piątek, 10 sierpnia 2018

Bardzo chcę! #48 Jack Ketchum - „Przejażdżka”

Jack Ketchum - "Przejażdżka"
Źródło: Lubimy Czytać
Czasem w moim cyklu "Bardzo chcę!" można ujrzeć ogromny rozstrzał gatunkowy. Raz fantastyka ustępuje miejsca kryminałowi, innym razem literaturze faktu - jeszcze chyba obyczajówki nie było (choć czasem gości ona na moich półkach). Często też znaleźć tutaj można klasyków, a zdecydowanie można do takowych zaliczyć Jacka Ketchuma - do klasyków literatury grozy. Współczesna literatura horroru i thrillera kojarzyć się wielu osobom może między innymi z takimi nazwiskami jak King czy właśnie Ketchum. Dzieł pierwszego ze wspomnianych mam na swoim koncie już wiele, jednak twórczość tego drugiego jest dopiero przede mną. Jest wiele tytułów, które chciałbym przeczytać, jednak "Przejażdżka" wybija się wśród nich zdecydowanym i sprężystym krokiem - chyba głównie ze względu na słowa, które napisał Michał z bloga Oczytany.eu:

"Nie każdy da radę doczytać tę minipowieść do końca".

Zdecydowanie mnie nimi przekonał. Lubię trudne i wymagające książki, które potrafią zamieszać w ludzkiej psychice i doprowadzić je na skraj wyczerpania. Ubóstwiam trudne tematy, które często zahaczają wręcz o tematy tabu - takie, o których ludzie boją się mówić, a które wywołują podczas lektury nieprzyjemny dreszcz niepokoju. Takie, które u kobiet wywołują paniczne zakrywanie ust rękami, a u mężczyzn wywołują głębokie bruzdy na czole oraz krzywe grymasy ust. Liczę więc na to, że "Przejażdżka" będzie rzeczywiście jazdą bez trzymanki, która została zamieniona w pewnego rodzaju sztukę. Nie jest bowiem problemem stworzyć opisy jatki, brutalnych przestępstw czy wręcz czystego gore - artyzmem jest wykonać to w ten sposób, aby czytelnik sam nie był pewien czy pragnie autora ubóstwiać za jego dzieło, czy przekląć trzy pokolenia wstecz.

A oto co na temat "Przejażdżki" ma do powiedzenia Wydawnictwo Replika:

"Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Horror. 
Seks, psychologia i zbrodnia to typowe cechy znakomitej prozy Jacka Ketchuma. Podobnie jak dziwne zbiegi okoliczności, które przepełniają jego kolejne wyśmienite książki. 
Wayne, barman i potencjalny zabójca, który zawsze tchórzy w ostatniej chwili, prawie dusi swoją dziewczynę podczas wspólnej wycieczki. Gdy ona ucieka, Wayne widzi parę, która popełnia brutalne morderstwo i rozpoznaje w jednym ze sprawców stałego klienta swego baru. 
Trupa Howarda, zabitego przez byłą żonę Carole i jej nowego kochanka Lee, odnajduje w strumieniu młody skaut, zaciekawiony cuchnącymi zwłokami. Ścieżki bohaterów łączą się, gdy Wayne zmusza Lee i Carole do z pozoru pozbawionej celu, przerażającej przejażdżki! 
Pełen rozbuchanych emocji i okropieństw dramat Ketchuma nieodparcie wciąga i pochłania czytelnika!"

Czytaliście coś z prozy Jacka Ketchuma? Polecacie? A może mieliście okazję gościć w wagonie "Przejażdżki"?


środa, 8 sierpnia 2018

„Immersja” - Erick Pol

"Immersja" - Erick Pol
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Erick Pol
Tytuł: Immersja
Wydawnictwo: Uroboros
Stron: 576
Data wydania: sierpień 2018

Miałem już w swoim życie okazję czytać połączenie najnowocześniejszych technologii przyszłości z klimatami świata osadzonego wiele lat wstecz. Tym razem jednak “Immersja” jest nieco inaczej przedstawioną historią. Zgadza się co prawda fakt, że technologia jest wykorzystana do zatonięcia w grze (zupełnie jak w Aktach Caine’a Stovera), jednak świat, w którym osadzone są główne wydarzenia jest o wiele starszy. Jest to bowiem Kreta z dwóch tysięcy lat przed naszą erą, kiedy rewolucja neolityczna już się dawno skończyła, a cywilizacja kreteńska oraz grecka właśnie powstawały. Takie kąska nie mogłem przegapić! Przyznać muszę, że był on smaczny, choć czasem dało czuś się nieprzyjemną gorycz.

