niedziela, 21 listopada 2021

[PREMIERA] „Tajemnica domu w Bielinach” – Katarzyna Berenika Miszczuk

Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: Tajemnica domu w Bielinach
Wydawnictwo: Wilga
Stron: 236
Data wydania: 24 listopada 2021

Nawet dorosły czasem ma ochotę przeczytać lekturę przeznaczoną dla dzieci! Zwłaszcza jeśli wie, że książka jest wydana przez Wydawnictwo Wilga, które bardzo często serwuje lektury, z których nie tylko najmłodsi potrafią czerpać przyjemność oraz naukę. Pierwszym z brzegu przykładem, który może to potwierdzać, są książki Marty Kisiel. Pełne ciepłego, rodzinnego klimatu okraszonego odrobiną niepewności i strachu, a do tego udekorowane bardzo poważnym przesłaniem dla całej rodziny. Skoro tak, to czemu miałbym nie spróbować książki Katarzyny Bereniki Miszczuk, której dorobek pisarski miałem już okazję poznać?

Rodzina Lipowskich od niepamiętnych (a w każdym razie niepamiętnych dla dzieci) czasów mieszka w Warszawie. Czasem jednak przyzwyczajenia muszą ustąpić miejsca rodzinnym obowiązkom, które calutką gromadkę dzieci wraz z ich mamą rzucają do Bielin, maleńkiej wioski w Górach Świętokrzyskich. A cóż tam zastaną? Na pewno ciocię Mirkę, szeptuchę, którą odwiedził nieznany dzieciom Pan Alzheimer! Oprócz tego pojawi się dużo magii (która przecież nie istnieje, bo nie została naukowo dowiedziona), słowiańskich demonów (ale to nie są potwory spod łóżka?) oraz mnóstwo innych, niecodziennych dziwów!

Cała akcja osadzona jest w – a jakże! – Bielinach, gdzie autorka już wcześniej stworzyła wydarzenia znane być może niektórym z Was z cyklu „Kwiat paproci”. Pewnie więc część osób zastanawia się, czy można przeczytać „Tajemnicę domu w Bielinach” bez znajomości wspomnianego cyklu. No cóż, to jest, jakby nie patrzył, książka dla dzieci, więc Wasze pociechy raczej na pewno nie znają „Szpetuchy” – nie zrobi więc to im na pewno żadnej różnicy! Jeśli sami sobie jednak nie chcecie psuć zabawy związanej z czytaniem którejkolwiek z powieści, to spieszę poinformować, że nie zepsujecie jej sobie. Osobiście nie czytałem „Kwiatu paproci”, ale poza spotkaniem bohaterek z Bielin, nie zauważyłem niczego, co mogłoby mi zniszczyć ewentualne próby zapoznawcze z siostrzanym cyklem.

Jaka jednak jest sama „Tajemnica domu w Bielinach”? Na pewno ciepła. Ma taki rodzinny klimat, w którym nawet dorosły czuje się częścią rodzinnych perypetii. Pouczająca, to bez dwóch zdań, zwłaszcza w kontekście coraz częściej spotykanych rozwodów w rodzinach. Nie jestem pewien, czy dokładnie taki był zamysł autorki (można się spodziewać, że tak), ale wplecione między główne wydarzenia rozmowy na temat rozwodu rodziców pokazują cały ten proces w sposób dla dziecka zjadliwy. Znaczy, tak mi się wydaje, że jest on zjadliwy, bo pokazuje niuanse w mega prosty sposób, a przede wszystkim próbuje pokazać, że żadne dziecko, ani również nic, co mogło zrobić, nie doprowadziło do tej sytuacji. Jest to sprawa dwójki dorosłych osób, które wciąż mogą chcieć jak najlepiej dla swych pociech.

To, co trzeba Wam wiedzieć, to informacja o wolnym rozkręcaniu się historii. Jest to w sumie dość oczywiste, bo jakoś trzeba czytelnika wprowadzić zarówno w samo miejsce, w którym dzieje się cała akcja (w tym przypadku dom cioci Mirki), jak również przedstawić osoby występujące w historii. A w „Tajemnicy domu w Bielinach” to my mamy trochę postaci do przedstawienia! Na pewno kilkoro z nich może być znanych osobom, które czytały cykl „Kwiatu paproci”, w skład którego wchodzi między innymi „Szeptucha” czy „Jaga”. Oprócz tego jednak mamy (prawie) całą rodzinę Lipowskich! Osobiście nie mam pojęcia, kto dokładnie występował już w „Kwiecie paproci”, więc dla mnie i tak było całkiem sporo nowych osób (zwłaszcza w książce dla dzieci), więc w pełni rozumiem takie wolniejsze rozkręcanie się całości!

Skoro już jesteśmy przy postaciach… Rodzeństwo Lipowskich jest świetne! Każde z nich (no, nie licząc Dąbrówki, ale to w końcu maluśki brzdąc) ma swoje cechy charakteru, swoją własną osobowość i własne podejście do życia. Najbardziej się jednak wyróżnia Leszek, który nie tylko jest tym najbardziej twardo stąpającym po ziemi, ale wykazuje również cechy opiekuńcze w stosunku nawet do starszej siostry. Ta z kolei ma już swoje pierwsze znaki zainteresowania płcią przeciwną, a cała reszta potrafi jej lekko dopiec, co pięknie pokazuje, w jaki sposób rodzeństwo potrafi być wobec siebie przyjaźnie złośliwe. Znaczy się – to normalne. Z punktu widzenia czytającej lub słuchającej dziatwy brzmi to chyba jak coś fajnego, nie?

W efekcie wygląda na to, że jest to naprawdę fajny początek nowej serii dla dzieci – chociaż może niekoniecznie najmłodszych. Ładnym uzupełnieniem samej historii są ilustracje Marcina Minora. Mają swój urok, pasują do klimatu, a do tego wprowadzają nieco niepokoju, głównie formą rysowania twarzy. Ciekaw jednak jestem bardzo kolejnych tomów i nawet być może poczułem się zachęcony do sięgnięcia po „Kwiat paproci”! 

Łączna ocena: 7/10



Za możliwość przeczytania dziękuję



czwartek, 4 listopada 2021

Co pod pióro w listopadzie 2021?

