Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martyna raduchowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martyna raduchowska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2020

„Cyberpunk Girls” – Praca zbiorowa

„Cyberpunk Girls” – Praca zbiorowa
Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Krystyna Chodorowska, Magdalena Kucenty, Gabriela Panika, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Agata Suchocka
Tytuł: Cyberpunk Girls
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 448
Data wydania: 12 listopada 2020

Słowo „cyberpunk” jest w ostatnich miesiącach na ustach absolutnie wszystkich graczy. Premiera gry „Cyberpunk 2077” była już kilkukrotnie przesuwana przez CD Projekt Red, co wywołało jeszcze większy szum i dotarło już do niemalże wszystkich grup społecznych. Wydanie zbioru opowiadań o tytule nawiązującym do świata najbardziej wyczekiwanej od kilku lat gry to doskonały pomysł! Na pewno od strony marketingowej. Jednak nie wystarczy dobra reklama, towar też musi być dobry, aby zdobył rzesze fanów. Czy zbiór stworzony przez autorki piszące na co dzień dla przeróżnych Wydawnictw i w bardzo różnym stylu robi robotę? Jako całość wyszedł naprawdę zaskakująco dobrze, chociaż poszczególne opowiadania mają przeróżny poziom.

Różne kobiety, różne przypadki, różne zajęcia, ale wszystko zebrane w jednym, konkretnym schemacie. Muszą sobie dać radę, muszą przeżyć i muszą odkryć tajemnice, które stanęły na ich drogach. W bardziej lub mniej określonej przyszłości, w przeróżnych sytuacjach na świecie, ale wszystko spaja jeden wspólny mianownik – rozwarstwienie społeczne. Trudno żyć w świecie, którym rządzą korporacje, a każdy człowiek jest w pełni śledzony przez przywódców. Czasem jednak trzeba się poświęcić dla dobra sprawy lub samej siebie. A nie jest to zawsze proste, zwłaszcza kiedy kłody rzuca Ci pod nogi absolutnie cała istniejąca rzeczywistość, jak i jej wirtualny odpowiednik.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to bardzo delikatne potraktowanie przekształcenia się świata we wszystkich opowiadaniach. W niektórych przypadkach zmiany są bardzo widoczne, jednak autorki nie zagłębiają się w szczegóły techniczne, nie próbują przedstawiać bliżej ani nowych metod i sposobów życia, ani technologii wykorzystywanej na co dzień. Tam, gdzie muszą się pojawić jakieś maszyny, opisy wszczepów czy innych modyfikacji, są robione w bardzo podstawowy sposób, jedynie na potrzeby pokazania, że coś takiego istnieje. Pod tym względem cały zbiór można zaliczyć raczej do soft cyberpunka, co być może niektórym niezdecydowanym może bardzo na rękę. Zamiast tonąć w nowomowie, będą się mogli skupić na samych historiach.

Te niestety były dość nierówne. Pierwsze dwa były naprawdę bardzo fajne. Trudno z początku mi było odnaleźć się w „Heartbyte”, jednak dość szybko wskoczyłem na odpowiednie tory i dalej przejażdżka już była komfortowa. Później, począwszy od trzeciego opowiadania, było już bardzo różnie, i to nawet w obrębie jednego, konkretnego tytułu. Takie „Amber” na przykład od samego początku mnie mocno wciągnęło i aż mi się zamarzyła pełnoprawna powieść osadzona w tym świecie. Końcówka niestety została rozegrana zbyt szybko i chaotycznie. „Spandau” z kolei było rozwleczone za mocno w czasie – gdyby usunąć niepotrzebne przeszkadzajki, to objętość by się spokojnie skurczyła o kilkadziesiąt nawet procent, bez uszczerbku dla historii.

Całokształt jednak jest na spory plus, bo wszystkie te historie tworzą spójną całość. Kiedy przechodzi się z jednego opowiadania do drugiego, nie czuje się czegoś kompletnie obcego. Mimo że są to różne światy, stworzone przez różne autorki, to jednak utrzymane w podobnym klimacie. Wszędzie dominuje skupienie na głównej bohaterce, okrojenie wszystkiego z nadmiarowej ilości technologicznej nowomowy, a do tego nawet pomimo ogromnych różnic w ewolucji rzeczywistości, odczuć można spójność pomiędzy nimi. Zupełnie jakby to było po prostu jedno, wielki uniwersum, z nieco innymi zasadami panującymi w poszczególnych dystryktach.

