czwartek, 26 grudnia 2019

„Mock” – Marek Krajewski

„Mock” – Marek Krajewski
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Marek Krajewski
Tytuł: Mock
Wydawnictwo: Znak, Edipresse
Stron: 368
Data wydania: 22 sierpnia 2019


Kolekcja „Czarnego Kryminału” spływa do mnie powoli, miesiąc po miesiącu, a w swoim tempie zaczynam ją czytać. Jednocześnie poznaję prozę Marka Krajewskiego, o której słyszałem dużo dobrego, ale nie miałem jeszcze okazji się z nią zapoznać. Moje pierwsze spotkanie ze stworzonym przez autora Eberhardem Mockiem było nad wyraz udane, więc czemu nie spróbować od razu sięgnąć po kolejny tom? Oczywiście zgodnie nie z pojawianiem się książek na rynku, tylko z kolejnością chronologiczną wydarzeń (a więc w kolejności wydanej przez Znak oraz Edipresse w „Czarnym Kryminale”). Powieści Marka Krajewskiego wciąga się dość szybko, więc sam „Mock” również dość błyskawicznie mi poszedł. Chyba zaraz skoczę po kolejny tom.

Skandal obyczajowy wśród policji to w latach dwudziestych XX wieku nie lada problem. Członek prezydium może zostać wydalony ze służby w trybie natychmiastowym. Eberhard Mock może jednak uniknąć tego losu, jeśli tylko udowodni, że nadaje się na policjanta. Nic w tym lepiej nie pomaga niż sprawa, która rozwściecza prosty lud pracujący. Ciała czwórki gimnazjalistów zostają odnalezione w Hali Stulecia we Wrocławiu. Ułożone zostały w groteskowy krzyż, nad którym zawisło kolejne ciało, tym razem dorosłego mężczyzny, któremu dorobiono skrzydła, niczym mitologicznemu Ikarowi. Nic więc dziwnego, że policja potrzebuje absolutnie każdego funkcjonariusza, zwłaszcza gdy proletariat naciska ze wszystkich stron.

„– Nie spodziewałem się fanfar i kwiatów, droga pani doktor – przemówił Mock – ale choć cień uśmiechu na pani posągowym obliczu rozświetliłby ten ponury gabinet”.

Tym razem, w przeciwieństwie do pierwszej części (w kolejności chronologicznej), czyli „Mock. Pojedynek”, mamy już do czynienia z normalnym, policyjnym śledztwem. Chociaż w sumie ciężko to też nazwać standardową historią znaną z innych kryminałów – zazwyczaj bowiem mamy do czynienia z jakimś już dość wysoko postawionym funkcjonariuszem z policji kryminalnej, który jest stary wyjadaczem. Mock jest jedynie wachmistrzem (o ile się ni mylę, jest to odpowiednik wojskowego plutonowego), więc nie powala nikogo swoją rangą. Do tego pracuje w obyczajówce, a nie w sekcji kryminalnej, więc tym bardziej nie powinien się liczyć w żadnych rozmowach. Jest jednak ambitny, zupełnie tak jakiego go znamy z „Mock. Pojedynek”. Jedyne co się zmienia i to w sposób bardzo widoczny, to jego nastawienia do świata oraz rozwiązywania problemów. Jest dość zuchwałe i często wręcz agresywne.

Marek Krajewski jednak nie zrezygnował z popisów związanych ze swoim filologicznym wykształceniem – w powieści oczywiście co chwilę pojawia się jakiś profesor lub docent z Uniwersytetu Wrocławskiego, który w owych czasach był bardzo ważnym ośrodkiem mającym wpływ na wiele spraw w mieście. Jak zresztą większość uczelni wyższych na początku XX wieku. Sam autor jest filologiem klasycznym, doktorem nauk humanistycznych oraz specjalistą językoznawstwa łacińskiego, nic więc dziwnego, że przepięknie odwzorowuje ówczesną mowę wykształconych elit. Oczywiście ja mogę jedynie uwierzyć na słowo, że właśnie w ten sposób wysławiali się profesorowie oraz inne osoby, które odebrały filologiczne wykształcenie, ale jest to wręcz uczta dla duszy. Oczywiście, o ile lubicie zagłębiać się w figurach retorycznych i chłonąć bogactwo języka. W przeciwnym razie może to Was niestety zanudzić – dajcie jednak szansę!

