozostaje ten sam (jest w formie listów oraz zapisów z dziennika), lecz akcja przenosi się w inne miejsce, a i sama historia zaczyna się toczyć nieco innymi torami. Być może odrobinę mniej fascynującymi. Zdecydowanie to właśnie początek jest kwintesencją powieści gotyckiej.

Wcale to jednak nie oznacza, że dalej jest gorzej – po prostu inaczej. Mniej mrocznie, a bardziej nawet przygodowo. Oznacza to, że mamy do czynienia z większą ilością przerw i spadków dynamiki, a atmosfera staje się dużo lżejsza. Z drugiej jednak strony podziwiać możemy bardzo charakterystyczne dla tamtych czasów elementy etykiety w kontaktach międzyludzkich, jak również spróbować przyjrzeć się nieco bliżej poszczególnym postaciom. Na pewno „Drakula” był wart przeczytania – poszerza spojrzenie na literaturę oraz początki niektórych odmian literatury.

Punktowa ocena: 7/10

„Czas czarnych luster” – Krzysztof Kotowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 36m
Czyta: Filip Kosior

Niby to samo, ale jakże inne. Po wydarzeniach z drugiej części, czyli „Modlitwie do boga złego”, poznamy nieco inny świat i jego oblicze. Jednak żeby uniknąć niepotrzebnych spoilerów, nie będę się rozwodził nad samą fabułą oraz światem przedstawionym! To, co mogę bezpiecznie napisać to to, że jeśli podobały się Wam wcześniejsze tomy, to ten też Was nie zawiedzie. Jest utrzymany w podobnym stylu, jeśli chodzi o dynamikę wydarzeń, nacisk na przedziwność postaci, które się pojawiają, no i na humor. Przy okazji pojawiło się jeszcze więcej informacji o Zakonie Aurelitów, co zapewne ukontentuje tych spragnionych nieco większej dawki wiedzy.

Niewiele więcej mogę w sumie napisać o „Czasie czarnych luster”, bo nie był on jakimś przełomem czy to w całym cyklu o Krzysztofie Lorencie, czy w polskiej fantastyce. Na pewno dobrze się bawiłem przy wszystkich trzech tomach, jednak raczej klasyfikowałbym je jako przyjemne spędzacze czasu. Elementy tajemnicy i wplecenie starego zakonu, którego początki sięgają czasów tuż po Chrystusie, dobrze wyszło autorowi, a do tego pokazał, że potrafi manewrować intrygami na poziomie niemalże światowym. Poza tym jednak żadna z książek nie wyróżnia się na tle literatury fantastycznej.

Punktowa ocena: 6/10

sobota, 1 stycznia 2022

Zbiorczo spod pióra w grudniu 2021

Można by powiedzieć, że „święta, święta i po świętach”, ale tak właściwie to nam właśnie się rok przekręcił! Jednak nieważne, czy to jeszcze 2021, czy już 2022, to comiesięczny rytuał należy odbyć. A tymże rytuałem w tym przypadku jest opublikowanie krótkich, zbiorczych opinii o przeczytanych przeze mnie książkach w poprzednim miesiącu. Tak właściwie to wiele ich nie wyszło, właśnie ze względu na wspomniane już wcześniej święta. Nieco więcej rzeczy do zrobienia pojawiło się również w pracy, co nie sprzyjało wszelkiego typu zajęciom.

Na koniec roku postawiłem dość mocno na beletrystykę w audiobookach, tak dla odprężenia umysłu. Kiedy wjeżdżam w reportaże, to najczęściej wjeżdżam w nie na pełnej, wybierając te cięższe, ale i szczegółowo przygotowane. Nie miałem na nie jakoś ochoty, więc chwilowo odpuściłem. Papier zresztą też był bardzo lekki i całkiem przyjemny, W końcu trzeba się na koniec roku jako zrelaksować!