Bardzo ciekawy zbiór opowiadań, trochę nierównych i niekoniecznie dobrych dla wyrafinowanych znawców gatunku, ale na pewno jest doskonałym wyborem dla początkujących czytelników. Staram się zawsze na antologie spojrzeć jako na jeden obraz, a ta, pomimo swoich nierówności w poszczególnych jej składowych, jawi się jako zaplanowany i napisany w konkretnej konwencji zbiór, co warto docenić. Jeśli więc nie jesteście pewni, czy klimaty cyberpunka Wam się w ogóle spodobają, możecie sięgnąć po „Cyberpunk Girls” i samodzielnie się przekonać. Nie zaatakują Was interfejsy wszczepów, świadomości przeniesione do cyberrzeczywistości i inne, bardziej zaawansowane tematy. Dostaniecie jednak namiastkę w postaci korpolicji, neurożelu oraz ludzi kompletnie zapadających się w wirtualnej rzeczywistości! Takie niewielkie ilości akurat na sam początek.

Łączna ocena: 7/10




Za możliwość przeczytania dziękuję

środa, 3 października 2018

[PREMIERA] „Spektrum” – Martyna Raduchowska

„Spektrum” – Martyna Raduchowska
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: Spektrum
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 416
Data wydania: 3 października 2018


Pierwszą część cyklu „Czarne światła” skończyłem czytać stosunkowo niedawno – w czerwcu 2018 roku. Książka okazał się być bardzo odświeżającą pozycją w porównaniu do powieści, które czytam na co dzień. Nie była doskonała, jednak pokazywała naprawdę duży potencjał, zwłaszcza na rozbudowę świata. Niewiele się więc zastanawiałem kiedy otrzymałem propozycję przeczytania kolejnego tomu, czyli „Spektrum”. W związku z tym potencjałem, o którym wspomniałem, od samego początku liczyłem na naprawdę wiele. Na rozwój tego, co zostało przedstawione w pierwszym tomie, na jeszcze lepszą historię oraz wyjaśnienie niektórych wątków z „Łez Mai”. Wydaje mi się, że moje oczekiwania zostały wyjątkowo spełnione.

Atak na Beyond Industries był dniem, który zmienił całkowicie życie całego New Horizon. Był on również dniem, który przewrócił świat Jareda Quinna do góry nogami. To przez wydarzenia z tego pamiętnego dnia stał się niemal cyborgiem, z mnóstwem cybernetycznych wspomagaczy, sztucznymi organami oraz wszczepami. Wydaje się, że kazdy doskonale wie, co wydarzyło się w B-Day. Jednak to Maya zna całą prawdę o tym, co zrobiła, jak mijały kolejne dni i w co zmieniła się reinforsynowa ekstaza, która opanowała większość zbuntowanych replikantów. Tylko ona pamięta i jest w stanie przekazać tę wiedzę innym. W tym również samemu Quinnowi.

Absolutnie nie czytajcie tej pozycji bez znajomości pierwszego tomu, czyli „Łez Mai”. Po prostu zabierzecie sobie nie tylko przyjemność z czytania poprzedniej części, ale i tej. „Spektrum” jest bowiem opisem wydarzeń znanych z wcześniejszej powieści, jednak tym razem z perspektywy Mai – replikantki, która przydzielona została jako partner Jareda Quinna, policjanta z New Horizon. A muszę przyznać, że ta druga perspektywa jest przedstawiona w iście pyszny sposób. Nie tylko bowiem możemy poznać samą wersję wydarzeń przedstawioną przez replikantkę, która traktowana była jako antagonista w „Łzach Mai”, ale również przyjrzeć się tej tajemniczej i niedostępnej części miasta, którą jest ukryte za Murem Dark Horizon.

„Każda rewolucja prędzej czy później pożera własne dzieci, a ta ucztuje na mózgach duszonych w psychodelicznym sosie”.

Tutaj Martyna Raduchowska stworzyła niezbyt skomplikowaną, ale spójną logicznie przestrzeń. Dark Horizon daje się poznać jako wciąż bliżej nieokreślone na mapie miejsce, które jednak nieznacznie odkrywa swoje uroki. Poznajemy również nieco lepiej jego mieszkańców (o ile można ich tak nazwać), powody, dla których się tu znaleźli oraz samą infrastrukturę, którą odszczepieńcy zbudowali na ruinach tego, co pozostało po buncie oraz późniejszych nalotach. Autorka opisuje jak wygląda handel, zdobywanie pożywienia, komunikacja ze zwykłymi mieszkańcami New Horizon oraz przede wszystkim codzienność zarówno tych normalnych, jak i nieco oszalałych od reinforsyny wygnańców. Nie znajdziecie tutaj wielu fajerwerków, ale na pewno możecie liczyć na dopracowane i przemyślane motywy.

