środa, 16 maja 2018

"Wieża świtu" - Sarah J. Maas

"Wieża świtu" - Sarah J. Maas
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Wieża świtu
Wydawnictwo: Uroboros
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Stron: 848
Data wydania: 18 kwietnia 2018


Cykl "Szklany tron" nie należał do tych, z którymi zaprzyjaźniłem się od samego początku. Ciężkie chwile, które przeżyłem na początku okazały się jednak tego warte. Widziałem już w pierwszym tomie pewien potencjał, na który liczyłem i się nie przeliczyłem. Kolejne książki okazywały się coraz lepsze, a ja całkowicie zostałem pochłonięty przez historię opowiadaną przez autorkę, nawet pomimo pewnych wad poszczególnych tomów. Nic więc dziwnego, że jak tylko nadarzyła się okazja, to postanowiłem sięgnąć po kolejną książkę z serii - chociaż prawie przegapiłem jej premierę. W każdym razie nadrobiłem to i obecnie jestem po lekturze. Dobrze było zapoznać się z tym tomem, chociaż nie wiem czy był mi absolutnie niezbędny do szczęścia.

Uzdrowicielki z Torre Cesme są słynne na cały świat - mówi się, że jeśli ktoś może dokonać niemożliwe, to tylko one. Z tą wiedzą Chaol Westfall wyruszył wraz z Nesryn Faliq do miasta zwanego Antica, aby spotkać się z uzdrowicielkami. Liczy na to, że przywrócą mu władzę w nogach, którą stracił całkiem niedawno. Oczywiście nie mogłaby to być zwykła podróż człowieka szukającego ukojenia w cierpieniu - oprócz wyleczenia, Chaol planuje namówić kagana władającego miastem do udziału w wojnie. W końcu dotknąć ona może absolutnie wszystkie krainy. Jednak nawet taka wizyta w czasach, w których przyszło żyć Chaolowi, może nie być dokładnie taka, jakiej się spodziewał.

Historia ta powstała jako wydarzenia toczące się równolegle do poprzedniego tomu, czyli "Imperium burz". Wiele osób podczas opisywania swoich wrażeń z lektury "Wieży świtu" próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy tom ten był potrzebny. Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta - zwłaszcza po jego przeczytaniu. Zanim ktoś zapozna się z jego zawartością, może w o wiele łatwiejszy sposób insynuować pewne rzeczy, niż po jego przeczytaniu stwierdzać fakty. Nie jest to bowiem książka łatwa w ocenie - nawet pomijając dość lekkie podejście autorki do wielu aspektów (na przestrzeni niemalże całego cyklu "Szklany tron"). Tak naprawdę powinno się "Wieżę świtu" rozbić na dwie części i rozważać ją jako dwa kompletnie różne aspekty. Jeden niezwykle intrygujący i rzeczywiście utrzymujący się w duchu całego cyklu, natomiast drugi wybitnie nudny i klasyfikujący się do wycięcia.

"- Demony nie kierują się czymś takim jak motywy czy powody. Być może powoduje nim jedynie żądza zniszczenia".

Jeśli nie przepadaliście za Chaolem w poprzednich częściach, to tutaj Wasze nastawienie do niego wcale się nie zmieni. No, chyba że na gorsze. Autorka przedstawia tutaj byłego Kapitana Gwardii, a obecnego Namiestnika Adarlanu jako człowieka niezwykle chwiejnego emocjonalnie, który za główny cel w życiu ma użalanie się na siebie. Można by to uznać za dobrą robotę wykonaną przez autorkę - w końcu stworzyła postać konsekwentnie prowadzoną, którą można znienawidzić za jej charakter czy osobowość - ale lord Westfall jest wręcz niemożliwie drażniący. A raczej wątki z nim. Tak naprawdę nie pokazują one złożoności problemu (nie licząc jego dziwnych, niczym nie usprawiedliwionych wybuchów dziecięcej złości w dosłownie losowych momentach), a jedynie na siłę pokazują dokładnie te same sceny, tylko ukazane "nieco" inaczej. Tak naprawdę jakby ograniczyć wątki z Chaolem do... może pięćdziesięciu stron, to temat zostałby wyczerpany. Pozostałe kilkaset stron to strata czasu.