Jesień w pełni, na Bookstagramie zawitały już zdjęcia pełne złotych liści i ciepłych barw, a w wielu mieszkaniach wyciągnięte zostały z szaf i komód koce! Ciepła herbata coraz częściej wlewana jest do szklanek, za to okna zostały szczelnie zamknięte i bronią domowników przed porywistym oraz chłodnym wichrem. Drobne krople padają na szyby okien, podczas gdy czytelnicy rozkładają się w swoich ulubionych miejscach, grzejąc dłonie o ciepłe kubki i obserwując parujący napar. Książki same zeskakują z półek, pchając się wprost w rozgrzane ręce oraz czekają na rozpoczęcie kolejnej lektury! Taki oto obraz listopada pojawia się namalowany w mej wyobraźni jak akwarelami.

Tak mniej poetycko, a bardziej realistycznie – no zimno trochę, nie? Faktycznie czasem chciałoby się tylko złapać książkę i coś ciepłego w dłoń, byle tylko nie musieć wychodzić na zewnątrz! Do tego mamy w listopadzie dwa dni wolne, czemu więc by z nich nie skorzystać i nie wrzucić parunastu lub parudziesięciu (no, pewnie u niektórych nawet paruset!) stron? Ja tam klasycznie nawet nie próbuje robić sobie jakichś rozbudowanych planów, bo wiem, jak to się skończy! Mam jednak garść tytułów, na które się nastawiam w rozpędzającym się dopiero miesiącu, więc chętnie się z Wami nimi podzielę.

„Riese” – Robert J. Szmidt

Miałem już się wziąć za nią w październiku, jednak Lovecraft totalnie mnie pochłonął. „Nowa Polska” Roberta J. Szmidta jak na razie jest naprawdę pełną akcji historią, więc liczę na to, że przeniesienie miejsca do legendarnego wręcz kompleksu okaże się doskonałą decyzją!

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Co się odwlecze, to nie uciecze, czy jakoś tak. Nie udało mi się przeczytać kolejnego tomu z cyklu Isaaca Asimova przedstawiającego jego wizję świata z robotami w tamtym miesiącu, to zamierzam to nadrobić teraz! W listopadzie! Odrobina fantastyki naukowej tuż po postapo chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

„Przełom” – Michael C. Grumley

Ten tytuł pojawił się w moich planach kilka razy, ale jak do tej poty nie udało się ich spełnić. Fantastyka, ale operująca wokół biologii morskiej – według opinii kawał naprawdę wspaniałej powieści. Czemu więc nie, ja tam lubię dość… niekonwencjonalne zestawy, a ten na taki właśnie wygląda.




AUDIOBOOKI

Ależ oczywiście, że nie może ich u mnie zabraknąć! Staram się je dorzucać co jakiś czas do mojej listy czytelniczej, ale one tak szybko znikają, że nie nadążam tego robić! Na chwilę obecną wydaje mi się, że mam już zapas na jakieś ¾ miesiąca (a może nawet się uda na więcej, jeśli będę mocniej obciążony pracą lub wyjazdami), więc nie muszę się martwić!

Jak zwykle jest trochę taki miszmasz. Mamy i odrobinę beletrystyki, i trochę reportażu. W sumie tej pierwszej wlatuje mi coraz więcej. Chyba zacząłem się przekonywać do dialogów czytanych przez lektorki i lektorów, tylko muszę odpowiednio ich dobrać. Najlepiej już sprawdzonych, chociaż zawsze warto dać szansę komuś nowemu! Rzecz jasna przez to czasem wybieranie trwa dłużej niż słuchanie, ale oj tam…

  1. „Człowiek, który wiedział za dużo” – Monika Góra
  2. „Dzielnica cudów. Nasze PRL, lata 80” – Norbert Grzegorz Kościesza
  3. „Kapłan” – Krzysztof Kotowski
  4. „Czarny kot” – Edgar Allan Poe



wtorek, 2 listopada 2021

Podsumowanie października 2021

Zimno było, co? Przedostatni weekend października ładnie dał niektórym w kość wiatrem! Podczas gdy wszyscy narzekali, ja się cieszyłem i tylko uważałem na to, gdzie stawiam auto, jeśli akurat musiałem gdzieś pojechać. Dawno nie było takich wichur, chociaż wbrew pozorom nie powinien to być powód do radości, że się pojawiły. W sumie jak tak sięgnę pamięcią, to z czasów dzieciństwa nie pamiętam aż takich prędkości wiatru i takich wahań temperatury – październik z zerem oraz dwudziestką na skali termometru to jednak dość osobliwe wydarzenie (chyba).

Takie miesiące teoretycznie zachęcają do wzmożonego czytania, zwłaszcza podczas opadu deszczu! U mnie jednak tym razem nie zobaczycie masy książek. Lovecraft był jedyną papierową lekturą, którą udało mi się przeczytać. Nie dlatego, że był nudny czy kiepski, o nie! Wręcz przeciwnie! Po prostu jest to naprawdę opasłe tomiszcze, które na dodatek zostało wydane stosunkowo niewielkim fontem, więc tego tekstu do przyswojenia jest naprawdę dużo. Do tego czasem trzeba sobie zrobić krótką przerwę i tak średnio da się go czytać ciurkiem.

Nadrobiłem za to nieco audiobookami, więc zapraszam na krótkie podsumowanie minionego miesiąca!



Bieda piszczy w papierze! Lovecraft jednak był dość dużym wyzwaniem jak na mój dość ograniczony czas dla papierowych oraz elektronicznych książek, dlatego i tak jestem zadowolony, że udało mi się go przeczytać! A do tego absolutnie nie żałuję ani jednej chwili spędzonych z jego zbiorem opowiadań, idealne na październikowe wieczory.


Jak zwykle wsysałem je jeden za drugim. Parę odcinków jednak ominąłem, takich mniej mnie interesujących, a z drugiej strony pojawili się też twórcy, którzy dawno nic nie wypuścili. W sumie więc chyba wyszedłem „na zero”...


Nie od dzisiaj wiadomo, że już od ponad roku słucham wszystkiego, co się da (chociaż podcastów to gdzieś od 2015 roku…), a skoro uwielbiam też różne plansze ze statystykami, to takiej zbiorczej nie mogło (jak co miesiąc) zabraknąć! Całkiem nieźle wyszło. :D


Tutaj już różnie z tym bywało. Oglądam głównie (i w sumie tylko) w weekendy, jednak nie wszystkie sprzyjały lenistwu przed ekranem. Z drugiej strony bywały dni, w których siedzieliśmy nawet i ponad trzy godziny przed kolejnymi odcinkami serialu (tak, u mnie to już dużo…), w efekcie więc osobiście jestem bardzo zadowolony z nadrobionych zaległości – chociaż głównie po prostu oglądaliśmy… nowości. :D

Tutaj łapcie kompletną listę tytułów:

  1. „The Morning Show”
  2. „Squid Games”
  3. „The Boys”

Instagram mi trochę ponownie drgnął i poszedł do przodu! Jest to chyba głównie zasługa lekkiego wspomagania, ale wiecie, jak to jest. Jak się nie umie w social media, to trzeba się cieszyć z tego, co się ma!