Dzięki MayaVR podróże w czasie mogą być na wyciągnięcie ręki. No, może “podróże w czasie” to określenie na wyrost, jednak MayaVR potrafi stworzyć na bazie wprowadzonych danych archeologicznych świat niemalże idealnie odwzorowujący Kretę 1627 lat p.n.e. - Ben odczuwa na własnej skórze jak bardzo realistyczna jest ta gra. Problemem jednak okazuje się nie tylko dodatkowy, autoryzowany dostęp innych uczestników, jednak również nieautoryzowany dostęp intruzów, którzy nie mieli nigdy pojawić się w systemie. W czasach, w których zbudowano IAM przemoc potrafi się zrodzić z niewielkiego ziarenka chaosu, a w czasach starożytnych, kiedy dotychczasowe zasady przestają mieć znaczenie, przemoc staje się główną walutą.

Idylla. Spokój. Sielanka. Te trzy słowa idealnie pasują do klimatu, który towarzyszy podczas lektury pierwszych kilkuset stron powieści. Fajstos, 1627 lat przed naszą erą, to miejsce pełne spokoju, harmonii i wszechobecnej przyrody. Żyjący ludzie przedstawieni zostali jako miłujące spokój społeczności, które starają się chronić swoich pobratymców, wiodąc jednocześnie spokojne i pozbawione zwad życie. Naprawdę można się uspokoić i ukoić nerwy podczas lektury, chociaż nie na długo. Przeplatane fragmenty życia we “współczesnym” wydarzeniom świecie stopniowo stają się coraz bardziej nerwowe i napięte. Opisy zarówno jednego jak i drugiego świata na pewno są mocną stronę “Immersji”. Potrafią dobrze budować nastrój i pomagają wyobraźni pracować.

Nieco gorsze są dialogi. Często bywają dość sztuczne lub zbyt proste - rzec można, że nawet infantylne. Wiele razy zastanawiałem się, czy dalej czytam tę samą książkę. Prostota jest oczywiście bardzo często najlepszym, co może spotkać książkę, jednak poziom dialogów w tym przypadku był aż zbyt prosty. Zgodnie z moją wiedzą “Immersja” jest debiutem autora, więc osobiście patrzą zdecydowanie bardziej przychylnym okiem - w końcu dialogi nie są wcale najprostszą częścią każdej powieści, a wręcz przeciwnie. Warto jednak, abyście wiedzieli, że stanowią one przy okazji chyba najsłabszą część całej “Immersji”. Mam jednak nadzieję, że Erick Pol poprawi je w następnych powieściach, bowiem jest to rzecz, którą zwyczajnie należy szkolić udoskonalając swój własny warsztat.

Bardzo interesujący jest sam motyw sztucznej inteligencji połączonej z wirtualną rzeczywistością, który pokazuje w jaki sposób może wpływać na człowieka taka z porozu niewinna gra. Co prawda cały wątek psychologiczno-społeczny nie został w pełni rozwinięty (ani tym bardziej dokończony), to jednak możemy jako czytelnicy obserwować codzienne zmagania uczestników eksperymentu wraz z ich reakcjami. MayaVR ma ogromny wpływ nie tylko na myśli i codzienne zachowanie, ale również na to, co w pełni należy do naszej podświadomości. Nie mamy pewności, czy rzeczywiście tego typu technologie mogłyby w dokładnie taki sposób ingerować w nasze życie, jednak mamy możliwość obserwowania jednej z możliwości, jakie pojawią się wraz z rozwojem wirtualnej rzeczywistości i połączeniu jej wspaniałości z sieciami neuronowymi oraz innymi algorytmami sztucznej inteligencji. Bardzo smaczny kąsek dla wszystkich fanów tej tematyki.

Sam pomysł na fabułę należy uznać za poprawny i w miarę interesujący. Podróże w wirtualnej rzeczywistości, które miały początkowo być wyprawami czysto badawczymi, a które zmieniły się wręcz w kwestię życia lub śmierci to temat jednocześnie nietypowy i oklepany. Nagłe zwroty akcji w postaci dodatkowych uczestników nie należą do oryginalnych, jednak w wykonaniu Ericka Pola są bardzo zjadliwe i przyjemne w odbiorze. Zwłaszcza w połączeniu z opisami autora stanowią doskonały szkielet powieści. W wielu miejscach książka przykuwała do siebie, bo aż chciało się dowiedzieć co też autor wymyślić i jak potoczą się dalej losy bohaterów powieści. A tych mieliśmy kilku.