Przejdźmy jednak do samych opinii. Rzecz jasna jak zwykle okładki wszystkich książek pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Przełom” – Michael C. Grumley

Format: Papier
Stron/długość: 380
Tłumaczenie: Marta Słońska

Nie jestem do końca przekonany, co sądzić o tej książce. To, co na pewno zasługuje na pochwałę, to sam pomysł wykorzystania badań naukowych w takim, a nie innym kierunku, z operacjami wojskowymi i elementami fantastycznymi. Tylko z tego wynika od razu rzecz, która mnie męczyła, czyli mnóstwo wątków rozwijanych bardzo powoli. Coś tam było widać na horyzoncie, jaki punkt, w którego kierunku wszystko to zmierza, jednak był on tak odległy i tak daleki, że to aż bolało…

Niestety do tego wszystkiego dochodzą dość… nijakie postacie, które mają jakieś tam cele, jednak jedyne, co można o nich wszystkich powiedzieć to to, że jedna z głównych bohaterek nie cierpi rządu. Koniec informacji. Wielka szkoda, bo naprawdę można było z pomysłu stworzonego przez autora stworzyć coś naprawdę genialnego. Niestety wykonanie wyszło dość przeciętnie, bez polotu, bez fajerwerków i czasem wręcz nudnawo. Dopiero pod koniec poszczególne elementy zaczęły wpadać na swoje miejsca i maszyna zaczęła w jakikolwiek sposób pracować.

„Rewolta” – Nadav Eyal

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 23m
Czyta: Maciej Jabłoński

Tak naprawdę „Rewolta” to cykl powiązanych ze sobą reportaży, które tworzą spójną całość i poruszana w nich problematyka oscyluje wokół globalizacji oraz czymś, co autor nazywa właśnie tytułową „rewoltą”. Jest to pewnego rodzaju sprzeciw i protest przeciw zacieraniu się granic (czy to fizycznych, czy tylko tych metaforycznych) na świecie, które jednocześnie zapewniło wielu państwom obecny dobrobyt, ale również zaserwowało mnóstwo problemów.

Reportaże poruszają wiele różnych problemów, od przemian gospodarczych oraz podstaw powojennej ekonomii opartej o PKB, aż po bardziej współczesne konflikty grup o skrajnych poglądach. Mamy tutaj również schemat zmian poglądowych oraz jak radykalizm potrafi zmienić się w fundamentalizm. Oprócz tego autor porusza problemy migracyjne, klimatyczne oraz rozwarstwienie społeczne. Innymi słowy, mamy tu całkiem spory materiał do zastanowienia się nad nim. Niestety przez większość przedstawionych historii przemawia jeden wniosek – nieważne, co byśmy teraz zrobili, i tak na świecie będzie coraz gorzej.

„Łatwo być bogiem” – Robert J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 09m
Czyta: Wojciech Masiak

Ludzkość już wiele razy w książkach panowała nad wszechświatem. Tak jest i tym razem – Robert J. Szmidt osadził swoją historię w kosmosie, w którym Ziemianie skolonizowali wiele układów słonecznych, jednak swoją cenę rasa ludzka musiała za to zapłacić. A skoro już i tak rozpełzliśmy się po wielu układach, to (jak na ludzi przystało) knujemy, kombinujemy, a władza kryje przed zwykłymi ludźmi wiele tajemnic. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Na pewno dużo dzieje się w „Łatwo być bogiem”.

Pierwszy tom to tak naprawdę rozbieg, który historia stworzona przez autora wzięła przed głównym skokiem. Tak w każdym razie to wygląda. Robert J. Szmidt rozpoczął wiele pozornie ze sobą niepowiązanych wątków i prowadzi je równolegle. Każdy z nich jest interesujący, choć porusza zupełnie inne kwestie. Pomimo tego, że absolutnie wszystko dzieje się w kosmosie, to nie jest to żadnej hard sci-fi – dużo większy nacisk położony został na wydarzenia oraz ich dynamikę, niż na niuanse technologiczne. Na razie jestem więc pozytywnie nastawiony i chętnie zobaczę, jak to się dalej rozwinie oraz w którym momencie wątki zaczną się łączyć.