No właśnie, a oto i fotka, która zdobyła najwięcej organicznych polubień.

A na koniec przedstawiam listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych tytułów w październiku:

  1. „Zgroza w Dunwich” – H.P. Lovecraft
  2. „Relacja z pierwszej ręki” – J. A. Zajdel
  3. „Poza możliwe” – N. Purja
  4. „Efekt pandy” – M. Kisiel
  5. „Tajemnice pielęgniarek” – M. Fijewska
  6. „Gra Luizy” – A. Robak-Reczek
  7. „Krzyż Pański” – L. Herman
  8. „Gomora” – A. Nowak, S. Obirek


poniedziałek, 1 listopada 2021

Zbiorczo spod pióra w październiku 2021

Ach, cóż to był za miesiąc! Całkiem ciepławy nawet jak na październik (tak, jestem zimnolubny, cieszę się, jak jest mróz), złotawy (no bo liście i w ogóle), no i w ogóle taki jesienny! Moja wewnętrzna jesieniara jest całkiem usatysfakcjonowana minionym miesiącem. Mój wewnętrzny czytelnik również wyraża radość, bo zapoznał się z wieloma bardzo ciekawymi pozycjami. Jakże w końcu nie cieszyć się z takiej „Zgrozy w Dunwich”, która sprowadziła do mego domostwa duszny i ciężki klimat?!

Połknąłem również wiele audiobooków, w tym między innymi kolejnego Zajdla – dopiero go teraz odkrywam, ale jestem niesamowicie zajarany twórczością naszego polskiego autora. Nawet w wersji audio nie mam żadnych problemów, żeby wszystko zrozumieć, bo jego proza po prostu nie pozwala na zgubienie się – człowiek słucha i słucha, i nawet nie próbuje się rozproszyć!

Cóż, wystarczy już tego przydługawego wstępu, zapraszam na krótkie opinie! Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać. :)

„Relacja z pierwszej ręki” – Janusz A. Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 29m
Lektor: Leszek Filipowicz

Bardzo obszerny zbiór opowiadań autorstwa Janusza A. Zajdla, ale przez też dość nierówny. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że ta krótka forma jest bardzo wymagająca i paradoksalnie jest jedną z najtrudniejszych w literaturze. Części opowiadań słuchałem z wypiekami na twarzy i absolutnie nie byłem w stanie się od nich oderwać, ale bywały też i takie, przez które chciałem jak najszybciej przebrnąć i mieć je już za sobą.

Całokształt jest jednak bardzo, ale to bardzo pozytywny. Nawet tym historiom, które mnie nie porwały, muszę oddać szczegółowość dopracowania i odmówić przemyślanego pomysłu nie mogę. Część z nich jest tak boleśnie współczesna w warstwie społecznej, że to aż boli. Chociaż i tak największe wrażenie (choć nie wiem czemu, ponieważ jest to historia naprawdę prosta) wywarła na mnie opowieść o odwróceniu podejścia merytokratycznego. Proste, ale jakże brzemienne w skutkach w obie strony.

„Zgroza w Dunwich” – H.P. Lovecraft

Format: Papier
Stron/długość: 792
Tłumaczenie: Maciej Płaza

„Zgroza w Dunwich” zajęła mi bardzo dużo czasu – czytałem ją cały miesiąc. Jednak był to dzięki temu naprawdę dobry miesiąc. Jednym z powodów, dla którego tak dobrze będę wspominał ten zbiór, jest ustawienie opowiadań, które napisał najsłynniejszy pisarz grozy zgodnie z chronologią ich powstawania, od 1917 do 1935 roku. Widać, jak bardzo zmieniał się przede wszystkim język i jego bogactwo, którym posługiwał się autor. Chociaż cały czas utrzymywał podobny styl złożony z bardzo ciężkich i gęstych opisów.

Wydarzenia, istoty występujące w opowiadaniach i w ogóle cała mitologia, która powstała w głowie Lovecrafta nie tylko wyprzedzała jego czasy, ale nie będzie wcale trącała myszką nawet dzisiaj. Zwłaszcza że twórca skupiał się nie na przedstawieniu największych okropieństw, jakie tylko da się wymyślić, ale na zbudowaniu wokół nich aury tajemnicy i zgrozy, często bez ujawnienia szczegółów. Ma być klimat, ma być ciężko, ma być mrocznie, ale bez groteski. No, chyba że akurat wymaga tego dany kawałek opowiadania. Inny słowy absolutnie nie dziwię się, dlaczego proza Lovecrafta ma tylu fanów i stała się inspiracją dla mnóstwa autorów.

„Poza możliwe” – Nimsdai Purja

Format: Audiobook
Stron/długość: 10h 34m
Lektor: Roch Siemianowski

Tak naprawdę Nimsdai Purja pojawił się na ustach szerszej grupy ludzi po zdobyciu przez niego po raz pierwszy K2 zimą, i to bez dodatkowego wspomagania tlenem. Nie był to jednak jedyny wyczyn tego pochodzącego z Nepalu byłego żołnierza brytyjskich wojsk specjalnych – w książce opowiada o swoim „Project Possible”, czyli drodze do zdobycia wszystkich czternastu ośmiotysięczników w czasie siedmiu miesięcy, co stało się trudnym do pokonania rekordem świata.

Książka ta, napisana przez samego himalaistę, jest zupełnie inna od wszystkich, które do tej pory czytałem. Nimsdai Purja poświęca dużo czasu na opowiedzenie o swojej rodzinie oraz jego drodze do wstąpienia w szeregi Special Boat Services, a wcześniej do legendarnej Brygady Ghurków służącej Jej Królewskiej Mości. Jego opowieści są bardzo proste, ale barwne, a do tego surowe i przedstawiające głównie fakty, bez opierania się na emocjach. W rezultacie otrzymujemy naprawdę mobilizującą i inspirującą historię.