Niestety to również nie jest najmocniejsza strona “Immersji” - bohaterowie. Podczas lektury można dojrzeć pokaz przemiany głównego bohatera - naukowca, który biorąc udział w eksperymencie w pewnym sensie próbował zachować swoje stanowisko. MayaVR i drugie życie, które w niej prowadzi, zmieniają jego charakter zmuszając do wykształcenia cech i zachowań, o które wcześniej nikt by go nie posądzał. Nie jest on jednak tak wyrazisty, jakby można było się spodziewać. To samo można powiedzieć o pozostałych uczestnikach “gry”. Prowadzeni są oczywiście w większości konsekwentnie, zgodnie z założonym scenariuszem, jednak jest ich nie tylko zdecydowanie za mało, ale również często wydają się zbyt nijacy. Erick Pol stworzył coś w rodzaju sinusoidy, która ciągnie się przez całą książkę i ukazuje jej główne postacie na przemian jako osoby konkretne i dobrze skrojone oraz jako losowych ludzi, którzy pojawili się w historii, bo musieli się pojawić.

Mimo wspomnianych wad, książka jest naprawdę fajną powieścią, która rodzi nadzieje na lepszą kontynuację. Już wiele razy moja pobłażliwość w stosunku do debiutów zaowocowała mnóstwem wrażeń w późniejszych tomach. Problemy “Immersji” nie są niczym, czego nie można wyeliminować ćwicząc swój warsztat, a jej podwaliny są mocne i wystarczająco intrygujące. Świat stworzony przez Ericka Pola nie został może rozwinięty w stopniu zadowalającym, jednak głównie skupiał się na wydarzeniach w Fajstos, a te z kolei trzymają wysoki poziom, zwłaszcza w przypadku opisów zdarzeń, osób czy przyrody. Warto dać szansę, zwłaszcza jeśli patrzy się na debiuty przez palce. Wówczas można z tej powieści czerpać sporo przyjemności.

Łączna ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję


sobota, 4 sierpnia 2018

Co pod pióro w sierpniu 2018?

Mam nadzieję, że sierpnień nie będzie tak przerażająco gorący jak końcówka lipca. Przy temperaturach rzędu 30 stopni Celsjusza mój mózg odmawia posłuszeństwa a oczy zamieniają się w niezdatną do czytania papkę. Może dlatego w lato nie mam zbyt dobrych wyników czytelniczych, bo nawet jak się smażę gdzieś to nie chce mi się sięgnąć po lekturę. No, ale jako że mam parę zobowiązań recenzenckich to trzeba się spiąć i nie marudzić, że "aaa może by tak tylko pogapić się w sufit", bo z tego jeszcze nigdy nic dobrego nie wyszło! Na pewno jest kilka pozycji, które chciałbym przeczytać koniecznie (i niekoniecznie jest to fantastyka!), więc myślę, że w tym miesiącu dla każdego coś dobrego. :)

Poprzedni miesiąc wyszedł idealnie jeśli o realizację planów chodzi. Cztery pozycje, wszystkie przeczytane - niekoniecznie w tej kolejności, w której podałem. Ta jednak nie miała u mnie nigdy znaczenia, co się nawinęło pod rękę (albo co było bliższe premiery), to brałem i czytałem. W tym miesiącu mam w miarę sprecyzowane plany choćby z tego powodu, że jedną z książek zaczałem już w lipcu, więc warto by ją jednak skończyć jak najszybciej. Do tego zbliża się premiera "Nocnego człowieka" od Wydawnictwa Smak Słowa, a przede mną jeszcze "Jedna jedyna", która jest wcześniejszym tomem. Z jednej strony będzie więc fantastyka, a z drugiej kryminał. Mam więc nadzieję, że wiele osób znajdzie coś dla siebie, z czego będzie można wybierać przy najbliższych, książkowych zakupach. :)

Oczywiście klasycznie wszystkie okładki pochodzą z portalu Lubimy Czytać.