„Spektrum” nie pochłania od samego początku do końca i nie kradnie czasu. Nie zmusza do czytania i nie sprawia, że zapomina się o całym świecie. Jednak „Spektrum” gwarantuje nie tyle rozrywkę, co dobrze spędzony czas nad dobrze napisaną książką. Można powiedzieć, że jest to taki paradoks – nie jestem w stanie się zachwycać tą książką, jednak nie jestem również w stanie nazwać jej przeciętnym czytadłem. Jest jednocześnie zbyt dobra na to, oraz nie aż tak dobra, aby rozpatrywać ją w kontekście najlepszych ze swojego gatunku. Na pewno jest jeszcze lepsza niż „Łzy Mai”, które same w sobie były już bardzo przyjemną lekturą. Szersze ukazanie świata, skupienie się na odpowiednich wątkach, odpowiedzi na pytania czytelników oraz wyjaśnienie ledwo rozpoczętych wątków osadza „Spektrum” na o wiele wyższym poziomie.

Z najciekawszych rzeczy, które możemy spotkać w drugiej części „Czarnych świateł” jest skupienie się na tym, w jaki sposób replikanci funkcjonują, jak są zbudowani, na co są wrażliwi, a na co odporni. Kiedy używam słów „jak są zbudowani”, mam na myśli dosłownie wykorzystane materiały, gniazda w ich ciele, neurozłącza oraz całą resztę technologicznego żelastwa, które wchodzi w skład androida łudząco przypominającego człowieka, jednak będącego na o wiele wyższym poziomie. Również poruszone wątki dotyczące psychiki potencjalnych androidów oraz tego, w jaki sposób można zapanować nad ich wciąż rosnącą inteligencją stanowią są bardzo smacznymi kąskami. Opisy radzenia sobie w Dark Horizon w sposób naturalny rozszerzyły również wachlarz dostępnych czytelnikowi technologii oraz urządzeń, które wprowadzone zostały przez autorkę do stworzonego przez nią świata.

„Książki umierają z godnością i w ciszy, niepostrzeżenie obracają się w proch już od dnia, w którym jeszcze ciepłe i pachnące drukarską farbą trafiają na swoją pierwszą półkę”.

Co ciekawe, „Spektrum” może się pochwalić całkiem zacnym cliffhangerem. Przyznam szczerze, że już dość dawno nie miałem aż takiej ochoty od razu sięgnąć po kolejny tom. Zakończenie jawnie pokazujące czego możemy się spodziewać w kolejnej części, jednak pozostawiające niezły mętlik w głowie – dlaczego akurat tak, skąd się to wzięło, jak się to wszystko ma do informacji, które pojawiły się w książce. W połączeniu z domysłami snutymi przez postacie biorące udział w ostatnich scenach, otrzymujemy mieszankę wybuchową, co do której nie wiemy jedynie w jaki sposób eksploduje. A bardzo chcemy tę eksplozję zobaczyć na własne oczy. 

Świetna następczyni „Łez Mai”, która rzeczywiście jest zupełnie inna niż większość kontynuacji czy kolejnym tomów w cyklach. Mnóstwo technologii przedstawionej w prosty sposób, dla przeciętnego czytelnika, jednak ukazującej swój ogrom oraz pomysłowość autorki. Zupełnie inna perspektywa wydarzeń z pierwszego tomu pozwala na wyrobienie sobie opinii nie tylko na temat jednej ze stron „pojedynku” pomiędzy porucznikiem a jego partnerką, ale również na szersze spojrzenie na życie w stolicy po B-Day. Bardziej dojrzała, choć wciąż emocjonująca i nastawiona na dobrą rozrywkę książka. Zdecydowanie z niecierpliwością będę wyczekiwał kontynuacji.

Łączna ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl „Czarne światła”

środa, 4 lipca 2018

[KONKURS] WYNIKI Konkursu „Łzy Mai”

Źródło: Lubimy Czytać
Całkiem niedawno - chociaż było to tak naprawdę w poprzednim miesiącu - ogłosiłem wspólnie z Wydawnictwem Uroboros (które jest Fundatorem nagród) konkurs, w którym do wygrania są dwa egzemplarze powieści Martyny Raduchowskiej "Łzy Mai". Dzisiaj jest premiera tej książki, więc idealny moment na ogłoszenie wyników! Konkurs był z tych "kreatywnych", w których uczestnicy musieli choć trochę wysilić szare komórki i nie tylko zdobyć się na nieco dłuższą wypowiedź, ale również na sprawdzenie swoich sił w wymyślaniu nowych technologii! Przypomnijmy zadanie konkursowe, z którym zmierzyli się uczestnicy:

Cybernetyczny policjant to wciąż obszar niemalże niemożliwy do pełnego wdrożenia zgodnie z obowiązującym zakresem wiedzy i umiejętności ludzkich. Być może kiedyś jednak stanie się on faktem. Być może Raport Mniejszości stanie się codziennością. A być może pojawią się inne wspomagacze wymiaru sprawiedliwości. A jak Ty myślisz, jaka technologia/aplikacja/urządzenie mogłoby pomóc całego wymiarowi sprawiedliwości - począwszy od policjantów, a na sędziach czy strażnikach więziennych zakończywszy - w utrzymywaniu ładu i porządku w pełni scyfryzowanej przyszłości? Zastanów się i opisz pokrótce taką rzecz w e-mailu, który wyślesz na adres zpiorem@gmail.com, a może to Ty zdobędziesz jeden z dwóch egzemplarzy "Łez Mai"! Pamiętaj, że jedną z odpowiedzi wybierze autorka, Martyna Raduchowska. Bądź kreatywny i innowacyjny!