„Efekt pandy” – Marta Kisiel

Format: Audiobook
Stron/długość: 7h 6m
Lektorka: Monika Chrzanowska

Mam ogromną słabość do prozy Marty Kisiel. Polubiłem się z nią (znaczy z prozą, nie z samą autorką – prywatnie się nie znamy) od pierwszego spotkania, a trochę czasu już od tego momentu minęło! „Efekt pandy” jest jej drugim tomem przygód Tereski Trawnej i jednocześnie kolejną komedią kryminalną. Wiecie, taką naprawdę z przymrużeniem oka, mnóstwem humoru, jakimś zbrodzieniem w tle (rozumiecie, ten ktoś popełnił ZBRODNIĘ) i perypetiami rodziny Trawnych, którą można było poznać w „Dywanie z wkładką”. Taką typową, totalnie sitcomową rodziną.

Tym razem do wesołej gromadki dołącza szanowna matula Tereski i zabiera wszystkich na takie kobiece SPA! Radości z czytania jest co niemiara, a przezabawnymi sytuacjami Marta Kisiel sypie po prostu jak z kapelusza! Monika Chrzanowska przy okazji wydaje się idealną osobą do czytania takiej prozy – pełna wesołej energii i wie doskonale, jak przeczytać dialogi lub opisy, żeby człowiek dosłownie śmiał się na głos! W końcu to jest główna wartość „Efektu pandy”: radość oraz wesołość. Jednak nie można też tej powieści tylko do tego spłycać, ponieważ pisarka jak mało kto umie w kreację postaci oraz konstrukcję fabuły. Czytanie lub słuchanie takich książek to przyjemność na wielu płaszczyznach!

„Tajemnice pielęgniarek” – Marianna Fijewska

Format: Audiobook
Stron/długość: 6h 11m
Lektorka: Basia Liberek

Kiedy uruchamiałem tego audiobooka, czułem w kościach, że będzie mi się nóż w kieszeni otwierał. Miałem rację. Marianna Fijewska przedstawiła wnioski z rozmów z pielęgniarkami z różnych miast, środowisk, szpitali, klinik oraz hospicjów, które w przeróżny sposób widzą swój zawód. Często pogardzany, niedoceniany, niechciany – a z drugiej strony pełen frustracji, nieprzyjemnych osób po obu stronach barykady, oraz przede wszystkim niedofinansowany. Pełen zakres uczuć, emocji, informacji, faktów, domysłów, dociekań.

To jest właśnie to, co najbardziej lubię w reportażach przedstawiających konkretną grupę zawodową. Brak skupienia się na tylko jednej stronie medalu, ale pokazanie wszystkich problemów, jakie tylko uda się zebrać. Środowisko pielęgniarek nie jest w tej książce pokazane tylko jako te niedofinansowane oraz ciężko pracujące – autorka wskazała również te elementy, które są toksyczne i trawią pracowników oraz pracowniczki równie nieubłaganie, co wszelkie inne problemy, z którymi spotykają się na co dzień. Naprawdę dobry reportaż.

„Gra Luizy” – Anna Robak-Reczek

Format: Audiobook
Stron/długość: 3h 44m
Lektor: Słuchowisko

Serial audio (lub jak kto woli, po staremu słuchowisko) produkcji Empik Go jak zwykle wyprodukowany został z dbałością o szczegóły. Wykonanie jest mega, słucha się z ogromną przyjemnością. Stoi za tym nie tylko dobór aktorów głosowych, w tym między innymi Bogusław Linda oraz Aleksandra Linda, ale również oprawa dźwiękowa. No po prostu nie ma się do czego w tej warstwie przyczepić.

Niestety sama fabuła nie do końca dojeżdża. Potencjał bym przeogromny – młoda kobieta ze stwierdzoną psychopatią wraca do Polski i próbuje ustawić sobie życie pod siebie. Niestety w wielu momentach akcja przeskakuje zbyt szybko, z samej postaci Luizy wyciśnięto zbyt mało, a historia jest szyta naprawdę grubymi nićmi. Można było z tego wyciągnąć o wiele więcej, a przede wszystkim nie spłycać tak wielu wątków, które czasem wręcz urywały się bez większej refleksji nad nimi.

„Krzyż Pański” – Leszek Herman

Format: Audiobook
Stron/długość: 17h 36m
Lektor: Mikołaj Krawczyk

Jak już wspomniałem w którejś relacji na Instagramie – gdyby lekcje historii były pełne takich historii, jak ta stworzona przez Leszka Hermana, to byłbym najpilniejszym uczniem! Autor oparł swoją powieść o legendy starej, szlacheckiej rodziny, dorzucając oczywiście parę zmyślonych niuansów oraz osób. Wszystko to opakowane zostało oczywiście w intrygę, która wykracza mocno poza możliwości głównych bohaterów. Chociaż nikt nie próbuje się poddać!

Jeśli potraktuje się „Krzyż Pański” z lekkim przymrużeniem oka (znaczy, nie będziemy próbowali doszukać się nieścisłości historycznych, zwłaszcza na siłę), to otrzymamy kawał świetnej rozrywki. Takiej naprawdę przez przeogromne „R”. Jest tu co prawda naprawdę mnóstwo historii, ale opowiadanej w taki trochę gawędziarski sposób. Piszę to jako człowiek, który zasypiał na lekcjach w szkole. Ja się doskonale ubawiłem przy lekturze, dowiedziałem się kilkunastu ciekawostek, a do tego spotkałem tę samą, zwariowaną ekipę, co w jednej z poprzednich książek pisarza, więc jestem mocno usatysfakcjonowany. 

„Gomora” – Artur Nowak, Stanisław Obirek

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 55m
Lektor: Adam Bauman

Obawiałem się jednej rzeczy, kiedy rozpoczynałem lekturę tej książki – że całość będzie bardzo stronnicza, oparta tylko o jedną narrację oraz najzwyczajniej w świecie tylko antyklerykalna. Na całe szczęście autorzy stworzyli obraz hierarchów Kościoła widoczny z kilku stron. Skupili się oczywiście najbardziej na tych negatywnych, jednak wskazali również przykłady państw, czy też po prostu osób, które starają się walczyć z zarzutami stawianymi w książce – i nawet się ta walka udaje!

Autorzy w wielu miejscach bardzo krytycznie wypowiadają się na tematy hierarchów, jednocześnie przytaczając osoby, które próbują z tym walczyć (również w środku Kościoła). Na pewno ważny jest aspekt odróżnienia faktów od domniemywań – tam, gdzie z różnych względów (najczęściej niechęci do dzielenia się informacjami przez dostojników) nie ma pewności co do jakiejś hipotezy, jest to otwarcie oznajmiane. Nie powiem, żeby była to łatwa książka dla kogokolwiek, ponieważ nie skupia się na prostej krytyce, ale na zadaniu wielu bardzo niewygodnych pytań.


poniedziałek, 4 października 2021

Co pod pióro w październiku 2021?

