Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jürgen Thorwald. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jürgen Thorwald. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 września 2021

Zbiorczo spod pióra w sierpniu 2021

Wakacje i po wakacjach, czas znowu szybko minął, prawda? Dni stają się coraz krótsze i (teoretycznie) chłodniejsze, zaraz pokaże się nam złota polska jesień! Na razie jednak możemy się jeszcze nacieszyć ciepłem (albo na nie ponarzekać, jak ja), całkiem niezłym słońcem i powiedzmy, że błogim lenistwem. No, w każdym razie ci, co mogą, to niech się cieszą! Będziecie z rozrzewnieniem wspominać sierpień? Czy raczej dał się Wam we znaki, zmęczył Was lub w jakikolwiek inny sposób okazał się niezbyt dobrym miesiącem?

Osobiście raczej narzekać nie mam na co. No, może prócz wspomnianego ciepła… Jestem zimnolubny, więc mrozy są mi bliższe niż upały (kiedy ktoś się cieszy ze wspaniałych dwudziestu pięciu stopni Celsjusza, ja przeklinam tę temperaturę), jednak wiecie, nic na nie nie poradzę, więc pozostało mi je zaakceptować. W sierpniu miałem mały wypad wakacyjny w bardzo urokliwe Pieniny (choć moje serce pozostaje przy skalistych i wysokich Tatrach), więc mniej więcej naładowałem baterie na kolejny rok (he-he)!

Cóż mi się udało przeczytać? A proszę bardzo, między innymi te tytuły! Jak zwykle więc zapraszam na krótką wycieczkę po dwuakapitowych opiniach o przeczytanych pozycjach.

„Ginekolodzy” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 44m
Lektor: Albert Osik

Jeśli ktoś czytał już jakieś książki Thorwalda, to mniej więcej wie, czego się spodziewać w „Ginekologach”. Jest rzeczowo, konstruktywnie, z dużym naciskiem na merytorykę oraz przedstawienie w jak najlepiej ułożonym porządku chronologicznym historię prowadzenia ciąży i leczenia problemów kobiecych. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych dzieł autora, to nieco bardziej bezpośrednie podejście do komunikacji z czytelnikiem. Czasem Jürgen Thorwald pozwala sobie nawet na sarkazm lub ironię!

Nic jednak dziwnego, ponieważ sama chirurgia cierpiała na brak wiedzy, rozwoju technologii i technik operacyjnych, a także zwykłe, klasyczne ludzie przywary. Z ginekologią było nieco inaczej, jak się okazuje, która to cierpiała głównie na… religię. A raczej z jej powodu, co właściwie nie powinno dziwić. Są to więc kompletnie inne zmagania z innymi problemami, niż te, z którymi zderzali się chirurdzy. Autor rzecz jasna nie próbował stawać po żadnej ze stron, ale przybliżyć po prostu w miarę obiektywnie całą historię, czasem jedynie pozwalając sobie na odrobinę uszczypliwości przy najbardziej absurdalnych i abstrakcyjnych nawet jak na tamte czasy decyzjach.

„Zombie” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 14h 22m
Lektor: Grzegorz Przybył

Detektyw Dawid Wolski po rozwikłaniu jednej sprawy dostaje po jakimś czasie drugą – tym razem nieco bardziej… delikatną. Tym razem jednak to nie Rosolski jest zleceniodawcą, ale prokurator Górski. Czy tym razem jest łatwiej? Ano nie, bo detektyw niewiele wie o sprawie. Trochę się tak rzuca na prawo i lewo po omacku, ale czasem z jajem, a czasem nieco poważniej. Na pewno w podobnym klimacie, co poprzednia książka, czyli „Wampir”. Taka nie do końca poważna, niekoniecznie spójna logicznie, choć robiąca wrażenie, że te takie dziury czy naciągnięcia to są specjalnie zrobione, być może dla śmiechu.

Zbyt wielu nagłych zwrotów akcji tutaj nie uświadczycie, ale i tak „Zombie” się słuchało bardzo przyjemnie. Przede wszystkim cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem pytanie „kimże on jest, czy tak serio, czy ktoś podstawiony?”. Chociaż ja akurat się nie staram rozwikłać zagadek w kryminałach, więc mogę tutaj nie być zbyt dobrym przykładem na potwierdzenie lub obalenie tezy, że Wojciech Chmielarz umie w trzymanie informacji w tajemnicy… Historia płynęła, przeplatana żartami oraz często gorzko śmiesznymi sytuacjami i nawet nie zauważyłem, kiedy ją skończyłem. Nie jest ambitna, ale na pewno zapewnia rozrywkę, a o to też przecież chodzi, prawda?

„Otchłań” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 416

Co Robert J. Szmidt to Robert J. Szmidt, prawda? Ano prawda, co potwierdza „Otchłań”, pierwszy tom „Nowej Polski”, osadzonej w Uniwersum Metro 2033 oraz Metro 2035. Jest o niebo lepsze od „O Jednomyślnych” Pawła Majki, które to książki miałem okazję przeczytać w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Co tu jest dobrego? Przede wszystkim postacie, które są bardzo jaskrawe (zwłaszcza Iskra), spójne oraz prowadzone bardzo konsekwentnie. Dosłownie jak podczas porządnej sesji RPG. Dobre jest również tempo akcji oraz całej historii. Przypomina oczywiście klasyczny quest w stylu „przejdź do punktu B, a po drodze przeżyj przygodę”, jednak to właśnie te przygody robią tu robotę.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – jak na razie trochę brakuje temu tytułowi do czołówki całej serii, jednak jest na pewno wysoko. „Konstytucja Apokalipsy” to to nie jest, jednak na pewno wyróżnia się na tle większości książek osadzonych w postapokaliptycznym uniwersum. Muszę jednak wziąć pod uwagę fakt, że jest to pierwszy tom, więc może się to jeszcze zmienić – równie dobrze Robert J. Szmidt mógł stworzyć jedynie dość dynamiczny wstępniak do jeszcze lepszej historii złożonej z… no właśnie, z czego? Zobaczę już niebawem!

„Ja, robot” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 240

Szczerze? Zbyt wielu książek typowo science-fiction to ja w życiu nie przeczytałem i możliwe, że właśnie dlatego „Ja, robot” zrobił na mnie aż tak pozytywne wrażenie. Z jednej strony czuć, że jest to naprawdę bardzo stara literatura, ale z drugiej widać również niesamowicie wyważone podejście autora do kwestii słowa „science” w nazwie odmiany gatunkowej. Czuję w środku, że nawet w latach, w których powstał ten zbiór opowiadań, nikt nie czuł się przytłoczony jego zawartością.