Czy było ono łatwe? Nie wiem. Czy wszyscy, którzy się zgłosili, sprostali wyzwaniu? Zdecydowanie! Przesłane odpowiedzi były przeróżne, jednak wszystkie były innowacyjne na swój sposób. Albo poprzez niezwykłe zastosowanie technologii już istniejących, lub poprzez wymyślenie całkiem nowej, która nie śniła się jeszcze prawie nikomu. Jak jednak wiemy, tylko dwie osoby mogą stać się posiadaczami "Łez Mai" - książki, która dzisiaj ma swoją premierę! 

Jedną z odpowiedzi wybrała autorka - Martyna Raduchowska. Jedną ja. Każda z tych odpowiedzi jest wyjątkowa oraz wyselekcjonowana według zupełnie innych kryteriów - oczywiście w pełni subiektywnych. Zapewne jednak mało kto czyta ten tekst i szuka wzrokiem już zwycięzkich zgłoszeń, więc może je po prostu wkleję, o tutaj:

Odpowiedź na zadanie konkursowe w postaci mikroopowiadania:
*
– Dobry, panie komendancie, można?
– Pollock, to znowu ty? Ostatnio chyba jasno daliśmy wam do zrozumienia, że mamy dość waszych eksperymentalnych wynalazków. Bajzel jaki zrobiłeś ze swoimi Biominderami musieliśmy sprzątać tygodniami.
– Tym razem odstąpiliśmy od angażowania SI. Zrozumieliśmy, że stawianie w tak delikatnych sprawach na androidy nie jest dobrym pomysłem.
– Rychło w czas. No dobra, pokazuj co tam masz. Byle szybko. Mam nawał holodokumentologii na łbie. Masz pięć minut. I bez fajerwerków, proszę.
– Robi się.
Pollock postawił na biurku komendanta neseser. Podejrzanie lekki neseser. Nie podobało się to komendantowi.
– Po ostatnim pokazie spodziewałem się czegoś dużego – rzekł komendant.
– Teraz postawiliśmy na skalę mikro-nano.
Pollock otworzył neseser i wyjął z niego dwie pięciomililitrowe buteleczki wypełnione przezroczystym płynem.
– Co to jest?
– Krople do oczu.
– I co w nich takiego niezwykłego, że miałbym się nimi zainteresować?
– Nie będę zanudzał szczegółami, ale krótko. Nazwaliśmy je NeoSyntran. Mamy tu pokaźną mieszankę neuroprzekaźników poprawiających przewodzenie na linii intrabiolensy-mózg. Bez dodatkowych modyfikacji ingerujących w strukturę oka. Neurochemia poprawia czułość soczewek na wykrywanie najmniejszych zmian bioelektrycznych skóry i narządów wewnętrznych. Przed okiem nie umknie minimalna zmiana w mimice rozmówcy. Oczywiście krople jednocześnie poprawiają właściwą interpretację sygnałów. Dotychczasowe urządzenia i wszczepy tego nie dają, a przecież najważniejsze są właściwe decyzje podejmowane w ułamkach sekundy, prawda? Nie tylko w sytuacjach badania prawdomówności. Ocena wszelkiej sytuacji w waszej pracy może decydować o życiu.
– No Pollock, pięknie to brzmi. Na jakim etapie jest to ustrojstwo?
– Wstępnym, ale dobrze rokuje.
– Pollock... – Komendant westchnął ciężko. – Jeżeli to nieprzebadany prototyp czegoś, co dopiero powstanie, zabieraj mi to stąd. Nie zrobisz z nas obiektów doświadczalnych.
– Ale wstępne testy mamy za sobą. NeoSyntran działa. Na pewno organizm świetnie sobie z nim radzi. Oczywiście występuje szereg skutków ubocznych, ale właściwie wiemy już jak je wyeliminować.
– Skutki uboczne tego twojego Nanotranu możesz zaraz sam poczuć.
– NeoSyntranu.
– Wynocha! – Komendant podniósł się z krzesła.
Pollockowi nie trzeba było powtarzać raz jeszcze. Wrzucił buteleczki do kieszeni i porwał ze stołu neseser. Nim wyszedł i zamknął za sobą drzwi usłyszał jeszcze:
– Wróć, gdy będziesz miał to skończone i będziesz pewny, że pozwoli nam załatwić cały szajs, jaki jest na zewnątrz, bym w końcu przestał używać holookien, bez których na widok ulic chcę mi się rzygać!
*

