Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktor orzeł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktor orzeł. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2020

Co pod pióro w marcu 2020?

Luty był szybki, no nie? I to nawet pomimo tego, że skubaniec miał o jeden dzień więcej niż zazwyczaj! W sumie to tak zawsze jest, że grudzień mija szybko, potem się styczeń odrobinę wlecze (bo powrót do rzeczywistości po dużej ilości wolnego), luty robi cyk! i wjeżdża dopiero w miarę normalny marzec. Teraz tylko wyglądać świąt, potem wakacji i zanim się obejrzymy, znowu będziemy mieli choinki w domach i tak dalej. Dość… przygnębiająca w pewnym sensie perspektywa, no nie? No bo wiecie, tak ten czas zasuwa, a wszystkie przyjemności przemijają. Zostają wspomnienia, a i owszem, ale jakoś tak… Jak z książką dobrą. Bosko się czytało, jeszcze się coś z niej pamięta, ale już kolejna czeka na swoją kolej i tak w kółko. 😅

Faktycznie kolejne czekają na swoją kolej, więc zabieram się za nie niezwłocznie! Czasem się zaczynam zastanawiać, czy taki wewnętrzny „przymus” sięgania od razu po kolejną książkę to jest jakaś forma uzależnienia? Tak czasem to wygląda wręcz śmiesznie, jak się pisze/mówi, że nie można żyć bez czytania i tak dalej. Takie puste frazesy niby. Jednak coś w tym kurczę jest. Czasem przychodzą dni, kiedy się nic nie chce i wtedy można spędzić je, nawet po prostu oglądając śmieszne koty w internetach, ale tak to cały czas chcę wczytywać się w kolejne historie. No a teraz jeszcze się wsłuchiwać. 😁

Cóż, nie ma co marudzić i takich rozkmin sobie snuć, tylko trzeba pokazać, co sobie zaplanował wstępnie na najbliższy miesiąc! Jak zwykle oczywiście wszystkie okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Podstęp” – Maria Adolfsson

Kryminał skandynawski, który swoją premierę będzie miał 11.03.2020 r., czyli już niedługo, za parę dni. Cała historia zamknięta została na nieistniejącej wyspie, która ma swoje tajemnice oraz – jakże by inaczej – przeszłość, o której wiedzą tylko jej mieszkańcy. Skandynawskie kryminały cechują się tym, że są bardzo duszne i ciężkie, a ja już dawno takiej pozycji nie czytałem!
„Cujo” – Stephen King

Miałem przeczytać w lutym, ale ostatecznie nie dałem rady. Trudno, przerzucam więc próbę na marzec, bo dawno nie czytałem Kinga, a kolekcja czeka! Zobaczymy więc, czymże jest historia psa, który z przyjaznego olbrzyma zamienia się we wściekłą, chorą bestię, która zaczyna pragnąć krwi.
„Substancja czynna” – Thomas Arnold

Kolejna książka od Thomasa Arnolda i kolejna, na której okładce możecie zobaczyć moje logo – tego autora już od dawna polecam w ciemno! Tym razem mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań, nieco lżejszych, bowiem zamieszczonych oryginalnie w magazynie farmaceutycznym. Nie wierzę jednak, że straciły swój pazur i mam nadzieję, że po lekturze będę mógł Was o tym zapewnić!
„Za horyzont” – Andriej Diakow

Cóż, trzeba skończyć trylogię! Jeszcze gotów jestem zapomnieć, co w niej było i o co chodziło. Taran z Glebem tym razem muszę zmierzyć się nie tylko ze swoim strachem, ale i niezbyt chętnymi do współpracy mieszkańcami metra – w obliczu wojny z weganami każdy chce mieć stalkera po swojej stronie. Tymczasem gdzieś daleko na wschodzie tli się iskierka nadziei, którą Taran chce dostać w swoje ręce… 

AUDIOBOOKI

Oczywiście, a jakże by inaczej! Jeszcze nie zdecydowałem dokładnie, jednak pewnie w marcu będę słuchał takich tytułów, jak:

„Getting Things Done” – Allen David
„O północy w Czarnobylu” – Adam Higginbotham
„Czarna Wołga” – Przemysław Semczuk