Wszystkie krótkie formy skupiają się wokół wprowadzenia w cały świat stworzony przez Isaaca Asimova. Przedstawiają niejako historię rozwoju robotyki na przestrzeni lat w opowieściach byłej pracownicy konsorcjum robotycznego, która miała bardzo dużo do powiedzenia w firmie. Przy okazji zachowana chronologia bardzo upłynnia opowieść i pokazuje, na czym opierają się główne założenia uniwersum. A zwłaszcza stworzone przez autora trzy Prawa Robotów Asimova.

„Spod zamarzniętych powiek” – Adam Bielecki, Dominik Szczepański

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 52m
Lektor: Filip Kosior

Historie opowiadające życie himalaistów najczęściej pojawiają się po ich śmierci. Adam Bielecki cały czas żyje (i niech żyje jak najdłużej!) i ma z pewnością jeszcze wiele do powiedzenia w kwestii wspinaczki wysokogórskiej! Jak do tej pory osiągnął jednak tak wiele, że warto nie tylko przybliżyć fragment jego życia, ale również się z nim zapoznać – a „Spod zamarzniętych powiem” robi to doskonale. Jest i młodość, i droga do szczytów, i źródło zamiłowania do wspinania, jak również nieco buntowniczego charakteru.

„Spod zamarzniętych powiek” skupia się głównie na drodze przebytej przez Adama Bieleckiego, począwszy od wspinania się w skałkach, przez Tatry, Alpy, a na Himalajach zakończywszy. Wiele z historii to nie tylko prosty przekaz, ale również pewnego rodzaju zobrazowanie problemów oraz przemian, które zachodziły w polskim alpiniście – w jaki sposób góry go zmieniały, ciosały i naginały do własnego kształtu, tworząc osobą, którą jest obecnie. Nie brakuje opisów zdobycia poszczególnych szczytów, ale jest również sporo historii niekoniecznie czysto górskiej. 

„World of Warcraft: Illidan” – William King

Format: Papier
Stron/długość: 416
Tłumacz: Dominika Repeczko

Co mnie zaskoczyło w tej książce? Brak tłumaczenia niektórych nazwisk lub miejsc! Blizzard niestety wymagał zawsze tłumaczenia wszystkiego, co się da, więc w książkach pojawiały się rzeczy typu Sylvanna Bieżywiatr (przetłumaczone z Sylvanna Windrunner), co dla fanów całego uniwersum, wychowanych na angielskich oryginałach, stanowiło od zawsze spory problem. Rzecz jasna nie była to wina tłumaczki, której to pracy jestem wielkim fanem, bo również „Illidan” został przetłumaczony w ten sam sposób, co pozwala na utrzymanie klimatu.

Sama historia stworzona przez Williama Kinga bazuje na wydarzeniach z gry, jednak mam wrażenie, że czasem jest zbyt… infantylna oraz rwana. Nie chodzi o samą fabułę, ale sposób poprowadzenia akcji, niektórych dialogów (tych niekoniecznie wziętych z gry) oraz o taki brak płynności wydarzeń. Mimo wszystko przyjemnie się czytało nieco bardziej rozszerzoną wersję rajdu na Black Temple, wraz z poszczególnymi etapami walki. Nie będzie to jednak moja ulubiona książka z tego uniwersum, nawet pomimo mojej sympatii do postaci Illidana Stormrage. Ot, taki przeciętniak, chociaż przyjemny do przeczytania.

„Grom i szkwał” – Jacek Łukawski

Format: Papier
Stron/długość: 400

Druga część jest o wiele lepsza niż poprzednia. Tym razem mamy już bardziej dynamiczną akcję, bez zbędnych przerw czy nagłych przeskoków pomiędzy wydarzeniami. Do tego fabuła skleja się nieco lepiej i w ogóle widać, w jaką to wszystko stronę zmierza. Co prawda clue tego wszystkiego nie było bardzo długo widoczne (a wszak jest to trylogia, więc połowa drugiego tomu to chyba odpowiedni moment na powolne odkrywanie kart, a nie ich rozkładanie), jednak miałem o wiele więcej satysfakcji z czytania. No dobra, w ogóle jakąkolwiek miałem.

Dopiero tutaj więc widać, skąd wzięły się te wszystkie wysokie noty dla książek. Być może pierwszy tom dostał je niejako „bonusowo”, za całokształt, ale to tylko moje gdybanie. Przy okazji autor rozszerzył również świat, co widać od samego początku na mapie dołączonej do książki – już nie obracamy się tylko w Wondettel sąsiadującym z Martwicą, ale zaglądamy za Kas Brethil oraz widzimy, co się dzieje w zamorskich krainach. Jak więc widzicie – dzieje się! Zobaczymy, czy tendencja wzrostowa została utrzymana również w trzecim tomie, za który wezmę się już niebawem!

„W kręgu zła” – Dorota Kowalska

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 51m
Lektor: Aneta Todorczuk

Bardzo… średni zbiór reportaży. Większość z nich zostawia po sobie pewien niedosyt, jakby autorka nie wyczerpała w pełni tematu. Dobrane są według klucza, którego nie mogłem odkryć – po prostu jakby chaotycznie zebrane do kupy krótkie formy z różnych gazet (na końcu każdego reportażu pojawiła się informacja, w jakim czasopiśmie lub gazecie się pojawił oraz kiedy), byle tylko wydać z tego książkę. Wszystko niby kręci się wokół ogólnie pojętych spraw kryminalnych, ale jest to bardzo luźne podejście.

Długo walczyłem z tym audiobookiem, nie zachęcał w ogóle do słuchania. Jest mnóstwo o wiele lepszych pozycji, bardziej spójnych, poruszających, przedstawiających dany problem w szczegółach. Tego, czego odmówić autorce nie można, to obiektywność – wydźwięk wszystkich jej prac jest bezstronny i czuć, że stara się przekazać tyle faktów, ile się tylko da. Niestety to nie wystarczy, żeby stworzyć porywający reportaż, który otworzy oczy szerszej publiczności.

„Paradoks kłamcy” – Michał Kuzborski

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 32m
Lektor: Filip Kosior

To jest chyba moje odkrycie tego roku! Kompletnie nieznany mi autor z książką, o której pierwsze słyszę, a tu nagle wyskakuje świetna intryga, dynamiczna akcja ze sporą ilością jej zwrotów, no i ogólnie naprawdę sztos historia! Do tego jeszcze przegenialnie przeczytana przez Filipa Kosiora (serio, to jeden z moich ulubionych lektorów, jak beletrystyka, to tylko z jego głosem). Od końcówki nie chciałem się oderwać i każda chwila, w której musiałem przerywać słuchanie, bolała dość mocno. Nie widzę w tej powieści zbyt wielu słabych punktów.