"Zabójczyni" - Sarah J. Maas
"Zabójczyni" - Sarah J. Maas

Zbiór pięciu opowiadań, które zawierają historię sprzed wydarzeń znanych z cyklu "Szklany Tron". Przedstawią siedemnastoletnią Celaenę Sardothien oraz jej drogę do tego, kim się stała. Znane , lecz nieżyjące już postacie pojawiają się na kartach opowiadań, a te, które udało nam się już poznać, ukażą się z nieco innej strony. Tak, to zdecydowanie coś, co chcę przeczytać.
"Nocny człowiek" - Jørn Lier Horst
"Nocny człowiek" - Jørn Lier Horst 

Piąty tom przygód Williama Wistinga to jest coś, co na pewno przeczytam w sierpniu. Nie zrobiłem jeszcze pełnej inwentaryzacji swoich książek Horsta, ale wydaje mi się, że chyba już wszystkie mam porozrzucane po półkach i stolikach. W lipcu kupiłem trzy, "Nocny człowiek" również do mnie przyszedł, ale jako egzemplarz recenzencki, więc pora zacząć nadrabiać zaległości!
"Gemina" - Jay Kristoff, Amie Kaufman
"Gemina" - Jay Kristoff, Amie Kaufman

Druga część niesamowitej pod katem wizualnym książki "Illuminae". Pierwsza część wyróżniała się oczywiście nie tylko sposobem wydania (chociaż też została wydana w częściowym crowdfundingu), ale również sposobem jej napisania. Raporty, stenogramy, historie rozmów, logi systemów - jednym słowem wszystko, co KOMPLETNIE różni się od narracji. :)

"Immersja" - Erick Pol
"Immersja" - Erick Pol

Może i na ostatnim miejscu, ale pojawi się zdecydowanie jako pierwsza - już za chwilę! Niestety nie udało mi się wyrobić (chyba po raz pierwszy) dokładnie na premierę z egzemplarzem recenzenckim. Już teraz jednak mogę Wam zdradzić, że opinia będzie racze pozytywna, choć nie pozbawiona lekkiego narzekania. :) Chociaż połączenie czasów około dwóch tysięcy lat przed naszą erą z rozwiniętą technologią przyszłości jest bardzo ciekawe - Uroboros wie jak zainteresować czytelnika!




czwartek, 2 sierpnia 2018

Podsumowanie lipiec 2018

Lubicie wakacje? Kto nie lubi! Chociaż mogłyby być kapkę chłodniejsze - mowa oczywiście tylko o tych dniach, kiedy nawet spokojny spacer jest wyzwaniem. No ale cóż, jak przyjdzie zima to będę narzekał na to, że za zimno - tak źle, tak niedobrze. No nie dogodzi! Zawsze jednak można próbować dogodzić książkami, a to się, muszę przyznać, że w lipcu udało. Co prawda obroty zdecydowanie zmalały, ale staram się korzystać z ruchu kiedy można. Stąd też nieco mniejsza ilość czasu na inne przyjemności, w tym między innymi lekturę. Na początku sierpnia jadę poleniuchować i pozwiedzać na tydzień niecały, więc też nie wiem na ile akurat będzie to wypoczynek z książką - na pewno wezmę ze sobą czytnik. Nigdy nie wiadomo kiedy nadarzy się okazja. ;)

Jak już wspomniałem, lipiec nie był tak bogaty książkowo, jakbym sobie tego życzył, ale nie jest z drugiej strony też najgorzej. Ilościowo książek było mniej więcej tyle samo, co do każdego miesiąca do tej pory - jedynie różnią się liczbą stron. "Dolores Claiborne" oraz "Chorały z pogranicza czasu" czytało się nieco dłużej, niż wskazywać by na to mogła liczba ich stron. Mniejszy font, w przypadku książki Dominika Łuszczyńskiego nieco większy format - ale przynajmniej czytało się naprawdę przyjemnie, a to jest najważniejsze! Wyniki mogą być nieco... przymglone ze względu na to, że tak naprawdę jestem już pod koniec "Zabójczyni", ale jeszcze jej nie skończyłem. Mógłbym to spokojnie zrobić, ale czekała na mnie "Immersja", z którą chciałem się bardzo wyrobić jak najbliżej premiery. 

Zacznijmy jednak już samo podsumowanie - klasycznie od liczby książek, stron i tak dalej:



Jak widać, mamy tu niezłe skoki w liczbie stron - słupki latają jak szalone! Cóż jednak zrobić, akurat takie a nie inne książki się trafiły i przynajmniej wykresy mogą być weselsze. A nie tylko takie jakieś płaskie. ;) Ogólnie rzecz biorąc może i wakacje, ale jak widzicie książkowo z nich nie korzystam.