Policjant przyszłości. Superstróż. Przez tak wiele lat wzbranialiśmy się przed tą zmianą, lecz ten moment musiał nastąpić. Delikatna modyfikacja, która sprawia, że możliwości funkcjonariusza poszybowały w górę niczym najnowsze odrzutowce.
Wszczepy. Dokładniej wszczepy oczne, które zastępują tak bardzo zawodny zmysł wzroku - upośledzony i nieprzystający do obecnych czasów. Nawet zwierzęta są pod tym względem doskonalsze od genetycznej ułomności człowieka. Przyszła jednak pora na zmianę.  
Automatyczna modyfikacja przesłon pozwala na niemal natychmiastowe dostosowanie się do warunków oświetleniowych. Problemem przestają być też skrajności - sensory, które wykryją całkowity brak źródeł światła włączą tryb noktowizji; algrorytmy Bohmanna w ciągu ułamków sekund zamykają przesłony, by zapobiec oślepieniu. Wewnętrzna konstrukcja luster umożliwia jednoczesne skupienie ostrości na większej liczbie elementów, a także pozwala na kilkukrotne, bezutratowe przybliżenie obrazu.
Dodatkowo, we wszczepach wydziałów śledczych i prewencyjnych zamontowane zostały czujniki różnofalowe, dzięki którym funkcjonariusz jest w stanie wykorzystać przewagę płynącą z postrzegania fal podczerwonych i ultrafioletowych.
Elementem wzbudzającym najwięcej kontrowersji są jednak wprowadzone ukradkiem (opinia publiczna dowiedziała się o nich po tragicznej śmierci funkcjonariusza w 2077) optiskanery. Według oficjalnych danych mają one porównywać twarze przechodniów z dostępnymi w archiwach listami gończymi i portretami pamięciowymi. Informacje, które niedawno upubliczniła grupa Hack_T mówią jednak o tworzeniu kompleksowej bazy danych - według grupy skanowane są twarze wszystkich przechodniów, dzięki czemu Baza jest w stanie niemal na bieżąco śledzić pozycję wszystkich obywateli, obchodząc w ten sposób niesławny zapis 98. dotyczący zakazu potajemnego trackingu. Czy to jednak tak wielka cena za najniższe w historii statystyki przestępstw na ludziach? Jedno jest pewne. Oczy sprawiedliwości nigdy jeszcze nie były tak czujne i dokładne jak teraz.


Serdecznie gratuluje! Zgodnie z informacją w poście konkursowym niezwłocznie za moment odezwę się do zwycięzców z prośbą o adresy do wysyłki nagrody! Do spisania!


sobota, 30 czerwca 2018

[PREMIERA] "Łzy Mai" - Martyna Raduchowska

"Łzy Mai" - Martyna Raduchowska
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: Łzy Mai
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 416
Data wydania: 4 lipca 2018


Ze względu na branżę, z którą związany jestem zawodowo, pochłaniam niemalże hurtowo wszystko co jest związane z nowymi technologiami, jak również ich przyszłością. Nieważne czy są to artykuły przedstawiające potencjalne możliwości, jakie rysują przed nami naukowcy, czy też po prostu nie mająca żadnego związku z rzeczywistością, fikcyjna historia opierająca się na owocach wyobraźni. “Łzy Mai” wpasowują się w tę tematykę, więc z wielkim zapałem sięgnąłem po książkę Martyny Raduchowskiej. Spodziewałem się lekkiej lektury osadzonej w przyszłości i w sumie mniej więcej to otrzymałem.

Postępująca cyfryzacja daje się odczuć nawet w policji. Cybernetyczny policjant jest w stanie zastąpić niemalże wszystkich pracowników wydziału dochodzeniowego, o czym boleśnie przekonuje się Jard Quinn. Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, aby sztuczna inteligencja przejęła w pełni zadania policji. Riot Shield nie jest w stanie bowiem schwytać mordercy, który sieje postrach w całym mieście. W tym momencie do akcji wkracza Quinn wraz ze starodawnymi metodami. Nie byłoby jednak tej historii, gdyby okazało się to takie proste. Ciężko jest sprawować obowiązki detektywa będąc na skraju szaleństwa.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy już na samym początku było nawiązanie do jednego z najsłynniejszych dzieł Philipa K. Dicka - “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” wraz z ekranizacją w postaci “Łowcy androidów”. Słowo “replikanci” zdecydowanie nawiązuje do tych kultowych dzieł, a na pewno je jako pierwsze przywodzi na myśl. Ciężko jednak znaleźć lepsze określenie na przedstawione przez autorkę androidy, które występują w “Łzach Mai”. Są jednym z elementów świata wykreowanego przez Martynę Raduchowską, a który to świat potrafi przyciągnąć wcale nie gorzej niż znane nam uniwersa obejmujące w swoich założeniach cybernetyczną i technologiczną pieśń przyszłości. 