Nawet bohaterowie dają się lubić i to mocno. Konsekwentnie prowadzeni, wyraziści oraz trzymający się swoich kodeksów. Główna postać to „zawodowy kłamca”, jak można by go określić – potrafi ratować tyłek firmom oraz osobom publicznym, niekoniecznie wykorzystując do tego prawdę. Jak dorzucimy do tego próbę wrogiego przejęcia dużej firmy przemysłowej, okrasimy odrobiną świata przestępczego, to wychodzi nam całkiem niezła mieszanka, z której Michał Kuzborski upiekł doskonałe ciasto. Dużo szorstkiego, ale nie wulgarnego humoru, odrobina napięcia seksualnego wplecionego w historię to tylko nieliczne z dodatków, które pisarz umiejętnie wplótł w całą historię. Naprawdę polecam!


sobota, 1 maja 2021

Zbiorczo spod pióra w kwietniu 2021

Czy jestem jedynym, któremu ten czas tak ucieka przez palce? W sensie dosłownym i przenośnym? Nawet nie ma, kiedy czytać, a tak naprawdę nie robię zbyt wielu rzeczy naraz… Dobrze, że są audiobooki (oraz że się do nich dałem przekonać), to przynajmniej w ten sposób mogę wchłaniać kolejne tytuły jeden za drugim! Jak tak dalej pójdzie, to niedługo całkowicie się na audio przestawię, bo tych papierowych i elektronicznych to coraz mniej mi się udaje przeczytać…

Sami zresztą zobaczycie w podsumowaniu miesiąca. Jeszcze się na samym początku kwietnia trochę barowałem z „Wojną i pokojem” (chociaż naprawdę bardzo pozytywnie będę wspominał ten tytuł!), a potem niby już z górki, ale jakoś mnie i tak ciągle coś odciągało od książek. A to coś tam trzeba zrobić wieczorem, a to mi się zachciało trochę pograć w jakąś gierkę mobilną (wytrzymałem z jedną od stycznia i ciągle gram!), no i jakoś tak nie po drodze było mi ze słowem pisanym… Święta? Jakie święta jak zwykle za kółkiem i stołem!

No, chyba jednak wystarczy tego marudzenia. Pora przejść do crème de la crème!

„Niewolnicy słońca” – Antoni Ferdynand Ossendowski

Format: Audiobook
Stron/długość: 16h 0m
Lektor: Marcin Popczyński

Naprawdę nie mam pojęcia, czemu wcześniej nie odkryłem książek Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego. Nie dziwię się, że był tłumaczony na wiele innych języków, bo jego proza jest naprawdę nieziemska. Barwny język, umiejętność zbudowana wciągającej historii oraz opisy, które pobudzają wyobraźnię do działania to tylko niektóre z cech „Niewolników słońca”. Na pewno jedną z ważniejszych w tej pozycji jest umiejętność odpowiedniego dobrania opowiadań, legend i anegdot z wyprawy autora do Afryki.

Bardzo polecam tę pozycję, zwłaszcza tym, którzy chcą się dowiedzieć, jak wyglądała Afryka oraz podejście do jej mieszkańców za czasów kolonializmu. Autor opowiada nie tylko o życiu jej mieszkańców, ale również o zawiłościach powiązań między przybyszami z Europy a rdzennymi mieszkańcami. Spotkałem się nawet już z opiniami, że książka jest rasistowska, i z jednej strony trudno się z tym nie zgodzić, a z drugiej jest to przecież dzieło wydane w latach 20. XX wieku! Może i nie jest to źródło historyczne, jednak zdecydowanie powinno się na nie spoglądać przez pryzmat historii.

„Kruchy dom duszy” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 19h 3m
Lektor: Marcin Popczyński

Jak zwykle Jürgen Thorwald na najwyższym poziomie! Tym razem mamy do czynienia z historią neurologii, neurochirurgii oraz całą resztą dziedzin zajmujących się ogólnie pojętym mózgiem wraz z jego chorobami. Autor po raz kolejny w mega przyjemny sposób przechodzi przez wszystkie najważniejsze wydarzenia (wraz z historią osobistości biorących w nich udział), aby pokazać, jak na przestrzeni lat zmieniała się ludzka wiedza na temat mózgu. W końcu to jeden z najważniejszych i najdelikatniejszych organów, jakie posiada istota ludzka, prawda?

Tym razem jest nieco mniej krwawych opisów, chociaż nie brakuje próby przedstawienia, w jaki sposób mogły wyglądać pierwsze operacje na mózgu. Zwłaszcza te niekoniecznie udane. Jürgen Thorwald wskazuje również, jak dużą rolę odegrały eksperymenty na zwierzętach, a także, z jakim sprzeciwem spotkały się wśród ludności, jednak nie próbuje moralizować ani stawać po żadnej ze stron. Po prostu przekazuje fakty. To jest chyba najważniejsza cecha tego autora – stawia na rzetelność, obiektywność oraz po prostu zwykłe, czyste informacje. Nie mam wyjścia, muszę zdecydowanie polecić Wam również ten tytuł!

„Lhotse. Lodowa siostra Everestu” – Monika Witkowska

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 13m
Lektor: Monika Witkowska

Literatura górska ma w sobie coś, co przyciąga czytelnika co jakiś czas. Nie mógłbym skupiać się tym na niej, jednak po kilku przeczytanych pozycjach z innych gatunków lub odmian, po prostu chce mi się wrócić do opisów gór wysokich. Tym razem wybór padł na „Lhotse. Lodową siostrę Everestu” Moniki Witkowskiej – himalaistki, podróżniczki, przewodniczki wypraw trekkingowych. To była zupełnie inna książka o górach, niż te, które miałem do tej pory okazję przeczytać. W tym przypadku większość informacji skupiała się wokół konkretnej wyprawy na Lhotse, którą autorka odbyła w 2019 roku.

Czasem brakowało mi aż takich szczegółów dotyczących wypraw w innych pozycjach, z którymi się zapoznałem. W tym przypadku autorka skupia się nie tylko na odrobinie historii zdobycia Lhotse, czwartego szczytu świata, ale również (a może przede wszystkim) na tym, z czym sama się zetknęła, począwszy od planowania wyjazdu, aż po jego zakończenie. Nawet tak prozaiczne rzeczy, jak opowieść o rzekomej ręce i czaszce yeti, znajdujących się w klasztorze Pangboche, dodają kolorytu całej opowieści. Czuć, że nie chodzi tylko o samo pochwalenie się zdobyciem jakiegoś szczytu, ale ukazaniem też kawałka kultury Himalajów i okolic.

„Zabić drozda” – Harper Lee

Format: E-book
Stron/długość: 424
Tłumacz: Maciej Szymański

Mam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Trudno jej odmówić pewnego językowego i fabularnego piękna, tak samo, jak nie można jej zarzucić na przykład spłycenia problemu traktowania czarnoskórych osób w Stanach Zjednoczonych Ameryki w latach 30. XX wieku. Jednak pierwsza połowa „Zabić drozda” to bardzo powolne przedstawienie uczestników wydarzeń opisanych w jej drugiej połowie – i to przedstawienie w sposób niekoniecznie idealny. Przyznać muszę, że wmuszałem w siebie pierwsze 60% z nadzieją, że zaraz pojawi się powód, dla którego „Zabić drozda” jest na ustach wielu osób już od dawien dawna. Na szczęście tak się stało.