„Zniknięcie słonia” – Haruki Murakami

Format: Papier
Stron/długość: 380
Tłumaczenie: Marta Słońska

Długi czas zastanawiałem się, czy polubimy się z twórczością Harukiego Murakamiego. Nazwisko jest wszak bardzo znane, zwłaszcza wśród książkoholików, jednak dzieła te mają już jednak swój wiek, a do tego należą do tej bardziej ambitnej literatury. No i tutaj nie wiem, czy ta ambicja mnie nie przerosła, czy po prostu problem leży w formie, a więc zbiorze opowiadań. Większość opowiadań kompletnie do mnie nie trafiła i jawiła się jak bełkot, który można jedynie bardzo na siłę próbować interpretować.

Technicznie są to naprawdę świetne historie. Wręcz podręcznikowe, jednak treść pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Nie wiem, czy to jest znak rozpoznawczy Murakamiego, jednak poziom absurdu przekraczał nawet moją skalę. Gołym okiem wręcz widać próby stworzenia wielowymiarowych historii na (dość często raptem) kilku stronach chyba nie wyszło na dobre. Na pewno sam styl jest na tyle intrygujący, że spróbuję dać sobie kolejną szansę z nieco dłuższą formą, jednak pierwsze spotkanie nie było zbyt satysfakcjonujące.

„Modlitwa do boga złego” – Krzysztof Kotowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 41m
Czyta: Filip Kosior

Chyba zaczynam coraz bardziej lubić postacie wykreowane przez Krzysztofa Kotowskiego. Są one bardzo mocną częścią „Modlitwy do boga złego”. Chyba nie przesadzę, kiedy napiszę, że stanowią wręcz trzon drugiego tomu historii o Krzysztofie Lorencie. To właśnie one budują odpowiedni klimat, to one rozweselają czytelników oraz budują napięcie. Tak naprawdę wszystko wokół nich to jedynie tło, które pozwala na wyciągnięcie z nich to, co najlepsze. Czy to dobrze? Jak dla mnie tak i to bardzo – odpowiednio skonstruowani bohaterowie zawsze będą dla mnie dużo ważniejsi niż nawet fabuła. Mogą ją odpowiednio sami poprowadzić.

Jednak żeby nie rozpływać się jedynie nad grupką znajomych, to warto wspomnieć, aby patrzeć na historię przez palce. Jeśli weźmiecie „Modlitwę do boga złego” jako książkę bardziej historyczną niż fantastyczną (a widywałem takie nadziania się ludzi), to możecie być srodze zawiedzeni. Autor co prawda po raz kolejny zapakował dużą dawkę wiedzy historycznej, na której oparł swoją fikcję, jednak dalej jest to po prostu fantastyka. Część rzeczy się nie do końca skleja, jak również wielokrotnie Krzysztof Kotowski pokazuje, że dość swobodnie podchodzi do logiki wydarzeń. Czy to przeszkadza? Mnie absolutnie nie (a na pewno nie mocno), ponieważ paczka przedziwnych znajomych robi tu świetną robotę!

„Ucieczka z raju” – Robert J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 41m
Czyta: Wojciech Masiak

To było o niebo (he-he) lepsze niż pierwszy tom! Wydarzenia z „Łatwo być bogiem” powskakiwały na swoje miejsca, a dynamika znacznie wzrosła. Często lubię mówić, że książki tego pisarza to jak dobre kino akcji – nie wznosi się na wyżyny ambicji, ale dostarcza przeogromnej dawki rozrywki, która pozostaje w pamięci na całkiem długi czas. Właśnie taka jest „Ucieczka z raju”. Postacie są – jak to u Szmidta – mocno „polskie”, konkretne, mają swoje nawyki i przywary. Często są wulgarne, chociaż do tej pory nie wiem, jak Robert J. Szmidt to robi, ale ta wulgarność w ogóle nie kłuje w oczy.