Ponownie się pojawia motyw romantyczny, bo jakże by mogło go zabraknąć. Niestety nigdy nie miałem cierpliwości do wątków miłosnych, które tworzy Sarah J. Maas. Były zawsze przepełnione górnolotnymi frazesami, które błyskawicznie przechodziły w proste, wręcz grubiańskie sugestie. Tworzą one paskudny dysonans, który wwierca się w mózg i robi z niego coś nieprzyjemnego. Jeśli występowałyby osobno, to o wiele lepiej by były odbierane - jednak taki miks zdecydowanie do mnie nie przemawia. Zwłaszcza, że części z frazesami zawsze towarzyszy pruderyjność, która nijak się ma do dzikości, która wychodzi z postaci w najmniej spodziewanym i logicznym momencie. Im mniej takich wątków w "Szklanym tronie", tym lepiej.

Chaol przeplatany jest historią związaną z Nesryn, której szczegółów nie chcę zdradzać - po pierwsze nie jest to bowiem jasne od samego początku, jaki wątek zostanie z nią poprowadzony, a po drugie jest on zbyt ciekawy, żeby uchylać rąbka tajemnicy. Jest on jednak na tyle ciekawy, że z pewnością przypadnie do gustu wszystkim fanom dotychczasowych zmagań głównych bohaterów. Mamy zarówno dobrą przygodę, jak i porządną intrygę, a nad to dobrze skrojone postacie. No, żeby być szczerym, to nie wszystkie, jednak tworzą one przyzwoity całokształt. Można się naprawdę wkręcić, zwłaszcza że pojawia się parę ciekawych informacji, które zdecydowanie będą miały wpływ na dalszą część całej historii.

"- Bo czy można robić coś innego poza piciem w kraju, w którym nie ma nic poza śniegiem i owcami?"

Sarah J. Maas przyzwyczaiła Czytelników w poprzednich tomach, że raczej nie stawia na zaskakujące wątki. Wielu rzeczy można było się błyskawicznie domyślić, a czasem autorka wręcz świadomie przekazywała Czytelnikom dane, o które bohaterowie musieli walczyć w pocie czoła. Tym razem pojawiła się co najmniej jedna sytuacja, w której byłem bardzo zaskoczony - pozytywnie oczywiście. Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że tego również można było się domyślić, ale nie było to absolutnie tak jasne i klarowne, jak zazwyczaj. No i nie ulega wątpliwości, że po prostu zostałem zaskoczony. Dobrze by było, gdyby w kolejnej części również takie zabiegi miały miejsce. Więcej tajemnic, więcej ukrywania prawdy.

"Wieża świtu" okazała się więc być z jednej strony przeciętną książką, ale z niezwykle intrygującym wątkiem. Można rzec, że jest to tom pełen sprzeczności - można go jednocześnie lubić i cieszyć się, że się go wreszcie skończyło. W ogólnym rozrachunku wypada dobrze, chociaż w mojej opinii o wiele gorzej niż niemalże wszystkie poprzednie tomy. Jest tu zdecydowanie za dużo zbędnych emocji, romantycznych scen (które prowadzone są bardzo niekonsekwentnie), ale po drugiej stronie wagi stoi Nesryn wraz ze swoimi przygodami oraz istotne dane zebrane przez dwójkę znanych nam już z wcześniejszych książek bohaterów. W pewnym sensie nawet ciężko ominąć ten tom bez negatywnego wpływu na fabułę kolejnej powieści, ale zapewne autorka przypomni pewne kwestie w szóstej już odsłonie "Szklanego tronu".

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl "Szklany tron"

0 komentarze:

Publikowanie komentarza