“Otóż sprawca ze strachu pocił się pod tą kominiarką, w pewnym momencie przetarł kark i policzki urękawiczoną dłonią, a potem podjął jeszcze jedną beznadziejną próbę sforsowania drzwi. Kiedy tą samą ręką dotknął klamki, cyberzarządca przeanalizował DNA zawarte w kroplach potu oraz komórkach naskórka i natychmiast przesłał nam jego dane personalne”.

Stworzony przez autorkę świat należy na pewno do mocnych stron tej powieści. Potrafi być jednocześnie skomplikowany oraz prosty - zupełnie nieznane nam i kompletnie nowe technologie mieszają się ze znanymi schematami. Wszystko ma swoje miejsce w szeregu, chociaż Czytelnik nie jest zalewany potokiem nowych słów i sformułowań. Co prawda czasem niektóre z definicji nie są zagnieżdżone w tekście w sposób naturalny (nieco przypominają wyrwane z kontekstu teksty z encyklopedii), ale jest to jedynie lekka bolączka samego początku powieści. Można rzec, że cały świat jest taki “w sam raz”. Ani nie przytłacza, ani nie jest zbyt prostolinijny. Ciężko jest się pogubić w nowinkach technologicznych, a autorka raczej unikała używania neologizmów - wszelkiego rodzaju nowe przedmioty czy technologie opisywane są w wykorzystaniem znanych nam słów.

Autorka w swojej książce poruszyła dość ciekawe zagadnienie. Pierwsze wydanie książki pojawiło się w 2015 roku, kiedy rozwój technologii dopiero przechodził z kłusa w galop, ale cwał obserwujemy dopiero teraz. Jak można wyczytać z samego opisu, w świecie przedstawionym przez Martynę Raduchowską, prawa strzeże Riot Shield - cybernetyczny policjant, który tak naprawdę jest rozproszonym systemem złożonym z wielu elementów, rozsianych po całym mieście. W pewnym momencie technologia zawodzi i go akcji wkroczyć muszą starodawne metody policyjne. W trakcie lektury problem staje się jednak o wiele bardziej złożony, ponieważ do samego faktu chwilowej niedyspozycji części systemów, dochodzi również temat transhumanizmu oraz jego wpływu na jednostki, jak i całe społeczeństwo. Co ciekawe, autorka unika skomplikowanych opisów natury egzystencjalnej i skupia się na prostym przekazaniu paru podstawowych zastrzeżeń, które pojawiają się w wojnie pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami transhumanizmu.

Tutaj należy przedstawić Jareda Quinna - porucznika policji z New Horizon, człowieka po przejściach, cierpiącego na syndrom stresu pourazowego. Jeśli chciałoby się rozpisać jego profil psychologiczny w postaci choćby prostej mapy, to moglibyśmy utonąć w gąszczu zależności. Zwłaszcza jeśli ktoś podjąłby próbę zestawienia cech porucznika Jareda sprzed krwawej rzeźni w Beyond Industries, opisywanej na pierwszych stronach książki, z jego późniejszym jestestwem. Co prawda brakuje tej postaci pewnego jawnego skomplikowania i mocniejszego podkreślenia zawiłości jej psychiki, ale jeśli tylko pozwolimy na to, by w naszym umysłach wykreował się obraz stworzony na podstawie informacji z “Łez Mai”, to ujrzymy dość ciekawy umysł. Używam w tym przypadku słowa “ciekawy” z pełną premedytacją, bowiem jest on jednocześnie nieskomplikowany oraz pełen wewnętrznych sprzeczności i walk. Chciałbym jednak podkreślić, że nie jawi się on wprost, ponieważ autorka zdecydowanie postawiła na nie komplikowanie spraw bardziej, niż jest to absolutnie wymagane. Jeśli więc liczycie na niesamowicie wyrazistą postać, która wręcz wierci sobie dostęp do naszego świata przez kartki, to nie jest to ten typ. 

“Błądzić jest rzeczą ludzką, a to, co nieludzkie, mogło się potknąć tylko pierwszy i zarazem ostatni raz”.