Przestaje się dziwić, że „Pola dawno zapomnianych bitew” są uznawane za chyba najlepszą polską space operę. To naprawdę długa i skomplikowana historia, która skupia się na postaciach, nie na technologii. Mamy niezbyt świeży, ale świetnie wykorzystany pomysł na przedstawienie zarówno samych statków obcych cywilizacji, jak i zresztą „naszych”, ludzkich, jednak nie są one trzonem narracji. Ba, w ogóle nie są trzonem niczego, po prostu są. Jest też Henryan Święcki, który może być jedynym powodem, dla którego warto sięgnąć po ten cykl, ale wciąż bardzo wartościowym. Jednak wierzcie mi, jest tych powodów o wiele więcej. 

„Próżny robot” – Henry Kuttner

Format: Papier
Stron/długość: 404
Tłumaczenie: Wielu tłumaczy

To naprawdę już podstarzałe, ale jak się okazuje wciąż jare opowiadania! Bardzo mocno widać ślady po zębie czasu, który je nadgryzł, zwłaszcza w dość sztywnej i lekko plastikowej narracji, jednak same historie są na tyle… wiarygodne, że nawet po tylu latach czyta się to przyjemnie. Większość z nich jest na dokładnie to samo kopyto – posiada identyczny schemat jak w przypadku przeciętnego procedurala sprzed 10 lat. Jeśli tylko nie jest to przeszkodą w odbiorze, to można czerpać przyjemność.

Co ważne w przypadku tego zbioru, to właśnie czas, w którym powstawały, czyli głównie lata 30. oraz 40. XX wieku. To właśnie przez ten pryzmat należy na nie patrzeć, bo wtedy dopiero człowiek zdaje sobie sprawę, jak bardzo są futurystyczne, aczkolwiek jednocześnie ponadczasowe. Na granicy czystej fantastyki oraz fantastyki naukowej (i piszę to z pełną świadomością), skupiając się jednak na wydarzeniach, a nie osobach. Ciekawe przeżycie, zwłaszcza w kontekście przekładania wyobrażeń sprzed pawie stu lat na współczesność.

„Na krawędzi zagłady” – Robert J. Szmidt

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 57m
Czyta: Wojciech Masiak

Zdecydowanie każdy kolejny tom „Pól dawno zapomnianych bitew” jest coraz lepszy. W trzecim widać już ten rozmach space opery, prowadzonej jednak w charakterystyczny dla Szmidta sposób – z jajem i pazurem. Coraz bardziej też lubię postać Henryana Święckiego, który robi tutaj za tego awanturnika spryciulę, umiejącego wykaraskać się z każdych wręcz tarapatów (chociaż bez syndromu Mary Sue w aspekcie odnoszenia sukcesów). Rozwija się również wątek polityczny oraz walki między władzą a korporacjami trzymającymi w garści ogromną część rynków.

Innymi słowy, można przepaść w głębinach fabuły stworzonej przez naszego rodzimego pisarza fantasy. Totalnie teraz rozumiem ten nieco nudnawy pierwszy tom – gdyby Robert J. Szmidt od razu wrzucił czytelnika w ten gąszcz wydarzeń, to przytłoczyłby go tym wszystkim. Po interludium widać jednak potrzebę stopniowego wdrażania i muszę przyznać, że było to chyba jedyne słuszne zagranie. Pozostaje mi więc niedługo zabrać się za kolejną część i wypatrywać kulminacji, która teoretycznie powinna mnie wyrwać z butów! W każdym razie mam na to nadzieję.


środa, 1 grudnia 2021

Zbiorczo spod pióra w listopadzie 2021

To co, zaraz Święta, no nie? Listopad minął, jak z bicza strzelił! Trochę wolnego, jakieś wyjazdy i jakoś to tak minęło, nie wiadomo do końca kiedy. Miejscami miesiąc ten był też dość męczący – i to do tego stopnia, że czasem nawet nie miałem ochoty na czytanie, tylko na uwalenie się z jakimiś odmóżdżającymi filmikami na YouTube. Serio. Audiobooki jednak cały czas wchodziły oczywiście jak złoto! Chociaż bardzo o ich uwagę walczyły podcasty, których się namnożyło w ostatnich tygodniach co nie miara. Pragnę jednak zaznaczyć, że ja tylko cały czas słucham twórców, których do tej pory słuchałem, żaden nowy podcast nie wjechał!

