wtorek, 19 czerwca 2018

[PREMIERA] "Triskel. Gwardia" - Krystyna Chodorowska

"Triskel. Gwardia" - Krystyna Chodorowska
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Krystyna Chodorowska
Tytuł: Triskel. Gwardia
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 352
Data wydania: 20 czerwca 2018


Fantastyki nigdy za wiele, podobnie jak książek polskich autorów. Do tego jeśli chodzi o Wydawnictwo Uroboros, to jak do tej pory nigdy się nie zawiodłem, więc z chęcią sięgam po kolejne pozycje, które wyszły spod ich skrzydeł. Skusiłem się więc na “Triskel. Gwardia”, które z opisu wydawało się prostym, ale przyjemnym fantasy, które nie będzie wymagające, jednak przyniesie dużo rozrywki. Po lekturze okazało się, że moje przewidywania były w pełni zgodne z rzeczywistością. Dokładnie tego się spodziewałem po tej lekturze, chociaż jedna rzecz lekko mnie zasmuciła. Może jednak idźmy po kolei.

Gdy w jednym krańcu świata Imperium trzyma rządy twardej ręki, w innym ludzie są wolni i mogą robić wszystko, co im się żywnie podoba - oczywiście w granicach prawa. Tego z kolei strzeże Gwardia, która składa się z ludzi o nadnaturalnych zdolnościach. Scyld City okazuje się więc miejscem idealnym dla wszystkich tych, którzy są stłamszeni w Imperium. Dla Mayday, jednej z członkiń Gwardii jest to wspaniałe miasto, jednak myślami jest również ze swoimi rodakami. Nie zawsze wszystko się jednak układa wspaniale, zwłaszcza gdy nagle po wielu latach braku kontaktu, w mieście pojawia się jej przyjaciel, bojownik rebelii przeciwko Imperium. Takie spotkania nigdy nie mogą się dobrze skończyć, a zazwyczaj oznaczają dopiero początek o wiele większych kłopotów…

Kiedy podchodzi się do próby napisania opinii o książce, trzeba pamiętać o paru rzeczach. Jedną z nich jest sensowne ustawienie danej pozycji na tle innych. Nie należy wrzucać do jednego worka Mickiewicza z Stephenie Meyer czy Sapkowskiego z Tołstojem. Ważną informacją więc będzie, że “Triskel. Gwardia” staram się odbierać w kategoriach typowej młodzieżówki, która nie jest do końca uszczegółowiona, a wiele elementów zostało potraktowanych nieco po macoszemu. Bardzo charakterystyczne jest na przykład użycie współczesnego, znanego wszystkim świata do stworzenia uniwersum, w którym dzieje się opisywana historia. Wiele elementów takich jak nazwiska, cechy charakterystyczne miejsc czy analogie krajów/miast Krystyna Chodorowska zastosowała zapewne w celu łatwiejszego odnalezienia się w tym, co stworzyła.

“Szary garnitur wyglądał na drogi, ale ruchy mężczyzny były twarde, zdecydowane. Żołnierz, uznała Sinead, albo coś jeszcze gorszego”.

Sama historia bazuje na połączeniu walki rebeliantów o wolność z motywem superbohaterskim oraz ogromną intrygą na skalę - dosłownie - międzywymiarową. Pewnym aspektem, z którym nie czułem się zbyt komfortowo - chociaż rozumiem jego występowanie - jest dość wybiórcze podejście do walki, obrażeń oraz śmierci. Na kartkach książki pojawiło się parę trupów, jednak traktowane są one bardzo przedmiotowo. Zabicie kogoś to tylko pociągnięcie za spust i w sumie nic istotnego. Takie tam, kolejne wyrzucenie papierka na ulice - potępiane, niedobre, ale w sumie nic tragicznego. Podczas walk krew się nie leje (mimo, że są naprawdę efektowne i bardzo twarde), coś takiego jak obrażenia niemalże nie występuje, a słowo “kontuzja” nie wystąpiło chyba ani razu w żadnej odmianie. Wiele stoczonych w przeszłości walk nie odcisnęło trwałego piętna na prawie żadnym z głównych bohaterów (specjalnie używam sformułowania “prawie żadnym” - sami zobaczycie dlaczego). Z jednej strony staram się w pełni to zrozumieć - w końcu ewidentnie jest to książka dla młodzieży i nieco młodszych osób, więc nie powinna ociekać krwią, tylko interesować treścią - ale z drugiej trochę mi to zgrzyta.

Nie licząc jednak samej kwestii brutalności i podejścia do starć między Gwardią a “tymi złymi”, autorce udało się stworzyć całkiem interesującą historię. Nie jest ona ani rozbudowana ze szczegółami ani niezwykle innowacyjna, jednak potrafi zaciekawić głównie wieloma torami, po których się porusza. Z jednej strony mamy zwykła studentkę, która w sercu ma swoją zniewoloną ojczyznę, z drugiej grupę osób obdarzonych nadnaturalnymi zdolnościami (oraz same zdolności), a z trzeciej nieco polityki i intrygę, o której od samego początku nie można wiele powiedzieć. Dotyka ona niemalże każdego wydarzenia, które możemy obserwować, jednak niewiele na jej temat wiemy. Krystyna Chodorowska niechętnie dzieli się szczegółami, nasycając ciekawość Czytelnika i zachęcając go do dalszego czytania. Być może osoby dorosłej nie przyczepi na stałe do fotela, jednak sądząc po poziomie zaciekawienia, jak został u mnie wywołany, jestem w stanie się założyć, że młodzież połknie haczyk jak pelikan rybę. 

Czasem prostotę można porządnie zamieszać, jednak autorce udało się uniknąć chaosu. Nawet pomimo tego, że porusza się pomiędzy wieloma wątkami, z czego kilka z nich dotyczy tak naprawdę tej samej osoby. Cała historia sama w sobie napisana jest z sensem i logiką. Nawet części dotyczące wspomnianych już nadnaturalnych zdolności mają lekką domieszkę nauki wtrąconą do próby wyjaśnienia niewyjaśnionego. Oczywiście w granicach rozsądku i z dużą dozą wyobraźni. Mimo wszystko taki akcent może zostać bardzo pozytywnie odebrany. Świadczy to o pewnego rodzaju szacunku do Czytelnika, bez względu na to, w jakim jest wieku - nie serwuje się mu pierwszej lepszej papki, tylko w miarę przemyślane rozwiązania. Co prawda sam zakres wykorzystywanych przez jedną osobę zdolności może być dość szeroki, jednak opisy ich użycia oraz spektrum możliwości mają częściowo twarde podłoże.

“Inne wymiary to wszystkie możliwe równoległe światy. Ukształtowane na takich samych zasadach jak nasze, z tymi samymi prawami fizyki, z tej samej materii”.

“Triskel. Gwardia” nie należy do zbyt długich książek. Zarówno pod kątem objętości, jak i szybkości czytania jest raczej poniżej średniej. Zapewnić może jednak sporo frajdy. Daleko jej do najwyższych lotów fantastyki, w której można poczuć się jakby nasz mózg wylądował w pralce, ale nie można powiedzieć, że jest to nudna pozycja. Szczerze powiedziawszy co prawda nie wywołała u mnie dreszczyku emocji czy nieodpartej chęci przeczytania jeszcze więcej, ale nawet nie zauważyłem kiedy minęły te chwile spędzone sam na sam z powieścią Krystyny Chodorowskiej. A były one naprawdę przyjemne, absolutnie nie żałuję żadnej minuty poświęconej lekturze. A należy jeszcze dodać do tego, że przyzwyczajony do nieco bardziej brutalnych czy bezpośrednich historii, należy jednak starać się patrzeć na tę pozycję przez pryzmat jej podobnych. A na ich tle “Triskel. Gwardia” wypada naprawdę całkiem świetnie.

Podsumowując, jest to lekka, ale ciekawa propozycja, która zdecydowanie może przypaść do gustu trochę młodszym czytelnikom, chociaż dorośli także mogą uznać ją za odświeżającą w pewnym sensie. Czasem odcięcie się od opisów niezwykle brutalnych scen, jak również od niezwykle skomplikowanych i dopracowanych uniwersów, stanowi świetną odskocznię od codzienności. A stylowi Krystyny Chodorowskiej nie można absolutnie nic zarzucić, czytanie jej książki można przyrównać do konsumpcji bajaderek - jesz i chociaż się nie najesz, to nacieszysz podniebienie pysznym i lekkim deserem, który zostanie w Twojej pamięci na dłużej. Jeśli te bajaderki to przedsmak czegoś jeszcze lepszego, to ogólnie rzecz biorąc zostałem przekupiony. 

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


0 komentarze:

Publikowanie komentarza