Chociaż mam ogromną ochotę zagłębić się w słuchowiska z Wiedźminem oraz odkryte przeze słuchowiska całej Trylogii Husyckiej (jakieś 70 godzin!)... A jak się uda to i więcej! Zobaczymy, jak czas pozwoli i jak bardzo aktywni będą twórcy podcastów, których na co dzień słucham.

wtorek, 3 marca 2020

[PREMIERA] „Książka, której nigdy nie przeczytasz” – Wiktor Orzeł

„Książka, której nigdy nie przeczytasz” – Wiktor Orzeł
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Wiktor Orzeł
Tytuł: Książka, której nigdy nie przeczytasz
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Stron: 166
Data wydania: 3 marca 2020


Lubię czasem przeczytać książkę, którą ciężko zakwalifikować do jakiegoś konkretnego rodzaju. Taką właśnie książką jest „Książka, której nigdy nie przeczytasz” (ach, i weź tu unikaj, człowieku, powtórzeń przy takim tytule!). Wiktor Orzeł już mi udowodnił Ostatnim razem, przy swoim poprzednim dziele o równie intrygującym co obecna powieść tytule „I tak dalej”, że nie mieści się w żadnych konkretnych ramach. No, może prócz ram ogólnie pojętej prozy, bo w końcu nie był to tomik poezji. Jak dla mnie bomba, zwłaszcza że jego książki nie należą do długich, ale już poprzedni tytuł pokazał, że krótsze, nie znaczy gorsze. Zresztą „Książka, której nigdy nie przeczytasz” również to udowadnia.

Zenon będzie kiedyś bardzo poczytnym pisarzem, na pewno. Przecież ciężko pracuje nad swoją pierwszą książką, która na sto procent zostanie okrzyknięta najlepszym debiutem roku, a może i wszech czasów. A skoro nie musi nic innego w życiu robić, bo ma dzianych rodziców, to czemu nie korzystać z okazji i nie żyć na garnuszku u nich, mając 27 lat. Kasa się zgadza, prochy są, alkohol jest, imprezy są, czego chcieć więcej? Weny? No przydałaby się. Jednak to świat jest przecież taki zły, że przez niego ta wena nie przychodzi. Spokojnie, kiedyś będzie lepiej. Zdobędzie sławę i pieniądze, ale na razie pójdzie się wyjebać w kosmos ze znajomymi na jakiejś imprezie.

Ponownie, jak to było już w przypadku „I tak dalej”, trzeba pochwalić autora za lekkość pióra i bogactwo słownictwa, które są cechami charakterystycznymi „Książki, której nigdy nie przeczytasz”. Utrzymanie zresztą całej historii w tonie lekko przesadzonego intelektualizmu panoszącego się w domu Zenona, głównego bohatera, świetnie koresponduje z wyszukanymi metaforami oraz bardziej skomplikowanymi konstrukcjami. Jednocześnie jednak tekst nie rzuca w twarz słownikiem synonimów i to z wybranymi najrzadziej używanymi słowami – po prostu jest konkretnie, mądrze i różnorodnie. Można się czepiać wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, że technicznie Wiktor Orzeł wie doskonale, co robi.

Ta zaleta jest jednocześnie w pewnym sensie wadą. Cała książka pisana jest naprzemiennie z perspektyw kilku osób, począwszy od wspomnianego już Zenona, młodego dwudziestosiedmiolatka, przez jego bogatych rodziców, a zakończywszy na szoferze czy ogrodniku. Tu się właśnie ten problem pojawia – wypowiedzi wszystkich postaci (w formie czegoś, co można nazwać pamiętnikiem), są na takim samym poziomie wypowiedzi. Zenon, który aspiruje do roli pisarza i intelektualisty, być może nawet filozofa, posługuje się identycznym językiem co dawny znajomy jego ojca, który nie ma żadnego fachu ani wykształcenia w ręku. To oczywiście co do zasady nie powinno być oceniane w kontekście wykształcenia, jednak jeśli wstawimy tutaj również ogrodnika oraz inne osoby, które po prostu posługują się tym samym, bardziej wyszukanym językiem, to daje sporo do myślenia.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że książka jest w pewnym sensie projekcją życia autora, lub wizualizacją jego marzeń, lub lęków – ciężko jednoznacznie stwierdzić. Nie zamierzam się oczywiście bawić w żadne interpretacje, bo ani nie jestem w tym dobry, ani nigdy tego nie pochwalałem – spisuję jedynie moje wrażenia, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Niewiele wiem na temat prywatnego życia, które wiedzie Wiktor Orzeł (tak naprawdę nic nie wiem), więc ciężko nawet powiedzieć, że moje przeczucia mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości, ale wiele na to wskazuje. W pewnym momencie wręcz zaczyna się współczuć lub zazdrościć autorowi (w zależności od tego, z jakim nastawieniem spoglądamy na kolejne zdania) tych przeżyć lub jego wyobrażeń, które dzieją się w „Książce, której nigdy nie przeczytasz”. Na pewno dla czytelnika jest to ciekawe przeżycie – wprowadzające jednak kolejną zmienną generującą chaos w próbie wydania jakiejkolwiek opinii.