Tym razem nie utknąłem na jednej tylko papierowej książce. Byłoby to zresztą trochę dziwne, gdyby „Riese” zajęło mi calutki miesiąc… Można nawet rzec, że moje wstępne plany zostały zrealizowane. Wszystko się sprowadza tak naprawdę do tego, iż nie mam na co narzekać! Zwłaszcza że teraz rozpoczyna się grudzień, który dla mnie jest zawsze paradoksalnie najbardziej zapracowanym miesiącem roku...

„Riese” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 448

„Riese” ani trochę mnie nie zawiodło! Wręcz przeciwnie, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, nie tylko poprzez kierunek, w którym poszła sama akcja, ale również ze względu na wykreowany przez autora świat. Bardzo lubię, kiedy sporo dzieje się na powierzchni obszarów zamieszkałych przez ocalałych, jednak przyzwyczajony jestem jednak do… nieco bardziej przewidywalnego „widoku” niż ten, który został zaserwowany przez pisarza.

Trzeci tom „Nowej Polski” przypomniał mi „Konstytucję Apokalipsy”, która cechowała się ogromną ilością akcji, ociekała wręcz militarnym klimatem, a manewry poszczególnych osób i grup nie ograniczały się tylko do prób uśmiercenia zmutowanej fauny i flory. Rozumiecie, może i ocalali, ale to wciąż ludzie. Ludzie zawsze będą chcieli się pozabijać nawzajem, niezależnie od sytuacji i pobudek, które nimi kierują. No to i tutaj mamy sporo zabijania, ale w nieco mniej konwencjonalny sposób. Innymi słowy, dzieje się naprawdę wiele!

„Dzielnica cudów” – Norbert Grzegorz Kościesza

Format: Audiobook
Stron/długość: 6h 52m
Czyta: Leszek Filipowicz

Intrygująca i fajnie napisana pozycja. Autor słusznie zauważa na samym początku, że mogłaby z tego powstać pewnego rodzaju biografia. Norbert Grzegorz Kościesza opisuje bowiem historie z dzieciństwa, które mają zobrazować, jak mogło wyglądać dorastanie w czasach PRL-u – w tym przypadku dokładnie w latach 80. XX wieku. No i muszę przyznać, że robi to bardzo obrazowo. Można się poczuć, jakby się tam było.

To, do czego można się przyczepić, to pojawiające się czasem, lekko ironiczne nawiązania do starego, dobrego narzekania, że „kiedyś to nie było X”. Zazwyczaj fajnie to ubarwia całą opowieść, jednak w niektórych fragmentach można odnieść wrażenie pewnego rodzaju denializmu. Jakby autor próbował negować istnienie zbadanych już rzeczy, bo kiedyś „było inaczej”, więc to na pewno współczesne kłamstwa. Mimo wszystko jednak będę całą książkę wspominał mega pozytywnie!

„Człowiek, który wiedział za dużo” – Monika Góra

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 45m
Czyta: Maciej Jabłoński

Jeśli urodziliście się w latach 90. XX wieku lub wcześniej, to pewnie obiła się Wam o uszy sprawa zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów – poruszana przez wiele mediów i rozciągnięta na naprawdę wiele lat dochodzenia. Monika Góra podjęła próbę zebrania w jednym miejscu wszystkiego, co jako ludzie spoza otoczki „ściśle tajne” możemy wiedzieć lub czego się domyślać. Tak jak przy poprzedniej książce dziennikarki i w tej widać ogrom pracy włożonej w dotarcie do jak największej liczby szczegółów.