Główna część książki kręci się wokół procesu jednego z czarnoskórych mieszkańców miasteczka Maycomb. Ukazuje uprzedzenia na tle rasowym, pokazuje, w jaki sposób biali ludzie byli nastawieni zarówno do samych czarnoskórych, jak i sprawiedliwości sądowej, stawiając naprzeciw temu wszystkiemu spojrzenie niewinnych dzieci, nieskażonych jeszcze stereotypami. Harper Lee balansuje między tymi dwoma aspektami bardzo zgrabnie. Gdyby tylko odpuściła sobie przydługi wstęp, a skupiła się właśnie na problematyce rasizmu w latach 30. XX wieku, to byłoby naprawdę bardzo zacne dzieło. Niestety ta skaza mocno odbija się na odbiorze.


niedziela, 4 kwietnia 2021

Co pod pióro w kwietniu 2021?

Może wreszcie kwiecień przyniesie nam ocieplenie! Nie, żebym tęsknił za gorącem i trzydziestoma stopniami w lipcu czy sierpniu, ale te marcowe wahania jednak mnie odrobinę wykończyły. Raz słońce, raz deszcz, tu zaraz śnieg – człowiek po takiej huśtawce (zwłaszcza ciśnienia atmosferycznego) to miał na koniec dnia ochotę tylko położyć się spać. Właśnie dlatego po cichu liczę na to, że już będzie bardziej… stabilnie. A jak będzie do tego ciepło, to będę mógł wreszcie otworzyć sezon na leżakowanie na balkonie! Wręcz nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł go wtarabanić na balkon, odświeżyć i rozłożyć! 

Co prawda pogody sobie zaplanować nie mogę, muszę akceptować to, co przyjdzie, jednak książki mogę zakolejkować! Trochę mi to ostatnimi czasy średnio wychodzi (znaczy mniej niż bardziej), ale lubię wiedzieć, że chociaż częściowo panuję nad sytuacją… Ewentualnie, że chociaż WYDAJE MI SIĘ, że panuję, hy-hy… Trochę mam problem z estymowaniem czasu potrzebnego na przeczytanie danej pozycji (patrz: „Wojna i pokój”...), ale nic to. Jakoś to będzie.

Poniżej znaleźć więc możecie listę potencjalnych tytułów, które ukażą się na blogu oraz w moich social mediach! Tym razem jednak trzy pozycje, ze względu na jeszcze ciągnącą się za mną „Wojnę i pokój”...

„Zabić drozda” – Harper Lee

Miałem przeczytać już w marcu, ale rozumiecie – „Wojna i pokój” mnie przytłoczyły… No i wygrały cały miesiąc! „Zabić drozda” to nie tylko klasyka klasyki, ale również jeden z moich planów na ten rok w ramach #5na2021, więc planuję go przeczytać w pierwszej kolejności!

„Dzielnica obiecana” – Paweł Majka

Kolejna ciągle odkładana na później książka… Z Uniwersum Metro 2033 już bardzo dawno nie miałem do czynienia, a jeszcze sporo tytułów mi zostało do przeczytania! W tym właśnie między innymi ta polska odsłona Pawła Majki czy Roberta Szmidta. Trzymajcie więc proszę kciuki, żeby tym razem się udało!

„Projekt Jednorożec” – Gene Kim

Nie zdziwię się, jeśli ten tytuł kompletnie nic Wam nie mówi. To jest bowiem niejako kontynuacja „Projektu Feniks”, czegoś w rodzaju biblii metodologii DevOps, która została napisana w sfabularyzowany sposób. Feniks jest już dawno za mną, więc teraz pora na jego nową odsłonę!

AUDIOBOOKI

Jak zwykle będę wsysał audiobooki kilogramami! W każdym razie mam taką nadzieję… Jak jednak wyjdzie, to zobaczymy w praniu. Możecie się jednak spodziewać między innymi takich oto tytułów:


  • „Niewolnicy słońca” – Antoni Ferdynand Ossendowski
  • „Kruchy dom duszy” – Jürgen Thorwald
  • „Policjantki” – Mariann Fijewska
  • „Lhotse. Lodowa siostra Everestu” – Monika Witkowska



wtorek, 1 grudnia 2020

Zbiorczo spod pióra – listopad 2020

Jak tam listopad? Spoko było? Smutno? Wesoło? Nie, nie pomyliłem wpisów, to cały czas jest post ze zbiorczymi, krótkimi opiniami o niektórych tytułach przeczytanych lub przesłuchanych przeze mnie w minionym miesiącu. Po prostu często plany i możliwości czytelnicze idą w parze z ogólnym nastrojem oraz nastawieniem do życia i otaczającego nas świata. A w końcu nie od dziś wiadomo, że listopad jest dla wielu osób bardzo ciężkim i przytłaczającym miesiącem. Jesień wjeżdża na pełnej, ale już w tej nieco mniej przyjemnej odsłonie (chociaż to też zależy od nastawienia!) no i lepiej się czasem po prostu siedzi przed serialem. Książki za to się odkłada na bok, zwłaszcza jeśli trudno się człowiekowi skupić na tym, co czyta.

Dla mnie na całe szczęście te problemy nie istnieją, bo raz, że pogoda nigdy mi nie przeszkadzała w tym, co robię, a dwa, wolę niższe temperatury. Brak słońca również nie stanowi wielkiej przeszkody. Jedynie kręcę nosem, jeśli muszę chodzić w deszczu – nie mam po prostu porządnej membrany, którą mógłbym na siebie narzucić i mieć siekący deszcz z mroźnym wiatrem w głębokim poważaniu. Jednak zarówno papier, e-booki, jak i również audiobooki leciały w takim samym zagęszczeniu, jak zwykle! W związku z tym niniejszy post nie jest jakoś szczególnie odchudzony (chociaż miałem kilka recenzenckich egzemplarzy, które otrzymały „pełne” opinie).

Jak co miesiąc, wszystkie okładki pochodzą z serwisu „Lubimy Czytać”.

„Triumf chirurgów” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 20m
Lektor: Marcin Popczyński

„Triumf chirurgów” jest niejako kontynuacją „Stulecia chirurgów”, które wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jednak „Triumf” jest jeszcze lepszy – tym razem autor oparł książkę DOSŁOWNIE na zapiskach swojego dziadka, Henry'ego Stevena Hartmanna. Odpowiednio przeredagowane i przystosowane do współczesnego czytelnika, ale jednak oryginalne zapiski, dzięki którym dostajemy relację z tego, co widział i czego świadkiem był doktor Hartmann. A jest co śledzić! Poprzednia książka była jedynie wprowadzeniem do całego łańcucha odkryć związanych z chirurgią – od samych problemów technicznych operacji, aż po aseptykę i antyseptykę, jak również problematykę znieczuleń miejscowych.