No, teraz to już wszyscy wracają do pracy! Nawet jeśli są to studia, które właśnie się rozpoczynają (ach ten początek roku akademickiego). Wakacje niestety już dla prawie wszystkich się kończą, choć pewnie jeszcze części z Was uda się wyszarpnąć co nieco dla relaksu – jakieś grille wśród październikowego wiatru czy wyjazd do cieplejszego kraju po sezonie. Nieważne jednak, co i gdzie robicie – dobra książka zawsze się przyda, prawda? To bardzo ważne mieć co czytać lub słuchać!

W sumie nie jestem jeszcze do końca przekonany, jak ma wyglądać mój październik. Chyba nie zapowiada się jakoś mocno oblegany przez różne rzeczy, chociaż tak samo sądziłem o wrześniu. Z drugiej strony nie miałem wielkich planów czytelniczych na dziewiąty miesiąc roku, jednak udało mi się pochłonąć całkiem sporo tytułów (i to w większości dobrych), więc kto wie, co dokładnie przyniesie październik… Na pewno jednak mam kilka tytułów, które chciałbym przeczytać, nim miesiąc się skończy!

Jak zawsze okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać!

„Riese” – Robert J. Szmidt

Tym razem książka Roberta Szmidta osadzona jest w Uniwersum Metro 2035 i jest kontynuacją losów Nauczyciela. Nie bez powodu ma taki, a nie inny tytuł – kompleks w Sowich Górach przyciągnął niejednego pisarza. A osadzenie go w realiach postapo? To musi być dobre!

„Zgroza w Dunwich” – H. P. Lovecraft

Jedna z podstawowych książek dla wszystkich, którzy chcieliby sięgnąć po twórczość Lovecrafta. Jest zbiorem opowiadań, które pokazują, co można znaleźć w świecie stworzonym przez amerykańskiego pisarza weird fiction. To oczywiście dopiero początek, bo zamierzam przeczytać, co tylko się da!

„Nagie słońce” – Isaac Asimov

Nie wiem, czy jest to dobry pomysł, bo nie mam jeszcze trzeciego i czwartego tomu, no ale… „Pozytonowy detektyw” był czymś naprawdę (paradoksalnie) świeżym dla mnie i chętnie wrócę do tej starej, ale jakże doskonałej prozy fantastyki naukowej. 

AUDIOBOOKI

Oj nie, nie ma mowy, żeby zabrakło u mnie audiobooków. Już za bardzo się do nich przyzwyczaiłem, przynoszą mi zbyt wiele radości, żeby je porzucić! Zresztą tak samo, jak podcasty. Z tych ostatnich wynoszę naprawdę mnóstwo wiedzy na przeróżne tematy, zarówno branżowe, jak i te, na które nie mam czasu, a warto by było jednak to i owo wiedzieć.

Coraz więcej beletrystyki ląduje na mojej liście audiobooków do przesłuchania – zaczynam się do niej przekonywać. Jednak muszę przez to uważać, żeby jednak nie odejść całkowicie od reportaży oraz literatury popularnonaukowej, których to obu odmian słucham w dużych ilościach. Postarałem się o to zadbać przy dobieraniu pozycji na październik, a możecie spodziewać się między innymi takich oto tytułów:

  1. „Tajemnice pielęgniarek” – Marianna Fijewska
  2. „Mapa cieni” – Opracowanie zbiorowe
  3. „Szpital dla psychopatów” – Stephen Seager
  4. „Życie seksualne kanibali” – Maarten J. Troost



sobota, 2 października 2021

Podsumowanie września 2021

Mamy za sobą już pierwszy miesiąc jesieni, który w sumie w Toruniu bardzo przypominał kwiecień. No, może bez śniegu. Jednak zarówno palące (a przede wszystkim oślepiające) słońce dawało się w znaki, jak i deszcz sobie lał wesoło co jakiś czas. Dla mnie przy okazji dziewiąty miesiąc roku okazał się dość… pracowity, jeśli mogę tak to ująć. Sporo się działo, jak na wrzesień, trochę wyjazdów w różne miejsca miałem, a za tym szło oczywiście mniej czasu na czytanie (niektóre dni miałem tak wypełnione po brzegi, że nawet audiobooka nie ruszyłem), więc w sumie jak co miesiąc jestem niesamowicie zadowolony z tego, co udało mi się przeczytać!

Powoli też się cała popkultura budzi z powrotem do życia po wakacyjnym sezonie ogórkowym. Podcasterzy wracają na normalne tory, pojawiają się kolejne sezony seriali (drugi sezon „The Morning Show”, kolejny sezon „Sex Education”, a w październiku wlatuje całe „The Office”!), więc jest co robić i w czym przebierać. Tylko skąd na to wszystko czas brać? Jakoś trzeba sobie radzić, prawda? Jak ja się cieszę, że udaje mi się już od kilku lat z sukcesem trwać przy mojej małej rutynie czytania po, chociaż godzinie tuż przed snem… Tak naprawdę większość przeczytanych przeze mnie pozycji jest zaliczana właśnie tuż przed snem…

No dobra, ale jak zwykle za bardzo chyba odpłynąłem od sedna sprawy. Chyba pora wrócić na prawidłowe tory i skupić się na garści plansz ze statystykami!



Wyszło w sumie wyśmienicie! Zarówno ilościowo, jak i jakościowo – zwłaszcza to drugie jest bardzo ważne. Przeczytałem i przesłuchałem naprawdę prawie same świetne książki, do tego odmiany gatunkowe były bardzo mocno wymieszane. Życzyłbym sobie więcej takich miesięcy!


Podcasterzy wrócili do żywych! Zakończyli swoje wakacje i zaczęli z nową werwą tworzyć kolejne odcinki swoich serii! Bardzo mnie to cieszy, bo mogę znowu pełną parą zdobywać nową wiedzę i weryfikować obecną. No a do tego i trochę się opinii powyrabia na różne tematy.


Jak widzicie, całkiem nieźle mi poszło ze słuchaniem – udało mi się zagospodarować trochę czasu nawet pomimo wyjazdów, podczas których słuchawek nawet w ręku nie miałem. Sprzątanie czy spacerowanie bardzo służy podcastom oraz audiobookom, no ale wiadomo – wtedy się papieru nie da czytać!