Zabójstwo Piotra Jaroszewicza oraz jego żony, Alicji Solskiej-Jaroszewicz, miało miejsce w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku i odbiło się szerokim echem nie tylko ze względu na same okoliczności popełnionej zbrodni, ale również ze względu na stanowiska piastowane przez Piotra Jaroszewicza w przeszłości. Autorka przybliża więc nie tylko dochodzenie wraz z niepasującymi do siebie sprawami, ale również i życie byłego premiera Polski. Ciężko się oderwać od lektury, ale równie ciężko jest wrócić do rzeczywistości.

„Kapłan” – Krzysztof Kotowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 28m
Czyta: Filip Kosior

Nie była to może niesamowita książka, jaką czytałem, ale jestem nią dość mocno usatysfakcjonowany. Przede wszystkim Krzysztof Kotowski stworzył intrygujące przedstawienie tajnej organizacji, która swoimi korzeniami sięga początków chrześcijaństwa, wokół którego narosło wiele… ciekawych rzeczy. Sama akcja też jest dawkowana w odpowiedni sposób, który zachęca do dalszej lektury.

Czemu więc jestem „tylko” usatysfakcjonowany? Tak właściwie ciężko mi to określić. Chyba właśnie to może być powodem tak paradoksalnie. Nie potrafię wskazać żadnej mega mocnej strony tej powieści, nie umiem się nią zachwycać. Sięgnę na pewno po kolejną część, bo naprawdę mnie świat zaintrygował, ale jednak nie mogę z czystym sercem polecać z wielkim entuzjazmem. Jest „w porządku”, jest „ciekawa”, jest „fajna”. W sumie tyle.

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 216
Tłumaczenie: Michał Wroczyński

Elijah Baley to postać, z którą ponownie spotkałem się w „Nagim słońcu”. Tym razem miał jeszcze trudniejszą zagadkę do rozwikłania, a z kolei sam autor pozwolił sobie na skupienie się na socjologicznych aspektach fantastyki. W sumie tak naprawdę ważniejsze niż zagadka kryminalna są właśnie zachowania na planecie, na którą trafił detektyw. Powieść powstała wydana w 1953, a wiele z opisywanych sytuacji rezonuje bardzo mocno z tym, jak wygląda obecny świat! A czytanie tej książki po roku 2020 jest mega intrygującym przeżyciem.

Tym razem jednak lektura już trochę bardziej trącała myszką, głównie w aspekcie dialogów oraz przechodzenia z jednego wątku, do kolejnego. Nie sprawiało to jakiejś wielkiej niedogodności, po prostu czuć było taką nieznaczną sztuczność. Jednak można z „Nagiego słońca” wynieść naprawdę wiele materiału do zastanawiania się nad nim. A przy okazji utwierdzić się w przekonaniu, że nie bez powodu Isaac Asimov jest uznawany za jednego z wizjonerów robotyki w fantastyce i nie tylko.

„Frankenstein” – Mary Shelley

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 6m
Czyta: Maciej Kowalik

Cóż, klasyka klasyki można rzec, po którą dość późno sięgnąłem. Każdy chyba zna dowolną filmową adaptację „Frankensteina”, chociaż pewnie bardziej rozpowszechniony jest wizerunek monstra stworzonego przez szalonego doktora. Komiksy, zabawki, seriale animowane – wszędzie pojawia się stwór ze śrubami w szyi oraz mnóstwem blizn po szyciu. Jednak powieść Mary Shelley znacznie odbiega ot, tak… prostego (czy wręcz prostackiego) wizerunku.

We „Frankensteinie” mamy o wiele więcej życia i przemyśleń, niż można by się spodziewać. Pewnie wiele osób kłóciłoby się ze współczesną wartością warsztatową, zwłaszcza że styl wybucha wręcz egzaltacją, jednak słuchało się tego całkiem dobrze. To, co może być problemem w odbiorze to nie tylko zastosowany styl, ale również dość chaotyczny przebieg wydarzeń, a raczej opowieści. Bardzo wartościowe jest za to spojrzenie na to, jak naprawdę historia napisana przez Mary Shelley wygląda i jak niewiele ma wspólnego ze współczesnym wizerunkiem stwora (który swoją drogą zawsze jest nazywany od nazwiska swojego stwórcy).


czwartek, 4 listopada 2021

Co pod pióro w listopadzie 2021?

