wtorek, 3 marca 2020

[PREMIERA] „Książka, której nigdy nie przeczytasz” – Wiktor Orzeł

„Książka, której nigdy nie przeczytasz” – Wiktor Orzeł
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Wiktor Orzeł
Tytuł: Książka, której nigdy nie przeczytasz
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Stron: 166
Data wydania: 3 marca 2020


Lubię czasem przeczytać książkę, którą ciężko zakwalifikować do jakiegoś konkretnego rodzaju. Taką właśnie książką jest „Książka, której nigdy nie przeczytasz” (ach, i weź tu unikaj, człowieku, powtórzeń przy takim tytule!). Wiktor Orzeł już mi udowodnił Ostatnim razem, przy swoim poprzednim dziele o równie intrygującym co obecna powieść tytule „I tak dalej”, że nie mieści się w żadnych konkretnych ramach. No, może prócz ram ogólnie pojętej prozy, bo w końcu nie był to tomik poezji. Jak dla mnie bomba, zwłaszcza że jego książki nie należą do długich, ale już poprzedni tytuł pokazał, że krótsze, nie znaczy gorsze. Zresztą „Książka, której nigdy nie przeczytasz” również to udowadnia.

Zenon będzie kiedyś bardzo poczytnym pisarzem, na pewno. Przecież ciężko pracuje nad swoją pierwszą książką, która na sto procent zostanie okrzyknięta najlepszym debiutem roku, a może i wszech czasów. A skoro nie musi nic innego w życiu robić, bo ma dzianych rodziców, to czemu nie korzystać z okazji i nie żyć na garnuszku u nich, mając 27 lat. Kasa się zgadza, prochy są, alkohol jest, imprezy są, czego chcieć więcej? Weny? No przydałaby się. Jednak to świat jest przecież taki zły, że przez niego ta wena nie przychodzi. Spokojnie, kiedyś będzie lepiej. Zdobędzie sławę i pieniądze, ale na razie pójdzie się wyjebać w kosmos ze znajomymi na jakiejś imprezie.

Ponownie, jak to było już w przypadku „I tak dalej”, trzeba pochwalić autora za lekkość pióra i bogactwo słownictwa, które są cechami charakterystycznymi „Książki, której nigdy nie przeczytasz”. Utrzymanie zresztą całej historii w tonie lekko przesadzonego intelektualizmu panoszącego się w domu Zenona, głównego bohatera, świetnie koresponduje z wyszukanymi metaforami oraz bardziej skomplikowanymi konstrukcjami. Jednocześnie jednak tekst nie rzuca w twarz słownikiem synonimów i to z wybranymi najrzadziej używanymi słowami – po prostu jest konkretnie, mądrze i różnorodnie. Można się czepiać wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, że technicznie Wiktor Orzeł wie doskonale, co robi.

Ta zaleta jest jednocześnie w pewnym sensie wadą. Cała książka pisana jest naprzemiennie z perspektyw kilku osób, począwszy od wspomnianego już Zenona, młodego dwudziestosiedmiolatka, przez jego bogatych rodziców, a zakończywszy na szoferze czy ogrodniku. Tu się właśnie ten problem pojawia – wypowiedzi wszystkich postaci (w formie czegoś, co można nazwać pamiętnikiem), są na takim samym poziomie wypowiedzi. Zenon, który aspiruje do roli pisarza i intelektualisty, być może nawet filozofa, posługuje się identycznym językiem co dawny znajomy jego ojca, który nie ma żadnego fachu ani wykształcenia w ręku. To oczywiście co do zasady nie powinno być oceniane w kontekście wykształcenia, jednak jeśli wstawimy tutaj również ogrodnika oraz inne osoby, które po prostu posługują się tym samym, bardziej wyszukanym językiem, to daje sporo do myślenia.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że książka jest w pewnym sensie projekcją życia autora, lub wizualizacją jego marzeń, lub lęków – ciężko jednoznacznie stwierdzić. Nie zamierzam się oczywiście bawić w żadne interpretacje, bo ani nie jestem w tym dobry, ani nigdy tego nie pochwalałem – spisuję jedynie moje wrażenia, które towarzyszyły mi w trakcie lektury. Niewiele wiem na temat prywatnego życia, które wiedzie Wiktor Orzeł (tak naprawdę nic nie wiem), więc ciężko nawet powiedzieć, że moje przeczucia mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości, ale wiele na to wskazuje. W pewnym momencie wręcz zaczyna się współczuć lub zazdrościć autorowi (w zależności od tego, z jakim nastawieniem spoglądamy na kolejne zdania) tych przeżyć lub jego wyobrażeń, które dzieją się w „Książce, której nigdy nie przeczytasz”. Na pewno dla czytelnika jest to ciekawe przeżycie – wprowadzające jednak kolejną zmienną generującą chaos w próbie wydania jakiejkolwiek opinii.

Pole do interpretacji jednak jest szerokie. Szerokie oraz ciągnące się aż po sam horyzont myśli – a na dodatek bardzo współczesne. Zenon jest bowiem tym człowiekiem, którego wiele osób nie cierpi, a drugie tyle osób kocha i po kryjomu ubóstwia. Nikt jednak nie wie co dzieje się w środku głowy Zenona ani jak naprawdę wygląda jego na pierwszy rzut oka usłane różami życie. Wiele osób chciałoby, żeby tak właśnie wyglądał przeciętny dzieciak wywodzący się z nowobogackiego domu, który ma wszystko podane na tacy, a na dodatek bawi się w bycie influencerem i mu to wychodzi. To właśnie tutaj, w tym teatrze sprzeczności możemy znaleźć niezmierzone przestrzenie błagające o ich interpretację. Byle szybciej, byle już. To jest też punkt zapalny, który jednych może zachwycić, a innych odrzucić.

Wygląda na to, że Wiktor Orzeł tworzy – czy to świadomie, czy też nie – dzieła, które nie tylko nie dają się jednoznacznie zamknąć w konkretnej kategorii, ale również nie da się wydać na ich temat opinii w żaden wymierny sposób. Pozostaje jedynie tak naprawdę bardzo klasyczna ocena takich elementów, jak kompozycja, język, warsztat, stylistyka i tak dalej. Tego się jednak nie podejmę, bo brak mi zarówno wykształcenia, jak i doświadczenia. Wielu z Was również będzie trudno to zrobić, ale chyba nie macie wyjścia, jeśli chcecie dowiedzieć się, czy warto tę książkę przeczytać, czy też nie. Po prostu każdy może ją zupełnie inaczej odebrać i dostrzec zupełnie inne aspekty oraz spojrzeć na nie z zupełnie innego punktu widzenia. Być może więc, Drogi Czytelniku, na skutek targania niepewnościami rzeczywiście będzie to więc „Książka, której nigdy nie przeczytasz”.

Łączna ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję autorowi!


0 komentarze:

Publikowanie komentarza