Nowe sezony, trochę nowych sezonów i jeszcze więcej nowych sezonów… Kiedy to wszystko oglądać?! Wleciało nowe „Sex Education”, pojawił się drugi sezon „The Morning Show”, do tego rozpoczęliśmy we wrześniu całkiem nieźle zapowiadające się „Taboo”... A tu w październiku calutkie „The Office” na Netflixa wjeżdża! Trzeba będzie brać urlop albo coś!

Na razie we wrześniu udało się trochę z tego wszystkiego ponadrabiać:

  1. „Otwórz oczy”
  2. „Taboo”
  3. „Sex Education”
  4. „Rick i Morty”
  5. „The Morning Show”


Ruszyłem trochę z Instagramem! Moja wrześniowa akcja, w której przybliżam nieco Uniwersum Metro 2033 oraz Uniwersum Metro 2035 spotkała się z ciepłym przyjęciem, oraz kilkoma dodatkowymi obserwatorami, którzy zagościli na moim profilu instagramowym – z czego niesamowicie się cieszę! Mam nadzieję, że nie zawiodę nikogo i będę dostarczał interesujący content!

A skoro już o Instagramie mowa, to oto zdjęcie, które zebrało najwięcej polubień z organicznych zasięgów:

Na sam koniec, jak co miesiąc, zamieszczam listę wszystkich przeczytanych oraz przesłuchanych przeze mnie książek:

  1. „Brud” – B. Kurek
  2. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” – A. Rule
  3. „Pozytonowy detektyw” – I. Asimov
  4. „Wilkołak” – W. Chmielarz
  5. „Wieża” – R. J. Szmidt
  6. „Miasteczko zbrodni” – M. Góra
  7. „Limes inferior” – J. A. Zajdel
  8. „Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi” – E. Jaku
  9. „Czyste zło” – L. Gardner
  10. „To, co zostaje” – G. Duncan
  11. „Ku Gwiazdom” – Praca zbiorowa
  12. „Czarnoksiężnik z Archipelagu – Ursula K. Le Guin

Miłego października – oby był w miarę ciepły i zaczytany!


piątek, 1 października 2021

Zbiorczo spod pióra we wrześniu 2021

„Kiedy wrzesień, to już jesień, wtedy jabłek pełna kieszeń”. Tak mówi stare, polskie przysłowie ludowe (czy jakoś tak), no i faktycznie jabłek to w sklepach jak zwykle co niemiara! Jedzenie jabłek nad książką może mieć jednak niezbyt pozytywne skutki, zwłaszcza jeśli ktoś ma tendencję do mlaskania, ciamkania oraz glamania i memłania. Też lubicie tego typu słowa? Ależ odbiegam od tematu… To tego, ja nie ciamkam jabłkiem nad książką nie tylko ze względu na sam papier (lub elektronikę), ale również fakt, że najczęściej czytam w łóżku przed snem, więc szkoda też po zjedzeniu owocu zmieniać pościel…

Wrzesień, jako miesiąc jesienny, zadziwiająco często zachęcał do spacerów z audiobookiem (zwłaszcza na samym jego początku), więc korzystałem, ile mogłem. Był to jednak (ponownie…) miesiąc pełen wrażeń, wyjazdów oraz innych ciekawych rzeczy, więc czasem zwyczajnie nie było czasu nawet na pójście do toalety, co dopiero mówić o jakimkolwiek wchłanianiu książek. Koniec końców i tak jestem zadowolony, zwłaszcza z jakości poszczególnych pozycji (średnia nie wychodzi taka zła), a poniżej dzielę się z Wami krótkimi spostrzeżeniami o każdym z tytułów!

Jak zwykle okładki pochodzą z serwisu Lubimy Czytać.

„Ted Bundy. Bestia obok mnie” – Ann Rule

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 35m
Lektor: Laura Breszka

Zaskakująco… świetne! Pod pojęciem „świetne” nie mam oczywiście samej treści, jako takiej (bo w końcu życiorys Teda Bundy’ego nie powinien służyć jako przykład), ale formę, w jakiej została podana. Trochę to nie powinno dziwić, w końcu autorka była naprawdę poczytną pisarką, której książki trafiały na listę bestsellerów „USA Today”. Pewnego rodzaju… „szczęściem” Ann Rule był fakt osobistej znajomości z seryjnym mordercą na długo przed tym, gdy zaczął mordować młode kobiety.

Największe wrażenie robią chyba właśnie osobiste wspomnienia z czasów wspólnej pracy w ośrodku pomocy kryzysowej w Seattle. Autorka opisuje nie tylko spędzone chwile i rozmowy, ale również zmianę swojego nastawienia do Teda wraz z upływem czasu i pojawianiem się kolejnych dowodów. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” łączy chłodny i obiektywny profesjonalizm, który każe przekazywać fakty, z osobistymi i subiektywnymi odczuciami w stosunku do starego znajomego. Wysłuchanie tej książki to było naprawdę bardzo intrygujące przeżycie.

„Brud” – Bartosz Kurek

Format: Audiobook
Stron/długość: 352

Trochę się zawiodłem, ale trochę nie. Historia całkiem sporej, biznesowo-polityczno-gangsterskiej intrygi, w której środku znajdują się dziennikarze. Sporo nowoczesności (social media, czarny PR, farmy trolli i tak dalej), świeże spojrzenie na tematy okołobiznesowe (znaczy się, nie trąca myszką) to niewątpliwie duże plusy „Brudu”. Bartosz Kurek jednak kilka rzeczy mógłby zrobić nieco inaczej, aby miejscami książka nie wydawała się… pisana na siłę lub bez researchu w niektórych tematach.

Coraz częściej trafiam na debiuty lub jedne z pierwszych powieści danego autora, które mają ten sam, wspólny problem – losowa dynamika. Niektóre fragmenty pisane są tak, że wszystko płynie, a czytelnik po prostu daje się ponieść prądowi opowieści. Inne z kolei są pisane byle szybciej, byle tylko zrobić przeskok do kolejnych wydarzeń i stają się strasznie nienaturalne. Często do tego dochodzi potraktowanie jakiegoś aspektu po macoszemu (np. działania służb, jakiejś branży, czy czegokolwiek innego), przez co można pomyśleć, że twórca nie odrobił pracy domowej. A szkoda, bo cała reszta jest naprawdę obiecująca.