Mnóstwo szczegółów i to dość barwnie opisanych, więc nie jest to raczej pozycja dla osób wrażliwych. Na kartach książki możemy znaleźć opisy pierwszych operacji guzów mózgu, rdzenia kręgowego, wola w tarczycy, nowotworów krtani czy nawet przepukliny pachwinowej. Zwłaszcza ta ostatnia ma bogatą i brutalną historię „leczenia”, od której mogą się kiszki same z przerażenia zacząć kręcić. Jednak dla osób uodpornionych na brutalne opisy, może to być naprawdę wartościowa pozycja. Pozwala skłonić głowę z szacunkiem dla wszystkich odkryć oraz postępu, jaki zrobiła medycyna – jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu chirurgia bardziej przypominała rzeźnię niż sztukę.

„Pandemia. Raport z frontu” – Paweł Kapusta

Format: Audiobook
Stron/długość: 6h 21m
Lektor: Wojciech Żołądkowicz

Kiedy się zabierałem za „Pandemię”, czułem podskórnie, że podczas słuchania będzie mnie nosić we wszystkie strony. Przywykłem już do tego, że Paweł Kapusta nie bierze jeńców i jego reportaże potrafią wywołać naprawdę ogromne emocje. Przy okazji temat jest aktualny, cały czas gorący i choć książka została wydana po „pierwszej fali”, to wciąż jest jak najbardziej aktualna. Problemy opisywane przez autora zapewne obecnie, w listopadzie 2020 roku, są jeszcze bardziej wyraźne i spotęgowane. A problemów tych jest bez liku i trudno wskazać jakichkolwiek winnych wszystkich opisywanych przez niego sytuacji. Zwyczajnie ani przeciętni ludzie, ani służby, ani absolutnie nikt inny nie był na to wszystko przygotowany. Jednak własne zachowanie można zmienić – co bywa niestety trudne, patrząc na historie przytaczane przez rozmówców Pawła Kapusty.

Dostaje się jak zwykle wszystkim – począwszy od zwyczajnych ludzi, którzy chcą tylko jakoś żyć dalej, poprzez niekompetentne osoby na przeróżnych stanowiskach, a na całokształcie „systemu” zakończywszy. Wiecie jednak, co jest najgorsze? Słuchanie o kompletnym braku odpowiedzialności oraz instynktu samozachowawczego u ogromnej liczby ludzi. Niezależnie od tego, za co są odpowiedzialni i czego by się po nich można było spodziewać. Jeśli można jakieś wnioski wyciągnąć z „Pandemii” to takie, że ludziom się od dobrobytu naprawdę poprzewracało w głowach i cywilizowany świat już długo nie wytrzyma w takiej formie, w jakiej obecnie go widzimy. To wszystko po prostu zwyczajnie jebnie.

„Lalka” – Bolesław Prus

Format: Słuchowisko
Stron/długość: 11h 19m
Lektor: Zbiorowy

Skusiłem się na „Lalkę” z dwóch powodów. Pierwszym z nich był fakt, że Empik Go wydało ją jako słuchowisko, a już zdążyłem zauważyć, że ich słuchowiska są na bardzo wysokim poziomie. Nie przebili jeszcze superNOWA, która nagrała wiele dzieł Sapkowskiego, jednak jest to naprawdę uczta dla uszu. Tak było i tym razem – aktorzy dawali z siebie wszystko i potrafili przekazać emocje samym głosem dokładnie tak, żeby oddać to, co dzieje się w głowach ich postaci. Wspaniała uczta, dodatkowo okraszona odpowiednimi dźwiękami oraz muzyką w tle. Julia Wieniawa zagrała tak przekonująco, że słuchając tylko jej tonu głosu, odczuwa się pewnego rodzaju niechęć graniczącą z nienawiścią do Izabeli Łęckiej.

Drugim powodem była próba podejścia do lektury szkolnej po wielu latach. „Lalkę” oczywiście czytałem za czasów młodości, kiedy uczniowie byli do tego poniekąd zmuszani. Jak się można domyślić, odebrałem tę powieść jako bardzo nudną, nieinteresującą, monotonną i ogólnie niezbyt lotną. O jakże się myliłem! Zapewne byłem o wiele zbyt młody, żeby docenić zarówno wielowarstwowość fabuły, jak i przemiany bohaterów, zwłaszcza upadającej powoli arystokracji w zderzeniu z bogacącymi się kupcami. Cóż, to jedynie kolejny dowód na to, że spis lektur szkolnych wymaga gruntownej przebudowy i dostosowania do realiów. 

„Broad Peak. Niebo i piekło” – Przemysław Wilczyński, Bartek Dobroch

Format: Audiobook
Stron/długość: 13h 6m
Lektor: Tomasz Sobczak

Przeczytałem już kilka różnych książek o tematyce wysokogórskiej, traktujących zarówno o konkretnych miejscach, jak i osobach (a nawet rodzinach himalaistów). Trochę więc mam już „doświadczenia”, a przede wszystkim mam już z czym porównywać kolejne tytuły. Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że przede mną jeszcze ogromna liczba napisanych już pozycji, że nie wspomnę o tych, które dopiero powstaną. Mimo to jestem w stanie z czystym sumieniem napisać, że „Broad Peak. Niebo i piekło” to najbardziej obiektywna książka o tej tematyce, jaką miałem do tej pory okazję przeczytać lub przesłuchać. Mega rzetelna i widać na kilometr, że autorzy próbują nie stawać po żadnej stronie… konfliktu, jeśli mogę tak to nazwać.

Przemysław Wilczyński oraz Bartek Dobroch podjęli próbę opisania nieco szerzej tragedii na Broad Peak z 2013 roku, podczas której życie stracili Maciej Berbeka oraz Tomasz Kowalski. Książka to nie tylko sama historia tej wyprawy oraz tego, co działo się zarówno w mediach, jak i w Polskim Związku Alpinizmu. To również przybliżone dzieje każdego z uczestników tej wyprawy oraz rozmowy z innymi himalaistami na temat wydarzeń z roku 2013. To także przybliżenie innych tragedii, które miały miejsce w tym feralnym, 2013 roku, razem z atakiem terrorystów pod Nanga Parbat. Dużo treści, ale ani jej ilość nie przytłacza, ani nie nudzi.

