sobota, 12 stycznia 2019

[PREMIERA] „Gdzie śpiewają diabły” – Magdalena Kubasiewicz

„Gdzie śpiewają diabły” – Magdalena Kubasiewicz
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Tytuł: Gdzie śpiewają diabły
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 304
Data wydania: 16 stycznia 2019


Wydawnictwo Uroboros kojarzy mi się z niezwykle przyjemnymi w odbiorze książkami fantastycznymi, w których próżno szukać smoków i kuli ognia, za to niemal zawsze znajdzie się nawiązanie do starych, słowiańskich wierzeń oraz motywów. Kiedy zobaczyłem w zapowiedziach „Gdzie śpiewają diabły”, wydawało mi się, że może to być zdecydowanie książka, w której „lokalne” tematy mogą wieść prym. Rekomendacje Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz Martyny Raduchowskiej utwierdziły mnie w tym przeczuciu. Kiedy zabrałem się za czytanie byłem tego już pewien. Samo wykorzystanie tak zupełnie innych, choć bliskich nam motywów nie daje jednak gwarancji sukcesu. Tutaj był to chyba strzał w dziesiątkę.

Piotr i Ewa nie byli książkowym przykładem bliźniąt. Nie ma między nimi nierozerwalnej więzi i nigdy nie było. Mimo to zaginięcie siostry jest dla Piotra wielkim szokiem i wiele razy próbuje ją odnaleźć. Również dziesięć lat po zaginięciu, kiedy ślad jego bliźniaczki pojawia się w Azylu – w postaci zdjęcia znalezionego u młodej, zamordowanej dziewczyny. Wyrusza tam niezwłocznie, aby szukać czegokolwiek, co powie mu co stało się z jego siostrą. Trafia do małego miasteczka, które nie jest zbyt przyjaźnie nastawione do obcych, a nad brzegiem okolicznego jeziora śpiewa Diabeł. Wydobycie informacji graniczy w takim miejscu z cudem, a dodatkowo trzeba uważać na to, co dzieje się wkoło. 

Autorka stworzyła naprawdę sielski obraz. Chociaż „sielski” nie jest może słowem idealnym w tym przypadku. Azyl jest miejscem, które ma swój urok i czar. Czas w nim wręcz stanął, każdy mieszkaniec ma swoje zajęcia, indywidualne cechy i przyzwyczajenia. Każde kolejno odwiedzane przez głównego bohatera miejsce kipi klimatem, spokojem i jednocześnie wydobywa się z niego coś niepokojącego. Ludzie mieszkający w Azylu nie pałają radością na widok obcego, wdzierającego się butami w ich spokojne życie, jednak starają się nie odchodzić od swoich rutynowych czynności – takich, które dyktują życie w całej okolicy. Przyroda otaczająca Azyl również napawa spokojem i niepokojem w tym samym czasie. Jezioro Diable otoczone jest pięknymi lasami, które wręcz pojawiają się same w wyobraźni, ale skrywa też swoje tajemnice.


Niesamowite jest to, jak Magdalena Kubasiewicz z pozornie prostej rzeczy potrafiła stworzyć niezwykle klimatyczny motyw przewodni. Opowieść jaka jest, każdy widzi. Jednak ta stworzona przez autorkę różni się od siebie samej w każdym możliwym detalu. Każdy mieszkaniec Azylu ma swoją własną wersję tej historii i każda jest kompletnie inna. Wydawać by się mogło, że ciężko na czymś tak trywialnym zbudować całą powieść, jednak autorce się to udało. W połączeniu z powolnym odkrywaniem kolejnych tajemnic (albo po prostu zauważeniem, że kolejne istnieją) przez Piotra, przed czytelnikiem pojawia się w miarę spójna treść, którą nie tylko czyta się szybko, ale i z przyjemnością. Sama opowieść o Diable i Czarownicy ma również swój swojski klimat – pradawny, słowiański, charakterystyczny dla starych baśni traktujących właśnie o diabłach oraz ich więzi z czarownicami i naturą.

Czasem lekko razi w oczy zbyt szybkie przedzieranie się autorki przez kolejne sceny. Część z nich – nawet jak na literaturę fantastyczną – ociera się o granice absurdu. Zwłaszcza, że cała powieść wydaje się iść w stronę realizmu i podkreślania, jak bardzo przyziemnymi sprawami zajmuje się Piotr i że wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie. Wszystko oprócz niektórych następujących po sobie przypadków i wypadków. Czasem też ciężko było się połapać w upływie czasu. Z jednej strony wspomniana już przeze mnie sielskość wręcz tego wymaga, niestety jednak nie jest to rozmycie czasu dla bohaterów, tylko dla czytelnika. Nie byłem w stanie bez zastanowienia się przeliczyć liczby dni, które upływają w Azylu ani szybko, bez zbędnej zwłoki stworzyć chronologię wydarzeń. 

Sumarycznie jest to jednak bardzo fajna lektura, którą pochłania się niesamowicie szybko. Słowo „klimat” nie może być nadużyte w kontekście „Gdzie śpiewają diabły”, ponieważ rzeczywiście jest to najlepsze słowo, jakiego można użyć opisując poszczególne elementy książki Magdaleny Kubasiewicz. Może i pojawiło się parę potknięć, które wywołały na mojej twarzy lekki grymas, jednak w ogólnym rozrachunku jestem mega zadowolony z lektury. Jednocześnie bowiem książka nie wymaga wiele od czytelnika, ale zmusza go do refleksji wprowadzając przy okazji w pogodny nastrój. Takich autorów również nam potrzeba – którzy są w stanie czytelnika zainteresować i wciągnąć na w dosłownie magiczny świat, jednak pozbawiony klasycznych smoków czy magii kul ognistych. Magia słowa i opowieści bywa jeszcze silniejsza i o wiele bardziej przyjemna w odbiorze.

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję




0 komentarze:

Publikowanie komentarza