„Pozytonowy detektyw” – Isaac Asimov

Format: Papier
Stron/długość: 232
Tłumaczenie: Julian Stawiński

To była tak wielopoziomowa lektura, że do tej pory nie umiem ogarnąć umysłem wszystkich wątków, które zostały poruszone. Przede wszystkim „Pozytonowy detektyw” zestarzał się o wiele lepiej, niż sądziłem. Powstał w 1954 roku, czyli niemalże 70 lat temu, a jego język, styl oraz ogólny przekaz nie odbiega od współczesnej literatury (chociaż tutaj pytanie, w jakim stopniu jest to też zasługa tłumacza). Utworzenie wątku kryminalnego jako rdzenia całej historii było strzałem w dziesiątkę – takie rzeczy chyba nigdy nie zestarzeją się źle!

Jednak najbardziej szałowymi elementami są aspekty społeczne, socjologiczne, filozoficzne oraz inne, które poruszają problematykę utrzymania na Ziemi kilku miliardów ludzi. A kilka miliardów ludzi (dokładnie osiem według książki – prawie tyle, ile mamy obecnie na planecie!) prowadzi do problemów związanych z bliskością między człowiekiem a człowiekiem. To jest po prostu fascynujące, jak wiele z nich jest bardzo podobnych do tych, które mamy obecnie – po prostu ich wygląd jest nieco inny, jednak sedno dokładnie to samo. Coś niesamowitego.

„Wilkołak” – Wojciech Chmielarz

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 40m
Lektor: Zbiorowy

Mam podwójną radość z tej książki – po pierwsze po prostu jako powieść jest naprawdę fajna, a po drugie miałem przyjemność wysłuchać jej w formie serialu audio (lub jak wolę to nazywać, po prostu słuchowiska), które zostało wykonane na najwyższym poziomie! Takie dzieła warto przesłuchać nawet wtedy, gdy sama jakość powieści jest wątpliwa. Jeśli jednak jest dobra jak „Wilkołak”, to tym lepiej! Samą trzecią część „Cyklu gliwickiego” warto przeczytać choćby ze względu na naprawdę świetnie rozwinięty wątek szorstkiej, męskiej przyjaźni między detektywem Wolskim a prokuratorem Górnikiem.

Wojciech Chmielarz jak zwykle pozwolił sobie na parę nagięć rzeczywistości oraz nie do końca realistycznych momentów, ale o dziwo nawet je można traktować po prostu jako kolejny zabieg mający na celu podwyższenie jakości całej książki. Intryga nie jest banalna, można ją nazwać nieco nietuzinkową, a aura tajemnicy budowana jest od samego początku. Powolne uchylanie jej rąbka dodaje tylko pikanterii, a zakończenie… Cóż, zakończenie musicie już ocenić sami!

„Wieża” – Robert J. Szmidt

Format: Papier
Stron/długość: 488

Dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika – w „Wieży” znajdziecie jej ogrom. Historia nie daje ani chwili wytchnienia, ale nie pędzi na złamanie karku. Można tę książkę przyrównać do dobrego filmu akcji. Pewnie nie będziecie się rozwodzić nad jej walorami kulturowymi, socjologicznymi czy innymi, które można znaleźć w bardzo ambitnej literaturze, ale na pewno da Wam tyle rozrywki, ile tylko potrzebujecie. Okraszonej doskonałym humorem. Serio, wiele razy miałem okazję parsknąć ze śmiechu.

W drugiej części historii postapokaliptycznego Wrocławia poznajemy nieco więcej bardzo ciekawych miejsc, których nie sposób szukać w innych książkach z tego Uniwersum. Robert J. Szmidt jednak ma głowę nie od parady i potrafi wycisnąć coś świeżego nawet z tak przerobionego tematu, jak życie w kanałach po apokalipsie. Umie też tworzyć nietuzinkowe postacie, chociaż zdecydowanie najlepiej wychodzą mu nieco nieokrzesane, ludzkie maszynki do zabijania, które nie przebierają w słowach. No ale cóż, to właśnie takich bohaterów potrzebuje dobre kino akcji!

„Miasteczko zbrodni” – Monika Góra

Format: Audiobook
Stron/długość: 8h 7m
Lektor: Albert Osik

Początek książki w ogóle nie zapowiada bomby, którą postanowiła zrzucić na czytelnika Monika Góra. Im głębiej wchodzicie w lekturę, tym bardziej się zastanawiacie jakim cudem to wszystko się wydarzyło. W jaki sposób o tego doszło oraz gdzie kończy się strefa wpływów pewnych ludzi. Bardzo szczegółowy reportaż przedstawiający historię śmierci Iwony Cygan ze Szczucina, która jest jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich dwudziestu lat w Polsce.

Autorka krok po kroku odtwarza wydarzenia, o których było wiadomo od samego początku śledztwa i dopiero po pewnym czasie zaczyna pokazywać dziury, niedociągnięcia, potencjalne kłamstwa oraz inne nieścisłości w śledztwie. Tak naprawdę dopiero niedawno prawda (miejmy nadzieję) wyszła na jaw. „Miasteczko zbrodni” jest naprawdę doskonale przygotowanym reportażem, który potrafi wstrząsnąć. Jednak nie tylko samą zbrodnią, ale również całą otoczką śledztwa i wpływów, które – wiele na to wskazuje – starały się powstrzymać przed poznaniem prawdy.

„Limes inferior” – Janusz Andrzej Zajdel

Format: Audiobook
Stron/długość: 9h 7m

Ja naprawdę nie rozumiem, czemu ja po Zajdla nie sięgnąłem wcześniej! „Limes inferior” wciąga dosłownie od samego początku i to tak, że nie da się oderwać! Świat stworzony przez autora nie jest skomplikowany, ale podział na klasy intelektualne oraz system ekonomiczny oparty o punkty jest tak intrygujący, że chce się zagłębiać w niego jak najszybciej, Ekspozycja na całe szczęście jest świetnie przygotowana – zarówno w dialogach, jak i w opisach oraz – co najważniejsze – w wydarzeniach, które się dzieją. Istny majstersztyk.

Jest to naprawdę fantastyka socjologiczna wysokich lotów. Nie, żebym miał jakieś szerokie porównanie (jak na razie z najsłynniejszych pisarzy tego nurtu zaliczyłem jedynie Orwella oraz dwie książki Asimova), ale jestem przekonany, że przed długi czas „Limes inferior” będzie mi służył jako barometr jakości. System społeczny został tak dogłębnie zaprojektowany, że wręcz można go sobie wyobrazić w praktyce (chociaż zasadne jest pytanie, czy aby na pewno każdy by się na niego zgodził). Jednak chyba najpiękniejszym aspektem jest jednoczesne ukazywanie zalet, jak i wytykanie poważnych wad poprzez konkretne przykłady. 

