wtorek, 16 kwietnia 2019

„Piramidy” – Terry Pratchett

„Piramidy” – Terry Pratchett
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Piramidy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Stron: 348
Data wydania: 15 września 2016


Kolejny miesiąc, w którym czytam Pratchetta może zostać uznany za zaliczony. Mam przed sobą jeszcze sporo tomów, w tym między innymi kolekcję Świata Dysku wydaną jakiś czas temu przez Prószyński i S-ka wraz z Edipresse. Nie wydano w niej oczywiście wszystkich możliwych dzieł Pratchetta, dlatego wiem doskonale, że czeka mnie jeszcze dużo radości płynącej z lektury jego książek. Trzymam się na razie kolejności, w jakiej zostały wydane we wspomnianej kolekcji i nie jest wcale zła kolejność. Tym razem mam do czynienia z bardzo krótkim, liczącym raptem dwie książki, cyklem o starożytnych cywilizacjach. I wiecie co? Pierwszy tom, czyli „Piramidy”, nie powalił, jednak jednocześnie pokazał kunszt autora w kreowaniu świata odbitego w wielu krzywych zwierciadłach.

Bycie starożytnym królestwem nie jest łatwe i przyjemne. Świat oczekuje od Ciebie wielu rzeczy, a jedną z nich jest posiadanie bardzo oddalonych od Ciebie spadkobierców korony. Najlepiej, żeby spadkobiercy byli z Ankh-Morpork, tak, to brzmi doskonale. No i żeby był w sumie tylko jeden spadkobierca, nie wielu. Wielu ma być kapłanów, którzy już wiedzą doskonale jak rządzić. A jest czym rządzić, jeśli się jest starożytnym królestwem położonym w dolinie rzeki. Prawda? A tu tyle jeszcze rzeczy do zrobienia, tyle matematyki do odkrycia, tyle astronomii do pokazania ludziom. No nie jest łatwo być starożytnym królestwem, oj nie.

„Przy okazji: wbrew popularnym wierzeniom, piramidy nie ostrzą żyletek. Po prostu przenoszą je w czasie do chwili, kiedy jeszcze nie były tępe. Przyczyny tego faktu są prawdopodobnie kwantowe”.

Tym razem Terry Pratchett wrzucił na warsztat tematykę starożytnego Egiptu oraz religii – w tym głównie motyw piramid oraz obrzędów religijnych związanych z pochówkiem faraonów. Nie byłby oczywiście sobą, gdyby nie wplótł w to wszystko nuty „nowoczesności” w postaci następcy faraona, który odebrał wykształcenie… skrytobójcy, oczywiście w Gildii Skrytobójców w Ankh-Morpork. Wyszła z tego mieszanka nietypowa nawet jak Pratchetta, co do której mam nieco mieszane uczucia. Z jednej strony się wybawiłem wybornie wręcz, z drugiej jednak coś mi bardzo mocno nie grało. Nie była to taka powieść, do jakiej przywykłem, choć wcale nie oznacza to czegoś gorszego. Po prostu brakowało mi tego klimatu Ankh-Morpork, który miesza się z Uberwaldem czy Lancre. 

„Trzeba się urodzić człowiekiem, żeby osiągnąć prawdziwą głupotę”.

Samo przedstawienie piramid w krzywym zwierciadle wraz z mitami, które wokół nich powstały to istne cudo. Autor pojechał bardzo mocno po bandzie, ale z niej nie spadł – karykatura jest bardzo wyraźna, w wielu miejscach aż przesadzona, ale spójna i zwyczajnie śmieszna. Sam bym chyba za nic w świecie nie wpadł na takie pomysły, jakimi raczą czytelnika „Piramidy”, choćbym dumał nad tym wiele tygodni. Właśnie przy takich książkach zaczynam się zastanawiać, czy Terry Pratchett aby na pewno pisał wszystkie swoje książki na trzeźwo. Chociaż przy tym poziomie absurdu ciężko by było utrzymać go w ryzach bez trzeźwego umysłu, a jednak jakimś cudem się to udaje!

Wyjątkowo średnio mi podszedł główny bohater, którego ciężko nazwać wyrazistym. U twórcy Świata Dysku to niecodzienne, bo raczej większość postaci, które mają jakikolwiek wpływ na fabułę dowolnej powieści, jest zbudowanych dość konkretnie. Można o nich wręcz pisać elaboraty, natomiast w przypadku Teppica jedyne co mogę napisać, to podstawowe informacje: syn faraona, ukończył szkolenie w Gildii Skrytobójców, jest nowoczesny, nie podąża za tradycją swojego państwa. To wszystko. O wiele więcej emocji wywołuje postać Diosa, najwyższego kapłana, który jest stereotypowym przedstawicielem swojej profesji, w pełni zgodnym z tym, co możemy zobaczyć w komediach osadzonych w starożytnym Egipcie. Da się go znienawidzić, a to wszak jeden ze znaków dobrze wykreowanej postaci.

„Ptraci nie tylko wykoleiła pociąg jego myśli, ale także wyrwała tory, spaliła stacje i przetopiła mosty na złom”.

Powieść, która zdecydowanie może się spodobać. Przy okazji nieco inna niż większość książek, które napisał Terry Pratchett, więc być może jest dobrą propozycją dla osób, które nie są przekonane do klimatów Ankh-Morpork, ale chciałyby dać kolejną szansę literaturze tego brytyjskiego pisarza. Mnóstwo humoru (na wysokim poziomie!), zupełnie nowe spojrzenie na stereotypy, mity oraz legendy dotyczące starożytnego Egiptu oraz szczypta nowoczesności wpleciona w to wszystko to naprawdę przyjemne połączenie. Nawet jeśli nie do końca mi to osobiście zagrało tak, jakbym chciał, żeby zagrało, to nie mogę nie docenić „Piramid”. To powinien być argument zwłaszcza dla osób, które przeżyły niezbyt przyjemne spotkanie z Pratchettem, ale nie aż tak złe, żeby przekreślić całokształt jego twórczości. Może tym razem się uda!

Łączna ocena: 7/10

0 komentarze:

Publikowanie komentarza