Prawie dwadzieścia nowych osób polubiło mój fanpejdż na Facebooku, co mnie niezmiernie cieszy! Zwłaszcza, że kapeczkę też zasięgi rosną, nawet mimo tego, że ostatnio nie byłem zbyt aktywny tam. Zwłaszcza jeśli chodzi o bardziej luźne posty. Chociaż staram się dzielić z Wami zapowiedziami książek, które mnie interesują oraz zdjęciami samych tomów, które do mnie przychodzą! O samych wynikach z Google Analytics ciężko coś powiedzieć. One po prostu są. ;)



No, wcale nie najgorzej, co? Udało się utrzymać mniej więcej poziom. No, dobra, jest niższy. Mimo wszystko na razie jestem dobrej myśli, bo wszystko wskazuje na to, że w tym roku uda mi się wreszcie ukończyć wyzwanie z sukcesem. Chociaż lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca...



No, trochę tego jest. Daleko mi do stosów, jakie widuje na niektórych blogach, ale parę książek jednak do mnie trafiło. A jeszcze powinienem w sierpniu wykorzystać kod bonusowy do Gandalf.com, więc pewnie kilka tomów też wpadnie. Możliwe, że zauważyliście brak Kinga z kolekcji - tym razem ustawiłem sobie przypomnienie w kalendarzu i zamówiłem sobie częściową prenumeratę, a pierwsza paczka wyjdzie 8 sierpnia 2018 roku. Sierpień więc być może też będzie miał w sobie trochę nowych nabytków. :)

Na koniec nieodłączna lista tytułów, które udało mi się przeczytać w minionym miesiącu, wraz z linkami do opinii.

1. "Seryjni mordercy. Suma wszystkich lęków" - U. Szczęch
2. "Tajemnica Godziny Trzynastej" - A. Kańtoch
3. "Dolores Claiborne - S. King
4. "Chorały z pogranicza czasu" - D. Łuszczyński
5. "World of Warcraft. Cisza przed burzą" - C. Golden

W lipcu najwięcej wejść pojawiło się z bloga Kącik z Książką, prowadzonego przez Kasię! :D Najwięcej wejść zaliczył za to wpis będący opinią o "Chorałach z pogranicza czasu" Dominika Łuszczyńskiego - lektura zdecydowanie nietypowa, niecodzienna i zasługująca na uwagę. :) No, to u mnie w zasadzie tyle. :D


wtorek, 31 lipca 2018

„World of Warcraft: Cisza przed burzą” - Christie Golden

"World of Warcraft: Cisza przed burzą" - Christie Golden
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Christie Golden
Tytuł: World of Warcraft: Cisza przed burzą
Wydawnictwo: Insignis
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Stron: 408
Data wydania: 18 lipca 2018


Od niedawna odświeżam sobie lata młodości spędzone na graniu w World of Warcraft w nieco inny sposób - czytając książki bazujące na uniwersum stworzonym przez Blizzard. Prym wśród autorów na moich półkach wiedzie Christie Golden, która rzeczywiście stała się dla mnie kimś, kto pokazał, że jednak można napisać świetną powieść bazując na wydarzeniach z gry komputerowej. “Cisza przed burzą” jest tym razem nieco innym przypadkiem - do tej pory zawsze znałem fabułę książki i wiedziałem jak potoczą się wydarzenia. Najnowsza książka wydana przez Wydawnictwo Insignis opowiada jednak historię, która nawiązuje do najnowszego dodatku World of Warcraft: Bitwa o Azeroth. Mogłem więc zupełnie inaczej podejść do lektury i muszę przyznać, że mam nieco mieszane uczucia, chociaż przeważają jednak te pozytywne.

Nad Azeroth zawisło kolejne niebezpieczeństwo, choć tym razem nie są to armie Płonącego Legionu. Sargeras nawet podczas swojego upadku potrafił zadać temu światu potworny ból. Z rany powstałej po uderzeniu jego mieczem wypływa azeryt - Horda i Przymierze próbują dojść do tego, w jaki sposób ta niezwykła substancja może im pomóc nie tylko w leczeniu własnych ran, ale w umocnieniu swojej pozycji. Odwieczny konflikt może jednak tym razem nabrać zbyt dużego rozpędu. Ten z kolei może spowodować totalną anihilację całego Azeroth. Chyba, że wcześniej Anduinowi uda się wprowadzić w życie swój karkołomny i na pierwszy rzut oka od razu skazany na niepowodzenie plan…

