piątek, 6 listopada 2020

„Pasterska korona” – Terry Pratchett

Źródło: Lubimy Czytać

Autor:
Terry Pratchett
Tytuł: Pasterska korona
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Stron: 302
Data wydania: 13 kwietnia 2017

Dzięki kolekcji „Świata Dysku” mogłem nie tylko przypomnieć sobie te książki Terry’ego Pratchetta, które już kiedyś przeczytałem, ale przede wszystkim zapoznać się z całym cyklem. Cała ta przygoda zajęła mi kilka lat, ale była naprawdę wspaniała. Doprowadziła mnie do ostatniego, wydanego w ramach kolekcji tomu, czyli „Pasterskiej korony”. Jest ona w pewnym sensie ukoronowaniem nie tylko podcyklu o Tiffany Obolałej, ale i całego Świata Dysku – w każdym tego słowa znaczeniu, nie tylko tym chronologicznym. Zdecydowanie powinna być czytana jako ostatnia, bo po niej już nic nie jest takie samo.

Tiffany jakoś sobie radzi kursując tu i tam oraz starając się pomóc wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. Radzi sobie wręcz doskonale, zważywszy oczywiście na okoliczności. Te – jak zwykle wokół Tiffany – nie są zbyt kolorowe. Świat musi znowu stanąć naprzeciw elfów, które postanowiły posmakować tego, co elfy lubią najbardziej, czyli złośliwości oraz krwi. Młoda czarownica nie zamierza jednak pozwolić im wygrać. Mało tego! Być może uda się chociaż jednego elfa nauczyć, czym jest dobroć, przyjaźń, wzajemna pomoc oraz jakie to wywołuje uczucia. Tam w środku, w głębi każdej istoty żywej, nawet goblina.

Absolutnie nie spodziewałem się, że „Pasterska korona” będzie posiadała aż tak ogromny ładunek emocjonalny. Pod tym względem jest wyjątkowa w swoim rodzaju wśród wszystkich książek Uniwersum Świata Dysku. Nawet z najtwardszego człowieka wyciśnie całą gamę emocji, począwszy od radości, przez złość, strach, aż po smutek. Terry Pratchett zagrał na najczulszych strunach ludzkiej psychiki i zrobił to po mistrzowsku. Tak naprawdę na tym można by całkowicie zakończyć całą opinię o ostatniej powieści z jego cyklu, albowiem nic ważniejszego w niej nie ma. Nie może być bowiem nic ważniejszego niż cały przekrój praktycznie wszystkich podstawowych ośmiu emocji. Aż zacząłem nadużywać tego słowa.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że powieść ta została wydana już po śmierci brytyjskiego pisarza, która to nastąpiła 12 marca 2015 roku, to wydźwięk „Pasterskiej korony” nabierze rumieńców. Głównie chodzi o wydarzenia opisane na samym początku, które jednak trudno opisywać bez zdradzania bardzo istotnych elementów fabuły (nawet wszelkie opisy oraz blurb tego unika). Ogólnie rzecz biorąc, czytając tę powieść, powinniście się przygotować nie tylko na falę różnych emocji, ale również na uświadamianie sobie pewnych spraw, nad którymi być może nie zastanawialibyście się w „normalnej” sytuacji. Znaczy takiej, gdyby autor książki, którą właśnie pochłaniacie, nie zmarł przed jej opublikowaniem. Zaufajcie mi, to robi ogromną różnicę w tym przypadku.

Tiffany jest oczywiście cały czas sobą. Tą samą spokojną, zrównoważoną, pracowitą, choć lekko zagubioną czarownicą, którą można było poznać w kilku poprzednich tomach. Dokładnie takie same są elfy – złośliwe, wredne, do cna zepsute oraz łase na świat ludzi. Jednak tak naprawdę konflikt między czarownicami oraz tymi małymi, magicznymi stworzeniami to jedynie tło dla wielu bardzo ważnych przekazów, które Terry Pratchett wplótł pomiędzy wiersze swojej powieści. Co oczywiście nie nie zmienia faktu, że fabularnie książka stoi na bardzo wysokim poziomie. Podziwiam naprawdę sposób, w jaki brytyjskiemu pisarzowi udało się to wszystko ze sobą połączyć i stworzyć coś tak pięknego, jak „Pasterska korona”.

Przepiękne zakończenie całości. Naprawdę, polecam wszystkim, jako ukoronowanie całego cyklu. Emocjonujący oraz emocjonalny utwór. Nie próbujcie jednak zaczynać swojej przygody z Pratchettem od niego! Zostawcie go sobie na absolutnie sam koniec. Jako wisienkę na torcie, bo i tak stracicie co najmniej połowę najlepszych rzeczy – będą wyrwane z kontekstu. Więcej się rozczulać nad „Pasterską koroną” nie będę, sami najlepiej ocenicie, czy odbierzecie ją jako równie piękną i niesamowitą.

Łączna ocena: 9/10


0 komentarze:

Publikowanie komentarza