Jesień w pełni, na Bookstagramie zawitały już zdjęcia pełne złotych liści i ciepłych barw, a w wielu mieszkaniach wyciągnięte zostały z szaf i komód koce! Ciepła herbata coraz częściej wlewana jest do szklanek, za to okna zostały szczelnie zamknięte i bronią domowników przed porywistym oraz chłodnym wichrem. Drobne krople padają na szyby okien, podczas gdy czytelnicy rozkładają się w swoich ulubionych miejscach, grzejąc dłonie o ciepłe kubki i obserwując parujący napar. Książki same zeskakują z półek, pchając się wprost w rozgrzane ręce oraz czekają na rozpoczęcie kolejnej lektury! Taki oto obraz listopada pojawia się namalowany w mej wyobraźni jak akwarelami.

Tak mniej poetycko, a bardziej realistycznie – no zimno trochę, nie? Faktycznie czasem chciałoby się tylko złapać książkę i coś ciepłego w dłoń, byle tylko nie musieć wychodzić na zewnątrz! Do tego mamy w listopadzie dwa dni wolne, czemu więc by z nich nie skorzystać i nie wrzucić parunastu lub parudziesięciu (no, pewnie u niektórych nawet paruset!) stron? Ja tam klasycznie nawet nie próbuje robić sobie jakichś rozbudowanych planów, bo wiem, jak to się skończy! Mam jednak garść tytułów, na które się nastawiam w rozpędzającym się dopiero miesiącu, więc chętnie się z Wami nimi podzielę.

„Riese” – Robert J. Szmidt

Miałem już się wziąć za nią w październiku, jednak Lovecraft totalnie mnie pochłonął. „Nowa Polska” Roberta J. Szmidta jak na razie jest naprawdę pełną akcji historią, więc liczę na to, że przeniesienie miejsca do legendarnego wręcz kompleksu okaże się doskonałą decyzją!

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Co się odwlecze, to nie uciecze, czy jakoś tak. Nie udało mi się przeczytać kolejnego tomu z cyklu Isaaca Asimova przedstawiającego jego wizję świata z robotami w tamtym miesiącu, to zamierzam to nadrobić teraz! W listopadzie! Odrobina fantastyki naukowej tuż po postapo chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

„Przełom” – Michael C. Grumley

Ten tytuł pojawił się w moich planach kilka razy, ale jak do tej poty nie udało się ich spełnić. Fantastyka, ale operująca wokół biologii morskiej – według opinii kawał naprawdę wspaniałej powieści. Czemu więc nie, ja tam lubię dość… niekonwencjonalne zestawy, a ten na taki właśnie wygląda.




AUDIOBOOKI

Ależ oczywiście, że nie może ich u mnie zabraknąć! Staram się je dorzucać co jakiś czas do mojej listy czytelniczej, ale one tak szybko znikają, że nie nadążam tego robić! Na chwilę obecną wydaje mi się, że mam już zapas na jakieś ¾ miesiąca (a może nawet się uda na więcej, jeśli będę mocniej obciążony pracą lub wyjazdami), więc nie muszę się martwić!

Jak zwykle jest trochę taki miszmasz. Mamy i odrobinę beletrystyki, i trochę reportażu. W sumie tej pierwszej wlatuje mi coraz więcej. Chyba zacząłem się przekonywać do dialogów czytanych przez lektorki i lektorów, tylko muszę odpowiednio ich dobrać. Najlepiej już sprawdzonych, chociaż zawsze warto dać szansę komuś nowemu! Rzecz jasna przez to czasem wybieranie trwa dłużej niż słuchanie, ale oj tam…

  1. „Człowiek, który wiedział za dużo” – Monika Góra
  2. „Dzielnica cudów. Nasze PRL, lata 80” – Norbert Grzegorz Kościesza
  3. „Kapłan” – Krzysztof Kotowski
  4. „Czarny kot” – Edgar Allan Poe