Książkę tę odbieram zdecydowanie inaczej niż wszystkie poprzednie, przeczytane przeze mnie tytuły bazujące na World of Warcraft. Tym razem nie znałem wcześniej wydarzeń, które opisuje autorka, a na dodatek wiele znanych mi postaci już nie żyje. Z drugiej strony o wiele lepiej można poznać jedną z wielokrotnie pominiętych postaci, jaką jest Sylvannas Windrunner (czy też w tłumaczeniu - Sylwana Bieżywiatr). Jest mniej więcej taka, jakiej się spodziewałem. Wyzuta z emocji, podstępna, przebiegła, niesamowicie inteligentna i z bardzo rozwiniętymi zdolnościami przywódczymi. Po drugiej strony barykady stoi Anduin Wrynn, kapłan, król Stormwind (w polskim tłumaczeniu Wichrogrodu), który jest aż do bólu praworządny, dobry, moralny i jedyne o czym marzy to pokój na wszystkich kontynentach. Różnice te u obojga bohaterów widać od samego początku, co tylko podkreśla problem, z jakim zmaga się obecnie Azeroth.

“- Jak to krasnoludy. - Wzruszyła ramionami. - Słowa latają nad głowami. Czasami kufle. Aczkolwiek myślę, że to drugie zdarza się rzadziej, gdy kufle są pełne”.

Nie byłbym oczywiście sobą, gdybym nie narzekał na tłumaczenie. Bynajmniej nie zamierzam złego słowa powiedzieć o tłumaczeniu samym w sobie czy o pracy Dominiki Repeczko - bez jej pracy książki te nie byłyby napisane tak świetnym językiem, który potrafi wprowadzić w klimat opisywanych scen. Jak w większości książek do tej pory chodzi oczywiście o tłumaczenie nazw własnych, które przez Blizzarda są odgórnie narzucane, a które po prostu nie mają ładu ani składu. Część nazwisk jest spolszczona, część nie, niektóre z nich brzmią po prostu groteskowo, a nazw krain można się domyślić jedynie próbując w sposób naprawdę bezpośredni tłumaczyć we własnym zakresie (lub posiłkując się ich położeniem geograficznym, jeśli zna się mapy Azeroth). Mam nadzieję, że Blizzard kiedyś nabierze trochę racjonalności i albo w pełni wyprostuje tłumaczenia, albo zaprzestanie ich wymagania - obecny stan rzeczy fani gier są w stanie przełknąć. Nie wyobrażam sobie jednak być młodym adeptem, który pragnie posmakować nowego świata i dostać coś tak… absurdalnego.

Nie jestem do końca pewien jak odebrać niemalże chorobliwie praworządne zachowanie bohaterów Przymierza. Dla porównania Sylwana wraz ze swoimi poplecznikami jest po prostu konkretną, dobrze zbudowaną postacią, której charakter i osobowość oddają jej pozycję. Z kolei Anduina można jeszcze w pełni wytłumaczyć tym, że jest kapłanem, jednak jego świtę już niekoniecznie. Nie aż do takiego stopnia. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że taki dokładnie mógł być zamysł Christie Golden, aby jeszcze bardziej uwypuklić różnice między Przymierzem oraz Hordą na tle głównego planu króla Anduina. Mimo wszystko wiele razy się skrzywiłem podczas lektury z tego powodu, nie zamierzam jednak wieszać psów na takim zabiegu - w końcu nie jest aż tak łatwo manewrować pomiędzy dwiema tak skrajnymi postawami, więc niewątpliwie autorce należą się słowa gratulacji. 

“Kiedyś pracowałem w Zimozdroju. Jestem śniegolubnym amatorem przytulanek przed kominkiem, kochającym święta piecuchem”.

Na ogromny plus zasługuje wątek pewnego goblina, który to (wątek) niestety nie jest tak długi i szczegółowy, jaki bym chciał, aby był, jednak zapewnił dużo dobrej zabawy. W całej książce występuje wiele nowych postaci oraz cały świat przewraca się do góry nogami, zwłaszcza pod kątem współpracy pomiędzy rasami, których nigdy by się nie posądzało o możliwość choćby przebywania we własnym towarzystwie. Horda otrzymuje nową przywódczynię, która prowadzi rządy nieco inne niż te, do których przywykła Stara Horda, natomiast Przymierze zastanawia się nad schowaniem starych strachów. Na pewno jest to książka, która spowoduje niezłe zamieszanie w głowach starych wyjadaczy, którzy pamiętają doskonale czasy pierwszych Warcraftów.