„Czyste zło” – Lisa Gardner

Format: Audiobook
Stron/długość: 12h 51m
Lektor: Anna Szawiel

Nie jestem pewien czy to z tą książką jest mały problem, czy ze mną. Chociaż może problemem bym tego nie nazwał, ale pewną… niedogodnością. „Czyste zło” odbieram jako świetnie przygotowane (autorka zrobiła naprawdę dobry research) oraz dobrze napisane (technicznie, stylistycznie, językowo – ogólnie powieść „brzmi” bardzo poprawnie), jednak nie czuję żadnej szczególnej satysfakcji po lekturze. Nawet w trakcie słuchania nie byłem podekscytowany, a często się nawet na chwilę wyłączałem (co nie przeszkodziło mi w zrozumieniu kolejnych wydarzeń).

Historia może i faktycznie jest całkiem sprytnie napisana, jednak nie porwała mnie ani trochę – była mocno przewidywalna i pisana jakby według schematu. Jak w sumie wiele innych thrillerów. Nie wiem więc, czy mi się mocno przejadła ta odmiana gatunkowa, czy faktycznie to „Czyste zło” jest po prostu poprawnym, encyklopedycznym przykładem. Co ciekawe, pomimo tego, że jest to jedenasty tom cyklu, to nie czuję, jakbym ominął coś, co może mieć duży wpływ na zrozumienie wydarzeń. Co prawda nie mogłem czerpać pełnej radości z postaci Flory, która pojawiła się w ósmym tomie cyklu. Spoilery się oczywiście pojawiły, jednak chyba nie jestem tym faktem zdruzgotany – raczej nie będę próbował wracać do poprzednich tomów.

„To, co zostaje” – Glen Duncan

Format: Papier
Stron/długość: 315
Tłumaczenie: Joanna Studzińska

Po początkowym umiarkowanym zachwycie przyszło niestety rozczarowanie. Książka ta jest klasyfikowana jako literatura piękna – no i w sumie coś w tym jest. Nawet tak prozaiczne rzeczy, jak opisy scen seksualnych są napisane tak, że aż chce się czytać (co u mnie nie jest wcale takie oczywiste). Niestety im głębiej w książkę, tym więcej przerostu formy nad treścią oraz gonitwy za najbardziej kontrowersyjną sceną, jaką można wcisnąć, najlepiej w oderwaniu od całej reszty powieści.

Chciałbym napisać o „To, co zostaje” dużo dobrego, bo wydaje mi się, że zdecydowanie zasługuje na dobre słowo (niełatwo jest opisać tak skomplikowane relacje wraz z całą ich historią), jednak to dążenie do zbędnej brutalności, byle tylko ją wrzucić do książki, bardzo mocno dało mi się we znaki w trakcie czytania. Tak samo, jak przeplatanie kompletnie niepowiązanych wątków tylko po to, by potem w ogóle odjechać gdzieś w dwie różne strony. Jest też opcja taka, że po prostu nie zrozumiałem głębokiego przesłania, jednak jam prosty czytelnik jest – czuję kichę, to opisuję jako kichę.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” – Praca zbiorowa

Format: Audiobook
Stron/długość: 11h 49m
Lektor: Maciej Kowalik

Cóż to jest za zbiór! Naprawdę zacny, wielce mnie usatysfakcjonował. Składa się tak naprawdę z trzech części – debiutanckiej/nagrodowej, tuzowej oraz felietonowej. W debiutanckiej/nagrodowej swoje opowiadania napisali debiutancki oraz laureaci konkursów, a o dziwo praktycznie wszystkie z nich są na równym i dobrym poziomie. Tuzowa to ta, w której tuzy polskiej fantastyki naukowej dorzuciły swoje trzy grosze. Natomiast najkrótsza, ale wcale nie najgorsza to felietonowa, w której możemy poczytać lub posłuchać nie tylko o konstruktach literatury z tej odmiany gatunkowej, ale również o odrobinie historii nauk związanych z kosmosem.

„Ku Gwiazdom: Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2021” zapewniła mi naprawdę nieziemskie przeżycia. Wiadomo, nie wszystkie opowiadania były bardzo „wow”, ale i tak jak na antologię były naprawdę równe. Mam kilka swoich ulubionych, w tym również u młodych pisarzy, więc to chyba jest też pewnego rodzaju rekomendacja. Jeśli lubicie kawał dobrej, konkretnej i faktycznie starającej się opierać na nauce fantastyki, to koniecznie sięgnijcie po ten zbiór. Sprawdźcie sami, czy przesadzam, czy jednak faktycznie jest to tak dobre, jak opisuje!

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” – Ursula K. Le Guin

Format: Papier
Stron/długość: 240
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

Początkowo wydawało mi się, że czytam dość infantylną powieść. Nie do końca zgadzało mi się to z peanami, które czytelnicy piszą na cześć Ursuli K. Le Guin. Na całe szczęście dość szybko zauważyłem, że to wcale nie jest infantylność stylu, wręcz przeciwnie – pisarka umie w prosty sposób przekazać nie tylko samą treść, ale i przemyć w niej ogromną ilość morałów, które można interpretować wprost w dowolny sposób. Sama historia Geda wydaje się banalna i jednocześnie ciekawa, ale im bardziej zagłębiałem się w książkę, tym mocniej czułem tę – nomen omen – magię bijącą z tej krótkiej powieści.

Ged przeżywa dość klasyczny tryb nauki wśród magów – od początkowej, młodzieńczej buty i pragnienia jak najszybszych postępów, aż do zrozumienia czym jest cierpliwość. To jest dosłownie wypisz wymaluj stereotypowy obraz młodego maga. Jednak to, w jaki sposób Ursula K. Le Guin przedstawiła tę historię (warto nadmienić, że powstała ona w 1968 roku) bardzo szybko przełożyłem właśnie na swoje nastawienie do „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Był jak pewien wstęp, który ma nauczyć pokory do literatury i pokazać, jak można się skupić i wydobyć z niej jak najwięcej. Na samym końcu książki bowiem byłem już w pełni oczarowany i usidlony prozą nieżyjącej już, amerykańskiej pisarki.