„Antologia polskiego cyberpunka” – Praca zbiorowa

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 37m
Lektor: Wielu lektorów

Zaskakująca dobra antologia! Wiele zbiorów odbiło mi się czkawką, bo opowiadania były albo niedopracowane, albo za szybkie, albo za długie, albo po prostu nijakie. Nie jest to łatwa forma, więc wcale autorów nie próbuję winić, że niezbyt im ona wychodzi. Tutaj jednak zdecydowana większośc była naprawdę wspaniała. Nie ma czemu jednak dziwić, w końcu mamy tu takie nazwiska jak Orłowski, Wegner czy Majka – zdziwiłbym się bardzo, gdyby „Antologia polskiego cyberpunka” była słaba. Niektóre z tych opowiadań bardzo chętnie zobaczyłbym w nieco rozszerzonej wersji. Znaczy się jako powieść albo najlepiej cykl.

Na dodatkowe wyróżnienie zasługuje oprawa dźwiękowa. Audiobook został stworzony jako coś pomiędzy pełnym słuchowiskiem, a właśnie audiobookiem. Nie ma wielu lektorów, którzy biorą udział w jednym opowiadaniu – jest tylko jeden – za to w tle wykorzystano odpowiednią muzykę oraz efekty dźwiękowe. Lektorzy zresztą też stanęli na wysokości zadania i postarali się, aby słuchacz mógł łatwo odróżnić poszczególne kwestie dialogowe i miał chociaż namiastkę odczuwania emocji. Być może taka forma (bez wielu aktorów) jest tańsza w produkcji, ale wcale nie gorsza. Wiadomo, nie jest to dokładnie to, co w przypadku pełnoprawnego słuchowiska, jednak też przyniosło mi mnóstwo przyjemności ze słuchania.

„Na sygnale” – Lysa Walder

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 41m
Lektor: Elżbieta Kijowska

Spodziewałem się w sumie czegoś innego, ale to, co otrzymałem, też jest bardzo spoko! Za bardzo chyba przywykłem do polskiego reportażu, który dość brutalnie odziera rzeczywistość z warstw maskujących i pokazuje najbardziej nawet niewygodne rzeczy. Na to samo nastawiłem się przed sięgnięciem po „Na sygnale”. Rzecz jasna, zamiast sprawdzić opinie, czy bardziej szczegółowe opisy to po prostu sobie coś… no… założyłem! Tymczasem jest to książka napisana przez ratowniczkę medyczną, która opisuje przeróżne przypadki, z którymi miała do czynienia w trakcie swojej kariery w karetce pogotowia. No, czy jak w oryginale nazywa się w Wielkiej Brytanii ambulans!

Wychodzi na to, że Polska wcale nie różni się od Wielkiej Brytanii pod wieloma względami – większość historii brzmiała dokładnie tak, jakby mogła się wydarzyć w naszym pięknym, nadbałtyckim kraju. Autorka dobrała w miarę po równo przypadki szokujące, przerażające, zaskakujące i podnoszące morale oraz wiarę w ludzi. Po prostu pełen przekrój! To by również mogło wyjaśniać, czemu książka z 2011 roku może być cały czas aktualna. Niewiele jest informacji o przepisach dotyczących ratownictwa medycznego, więc to tak naprawdę jedyny aspekt, na który powinno się patrzeć przez palce. Reszta natomiast to dobrze opisane przypadki medyczne i społeczne.


środa, 4 listopada 2020

Co pod pióro w listopadzie 2020?

Pewnie spodziewacie się ujrzeć tu jakieś typowe dla jesieni tytuły? Jeśli tak, to niestety muszę Was zasmucić – raczej nie ulegam nastrojom pogodowym i nie dobieram książek do panującej za oknem pogody. Tak naprawdę nie mam żadnego klucza doboru, oprócz chwilowego widzimisię pod koniec miesiąca. Jedynie rozpoczęte cykle mogą kierować moimi wyborami – w końcu warto kończyć to, co się rozpoczęło, prawda? Przez chwilę nawet myślałem, że fajnie by było „Zgrozę w Dunwich” przeczytać w listopadzie, a najlepiej zacząć ją na samym początku (wiecie, Halloween na koniec października, Wszystkich Świętych i te sprawy), ale chyba jednak jeszcze nie jestem na nią gotowy. Tak jakoś czuję, że jeszcze powinienem poczekać, zanim sięgnę po ten zbiór. Nie wiem czemu, ale wolę tego głosu posłuchać.

Wybrać więc musiałem do swoich planów zupełnie inne tytuły. Wiedziałem, że prawdopodobnie trafi w moje ręce kilka egzemplarzy recenzenckich, chociaż nie byłem pewien (i wciąż zresztą nie jestem) ile z nich doleci i ile w ogóle przeczytam w listopadzie. No a warto też jednak półkowniki czytać, zwłaszcza te nieco starsze. W końcu nowości i Wy macie po uszy w social mediach, no i również ja. Wyszedł więc taki… trochę niepewny miks, który nie mam pojęcia, jak mocno zmieni się na przestrzeni całego miesiąca. Równie dobrze może się okazać, że tym razem swoje plany wywrócę kompletnie do góry nogami. No, ale to już zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Tymczasem przedstawiam teoretyczne plany na świeżo rozpoczęty miesiąc! Wszystkie okładki jak zawsze pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Dzielnica obiecana” – Paweł Majka

To był mój plan na poprzedni miesiąc, ale nie wyszedł. W takim razie przechodzi na listopad! Jedna z polskich wersji tego, co mogłoby się wydarzyć po wojnie nuklearnej. Zobaczymy, cóż Paweł Majka wymyślił dla Nowej Huty, jednej z krakowskich dzielnic, i jak będzie wyglądała w Uniwersum Metro 2033.

„Ja, diablica” – Katarzyna Berenika Miszczuk

W tym przypadku źle wycelowałem z datą otrzymania egzemplarzy recenzenckich… Znaczy, zgubiłem się trochę we własnych planach, więc prawdopodobnie cykl diablekso-anielski Katarzyny Bereniki Miszczuk zacznę dopiero w listopadzie – a w każdym razie mam taką nadzieję!

„Ogień nie zabije smoka” – James Hibberd

Kolejna pozycja recenzencka, również od Wydawnictwa W.A.B.! Szał na „Grę o tron” już dawno ostygł, ale bardzo możliwe, że ta książka chociaż na chwilę rozpali go ponownie. No albo i nie – przekonamy się niebawem. Czemu tak sądzę? Kulisy kręcenia jednego z najgłośniejszych seriali ostatnich lat mogą faktycznie być bardzo… gorące...

„Raróg” – Anna Sokalska

Pora też sięgnąć po jakiś bardziej klasyczny thriller lub coś do niego zbliżone. „Raróg”, którego egzemplarz wygrałem w konkursie, wydaje się idealnym kandydatem! Anny Sokalskiej nie czytałem nigdy wcześniej, a internety mówią, że była nominowana do kilku nagród za swoją twórczość. Czemu więc nie spróbować?