Całkiem dobra pozycja, choć ustępuje swoim poprzedniczkom. Wciąż jest to ten sam, niezwykle przyjemny styl Christie Golden (w postaci tłumaczenia Dominiki Repeczko), chociaż nie pokazuje takiego pazura, jakiego można było się spodziewać. Końcówka niesamowicie wciąga i jest na pewno dźwignią, która podnosi całą powieść o wiele wyżej, niż sugerować by mogła cała pierwsza połowa “Ciszy przed burzą”. Nie nazwałbym tej książki czołówką World of Warcraft, chociaż całokształt wypada całkiem dobrze. Jeśli jesteście przygotowani na wywrócenie do góry nogami wszystkiego, co wiedzieliście do tej pory o Azeroth oraz frakcjach zamieszkujących poszczególne kontynenty, to pewnie nie będziecie żałować. Jeśli jednak jesteście przyzwyczajeni do takiego a nie innego podziału sił i sposobów rządzenia - możecie przeżyć szok. Czy pozytywny, czy negatywny, to już musicie przekonać się o tym sami…

Łączna ocena: 7/10


niedziela, 22 lipca 2018

„Chorały z pogranicza czasu” - Dominik Łuszczyński

"Chorały z pogranicza czasu" - Dominik Łuszczyński
Źródło: Lubimy Czytać
Autor: Dominik Łuszczyński
Tytuł: Chorały z pogranicza czasu
Wydawnictwo: Phantom Books
Stron: 154
Data wydania: 15 maja 2018


Kiedy ktoś mówi mi o klasycznych literaturze grozy, na myśl przychodzi mi oczywiście Edgar Allan Poe oraz H. P. Lovecraft. Niemalże cała twórczość obu wspomnianych autorów jest jeszcze przede mną, chociaż sam ich dorobek jest doskonale znany chyba większości miłośników literatury. Dominik Łuszczyński w swoim zbiorze opowiadań nawiązuje właśnie do tych klimatycznych dzieł, których atmosferę trzeba po prostu umieć oddać. Nie każdemu się to udaje, i nie każdy jest w stanie napisać coś, co będzie miało podobny wydźwięk. Ciężki, mroczny, ale jednocześnie subtelnie pociągający za najgłębiej osadzone struny ludzkiej psychiki. Czy “Chorały z pogranicza czasu” można uznać za właśnie ten typ literatury? Zdecydowanie tak.

Kiedy groza wypływa z każdego zakątka otaczającego Cię świata, nie myślisz racjonalnie. Kiedy strach zaczyna szarpać Twoją i tak już nadwyrężoną psychikę, starasz się uciec jak najdalej, nie bacząc na przeciwności. Dokładnie do takiego stanu chce Cię, Drogi Czytelniku, doprowadzić autor w swoim zbiorze opowiadań. Każde z nich to kolejna porcja grozy, dawkowana w takiej ilości, aby utrzymać Cię przy życiu, ale zapędzić Cię w róg nie dając ani chwili wytchnienia.

Jeśli ktoś zapytałby mnie o to, jaka jest jedna, charakterystyczna cecha “Chorałów z pogranicza czasu”, to zdecydowanie wskazałby barwny i nieco archaiczny język. Opisy są bardzo barwne i wyraziste, nadając opisywanym miejscom czy wydarzeniom dodatkowej aury tajemniczości. Czytając opowiadania Dominika Łuszczyńskiego można się poczuć, jakby sięgnęło się po pozycję napisaną na długo przed narodzinami autora. Świetnie koresponduje to z nastrojem, który ewidentnie chce zbudować w swojej książce autor. Ciężki, nieco podniosły, rozlewający powoli emocje po umyśle czytelnika. 

“Jak można twierdzić, że każdy może być panem swego losu w społeczeństwie, w którym wartość człowieka określa się między innymi poprzez pryzmat jego wyglądu?”

Każde z opowiadań jest zupełnie inne i porusza kompletnie odrębną tematykę. Wszystkie jednak mają jeden wspólny mianownik - granie na emocjach czytelnika. Odwołują się zarówno do uczuć, jak i przywar czy też po prostu cech, które można w łatwy sposób piętnować lub ukazać ich zgubny wpływ. Czasem wręcz przez myśl przechodziło mi porównanie do bajek, ze względu na alegoryczność tych utworów, chociaż oczywistym jest, że z bajkami zdecydowanie nie mają nic wspólnego. Nie wywołały we mnie co prawda przerażenia, jednak atmosfera, którą budują miejscami aż prosi się o pokrojenie rzeźnickim nożem. Tutaj Dominik Łuszczyński wykonał naprawdę kawał dobrej roboty. Można się poczuć jak w samym środku opisywanej historii.

