wtorek, 23 czerwca 2020

„Hyperion” – Dan Simmons


„Hyperion” – Dan Simmons
Źródło: Lubimy Czytać
Autor:
Dan Simmons
Tytuł: Hyperion
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Stron: 624
Data wydania: 9 września 2015


Zbierałem się do „Hyperiona” bardzo długo. Obserwowałem, jak pojawiają się kolejne, wychwalające go pod niebiosa opinie i zastanawiałem się – prawda li to, czy przesada. Starałem się nie czytać zbyt wielu recenzji, żeby się nie sugerować, chociaż próbowałem przejrzeć te negatywne – te niestety ku mojemu nieszczęściu nie reprezentowały sobą w większości przypadków żadnej merytoryki. Paradoksalnie więc moja chęć przeczytania dzieła Dana Simmonsa rosła. Zwłaszcza że próba dorwania pierwszego tomu cyklu nie była łatwym zadaniem. Dorwałem go jednak wprost ze sklepu Wydawnictwa MAG i długo nie czekałem z czytaniem. Po lekturze mogę powiedzieć, że warta ona była każdej minuty czekania na dobranie się do niej.

Wojny wymagają nadzwyczajnych ruchów i nietypowych decyzji. Nawet takich, które wymagają ogromnych poświęceń. Wiedzą o tym doskonale pielgrzymi, którzy przybywają na planetę Hyperion w jasnym celu. Tylko jeden z nich przeżyje tę wyprawę i tylko jeden z nich zostanie wysłuchany. Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul w obliczu międzygalaktycznej wojny muszą spróbować dotrzeć do grobowców i odnaleźć jedyną istotę, która może zmienić losy wszechświata. Ceną jednak będzie wybór oraz życie. Jeden, dobry wybór i życie szóstki.


„Na początku było Słowo. Potem pojawił się pieprzony edytor tekstu. Potem procesor myślowy. A potem nastąpił koniec literatury”.

Tak naprawdę cały „Hyperion” jest zbiorem opowieści snutych przez wspomnianych już w opisie książki pielgrzymów. Można powiedzieć, że każda z nich to po prostu osobne opowiadanie, spięte ze sobą narracją podróży całej siódemki w stronę Grobowców Czasu na planecie Hyperion. Wszyscy ruszyli ze stolicy – Keats – i muszą dotrzeć do Dzierzby, który zgodnie z legendą spełni życzenie jednego z nich. Czy coś Wam już świta, kiedy widzicie obok siebie zestawione słowa Hyperion oraz Keats? Tak, chodzi o Johna Keatsa, angielskiego poetę epoki romantyzmu, który napisał poemat „Hyperion” – chociaż napisał to może za dużo powiedziane. Poemat ten bowiem nie został dokończony przez twórcę, w przeciwieństwie do książki Dana Simmonsa, inspirowanej wspomnianym poetą.

Nie jest to jednak jedyna inspiracja literacka, jaką można odnaleźć w całym „Hyperionie”. Tak naprawdę można w nich utonąć. W pewnym momencie próbowałem szukać informacji na temat fragmentów, na które natrafiłem – począwszy od bardzo oczywistego Shakespeare’a, a zakończywszy na skrzętnie ukrytych motywach nawiązujących do poetów, o których nawet w polskiej Wikipedii niewiele znalazłem. Mógłbym tak szukać inspiracji oraz nawiązań przez wiele godzin, a wszystkich bym nie znalazł. Widać ogromny wpływ angielskiej literatury oraz poezji na dzieło Dana Simmonsa i nie sposób nie docenić tego, jak wiele takich easter eggów (chociaż nie wiem, czy można tak to nazwać) umieścił w swej powieści. Zawsze jest to dla mnie dodatkowa radość w trakcie lektury oraz możliwość poszerzenia swoich horyzontów.


„Przeprowadzili bardzo dokładne badania, z których wynika jednoznacznie, że ludzkość stała się całkowicie bezużyteczna”.