“Łzy Mai” mogą być w obliczu pewnego rodzaju prostoty uznane za książkę, która nie wyczerpuje tematu z ogromnym potencjałem. Oczywiście mamy mnóstwo szczegółów zarówno o świecie, jak i problemie zawierzenia zdrowia, życia oraz kontroli nad nim zdobyczom najnowszych technologii, jednak nie są w pełni wyczerpane. Dla mnie to akurat ogromny plus powieści Martyny Raduchowskiej - nie przytłacza Czytelnika ponurymi i trudnymi rozważaniami, tylko skupia się na ogóle poszczególnych problemów i pozostawia wiele do własnej interpretacji. W końcu tematyka zarówno cwałującego postępu technologicznego, jak i związanego z nim rozwoju sztucznej inteligencji oraz transhumanizmu potrafi być naprawdę ciężka i wyczerpująca umysłowo. A nie o to chodzi w tej powieści - oprócz dotknięcia wspomnianych tematów, mamy przede wszystkim zagadki kryminalne.

Cała otoczka technologiczna to jedynie tło dla głównego wątku, czyli zagadki kryminalnej związanej nie tylko z tajemniczymi morderstwami, ale w pewnym sensie również bezpośrednio głównym bohaterem, porucznikiem Jaredem Quinnem. Mało tego - autorka jasno daje nam do zrozumienia, że pojawi się kontynuacja (chociaż obecnie wiemy o tym doskonale z materiałów prasowych), którą ciężko będzie czytać bez znajomości pierwszego tomu. Sama budowa całej intrygi jest klasyczna - pierwsze podejrzenia, zatarcie tropu, zwrot akcji, powtórzyć to razy kilka aż dojdziemy do zakończenia. Jednak to, co wyróżnia “Łzy Mai” na tle innych, typowych kryminałów, to właśnie tło oraz możliwości, jakie ono daje. Nie bez znaczenia są również nowe gałęzie prawa, które można wykorzystać w świecie pełnym cyborgów, robotów oraz androidów. Wszystko to daje pewien powiew świeżości, nawet jeśli w tle umysłu pojawia się nam informacje “ale to już było”. Było, ale w takiej formie niezbyt często.

W ogólnym rozrachunku jest to ciekawa i wciągająca książka, chociaż nie przykuła mojej uwagi od samego początku do końca. Czasem można pokręcić nosem na nazwy nowych technologii, chociaż Martyna Raduchowska zdecydowanie dała sobie radę z tworzeniem świata pełnego cyfryzacji oraz cyborgizacji. Drugą część z chęcią przeczytam i liczę na to, że będzie jeszcze lepsza, z jeszcze większą ilością mięsa kryminalnego oraz jeszcze lepszymi zwrotami akcji. Przyznam szczerze, że to, czego mi bardzo brakowało to mapy New Horizon - miasto jest na tyle rozbudowane, że aż chciałoby się zerknąć na to, jak wygląda na papierze. Zwłaszcza kiedy pojawiają się retrospekcje czy opisy wydarzeń w poszczególnych dzielnicach. Dobre podwaliny do kolejnej historii, którą ujrzymy już niedługo.

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl „Czarne światła”

środa, 20 czerwca 2018

[KONKURS] "Łzy Mai" Martyny Raduchowskiej

"Łzy Mai" Martyna Raduchowska
Źródło: Lubimy Czytać
Krótko, zwięźle i na temat: mam dla Was dzisiaj konkurs organizowany wespół z Wydawnictwem Uroboros, które jest sponsorem nagród, które możecie wygrać! Chodzi o dwa egzemplarze "Łez Mai" - pierwszej części cyklu "Czarne Światła", którego autorką jest Martyna Raduchowska! Być może kojarzycie autorkę z takich tytułów jak "Szamanka od umarlaków" czy też "Antologia opowiadań o Opolu: Festiwal Natchnienia". "Łzy Mai" również mogły obić się Wam o uszy (albo nawet i o oczy), gdyż nie jest to pierwsze wydanie tej powieści. Premiera, która odbędzie się 4 lipca 2018 roku będzie ponownym wydaniem powieści, tym razem pod skrzydłami Wydawnictwa Uroboros, ponieważ - mam nadzieję, że Wydawnictwo mnie nie będzie chciało zlinczować za puszczenie pary - na jesieni pojawi się kolejna część tego cyklu. Również nakładem Wydawnictwa Uroboros. :)

Krótkie przedstawienie fabuły - żebyście wiedzieli o co walczycie! Najprościej będzie jak zamieszczę oficjalny opis, ten bowiem będzie najbardziej "bezpieczny":

"Czwarta dekada XXI wieku. Po trzech latach od najkrwawszej rebelii w historii New Horizon porucznik Jared Quinn wraca do służby w wydziale zabójstw. Czasy się jednak zmieniły, teraz nad bezpieczeństwem obywateli czuwa Riot Shield – cybernetyczny policjant, który zastępuje dochodzeniówkę niemal w każdym zadaniu. 
Szybko się okaże, że inteligentna maszyna nie daje sobie rady z pochwyceniem tajemniczego i nieuchwytnego mordercy. Czas wrócić do starych i dobrze sprawdzonych metod… Ich uosobieniem będzie oczywiście Quinn, który borykając się z kryzysem tożsamości, niebezpiecznie zbliża się do obłędu."

