czwartek, 8 marca 2018

"Koniec drogi" - Dmitry Glukhovsky

"Koniec drogi" - Dmitry Glukhovsky
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Koniec drogi
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Stron: 64
Data wydania: 15 lutego 2018


Nazwisko Dmitry Glukhovsky kojarzy się głównie z Uniwersum Metro 2033, które rozrosło się do bardzo znacznych rozmiarów. Swoje historie osadzają w nim autorzy wielu narodowości, czerpiąc z tego korzyści zarówno dla siebie, jak i swoich Czytelników. "Koniec drogi" nie jest jednak związana z wspomnianym światem, choć - jak sam autor podkreśla - nawiązania do niej znajdują się w powieści "Metro 2034". Opisywana właśnie pozycja to nieopublikowane do tej pory opowiadanie, które powstało w 2006 roku. Krótkie, ale bardzo treściwe.

Historia dwójki ludzi - chłopca oraz starca - zmierzających Drogą. Drogą, która być może ma, a być może nie ma swego końca. Wiadomo jednak, że jest ona tam od zawsze, jeszcze zanim świat stał się taki, jakim widzą go mieszkańcy wiosek. Wieść gminna niesie, że kiedyś wzdłuż Drogi stały potężne, rosyjskie miasta, ale teraz nikt nie chce się zapędzać w jej okolice. Oprócz chłopca i starca.

Opowiadanie wydane przez Wydawnictwo Insignis zostało napisane przez autora w 2006 roku. Minął długi czas, zanim zostało ono przetłumaczone i opublikowane w Polsce, a obecnie dołączane jest jako gratis do "Wędrowca" Surena Cormudiana. "Koniec drogi" nie jest co prawda w żaden sposób bezpośrednio związany z Uniwersum Metro 2033 (nie licząc wzmianek w "Metro 2034"), ale widać już w nim zafascynowanie autora tematami apokalipsy nuklearnej i tego, jak może wyglądać świat wyniszczony wojną totalną.

Mimo tego, że "Koniec drogi" to raptem nieco ponad 60 stron w wydaniu polskim, to sama historia opowiedziana została w przyciągający sposób. Czytelnik ląduje gdzieś w środku niczego - pojedynczej wioski, która wiedzie powoli swoje wioskowe życie próbując dostosować się do obecnej, powojennej rzeczywistości. Widać jedynie maleńki wycinek całego świata, który dla wszystkich mieszkańców jest obcy, niezbadany i - co chyba najważniejsze - całkowicie nieistniejący. Zwłaszcza dla osób, które urodziły się już po kataklizmie wywołanym globalnym konfliktem zbrojnym. Młody, trzynastoletni chłopiec, który jest jednym z głównych bohaterów, jest idealnym odzwierciedleniem nowego pokolenia. Ciekawski, buntowniczy i nie zdający sobie sprawy z niebezpieczeństw.

Dla równowagi postawiony został starzec, którego - jak już wiemy z opisu książki - chłopiec spotyka na Drodze. Doświadczony, twardy, mający swój cel w życiu. Co prawda objętość tej pozycji nie pozwala na szczegółowe przedstawienie różnic w ich podejściu do otaczającego świata, jednak można je zauważyć gołym okiem podczas lektury. Nawet te najważniejsze. Jakby Dmitry Glukhovsky chciał porównać w jaki sposób na tragedię potrafi patrzeć dziecko, urodzone już po czasach kataklizmu, a jak człowiek, który to wszystko przeżył. W końcu autor pisał to opowiadanie podczas jednego ze swoich wyjazdów do strefy konfliktu zbrojnego. Wokół niego co chwilę dało się słyszeć wystrzały z broni. Jak sam napisał - "Z tamtej perspektywy nuklearny koniec świata, na który prędzej czy później sami się skażemy, wydawał się bardzo prawdopodobny".

Całość osadzona została nie tylko w środku niczego, ale również bez jasnego początku i końca z punktu widzenia czasu. Nie wiemy dokładnie co się działo tuż przed opisywanymi wydarzeniami (chociaż możemy się domyślać z kolejnych stron), ani nie wiemy czego można by się spodziewać po zakończeniu opowiadania. Zostało ono zresztą urwane w sposób wręcz obiecujący coś większego. Zupełnie jak dobry trailer do filmu, który zapowiada świetną zabawę, tylko trzeba chwilkę poczekać, dosłownie parę miesięcy. Sam Glukhovsky twierdzi zresztą, że "historia chłopca i starca, wędrujących opuszczoną, niekończącą się drogą (obecnie ukończoną), zasługuje na coś więcej niż opowiadanie" - miejmy więc nadzieję, że doczekamy jej kontynuacji.

Parę słów warto zostawić również na temat samego wydania. "Koniec drogi" jest bowiem dostępny za darmo, zarówno w formie e-booka, jak i jako drukowany dodatek do "Wędrowca" Surena Cormudiana. E-booka chyba nikomu przedstawiać nie trzeba - można go pobrać z dowolnej księgarni internetowej oferującej książki elektroniczne (np. Virtualo). Wydanie papierowe jest również dostępne bez opłat i nie jest przeznaczone do sprzedaży. To akurat dobrze, gdyż tak naprawdę cała książeczka ma ponad 100 stron. Połowę zajmuje właśnie "Koniec drogi", drugą połowę natomiast fragment "Tekstu" - niedawno wydanej powieści, której autorem również jest Dmitry Glukhovsky. Na pewno jest to dobry pomysł na marketing innej pozycji Wydawnictwa Insignis - co może się podobać, ale może również spotkać się z niezbyt przychylnymi opiniami.

Z mojej perspektywy nie ma to większego znaczenia dla mnie, jako czytelnika. Dla Wydawnictwa jest to dodatkowy marketing, a do tego zapewne zmniejszenie kosztów wydruku. Co innego, gdyby za "Koniec drogi" należało zapłacić - w tym przypadku oceniałbym negatywnie taką decyzję Wydawnictwa. "Tekst" jednak jest doklejony do książeczki również w sposób, który nie dezorientuje podczas czytania "Końca drogi" - jest bowiem odwrócony do góry nogami w stosunku do głównego elementu wydania papierowego.

Sześćdziesiąt parę stron, które potrafią wciągnąć nawet mimo swej niewielkiej objętości. Historia rozpoczęta gdzieś w oderwaniu od rzeczywistości i podobnie się kończąca. A jednak autorowi udało się stworzyć naprawdę porządne opowiadanie, które chce się czytać. Mało tego - oczekuje się od niego więcej. Niech za samą pozytywną rekomendację służy fakt, że na temat tych kilkudziesięciu stron udało mi się napisać już kilka akapitów i poruszyć sporo tematów. Warto więc zaopatrzyć się w e-booka i poświęcić te parędziesiąt minut na przeczytanie opowiadania, które może się okazać pouczające i niezwykle interesujące. A jeśli zastanawiacie się nad zakupem "Wędrowca", to niech "Koniec drogi" jako dodatek będzie dla Was dodatkowym argumentem "za".

Łączna ocena: 8/10


0 komentarze:

Publikowanie komentarza