Rozszerzyć również można swój własny zasób stylizacji narracji zależny od konkretnej postaci. A w każdym razie można, chociaż obserwować to, jak doskonale można sobie poradzić ze zróżnicowaniem stylu wypowiedzi oraz przekazywania historii przez wiele postaci występujących w danej książce. Jak wspomniałem, w „Hyperionie” znajdziemy kilka różnych opowieści snutych przez poszczególnych bohaterów – a grupkę mamy naprawdę konkretną. Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul – każdy z nich ma swój własny sposób przekazania tego, co ma do powiedzenia pozostałych członkom Pielgrzymki i jest to wręcz fascynujące, jak doskonale udało się Danowi Simmonsowi urozmaicić i podkreślić tę różnorodność. Poeta ma bardzo… poetycki sposób narracji, Żołnierz prosty i konkretny, Kapłan mocno uduchowiony, choć dotykający również nut naukowych. Dosłownie jakby czytało się książkę napisaną przez kilku różnych autorów!

Z początku może się wydawać, że każda opowieść przedstawiona przez poszczególnych Pielgrzymów jest kompletnie inną, oderwaną od samej Pielgrzymki historią. Bardzo szybko jednak okazuje się, że Dan Simmons ma to konkretny pomysł. Rzecz jasna można się tego było spodziewać od samego początku – w końcu jaki byłby sens tworzenia zbioru opowiadań spojonego poboczną historią i tworzenia do tego trzech kolejnych tomów? Nie, to było oczywiste. Jednak nie takie oczywiste było już to, w jaki sposób tego dokonał. Naprawdę można doznać szoku, kiedy zacznie się łączyć wszystkie wątki i rozbierać je na czynniki pierwsze – razem z różnicami w czasie, wieku, warstwach społecznych, które tak naprawdę wcale aż tak różne nie są. Mózg może wybuchnąć. A najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że jest to fantastyka naukowa, w której jednak to nie świat gra pierwsze skrzypce, ale ludzie oraz ich droga życiowa.


„Czasem jedynie bardzo trudno dostrzegalna granica oddziela fanatyzm od herezji”.

Widzicie, świat stworzony przez Dana Simmonsa nie jest wcale najważniejszym elementem książki, jednak wcale nie został potraktowany po macoszemu. Cała Hegemonia wraz z jej planetami rozsianymi po całej Sieci, sposoby podróży począwszy od statków z napędem Hawkinga (i długu czasowym, z którym trzeba się liczyć podczas podróżowania) a na transportalach zakończywszy, jest spójna, dość sensowna, przemyślana i przedstawiona w odpowiedni sposób. Podczas lektury „Hyperiona” wiadomo, na czym człowiek powinien się skupić i nie jest atakowany potokiem nowomowy, jak to ma miejsce np. w „Kwantowym Złodzieju”. Podobnie wygląda sprawa nie tylko z samym światem, ale i jego głównymi komponentami, odgrywającymi ogromną rolę – jak na przykład TechnoJądro wraz z SI. Wszystko ma swoje miejsce i choć skryte w tle wydarzeń, ma na nie przeogromny wpływ.

Ciężko opisać tę książkę w kilku słowach tak jak ciężko ją jednoznacznie ocenić. Trudno jest mi znaleźć jakiekolwiek jej wady, zwłaszcza takie duże, rażące, chociaż też nie czułem takiego… pociągu do niej w trakcie lektury. Jest ona naprawdę niesamowicie dojrzałą pozycją, przeznaczoną dla bardziej ambitnych osób – a raczej dla tych, które akurat szukają ambitniejszej lektury. Nie jest przy tym ciężkim tytułem, wręcz przeciwnie, wchodzi gładko jak nóż w ciepłe masło. Nic więc dziwnego, że zbiera tyle pochlebnych opinii, bo ciężko obok niej przejść obojętnie i nie zwrócić uwagi na co najmniej jedną z wielu warstw, z których jest zbudowana. Jedno jest pewne – z wielką chęcią sięgnę po każdy kolejny tom, bo aż umieram z ciekawości, jak się to wszystko dalej potoczy!

Łączna ocena: 8/10



Cykl „Hyperion’

Hyperion | Upadek Hyperiona | Endymion | Triumf Endymiona


0 komentarze:

Publikowanie komentarza