Oprócz barwnego języka, wszystkie opowiadania charakteryzują się bardzo dużą plastycznością. Miejsca wraz z ich opisami można dowolnie kreować w swojej wyobraźni, tworząc byty wprost z naszych najgorszych (lub też najlepszych) koszmarów. Autor pozostawia wiele miejsca na snucie własnych wyobrażeń i unika bezpośrednich porównań. Metafory są raczej ogólnikowe, choć wystarczająco rozbudowane, aby nacieszyć się samym językiem narracji. Odniosłem wrażenie, że taki zabieg był od samego początku stosowany z pełną premedytacją - być może moja niepewność wynika z niezbyt obszernej znajomości klasyki literatury grozy, jednak jeśli jest to standard, to omija mnie zdecydowanie zbyt wiele dobrego.

“Słyszał ich nieskładne szepty, niewyraźne charkoty i buczenia przerywane odgłosem pękających ropni”.

Sama treść historii i ich warstwa fabularna czasem mogłyby jednak być nieco mniej rozwleczone, lub wręcz przeciwnie - rozbudowane. Jest kilka pozycji, które z samego założenia nie powinny być rozszerzane na wiele stron, jednak w pewnym przypadkach czuje się lekki niedosyt. Wśród dłuższych form za to niektóre fragmenty można by pominąć - zwłaszcza kiedy mówimy o opisach. Mimo swego niesamowitego klimatu i niewielkiej liczby stron, bywały momenty, w których musiałem zwyczajnie odpocząć od “Chorałów z pogranicza czasu”. Sam klimat, który utworzył Dominik Łuszczyński jest jednak wart przebrnięcia przez mniej interesujące partie książki, a trud będzie wynagrodzony niecodziennymi przeżyciami związanymi z lekturą grozy.

Ogólnie rzecz biorąc jest to kawał fajnej literatury, która może się spodobać zarówno fanom powieści grozy, jak i osobom, które nie miały jeszcze styczności z tego typu literaturą. Dominik Łuszczyński prowadzi czytelnika przez swoje opowiadania w sposób klimatyczny, omijając szerokim łukiem elementy kojarzone ze współczesnym horrorem (zwłaszcza filmowym), co dla mnie jest przeogromnym plusem. Tego typu zbiory oraz powieści aż chce się czytać. Autorowi co prawda nie zawsze udało się zbudować idealną historię, jednak zapewne wszystko jest kwestią warsztatu - dać szansę jednak warto, choćby za język wykorzystany w “Chorałach na pograniczu czasu” oraz atmosferę, którą udało mu się stworzyć. Za te dwa elementy - chapeau bas!

Łączna ocena: 7/10


czwartek, 19 lipca 2018

[ZAPOWIEDŹ] „Legendy Archeonu. Strach stary i nowy” - Thomas Arnold


LEGENDY ARCHEONU NADCHODZĄ, A WRAZ Z NIMI
STRACH STARY I NOWY!

Z Kroniki Odda...
(fragm. Księgi VII – STRACH STARY I NOWY)

      Po ucieczce pierwszych ludzi z Terenów Centralnych i opanowaniu tych ziem przez olbrzymów, gigantów i niszczycieli, Archeon pozostawał przesiąknięty strachem, śmiercią oraz pierwotnym złem powołanym do życia przez Stwórców. Ku swej uciesze sprowadzali oni na świat kolejne monstra pustoszące lądy i oceany, a ich jedynym celem była chęć niszczenia tego, co już istniało. Pożoga i zagłada trwały setki lat, ale również ta era, jak każda, miała swój początek oraz koniec, zapisując się w legendach.

      Krew wsiąkła głęboko w ziemię, która na powrót przyjęła brunatną barwę, a rozkładające się ciała dały początek nowemu życiu. Strach uleciał i rozproszył się w powietrzu niczym dym z przygaszonej pochodni. W tym wszystkim jedynie Śmierć pozostała niezmienna. Cierpliwie czekała na odważnych, którzy postanowili wrócić i ponownie określić się mianem Archeonów – pierwotnej nacji zamieszkującej niegdyś Tereny Centralne.



Dotychczas w dorobku autora: