piątek, 30 listopada 2018

„Czerwony wariant” – Siergiej Niedorub

„Czerwony wariant” – Siergiej Niedorub
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Siergiej Niedorub
Tytuł: Czerwony wariant
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Stron: 352
Data wydania: 17 października 2018


Minęło naprawdę dużo czasu, odkąd pierwszy raz zainteresowałem się uniwersum stworzonym przez autora „Metro 2033”. Dmitry Glukhovsky stworzył niesamowity świat, który bardzo szybko został wykorzystany przez innych pisarzy do stworzenia niezwykle rozbudowanej wersji współczesnej Ziemi po katastrofie nuklearnej. Mam przed sobą jeszcze mnóstwo książek z samego Uniwersum Metro 2033, a tymczasem powoli zaczynam już brać się za Uniwersum Metro 2035 (które jednak jako seria niekoniecznie muszą być oderwane od zasad, których należy się trzymać przy pisaniu książek należących do poprzedniej serii). Oczywiście poszczególne pozycje różnią się od siebie jakością, jednak dopóki nie sprawdzi się danego autora, to nie pozna się jego stylu. Tym razem skosztowałem próbki twórczości Siergieja Niedoruba i mam mieszane uczucia.

Powiedzieć, że kijowskie metro tętni życiem, to powiedzieć za dużo. Kijowskie metro wegetuje, jak większość ludzi po katastrofie, chociaż próbuje utrzymać pozory organizacji. Krzyż, którego stolicą jest Datapolis, stara się zapanować nad chaosem na tyle, na ile się da – zwłaszcza nad legendą czerwonej nitki, którą jest w pełni zasypana, trzecia linia kijowskiego metra. Każdy o niej słyszał, jednak nikt nie wie jak się tam dostać. Kiedy oddział Patków, stalkerów współpracujących z Datapolis, znajduje na powierzchni nieznanego mężczyznę, legenda odżywa na nowo. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że jedna z niepełnosprawnych umysłowo dziewczyn zamieszkujących stolicę rozpoznaje nieznajomego.

Już od pierwszych stron rzuca się w oczy fakt, że „Czerwony wariant” znacznie różni się od innych książek z ogólnie pojętego świata stworzonego przez rosyjskiego autora. Nie chodzi nawet o umiejscowienie akcji (Kijów), ale przede wszystkim o podejście do postaci stalkerów. Fani serii przyzwyczajeni są na pewno do tego, że stalkerzy są osobami jeśli nie poważanymi, to co najmniej otoczonymi pewną aurą tajemniczości, w stosunku do których odczuwa się czasem strach, a czasem podziw i szacunek. Stalkerzy w metrze kijowskim są przeciwieństwem swoich moskiewskich kolegów po fachu. Wciąż ludność metra odczuwa niepewność i strach, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Stalkerzy nie są poważani, wręcz przeciwnie – w pewnym sensie są pogardzani. To zdecydowanie inne podejście, które pozwala spojrzeć na tę profesję w kompletnie inny sposób.

To, co można książce zarzucić, to zbyt szybkie przechodzenie przez niektóre wydarzenia. Zabrakło przez to odpowiedniego budowania napięcia. Cała historia to głównie opis przejścia dwójki głównych bohaterów przez poszczególne stacje, co wielokrotnie pojawiało się w książkach z tego uniwersum – wiele razy była to również dobrze wykorzystana okazja do przedstawienia nie tylko różnorodności stacji, ale również potencjalnych niebezpieczeństw. Tymczasem wyszło na to, że czasem po prostu się… przechodzi i tyle. I to przez miejsca teoretycznie najbardziej niebezpieczne. Autor zastosował podejście niemalże teleportowania postaci. Zwłaszcza jeśli dołożymy do tego fakt, że przebrnięcie przez połowę nitki metra w obie strony (wliczając w to różne tarapaty) zajęło mniej więcej może z szesnaście godzin (choć ma to oczywiście sens, ponieważ metro kijowskie jest o wiele mniejsze niż moskiewskie). 

Na samym końcu okazuje się, że autor uknuł całkiem zgrabną intrygę. Przez całą książkę można się bardzo poważnie zastanawiać, do czego to wszystko dąży, jednak muszę przyznać szczerze, że nie wpadłem na trop, który okazał się tym właściwym. Ostatnie kilkadziesiąt stron czyta się niemal z zapartym tchem, co dość mocno kontrastuje ze wspomnianymi przeze mnie uchybieniami. Szkoda więc, że „Czerwony wariant” nie jest książką pozbawioną poważnych wad, ponieważ jej główny szkielet, historia, którą opowiada jest naprawdę świetna. Chciałoby się móc ocenić ją nieco wyżej, ale byłoby to możliwe, gdyby zawierała o wiele więcej treści – tej, która wypełniłaby luki pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami.

Przeciętnie napisana z nieprzeciętnym pomysłem – mniej więcej takimi słowami można dość sprawiedliwie opisać „Czerwony wariant”. Zaskakuje pozytywnie pomysłowością, natomiast negatywnie wykonaniem. Chociaż napisana jest lekkim językiem, przez który naprawdę przyjemnie jest się przedzierać jak przez tunele metra i ma naprawdę porządny szkielet historii, to pozostawia po sobie w wielu miejscach niedosyt. Mimo wszystko warto przeczytać dzieło Sierieja Niedoruba choćby ze względu na nowe podejście do stalkerów oraz rządzenie w całym metrze. Inna perspektywa pozwoli nieco inaczej spojrzeć na wszystkie dotychczas przeczytane książki z Uniwersum Metro 2033. Świat ewoluuje nawet po katastrofie i Kijów jest tego najlepszym przykładem.

Łączna ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


0 komentarze:

Publikowanie komentarza