wtorek, 7 maja 2019

[PREMIERA] „Królestwo popiołów” – Sarah J. Maas [cz. II]

Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Królestwo popiołów cz. II
Wydawnictwo: Uroboros
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Stron: 512
Data wydania: 15 maja 2019


Finały cykli bywają różne – jedne powalają na kolana jeszcze bardziej niż wszystkie wcześniejsze tomy, a inne serwują rozczarowanie. Fani książek Stephena Kinga są do tej drugiej opcji zapewne przyzwyczajeni, nie jeden bowiem raz Mistrz Grozy stworzył wspaniałą powieść, której zakończenie woła o pomstę do nieba. Przed zakończeniem wszyscy stawiamy pewne wymagania, o których jednak autorzy często nie mają pojęcia – no bo i skąd, zwłaszcza jeszcze przed wydaniem książki? ¯\_(ツ)_/¯ Aktualnie za mną jest już finał kolejnego cyklu, który to (cykl oczywiście! cały cykl!) zapadnie w mojej pamięci na długo. Z moich opinii możecie się dowiedzieć, że jest to prosta, niewymagająca, ale niebywale wciągająca historia. Jej zakończenie również ma te cechy, ale jak na zakończenie długiego cyklu przystało, potrafi wciągnąć.

Plaga ciemności pod wodzą Erawana rozprzestrzenia się po Erilei. Jednym z głównych bastionów, które wciąż się opierają jest Orynth, stolica Terrasenu. To właśnie dwumetrowe, stare mury odpierają kolejne hordy króla Valgów. Aelin jednak nie próżnuje i nadciąga Aedionowi z odsieczą, prowadząc ze sobą więcej sojuszników, niż lordowie Terrasenu mogliby sobie wyobrazić. W tym samym czasie Dorrian zawiązuje nietypowy sojusz, aby zdobyć to, czego brakuje do zakończenia inwazji raz a porządnie. Aelin Galathynius ma jednak oczywiście swoje plany co do tego, jak rozegrać tę partię toczoną na szachownicy, którą jest cała Erilea…

Autorka chyba wykorzystała niemalże wszystkie swoje siły na to, aby trzymać czytelnika w napięciu i niepewności tak długo, jak się tylko da. Nie przypominam sobie, żebym w poprzednich tomach widział tyle idealnie wymierzonych scen, które kończą dany rozdział! Co prawda czasem postanowiła następny rozpocząć z dokładnie tymi samymi bohaterami, przez co efekt cliffhangera jest o wiele mniejszy, ale z drugiej strony zmusza to wtedy do dalszego czytania. A trzeba przyznać, że akcja zagęszcza się coraz bardziej z każdą kolejną stroną, chociaż przez zdecydowaną większość „Królestwa popiołów” nie ma żadnych powalających plot twistów. Po prostu naturalnie budowane napięcie połączone z przechylaniem szali zwycięstwa w poszczególnych bitwach i rozgrywkach politycznych to na jedną, to na drugą stronę.

Jeśli miałbym porównać moje uczucia w stosunku do sposobu, w jaki ostatecznie została rozwiązana kwestia Erawana oraz legionów Valgów, to przywołałbym przykład trzeciego odcinka ósmego sezonu Gry o Tron. Niby czuję się ukontentowany, ale jednocześnie czuję ogromny niedosyt. Nie chciałbym tu zdradzić zbyt wielu szczegółów rozwiązania autorki, dlatego ciężko mi się jakoś sensownie wysłowić i przedstawić co dokładnie uważam za niedociągnięte bez rzucania spoilerami na prawo i lewo. Niechaj więc za jedyną opinię w tej sprawie służy takie oto zdanie: Erawan, Maeve i Brama Wyrda zostali tak zredukowani, że można zacząć szukać haczyka. Cała otoczka więc wypadła naprawdę fajnie, natomiast najważniejsze elementy tej układanki Sarah J. Maas potraktowała po prostu jako zło konieczne, które jakoś tam trzeba wyjaśnić. 

„– Jesteś terytorialna, lubisz dominować, masz skłonności do agresji…– W sztuce komplementowania kobiet nie masz sobie równych”.

Cała reszta, czyli bitwy, pojedynki, intrygi oraz fortele poszczególnych postaci były dokładnie takie, jakie być powinny – wciągające, napisane z rozmachem oraz charakterystycznymi dla takich finałów elementami przesady. Ale hej, w końcu na to się nastawiamy czytając książki pokroju „Szklanego tronu” – ma być rozmach, mają być bohaterskie czyny, wreszcie mają być nie do końca sensowne sceny, które jednak napawają czytelnika ekscytacją i wciągają w wir wydarzeń. Trzeba zresztą przyznać, że autorka miała jeszcze parę asów w rękawie, których nie zawahała się użyć na sam koniec. Wchodziły one oczywiście po części w zakres potencjalnych ruchów, które mogą zostać wykonane, ale u mnie znajdowały się one gdzieś w okolicy kategorii z napisem „nie kombinuj aż tak”. Autorka jednak postanowiła pokombinować i bardzo dobrze – jest szansa, że będziecie zaskoczeni paroma rozwiązaniami, dzięki czemu radość płynąca z lektury będzie jeszcze większa.

Podsumowując, „Królestwo popiołów” okazuje się być bardzo przyzwoitym zakończeniem całej sagi. Mnóstwo bitew, wciąż sporo intryg, kilka zwrotów akcji oraz dużo emocji u wszystkich postaci. Na duży minus zaliczyć można marginalizowanie znaczenia trzech tak naprawdę najważniejszych wątków w całym cyklu i rozwiązanie ich od niechcenia, na odwal się. Byle tylko rozwiązać. Zostawia to duży niedosyt, więc dobrze, że cała reszta prezentuje się dobrze. Można było zakończyć ten cykl o wiele lepiej, bez pozostawiania lekkiego niesmaku, jednak z drugiej strony nie można się też bardzo mocno czepiać – drugi tom „Królestwa popiołów” zapewnił mi w końcu zabawę, na jaką liczyłem. Wciągnął, pozamykał zdecydowaną większość wątków, nie poszedł w stronę naginania rzeczywistości na potrzeby fabuły, więc chociaż po części usatysfakcjonowany mogę zamknąć ten rozdział. Chociaż szkoda, bo chętnie bym ponownie spotkał się z Aelin i jej dworem.

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




Cykl "Szklany tron"

0 komentarze:

Publikowanie komentarza