AUDIOBOOKI

Klasycznie nie wiem, na co trafię w trakcie poszukiwań (zwłaszcza że co chwilę pojawiają się nowe pozycje w Empik Go, którego to abonament posiadam), ale pewne plany się już wyklarowały. Tak mniej więcej. Spośród wszystkich tytułów, które obecnie leżą w mojej biblioteczce w aplikacji, te są tymi, które teoretycznie powinny iść w pierwszej kolejności:

  • „Triumf chirurgów” – Jürgen Thorwald
  • „Broad Peak. Niebo i piekło” – Przemysław Wilczyński
  • „Pies” – Jakub Gończyk
  • „Lalka” – Bolesław Prus (słuchowisko)


czwartek, 1 października 2020

Zbiorczo spod pióra – wrzesień 2020

Nie mam pojęcia na tę chwilę, czy wrzesień będzie nas rozpieszczał, czy nie. Piszę bowiem te słowa jeszcze w jego pierwszych dniach, jako pewnego rodzaju wstępniak. Poniższe opinie (ależ górnolotne słowo na te dwuakapitowce!) rzecz jasna pojawiają się na bieżąco po przeczytaniu konkretnej pozycji, ale rozumiecie… Wszystkiego się ani nie da, ani człowiekowi nie chce na sam koniec zostawiać! Zwłaszcza że ja jestem osobą, która zaczyna daną rzecz tak wcześnie, jak się tylko da. Czemu więc miałbym nie przerzucić tej zasady również na posty, które dla Was piszę. Wróćmy jednak do sedna… Nie wiem, czy wrzesień będzie nas rozpieszczał, ale wiem, że my sami możemy sprawić, że będzie o wiele lepszy! Między innymi poprzez porządne dobranie książki do czytania.

Co prawda niniejszy post nie pomoże Wam akurat w poprawieniu swojego września, jednak być może da Wam szansę na zrewidowanie planów czytelniczych na październik! Parę słów o każdej książce, która nie pojawiła się w formie pełnej recenzji, to też jakaś wskazówka. Zwłaszcza że staram się zawsze wybrać tylko co, co według mnie jest najważniejsze w danej pozycji. Mam jednak nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie w tym zestawieniu, lub uda się Wam uniknąć lektury, która nie będzie Was satysfakcjonowała!

„Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie” – Terry Pratchett

Format: Papier
Stron/długość: 254
Tłumacz: Piotr W. Cholewa

To już był przedostatni tom z kolekcji „Świata Dysku”, który przeczytałem. Została mi jedynie „Pasterska korona”, więc cieszę się, że Maurycy okazał się równie świetny, jak większość ostatnio przeze mnie przeczytanych książek brytyjskiego pisarza! Przygody kota Maurycego oraz jego edukowanych gryzoni są wspaniałymi i bardzo… edukacyjnymi historiami. Czysto teoretycznie Pratchett przepuszcza przez swoje krzywe zwierciadło historie związane ze szczurzymi grajkami, jednak schował również coś o wiele ważniejszego – porównanie ludzi oraz szczurów.

Wydaje Wam się to trochę… nie na miejscu? Na pierwszy rzut oka można tak pomyśleć, jednak autor nie stawia obok siebie człowieka i szczura, ale poprzez wypowiedzi inteligentnych szczurów rzuca nam, jako gatunkowi, wyzwanie. Pokazuje, jak moglibyśmy być widziani przez szczury – jako totalnie bezsensownie postępujące istoty, które lubują się w zdradach, kombinowaniu, niszczeniu własnego środowiska naturalnego, chytrych i pełnych sprzeczności. Jest tam wiele dających do myślenia cytatów, z którymi warto się zapoznać i wziąć je sobie do serca.

„Stulecie detektywów” – Jürgen Thorwald

Format: Audiobook
Stron/długość: 26h 11m
Lektor: Popczyński Marcin

Miałem już okazję czytać inną książkę tego autora – „Stulecie chirurgów” – przewspaniała pozycja, pełna szczegółowych, choć nie zanudzających informacji o historii medycyny. Tym razem Jürgen Thorwald wziął na warsztat historię detektywów! Chociaż jest to dość niefortunny tytuł, albowiem nie chodzi jedynie o samych detektywów czy ogólnie pojętą policję. Ta działka to jedynie jedna z części całej książki. Jest ona o wiele bardziej bogata w wiedzę, z zachowaniem tego samego stylu, jaki być może znacie z innych pozycji tego pisarza.

Jeśli jesteście zainteresowani takimi tematami jak toksykologia oraz jej rozwój (i pierwsze kroki), balistyka sądowa czy sama medycyna sądowa, to jest to właśnie książka dla Was! Bardzo fajnie się jej słuchało zaraz po wysłuchaniu „Krwawego księżyca”, w którym pojawiły się pierwsze chwile istnienia i pracy FBI – a tutaj mamy już wszystko kompleksowo. Bardzo fajnie autor podzielił to na części oraz rozdziały, w których słuchamy konkretnych historii z konkretnymi ludźmi, z których się dopiero wyłania cały obraz danego tematu. Wszystko jest uporządkowane, zrozumiałe, a do tego autor wszedł w swoją pracę wystarczająco głęboko, żeby zaspokoić ciekawość nawet najbardziej wymagającej osoby.

„Dlaczego śpimy” – dr Matthew Walker

Format: Audiobook
Stron/długość: 15h 02m
Lektor: Andrzej Ferenc

Jest to chyba jedna z najbardziej znanych książek popularnonaukowych dotyczących snu. Nic jednak dziwnego – tytuł ten zawiera w sobie ogrom wiedzy i to bardzo szczegółowej (czasem aż by się chciało usunąć trochę detali). Przy okazji autor w bardzo pewny siebie sposób przedstawia kolejne informacje dotyczące snu oraz potencjalnych problemów wywołanych jego brakiem. Jednak jest to też w pewnym sensie minus „Dlaczego śpimy”. Wokół książki bowiem wyrosło trochę kontrowersji, a obawiam się, że nie są one bezzasadne. Radek Kotarski wypunktował już w jednym z odcinków Polimatów nieścisłości oraz wręcz kłamstwa, które padły spod pióra Matthew Walkera, jednak sam widzę dwa inne główne problemy.

Pierwszym jest zafiksowanie się autora na ośmiu godzinach snu. To jest według niego magiczna liczba, której nie wolno odpuszczać nawet na jedną sekundę. Drugim problemem jest wspomniana już pewność siebie – w połączeniu z dość przesadzonymi w niektórych miejscach liczbami oraz pierwszym problemem, daje to wybuchową mieszankę. Ludzie mogą za bardzo się przestraszyć konsekwencji i zacząć działać przeciw naturze, jeśli tak można określić. Oczywiście nie można odmówić pisarzowi ogromu faktycznej wiedzy, z której wiele osób nie zdawało sobie sprawy. Niestety trzeba uważać podczas czytania i jeszcze bardziej niż zwykle weryfikować wszystko, co się przeczyta/usłyszy. Zwłaszcza jeśli chodzi o dane dotyczące potencjalnego wzrostu prawdopodobieństwa zachorowania na coś przez niedobór snu.

„Anatomia góry” – Rafał Fronia

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 30m
Lektor: Marcin Popczyński

To była moja pierwsza książka górska – wcześniej jedynie czytałem opinie o takich pozycjach i zastanawiałem się, czy w ogóle mi się to wszystko spodoba. Lubię góry, nie tylko oglądać, ale i po nich chodzić, jednak moje wojaże kończyły się zawsze gdzieś w okolicach dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza – znaczy w naszych polskich górach. Tymczasem Rafał Fronia w „Anatomii góry” opowiada o swoich przygodach na o wiele większych wysokościach, w tym na najwyższych szczycie Ziemi – Mount Everest. Przy okazji przedstawia (chociaż bardzo pokrótce) swoją własną drogę od rodzinnych Karkonoszy do wielkich ośmiotysięczników, na które nikt nie wybiera się samotnie. W pewnym sensie więc pozwala spróbować człowiekowi zrozumieć, skąd się w ogóle bierze ten wielki pęd w stronę śmierci – śmierci oraz piękna.

Cała książka jest trochę chaotyczna i autor często przeskakuje spore jednostki czasu w swojej opowieści. Wiecie, w pierwszej chwili przechodzicie razem z nim z jednego obozu, do drugiego, a zaraz już niemalże jesteście na dole (albo walczycie z niedogodnościami podczas schodzenia). Można jednak powiedzieć, że ten chaos ma swój porządek, bo w ten sposób wygląda każdy opis wyprawy – czy to na nepalskie ośmiotysięczniki, czy na lodowiec Baltoro, czy choćby na koronę Europy, Mont Blanc. Faktycznie jednak Rafał Fronia skupia się na przedstawieniu tych najpiękniejszych jego zdaniem chwil, które mogą nam pokazać, dlaczego tylu ludzi każdego roku stara się wybrać na kosztowne i często niebezpieczne wyprawy. Można powiedzieć, że miłość autora do gór wręcz rozlewa się wokół jego książki lawiną.

„Rozmowa z górą” – Rafał Fronia

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 20m
Lektor: Marcin Popczyński

Tym razem jest to zupełnie inna książka niż „Anatomia góry” – słusznie zauważył jeden z bookstagramerów, który mi ją polecił, że jest o wiele bardziej osobista. Przy okazji o wiele bardziej górnolotna, gdzie emfaza przeplata się z bardzo prostymi żartami. Jest też o wiele bardziej spokojna, płynąca w pewnym sensie, pozwalająca na próby wyobrażenia sobie tego wszystkiego, co opisuje Rafał Fronia. Faktycznie skonstruowana jest tak, jakby autor chciał pokazać całą konstrukcję dialogu między himalaistą a górą, którą planuje zdobyć, począwszy od lądowania w najbliższym mieście, z którego można wyruszyć, aż po szczyt. Po drodze jest nie tylko base camp, od którego bardzo wiele osób rozpoczyna opowieść, ale również cała droga do niego prowadząca – a tę też trzeba przebyć.

Chyba bardziej mi się podoba „Rozmowa z górą” niż „Anatomia góry”. Jest mniej chaotyczna, bardziej płynna, a do tego pełna zarówno faktów, jak i przemyśleń. Pokazuje od kuchni cały ciąg wyprawy wysokogórskiej wraz z tym, co dzieje się w głowie człowieka. No i jak ważny jest szacunek do góry, bez względu na to, jaką ma wysokość. Zresztą nie brakuje wcale wstawek opisujących wypady w polskie Tatry, chociaż oczywiście największy nacisk położony został na ośmiotysięczniki. Oraz na niebezpieczeństwa, które mogą spotkać wszystkich śmiałków pragnących zdobyć ich wierzchołki. A zarówno śmiałków, jak i niebezpieczeństw jest co niemiara.

„Thomas Alva Edison. Biografia autoryzowana” – Thomas A. Edison, William H. Meadowcroft

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 59m
Lektor: Tomasz Kućma

Już na wstępie warto podkreślić, że podtytuł „Biografia autoryzowana” oraz nazwisko samego Edisona jako jednego z autorów nie znalazły się tutaj bez powodu. To faktycznie jest dość wczesna biografia, opowiadana na przemian słowami samego wynalazcy oraz Williama Meadowcrofta. Nie spodziewajcie się więc obiektywnej i mega rzetelnej rozprawy zawierającej w sobie również tę nieco bardziej mroczną i mniej znaną stroną Thomasa Edisona – a już na pewno nie przeczytacie o tak kontrowersyjnych rzeczach, jak kradzież patentów, podprowadzanie pomysłów, ani tym bardziej o „wojnie” pomiędzy Edisonem a innym wielkim umysłem tamtych czasów – Nikola Teslą.

Jeśli jednak odłoży się chęć posłuchania o kontrowersjach na boku, to jest całkiem niezła historia amerykańskiego wynalazcy – począwszy od jego pierwszych kroków przy sprzedaży gazet, przez pierwsze kontrakty na jego wynalazki, aż po bycie głową wielkiej firmy, zatrudniającej setki tysięcy osób i dostarczającej prąd oraz oświetlenie na praktycznie cały świat. Niestety ciągle czuć pochwalne nuty, głównie ze strony Williama Meadowcrofta, bo sam Edison przekazywał w swoich słowach raczej suche fakty i starał się (ewentualnie redakcja się starała) usunąć jakiekolwiek narcystyczne nuty. Czy polecam? Na początek na pewno tak. Jednak nie sądzę, żeby komuś, kto już zapoznał się z życiorysem właściciela patentu żarówki, lektura tej książki pokazała cokolwiek nowego.


poniedziałek, 18 grudnia 2017

"Stulecie chirurgów" - Jürgen Thorwald

"Stulecie chirurgów" - Jürgen Thorwald
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Jürgen Thorwald
Tytuł: Stulecie chirurgów
Wydawnictwo: Znak
Tłumaczenie: Karol Bunsch
Stron: 536
Data wydania: 2008


Nieczęsto mam okazję czytać literaturę faktu, chociaż niezmiernie ją lubię. Sięgam z wielką chęcią zwłaszcza po tematykę kontrowersyjną lub nietypową - a do tej drugiej grupy niewątpliwie należy "Stulecie chirurgów". Jest to pierwszy tom z krótkiego, dwutomowego cyklu opowiadającego rozwój chirurgii. Począwszy od niewielu zabiegów przeprowadzanych na świadomych pacjentach, aż po obecną sztukę operowania z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii. Lektura okazała się być naprawdę pouczająca i pokazująca jak wiele musieli przecierpieć zarówno pacjenci, jak i sami lekarze w mrokach niewiedzy.