Pole do interpretacji jednak jest szerokie. Szerokie oraz ciągnące się aż po sam horyzont myśli – a na dodatek bardzo współczesne. Zenon jest bowiem tym człowiekiem, którego wiele osób nie cierpi, a drugie tyle osób kocha i po kryjomu ubóstwia. Nikt jednak nie wie co dzieje się w środku głowy Zenona ani jak naprawdę wygląda jego na pierwszy rzut oka usłane różami życie. Wiele osób chciałoby, żeby tak właśnie wyglądał przeciętny dzieciak wywodzący się z nowobogackiego domu, który ma wszystko podane na tacy, a na dodatek bawi się w bycie influencerem i mu to wychodzi. To właśnie tutaj, w tym teatrze sprzeczności możemy znaleźć niezmierzone przestrzenie błagające o ich interpretację. Byle szybciej, byle już. To jest też punkt zapalny, który jednych może zachwycić, a innych odrzucić.

Wygląda na to, że Wiktor Orzeł tworzy – czy to świadomie, czy też nie – dzieła, które nie tylko nie dają się jednoznacznie zamknąć w konkretnej kategorii, ale również nie da się wydać na ich temat opinii w żaden wymierny sposób. Pozostaje jedynie tak naprawdę bardzo klasyczna ocena takich elementów, jak kompozycja, język, warsztat, stylistyka i tak dalej. Tego się jednak nie podejmę, bo brak mi zarówno wykształcenia, jak i doświadczenia. Wielu z Was również będzie trudno to zrobić, ale chyba nie macie wyjścia, jeśli chcecie dowiedzieć się, czy warto tę książkę przeczytać, czy też nie. Po prostu każdy może ją zupełnie inaczej odebrać i dostrzec zupełnie inne aspekty oraz spojrzeć na nie z zupełnie innego punktu widzenia. Być może więc, Drogi Czytelniku, na skutek targania niepewnościami rzeczywiście będzie to więc „Książka, której nigdy nie przeczytasz”.

Łączna ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi!


sobota, 22 kwietnia 2017

"I tak dalej" - Wiktor Orzeł

"I tak dalej" - Wiktor Orzeł
Źródło: Lubimyczytac
Autor: Wiktor Orzeł
Tytuł: I tak dalej
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 134
Data wydania: luty 2017


Propozycję przeczytania i napisania opinii "I tak dalej" dostałem paręnaście dni temu od autora. Wiktor Orzeł zaprezentował swoją pierwszą w pełni wydaną książkę jako niezwykle intrygującą mnie pozycję. Z pełną premedytacją nie napisałem "swój debiut", gdyż Wiktor Orzeł debiutował opowiadaniem "Lampisko Ty moje", które wydane zostało w antologii "Przedświt". Z ogólnodostępnych informacji na temat autora wynika, że ma w zwyczaju pisać tu i tam, swoje myśli przelewając w krótkie formy. "I tak dalej" również wpasowuje się w ten schemat, gdyż liczy sobie zaledwie nieco ponad setkę stron. Jak to maleństwo wypadło w moich oczach? Może na razie pozostańmy przy słowie "intrygujące"...

Może iść do pubu i się nachlać? Może wciągnąć coś od Amfeda? Może skoczyć z okna i poszybować sobie do najbliższego monopolowego? To nie są łatwe decyzje, zwłaszcza gdy nie wiadomo czy się je w ogóle podjęło. Trip za tripem, dzień za tygodniem, życie sobie cofa się leniwie. Po co się zastanawiać, skoro można wyjechać na Maltę? W ten sposób mija czas i nigdy nie wiadomo co przyniesie następna minuta. Być może coś kompletnie nierzeczywistego.