Jeśli czujecie się wystarczająco zaintrygowani, to poniżej znajdziecie instrukcję, w jaki sposób możecie się stać posiadaczami "Łez Mai"! Aż DWIE osoby mają na to szansę, jednak muszą wykazać się odrobiną kreatywności. Mam nadzieję, że nie będziecie pod dużą presją, jeśli wspomnę, że to sama autorka, Martyna Raduchowska, wybierze jedną z dwóch osób, które otrzymają egzemplarz jej książki? :) 

Żeby jednak nie przedłużać, oto co musicie zrobić, aby zdobyć szansę na wygranie "Łez Mai"!



ZADANIE:

Cybernetyczny policjant to wciąż obszar niemalże niemożliwy do pełnego wdrożenia zgodnie z obowiązującym zakresem wiedzy i umiejętności ludzkich. Być może kiedyś jednak stanie się on faktem. Być może Raport Mniejszości stanie się codziennością. A być może pojawią się inne wspomagacze wymiaru sprawiedliwości. A jak Ty myślisz, jaka technologia/aplikacja/urządzenie mogłoby pomóc całego wymiarowi sprawiedliwości - począwszy od policjantów, a na sędziach czy strażnikach więziennych zakończywszy - w utrzymywaniu ładu i porządku w pełni scyfryzowanej przyszłości? Zastanów się i opisz pokrótce taką rzecz w e-mailu, który wyślesz na adres zpiorem@gmail.com, a może to Ty zdobędziesz jeden z dwóch egzemplarzy "Łez Mai"! Pamiętaj, że jedną z odpowiedzi wybierze autorka, Martyna Raduchowska. Bądź kreatywny i innowacyjny!

Odpowiedzi proszę wysyłać na adres zpiorem@gmail.com. Jedną szczęśliwą (albo raczej kreatywną ;) ) osobę wybierze autorka, Martyna Raduchowska, więc cały przebieg wyboru będzie wyglądał następująco:

1. Następnego dnia po zakończeniu przyjmowania zgłoszeń przesyłam zbiorcze zestawienie odpowiedzi BEZ JAKICHKOLWIEK DANYCH IDENTYFIKACYJNYCH do Wydawnictwa Uroboros, które następnie przekaże je autorce, Martynie Raduchowskiej. W zbiorze będą same odpowiedzi.
2. Kiedy otrzymam wybraną odpowiedź, która wygrywa jeden egzemplarz książki, spośród reszty zgłoszeń wybieram drugą, zwycięską odpowiedź, której autor lub autorka również otrzyma egzemplarz "Łez Mai".
3. W dniu ogłoszenia wyników opublikuję w osobnym poście na blogu obie zwycięskie odpowiedzi, bez publikacji jakichkolwiek danych identyfikacyjnych autorów.
4. Osobiście odezwę się do osób, które są autorami nagrodzonym odpowiedzi z prośbą o podanie adresów do wysyłki nagród. Adresy te zostaną następnie przekazane Wydawnictwu w celu wysłania nagród.


REGULAMIN:

1. Organizatorem konkursu jest właściciel i autor bloga "Z piórem wśród książek", dostępnego pod adresem https://zpiorem.pl.
2. Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Uroboros.
3. Nagrodami w konkursie są dwa egzemplarze książki autorstwa Martyny Raduchowskiej - "Łzy Mai", wydanej przez Wydawnictwo Uroboros.
4. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest wysłanie e-maila wraz z odpowiedzią na pytanie konkursowego do Organizatora konkursu, na adres zpiorem@gmail.com.
5. Konkurs trwa od 20.06.2018 roku do 30.06.2018 roku. Zgłoszenia można przesyłać do północy w nocy między 30.06.2018 r., a 1.07.2018 r.
6. Zwycięzcy zostaną wyłonieni w drodze wyboru przez autorkę książki, Martynę Raduchowską, oraz Organizatora konkursu.
7. Podczas konkursu jedyne zbierane przez Organizatora konkursu dane to adresy e-mail skrzynek, z których wysłane zostaną odpowiedzi konkursowe oraz adresy zwycięzców, pod które zostaną wysłane nagrody. Adresy zostaną zebrane przez Organizatora i przekazane Fundatorowi i nie będą udostępniane innym podmiotom w żadnym celu.
8. Wyniki w postaci publikacji w osobnym poście samych zwycięskich odpowiedzi (bez podawania danych identyfikujących ich autorów) zostaną opublikowane maksymalnie trzy dni robocze po zakończeniu przyjmowania zgłoszeń. Organizator skontaktuje się ze zwycięzcami poprzez odpowiedź na wysłane zgłoszenie.