Wplecenie wątku masonerii, wraz z rzeczywiście istniejącą w tamtych czasach Lożą „Horus”, mieszczącą się w kamienicy przy ulicy Lelewela Joachima 15, to jest również coś, co chętnie widzę w książkach. Wolnomularstwo oraz ich wpływy owiane są wręcz legendami i stanowią idealne tło dla wydarzeń, jak również i same przyczyny tych wydarzeń. „Mock” nie tylko porusza kwestię masonerii, ale również przybliża nieco symbolikę, odrobinę podział organizacyjny (każda loża była elementem większej układanki i odpowiadała przed większymi strukturami). O walorze edukacyjnym takiego zabiegu niech świadczy fakt, że po lekturze tego tomu, sam zacząłem szukać w internecie informacji na temat masonerii we Wrocławiu, oczywiście z Lożą „Horus” na czele. Muszę przy tym przyznać, że danych jest mnóstwo i dość szybko można zauważyć, że Wrocław przed I Wojną Światową był domem dla wielu lóż masońskich.

„Oni już mają swoją prawdę - powiedział poważnie Vyhladil. - A po co im nowa? Nowa prawda to nowe komplikacje”.

Jednak nie sam walor czysto językowy, edukacyjny oraz historyczny jest tym, co robi z „Mocka” świetny kryminał. Właśnie – kryminał. Marek Krajewski udowodnił mi, że umie w plot twisty oraz w utrzymanie czytelnika w niepewności aż do samego końca. Początkowo oczywiście cała sprawa posuwała się do przodu raczej powoli i sugerowała pewne rzeczy, jednak sama końcówka pokazała, że nie wszystko złoto co się świeci. Oraz nie wszystko, co brzydko pachnie, musi być zepsute. Właśnie tego mi od jakiegoś czasu brakowało, takiego porządnego potrząśnięcia w czasie lektury. Pewności, że w sumie wiem, o co chodzi i się cieszę wszystkim, co jest w tle, a tak naprawdę to tło uśpiło moją czujność i na koniec przywaliło z półobrotu. A wiecie, co jest najlepsze? Że ja się właśnie z tego kopnięcia cieszę!

Naprawdę kawał dobrej literatury. Kiedy czytam takie książki jak „Mock”, to wtedy rozumiem, dlaczego wokół danego autora pojawia się aura wybitności i gromadzi się wianuszek oddanych fanów. Jeśli ktoś lubi dopracowane książki, z dobrym researchem oraz wyjaśnieniem wszelkich nieprawidłowości przez samego autora, to cykl o Eberhardzie Mocku może mu przypaść do gustu. Dokładnie tak jak mi. To dopiero drugi tom przygód pracownika Prezydium Policji we Wrocławiu (czy też jak kto woli – w Breslau), ale chyba Marek Krajewski już mnie kupił w pełni. Mam nadzieję, że reszta książek jest co najmniej tak dobra, jak te. Nawet jeśli same sprawy prowadzone przez Mocka będą… gorszej jakości, to wydaje mi się, że klimat Wrocławia z pierwszej połowy XX wieku może chociaż w części wynagrodzić wszelkie niedogodności.

Łączna ocena: 8/10



Cykl „Eberhard Mock”

Śmierć w Breslau | Koniec świata w Breslau | Widma w mieście Breslau | Festung Breslau
Dżuma w Breslau | Mock | Mock. Ludzkie zoo | Mock. Pojedynek | Mock. Golem


0 komentarze:

Publikowanie komentarza